Jestem wielką miłośniczką bakłażanów. Kiedy byliśmy w Grecji wyszukiwałam dań z nimi, żeby podpatrzeć coś i zaimportować do mojej kuchni.

Bo bakłażany kojarzą mi się z Grecją, albo może raczej z krajami bałkańskimi w ogóle.

Poza musaką, o której Wam pisałam, jadłam tam wyśmienitą sałatkę-dip, właściwie trudno określić, co to było, ale było z bakłażana. W karcie było w grupie sałatek.

Było to coś w rodzaju przystawki jedzonej  z pieczywem. Niestety, nie ma zwyczaju podawania pity. Miałam nadzieję, że w Grecji będzie ją można spotkać niemal wszędzie, a okazało się, że nie było jej w żadnej tawernie czy restauracji, w której byliśmy. Do wszystkiego podawano zwykle bezsmakowe jasne pieczywo.

Ale wracając do  dania z bakłażana, jest to niezwykle prosta receptura. I choć nie powiedziano mi jak dokładnie zrobiono to danie, sama w domu przygotowałam bakłażana w ten sposób, wiedziona intuicją i zapamiętanym smakiem.

To zapewne był bakłażan upieczony w  piekarniku (piecu),  potem pozbawiony skóry, a wreszcie rozdrobniony widelcem i wymieszany z utartą ( rozgniecioną drobno) fetą. Tak właśnie go zrobiłam. Przyprawiłam całość czosnkiem, sporą ilością pieprzu, odrobiną octu winnego i oliwą.

Podałam w charakterze przystawki wraz z miską egipskiego baba ghannoug (albo  jeśli wolicie baba ghannoush) i tzatziki.

Do tego były małe grzaneczki z bagietki, no bo też nie miałam pity.

Ale następnym razem przygotowując bakłażana w ten sposób, po prostu upiekę pitę sama  :-)

Bakłażan z fetą


1 duży bakłażan

100 g fety

oliwa extra vergine

pieprz

sól ( uwaga-feta jest słona)

ocet winny

rozgnieciony spory ząbek czosnku

Bakłażana włożyłam do piekarnika rozgrzanego do ok.250 stopni i piekłam przez około godzinę. Gdy wystygł, oddzieliłam miąższ od skóry i rozdrobniłam widelcem.

Dodałam utartą na grubej tace fetę oraz resztę składników i wymieszałam.

Smacznego,

Basia

P.S. Od chwili, kiedy napisałam ten post, minęło kilka dni. Nie mogłam go zamieścić, bo miałam problem z zamieszczeniem zdjęcia. W międzyczasie zrobiłam bakłażana z fetą po raz kolejny, tym razem upiekłam pitę do niego :-)

Znalazłam przepis w internecie, bo w żadnej z moich książek nie było receptury na pitę.

Przepis jest zupełnie w porządku. Dałam następujące składniki:

750 g mąki ( miały być 3 filiżanki )

9 gr suchych drożdży ( miało być 7 gr, ale nie byłam pewna, czy filiżanka mąki to nie mniej niż 250 g, stąd wolałam dać trochę więcej drożdży)

375 ml ciepłej wody ( bo miało być 1,5 filiżanki)

jakieś 2-3 łyżki oliwy

2 łyżeczki cukru

łyżeczka soli

Drożdże rozpuściłam w ciepłej wodzie, gdy zaczęły pęcznieć przelałam je do miski robota. Wsypałam mąkę i resztę składników. Wyrabiałam przez kilka minut, aż zrobiła się kula.

Przykryłam ciasto ściereczką i zostawiłam w ciepłym miejscu.
po około 2 godzinach, gdy ciasto powiększyło swą objętość co najmniej dwukrotnie, a chyba jednak nawet trzykrotnie,  wyjęłam je i uformowałam z niego wałek. Pokroiłam wałek na chyba 15 kawałków. Każdy kawałek rozwałkowałam na grubość około 1 cm. Placki o średnicy około 12 cm ułożyłam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Wstawiłam do piekarnika rozgrzanego do około 200 stopni i piekłam przez około 10-15 minut. Gdy chlebki wyrosły i bardzo lekko się zarumieniły z brzegu,  nakłułam widelcem i wyjęłam je.

Taka pita, do doskonały dodatek do tej pasty z bakłażana, do hummusu, tzatziki i innych dipów. Polecam!

Basia