Miałam zamieścić ten post wczoraj, ale niestety nie udało mi się.

Na szczęście, udało mi się upiec to, co zamierzałam, a mianowicie  „love cake”, tradycyjne ciasto rodem ze Sri Lanki.

Skoro Walentynki stały się niemal narodowym świętem w Polsce, to ja też postanowiłam pozostać w tej miłosnej konwencji i upiekłam moje ciasto w formie serca.

I wszystkim życzę dużo miłości!

Love cake

400g posiekanych orzechów nerkowca ( ja wrzucałam  orzechy  małymi partiami  na moment do malaksera,  w ten sposób były  jakby posiekane, choć nieco zmielone równiez)

400g cukru ( w oryginale jest 500g, ale pomyślałam, że to jednak przegięcie!)

250 g kaszy manny

7 żółtek i 7 białek

4 łyżki esencji różanej

½ łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej

½ łyżeczki mielonego cynamonu

łyżeczka startej skórki cytrynowej

( powinna być jeszcze esencja migdałowa, ale nie miałam naturalnej, więc nie dałam )

w przepisie tego nie ma, ale dałam sok wyciśnięty z cytryny, bo ciasto wydawało mi się strasznie słodkie, mimo zredukowanej już ilości cukru.

Formę wyłożyć papierem do pieczenia. Poza tym sugeruje się, żeby wysmarować jeszcze papier masłem. Być może to zbytek, ale postanowiłam nie eksperymentować  i posmarowałam.

Rozgrzać piekarnik do około 150 stopni.

W misce ubić żółtka z cukrem, ubijając dodać wodę różaną, posiekane orzechy, kaszę mannę, przyprawy. Osobno ubić na sztywno  pianę z białek ( ja zawsze ze szczyptą soli).

Pianę wymieszać dobrze, ale delikatnie  z ciastem. Masę przełożyć do  formy. Piec w temperaturze 150 stopni przez godzinę. Upieczone ciasto  ma być zwarte i złotobrązowe z wierzchu, jednocześnie wilgotne w środku, więc nie ma co wbijać patyczka. Gdyby podczas pieczenia  zbytnio się przypiekało z wierzchu, można przykryć je folią.

Gotowego ciasta nie wyjmuje się z formy, tylko odkrawa kawałki  i dopiero  przekłada na talerz.

Bardzo oryginalne i całkiem smaczne!

Basia