Archwium dla ·

tarty- grzanki

· Kategoria...

Focaccia z pomidorkami koktajlowymi, anchois i czerwoną cebulą

komentarze 2

Mam dla Was fajny pomysł na focaccie. Właśnie wczoraj upiekłam ją, po naprawdę długiej przerwie  w pieczeniu tej włoskiej cudowności.

A w takim wydaniu, jak wczoraj, robiłam ją w ogóle pierwszy raz i od razu bardzo polecam.

Nowość polegała na dodaniu do standardowego ciasta ugotowanego i utłuczonego ziemniaka. To była inicjatywa mojej Córki. Dzięki ziemniakowi ciasto pozostało przyjemnie wilgotne. Nasza wczorajsza focaccia miała też sporo innych dodatków: pomidorki koktajlowe z oliwą i oregano, czerwoną cebulę i anchois oraz czarne oliwki.

Taką focaccie, polaną dodatkowo  jeszcze oliwą, mogłabym jeść codziennie!

Ale lepiej nie, …bo wtedy pewnie łatwiej byłoby mnie przeskoczyć niż obejść 🙂

Focaccia z pomidorkami, czerwoną cebulą i anchois

(cała duża blacha z piekarnika)

600 g mąki pszennej

7 g drożdży instant

1 duży ziemniak (około 250 g) obrany, ugotowany i utłuczony na puree

3 łyżeczki cukru

łyżeczka soli

250 ml mleka

150 ml wody

kilka łyżek oliwy

spora czerwona cebula pokrojona w piórka

kilkanaście pomidorków koktajlowych przekrojonych na pół

1/ 2 łyżeczki oregano suszonego wymieszanego z 2 łyżkami oliwy

opakowanie anchois

garść oliwek czarnych drylowanych przekrojonych na pół

listki z kilku gałązek świeżego oregano

oliwa do skropienia focacci przed pieczeniem

Do miski robota wrzuciłam mąkę, drożdże, wodę, mleko, sól, cukier, oliwę i wyrabiałam około 10 minut, dodałam purée z ziemniaka i jeszcze wyrabiałam przez chwilę, a potem zostawiłam ciasto do wyrośnięcia na około godzinę.

Rozgrzałam piekarnik do około 180 stopni.

Wyrośnięte ciasto ułożyłam na blasze wyłożonej wcześniej papierem do pieczenia. Ciasto było dość miękkie, raczej trudne do rozwałkowania, więc rękami je rozprowadziłam. tworząc w miarę równą warstwę.

Na wierzchu ułożyłyśmy dodatki lekko je wgniatając w ciasto, tworząc jakby tematyczne pasy: pas pomidorków ( wcześniej wymieszanych z oliwą i suszonym oregano),  pas cebuli  i anchois, które przekroiłam wzdłuż na węższe paski oraz  pas czarnych oliwek.

Całość skropiłam oliwą i posypałam  świeżymi listkami oregano.

Wstawiłam do piekarnika i piekłam około 45 minut.

Goście byli zachwyceni 🙂

Ja też, dlatego gorąco polecam ten pomysł!

Basia

Bakłażan z fetą

Brak komentarzy

Jestem wielką miłośniczką bakłażanów. Kiedy byliśmy w Grecji wyszukiwałam dań z nimi, żeby podpatrzeć coś i zaimportować do mojej kuchni.

Bo bakłażany kojarzą mi się z Grecją, albo może raczej z krajami bałkańskimi w ogóle.

Poza musaką, o której Wam pisałam, jadłam tam wyśmienitą sałatkę-dip, właściwie trudno określić, co to było, ale było z bakłażana. W karcie było w grupie sałatek.

Było to coś w rodzaju przystawki jedzonej  z pieczywem. Niestety, nie ma zwyczaju podawania pity. Miałam nadzieję, że w Grecji będzie ją można spotkać niemal wszędzie, a okazało się, że nie było jej w żadnej tawernie czy restauracji, w której byliśmy. Do wszystkiego podawano zwykle bezsmakowe jasne pieczywo.

Ale wracając do  dania z bakłażana, jest to niezwykle prosta receptura. I choć nie powiedziano mi jak dokładnie zrobiono to danie, sama w domu przygotowałam bakłażana w ten sposób, wiedziona intuicją i zapamiętanym smakiem.

To zapewne był bakłażan upieczony w  piekarniku (piecu),  potem pozbawiony skóry, a wreszcie rozdrobniony widelcem i wymieszany z utartą ( rozgniecioną drobno) fetą. Tak właśnie go zrobiłam. Przyprawiłam całość czosnkiem, sporą ilością pieprzu, odrobiną octu winnego i oliwą.

Podałam w charakterze przystawki wraz z miską egipskiego baba ghannoug (albo  jeśli wolicie baba ghannoush) i tzatziki.

Do tego były małe grzaneczki z bagietki, no bo też nie miałam pity.

Ale następnym razem przygotowując bakłażana w ten sposób, po prostu upiekę pitę sama  🙂

Bakłażan z fetą


1 duży bakłażan

100 g fety

oliwa extra vergine

pieprz

sól ( uwaga-feta jest słona)

ocet winny

rozgnieciony spory ząbek czosnku

Bakłażana włożyłam do piekarnika rozgrzanego do ok.250 stopni i piekłam przez około godzinę. Gdy wystygł, oddzieliłam miąższ od skóry i rozdrobniłam widelcem.

Dodałam utartą na grubej tace fetę oraz resztę składników i wymieszałam.

Smacznego,

Basia

P.S. Od chwili, kiedy napisałam ten post, minęło kilka dni. Nie mogłam go zamieścić, bo miałam problem z zamieszczeniem zdjęcia. W międzyczasie zrobiłam bakłażana z fetą po raz kolejny, tym razem upiekłam pitę do niego 🙂

Znalazłam przepis w internecie, bo w żadnej z moich książek nie było receptury na pitę.

Przepis jest zupełnie w porządku. Dałam następujące składniki:

750 g mąki ( miały być 3 filiżanki )

9 gr suchych drożdży ( miało być 7 gr, ale nie byłam pewna, czy filiżanka mąki to nie mniej niż 250 g, stąd wolałam dać trochę więcej drożdży)

375 ml ciepłej wody ( bo miało być 1,5 filiżanki)

jakieś 2-3 łyżki oliwy

2 łyżeczki cukru

łyżeczka soli

Drożdże rozpuściłam w ciepłej wodzie, gdy zaczęły pęcznieć przelałam je do miski robota. Wsypałam mąkę i resztę składników. Wyrabiałam przez kilka minut, aż zrobiła się kula.

Przykryłam ciasto ściereczką i zostawiłam w ciepłym miejscu.
po około 2 godzinach, gdy ciasto powiększyło swą objętość co najmniej dwukrotnie, a chyba jednak nawet trzykrotnie,  wyjęłam je i uformowałam z niego wałek. Pokroiłam wałek na chyba 15 kawałków. Każdy kawałek rozwałkowałam na grubość około 1 cm. Placki o średnicy około 12 cm ułożyłam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Wstawiłam do piekarnika rozgrzanego do około 200 stopni i piekłam przez około 10-15 minut. Gdy chlebki wyrosły i bardzo lekko się zarumieniły z brzegu,  nakłułam widelcem i wyjęłam je.

Taka pita, do doskonały dodatek do tej pasty z bakłażana, do hummusu, tzatziki i innych dipów. Polecam!

Basia

Tarta z bobem i cebulą

komentarze 2

Takie lipcowe lato, jakie teraz mamy, poza typowo sezonowymi owocami, jak maliny, morele czy borówki, kojarzy mi się również z bobem.

Do tej pory kupowałam bób czasem na straganie, taki szarozielonkawy, i zwykle po prostu gotowałam go w osolonej wodzie.

Choć przez cały rok można też kupić mrożony bób, nigdy chyba nie kupiłam takiego, i poza gotowanym bobem, niewiele razy jadłam dania przygotowane z bobu. Jakoś mnie do niego nie ciągnęło…

W tym roku moja Córka, po raz pierwszy w życiu, posadziła bób w ogrodzie i  właśnie zaczął dojrzewać.

I okazuje się, że on wcale nie musi być szarozielonkawy!

Przeciwnie, jest soczyście zielony i kusi, żeby z niego coś fajnego ugotować.

Jest tylko jeden problem, jest go na razie bardzo niedużo…

Dlatego wymyśliłam tartę, w której bób był tylko jednym ze składników. Stąd mogło być go tylko trochę 🙂

Tarta wyszła bardzo smaczna. Ciekawie w niej odnalazł się i bób i cebula, która pokrojona w piórka, przyjemnie zmiękła podczas pieczenia. Zawsze też z ochotą dodaję do tarty jajka ugotowane na twardo,  bo przyjemnie dają się zapiec w śmietankowo-serowej kołderce.

Polecam tym wszystkim, którym znudził się już ten bób gotowany i którzy niekoniecznie muszą na obiad czy kolację zjeść mięso. Choć do takiej tarty spokojnie też można dodać pokrojoną szynkę czy boczek, jeśli tylko macie ochotę. Z pewnością nie zepsują one efektu.

Tarta z bobem, cebulą i jajkami

naczynie o wym. 30 X 16 cm

około 220 g francuskiego ciasta ( nie zużyłam całego opakowania 275 g)

1 jajko surowe

2 jajka ugotowane na twardo

170 g bobu  (przed ugotowaniem i obraniem), ja miałam tylko tyle, ale można z pewnością dać go więcej 🙂

200 ml śmietanki kremówki

młoda biała cebula posiekana w piórka

rozgnieciony ząbek czosnku

sporo pieprzu

ok. 70 g sera ostrego

ewentualnie sól

do posypania z wierzchu po upieczeniu: świeże zioła np. kolendra, bazylia lub inne

Piekarnik nagrzałam do ok.200 stopni.

W osolonej wodzie ugotowałam bób, gotowałam przez kilka minut, chyba około 10.

Ostudzony zimną wodą można było zaraz obrać.

W miseczce wymieszałam śmietankę z roztrzepanym jajkiem, utartym serem, pieprzem i rozgniecionym czosnkiem.

W naczyniu do zapiekania, wysmarowanym wcześniej oliwą, ułożyłam ciasto. Na nim położyłam pokrojoną cebulę i pokrojone na mniejsze kawałki jajka na twardo.

Na końcu położyłam obrany bób i wylałam i rozprowadziłam równo masę śmietankowo-jajeczno-serową.

Wstawiłam do piekarnika i zmniejszyłam jego moc do 160 stopni.

Piekłam aż tarta z wierzchu była złocista, czyli około 25 minut.

Smacznego,

Basia

Pyszna tarta ze szparagami, szynką i jajkami

Brak komentarzy

To wprawdzie nieskromnie brzmi, ale ta tarta była naprawdę przepyszna.

Kiedy zabierałam się za jej przygotowanie, nawet nie sądziłam, że tak nas zachwyci.

Jeśli tego rodzaju jedzenie Was w ogóle interesuje, to gorąco zachęcam do wypróbowania. Szparagi jeszcze są:-)

Rozgrzałam piekarnik do około 200 stopni. Zanim się nagrzał ugotowałam szparagi. Podczas przycinania ich okazało się, że nie są w ogóle zdrewniałe i łykowate, więc tylko przekroiłam je na mniejsze części i wrzuciłam do lekko osolonej gotującej się wody. Górne części pędów z główkami dorzuciłam chwilę później, bo potrzebują mniej czasu na ugotowanie. Gdy były prawie miękkie odcedziłam je.

Na patelni lekko podsmażyłam  na odrobinie oliwy pokrojoną szynkę i posiekaną młodą cebulę. Dodałam rozgnieciony czosnek, wymieszałam i odstawiłam.

W naczyniu do zapiekania ułożyłam ciasto francuskie, na nim podsmażoną szynkę, pokrojone na mniejsze części jajka na twardo, szparagi i sporo posiekanych listków świeżego oregano. W misce roztrzepałam jajko ze śmietanką, dodałam dużo pieprzu, a na koniec utarty ser i wymieszałam dobrze.

Masę jajeczno-śmietankowo-serową wyłożyłam na szparagi i na koniec posypałam jeszcze utartym serem.

Wstawiłam tartę  do piekarnika, zmniejszyłam temperaturę do około 180 stopni i piekłam, aż wierzch i brzegi tarty były złociste, około 1/2 godziny.

Naprawdę warto spróbować:-)

Tarta z szynką, jajkiem i szparagami


opakowanie ciasta francuskiego 275 g

około 200 g szynki pokrojonej w paski

około 300 g szparagów

nieduża cebula

3 jajka ugotowane na twardo

1 jajko surowe

około 200 ml śmietanki kremówki

świeżo zmielony pieprz

świeże oregano, dużo!

spory ząbek czosnku

około 80 g sera gruyere ( albo innego ostrego)

Smacznego,

Basia

Trochę pizza, trochę tarta

Brak komentarzy

Nie sądziłam, że to może być takie dobre!

Pizza z ziemniakami?!

Przekonał mnie do tego pomysłu  głównie kozi ser, który miał się tam znaleźć.

A przepis pochodzi ze wspomnianej przeze mnie niedawno książeczki  „101 comfort food classics”.

Żeby trzymać się receptury, postanowiłam wykorzystać gotowy  spód do pizzy. Kupiłam  spód do pizzy, w podobnej rolce, w jakiej kupuję ciasto francuskie, tego samego producenta zresztą. Pomyślałam, że skoro ciasto francuskie robi dobre, to jest szansa, że i ten spód będzie ok.

Ziemniaki dobrze umyte i nieobrane pokroiłam w plastry o grubości około ½ cm.

Gotowałam je w osolonej wodzie, aż były miękkie, ale ciągle trzymały się dobrze w plastrach.

W tym czasie nagrzałam piekarnik do około 200 stopni.

Ziemniaki odcedzone pokropiłam oliwą wymieszana z  rozgniecionym czosnkiem.

Formę do pieczenia, u mnie to była ceramiczna prostokątna forma o wymiarach 30 x 23 cm wysmarowałam oliwą i wyłożyłam ciastem wywijając brzegi. Zużyłam około 2/3 opakowania ciasta.

Na cieście ułożyłam plastry ziemniaków, krążki czerwonej cebuli i pokruszony ser kozi,  a konkretnie dojrzewającą  roladę kozią. Posypałam obficie pieprzem, skropiłam jeszcze oliwą i wstawiłam do nagrzanego piekarnika. Po około  10-15 minutach zauważyłam, że cebula zaczyna się przypiekać niebezpiecznie, więc przykryłam naczynie folią aluminiową i wstawiłam do piekarnika jeszcze na chwilę. W sumie piekło się około 25 minut.

Według mnie  to danie, to taka trochę pizza, a trochę tarta. Myślę, że to kwestia spodu, bo nie był on ewidentnie „pizzowy”. W każdym razie to niezwykle smaczne jedzenie! Doskonałe zarówno na gorąco, jak i przestudzone. Myślę, że pewnie można zrobić je również na francuskim spodzie i będzie równie pyszne.

Trochę pizza, trochę tarta z ziemniakami i kozim serem

około 300 g niedużych, nieobranych i  umytych ziemniaków pokrojonych w plastry o grubości 0,5 cm i ugotowanych w osolonej wodzie

około 100g  pokruszonego sera koziego dojrzewającego

1 czerwona cebula pokrojona w cienkie krążki

oliwa

2 rozgniecione ząbki czosnku

świeżo zmielony pieprz

cienki ( ok.0,5 cm grubości) gotowy spód do pizzy w rolce albo kruche ciasto, albo jakiś inny spód

Basia

Tarta z karmelizowaną cebulą

1 komentarz

Znalazłam w lodówce pudełko ricotty, którą kupiłam kilka dni temu  i zupełnie o niej zapomniałam.

Kiedy się natknęłam dziś na nią, to od razu  zaczęłam zastanawiać się, do czego jej użyć?

I wtedy wpadł mi ten pomysł do głowy: tarta z ricottą, karmelizowaną cebulą i orzechami.

Moja Rodzina bardzo lubi cebulę w różnych postaciach, a taką karmelizowaną szczególnie.

Zaczęłam więc od przygotowania wspomnianej cebuli. Pokroiłam ją na cienkie dość krążki.

Rozgrzałam  na patelni oliwę z masłem, a następnie wrzuciłam cebulę. Dusiłam chwilę, aż się zeszkliła, dodałam ocet balsamiczny, sól, cukier, creme de cassis, pieprz i dalej dusiłam, uważając żeby się nie przypaliło. Dolałam nieco wody , zmniejszyłam  płomień i zostawiłam, żeby dalej się dusiło. Po około godzinie wyłączyłam, kiedy była miękka i ciemnobrązowa, ale oczywiście nieprzypalona!

Rozgrzałam piekarnik do około 200 stopni.

Naczynie do zapiekania wysmarowałam delikatnie olejem,  a następnie wyłożyłam na nie ciasto francuskie. Wymieszałam ricottę i rozłożyłam ja równą warstwą na cieście. Nie soliłam jej,  bo zaplanowałam wierzch posypać utartym serem, ale jeśli lubicie dobrze posolone, to być może powinniście ricottę najpierw odrobinę posolić i wymieszać i  dopiero kłaść na cieście.

Na serze położyłam warstwę cebuli, dałam świeżo zmielony pieprz, grubo połamane orzechy włoskie, a na końcu położyłam warstwę utartego sera cheddar.

Wstawiłam naczynie do piekarnika i zmniejszyłam  temperaturę do 180 stopni.

Piekłam około pół godziny,  a kiedy brzegi się zrobiły złociste i zaczął rumienić się ser, wyjęłam gotową tartę z piekarnika.

Tarta z karmelizowana cebulą, ricottą i orzechami

opakowanie ciasta francuskiego mrożonego ( 275 g)

4 spore cebule

2 łyżki oliwy + łyżeczka masła

sól

łyżeczka cukru demerara

2 łyżi creme de cassis

2 łyżki octu balsamicznego

opakowanie ricotty ( 250 g)

około 60 g sera cheddar

garść orzechów włoskich

pieprz

Smacznego.

Basia

Tortilla Española czyli omlet na tarasie

Brak komentarzy

Ciepły weekend pozwolił na zjedzenie śniadania na tarasie!

Wprawdzie poranki są już chłodne, ale pora weekendowego śniadania wypadła jednak później niż w dzień powszedni  i dzięki temu mogliśmy usiąść do niego na zewnątrz.

Szkoda, że prognozy przewidują od dziś ochłodzenie i deszcz…

Może się nie sprawdzą? Oby!

A wracając do śniadania, zrobiłam bardzo popularny w Hiszpanii omlet z cebulą i smażonymi ziemniakami zwany po prostu tortilla española.

Nauczyłam się go robić,  kiedy przed laty spędziliśmy z Mężem wakacje w Hiszpanii, goszczeni przez kolegę Hiszpana. Kiedy wstawaliśmy  rano (… no może nie tak bardzo wcześnie:-) ), zewsząd docierał zapach smażonych omletów.  Mieszkaliśmy w bloku i wyglądało tak, jakby w każdym mieszkaniu smażono właśnie tortillę.  To bardzo prosty i niezwykle smaczny omlet. Można go zjeść na ciepło na śniadanie albo czasem na kolację, ale można też na zimno. W barach zimna, pokrojona na nieduże kawałki tortilla stała na kontuarze  w charakterze tapas, czyli małej przekąski do wina czy piwa.

Robi się ten omlet niezwykle prosto, choć niezbyt ekspresowo.

Najpierw na rozgrzanym na patelni oleju ( ziemniaki muszą raczej  pływać w tłuszczu)  smaży się ziemniaki pokrojone na cienkie, nieduże plasterki, aż będą w środku miękkie a z wierzchu przyrumienione.

Takie niby małe frytki. Trzeba uważać, żeby ich nie  przypalić. Pod koniec smażenia  należy dodać pokrojoną drobno cebulę i smażyć tylko tyle, żeby się zeszkliła. Jeśli nie jest się pewnym, kiedy dodać cebulę, żeby w jednym czasie cebula się zeszkliła i ziemniaki były już gotowe, można  smażyć obie rzeczy osobno. Po prostu!

Kiedy ziemniaki i cebula są gotowe trzeba wlać rozbite jajka, ja wlewam jajka do blendera i tam je ubijam, dodaję też trochę soli i pieprzu.

Masę należy wylać na gorące ziemniaki i cebulę i smażyć podważając tak, żeby masa jajeczna spływała na spód i ścinała się. W końcu, gdy już nie ma z wierzchu płynnej masy przewrócić na drugą stronę. Ja kładę na omlecie talerz, trzymając go ciągle na omlecie jednym pewnym ruchem odwracam tak, że omlet jest na talerzu a potem zsuwam omlet znów na patelnię, żeby dosmażył się z drugiej strony. To już dosłownie trwa minutę (albo dwie)  i omlet jest gotowy.

Najlepiej smakuje ze świeżymi  pomidorami z cebulą.

Tortilla Española

5 jajek

2 spore ziemniaki  pokrojone w nieduże cienkie plasterki

cebula posiekana drobno

olej do smażenia ( co najmniej kilka łyżek)

sól, pieprz

A na kolejne weekendowe śniadanie mieliśmy drugi już domowy chleb  upieczony przez Córkę,  na własnoręcznie przez nią wykonanym zakwasie. Wyszedł fantastycznie. Wyrósł tak,  jak trzeba. Można z niego było kroić cienkie kromki, które nie rozpadały się  mimo, że był całkiem świeży. A do tego ten chleb z każdym dniem po upieczeniu jest lepszy!

Napiszę o chlebie więcej,  jak nabierzemy więcej doświadczenia w jego pieczeniu. Może po trzecim albo czwartym wypieku.

Basia

Jadalne kurki z supermarketu

Brak komentarzy

Lubię grzyby, ale się ich boję. Oczywiście tych trujących.

Nie znam się  na grzybach na tyle, żeby śmiało iść i zbierać je. A właściwie nie tyle tylko zbierać, co potem je przyrządzić.

Częste ostatnio doniesienia medialne o zatruciach i ich tragicznych skutkach sprawiają, że z grzybów wybieram te najbardziej charakterystyczne. Maślaki, podgrzybki, prawdziwki czy kurki.

A najlepiej, jeśli pochodzą  z supermarketu, to pewnie mała szansa, żeby były jakieś trujące.

Kupiłam więc pudełko kurek, bo to przecież grzybowy sezon!

Trzeba korzystać z nich, nawet jeśli to mają być tylko supermarketowe kurki ( a nie pachnące lasem , własnoręcznie zebrane świeżutkie kozaki…).

Z owych kurek postanowiłam zrobić tartę, jako że jest to dość proste danie i w naszym domu bardzo lubiane.

Wobec tego rozgrzałam piekarnik do około 190 stopni.

Kurki  umyłam dokładnie a następnie wrzuciłam na gorącą oliwę, poddusiłam je, dolewając do nich nieco wody.  Dusiłam je około 10 minut a następnie posoliłam.

Na naoliwionej blasze ułożyłam arkusz ciasta francuskiego. Brzegi zrolowałam  troszkę i zawinęłam do środka tworząc nieco wyższy brzeg.

Do nieco przestudzonych kurek dodałam opakowanie ricotty, sporo świeżo zmielonego pieprzu, rozgnieciony ząbek czosnku, skropiłam odrobina octu winnego i wymieszałam.

Masę kurkowo-twarogową wyłożyłam na ciasto francuskie, posypałam utartym parmezanem i wstawiłam do nagrzanego piekarnika.

Piekłam około 20 minut, aż brzegi tarty i wierzch zrobiły się złociste.

Wyjęłam z piekarnika i posypałam listkami świeżego oregano.

Smacznego!

Tarta z ricottą i kurkami

250 g świeżych kurek

250 g ricotty

275 g opakowanie ciasta francuskiego

ząbek czosnku

ocet winny

sól

pieprz

około 30-50 g parmezanu

listki świeżego oregano- opcja

Basia

Sezon na maliny rozpoczęty!

Brak komentarzy

Jest pięknie! Cudownie gorące lato, uwielbiam to!

I są też maliny, wreszcie jest dużo świeżych malin.

Dzięki temu (a właściwie, to trochę przez to) powstał dzisiejszy deser.

Dzięki malinom, bo już są.

A przez to, że jest upał i nie chciałam niczego piec, a jednocześnie wizyta Teściów wymagała przygotowania deseru, powstał deser niepieczony.

Prosta i pyszna tarta z malinami.

Maliny są jednymi z moich ulubionych owoców i  chyba tymi najbardziej ulubionymi.

Gdy kupuję maliny, w drodze do domu zwykle zjadam co najmniej połowę z nich.

Czasem nawet poradzę sobie z całym pudełkiem nim dotrę z miasta.

Dziś  na szczęście) robiłam zakupy na pobliskim placu, więc nie zdążyłam pochłonąć malin w drodze powrotnej i dzięki temu mogłam zrobić tę tartę.

Tarta ze świeżymi  malinami

około 350 g zmielonych herbatników ( ja znów użyłam owsianych Wiatraczków z Sanu, całe jedno opakowanie plus kilka sztuk pozostałych  z poprzedniego)

około 80-90 g masła roztopionego

500 ml śmietanki kremówki schłodzonej

około 150 ml dżemu malinowego, truskawkowego lub jeżynowego( albo innego z owoców jagodowych, ja dałam trochę jeżynowego i trochę truskawkowego, oba domowej produkcji)+ trochę do posmarowania malin

łyżka kopiata cukru pudru

1 opakowanie malin

Herbatniki zmiksowałam w robocie kuchennym (można je po prostu zemleć w maszynce).

Następnie zmiksowałam z roztopionym w kuchence mikrofalowej masłem.

Dno  tortownicy o średnicy 26 cm wyłożyłam papierem do pieczenia a następnie rozłożyłam równo masę  herbatnikową, docisnęłam  i wyrównałam.

W misce ubiłam śmietankę, dodałam przetarty  przez sitko dżem . Trzeba przetrzeć, żeby pozbawić go pestek.

Dodałam cukier, bo krem wydawał się mało słodki. Jeśli lubicie mniej słodkie albo dżem był wyjątkowo posłodzony, być może nie będzie potrzeby dosładzać.

Krem wyłożyłam na spód herbatnikowy.

Na kremie położyłam maliny.

Podgrzałam w kuchence dżem truskawkowy,  aż był dość płynny. Następnie pomalowałam nim maliny przy pomocy kuchennego pędzla.

Wstawiłam deser do lodówki na około 2 godziny, żeby stężał.

Po wyjęciu z lodówki ozdobiłam listkami świeżej melisy i pokroiłam.

Polecam ten deser, bardzo lekki  i pyszny.

No i z malinami!!

Sezon malinowy rozpoczęty 🙂

Basia

Pikantny łosoś i tarta z nektarynkami

Brak komentarzy

Wczoraj ugotowałam na obiad łososia, o którym chciałam Wam opowiedzieć.

Ale gdy zabrałam się za robienie zdjęcia okazało się, że w aparacie nie ma baterii.

Mąż ją wyjął, żeby naładować… a potem zabrał ze sobą i pojechał do pracy!

Skoro nie ma zdjęcia, to  przecież nie będę pisać…

Ale łosoś z pikantnym pomidorowym sosem z krewetkami wyszedł fajnie,  szkoda  by było nie pisać  o nim w ogóle.

Dziś pomyślałam, że jednak coś napiszę,  a w zamian za zdjęcie dodam jeszcze przepis na deser!

Bo właśnie upiekłam pyszną tartę z nektarynkami i wiśniami.

Tarta najlepsza jest jeszcze ciepła, niedługo po wyjęciu z piekarnika.

Dla łakomczuchów proponuję wersję z kulką lodów waniliowych.

Trzeba pamiętać, że po wykrojeniu pierwszego kawałka syrop z owoców i cukru, który utworzył się  podczas pieczenia, wyleje się na paterę czy talerz. Lepiej więc, jeśli patera nie jest całkiem płaska.

A w ogóle, to po prostu trzeba od razu zjeść całą tartę i mamy problem z głowy!

Tarta z nektarynkami i wiśniami

na okrągłą blaszkę o średnicy 32cm

175g mąki

115g masła schłodzonego

2g soli

15g cukru

50ml lodowatej wody

nadzienie owocowe

około 500g nektarynek

2 garście wiśni (…nie zważyłam…)

50-60g cukru

Z  mąki, masła, cukru, soli i wody zrobiłam ciasto używając robota kuchennego.

Miksowało się ok. 30 sekund i nie powinno dłużej.

Z ciasta uformowałam kulę i włożyłam do lodówki, żeby schłodziła się.

Nagrzałam piekarnik do 220 stopni.

Nektarynki pozbawiłam pestek i pokroiłam na plasterki o grubości około 1-1,5 cm.

Wiśnie wydrylowałam. Owoce wymieszałam w misce z cukrem.

Ciasto rozwałkowałam cienko czyli na grubość około 3-5 mm.

Średnica tego rozwałkowanego ciasta była o około  8-10cm większa od średnicy blaszki (pozostał  4-5 cm  wolny pasek dookoła)

Ciasto położyłam na blaszce, na której wcześniej położyłam krążek wycięty z papieru do pieczenia.

Na cieście ułożyłam  równą warstwą owoce, a następnie zawinęłam do środka ten pozostający poza blaszką fragment ciasta i zakleiłam wszystkie szczeliny, żeby sok z owoców nie wypłynął na zewnątrz podczas pieczenia, bo mógłby się po prostu przypalić.

Tak przygotowane ciasto wstawiłam do piekarnika, zmniejszyłam temperaturę do 200 stopni i piekłam przez około 40 minut, aż ciasto wokół  było złociste i chrupiące, a owoce nie zaczęły się jeszcze przypalać.

Po wyjęciu z piekarnika zostawiłam ciasto na chwilę w blaszce, żeby  nieco przestygło  zanim wyłożyłam je  na talerz,  a następnie posypałam cukrem pudrem.

Tarta z tymi letnimi owocami będzie doskonałym deserem po obiedzie.

A na obiad proponuję właśnie mojego „wczorajszego” łososia.

Spróbujcie, proszę:

Łosoś z pikantnym sosem pomidorowym z krewetkami

dla 4 osób

4 kawałki  świeżego filetu z łososia

puszka krojonych pomidorów bez skórki

chili

sos rybny ostrygowy

rozgnieciony duży ząbek czosnku

pieprz, sól,

około 2-3 łyżeczki cukru

spora cebula posiekana

odrobina octu winnego

ok.50 ml wina białego

oliwa do smażenia

około 100g krewetek koktajlowych rozmrożonych

świeży tymianek, listki oberwane z kilku łodyżek

jako dodatek-  na przykład makaron (u mnie był pappardelle)

Na patelni rozgrzałam oliwę, położyłam na niej posolone kawałki łososia, podlałam około 50 ml białego wina i smażyłam z obu stron, aż był miękki. Odstawiłam.

Na drugiej patelni rozgrzałam oliwę i wrzuciłam na nią posiekaną cebulę, zeszkliłam ją a następnie dodałam pomidory z puszki.

Przyprawiłam chili ( więcej niż daję zwykle, chciałam, żeby danie było wyraźnie pikantne), czosnkiem, pieprzem, cukrem, rybnym sosem ostrygowym, octem winnym.

Dodałam krewetki .

Kawałki łososia przełożyłam na patelnię z sosem,  chwilę jeszcze gotowałam.

Na końcu wrzuciłam listki tymianku, wymieszałam i danie było gotowe.

Facebook

Likebox Slider for WordPress