Archwium dla ·

desery

· Kategoria...

Czekoladowo-kawowo-migdałowy tort urodzinowy

Komentarzy - 11

Moje urodziny i  urodzinowa wizyta Gości, były okazją do upieczenia tortu.

Dawno nie robiłam takiego tortu z prawdziwego zdarzenia! Chyba w zeszłym roku, ostatnio…

Najpierw trzeba było zdecydować,  jaki to będzie tort? Nie było łatwo…

Ale w końcu decyzja została podjęta: tort czekoladowy z masą kawowo-migdałową.

Zaczęłam od upieczenia ciasta czekoladowego.

Rozgrzałam piekarnik do 180 stopni.

Roztopiłam czekoladę ( roztopiłam w kuchence mikrofalowej, ale można również w gorącej kąpieli) i rozmieszałam ją z wodą. Przestudziłam.

W misce robota ubiłam masło z 250 g cukru na puszystą masę, dodałam przestudzoną czekoladę, dodałam po kolei żółtka. Dodawałam stopniowo, ciągle miksując, mąkę z proszkiem i sodą, dodałam wanilię i jogurt. Ubiłam osobno białka na sztywna pianę, dodałam 50 g cukru i przez chwilę jeszcze ubijałam. Przełożyłam pianę do miski z czekoladowym ciastem i dokładnie, ale ostrożnie wymieszałam, żeby nie było białych śladów na czekoladowym cieście.

Ciasto przełożyłam do tortownicy o średnicy 24 cm, wyłożonej papierem do pieczenia na spodzie i z wysmarowanym masłem brzegiem.

Piekłam około 1 godziny i 10 minut, aż ciasto było upieczone, czyli patyczek wbity do ciasta wyjmowałam suchy.

Ciasto zostawiłam do wystygnięcia.

Gdy całkiem wystygło (piekłam ciasto wieczorem, a przekładałam je dopiero następnego dnia rano) przekroiłam ostrożnie na 4 części.

Przyszła kolej na masę.

Do masy najpierw trzeba ugotować  budyń i go wystudzić.

Ubiłam żółtka z cukrem na puszysty krem. Zrobiłam to przy pomocy robota kuchennego, jak zwykle. Pod koniec ubijania dodałam mąkę (jedną i drugą).

Zagotowałam w rondlu mleko z wanilią, gorące powoli wlewałam do ubitych żółtek, ciągle miksując. Następnie przelałam masę do rondla, żeby zagotować całość,  ciągle mieszając, żeby nie zrobiły się kluchy. Gdy masa zgęstniała odstawiłam do ostygnięcia. Studziłam w zlewie pełnym zimnej wody z dodatkiem kostek lodu, żeby woda była jeszcze zimniejsza i masa szybciej wystygła :-)

W międzyczasie trzeba przygotować migdały, to znaczy uprażyć je najpierw (najlepiej w piekarniku, ale można tez na patelni. I najlepiej uprażyć od razu wszystkie migdały, te do masy i te do obsypania tortu)). Trzeba uważać, żeby nie przypaliły się. Następnie na patelni skarmelizować  cukier z wodą i dodać do karmelu uprażone migdały. Wymieszać i przełożyć np na talerz, żeby wystygły.

Gdy będą zimne zmiksować je i odstawić.

Miękkie masło miksować w misce robota na puszysty krem, dodawać stopniowo masę budyniową i ciągle ubijać. Dodać  kawę (o której wspominam wymieniając składniki masy) i dalej ubijać. Pod koniec ubijania dodać zmielone, karmelizowane migdały.

 

A teraz przekładanie toru. Pierwszą warstwę tortu, czyli pierwszy blat czekoladowy, dobrze skropić ponczem kawowym (trzeba ponczem tak gospodarować, żeby wystarczył na 4 warstwy).

Następnie ten pierwszy, nasączony blat posmarowałam galaretką porzeczkową (tylko tę jedną, pierwszą warstwę), a na nią położyłam warstwę masy i dokładnie rozsmarowałam.  Położyłam kolejny blat, nasączyłam kawowym ponczem i rozsmarowałam masę. Tak postępowałam z kolejnymi warstwami.

Po położeniu ostatniej warstwy posmarowałam masą dokładnie cały tort ze wszystkich stron i obsypałam  prażonymi płatkami migdałów.

Tort należy wstawić do lodówki, najlepiej na całą noc. Jeśli nie ma tyle czasu, to choć na kilka godzin, jednak absolutnie najlepiej jeśli mamy co najmniej kilkanaście godzin na to.

Przed podaniem wyjąć tort i pozostawić w temperaturze pokojowej przynajmniej kwadrans przed podaniem, a tuż przed  krojeniem przygotować naczynie z gorącą wodą i ostry nóż. Zanurzać nóż w gorącej wodzie i kroić kawałki tortu. W ten sposób kroi się go idealnie!

Polecam, to naprawdę fajny tort.

 

Tort czekoladowo-kawowo-migdałowy

ciasto czekoladowe:

120 g gorzkiej czekolady połamanej na kawałki

ok. 6 łyżek wody

240 g miękkiego masła

250 g + 50 g cukru

4 jajka, oddzielone żółtka od białek

400 g mąki

1 łyżeczka sody

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1/2 łyżeczki soli

200 g jogurtu naturalnego

1 łyżeczka naturalnego ekstraktu z wanilii

masa:

360 g masła

budyń do masy:

500 ml pełnotłustego mleka

1 łyżeczka naturalnej esencji lub ekstraktu z wanilii

4 żółtka

125 g cukru

30 g mąki pszennej

30 g maki kukurydzianej

6 łyżek mocnej kawy ( espresso albo mocna kawa zrobiona z kawy rozpuszczalnej

migdały karmelizowane:

125 g migdałów w płatkach

125 g cukru

3 łyżki wody

poncz kawowy do nasączenia blatów:

około 200 ml mocnej kawy

5 łyżeczek cukru

około 50 ml wódki

 

nieduży słoik galaretki lub dżemu z czarnej porzeczki

 

125 g uprażonych płatków migdałowych do obsypania tortu

 

Smacznego,

Basia

 

 

 

Czekoladowe babeczki z czekoladowym nadzieniem

Brak komentarzy

A co powiecie na czekoladowe babeczki z czekoladowym nadzieniem i odrobiną czekoladowego sosu w dzisiejsze niedzielne, słoneczne popołudnie?

Jeśli tylko macie w domu tych parę składników, które potrzebne są do ich upieczenia, to w  ciągu zaledwie pół godziny możecie mieć ten pyszny deser :-)

Czekoladowe babeczki z czekoladowym nadzieniem 

12 sztuk

 

babeczki:

230 g mąki

55 g kakao

1 łyżka proszku do pieczenia

szczypta soli

120 g cukru demerara

2 jajka

250 ml śmietanki kremówki

75 g oleju roślinnego ( albo 85 g roztopionego masła)

około 70 g czekolady gorzkiej albo deserowej podzielonej na 12 kawałków

 

sos:

czekolada gorzka

śmietanka kremówka

Golden Syrup

 

Rozgrzałam piekarnik do około 180 stopni.

Wszystkie składniki ciasta na babeczki ( oprócz czekolady)  wymieszałam szybko robotem.

Do formy na muffiny wyłożonej papilotkami włożyłam porcje ciasta, rezerwując około 1/4 całości. Do każdej porcji lekko wcisnęłam kawałek czekolady i przykryłam pozostałą częścią ciasta (tą zarezerwowaną).

Wstawiłam do piekarnika na około 20 minut.

W międzyczasie przygotowałam sos, roztopiłam czekoladę, dodałam do niej śmietankę i nieco Golden Syrup, wymieszałam, aż sos był całkiem gładki ( nie podaję proporcji, bo każdy musi sam ocenić, jaka gęstość sosu mu odpowiada i w ogóle ile tego sosu chce podawać do jednej babeczki. Myślę, że 100 g czekolady w zupełności wystarczy do przygotowania sosu do wszystkich babeczek)

Kiedy babeczki wyrosły i były gotowe (sprawdziłam patyczkiem, wbijając go nie w samo centrum, gdzie rozpuściła się czekolada, tylko nieco z boku) wyjęłam je z piekarnika.

Po chwili, gdy lekko przestygły wyjęłam je z formy.

Najlepiej smakują jeszcze ciepłe, podane również z lekko ciepłym sosem.

 

Smacznego,

 

Basia

 

 

 

Najpyszniejsze naleśniki z Nutellą

Komentarzy - 4

 

Kiedy podczas ostatnich zakupów sięgałam po słoik Nutelli, celowo wybrałam największy z dostępnych. Tak dawno nie robiłam naszych ulubionych naleśników, że najwyższa pora je przygotować. Niedzielne popołudnie wydawało się być doskonałą porą na to.

Prawdę powiedziawszy, bardzo się dziwię,  jak to się stało, że jeszcze nigdy nie pisałam o tych naleśnikach…?

Pomysł zaczerpnięty jest z książki Nigelli Lawson „Nigella Express”,  jak zwykle jednak jest nieco zmieniony. Zasadnicza zmiana dotyczy ciasta na naleśniki. Ja zwykle naleśniki smażę wg przepisu z książki Smaki świata Francja, Beverly Leblanc. Moja Córka natomiast twierdzi, że najlepsze są te z przepisu znajdującego się w książce „Desery” autorstwa Pierre Herme. Tym razem zrobiłyśmy właśnie te z ulubionego przepisu Córki.

Poza tym, nie miałam w domu likieru Frangelico, dlatego zastąpiłam go syropem Noisette firmy Monin pomieszanym z alkoholem.

Te naleśniki, choć mogą wydawać się tylko naleśnikami z Nutellą, to jednak są absolutnie fenomenalnym deserem. Polecam go wszystkim łasuchom!

 

Naleśniki z Nutellą

8 naleśników

około 250-300 g Nutelli

około 50 g roztopionego masła ( odrobina do posmarowania naczynia do zapiekania, reszta do zmieszania z Frangelico i polania naleśników przed pieczeniem)

50 ml Frangelico (albo syrop o smaku orzechów laskowych np firmy Monin z dodatkiem alkoholu, ja dałam po prostu trochę wódki)

około 40 g orzechów laskowych posiekanych

 

ciasto na naleśniki

2 jajka

10 g roztopionego masła

100 g mąki

wanilia ( u nas to była pasta z wanilii Nielsen-Massey)

1/2 łyżeczki soli

250 ml pełnotłustego mleka

30 ml wody

( opcjonalnie 15 ml Grand Marnier-  ja nie dałam)

tłuszcz do smażenia

 

Rozgrzać piekarnik do około 180 stopni

Wszystkie składniki ciasta, oprócz wody, zmiksować, zostawić w temperaturze pokojowej na około 2 godziny.  Przed smażeniem dodać wodę i dokładnie wymieszać.

Na rozgrzanej patelni, posmarowanej tłuszczem, smażyć naleśniki z obu stron i odstawić.

Roztopić masło, posmarować naczynie do zapiekania, resztę masła wymieszać z Frangelico albo syropem i alkoholem.

Połowę naleśnika smarować Nutellą, złożyć na pół, znów posmarować połowę (czyli ćwiartkę) i złożyć. Posmarować tak wszystkie naleśniki. Układać naleśniki wolnym brzegiem do góry, naleśniki mają zachodzić na siebie. Wierzch polać masłem wymieszanym z likierem lub syropem i posypać posiekanymi  orzechami. Wstawić do piekarnika na około 15 minut. Wyjąć, gdy wierzch będzie przyrumieniony, a brzegi naleśników  widocznie chrupiące.

 

 

Smacznego!

…choć myślę, że  to nie może nie smakować :-)

 

Basia

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Niby-sernik, czyli deser waniliowy z ricottą i malinami

Brak komentarzy

Z sernikiem ten deser ma w sumie tylko tyle wspólnego, że również zawiera ser :-)

A właściwie miękką ricottę.

I jest niezwykle prostym deserem dla miłośników malin i bitej śmietany, czyli dla mojej rodziny i dziejszego Gościa, na przykład :-)

Tegoroczny urodzaj malin (teraz szczególnie pysznych i zniewalająco słodkich) sprawia, że nie mogę się powstrzymać, ilekroć widzę je na straganie. Kupuję, zjadam połowę w drodze do domu, a potem zastanawiam się, co tu zrobić z reszty? Koniecznie jakiś deser ze świeżymi malinami! Bo przecież zaraz już ich nie będzie….

Niby-sernik czyli krem waniliowy z malinami i ricottą

4 porcje

 

250 ml śmietanki kremówki

ok. 40 g cukru pudru

100 g miękkiej ricotty

1 łyżeczka (mojej ulubionej) pasty waniliowej Madagascar Bourbon, Pure Vanilla Bean Paste, Nielsen-Massey

1 kopiata łyżeczka żelatyny rozpuszczonej w niedużej ilości (około 50 ml) gorącej wody

około 200-250g świeżych malin ( kilka zostawić do dekoracji)

listki mięty do dekoracji

kilka kawałków gorzkiej czekolady rozpuszczonej( w kuchence mikrofalowej albo gorącej kąpieli, ja rozpuszczam czekoladę w kuchence mikrofalowej) i wymieszanej ze śmietanką kremówką (tyle śmietanki, żeby czekolada miała lekko płynną konsystencję, w sam raz do ozdobienia/polania deseru)

 

Śmietankę kremówkę ubiłam, dodałam pod koniec ubijania cukier i wanilię. Dodałam ricottę i jeszcze dalej przez chwilę ubijałam. Rozgniotłam delikatnie maliny i dodałam do miksowanego kremu. Na koniec dodałam rozpuszczona i przestudzona żelatynę i  dobrze wszystko wymieszałam.

Krem przełożyłam do pucharków, ozdobiłam odłożonymi malinami i wstawiłam do lodówki. Przed podaniem ozdobiłam czekoladą (roztopioną wcześniej i wymieszaną ze śmietanką) i listkami mięty.

 

Smacznego,

 

 

Basia

Urodzinowy torcik bardzo czekoladowy

Komentarzy - 3

Od pewnego czasu moja Córka ma kompletnego bzika na punkcie czekolady, więc nie byłam zupełnie zaskoczona, kiedy na moje pytanie, jaki chce tort na urodziny, odpowiedziała, że czekoladowy!

Wspominała coś o spodzie czekoladowym i musie czekoladowym na górze.

Poszukałam i znalazłam. Przepis pochodzi z książki Maureen McKeon, Crave: A Passion for Chocolate. Jak to zwykle u mnie bywa, przepis jest trochę zmodyfikowany w stosunku do oryginalnej wersji.

 

Ciastko składa się z dwóch warstw, jednej pieczonej, tej na spodzie. Druga warstwa jest wyłożona na wierzch, po wystygnięciu upieczonego spodu. Ta warstwa zawiera żelatynę, trzeba uważać, żeby nie dać jej za dużo, żeby warstwa czekoladowego musu była puszysta i tylko utrwalona nieznacznie żelatyną.

 

Dolna warstwa jest u mnie o smaku pomarańczowym, uwielbiam połaczenie czekolady i pomarańczy, więc dodałam odrobinę naturalnej esencji pomarańczowej, naprawdę ODROBINĘ. Warstwa musu czekoladowego natomiast ma dodatek kawy i drobno posiekanej czekolady.

 

 

Intensywnie czekoladowy torcik

( tortownica około 23-24 cm , ale może być mniejsza np 20-22 cm, wtedy torcik będzie wyższy)

czekoladowy spód:

150 g gorzkiej  czekolady, minimum 70 %

150 g masła

150 g cukru

5 jajek

odrobina naturalnej esencji pomarańczowej

kopiata łyżka dobrego kakao

 

Rozgrzałam piekarnik do około 180 stopni.

Czekoladę rozpuściłam wraz z masłem, w kuchence mikrofalowej. Wymieszałam dokładnie.Oczywiście można to zrobić w gorącej kąpieli. Wystudziłam.

Żółtka ubiłam robotem, dodałam kakao i dalej miksowałam, dodałam wystudzoną masę czekoladowo- maślaną i esencję pomarańczową i dalej miksowałam. Osobno ubiłam białka na sztywną pianę, dodałam cukier i jeszcze miksowałam. Przełożyłam pianę do miski z czekoladowa masą i dokładnie, ale delikatnie wymieszałam całość.

Masę przełożyłam do formy dokładnie wyłożonej papierem do pieczenia. Wstawiłam do piekarnika i piekłam około 30 minut. Wierzch popękał. Wyjęłam ciasto z piekarnika i odstawiłam do wystygnięcia, wtedy ono opadło, głównie na środku. Tak ma być!

 

czekoladowy mus:

100 g czekolady gorzkiej j.w.

100 g masła

100 g cukru pudru

3 jajka

łyżka kakao, ale nie kopiata, jak do ciasta na spód

2-3 łyżki alkoholu, może być brandy, likier, ja dałam po prostu wódkę

2 całkiem płaskie łyżeczki (albo nawet mniej) żelatyny rozpuszczone w około 75 ml gorącej kawy zrobionej z 2 sporych łyżeczek dobrej kawy rozpuszczalnej (albo może być espresso)

 

około 100 g czekolady gorzkiej posiekanej drobno, część do wymiesznaia z musem, częśc do dekoracji wierzchu.

 

Czekoladę, jak wyżej, rozpuściłam z masłem i wymieszałam. Ostudziłam.

Żółtka (wyparzyłam wcześniej jajka)  ubiłam z kakao, dodałam czekoladę z masłem, dalej ubijałam. Osobno ubiłam pianę z białek, dodałam cukier puder i dalej jeszcze ubijałam, aż masa była gładka całkiem. Do masy czekoladowej dodałam żelatynę rozpuszczoną w kawie i przestudzoną, alkohol pianę z białek,  posiekaną czekoladę i wymieszałam delikatnie, ale dokładnie.

Warstwę tego musu wyłożyłam na wystudzony spód czekoladowy i z wierzchu posypałam posiekaną czekoladą.

Wstawiłam do lodówki.

Ten deser powinien spędzić wiele godzin zanim będzie podany. Ciasto musi nawilgnąć i wtedy jest doskonałe!

Najlepiej przed podaniem wyjąć deser z lodówki i doprowadzić do temperatury pokojowej. Wtedy jest najlepszy!

Kroić  ostrym nożem , najlepiej tak, jak zwykle torty się kroi, czyli nożem zanurzonym  wcześniej na chwilę  w gorącej wodzie.

 

Smacznego,

 

Basia

 

 

 

 

Ogrodowe uprawy i torcik z malinami na imieniny

Komentarzy - 2

Nasze tegoroczne uprawy ogrodowe są naprawdę imponujące!  Codziennie przynoszę z ogrodu nowe, żółte i zielone cukinie, mamy własną rukolę i bazylię, a nawet fasolkę szparagową i marchewkę. Zaczynają dojrzewać dynie, już jedną, naprawdę wielką, przyniosłyśmy z Córką z ogrodu, waży chyba ze 20 kilogramów! A kolejne dojrzewają. Zaczynają czerwienić się pomidory. Pierwsze już zerwałam, a jutro pewnie następne będą już gotowe do zerwania. Ciekawe, czy zanim zrobi się chłodno zdążą dojrzeć papryki, bo są jeszcze całkiem małe?

 

 

Naprawdę jestem dumna z tych naszych upraw, bo przecież do tej pory w ogóle nie zajmowałam się ogrodnictwem i szczerze powiedziawszy, w ogóle się na tym nie znam :-)

W tym roku pięknie obrodziła nasza renkloda ulena i zrobiłam kilka słoików dżemu śliwkowego. Przyda się zimą do wypieków :-)

Niestety mało jest w naszym ogrodzie malin w tym roku, ale na szczęście można z łatwością kupić piękne maliny i zajadać do woli.

Kupiłam więc 2 duże opakowania i zrobiłam Mężowi torcik z malinami na imieniny.

Zdecydowałam się na taki deser, który mój Mąż bardzo zawsze lubił, a od  dawna go nie robiłam. Chyba o nim po prostu zapomniałam…

To jest taki deser, który nauczyłam się robić wiele lat temu od moich znajomych, sióstr Joanny i Basi.  W moim notesie z przepisami deser ten zatytułowany jest ich nazwiskiem. Wiem, że Joanna czasem tu zagląda, dlatego pozdrawiam  obie serdecznie,  jeśli  to teraz czyta 😉

Torcik przygotowuje się z budyniu ugotowanego z mleka, cukru i żółtek. Wystudzony budyń miksuje się z miękkim masłem. Można do takiej masy dodawać przeróżne owoce, w zależności od sezonu: truskawki, maliny czy drylowane wiśnie. Zimą można też dawać mrożone owoce.

Zapamiętałam, że trzeba bardzo uważać, żeby podczas gotowania budyniu jajka się nie ścięły. No i żeby budyń się nie przypalił. Wielokrotnie miałam z tym problemy…

Dlatego tym razem wypróbowałam trochę inny sposób i  kolejność czynności, niż w oryginalnym przepisie.

Ubiłam robotem żółtka z cukrem na gęstą pianę, zagotowałam mleko. Gorące przelałam do miski z ubitymi żółtkami i dalej miksowałam. Potem przelałam masę jajeczno-mleczną do miski i wstawiłam do kuchenki mikrofalowej, żeby budyń zgęstniał. Włączałam na kilkanaście sekund, potem wyłączałam, otwierałam drzwiczki i mieszałam, znów na  kilkanaście sekund włączałam kuchenkę mikrofalową. I tak parę razy, aż budyń był puszysty i gęsty. Wyjęłam z kuchenki mikrofalowej i zostawiłam do wystygnięcia (można to robić również ustawiając miskę z budyniem w gorącej kąpieli, można próbować stawiać po prostu garnek na kuchni).

Ubiłam masło na krem, stopniowo, bardzo powoli  dodawałam wystudzony budyń do ciągle miksowanego masła. Tu trzeba bardzo uważać, żeby masa się nie ścięła Podstawową sprawą jest dobrej jakości masło i jednakowa temperatura masła i budyniu. U mnie temperatura  była podobna, ale masło, mimo zapewnień sprzedającej pani, niestety  chyba musiało mieć zbyt dużo wody w sobie, bo trochę się ścięło.

Do masy maślano-budyniowej dodałam również 2 łyżeczki mojej ulubionej pasty waniliowej produkcji Nielsen-Massey. Można oczywiście dać po prostu esencję waniliową.

Tortownicę wyłożyłam papierem do pieczenia. Ułożyłam spód z biszkoptów, ułożyłam z nich również ”palisadę” dookoła brzegu.

Zmiksowałam maliny z 3 łyżkami cukru, następnie przetarłam mus przez sito.

Spód biszkoptowy posmarowałam mniej więcej połową musu, położyłam na nim warstwę malin. Następnie położyłam całość kremu budyniowego i wyrównałam wierzch. Posmarowałam górę resztą musu i ułożyłam na wierzchu maliny. Torcik wstawiłam do lodówki, żeby całość stężała.

Torcik wg. Joanny i Basi

1 szklanka mleka ( dałam 250 ml)

1/2 szklanki cukru ( dałam 125 g)

6 żółtek

250 g masła

2 łyżeczki pasty z wanilii (lub odpowiednia ilość esencji waniliowej)

 

1 1/2  dużego opakowania malin, z tego 1/2 opakowania zmiksować z 3 łyżkami cukru na mus, reszta malin do posypania na biszkoptach posmarowanych musem i podobnie na wierzchu torciku.

 

 

Smacznego,

Basia

 

 

Lody borówkowe i czekoladowe

Komentarzy - 2

Lody domowej produkcji, przygotowane metodą niewymagającą mieszania, stały się u nas w domu hitem sezonu.

Robiłam je już z czarnymi porzeczkami, o czym pisałam, potem były truskawkowe, a teraz borówkowe i czekoladowe z nutą kawy (te czekoladowe specjalnie dla mojego Męża).

To jest naprawdę najprostsza i najszybsza w przygotowaniu, a jednocześnie niezwykle smaczna wersja lodów.

Borówkowe mają do tego zniewalający kolor!

Szczerze polecam ten deser, bo niewielkim nakładem pracy można mieć pyszną przyjemność w zamrażarce, dostępną potem na zawołanie.

U nas w domu wszyscy się już przyzwyczaili, że zawsze, gdy sięgną do zamrażarki, znajdą tam coś dobrego… :-)

 

Lody borówkowe (czyli jagodowe)

 

4 jajka

150 g cukru ( 100+50)

250 g borówek

400 ml śmietanki kremówki

 

Jajka ubijać ze 100 g cukru, aż masa będzie puszysta. Ja to robię, tak jak pisałam poprzednio, przy użyciu robota, zostawiam na dłuższą chwilę pracujący robot i masa jest bardzo puszysta i gęsta ( można tez, jak ktoś lubi tę metodę, ubijać  w gorącej kąpieli, jak masa zgęstnieje odstawić do wystygnięcia).

W blenderze zmiksować borówki z resztą cukru i odstawić.

Śmietankę ubić na sztywno i odstawić.

Do gęstej i puszystej masy jajecznej dodawać stopniowo borówki i śmietankę i ciągle ubijać. Gotową masę lodowa przełożyć do formy wyłożonej folią do żywności, dokładnie zawinąć folią formę i wstawić do zamrażarki. W zależności od temperatury panującej w zamrażarce i od kształtu formy, zamrażanie trwa od paru do kilku godzin.

Ja mrożę w „keksówkach”, czyli podłużnych formach i kroję potem te lody na plastry.

Można również zamrozić w pudełku i nabierać lody gałkownicą.

 

Lody czekoladowe z nutą kawy

( to jest trochę mniejsza porcja niż borówkowych)

 

3 jajka

100 g cukru

300 ml śmietanki

2-3 łyżeczki kawy rozpuszczalnej

150 g czekolady gorzkiej ( min 70 % kakao)

2-3 łyżki wódki

 

Jajka ubić z cukrem (jak wyżej).

Do śmietanki dodać kawę i ubić na sztywno.

Czekoladę rozpuścić w gorącej kąpieli albo w kuchence mikrofalowej, przestudzić nieco.

Do masy jajecznej dodawać rozpuszczoną czekoladę i ciągle miksować, dodać śmietankę i dalej miksować, aż masa lodowa będzie jednorodna. Dodać alkohol i jeszcze przez chwilę miksować. Gotową masę przełożyć, do formy, jak w przepisie powyżej.

 

 

Smacznego,

 

Basia

 

 

 

 

 

 

 

Porzeczki z porzeczkami

Brak komentarzy

Czarne porzeczki to owoce, które kojarzą mi się z pełnią lata.

Przyznam, że jako dziecko i nastolatka bardzo ich nie lubiłam.

Na szczęście przyszedł czas, że doceniłam walory smakowe czarnych porzeczek i teraz z ogromną przyjemnością wykorzystuję je w kuchni. Najczęściej używam ich do deserów.

Fantastyczny jest sos ze zmiksowanych świeżych porzeczek z dodatkiem cukru. Zawsze taki sos przecieram przez sito, bo pestki i skórki z porzeczek skutecznie psują przyjemność jedzenia.

Taki sos można dodać do lodów, kremów, panna cotty, naleśników i wielu innych rzeczy.

Dziś wzbogaciłam go o odrobinę likieru Creme de Cassis i użyłam do (również) porzeczkowego semifreddo.

To było naprawdę pyszne!

 

Porzeczkowe semifreddo z sosem z czarnych porzeczek

 

semifreddo:

4 jajka

150 g cukru

400 ml śmietanki kremówki

 

275 g czarnych porzeczek

75 g cukru

 

 

sos porzeczkowy:

250 g czarnych porzeczek

3 łyżki cukru – lub według uznania, ale lody są dość słodkie, więc sos, według mnie, nie powinien być za słodki

parę łyżek Creme de Cassis

Jajka ubić z cukrem na bardzo puszystą masę. Można ubijać w gorącej kąpieli wodnej, ale ja, używając robota Kitchen Aid, zostawiam go po prostu włączonego na długą chwilę, żeby się porządnie ubiło i nie stosuję kąpieli gorącej.

Osobno ubić śmietankę i dodawać stopniowo do ubitych jajek.

Porzeczki zmiksować z cukrem, przetrzeć przez sito i dodać do masy śmietankowo-jajecznej. Wszystko miksować jeszcze przez chwilę, aż będzie dokładnie wymieszane.

Prostokątną formę do pieczenia (keksówkę) wyłożyć folią do żywności i wlać do niej porzeczkową masę. Dokładnie przykryć folią i wstawić do zamrażarki na kilka godzin.

To jest ten cudowny rodzaj lodów, który nie wymaga mieszania :-) Uwielbiam je!

Kiedy semifreddo się mrozi, przygotować sos.

Porzeczki zmiksować z cukrem, przetrzeć przez sito, a następnie dodać Creme de Cassis i wymieszać.

Po wyjęciu z zamrażarki semifreddo kroić na plastry, podawać z sosem z porzeczek ozdobione miętą albo melisą.

Moja Córka przygotowała jeszcze drugi sos, z białej czekolady (biała czekolada rozpuszczona w kuchence mikrofalowej  wymieszana ze  śmietanką kremówką), więc chętni mogli polać swoją porcję dwoma sosami.

Ja jednak poprzestałam na porzeczkowym sosie 😉

 

 

Smacznego,

 

Basia

Tarta z malinami i śmietankowym kremem

Brak komentarzy

Sezon  malinowy w pełni, więc trzeba z niego korzystać!

Maliny, to jedne z moich ulubionych owoców, najlepsze są oczywiście świeże i jedzone na surowo. Najlepiej prosto z krzaka w ogrodzie :-)

Naszych ogrodowych malin jest niestety za mało, żeby robić tartę, więc tę, o której dziś piszę, przygotowałam z malin kupionych na straganie.

Muszę przyznać, że były naprawdę wyśmienite, słodkie i całkiem suche.

Zatem, jeśli macie ładne maliny i ochotę na niekłopotliwą tartę, to może spróbujecie tej?

 

185 g mąki

1 żółtko

125 g schłodzonego masła

4-5 łyżeczek cukru

4-5 łyżek zimnej wody, jeśli będzie trzeba

szczypta soli

 

Z powyższych składników zagnieść szybko ciasto, utworzyć kulę, zawinąć w folię do żywności i schłodzić w lodówce.

Schłodzone ciasto rozwałkować bardzo cienko i wyłożyć ciastem formę do tarty, wcześniej wysmarowanej tłuszczem. Oczywiście podnieść brzegi tarty.

Ciasto nakłuć widelcem i wstawić z powrotem do lodówki i jeszcze przez chwilę chłodzić. Rozgrzać piekarnik do około 180 stopni,  a następnie upiec spód na złocisty kolor. Gotowy wyjąć i odstawić do wystygnięcia.

Przygotować krem: ubić śmietankę kremówkę, na koniec dodać cukier puder i wanilię. Osobno utrzeć serek kremowy i do utartego dodawać stopniowo śmietankę, jeśli trzeba, dosłodzić. Może się okazać ( to wielce prawdopodobne, albo nawet pewne), że serek jest trochę posolony, wtedy może być potrzeba dodania większej ilości cukru.

Gotowy i wystudzony spód posmarować cienko galaretką owocową (zostawiając ok. 2 łyżki do posmarowania owoców z wierzchu), położyć na nią krem śmietankowy, a na krem wysypać maliny. Galaretkę do posmarowania owoców podgrzać ( najprościej w mikrofalówce), a następnie pędzlem posmarować lekko owoce. Tartę wstawić do lodówki, albo od razu podać ozdobioną listkami mięty albo melisy.

 

 

Nadzienie tarty:

 

200 ml śmietanki kremówki

opakowanie 200 g serka kremowego Turek

2-3 łyżki cukru pudru (lub według uznania)

ekstrat lub esencja naturalna  z wanilii (ja dałam moją ulubioną Madagascar Bourbon Pure Vanilla Bean Paste, produkcji Nielsen-Massey. Ona ma takie czarne, maciupeńkie ziarenka i to fajnie wygląda w kremach czy lodach

duże opakowanie malin

słoiczek domowej galaretki z czerwonych i czarnych porzeczek, ale możecie dać jakąś inną, jaką lubicie.

 

 

Smacznego,

 

Basia

 

 

 

Truskawkowe lody!

Brak komentarzy

U mnie znowu lody!

Ale jest lato, gorąco, cudownie! Więc trzeba jeść lody, a najlepiej truskawkowe, bo sezon na truskawki właśnie trwa i nim się obejrzymy, truskawki się skończą. Zatem jedzmy truskawki! W lodach również :-)

Moje dzisiejsze lody truskawkowe zrobione są między innymi z custardu, tak,  jak te lody z malinami, o których  pisałam w poprzednim poście. Tam też znajdziecie wskazówki dotyczące przygotowania custardu, czyli budyniu z żółtek, cukru i śmietanki. Jeśli nie czytaliście, to koniecznie sprawdźcie, zanim zabierzecie się za robienie lodów w ten sposób.

Wspominałam ostatnio, że dla tych, co nie mają maszynki do lodów, takie lody z budyniu są absolutnie najlepszym i najwygodniejszym rozwiązaniem, bo w sumie odpada problem mieszania lodów.

I choć pewnie wielu powie, po cóż zawracać sobie głowę robieniem lodów?! Przecież najprościej kupić pudełko pysznych lodów w sklepie! To ja zdecydowanie wybiorę tę wersję z odrobiną wysiłku przy przygotowaniu domowych lodów z prawdziwych żółtek, śmietanki, cukru, wanilii i świeżych owoców niż bezwysiłkowe opakowanie z zagęstnikami, substancjami identycznymi  z naturalnymi, proszkami jajecznymi i innymi wzmacniaczami smaku i wszelakimi polepszaczami. Lubię wiedzieć, co jem.

Te lody truskawkowe, w związku z tym, że zawierają sporo truskawek (czyli jednocześnie sporo wody), należy wyciągnąć z zamrażalnika, czy zamrażarki  na dobrą chwilę przed podawaniem. Myślę, że może to być kwadrans, albo nawet więcej.

 

Lody truskawkowe

 

custard (czyli budyń, ugotować według przepisu z poprzedniego mojego wpisu na temat lodów z malinami. Tym razem połączyć mleko ze śmietanką i postępować tak, jak poprzednio z samą śmietanką)

5 żółtek

100 g cukru

250 ml śmietanki kremówki

250 ml mleka

naturalny ekstrakt, esencja czy pasta z wanilii

 

350 g truskawek zmiksować z 4 łyżkami cukru i sokiem z 1/2 sporej cytryny

 

250 ml śmietanki kremówki ubić

 

truskawki i świeża mięta do dekoracji

 

Ugotowany i ostudzony budyń zmiksować ze zmiksowanymi wcześniej truskawkami z cukrem i cytryną, dodać ubitą śmietankę. Wszystko dokładnie wymieszać, przełożyć do szczelnego pojemnika i wstawić do zamrażarki. Zamrażać na pewno przez co najmniej parę godzin.

Ja, podczas zamrażania, pomieszałam lody chyba 2 razy tylko. Być może w ogóle można tego nie robić. Tak podejrzewam… Ale jak sprawdzę, to Wam o tym opowiem.

 

 

 

Smacznego,

 

 

 

Basia

 

 

Facebook

Likebox Slider for WordPress