Nasze tegoroczne uprawy ogrodowe są naprawdę imponujące!  Codziennie przynoszę z ogrodu nowe, żółte i zielone cukinie, mamy własną rukolę i bazylię, a nawet fasolkę szparagową i marchewkę. Zaczynają dojrzewać dynie, już jedną, naprawdę wielką, przyniosłyśmy z Córką z ogrodu, waży chyba ze 20 kilogramów! A kolejne dojrzewają. Zaczynają czerwienić się pomidory. Pierwsze już zerwałam, a jutro pewnie następne będą już gotowe do zerwania. Ciekawe, czy zanim zrobi się chłodno zdążą dojrzeć papryki, bo są jeszcze całkiem małe?

 

 

Naprawdę jestem dumna z tych naszych upraw, bo przecież do tej pory w ogóle nie zajmowałam się ogrodnictwem i szczerze powiedziawszy, w ogóle się na tym nie znam :-)

W tym roku pięknie obrodziła nasza renkloda ulena i zrobiłam kilka słoików dżemu śliwkowego. Przyda się zimą do wypieków :-)

Niestety mało jest w naszym ogrodzie malin w tym roku, ale na szczęście można z łatwością kupić piękne maliny i zajadać do woli.

Kupiłam więc 2 duże opakowania i zrobiłam Mężowi torcik z malinami na imieniny.

Zdecydowałam się na taki deser, który mój Mąż bardzo zawsze lubił, a od  dawna go nie robiłam. Chyba o nim po prostu zapomniałam…

To jest taki deser, który nauczyłam się robić wiele lat temu od moich znajomych, sióstr Joanny i Basi.  W moim notesie z przepisami deser ten zatytułowany jest ich nazwiskiem. Wiem, że Joanna czasem tu zagląda, dlatego pozdrawiam  obie serdecznie,  jeśli  to teraz czyta 😉

Torcik przygotowuje się z budyniu ugotowanego z mleka, cukru i żółtek. Wystudzony budyń miksuje się z miękkim masłem. Można do takiej masy dodawać przeróżne owoce, w zależności od sezonu: truskawki, maliny czy drylowane wiśnie. Zimą można też dawać mrożone owoce.

Zapamiętałam, że trzeba bardzo uważać, żeby podczas gotowania budyniu jajka się nie ścięły. No i żeby budyń się nie przypalił. Wielokrotnie miałam z tym problemy…

Dlatego tym razem wypróbowałam trochę inny sposób i  kolejność czynności, niż w oryginalnym przepisie.

Ubiłam robotem żółtka z cukrem na gęstą pianę, zagotowałam mleko. Gorące przelałam do miski z ubitymi żółtkami i dalej miksowałam. Potem przelałam masę jajeczno-mleczną do miski i wstawiłam do kuchenki mikrofalowej, żeby budyń zgęstniał. Włączałam na kilkanaście sekund, potem wyłączałam, otwierałam drzwiczki i mieszałam, znów na  kilkanaście sekund włączałam kuchenkę mikrofalową. I tak parę razy, aż budyń był puszysty i gęsty. Wyjęłam z kuchenki mikrofalowej i zostawiłam do wystygnięcia (można to robić również ustawiając miskę z budyniem w gorącej kąpieli, można próbować stawiać po prostu garnek na kuchni).

Ubiłam masło na krem, stopniowo, bardzo powoli  dodawałam wystudzony budyń do ciągle miksowanego masła. Tu trzeba bardzo uważać, żeby masa się nie ścięła Podstawową sprawą jest dobrej jakości masło i jednakowa temperatura masła i budyniu. U mnie temperatura  była podobna, ale masło, mimo zapewnień sprzedającej pani, niestety  chyba musiało mieć zbyt dużo wody w sobie, bo trochę się ścięło.

Do masy maślano-budyniowej dodałam również 2 łyżeczki mojej ulubionej pasty waniliowej produkcji Nielsen-Massey. Można oczywiście dać po prostu esencję waniliową.

Tortownicę wyłożyłam papierem do pieczenia. Ułożyłam spód z biszkoptów, ułożyłam z nich również ”palisadę” dookoła brzegu.

Zmiksowałam maliny z 3 łyżkami cukru, następnie przetarłam mus przez sito.

Spód biszkoptowy posmarowałam mniej więcej połową musu, położyłam na nim warstwę malin. Następnie położyłam całość kremu budyniowego i wyrównałam wierzch. Posmarowałam górę resztą musu i ułożyłam na wierzchu maliny. Torcik wstawiłam do lodówki, żeby całość stężała.

Torcik wg. Joanny i Basi

1 szklanka mleka ( dałam 250 ml)

1/2 szklanki cukru ( dałam 125 g)

6 żółtek

250 g masła

2 łyżeczki pasty z wanilii (lub odpowiednia ilość esencji waniliowej)

 

1 1/2  dużego opakowania malin, z tego 1/2 opakowania zmiksować z 3 łyżkami cukru na mus, reszta malin do posypania na biszkoptach posmarowanych musem i podobnie na wierzchu torciku.

 

 

Smacznego,

Basia