Archwium dla ·

ciasteczka i ciasta

· Kategoria...

Jagodzianek czyli placek z borówkami

Brak komentarzy

Od razu się przyznaję, że miały być jagodzianki. Z tą właśnie myślą kupiłam borówki (ha!  Wprawdzie te owoce są dla mnie borówkami, ale bułki z nimi już tylko jagodziankami!)

Kiedy się w końcu zabrałam za pieczenie, było już dość późno. Perspektywa takiej detalicznej pracy, jaką jest formowanie i nadziewanie bułek drożdżowych, trochę mnie przeraziła.

Postanowiłam jednak zrobić placek z borówkami.

W sumie wychodzi na to, że z lenistwa.

No ale nie do końca, bo wzięłam pod uwagę też to, że bułka jest zobowiązująca, trzeba raczej zjeść ją całą. A placek można kroić na dowolne kawałki, mniejsze czy większe, w zależności od ochoty i możliwości.

Więc upieczenie placka wydaje się bardziej rozsądnym rozwiązaniem 🙂

Do miski robota włożyłam mąkę, jajka, cukier, sól. W kubku ciepłego mleka z dodatkiem łyżki cukru i mąki zostawiłam do wyrośnięcia drożdże. Kiedy po chwili zaczęły „wychodzić” z kubka, przelałam je do miski z mąką. Włączyłam robot i na niewysokich obrotach mieszałam wszystkie składniki.

Roztopiłam masło i po łyżce dodawałam do wyrabianego ciągle przez robot ciasta.

Dodałam też naturalną esencję waniliową i skórkę otartą z cytryny.

Po około 10 minutach wyrabiania, przykryłam całość lnianą ściereczką i zostawiłam, żeby ciasto wyrosło.

Gdy mniej więcej podwoiło swoją objętość, połową ciasta wyłożyłam dno tortownicy (wcześniej położyłam na nim i na bokach tortownicy  papier do pieczenia).

Borówki wymieszałam z cukrem i bułką tartą. Ułożyłam je na cieście, zostawiając niewielki pasek wolnego ciasta wokół brzegu, około 1,5 cm, żeby borówki nie przypalały się.

Położyłam następnie resztę ciasta i przykryłam nim dokładnie całość.

Wstawiłam do piekarnika o temperaturze około 170 stopni i piekłam przez około 15 minut, a potem zmniejszyłam temperaturę do 150 stopni. Piekłam ciasto około godziny, chyba nawet trochę więcej. Wyjęłam kiedy było mocno rumiane z wierzchu, wprawdzie było pęknięte wokół, ale borówki nie zaczęły z niego wyciekać i nic nie przypaliło się. Myślę, że to pęknięcie wynikało z tego, że pieczone borówki parowały i para musiała znaleźć sobie jakieś ujście.

Niestety nie próbowałam ciepłego ciasta:-(

Bardzo lubię jeszcze ciepłe drożdżowe, ale kiedy ciasto się upiekło, było już późno i szłam spać, więc nie była to pora na jedzenie.

Dziś dopiero spróbowałam go. Jest bardzo smaczne, wilgotne i ma bardzo dużo pysznego nadzienia w środku!

Jagodzianek- placek z borówkami

tortownica o średnicy  24 cm.

ciasto:

500 g mąki

2 jajka

200 g masła

szczypta soli

150 g cukru

45 g drożdży

kubek mleka ( pewnie około 200 ml)

nadzienie:

około 450 g borówek

5 łyżek cukru

1 łyżka bułki tartej

Smacznego,

Basia

Ciasto z borówkami i bezową pianką

Brak komentarzy

Tak, tak, borówki przede wszystkim na surowo! Z cukrem i ze  śmietaną na przykład, pycha!

Ale takie proste ciastko z borówkami, to również duża przyjemność.

Kupiłam pół kilograma borówek z myślą o jakimś deserze albo cieście. Trochę zjadłam (właśnie z cukrem), zanim zabrałam się za pieczenie. Na szczęście mam taką małą tortownicę, do której pozostałe borówki zupełnie dobrze wystarczyły.

Zrobiłam kruche ciasto i wylepiłam nim tortownicę. Wcześniej wyłożyłam ją papierem do pieczenia na spodzie i na bokach też, bo z ciasta zrobiłam jakby pudełko na nadzienie, był spód i kilkucentymetrowej wysokości brzeg, spód nakłułam widelcem w kilku miejscach.

Podpiekłam ciasto w piekarniku, nastawionym wcześniej na około 150 stopni.

Wyjęłam ciasto, kiedy było lekko złote.

Do środka wsypałam borówki, zrobiłam równą ich warstwę, a na koniec wyłożyłam pianę z białek ubitych  na sztywno ( obowiązkowo ze szczyptą soli) i  z dodatkiem cukru pudru i esencji waniliowej.

Wstawiłam znów do piekarnika i piekłam w temperaturze około 140-150 stopni jeszcze przez około 30-40 minut, aż wierzch zrobił się sztywny jak beza. Z wierzchu  beza zaczęła się bardzo lekko się złocić.

Ciasto najpyszniejsze jest jeszcze takie lekko ciepłe ( ale nie gorące!), trzeba uważać przy krojeniu, bo wypływa z ciasta trochę granatowego soku.

Pyszne jest również w wersji z truskawkami, albo malinami:-)

Polecam!

Ciasto z borówkami i bezową pianką

tortownica o śr. 20 cm

ciasto:

250 g mąki

2 żółtka

120 g masła

50 g cukru

szczypta soli

120 g śmietany kwaśnej

nadzienie:

400 g borówek

piana:

2 białka + szczypta soli + 100 g cukru + naturalna esencja waniliowa

Basia

Fistaszkowe kwadraty

Brak komentarzy

Kiedy moja Córka po raz pierwszy zobaczyła w „How to be a domestic goddess”  Nigelli przepis na kwadraty z masłem orzechowym, zaświeciły jej się oczy. Mnie w sumie trochę też, bo też jestem fanką masła orzechowego, przecież!

Wielokrotnie powtarzałyśmy, że musimy zrobić te fistaszkowe kwadraty, ale ciągle były jakieś przeszkody.

Imieniny Córki były więc dobrą okazją, żeby wreszcie zrealizować ten plan.

Kupiłam to, co potrzebne i zrobiłam.

Bardzo prosty przepis, na który składają się  dwie warstwy: orzechowa, z masłem orzechowym i czekoladowa.

Orzechową masę zrobiłam wkładając do robota 200 g masła orzechowego ( gładkiego), 200 g cukru pudru, 50 g miękkiego masła, 50 g cukru muscovado.

Cukier muscovado zwykle jest dość zbrylony i robot nie  dał rady całkiem rozetrzeć grudek, ale Nigella twierdzi, że tak ma być. Ja też nic nie mam przeciwko:-)

Rozsmarowałam powstałą masę w naczyniu prostokątnym o bokach około 20×30 cm, wyłożonym papierem do pieczenia. Zrobiłam następnie drugą warstwę:  300 g czekolady ( 200 mlecznej i 100 gorzkiej) włożyłam w misce do kuchenki mikrofalowej i roztopiłam, dodałam łyżkę masła i około 3 łyżek  śmietanki kremówki i dobrze wymieszałam. Warstwę  czekoladową położyłam na warstwie orzechowej i wyrównałam, a potem naczynie wstawiłam do zamrażarki, żeby deser szybko stężał. Gdy był gotowy, pokroiłam go na kwadraty.

Masa orzechowa jest znacznie bardziej miękka, niż czekoladowa. Być może to  z powodu masła orzechowego. Ja kupiłam gładkie masło Felix, które było bardzo miękkie Może lepsze byłby masło firmy Sante albo Black Rose, bo one są twardsze. Problem z miękkością masy jest wtedy, gdy deser poleży chwilę w temperaturze pokojowej, bo wtedy dół orzechowy robi się miękki.

Ale dla prawdziwych łasuchów, to w sumie nieistotne:-)

Smacznego,

Basia

Muffinki borówkowe

komentarze 4

Pewnie nie napisałabym o tych muffinkach, gdyby nie pewien komentarz, tu na moim blogu.

Moja Córka twierdzi, że za dużo piszę o muffinkach i to jest nudne. Pewnie dla niektórych może być, zgadzam się…

Ale też są pewnie tacy, którzy wcale się tym nie nudzą. Niedawny, niezwykle sympatyczny  wpis od Nowej Fanki muffinek  sprawił, że postanowiłam jednak napisać po raz kolejny, tym razem o muffinkach z borówkami. Piekłam babeczki z tymi owocami już nie raz, bo je bardzo lubię! Zwykle dawałam sporo owoców i choć bardzo smaczne, te muffinki były mało trwałe. Przez swą sporą wilgotność dość szybko  traciły formę, więc szybko trzeba było je zjadać.

Kiedyś pijąc kawę w Coffeheaven spróbowałam sprzedawanych tam właśnie muffinek z borówkami. Wiadomo, że wypieki w gastronomii muszą być trwałe, co niestety często odbija się na smaku Te były jednocześnie smaczne, zwarte i całkiem owocowe.  Z pewnością wytrzymują w gablocie więcej niż jeden dzień. Przyjrzałam się im i postanowiłam upiec podobne.

Wyszły naprawdę fajnie, a Iza twierdzi, że są dużo lepsze niż te z Coffeeheaven 🙂

Jeśli jesteście muffinkowymi zjadaczami, jak ja, to spróbujcie, proszę!

muffinki z borówkami ( dla niektórych pewnie z jagodami…)


12 sztuk

260 g mąki pszennej

40 g mąki ziemniaczanej

2 jajka

szczypta soli

180 g cukru

cukier waniliowy

2 pełne ( z czubkiem) łyżeczki proszku do pieczenia

150 g mleka

100 g oleju

120 g borówek  mrożonych

kilka łyżeczek cukru brązowego do posypania muffinek

Zmiksować dobrze wszystkie składniki oprócz cukru brązowego i  owoców.

Gdy masa będzie wymieszana dodać borówki, mrożone owoce porozdzielać, żeby nie były zmrożone w jednej bryle, tylko luźne kuleczki. Wsypywać je i od razu lekko wymieszać, ciasto zabarwi się na niebiesko, a owoce będą pojedynczo zatopione w cieście.

Przełożyć masę do 12 papilotek, każdą muffinkę posypać brązowym cukrem (około 1/2-1 łyżeczki)

Piec w temperaturze 180 stopni, aż wyrosną i będą złoto-brązowe i trochę popękane z wierzchu. Sprawdzić patyczkiem, czy są upieczone i wyjąć z piekarnika.

Smacznego,

Basia

Babeczki z kremowymi czapeczkami

komentarze 3

Już jakiś czas nie zabierałam się za pieczenie muffinek i wyraźnie stęskniłam się za nimi.

Dziś miałam trochę więcej czasu, więc postanowiłam coś upiec.

Pomyślałam jednak, że zrobię coś innego troszkę, wprawdzie też babeczki, ale trochę inne.

Podoba mi się ta moda, która ostatnio  nas ogarnęła, moda na cupcakes, anglosaskie babeczki z czapeczkami z przeróżnych kremów. Uwielbiam muffinki  i uważam, że są urocze, a ten kolorowy, pyszny dodatek w postaci odrobiny maślanego czy twarożkowego kremu tylko dodaje im urody i odświętnego charakteru.

Od dawna myślałam, żeby coś takiego przygotować, jednak dopiero wczoraj, gdy zostałam poczęstowana taką babeczką domowego wypieku, sama zmobilizowałam się do tego.

Przygotowałam trochę mniej  ciasta niż zwykle na 12 sztuk, skoro babeczki mają mieć czapeczki, nie mogą same być zbyt wysokie.

Rozgrzałam piekarnik do około 200 stopni.Do miski robota wrzuciłam mąkę z proszkiem, jajko, śmietanę, mleko, cukier, naturalną esencję waniliową, roztopione masło i wszystko wyrobiłam.

Do papilotek włożyłam porcje ciasta i upiekłam.

Gdy były gotowe, wyjęłam z piekarnika i całkiem wystudziłam.

Ubiłam mikserem kremowy serek, dodałam podczas ubijania syrop malinowy i cukier puder.

Masę z serka włożyłam do szprycy do dekoracji.

Wystudzonym babeczkom odcinałam delikatnie górną część, robiłam niewielkie zagłębienie i wkładałam  w nie około łyżeczki galaretki porzeczkowej. Następnie każdą babeczkę przykrywałam wcześniej odciętą z niej częścią.

Na koniec każdą babeczkę udekorowałam porcją kremu i na szczycie odrobiną galaretki porzeczkowej. Delikatnie posypałam kolorowym cukrowym maczkiem.

Fajnie wyszły.

Coś mi się wydaje, że rozpoczął się nowy rozdział w mojej muffinkowej aktywności 🙂

Babeczki z galaretką porzeczkową i kremową czapeczką

na 12 sztuk

200 g mąki

2 łyżeczki proszku do pieczenia

100 g masła roztopionego

100 g cukru

100 g śmietany  kwaśnej 18%

50 ml mleka

naturalna esencja waniliowa

mały słoiczek galaretki porzeczkowej (użyłam galaretki własnej roboty z czarnych i czerwonych porzeczek)

ok. 200 g serka kremowego, ja użyłam serka Turek kremowy, pakowanego po 125 g w prostokątne płaskie pudełeczka. Sam serek powinien być dość sztywny, żeby dodanie syropu nie rozrzedziło go zbytnio, uniemożliwiając dekorowanie nim babeczek. Turek w okrągłych opakowaniach ( np po 150 g)  jest raczej zbyt rzadki.

odrobina syropu malinowego (lub innego)

około 2 łyżeczki cukru pudru.

Smacznego,

Basia

Migdałowe ciasto z wiśniami

komentarze 3

Jak Wam wiadomo, jestem amatorką  i ogromną fanką muffinek.

Mogłabym je piec codziennie! No i jeść też…

Kiedy moja Córka widzi, że wyciągam blachę z 12 zagłębieniami, głośno wzdycha: „znowu muffinki?? Upiecz wreszcie normalne ciasto, a nie ciągle muffinki!”

Dobrze, to dziś będzie właśnie „normalne” ciasto:-)

Ciasto z mielonymi migdałami i wiśniami

250 g mąki

kopiata łyżeczka proszku do pieczenia

225 g miękkiego masła

175 g cukru

3 jajka

100 g mielonych migdałów

120 ml mleka

100 g suszonych wiśni

naturalna esencja pomarańczowa

Rozgrzałam piekarnik do około 170 stopni.

Do miski robota kuchennego włożyłam miękkie masło i cukier i razem ubijałam, aż masa była gładka. Stopniowo dodałam (ubite wcześniej w osobnej misce) jajka, esencję pomarańczową, mąkę, mielone migdały, mleko. Na koniec dodałam wiśnie i wszystko jeszcze wymieszałam.

Formę ( keksówkę 25 x 10 x 7 cm) wyłożyłam papierem do pieczenia, przełożyłam do niej ciasto i wstawiłam do piekarnika na około 1 godzinę.

Kiedy ciasto było złociste z wierzchu i dobrze wyrośnięte sprawdziłam patyczkiem czy jest upieczone, było gotowe, więc wyjęłam je z piekarnika i zostawiłam w foremce, aż wystygło.

To ciasto jest naprawdę bardzo pyszne. Myślę, że to dzięki mielonym migdałom, które nadają mu nie tylko smak, ale również bardzo delikatną, kruchą konsystencję. Nie bez znaczenia jest  też dodatek suszonych wiśni, które uatrakcyjniają jego wnętrze.

Smacznego,

Basia

Marcowe ciasto z malinami

Brak komentarzy

Nadejście  kilku cieplejszych, wiosennych dni skłoniło mnie do wyjścia do ogrodu.

Szukałam śladów wiosny. Znalazłam rozkwitające przebiśniegi, wychodzące z ziemi, choć jeszcze mocno zwinięte, krokusy i tulipany.

Przechodząc obok zupełnie jeszcze śpiących krzewów malin przypomniałam sobie, że ciągle mam w zamrażarce sporo zamrożonych w zeszłym roku owoców. Jakoś mało ich zużyłam tej zimy, a przecież nim się obejrzymy przyjdzie lato i będą tegoroczne owoce. Trzeba koniecznie zużyć owoce z zamrażarki, żeby było w niej miejsce na nowe.

Wobec tego nie pozostało nic innego,  jak upiec ciasto z malinami!

Marcowe ciasto z malinami

120 g roztopionego masła

185 g  cukru demerara

3 jajka ( osobno żółtka i białka)

200 g mąki

1 kopiata łyżeczka proszku do pieczenia

250 g kwaśnej śmietany 18%

ok. 250 g mrożonych malin

cukier puder do posypania

Rozgrzałam piekarnik do 180 stopni.

Do miski robota kuchennego włożyłam żółtka, cukier, masło i śmietanę i wszystko miksowałam, na gładką masę. gdy cukier się rozpuścił dodałam mąkę z proszkiem, wymieszałam i dodałam ubitą osobno pianę z białek i jeszcze wymieszałam.

Formę do pieczenia o średnicy 20cm wyłożyłam papierem do pieczenia, a boki wysmarowałam masłem.

Przełożyłam ciasto do formy, na wierzchu rozłożyłam owoce.

Wstawiłam ciasto do piekarnika i piekłam około 45 minut, zanim wyjęłam sprawdziłam patyczkiem, czy się upiekło.

Gotowe posypałam cukrem pudrem.

Ciasto było bardzo smaczne,  a najlepsze,  chyba niedługo po upieczeniu, takie jeszcze lekko ciepłe.

Po pierwszym kawałku mój Mąż oświadczył, że jest takie dobre, że zje całe, ale na szczęście ( dla reszty domowników) nie udało mu się to:-)

Basia

Ciasto w angielskim stylu z marcepanem, suszonymi morelami i jabłkami,

Brak komentarzy

To jest bardzo angielskie ciasto!

Lubię takie ciasta, które mają dużo niespodzianek w sobie, bakalii, orzechów albo innych atrakcyjnych i niecodziennych dodatków.

Tu, poza morelami i jabłkami suszonymi, mielonymi orzechami, jest też marcepan.

Pierwszy raz też użyłam wody z kwiatów pomarańczy, którą dostałam ostatnio od mojej Córki.

Zaczęłam od tego, że włączyłam piekarnik, żeby się nagrzał i namoczyłam pokrojone morele i suszone jabłka w brandy.

Moja Mama jesienią obiera, kroi na cienkie plasterki i suszy jabłka. Potem dostajemy od niej papierowe torebki z tym przysmakiem i zwykle zjadamy je błyskawicznie. Czasem uda się  zachomikować trochę tych pyszności i są jak znalazł, na przykład do ciasta.

Marcepan pokroiłam w małą kosteczkę i na desce do krojenia wstawiłam do zamrażarki.

Kiedy owoce mokły w alkoholu wrzuciłam mąkę, mielone orzechy, jajka, cukier, miękkie masło, szczyptę soli, naturalną esencję pomarańczową i wodę pomarańczową do miski robota kuchennego

(Po cichu powiem,  że to w ogóle była inauguracja mojego nowego, KULTOWEGO robota, którego szczęśliwa posiadaczką właśnie się stałam. Ale przecież nieładnie jest się chwalić, więc nic więcej nie powiem na ten temat…)

Kiedy ciasto było doskonale zmiksowane wrzuciłam do niego owoce. Chciałam je odcedzić z tego winiaku, w którym mokły, ale okazało się, że owoce wessały cały płyn!

W końcu dodałam marcepan wyjęty z zamrażarki  i jeszcze raz wymieszałam w robocie.

Tortownicę o średnicy 20 cm wyłożyłam papierem do pieczenia. Przełożyłam do tortownicy ciasto, wyrównałam wierzch i wstawiłam do piekarnika rozgrzanego do 150 stopni, piekłam około 2 godzin. Gdy ciasto było złociste sprawdziłam patyczkiem,  czy jest gotowe. Patyczek była suchy, więc wyjęłam tortownicę z ciastem z piekarnika.

Kiedy ciasto wystygło trochę musiałam go spróbować!

Bardzo fajne jest i ciekawe, dość kruche i jednocześnie wcale nie jest suche, dzięki owocom. Jest też trochę migdałowe dzięki marcepanowi. No i trochę też jest orientalne, dzięki wodzie pomarańczowej.

Siedząc przy niedzielnym stole i tylko  je skubiąc,  „zmietliśmy” prawie całe…

Aha, no i  robot też się spisał w tej sprawie całkiem nieźle:-)

Ciasto z marcepanem, suszonymi morelami i jabłkami

175g mąki

50 g mielonych orzechów laskowych

około 75-100 ml alkoholu do namoczenia owoców

około 350g suszonych moreli i jabłek pokrojonych, mogą też być inne owoce np.: śliwki suszone, wiśnie, rodzynki lub inne.

100g marcepanu

100g masła

100 g cukru

2 łyżeczki wody pomarańczowej

szczypta soli

2 jajka

naturalna esencja pomarańczowa lub ewentualnie otarta skórka z pomarańczy albo

cytryny

Bardzo polecam,

Basia

Muffiny z bakaliami i pączki na Tłusty Czwartek

komentarze 4

Zbliża się Tłusty Czwartek, a ja nie zaplanowałam smażenia! Bardzo ostatnio cierpię na brak czasu, co widać również po częstotliwości moich postów.

Mam nadzieję, że choć Wam uda się  dotrzymać jutrzejszej, tłustoczwartkowej tradycji. Wprawdzie nie będę jutro smażyć pączków, ale Renacie i innym spragnionym przepisu na nie,  zaproponuję recepturę mojej Mamy. Ja nigdy nie czułam się mocna w pączkach, zresztą niewiele razy podchodziłam do tego tematu, więc trudno o perfekcję w takiej sytuacji.

Poniżej znajdziecie więc przepis na pączki.

Jeśli zdecydujecie się na wykorzystanie przepisu, to bardzo proszę o komentarze na ten temat, może wtedy i ja się zdecyduję na to przedsięwzięcie? Choćby nawet już w Poście!

A tymczasem upiekłam muffiny bakaliowe, takie małe keksy!

Bardzo smaczne wyszły, więc polecam.

Moja dzisiejsza wersja upieczona została z dodatkiem roztopionego masła, jeśli jednak zależy Wam na wypieku bardziej dietetycznym możecie spokojnie z niego zrezygnować.

Kiedyś zdarzyło mi się o nim zapomnieć, zorientowałam się dopiero wtedy, kiedy muffiny już były w piekarniku. Wyszły zupełnie fajne, biszkoptowe raczej. A według mojej Córki znacznie lepsze niż te z masłem. Zaryzykowała nawet stwierdzenie, że to najlepsze muffiny, jakie upiekłam! Nie wiem, ja chyba wolę te z masłem, są bardziej kruche.

Ale wybór należy do Was.

Zapraszam!

Keksowe muffiny bakaliowe

12 sztuk

250 g mąki

2 jajka

2 łyżeczki proszku do pieczenia

100g roztopionego masła

100ml mleka

50 ml śmietany kwaśnej ( jeśli nie planujecie masła, proponuję dać nieco więcej śmietany, np 100ml)

100g cukru

szczypta soli

naturalny olejek cytrynowy ( może być zamiast tego otarta skórka z cytryny)

250 g  w sumie: pokrojonych moreli, suszonych śliwek, suszonych jabłek, wiśni, orzechów.

Według uznania. Ja dałam trochę smażonej pigwy, o której tu kiedyś pisałam. Dzięki swemu kwaskowemu smakowi świetnie pasuje do innych, raczej głównie słodkich bakalii.

Nagrzałam piekarnik do około 190 stopni.

W misce szybko wymieszałam mąkę, jajka, proszek, mleko, śmietanę, cukier, roztopione masło, na końcu wrzuciłam bakalie i wymieszałam jeszcze raz. Do papilotek nakładałam porcję ciasta. Formę wstawiłam do piekarnika na około 20 minut. Gdy muffiny były złociste, sprawdziłam patyczkiem, czy są upieczone. Były gotowe, więc wyjęlam z piekarnika.

A smakoszom chrustu przypominam, że w zeszłym roku przy okazji Tłustego Czwartku pisałam o chruście według przepisu mojej Mamy. Ten przepis możecie znaleźć tutaj   http://www.rozkoszepodniebienia.com/?s=chrust

A oto przepis na pączki:-)

Pączki

1/2 kg mąki

50 g drożdży

50-80 g cukru

ok.1/4 l mleka

3 żółtka

1 jajko

sól

50 g masła

1 kieliszek alkoholu(wódka, brandy np)

skórka otarta z cytryny

i ew. sok z tej cytryny

powidła albo marmolada, chętnie z dodatkiem konfitury z róży.

smalec do smażenia

Zrobić rozczyn gęstości śmietany z drożdży, łyżeczki cukru i ciepłego mleka.

Po wyrośnięciu dodać wszystko oprócz masła. Wyrobić ciasto.

Gdy wyrobione, dodać masło i wyrobić z masłem.

Ciasto powinno być niezbyt gęste.

Zostawić do wyrośnięcia.

Gdy wyrośnie nabierać małe porcje ciasta, około 40 g, formować krążki , nakładać porcję marmolady i zaklejać dokładnie, układać na desce, czy stolnicy posypanej delikatnie mąką, zlepionym miejscem na spodzie.

Pozostawić jeszcze do wyrośnięcia.

Rozgrzać tłuszcz, sprawdzić ( najlepiej kładąc kawałek ciasta), czy jest odpowiednio gorący. Jeśli ciasto szybko wypłynie i zacznie się rumienić ( nie przypalać!!), znaczy że jest dobra temperatura.

Wyrośnięte pączki kłaść na tłuszcz górną stroną w dół. Pączki powinny swobodnie pływać. Przykryć i smażyć. Gdy się zrumienią od spodu, odwrócić i smażyć bez przykrycia.

Usmażone wyjąć na bibułę czy papier, a potem przełożyć na talerz i sporo posypać cukrem pudrem.

Wszystkim Łasuchom życzę smacznego Tłustego Czwartku!

Basia

Love cake

Brak komentarzy

Miałam zamieścić ten post wczoraj, ale niestety nie udało mi się.

Na szczęście, udało mi się upiec to, co zamierzałam, a mianowicie  „love cake”, tradycyjne ciasto rodem ze Sri Lanki.

Skoro Walentynki stały się niemal narodowym świętem w Polsce, to ja też postanowiłam pozostać w tej miłosnej konwencji i upiekłam moje ciasto w formie serca.

I wszystkim życzę dużo miłości!

Love cake

400g posiekanych orzechów nerkowca ( ja wrzucałam  orzechy  małymi partiami  na moment do malaksera,  w ten sposób były  jakby posiekane, choć nieco zmielone równiez)

400g cukru ( w oryginale jest 500g, ale pomyślałam, że to jednak przegięcie!)

250 g kaszy manny

7 żółtek i 7 białek

4 łyżki esencji różanej

½ łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej

½ łyżeczki mielonego cynamonu

łyżeczka startej skórki cytrynowej

( powinna być jeszcze esencja migdałowa, ale nie miałam naturalnej, więc nie dałam )

w przepisie tego nie ma, ale dałam sok wyciśnięty z cytryny, bo ciasto wydawało mi się strasznie słodkie, mimo zredukowanej już ilości cukru.

Formę wyłożyć papierem do pieczenia. Poza tym sugeruje się, żeby wysmarować jeszcze papier masłem. Być może to zbytek, ale postanowiłam nie eksperymentować  i posmarowałam.

Rozgrzać piekarnik do około 150 stopni.

W misce ubić żółtka z cukrem, ubijając dodać wodę różaną, posiekane orzechy, kaszę mannę, przyprawy. Osobno ubić na sztywno  pianę z białek ( ja zawsze ze szczyptą soli).

Pianę wymieszać dobrze, ale delikatnie  z ciastem. Masę przełożyć do  formy. Piec w temperaturze 150 stopni przez godzinę. Upieczone ciasto  ma być zwarte i złotobrązowe z wierzchu, jednocześnie wilgotne w środku, więc nie ma co wbijać patyczka. Gdyby podczas pieczenia  zbytnio się przypiekało z wierzchu, można przykryć je folią.

Gotowego ciasta nie wyjmuje się z formy, tylko odkrawa kawałki  i dopiero  przekłada na talerz.

Bardzo oryginalne i całkiem smaczne!

Basia

Facebook

Likebox Slider for WordPress