Archwium dla ·

warzywa

· Kategoria...

Curry z dynią, ciecierzycą i mlekiem kokosowym

1 komentarz

Wczoraj mój Mąż oglądał program kulinarny w BBC dotyczący kuchni indyjskiej, prowadzony przez Anjum Anand. Po obejrzeniu stwierdził, że chciałby zjesć takie curry warzywne, jak ona gotowała w programie.

Anjum Anand jest autorką wielu telewizyjnych programów kulinarnych i książek kucharskich, między innymi książki „I love curry”, którą mam, i z której wielokrotnie korzystałam.

Chcąc zaspokoić zachciankę Męża na warzywne curry z dynią i ciecierzycą, spojrzałam do  tej właśnie książki, ale nie znalazłam przepisu.

Mając jednak na względzie opinię, który mój Mąż wczoraj wygłosił, że w kuchni indyjskiej  wszystko smakuje tak samo, bo wszędzie dodaje się garam masala, imbir i kumin, stwierdziłam, że w takim razie spokojnie mogę to curry ugotować bez przepisu :-)

Obrałam i pokroiłam w dużą kostkę dynię. Poza dynią, którą mam w zamrażarce, miałam jeszcze jedną dynię z jesiennych zapasów, której użyłam właśnie do tej potrawy.

Na oleju zeszkliłam posiekaną cebulę, dodałam do niej kurkumę, chili, garam masala, czosnek, imbir i proszek musztardowy ( czyli po prostu zmieloną gorczycę). Dodałam rozpuszczone w wodzie mleko kokosowe.

Dusiłam przez około kwadrans, dodałam odsączoną ciecierzycę z puszki. Przyprawiłam solą, cukrem demerara i przez chwilę jeszcze dusiłam całość. Przed podaniem dodałam jeszcze sok z limonki. Danie pewnie wyglądałoby ładniej, gdyby było posypane kolendrą, jak to zwykle bywa w przypadku dań indyjskich, ale -jak już wielokrotnie wspominałam- świeża kolendra nie należy do moich i Córki ulubionych ziół, więc zwykle jej w ogóle nie używam.

Curry podałam z chlebkami naan podpieczonymi w piekarniku. Chlebki nie były mojej produkcji, kupiłam je w sklepie Kuchnie Świata. Naprawdę pyszne! Te które dziś jedliśmy z curry miały dodatek kolendry mielonej, kuminu i czarnuszki.

Curry z dynią, ciecierzycą i mlekiem kokosowym

ok. 3 porcje

350 g dyni pokrojonej w kostkę

1 cebula

2 łyżki oleju (pewnie fajnie, gdyby był arachidowy, ale go nie miałam)

1/2 łyżeczki mielonej kurkumy

1/2 łyżeczki mielonego imbiru

1 łyżeczka garam masala

szczypta chili

1 1/2 łyżeczki proszku musztardowego

spory ząbek czosnku rozgnieciony

30 g mleka kokosowego rozpuszczonego w 200 ml wody

puszka ciecierzycy

łyżeczka cukru demerara

sól

sok z limonki

Smacznego,

Basia

Mini tarty z niby-ratatują

Komentarzy - 2

W ostatni weekend obchodziłam imieniny.

Barbórka trwała dwa dni i były dwa spotkania towarzyskie, to znaczy dwie kolacje.

Zawsze przy tej okazji  intensywnie zastanawiam się nad formułą spotkania i oczywiście nad menu.

W tym roku zaplanowałam dość kameralną kolację, przyjęcie dla 10 osób.

Nie lubię przygotowywać w takich sytuacjach zupełnie eksperymentalnych dań, obawiając się, czy na pewno spełnią moje oczekiwania. Ale również nie lubię przyrządzać  tego, czym podejmowałam już swoich gości. Zatem, żeby pogodzić te dwie kwestie, tym razem część dań była całkowitą nowością,  a część pomysłami sprawdzonymi, choć niewyeksploatowanymi.

Razem z Córką przygotowałyśmy przystawkę, zupę, danie główne i deser.

Dziś opowiem o przystawce, która, choć była nowością, to nie budziła obaw o efekt.

Przygotowałyśmy małe tarty z ratatują, a właściwie z grillowanymi warzywami.

Ciekawy pomysł, łatwe wykonanie i naprawdę fajny efekt!

Mini tarty z grillowanymi warzywami

dla ok 8 osób

1 opakowanie ciasta francuskiego 275 g

1 nieduży bakłażan pokrojony w kostkę

1 cukinia pokrojona w kostkę

2 nieduże papryki pokrojone w niezbyt cienkie paseczki, ja dałam czerwoną paprykę, ale

pewnie żółta wyglądałaby ciekawiej

pomidorki koktajlowe po 2 na porcję, ewentualnie jeden większy przekrojony na pół

oliwa do podsmażenia warzyw

tymianek albo inne zioła, które lubicie

sól, pieprz, ewentualnie czosnek

Potrzebne są foremki do małych tart o średnicy około 10- 12 cm, ewentualnie jakieś inne naczynia w których można upiec tarty. Każdą foremkę dobrze jest wyłożyć papierem do pieczenia, albo chociaż dokładnie wysmarować tłuszczem, żeby nie mieć problemów z wyjęciem  upieczonej tarty.

Pokrojone warzywa podsmażyć na oliwie, warzywa nie powinny być zbyt miękkie, bo będą jeszcze pieczone!

Warzywa przyprawić, dodać zioła i odstawić do wystygnięcia.

Foremki wyłożyć papierem, a potem wykleić wykrojonymi wcześniej kółkami z ciasta francuskiego. Nakłuć widelcem ciasto, żeby zbytnio nie wyrosło podczas pieczenia.

Do każdej foremki nałożyć porcję warzyw, położyć pomidorki.

Upiec w temperaturze około 180-200 stopni, aż ciasto się lekko przyrumieni, pewnie około 15- 20 minut.

Można też częściowo podpiec tarty wcześniej, a potem przed podaniem wstawić je do nagrzanego do 200-220 stopni piekarnika na około 10 minut.

Podać z niewielką porcją zielonej sałaty skropionej gęstym dressingiem z octem balsamicznym (kupionym albo zrobionym w domu ze zredukowanego octu balsamicznego)

Smacznego,

Basia

Zwykły obiad z ostatniej cukinii i muffinki na deser

Komentarzy - 3

Cóż, każda rzecz ma swój koniec, więc i zapasy naszej ogrodowej cukinii musiały kiedyś  się skończyć…

Dziś wykorzystałam ostatnią i ugotowałam z niej całkiem zwykły obiad, czyli tzw. bigos z cukinii. Danie może nie jest  specjalnie wykwintne, ale  za to bardzo dobre!

Kupiłam w pobliskim sklepie, znanym z dobrych wyrobów, kiełbasę wiejską zwyczajną. Polecono mi ją jako doskonałą do takich dań jak bigos, więc ją kupiłam. Okazała się być fajnie podwędzoną, nietłustą i smakowitą, naprawdę właściwą.

W związku z tym, że moja Córka wyjada głownie kiełbasę z takich dań, muszę zawsze to brać pod uwagę i kupować proporcjonalnie więcej niż normalnie.

Tym razem również tak zrobiłam.

Kiełbasę pokroiłam na niegrube plasterki, podsmażyłam na patelni wraz z posiekaną cebulą. Nie dodawałam żadnego tłuszczu, bo zwykle kiełbasa jest tłusta. Tym razem jednak okazała się naprawdę chuda, ale i tak nie dodawałam tłuszczu.

Do podsmażanej kiełbasy dodałam rozgnieciony czosnek, pokrojonego małego bakłażana,   pokrojone ziemniaki, pokrojoną cukinię i  paprykę. Podlałam nieco wodą i wszystko razem dusiłam na patelni przez chwilę, dodałam puszkę pomidorów bez skórki i przyprawy. Dusiłam całość około 45 minut, aż danie było gotowe, w międzyczasie podlałam jeszcze raz wodą.

A na deser upiekłam muffinki z orzechami, jabłkami i cynamonem Pycha!

Bigos z cukinii


450 g kiełbasy, ale wystarczyłoby pewnie około 300 :-)

1 mały bakłażan ( lub pól większego)

1 cukinia średnia

1 cebula

pól czerwonej papryki

2 nieduże ziemniaki

2 rozgniecione  ząbki czosnku

400 g puszka pomidorów bez skórki

przyprawy: szczypta spora curry, łyżeczka łagodnej papryki mielonej, szczypta chili, 2 łyżki sosu sojowego, 2 łyżeczki cukru, sól

Muffinki z jabłkami, orzechami i cynamonem

12 sztuk

250 g mąki

1 jajko

50 g mielonych orzechów włoskich

2 łyżeczki proszku do pieczenia

150 g kwaśnej śmietany

szczypta soli

65 g oleju roślinnego

150 g cukru

płaska łyżeczka cynamonu

50 g orzechów włoskich posiekanych

1 jabłko spore obrane pokrojone w drobną kostkę

cukier demerara do posypania przed pieczeniem

Rozgrzałam [piekarnik do około 180-190 stopni.

W misce robota wymieszałam wszystkie składniki ciasta oprócz jabłek i siekanych orzechów. Do masy dodałam jabłka i orzechy i wymieszałam delikatnie ale dokładnie.

Masę przełożyłam do formy na muffiny wyłożonej papilotkami, każdą babeczkę posypałam  z wierzchu cukrem demerara. Piekłam około 20-25 minut, aż wyrosły pięknie i zaczęły się lekko rumienić, a patyczek wbity w nie wychodził całkiem suchy.

Smacznego,

Basia

Krem z brokułów i cukinii z dodatkiem sera pleśniowego

Komentarzy - 4

Ostatnio  często gotuję żółte i zielone zupy. Żółte  w związku z sezonem na dynie, a zielone z zapasów ogrodowej cukinii.

Przed zapowiadanymi parę tygodni temu przymrozkami, zebrałam wszystkie, nadające się do zebrania cukinie i odłożyłam do spiżarki.

Niestety, zostało wiele maleńkich owoców cukinii, które nie nadawały się jeszcze do zebrania. Szkoda. Ale i tak udało się ich zgromadzić sporą ilość, która na pewno wystarczy na parę tygodni. Przecież nie będziemy jeść ich codziennie!

Dziś jednak znów sięgnęłam do tych zapasów i ugotowałam krem z brokułów i cukinii z dodatkiem sera pleśniowego.

Jeśli nie lubicie pleśniowych serów, to można dać inny ostry ser, ale koniecznie taki, który się w zupie rozpuści (np. gruyere), a nie będzie ciągnął jak guma do żucia.

Albo można po prostu z sera zrezygnować.

Mnie jednak taki pleśniowy ser w tej  zupie bardzo się podoba :-)

Krem z brokułów i cukinii

około 3 porcje

1 brokuł podzielony na różyczki

nieduża cukinia lub pół większej

nieduża cebula

1-2 ząbki czosnku

garść świeżych listków oregano

szczypta suszonego oregano

łyżeczka ekologicznego bulionu warzywnego na bazie soli morskiej

1-2 łyżki oliwy

około 50- 70 g miękkiego sera pleśniowego ( dałam Lazur) startego na grubej tarce lub inaczej rozdrobnionego (można trochę zachować do posypania gotowej zupy przed podaniem)

sól według uznania

łyżeczka cukru

odrobina octu winnego białego

Na patelni poddusiłam na oliwie cukinię z cebulą i rozgniecionym czosnkiem, gdy były miękkie dodałam około szklanki wody, suszone oregano, bulion w proszku i dusiłam jeszcze przez chwilę.

W osolonej wodzie ugotowałam lekko różyczki brokuła (tak by nie stracił  ładnego koloru).

Uduszoną cukinię wraz z sosem, listki świeżego oregano i ugotowane i odcedzone różyczki brokuła wrzuciłam do malaksera i zmiksowałam.

Dodałam świeżo przegotowanej wody, bo zupa była  jeszcze zdecydowanie za gęsta (po dodaniu wody uzyskałam około litra dość gęstej, kremowej zupy). Do gorącej zupy dodałam rozdrobniony ser i przez chwilę mieszałam, aż rozpuścił się całkowicie. Doprawiłam sola, cukrem, octem winnym.

Smacznego,

Basia

Bakłażan zapiekany z szynką szwarcwaldzką i suszonymi pomidorami

Komentarzy - 2

Dzisiejsze moje danie może być ciekawą przystawką na ciepło. Ja wprawdzie zrobiłam je w charakterze obiadu (z poprzedzającą je zupą z cukinii, szpinaku i bazylii), ale myślę, że  jako przystawka byłoby równie fajne. Szczególnie dla tych, którym wydaje się za skromne,  jak na pełne danie obiadowe. Choć przecież zawsze można podać je z pieczywem i wtedy nikt nie powinien już cierpieć głodu po takim obiedzie.

Bakłażan z szynką dojrzewającą i suszonymi pomidorami zapiekany z pomidorowym sosem, może spróbujecie?

Pokroiłam bakłażana w bardzo cienkie plastry, dosłownie 3 milimetrowej grubości i położyłam na rozgrzanej patelni z niewielką ilością oliwy. Grillowałam z obu stron, aż bakłażan zmiękł. Przełożyłam plastry na talerz i ostudziłam. Każdy plaster bardzo cieniutko posmarowałam pesto domowej roboty, położyłam plaster szynki szwarcwaldzkiej,

nieco pasty z suszonych pomidorów i zwinęłam w rulonik. Tak zrobiłam ze wszystkimi plastrami po kolei i ułożyłam je w naczyniu żaroodpornym. Zmiksowałam pomidory z puszki z dodatkiem suszonych pomidorów i octu balsamicznego.

Polałam rulony z bakłażana sosem z pomidorów, posypałam sporą ilością świeżo zmielonego pieprzu i listkami świeżego tymianku, a następnie  odrobiną utartego sera.

Naczynie wstawiłam do nagrzanego do 180 stopni piekarnika.

Zapiekałam bakłażana przez około pół godziny, a następnie wyjęłam z piekarnika.

Bardzo polecam to danie, jest naprawdę pyszne!

Bakłażan zapiekany z szynką szwarcwaldzką, suszonymi pomidorami i sosem pomidorowym

( przystawka dla np 4 osób, obiad dla 2)

1 bakłażan (12 plastrów)

około 1 łyżki domowego pesto (które było na pewno mniej słone niż to kupowane w sklepie)

około 75 g szynki szwarcwaldzkiej lub innej suszonej

125 g suszonych pomidorów zmiksowanych w blenderze (około 2/3 pomidorów zużyłam do zwinięcia w roladkach, a 1/3 do sosu)

25 g utartego ostrego sera typu cheddar lub gruyere albo nasz polski bursztyn

oliwa do smażenia bakłażana

1/2 puszki pomidorów bez skórki

około 1 łyżki octu balsamicznego

łyżeczka cukru

świeżo zmielony pieprz

listki świeżego tymianku

Smacznego,

Basia

Pomidory z chrupiącymi czapeczkami :-)

Komentarzy - 3

Uwielbiam pomidory o tej porze roku. Mają taki piękny zapach, są soczyste i aromatyczne. Takie prawdziwe pomidory!

Szkoda, że lato trwa tak krótko…. i nie tylko ze względu na pomidory :-)

Greckie pomidory, które jeszcze całkiem niedawno jadłam będąc w Grecji, były absolutnie fantastyczne, zresztą wspominałam Wam już o tym, pisząc o sałatce greckiej.

Muszę jednak sprawiedliwie przyznać, że te nasze też są teraz całkiem niczego sobie!

Najlepsze pomidory to, podobnie jak maliny i truskawki, świeże i jedzone na surowo.

Ale też warto z nich coś ugotować. Albo upiec.

Co myślicie o pomidorach z pyszną chrupiącą czapeczką?

Pomidory zapiekane z parmezanową czapeczką

8 niedużych pomidorów (o średnicy około 6 cm)

oliwa do wysmarowania naczynia

50 g parmezanu

50 g bułki tartej

50 g oliwy

pieprz

garść listków oregano (ale jeśli wolicie bazylię, to również świetnie się tu sprawdza)

rozgnieciony spory ząbek czosnku

ewentualnie inne przyprawy, jeśli takie lubicie

Z pomidorów odcięłam równo górną część, jakby kapelusik, o wysokości ok. 1 cm, ułożyłam pomidory w wysmarowanym naczyniu do zapiekania.

W misce wymieszałam bułkę tartą z parmezanem, oliwą , czosnkiem, pieprzem i listkami oregano.

W dłoniach formowałam kulki i lekko zgniatając je układałam na górze pomidorów robiąc im jakby czapeczki w miejscu odciętej górnej części.

Wstawiłam do piekarnika nagrzanego do około 180 stopni. Piekłam około 30 minut, w międzyczasie zmniejszyłam temperaturę do 150 stopni, bo czapeczki zaczęły się niebezpiecznie rumienić. Wyjęłam, kiedy czapeczki były mocno złociste i  przypiekły się z wierzchu tworząc chrupiącą skorupkę.

Takie pomidory mogą być dodatkiem do jakiegoś mięsa (u mnie był filet z kurczaka pokrojony w paski, zamarynowany w gęstym  jogurcie bałkańskim z dodatkiem przyprawy garam masala, kminu rzymskiego, chili, czosnku i odrobiny soli, a potem usmażony na patelni), ale można też je podać na przykład na przystawkę.

No i oczywiście można po prostu takie pomidory zjeść solo :-)

I takie właśnie lubię najbardziej!

Polecam,

Basia

Grecka opowieść cd

Komentarzy - 2

No to wreszcie ciąg dalszy greckiej opowieści i obiecana mussaka.

Właściwie, to powinnam chyba napisać musaka, no albo moussaka.

Niech zostanie jednak musaka.

To jest danie podpatrzone w greckiej tawernie. Przygotowane według mojego przepisu i doświadczenia, na podstawie degustacji oryginalnego dania. Oczywiście nie wiem, jak dokładnie brzmi zastosowana przez kucharza receptura, mogę się jedynie spodziewać :-)

Taką wersję musaki widziałam po raz pierwszy. Ale spodziewam się, że przepisów na musakę jest co najmniej tyle, ile u nas na bigos!

Zaskoczyły mnie w niej ziemniaki. Nigdy do tej pory nie spotkałam  się z musaką z ziemniakami, ale to nie przeszkadzało mi jej przyrządzić.

Ugotowałam obrany  jeden duży ziemniak w osolonej wodzie. Gdy był prawie miękki pokroiłam go na plasterki o grubości około 0,5 cm.

2 średnie bakłażany pokroiłam wzdłuż w plastry o grubości około 0,8-1 cm i na oliwie grillowałam na patelni z obu stron.

Około 0,5 kg wołowego, chudego mięsa mielonego podsmażyłam bez tłuszczu na patelni, dodałam czosnek, a potem puszkę pomidorów z puszki, 2 kopiate łyżki koncentratu pomidorowego (bo sos wydawał m się za mało pomidorowy) i trochę wody, pewnie około 100 ml. Dusiłam mięso z pomidorami, dodałam oregano, pieprz i sól, na koniec doprawiłam jeszcze odrobiną octu balsamicznego i szczyptą cukru.

Przygotowałam sos beszamelowy, na dość głębokiej teflonowej patelni (mam złe wspomnienia z gotowania beszamelu w rondlu) roztopiłam kopiatą łyżkę masła, wsypałam 2 łyżki mąki i zrobiłam jasną zasmażkę, wlałam powoli, ciągle mieszając, 2 filiżanki mleka ( ok.300 ml) i kiedy sos zgęstniał, odstawiłam. Dodałam do niego sporą szczyptę gałki muszkatołowej, pieprz i odrobinę posoliłam (z solą trzeba uważać, bo jeszcze do beszamelu dodaje się ser). Kiedy sos przestygł dodałam do niego około 50 g startego  sera dziugas (taki  dojrzewający ser niby-parmezan, o którym już tu wspominałam, taki miałam w domu. Ale może być  oryginalny parmezan albo inny ostry ser np. prawdziwy cheddar, albo  też gruyere). Wymieszałam sos z serem i odstawiłam.

W naczyniu do zapiekania wysmarowanym oliwą ułożyłam na dnie jedną warstwę plasterków z ziemniaków. Na ziemniakach położyłam warstwę bakłażanów, na nich rozłożyłam rozgnieciony ząbek czosnku, posypałam pieprzem i skropiłam lekko octem balsamicznym, położyłam połowę sosu mięsno-pomidorowego, położyłam znów warstwę bakłażanów, sos mięsno-pomidorowy a na wierzch beszamel wymieszany z serem. Posypałam listkami oregano.

Wstawiłam do piekarnika rozgrzanego do około 180 stopni, piekłam około 40 minut, aż wierzch zaczął się złocić.

Zjedliśmy ją z radością, …i myślę, że nie była daleka od oryginału:-)

Musaka rodem z Zakynthos

porcja dla minimum 4  osób, a pewnie jednak 6 :-)

1 duży ziemniak

2 średnie bakłażany

oliwa do smażenia bakłażanów

ok.500 g mielonego mięsa wołowego

puszka pomidorów krojonych

2 kopiate łyżki koncentratu pomidorowego

2-3 ząbki czosnku

sól, pieprz, oregano, cukier, ocet balsamiczny

ok.300 ml mleka

2 łyżki mąki

1 kopiata łyżka masła

50 g sera dziugas ( albo parmezanu)

gałka muszkatołowa, pieprz, sól

Smacznego,

Basia

Zapiekanka z fasolką szparagową

Komentarzy - 2

Bardzo lubię fasolkę szparagową, najbardziej chyba tę zieloną. Ale z przyjemnością zjem też mamut  i żółtą. Pamiętam z dzieciństwa takie typowe, letnie obiady: młode ziemniaki, fasolka z przyrumienioną na maśle bułeczką i do tego jajko sadzone! Pycha!

Teraz  wprawdzie rzadko gotuję ziemniaki, ale o fasolce nie zapominam.

Ostatnio  dostaliśmy od Teściów ich ogrodową fasolkę, całkiem sporo tej fasolki. Zupełnie nie przewidując tego, kupiłam też  fasolkę na straganie. W związku z tym przez kilka dni musiałam wykazywać się kreatywnością w zakresie dań z fasolki, bo już fasolka po prostu ugotowana nie wystarczyła.

Była więc raz tarta z fasolką, jako że tarta, to u nas bardzo lubiane danie. Zrobiłam też gratin z  dodatkiem fasolki, aż wreszcie zrobiłam najzwyklejszą zapiekankę z ziemniakami, fasolką i boczkiem.

Oskrobane, młode ziemniaki ugotowałam w osolonej wodzie. Gdy były już miękkie pokroiłam je na plastry grubości około 0,5 cm.

Ugotowałam również fasolkę, odcedziłam ją, kiedy była już ugotowana, ale jeszcze chrupiąca. Na patelni podsmażyłam pokrojony w paseczki boczek. Podczas smażenia dodałam do boczku rozgnieciony czosnek.

W naczyniu do zapiekania ułożyłam na dnie plasterki ziemniaków, następnie położyłam podsmażony boczek, posypałam posiekanym oregano, położyłam odcedzoną fasolkę.

Na wierzch wylałam śmietankę wymieszaną z roztrzepanym jajkiem, pieprzem, rozgniecionym czosnkiem i utartym parmezanem. Wstawiłam do piekarnika rozgrzanego do około 160 stopni na około 25-30 minut. Gdy wierzch był złocisty, wyjęłam z piekarnika.

Niby tylko ziemniaki i fasolka, a jednak było to naprawdę pyszne danie!

Zapiekanka z fasolą szparagową, boczkiem i ziemniakami

3 średnie ziemniaki po ugotowaniu pokrojone w plasterki

500 g fasolki szparagowej ( dałam zieloną) ugotowanej w osolonej wodzie

250 g boczku w plastrach pokrojonego w paseczki

1 jajko

około 150-200 ml śmietanki kremówki

około 50 g utartego parmezanu

sporo posiekanego oregano

2 rozgniecione ząbki czosnku

pieprz

sól według uznania

Smacznego,

Basia

Nadziewana cukinia zamiast zupy owocowej :-)

Komentarzy - 2

Jest cudne lato! Pojawiły się już wiśnie, porzeczki czerwone i czarne. Przychodzą mi do głowy zimne zupy owocowe… Tylko po co mam je robić? Moja rodzina wykrzywi się tylko na nie.

Ale w sumie, czy ja sama chciałabym zjeść taki owocowy chłodnik?

Kiedy przypomnę sobie z dzieciństwa zupy owocowe, to wcale nie są to jakieś szczególnie miłe wspomnienia…

Chyba należę do tych, którzy owoce lubią na surowo, w cieście albo w konfiturze.

Zupy i pierogi z owocami zostawię jednak innym :-)

A ja zrobię znów coś z cukinii, bo w przeciwieństwie do dań z owoców, cukinia u nas jest bardzo lubiana.

Nasze ogrodowe cukinie, posadzone przez Córkę, jeszcze nie dojrzały.

Głównie z tego powodu, że zostały skoszone przez Męża wraz z trawą :-(

A szkoda, bo były już wtedy na nich maleńkie owoce i pewnie teraz można by już je zjeść!

W miejsce skoszonych zostały posadzone następne rozsady, ale im jeszcze trzeba dać trochę czasu.

Więc dalej kupuję cukinie na straganie. Na szczęście jest ich mnóstwo i są naprawdę tanie.

Dziś nieskomplikowana cukinia faszerowana kuskusem i wędzoną szynką. W wersji wegetariańskiej zrobiłabym ją z dodatkiem suszonych pomidorów zamiast szynki.

A do cukinii koniecznie sos ze świeżych pomidorów z czosnkiem i bazylią.

Cukinia faszerowana kuskusem,  wędzoną szynką i serem gruyere

z sosem ze świeżych pomidorów

cukinia faszerowana

2 średnie cukinie przekrojone wzdłuż na pół

około 100-120 g kuskusu (nasypałam „na oko” do garnka, ale było mniej więcej tyle)

cebula posiekana drobno

miąższ wyjęty łyżeczką z cukinii i posiekany, jak cebula (trzeba wybrać trochę miąższu, żeby zrobiła się miseczka na nadzienie)

sporo pieprzu

szczypta chili

garść listków świeżego oregano, posiekanych

oliwa do podsmażenia

100 g pokrojonej w paseczki wędzonej szynki lub suszonych pomidorów (można dać i jedno i drugie, będzie wypas!)

sól

około 50 g utartego sera gruyere, lub innego ostrego dobrego do zapiekania

trochę wina do podlania cukinii podczas pieczenia

na sos

2 duże pomidory sparzone (sparzone, żeby zdjąć  koniecznie skórkę!)

rozgnieciony spory ząbek czosnku

pieprz

posiekana świeża bazylia

do smaku sól, cukier, ocet winny lub lepiej balsamiczny

Cukinie ułożyłam w naczyniu do zapiekania, wcześniej wlałam do niego nieco oliwy.

Kuskus zalałam wrzącą wodą ( wg przepisu) i przez chwilę gotowałam, aż woda wsiąkła całkiem.

Na patelni rozgrzałam trochę oliwy i wrzuciłam posiekaną szynkę, podsmażyłam ją trochę, potem zdjęłam z patelni, na którą tym razem wrzuciłam posiekaną cebulę i miąższ cukinii.  Smażyłam, aż się zeszkliły.

Na patelnię do cebuli i cukinii znów wrzuciłam szynkę, dodałam kuskus, przyprawy i siekane oregano.

Nadziałam cukinie i posypałam utartym gruyerem.

Wstawiłam do piekarnika nagrzanego do około 170 stopni.

Pomidory sparzyłam, obrałam, zmiksowałam z dodatkiem rozgniecionego czosnku, postawiłam w rondlu na kuchence, żeby trochę odparować sos. Według mnie powinien być mniej więcej konsystencji przecieru pomidorowego. Do gotowego sosu dodałam przyprawy i świeżą, posiekaną bazylię.

Piekłam nadzianą cukinię około  godziny, podlewając co jakiś czas różowym winem, bo takie akurat miałam pod ręką :-)

Po wyjęciu z piekarnika cukinia ciągle była jeszcze twardawa, ale lubię właśnie taką, a nie rozgotowaną na miękko (pewnie, gdyby była przykryta, nie trzeba by jej tak długo piec, ale niestety nie miałam odpowiedniej przykrywki).

Fajnie smakowała z  sosem z pomidorów :-)

Smacznego,

Basia

Tarta z bobem i cebulą

Komentarzy - 2

Takie lipcowe lato, jakie teraz mamy, poza typowo sezonowymi owocami, jak maliny, morele czy borówki, kojarzy mi się również z bobem.

Do tej pory kupowałam bób czasem na straganie, taki szarozielonkawy, i zwykle po prostu gotowałam go w osolonej wodzie.

Choć przez cały rok można też kupić mrożony bób, nigdy chyba nie kupiłam takiego, i poza gotowanym bobem, niewiele razy jadłam dania przygotowane z bobu. Jakoś mnie do niego nie ciągnęło…

W tym roku moja Córka, po raz pierwszy w życiu, posadziła bób w ogrodzie i  właśnie zaczął dojrzewać.

I okazuje się, że on wcale nie musi być szarozielonkawy!

Przeciwnie, jest soczyście zielony i kusi, żeby z niego coś fajnego ugotować.

Jest tylko jeden problem, jest go na razie bardzo niedużo…

Dlatego wymyśliłam tartę, w której bób był tylko jednym ze składników. Stąd mogło być go tylko trochę :-)

Tarta wyszła bardzo smaczna. Ciekawie w niej odnalazł się i bób i cebula, która pokrojona w piórka, przyjemnie zmiękła podczas pieczenia. Zawsze też z ochotą dodaję do tarty jajka ugotowane na twardo,  bo przyjemnie dają się zapiec w śmietankowo-serowej kołderce.

Polecam tym wszystkim, którym znudził się już ten bób gotowany i którzy niekoniecznie muszą na obiad czy kolację zjeść mięso. Choć do takiej tarty spokojnie też można dodać pokrojoną szynkę czy boczek, jeśli tylko macie ochotę. Z pewnością nie zepsują one efektu.

Tarta z bobem, cebulą i jajkami

naczynie o wym. 30 X 16 cm

około 220 g francuskiego ciasta ( nie zużyłam całego opakowania 275 g)

1 jajko surowe

2 jajka ugotowane na twardo

170 g bobu  (przed ugotowaniem i obraniem), ja miałam tylko tyle, ale można z pewnością dać go więcej :-)

200 ml śmietanki kremówki

młoda biała cebula posiekana w piórka

rozgnieciony ząbek czosnku

sporo pieprzu

ok. 70 g sera ostrego

ewentualnie sól

do posypania z wierzchu po upieczeniu: świeże zioła np. kolendra, bazylia lub inne

Piekarnik nagrzałam do ok.200 stopni.

W osolonej wodzie ugotowałam bób, gotowałam przez kilka minut, chyba około 10.

Ostudzony zimną wodą można było zaraz obrać.

W miseczce wymieszałam śmietankę z roztrzepanym jajkiem, utartym serem, pieprzem i rozgniecionym czosnkiem.

W naczyniu do zapiekania, wysmarowanym wcześniej oliwą, ułożyłam ciasto. Na nim położyłam pokrojoną cebulę i pokrojone na mniejsze kawałki jajka na twardo.

Na końcu położyłam obrany bób i wylałam i rozprowadziłam równo masę śmietankowo-jajeczno-serową.

Wstawiłam do piekarnika i zmniejszyłam jego moc do 160 stopni.

Piekłam aż tarta z wierzchu była złocista, czyli około 25 minut.

Smacznego,

Basia

Facebook

Likebox Slider for WordPress