Archwium dla ·

owoce

· Kategoria...

Niby-sernik, czyli deser waniliowy z ricottą i malinami

Brak komentarzy

Z sernikiem ten deser ma w sumie tylko tyle wspólnego, że również zawiera ser 🙂

A właściwie miękką ricottę.

I jest niezwykle prostym deserem dla miłośników malin i bitej śmietany, czyli dla mojej rodziny i dziejszego Gościa, na przykład 🙂

Tegoroczny urodzaj malin (teraz szczególnie pysznych i zniewalająco słodkich) sprawia, że nie mogę się powstrzymać, ilekroć widzę je na straganie. Kupuję, zjadam połowę w drodze do domu, a potem zastanawiam się, co tu zrobić z reszty? Koniecznie jakiś deser ze świeżymi malinami! Bo przecież zaraz już ich nie będzie….

Niby-sernik czyli krem waniliowy z malinami i ricottą

4 porcje

 

250 ml śmietanki kremówki

ok. 40 g cukru pudru

100 g miękkiej ricotty

1 łyżeczka (mojej ulubionej) pasty waniliowej Madagascar Bourbon, Pure Vanilla Bean Paste, Nielsen-Massey

1 kopiata łyżeczka żelatyny rozpuszczonej w niedużej ilości (około 50 ml) gorącej wody

około 200-250g świeżych malin ( kilka zostawić do dekoracji)

listki mięty do dekoracji

kilka kawałków gorzkiej czekolady rozpuszczonej( w kuchence mikrofalowej albo gorącej kąpieli, ja rozpuszczam czekoladę w kuchence mikrofalowej) i wymieszanej ze śmietanką kremówką (tyle śmietanki, żeby czekolada miała lekko płynną konsystencję, w sam raz do ozdobienia/polania deseru)

 

Śmietankę kremówkę ubiłam, dodałam pod koniec ubijania cukier i wanilię. Dodałam ricottę i jeszcze dalej przez chwilę ubijałam. Rozgniotłam delikatnie maliny i dodałam do miksowanego kremu. Na koniec dodałam rozpuszczona i przestudzona żelatynę i  dobrze wszystko wymieszałam.

Krem przełożyłam do pucharków, ozdobiłam odłożonymi malinami i wstawiłam do lodówki. Przed podaniem ozdobiłam czekoladą (roztopioną wcześniej i wymieszaną ze śmietanką) i listkami mięty.

 

Smacznego,

 

 

Basia

Drożdżowe ciasto ze śliwkami

Brak komentarzy

 

Dziś przed południem wybierałam się na zakupy z myślą, że kupię śliwki i upiekę najłatwiejsze ciasto w świecie (pisałam tu o nim  strasznie dawno temu, bo 20 marca 2010 roku 🙂 ),  którego nie piekłam naprawdę bardzo dawno, a o istnieniu którego, przypomniała mi wczoraj Danusia 🙂

Kiedy wyszłam z domu, okazało się, że pada deszcz i jest zimno i nieprzyjemnie.

Zrobiłam zaplanowane zakupy i kupiłam również śliwki, ale stwierdziłam, że w taką pogodę, to trzeba jednak upiec ciasto drożdżowe!

I tak powstało dzisiejsze drożdżowe ciasto ze śliwkami i powidłami.

I choć pogoda poprawiła się, zrobiło się słonecznie i ciepło, to ciasto ciągle pysznie pasowało do dzisiejszego dnia 🙂

Ciasto drożdżowe ze śliwkami i powidłami

 

500 g mąki

160 g masła roztopionego

2 jajka

ok.250 ml ciepłego mleka

42 g drożdży

150 g cukru

spora szczypta soli

łyżeczka naturalnej esencji waniliowej

500 g śliwek węgierek

275 g powideł śliwkowych wymieszanych z różą (płatkami róży utartymi z cukrem)

cukier puder do posypania gotowego ciasta

 

 

W ciepłym mleku z dodatkiem 1 łyżki cukru rozmieszałam drożdże i zostawiłam, żeby wyrosły.

W misce wymieszałam mąkę z cukrem, dodałam sól, 2 jajka i wyrośnięte w mleku drożdże, dodałam esencję waniliową i wyrabiałam robotem przez około 10 minut, dodałam roztopione masło i dalej wyrabiałam, aż ciasto wchłonęło tłuszcz. Zostawiłam ciasto, żeby wyrosło. Dziś, gdy robiłam ciasto, trudno było  o ciepłe miejsce do wyrastania, więc ciasto rosło raczej wolno.

Rozgrzałam piekarnik do około 170 stopni.

Wyrośnięte trochę ciasto, pewnie po około godzinie, włożyłam do okrągłej formy o średnicy około 30 cm, wyłożonej wcześniej papierem do pieczenia. Ciasto z wierzchu posmarowałam powidłami wymieszanymi z różą, starając się zostawić około centymetrowy nieposmarowany pasek wokół brzegu, żeby powidła nie przypaliły się. Na powidłach ułożyłam połówki śliwek (skórką w dół) i lekko wcisnęłam do ciasta.

Piekłam przez około 45 minut, najpierw w temperaturze około 170 stopni, po około 20 minutach zmniejszyłam temperaturę do około 150 stopni.

Gotowe, przyrumienione ciasto wyjęłam z piekarnika i posypałam cukrem pudrem.

 

 

 

Smacznego,

 

Basia

 

Ogrodowe uprawy i torcik z malinami na imieniny

komentarze 2

Nasze tegoroczne uprawy ogrodowe są naprawdę imponujące!  Codziennie przynoszę z ogrodu nowe, żółte i zielone cukinie, mamy własną rukolę i bazylię, a nawet fasolkę szparagową i marchewkę. Zaczynają dojrzewać dynie, już jedną, naprawdę wielką, przyniosłyśmy z Córką z ogrodu, waży chyba ze 20 kilogramów! A kolejne dojrzewają. Zaczynają czerwienić się pomidory. Pierwsze już zerwałam, a jutro pewnie następne będą już gotowe do zerwania. Ciekawe, czy zanim zrobi się chłodno zdążą dojrzeć papryki, bo są jeszcze całkiem małe?

 

 

Naprawdę jestem dumna z tych naszych upraw, bo przecież do tej pory w ogóle nie zajmowałam się ogrodnictwem i szczerze powiedziawszy, w ogóle się na tym nie znam 🙂

W tym roku pięknie obrodziła nasza renkloda ulena i zrobiłam kilka słoików dżemu śliwkowego. Przyda się zimą do wypieków 🙂

Niestety mało jest w naszym ogrodzie malin w tym roku, ale na szczęście można z łatwością kupić piękne maliny i zajadać do woli.

Kupiłam więc 2 duże opakowania i zrobiłam Mężowi torcik z malinami na imieniny.

Zdecydowałam się na taki deser, który mój Mąż bardzo zawsze lubił, a od  dawna go nie robiłam. Chyba o nim po prostu zapomniałam…

To jest taki deser, który nauczyłam się robić wiele lat temu od moich znajomych, sióstr Joanny i Basi.  W moim notesie z przepisami deser ten zatytułowany jest ich nazwiskiem. Wiem, że Joanna czasem tu zagląda, dlatego pozdrawiam  obie serdecznie,  jeśli  to teraz czyta 😉

Torcik przygotowuje się z budyniu ugotowanego z mleka, cukru i żółtek. Wystudzony budyń miksuje się z miękkim masłem. Można do takiej masy dodawać przeróżne owoce, w zależności od sezonu: truskawki, maliny czy drylowane wiśnie. Zimą można też dawać mrożone owoce.

Zapamiętałam, że trzeba bardzo uważać, żeby podczas gotowania budyniu jajka się nie ścięły. No i żeby budyń się nie przypalił. Wielokrotnie miałam z tym problemy…

Dlatego tym razem wypróbowałam trochę inny sposób i  kolejność czynności, niż w oryginalnym przepisie.

Ubiłam robotem żółtka z cukrem na gęstą pianę, zagotowałam mleko. Gorące przelałam do miski z ubitymi żółtkami i dalej miksowałam. Potem przelałam masę jajeczno-mleczną do miski i wstawiłam do kuchenki mikrofalowej, żeby budyń zgęstniał. Włączałam na kilkanaście sekund, potem wyłączałam, otwierałam drzwiczki i mieszałam, znów na  kilkanaście sekund włączałam kuchenkę mikrofalową. I tak parę razy, aż budyń był puszysty i gęsty. Wyjęłam z kuchenki mikrofalowej i zostawiłam do wystygnięcia (można to robić również ustawiając miskę z budyniem w gorącej kąpieli, można próbować stawiać po prostu garnek na kuchni).

Ubiłam masło na krem, stopniowo, bardzo powoli  dodawałam wystudzony budyń do ciągle miksowanego masła. Tu trzeba bardzo uważać, żeby masa się nie ścięła Podstawową sprawą jest dobrej jakości masło i jednakowa temperatura masła i budyniu. U mnie temperatura  była podobna, ale masło, mimo zapewnień sprzedającej pani, niestety  chyba musiało mieć zbyt dużo wody w sobie, bo trochę się ścięło.

Do masy maślano-budyniowej dodałam również 2 łyżeczki mojej ulubionej pasty waniliowej produkcji Nielsen-Massey. Można oczywiście dać po prostu esencję waniliową.

Tortownicę wyłożyłam papierem do pieczenia. Ułożyłam spód z biszkoptów, ułożyłam z nich również ”palisadę” dookoła brzegu.

Zmiksowałam maliny z 3 łyżkami cukru, następnie przetarłam mus przez sito.

Spód biszkoptowy posmarowałam mniej więcej połową musu, położyłam na nim warstwę malin. Następnie położyłam całość kremu budyniowego i wyrównałam wierzch. Posmarowałam górę resztą musu i ułożyłam na wierzchu maliny. Torcik wstawiłam do lodówki, żeby całość stężała.

Torcik wg. Joanny i Basi

1 szklanka mleka ( dałam 250 ml)

1/2 szklanki cukru ( dałam 125 g)

6 żółtek

250 g masła

2 łyżeczki pasty z wanilii (lub odpowiednia ilość esencji waniliowej)

 

1 1/2  dużego opakowania malin, z tego 1/2 opakowania zmiksować z 3 łyżkami cukru na mus, reszta malin do posypania na biszkoptach posmarowanych musem i podobnie na wierzchu torciku.

 

 

Smacznego,

Basia

 

 

Lody borówkowe i czekoladowe

komentarze 2

Lody domowej produkcji, przygotowane metodą niewymagającą mieszania, stały się u nas w domu hitem sezonu.

Robiłam je już z czarnymi porzeczkami, o czym pisałam, potem były truskawkowe, a teraz borówkowe i czekoladowe z nutą kawy (te czekoladowe specjalnie dla mojego Męża).

To jest naprawdę najprostsza i najszybsza w przygotowaniu, a jednocześnie niezwykle smaczna wersja lodów.

Borówkowe mają do tego zniewalający kolor!

Szczerze polecam ten deser, bo niewielkim nakładem pracy można mieć pyszną przyjemność w zamrażarce, dostępną potem na zawołanie.

U nas w domu wszyscy się już przyzwyczaili, że zawsze, gdy sięgną do zamrażarki, znajdą tam coś dobrego… 🙂

 

Lody borówkowe (czyli jagodowe)

 

4 jajka

150 g cukru ( 100+50)

250 g borówek

400 ml śmietanki kremówki

 

Jajka ubijać ze 100 g cukru, aż masa będzie puszysta. Ja to robię, tak jak pisałam poprzednio, przy użyciu robota, zostawiam na dłuższą chwilę pracujący robot i masa jest bardzo puszysta i gęsta ( można tez, jak ktoś lubi tę metodę, ubijać  w gorącej kąpieli, jak masa zgęstnieje odstawić do wystygnięcia).

W blenderze zmiksować borówki z resztą cukru i odstawić.

Śmietankę ubić na sztywno i odstawić.

Do gęstej i puszystej masy jajecznej dodawać stopniowo borówki i śmietankę i ciągle ubijać. Gotową masę lodowa przełożyć do formy wyłożonej folią do żywności, dokładnie zawinąć folią formę i wstawić do zamrażarki. W zależności od temperatury panującej w zamrażarce i od kształtu formy, zamrażanie trwa od paru do kilku godzin.

Ja mrożę w „keksówkach”, czyli podłużnych formach i kroję potem te lody na plastry.

Można również zamrozić w pudełku i nabierać lody gałkownicą.

 

Lody czekoladowe z nutą kawy

( to jest trochę mniejsza porcja niż borówkowych)

 

3 jajka

100 g cukru

300 ml śmietanki

2-3 łyżeczki kawy rozpuszczalnej

150 g czekolady gorzkiej ( min 70 % kakao)

2-3 łyżki wódki

 

Jajka ubić z cukrem (jak wyżej).

Do śmietanki dodać kawę i ubić na sztywno.

Czekoladę rozpuścić w gorącej kąpieli albo w kuchence mikrofalowej, przestudzić nieco.

Do masy jajecznej dodawać rozpuszczoną czekoladę i ciągle miksować, dodać śmietankę i dalej miksować, aż masa lodowa będzie jednorodna. Dodać alkohol i jeszcze przez chwilę miksować. Gotową masę przełożyć, do formy, jak w przepisie powyżej.

 

 

Smacznego,

 

Basia

 

 

 

 

 

 

 

Kruszonka z owocami

Brak komentarzy

Miałam dziś ogromną ochotę na ciasto z owocami, najlepiej takie z kruszonką. Albo nawet na samą kruszonkę z owocami…

Mojej Córce oczy zaświeciły się na ten pomysł, więc zabrałam się za pieczenie.

To nie jest taka typowa kruszonka, proporcje i składniki są trochę inne, ale efekt bardzo smaczny!

Z pewnością do takiego wypieku można użyć też innych owoców, ja dałam nektarynki i borówki.

 

Kruszonka z owocami

350 g mąki

2 żółtka

3 łyżki śmietany 18%

215 g masła

szczypta soli

100 g cukru pudru

 

400 g nektarynek ( pozbawionych pestek) i pokrojonych w plasterki

250 g borówek ( czyli czarnych jagód- to informacja dla tych nie z Krakowa 🙂 )

cukier puder do posypania gotowego ciasta

 

Z podanych wyżej składników szybko zagnieść ciasto, uformować z niego 2 kule i wstawić do lodówki, albo lepiej do zamrażarki. Jeśli chcecie szybko zabierać się za pieczenie, to  na pewno proponuję  ciasto włożyć do zamrażarki.

Rozgrzać piekarnik do około 170 stopni.

Naczynie do pieczenia wysmarować masłem, wyjąć ciasto (jedną część, druga niech czeka na swoją kolej w zamrażarce) i zetrzeć na grubej tarce na dno naczynia  i lekko przycisnąć, tworząc spód ciasta.

Położyć na cieście nektarynki pokrojone w plasterki, a na nie wysypać borówki, uważając żeby owoce nie dotykały brzegu naczynia, bo będą się przypalać.

Wyjąć drugą część ciasta, zetrzeć na tarce i równomiernie rozłożyć na wierzchu.

Wstawić do piekarnika i piec około 35-40 minut, aż wierzch będzie złocisty.

Po wyjęciu z piekarnika posypać cukrem pudrem i  koniecznie podawać jeszcze ciepłe, bo takie jest najlepsze!

 

 

Smacznego,

 

 

Basia

Porzeczki z porzeczkami

Brak komentarzy

Czarne porzeczki to owoce, które kojarzą mi się z pełnią lata.

Przyznam, że jako dziecko i nastolatka bardzo ich nie lubiłam.

Na szczęście przyszedł czas, że doceniłam walory smakowe czarnych porzeczek i teraz z ogromną przyjemnością wykorzystuję je w kuchni. Najczęściej używam ich do deserów.

Fantastyczny jest sos ze zmiksowanych świeżych porzeczek z dodatkiem cukru. Zawsze taki sos przecieram przez sito, bo pestki i skórki z porzeczek skutecznie psują przyjemność jedzenia.

Taki sos można dodać do lodów, kremów, panna cotty, naleśników i wielu innych rzeczy.

Dziś wzbogaciłam go o odrobinę likieru Creme de Cassis i użyłam do (również) porzeczkowego semifreddo.

To było naprawdę pyszne!

 

Porzeczkowe semifreddo z sosem z czarnych porzeczek

 

semifreddo:

4 jajka

150 g cukru

400 ml śmietanki kremówki

 

275 g czarnych porzeczek

75 g cukru

 

 

sos porzeczkowy:

250 g czarnych porzeczek

3 łyżki cukru – lub według uznania, ale lody są dość słodkie, więc sos, według mnie, nie powinien być za słodki

parę łyżek Creme de Cassis

Jajka ubić z cukrem na bardzo puszystą masę. Można ubijać w gorącej kąpieli wodnej, ale ja, używając robota Kitchen Aid, zostawiam go po prostu włączonego na długą chwilę, żeby się porządnie ubiło i nie stosuję kąpieli gorącej.

Osobno ubić śmietankę i dodawać stopniowo do ubitych jajek.

Porzeczki zmiksować z cukrem, przetrzeć przez sito i dodać do masy śmietankowo-jajecznej. Wszystko miksować jeszcze przez chwilę, aż będzie dokładnie wymieszane.

Prostokątną formę do pieczenia (keksówkę) wyłożyć folią do żywności i wlać do niej porzeczkową masę. Dokładnie przykryć folią i wstawić do zamrażarki na kilka godzin.

To jest ten cudowny rodzaj lodów, który nie wymaga mieszania 🙂 Uwielbiam je!

Kiedy semifreddo się mrozi, przygotować sos.

Porzeczki zmiksować z cukrem, przetrzeć przez sito, a następnie dodać Creme de Cassis i wymieszać.

Po wyjęciu z zamrażarki semifreddo kroić na plastry, podawać z sosem z porzeczek ozdobione miętą albo melisą.

Moja Córka przygotowała jeszcze drugi sos, z białej czekolady (biała czekolada rozpuszczona w kuchence mikrofalowej  wymieszana ze  śmietanką kremówką), więc chętni mogli polać swoją porcję dwoma sosami.

Ja jednak poprzestałam na porzeczkowym sosie 😉

 

 

Smacznego,

 

Basia

Tarta z malinami i śmietankowym kremem

Brak komentarzy

Sezon  malinowy w pełni, więc trzeba z niego korzystać!

Maliny, to jedne z moich ulubionych owoców, najlepsze są oczywiście świeże i jedzone na surowo. Najlepiej prosto z krzaka w ogrodzie 🙂

Naszych ogrodowych malin jest niestety za mało, żeby robić tartę, więc tę, o której dziś piszę, przygotowałam z malin kupionych na straganie.

Muszę przyznać, że były naprawdę wyśmienite, słodkie i całkiem suche.

Zatem, jeśli macie ładne maliny i ochotę na niekłopotliwą tartę, to może spróbujecie tej?

 

185 g mąki

1 żółtko

125 g schłodzonego masła

4-5 łyżeczek cukru

4-5 łyżek zimnej wody, jeśli będzie trzeba

szczypta soli

 

Z powyższych składników zagnieść szybko ciasto, utworzyć kulę, zawinąć w folię do żywności i schłodzić w lodówce.

Schłodzone ciasto rozwałkować bardzo cienko i wyłożyć ciastem formę do tarty, wcześniej wysmarowanej tłuszczem. Oczywiście podnieść brzegi tarty.

Ciasto nakłuć widelcem i wstawić z powrotem do lodówki i jeszcze przez chwilę chłodzić. Rozgrzać piekarnik do około 180 stopni,  a następnie upiec spód na złocisty kolor. Gotowy wyjąć i odstawić do wystygnięcia.

Przygotować krem: ubić śmietankę kremówkę, na koniec dodać cukier puder i wanilię. Osobno utrzeć serek kremowy i do utartego dodawać stopniowo śmietankę, jeśli trzeba, dosłodzić. Może się okazać ( to wielce prawdopodobne, albo nawet pewne), że serek jest trochę posolony, wtedy może być potrzeba dodania większej ilości cukru.

Gotowy i wystudzony spód posmarować cienko galaretką owocową (zostawiając ok. 2 łyżki do posmarowania owoców z wierzchu), położyć na nią krem śmietankowy, a na krem wysypać maliny. Galaretkę do posmarowania owoców podgrzać ( najprościej w mikrofalówce), a następnie pędzlem posmarować lekko owoce. Tartę wstawić do lodówki, albo od razu podać ozdobioną listkami mięty albo melisy.

 

 

Nadzienie tarty:

 

200 ml śmietanki kremówki

opakowanie 200 g serka kremowego Turek

2-3 łyżki cukru pudru (lub według uznania)

ekstrat lub esencja naturalna  z wanilii (ja dałam moją ulubioną Madagascar Bourbon Pure Vanilla Bean Paste, produkcji Nielsen-Massey. Ona ma takie czarne, maciupeńkie ziarenka i to fajnie wygląda w kremach czy lodach

duże opakowanie malin

słoiczek domowej galaretki z czerwonych i czarnych porzeczek, ale możecie dać jakąś inną, jaką lubicie.

 

 

Smacznego,

 

Basia

 

 

 

Ciasto z owocami na letni piknik

komentarze 2

Zostaliśmy zaproszeni na popołudniowy piknik, na parę godzin na trawie, w parku.

W związku z upałem, przewidziane były leniwe gry i zabawy, w tym angielski krokiet (croquet, nie mylić z krykietem – cricket), no i oczywiście jedzenie!

Nie wiedziałam, co inni przyniosą, więc zdecydowałam się na upieczenie ciasta.

Ciasto na piknik musi być łatwe do transportu i podania w warunkach polowych. A latem, tak sądzę,  powinno to być ciasto z owocami

Właśnie rano byłam na zakupach i kupiłam piękne i dojrzałe morele i wiśnie,  więc sytuacja   była jasna, jakie to będzie ciasto.

Ciasto na letni piknik 

 

250 g mąki

2 łyżeczki proszku do pieczenia

125 g miękkiego masła

2 jajka

185 g cukru demerara

250 g śmietany 18 %

 

około 200 g moreli (pozbawić je pestek i pokroić na mniejsze części)

około 20-25 wiśni ( wydrylować)

 

2 łyżki płatków migdałowych

cukier puder do posypania po upieczeniu

 

Rozgrzać piekarnik do około 180 stopni.

Utrzeć masło z cukrem (ja robiłam to oczywiście robotem), stopniowo i powoli dodawać jajka podczas ucierania. Jeśli masa się zetnie w którymś momencie podczas ucierania, to nie ma problemu, zwykle dodanie mąki załatwia sprawę 😉

Do masy maślano-jajecznej dodawać stopniowo mąkę i śmietanę i dalej miksować.

Podłużną formę do pieczenia (keksówkę) wyłożyć papierem do pieczenia i przełożyć gotowe ciasto.

Pokrojone morele położyć na wierzchu i wciskać lekko w ciasto, podobnie postępować z wiśniami.

Wierzch ciasta posypać płatkami migdałowymi i wstawić do piekarnika.

Piekłam to ciasto w sumie godzinę i pięć czy dziesięć minut.

Po około kwadransie czy 20 minutach od włożenia do piekarnika ciasto zaczęło się niebezpiecznie rumienić. Przykryłam je wtedy folia aluminiową i do końca już piekłam pod tym przykryciem,

Wyjęłam ciasto z piekarnika,  kiedy patyczek wbity w nie, wyjmowałam suchy.

Gotowe ciasto posypałam cukrem pudrem. Kiedy lekko przestygło, pokroiłam je, żeby na pikniku było już od razu gotowe do jedzenia, a następnie zapakowałam dość bezpiecznie, jak sądziłam, w grubą folie aluminiową. I choć ciasto zostało nieco poturbowane w drodze, to jednak nie wpłynęło to negatywnie na jego smak i prezencję i zostało zjedzone na pikniku do ostatniego kawałka.

 

Smacznego,

 

 

Basia

 

 

Truskawkowe lody!

Brak komentarzy

U mnie znowu lody!

Ale jest lato, gorąco, cudownie! Więc trzeba jeść lody, a najlepiej truskawkowe, bo sezon na truskawki właśnie trwa i nim się obejrzymy, truskawki się skończą. Zatem jedzmy truskawki! W lodach również 🙂

Moje dzisiejsze lody truskawkowe zrobione są między innymi z custardu, tak,  jak te lody z malinami, o których  pisałam w poprzednim poście. Tam też znajdziecie wskazówki dotyczące przygotowania custardu, czyli budyniu z żółtek, cukru i śmietanki. Jeśli nie czytaliście, to koniecznie sprawdźcie, zanim zabierzecie się za robienie lodów w ten sposób.

Wspominałam ostatnio, że dla tych, co nie mają maszynki do lodów, takie lody z budyniu są absolutnie najlepszym i najwygodniejszym rozwiązaniem, bo w sumie odpada problem mieszania lodów.

I choć pewnie wielu powie, po cóż zawracać sobie głowę robieniem lodów?! Przecież najprościej kupić pudełko pysznych lodów w sklepie! To ja zdecydowanie wybiorę tę wersję z odrobiną wysiłku przy przygotowaniu domowych lodów z prawdziwych żółtek, śmietanki, cukru, wanilii i świeżych owoców niż bezwysiłkowe opakowanie z zagęstnikami, substancjami identycznymi  z naturalnymi, proszkami jajecznymi i innymi wzmacniaczami smaku i wszelakimi polepszaczami. Lubię wiedzieć, co jem.

Te lody truskawkowe, w związku z tym, że zawierają sporo truskawek (czyli jednocześnie sporo wody), należy wyciągnąć z zamrażalnika, czy zamrażarki  na dobrą chwilę przed podawaniem. Myślę, że może to być kwadrans, albo nawet więcej.

 

Lody truskawkowe

 

custard (czyli budyń, ugotować według przepisu z poprzedniego mojego wpisu na temat lodów z malinami. Tym razem połączyć mleko ze śmietanką i postępować tak, jak poprzednio z samą śmietanką)

5 żółtek

100 g cukru

250 ml śmietanki kremówki

250 ml mleka

naturalny ekstrakt, esencja czy pasta z wanilii

 

350 g truskawek zmiksować z 4 łyżkami cukru i sokiem z 1/2 sporej cytryny

 

250 ml śmietanki kremówki ubić

 

truskawki i świeża mięta do dekoracji

 

Ugotowany i ostudzony budyń zmiksować ze zmiksowanymi wcześniej truskawkami z cukrem i cytryną, dodać ubitą śmietankę. Wszystko dokładnie wymieszać, przełożyć do szczelnego pojemnika i wstawić do zamrażarki. Zamrażać na pewno przez co najmniej parę godzin.

Ja, podczas zamrażania, pomieszałam lody chyba 2 razy tylko. Być może w ogóle można tego nie robić. Tak podejrzewam… Ale jak sprawdzę, to Wam o tym opowiem.

 

 

 

Smacznego,

 

 

 

Basia

 

 

Domowe lody z malinami

Brak komentarzy

 

A co powiecie na pyszne, domowe lody malinowe?

Chyba trudno odmówić…

Te lody są pyszne i łatwe zarazem. Obiecuję, że warto poświęcić troszkę czasu na ich zrobienie 🙂

Do robienia lodów taką metodą przekonała mnie Nigella Lawson.

Lody wykonane tradycyjnym sposobem, to znaczy ubite jajka z cukrem i dodana ubita śmietanka, choć są z pewnością bardzo smaczne, to jednak dość kłopotliwe w przygotowaniu, o ile nie dysponuje się maszynką do lodów.

Ja właśnie ciągle takiej nie posiadam i w związku z tym trudno mi nie dopuścić do rozwarstwienia się takich lodów podczas zamrażania. Nawet bardzo częste mieszanie zamarzających lodów nie wyeliminuje tego całkowicie. W efekcie lody, choć smaczne, będą miały wyraźnie odznaczone warstwy, tę lżejszą pianową u góry i tę cięższą, którą stanowi zamrożona płynna frakcja.

Ale jeśli zrobimy lody z „custardu”, czyli ugotowanego z żółtek, cukru  i  śmietanki budyniu, to sukces pewny, a roboty wcale niedużo.

Może się zdarzyć, że budyń podczas gotowania zwarzy się, czyli zacznie się rozwarstwiać, trzeba się na to przygotować wcześniej i napełnić zlew albo dużą miskę bardzo zimną. Kiedy podczas gotowania zauważy się, że zaczyna się rozwarstwiać, trzeba natychmiast wstawić garnek z budyniem do tej wody i szybko ubijać trzepaczką, albo chociaż widelcem. Powinno pomóc. Mnie już raz pomogło.

I to jest właściwie jedyne niebezpieczeństwo, które może zagrażać podczas przygotowania tych lodów.

 

Waniliowe lody  z malinami

600 ml śmietanki 18 %

200 g cukru ( odłożyć z tego 5-6 łyżeczek z przeznaczeniem do musu z malin)

6 żółtek

naturalny ekstrakt, pasta lub esencja z wanilii

150-170 g malin świeżych albo mrożonych

2 łyżeczki octu balsamicznego, gęstego, bardzo dobrej jakości

listki świeżej mięty

 

Żółtka utrzeć z cukrem (zostawiając cukier do malin), najlepiej  ucierać robotem albo mikserem. Podgrzać śmietankę, aż będzie się niemal gotować. Do ucieranych ciągle żółtek dodawać stopniowo gorącą śmietankę. Następnie przelać masę śmietanowo-żółtkową do garnka (najlepiej z grubym dnem, żeby się nie przypalało) i ciągle mieszając przez chwilę gotować, aż masa zgęstnieje i utworzy budyń. Wtedy zdjąć z kuchenki i zostawić do wystygnięcia. Można ostudzić wstawiając po prostu do tego wcześniej przygotowanego zlewu z zimną wodą 🙂

Ochłodzone lody przełożyć do pojemnika i wstawić do zamrażarki. Zamrażać, mieszając co jakiś czas. Ale bez przesady.

Maliny zmiksować z pozostałym cukrem, dodać ocet balsamiczny. Całość przetrzeć przez sito i wstawić do lodówki.

Gdy masa  waniliowa będzie już wyraźnie gęstniała (po około godzinie, zależy od temperatury w zamrażarce), wyjąć lody z zamrażarki. Zrobić nożem wgłębienia w masie, na przykład w kształcie kółek, albo esów-floresów i w te zagłębienia wlewać malinowy mus i pozostawić. Nie mieszać! W ten sposób lody pozostaną waniliowe  i będą tylko miały delikatne, malinowe smugi.

Gdy lody całkiem się zmrożą, przed podaniem będą potrzebowały trochę czasu po wyjęciu z zamrażarki, dlatego trzeba je wyjąć i zostawić w temperaturze pokojowej na kilkanaście minut.

Gałkownicą do lodów albo łyżką nakładać porcje i koniecznie przybrać świeżą mięta!

 

Smacznego,

 

Basia

 

 

 

 

 

 

 

Facebook

Likebox Slider for WordPress