Pewnie nie napisałabym o tych muffinkach, gdyby nie pewien komentarz, tu na moim blogu.

Moja Córka twierdzi, że za dużo piszę o muffinkach i to jest nudne. Pewnie dla niektórych może być, zgadzam się…

Ale też są pewnie tacy, którzy wcale się tym nie nudzą. Niedawny, niezwykle sympatyczny  wpis od Nowej Fanki muffinek  sprawił, że postanowiłam jednak napisać po raz kolejny, tym razem o muffinkach z borówkami. Piekłam babeczki z tymi owocami już nie raz, bo je bardzo lubię! Zwykle dawałam sporo owoców i choć bardzo smaczne, te muffinki były mało trwałe. Przez swą sporą wilgotność dość szybko  traciły formę, więc szybko trzeba było je zjadać.

Kiedyś pijąc kawę w Coffeheaven spróbowałam sprzedawanych tam właśnie muffinek z borówkami. Wiadomo, że wypieki w gastronomii muszą być trwałe, co niestety często odbija się na smaku Te były jednocześnie smaczne, zwarte i całkiem owocowe.  Z pewnością wytrzymują w gablocie więcej niż jeden dzień. Przyjrzałam się im i postanowiłam upiec podobne.

Wyszły naprawdę fajnie, a Iza twierdzi, że są dużo lepsze niż te z Coffeeheaven :-)

Jeśli jesteście muffinkowymi zjadaczami, jak ja, to spróbujcie, proszę!

muffinki z borówkami ( dla niektórych pewnie z jagodami…)


12 sztuk

260 g mąki pszennej

40 g mąki ziemniaczanej

2 jajka

szczypta soli

180 g cukru

cukier waniliowy

2 pełne ( z czubkiem) łyżeczki proszku do pieczenia

150 g mleka

100 g oleju

120 g borówek  mrożonych

kilka łyżeczek cukru brązowego do posypania muffinek

Zmiksować dobrze wszystkie składniki oprócz cukru brązowego i  owoców.

Gdy masa będzie wymieszana dodać borówki, mrożone owoce porozdzielać, żeby nie były zmrożone w jednej bryle, tylko luźne kuleczki. Wsypywać je i od razu lekko wymieszać, ciasto zabarwi się na niebiesko, a owoce będą pojedynczo zatopione w cieście.

Przełożyć masę do 12 papilotek, każdą muffinkę posypać brązowym cukrem (około 1/2-1 łyżeczki)

Piec w temperaturze 180 stopni, aż wyrosną i będą złoto-brązowe i trochę popękane z wierzchu. Sprawdzić patyczkiem, czy są upieczone i wyjąć z piekarnika.

Smacznego,

Basia