Archwium dla ·

zupy

· Kategoria...

Cukinia w wazonie i druga zupa z dyni

Brak komentarzy

Zimne noce i możliwe przymrozki napawają mnie niepokojem, że zawiązane ale wciąż niedojrzałe owoce patisona, a przede wszystkim dwu czy trzech gatunków cukinii padną ich ofiarą.

Bardzo by mi było ich żal…

Kiedyś wspominałam tu o wielofunkcyjności cukinii, zapomniałam wtedy dodać, że poza walorami kulinarnymi ma jeszcze inne , zdecydowanie dekoracyjne.

Cukinia ma piękne kwiaty!

I choć  można je  jeść, a smażone kwiaty cukinii uważane są za przysmak, nigdy jeszcze nie wykorzystałam ich w ten sposób.

Z części  kwiatów nie powstają owoce, więc pewnie mogłabym je zerwać i usmażyć…

Musze spróbować!

Tymczasem  jednak włożyłam je do wazonu!

A do jedzenia przygotowałam drugą tej jesieni zupę z dyni.

To jest moja ulubiona zupa z dyni. Powiem więcej, to najlepsza zupa z dyni jaką jadłam!

Dynia jest bardzo interesującym warzywem, ale jednak  jest trochę nudna, jeśli nie „dosmaczy” się jej jakimś konkretnym akcentem.

Tu kremowa konsystencja zupy wraz z dodatkiem masła orzechowego, chili i białego wina tworzą  naprawdę aksamitny przysmak.

Według mnie najlepszym dodatkiem do tej zupy są po prostu drobne grzanki usmażone na odrobinie oliwy, te grzanki zrobiłam z czerstwej bagietki.

Pikantna zupa z dyni

na około 4 porcje

około kilograma dyni

łyżka masła i około 2 łyżek oliwy do duszenia dyni

2 łyżki masła orzechowego

2 kostki rosołowe drobiowe (albo rosół z kurczaka, wtedy odpowiednio mniej wody)

około 50-75 ml białego wina

ewentualnie odrobina octu winnego, w zależności od kwaśności wina

sól

szczypta cukru

spora szczypta chili

grzanki z pokrojonej w kostkę bułki, bagietki lub chleba tostowego

oliwa do podsmażenia grzanek

Dynie obrałam ze skóry, wybrałam gniazdo z pestkami i pokroiłam dynię na niewielkie kawałki.

Na rozgrzanej patelni stopiłam masło i oliwę, położyłam pokrojoną dynię, dodałam ½ szklanki wody  i dusiłam aż dynia była dość miękka. Dodałam 2 szklanki wody i kostki rosołowe oraz chili i masło orzechowe, dodałam  wino i odrobinę octu winnego, sól, cukier i gotowałam przez moment,  a następnie przełożyłam do blendera i zmiksowałam dokładnie na jednolitą, kremową masę.

Można dodać ewentualnie więcej wody, ale zupa ma być kremowa i dość gęsta.

W czasie, gdy zupa się gotowała przygotowałam na drugiej patelni grzanki, ale można je też przygotować w piekarniku, jeśli wolicie.

Smacznego

Basia

Pierwsza jesienna zupa z dyni

Brak komentarzy

Nasze plony ogrodowe wzbogaciły się wreszcie o dynię.

Dojrzewała sobie spokojnie przez kilka tygodni.

W tym czasie zbieraliśmy cukinie i patisony, dając  czas dyni. Przecież dynia ma być duża!

W rezultacie okazało się, że wcale nie jest duża, ale skoro od dłuższego czasu już nie rośnie, to znaczy że nie będzie większa. Wobec tego została ścięta. Druga dalej dojrzewa sobie w spokoju, to znaczy w ogrodzie.

Ale skoro wreszcie jest dynia, to trzeba coś z niej ugotować , najlepiej zupę.  Pierwszą tej jesieni zupę z dyni!

Dzisiejsza zupa jest jasnożółta, bo taka była dynia. Wprawdzie najbardziej podobają mi się te pomarańczowe, ale nasze dynie są  jasne. Cóż, nigdy nie wiadomo co naprawdę wyrośnie z kupionych nasion …

Ale  nie ma co wybrzydzać, żółta nie jest zła przecież.

Nie sądziłam, że rozkrojenie takiej niewielkiej ( około półtorakilogramowej) dyni będzie aż takim wyzwaniem.

Przebicie się przez jej skórę wymagało czasu i siły.

Udało się ją jednak  rozkroić, potem (również z trudem) pozbawić skóry twardej jak skorupa, wreszcie pokroić.

Kremowa zupa z dyni z sherry i serem gruyere

na około  3 porcje

½ kg obranej i pokrojonej w kosteczkę dyni

1 spory ziemniak pokrojony w kosteczkę

1 nieduża cebula posiekana

2-3 łyżki oleju

mały ząbek czosnku

100ml sherry

kilka kropli octu winnego

50ml śmietanki słodkiej

szczypta mała chili

około 4 filiżanki wody

sól

szczypta cukru

30-50 g sera gruyere

3 pomidorki koktajlowe

świeży tymianek(opcja)

(pomidorek koktajlowy przepołowiony i nieco utartego sera gruyere do każdej porcji)

Na rozgrzanym oleju zeszkliłam cebulę, dodałam czosnek, dynię i ziemniaka i wszystko razem poddusiłam.

Dolałam filiżankę wody,  sherry i  dalej dusiłam aż ziemniaki i dynia były miękkie.

Dodałam resztę wody, zagotowałam,  a następnie przelałam całość do blendera i zmiksowałam.

Doprawiłam solą, szczyptą cukru, odrobiną octu winnego  i słodką śmietanką.

Przelałam do talerzy i do każdej porcji dodałam sera gruyere, połówki pomidorka koktajlowego i kilka listków świeżego tymianku.

Smacznego,

Basia

Zupa z cukinii i pieczarek

Brak komentarzy

Cukinia, to dość wielofunkcyjne warzywo. Można zrobić z niej naprawdę wiele.

Usmażyć, udusić, zrobić surówkę i upiec ciasto.

Można też zrobić zupę.

Ja właśnie dziś zrobiłam zupę z cukinią i pieczarkami.

Jeśli nie hodowaliście nigdy cukinii, z pewnością nie wiecie, że z jednej małej sadzonki wyrasta kilka bardzo dłuuuugich pędów, które rodzą wiele owoców. To jest niesamowite, jak cukinie się rozrastają.

Ciągle jest dużo nowych, małych  owoców i z niepokojem myślimy, czy pogoda da im wszystkim  urosnąć i dojrzeć. Szkoda będzie, jeśli zrobi się zima zbyt wcześnie, … a niestety takie są prognozy…

Ale bądźmy dobrej myśli ! Uda się jeszcze niejedna zupa, gratin i coś tam jeszcze z naszej ogrodowej cukinii.

A dziś udała się właśnie zupa.

Wprawdzie ma dość bury kolor ( to za sprawą pieczarek) , ale nie warto zrażać  się kolorem, bo to całkiem dobra zupa.

Na oleju roślinnym zeszkliłam cebulę, dodałam do niej pokrojone drobno pieczarki i cukinię. Dodałam wino. Dusiłam razem przez około 10 minut, dodałam sos sojowy.  Następnie dodałam płatki owsiane i wodę. Wymieszałam i gotowałam przez kolejnych paręnaście minut.

Dodałam chilli, sól i  cukier.

Przelałam całość  do blendera i zmiksowałam.

Potem znów przelałam zupę do garnka, przyprawiłam pieprzem i octem balsamicznym (akurat skończył  mi się ocet winny, ale pomyślałam że barwie zupy on i tak nie zaszkodzi, więc śmiało go użyłam:-) )

Zupę podałam z kleksem śmietany ( bo zawsze bardzo lubiłam zupę ze śmietaną i nic się nie zmieniło  u mnie w tej sprawie).

A dla chętnych również z siekaną natką pietruszki.

Zupa, choć wagowo głównie cukiniowa, w smaku  jest znacznie bardziej grzybowa.

A śmietana bardzo do niej pasuje!

Basia

Zupa z cukinii i pieczarek

około 600 g cukinii

250 g pieczarek

około 2 łyżek oleju roślinnego

½ filiżanki płatków owsianych ( około 75g)

5 filiżanek wody

około 150 ml białego wina

około 1-1 ½ łyżeczki cukru

szczypta cukru

szczypta chilli

2-3 łyżki sosu sojowego

ocet  balsamiczny

sporo świeżo zmielonego pieprzu

przed podaniem:

śmietana i natka pietruszki

Pierwsza cukinia i zupa rybna

komentarze 2

No i jest! Pierwsza cukinia!

W sumie, to nie jestem pewna, czy to jest cukinia?  Jest jasna jak kabaczek.

No i niepostrzeżenie sporo urosła. Dosłownie 2 dni temu sprawdzałam i była  zdecydowanie zbyt mała, żeby ją zebrać. Dziś patrzę, a tu taki egzemplarz!

Przyjmijmy, że to jednak jest cukinia, no  bo takie były przecież nasiona.

Zajrzałam też do reszty naszych upraw ogrodowych i zauważyłam, że już zaraz będzie też  pora na zebranie patisona . Potem przyjdzie czas na dynię, ale tej z pewnością pozwolę urosnąć do sporych rozmiarów.

Jeśli chodzi o cukinie, to najbardziej lubię takie małe, z cienką skórką, której się nie obiera i można wręcz jeść na surowo.

Ta nasza pierwsza cukinia mimo, że nie jest najmniejsza, skórkę ma cieniutką a gniazda nasienne jeszcze niewykształcone, więc można ją kroić i jeść  w całości. Czyli wszystko zgodnie z planem.

A teraz pytanie, co ugotować z niej?

W związku z tym,  że Córka wyjechała na wakacje, mogę przyrządzić przysmak wyłącznie dla Męża.

Ostatnio mówił  znów coś o zupie rybnej.  Pomyślałam, że to właśnie będzie dobry pomysł:  zupa rybna w letniej wersji z cukinią i świeżymi ziołami.

Zupa rybna z cukinią i ziołami

składniki na 3 porcje

nieduża cukinia ( ja dałam połowę tej na zdjęciu) pokrojona w kosteczkę

nieduża cebula posiekana

2 nieduże pomidory sparzone , obrane i pokrojone dość grubo

kawałek selera, obrany i pokrojony drobno

marchewka obrana i pokrojona na talarki i jeszcze na pół

kawałek pora pokrojony dość drobno

kawałek posiekanej papryczki chili, według uznania

1 rozgnieciony ząbek czosnku

3 kawałki świeżego łososia bez skóry

około 1 płaskiej łyżeczki soli morskiej

sporo pieprzu świeżo zmielonego

około 50ml białego wina

2-3 łyżki sosu rybnego

siekana świeża natka pietruszki

świeży tymianek ( lub inne zioła, które lubicie)

oliwa do smażenia ( około 2-3 łyżek)

oliwa extra vergine do podania

Na patelni rozgrzałam oliwę do smażenia, na niej poddusiłam cebulę, pora, selera i marchewkę. Na końcu dodałam rozgnieciony czosnek,  pokrojoną cukinię i  pokrojone obrane pomidory. Wlałam wino. Dusiłam przez około 10 minut, uważając żeby się nie przypaliło.

W garnku zagotowałam wodę, dodałam do niej posiekaną papryczkę  chili i liść laurowy.

Gdy warzywa były już podduszone,  przełożyłam  je do garnka z gotującą się wodą.

Dodałam sól, cukier, wino, pieprz, sos rybny.

Do zupy włożyłam kawałki łososia i gotowałam jeszcze przez około 10 minut, aż ryba  była miękka, a warzywa jeszcze nierozgotowane.  Po ugotowaniu doprawiłam jeszcze około 1 łyżeczką octu winnego.

Gotową zupę  (już na talerzu)  posypałam siekaną natką pietruszki i świeżym tymiankiem, dodałam też  do każdej porcji nieco oliwy z pierwszego tłoczenia.

Smacznego,

Basia

Buraczany chłodnik z jogurtem i ogórkami

Brak komentarzy

Ciągle ciepło. Gorąco! Lato trzyma.

Ja nie narzekam, lubię lato.

Jest  ciepły wieczór, siedzę przed domem  na tarasie, na stole palą się świece, słyszę grające  świerszcze. Czego można więcej chcieć?

No chyba tylko tego, żeby nie gryzły komary!

A trzeba przyznać, że ich aktywność w tym roku jest dotkliwa.

Już pisałam o tym, że przy takiej pogodzie, jaka obecnie panuje, moja działalność kulinarna  jest z konieczności znacznie ograniczona.

Pozostaję w większości przy sałatkach, chłodnikach, ewentualnie przy daniach grillowanych  wieczorem w ogrodzie, jeśli jest taka sposobność.

Nie piekę, nie gotuję długo i nie smażę prawie nic.

Ani to przyjemność stać w taką pogodę przy kuchni, ani apetyty domowników nie są nastawione na takie jedzenie.

Dla mnie sałata z pomidorami, cebulką, ogórkiem, świeżymi ziołami  i jakimś fajnym serem doskonale spisuje się w roli konkretnego posiłku.

Moja rodzina potrzebuje wprawdzie czegoś więcej, ale przy takiej pogodzie nie kręci nosem na chłodnik. Wręcz przeciwnie.

Ten, który przygotowałam dziś,  jest chyba najbardziej ulubionym.

To jest jakby „ kompilacja” chłodnika litewskiego,  bułgarskiego taratoru i innych dodatków.

Można tu trochę pofantazjować.

Potrzebny jest kefir albo jogurt, świeże ogórki, czosnek i  oliwa. Do tego troszkę barszczu czerwonego ( kwasu  albo koncentratu buraczanego) i koperku. Wszystko zmiksowane dobrze.

A poza tym dodatki według uznania, może być jajko na twardo, posiekana w paseczki szynka, kawałki pokruszonego sera pleśniowego, albo utartego parmezanu, drobna fasolka ugotowana albo grzanki z bułki czy bagietki. Chyba ze coś innego Wam przyjdzie jeszcze do głowy.

Dodatki wkłada się do miseczki, wlewa zmiksowany i schłodzony  chłodnik, jeszcze coś na wierzch: grzanki, utraty ser, czy zioła i jedzenie gotowe.

Buraczany chłodnik z jogurtem, ogórkami  i czosnkiem

na 2 spore porcje

ok. 400g opakowanie zimnego jogurtu lub kefiru ( ja dałam gęsty jogurt bałkański, pycha!)

około 200g ogórków świeżych

2 łyżki oliwy extra vergine

duży zgnieciony ząbek czosnku

sporo posiekanego świeżego koperku  (część zostawić  do posypania wierzchu)

2 łyżki koncentratu buraczanego albo kwasu buraczanego

sól, łyżeczka cukru

dodatki na 2 porcje ( które ja dałam)

około 70 g posiekanej szynki

2 jajka

20-30 g sera gorgonzola pokruszonego

Wszystkie składniki chłodnika zmiksowałam dobrze i wstawiłam do lodówki.

Ugotowane na twardo i pokrojone jajka oraz posiekaną szynkę  włożyłam do miseczek.

Wlałam zimny chłodnik.

Położyłam na wierzchu pokruszony ser, posypałam   pozostałym posiekanym koperkiem i podałam.

Można naprawdę wymyślać przeróżne inne dodatki :  pomidorki koktajlowe, albo pokrojone na mniejsze kawałki pomidory, fasolka biała z puszki albo ugotowana wcześniej, dowolne ulubione zioła, grzanki  z bułki z oliwą czosnkową,  podsmażony i chrupiący boczek, ser kozi , utarty parmezan albo pecorino albo jeszcze inny.

Albo najprościej – kawałek  dobrego świeżego chleba lub bagietki.

Smacznego,

Basia

Chłodnik dla ochłody

Brak komentarzy

Upał nie sprzyja gotowaniu. Pieczeniu również.

Myślę, że w taką pogodę sprawdzają się jedynie proste dania na zimno, sałatki, koktajle czy  kanapki.

Na dziś zaplanowałam  wprawdzie pieczoną rybę, ale wyszła z tego ryba na patelni. Nie miałam sumienia włączać piekarnika przy 30-stopniowym upale!

Ale zaczęłam jednak od czegoś na zimno.

Wprawdzie lodówka świeciła pustkami ( dopiero jutro wybieram się na zakupy,… albo  pojutrze ) ale jednak udało mi się  coś wyczarować. To był chłodnik z bazyliowym pesto.

Jeśli lubicie pesto (a z moich obserwacji wynika, że grono jego wielbicieli jest już bardzo szerokie), to spróbujcie tego superprostego przepisu,  doskonałego w dniu,  kiedy z pewnością stanie przy gorącej kuchni jest ostatnią rzeczą o której marzycie.

Chłodnik z bazyliowym pesto i greckim jogurtem

na 2 spore porcje ( lub 3 mniejsze)

440g opakowanie  zimnego jogurtu greckiego ( ja taki miałam w domu, ale jeśli jest  po prostu jogurt naturalny, to też może być, najwyżej chłodnik będzie rzadszy trochę)

150g pesto. Ja dałam świeże, mrożone pesto. Jeśli  dacie takie ze słoiczka, to być może trzeba będzie mniej przyprawić chłodnik, bo  pesto ze słoiczka jest zwykle bardziej słone.

dodatkowo kilkanaście liści świeżej bazylii, żeby kolor był bardziej intensywny ( opcja)

rozgnieciony ząbek czosnku

płaska łyżeczka cukru

szczypta soli (ilość soli w zależności od tego, jak słone jest pesto)

ok. łyżeczki  octu winnego

po 1 jajku na twardo na porcję

po około 10 g utartego parmezanu na porcję

ewentualnie po 2-3 przekrojone  pomidorki koktajlowe na porcję

W blenderze zmiksowałam jogurt, pesto i wszystkie przyprawy.

Na talerzu położyłam przekrojone, ugotowane jajko, posypałam parmezanem.

Pomyślałam zaraz , że fajnie będzie dodać jakiś kolor do tego bardzo delikatnego,  pastelowego  wyglądu chłodnika.

Dodałam pomidorki koktajlowe, które  kolorystycznie ożywiły zup. A  poza tym uważam, że pomidory z pesto  bardzo dobrze się komponują.

Polecam  obie wersje, obie są bardzo smaczne.

Aha,  chłodnik najlepiej podać od razu, kiedy jest jeszcze chłodny, ale  jeśli ma poczekać trochę, to koniecznie trzeba go schować do lodówki.

Basia

Zupa kokosowa z kurczakiem, limonką i miętą

Brak komentarzy

Nie było mnie kilka dni w domu, ale  już wróciłam. Na szczęście.

Już chyba o tym pisałam, że nie lubię być poza domem,

Najbardziej nie lubię , kiedy nie ma mnie tu w weekend.

Wróciłam do domu w sobotę.  W tę smutną sobotę…

Dziś od rana pada deszcz, jakby świat opłakiwał tragedię.

Bardzo przykro…

Siedząc w domu w zadumie, zastanawiałam się co ugotować, żeby choć trochę poprawić nastrój domowników.

Miałam do dyspozycji tylko to, co było w domu.  Od środy nie robiłam żadnych zakupów, więc możliwości  kulinarne miałam dziś dość ograniczone.

Udało mi się jednak ugotować całkiem fajny obiad/kolację, tajską zupę

kokosową z kurczakiem i limonką. A potem było jeszcze sushi.

Zupa kokosowa z kurczakiem, limonką  i miętą

na  4 porcje

ok.200g -250g filetu z kurczaka

500ml mleka kokosowego ( z puszki, albo z proszku wg receptury)

500ml wody + kostka rosołowa ( albo 500ml wywaru z kurczaka)

1 spora łyżka green curry paste ( do kupienia w sklepach ze zdrową  żywnością  albo z orientalną)

sok i otarta skórka z ½ limonki

cebulka dymka posiekana

szczypta kurkumy

kawałek posiekanej drobno papryczki chili albo szczypta suszonego chili

sos rybny ( 2 chlusty)

łyżka suszonej trawy cytrynowej

2 płaskie łyżeczki brązowego cukru (najlepiej)

sól

siekana świeża mięta

Zagotowałam wodę razem z mlekiem kokosowym i kostką rosołu z kury , dodałam  pokrojonego kurczaka, chili, green curry paste, cukier, dymkę posiekaną, kurkumę, trawę cytrynową.

Po ok. 10-15  minutach gotowania ( gdy kurczak był miękki)  wyłączyłam zupę.

Dodałam sos rybny, sok i otartą skórkę z limonki i odrobinę soli.

Nalałam do miseczek i posypałam siekaną świeżą miętą.

Basia

Krem z brokułów

Brak komentarzy

Późno zjedzone śniadanie często sprawia, że kolejnym posiłkiem jest dopiero kolacja. Tak było i tym razem. To w sumie zrozumiałe, choć jednocześnie trochę smutne.

Żeby choć trochę  poprawić ten nastrój żalu, ugotowałam zupę.

No bo zupa to przecież nic takiego, prawie nic.

I choć wreszcie robi się wiosennie ciepło,  a zupy są podobno  na zimną porę, pomyślałam że zielona zupa (jak wiosna!)  chyba jednak nie podlega tej zasadzie.

Ugotowałam krem z brokułów z dodatkiem ( kolejnego ulubionego przeze mnie!) sera  Cheddar. Bo moja rodzina to miłośnicy serów i ich namiętni zjadacze.

Dzięki mojej koleżance Ewie, o której pisałam przy okazji szarlotki, mamy często w domu doskonałe sery prosto z Anglii. Tak jak wspomniany właśnie Cheddar  Montgomery niepasteryzowany.

To świetny, po prostu szlachetny i niepowtarzalny, ostry angielski ser, który kruszy się podczas krojenia i gdy ścierany jest na tarce,  a roztapia i rozpływa się, gdy jest podgrzewany. Fantastycznie komponuje się z wieloma zupami, tak jak z tą brokułową.

Ale z pewnością można do zupy dodać inny, ostry i  rozpływający się  ser (ale absolutnie nie może to być ser ciągnący i gumowy!!).  Może być Gruyere, albo jakiś inny Cheddar, który dostępny jest w naszych dobrych sklepach. Ostatecznie może być  też Parmezan albo Dziugas.

Spróbujecie?

Zupa krem z brokułów

3 porcje

1 nieduży brokuł

1 średni ziemniak  pokrojony w niedużą kostkę

1 cebula

2 rozgniecione ząbki czosnku

bulion z drobiu albo z kostki ( ja dałam 1,5 kostki bulionu warzywnego)

2 łyżki mąki

2 łyżki oliwy nie z pierwszego tłoczenia

100ml białego wina

łyżeczka octu winnego

sól, cukier

pieprz świeżo zmielony

filiżanka utartego sera Cheddar

około 1200ml wody

Na dużej patelni rozgrzałam oliwę, położyłam posiekaną cebulę i czosnek, podsmażyłam  aż cebula się zeszkliła. Następnie dodałam pokrojonego w kosteczkę ziemniaka i pokrojonego na różyczki brokuła.

Podsmażyłam, aż zmiękły.

Posypałam mąką i dalej smażyłam przez chwilę, wreszcie dolałam wodę i dodałam kostki bulionu.

Dodałam sporo pieprzu, posoliłam, dodałam szczyptę cukru, wino i ocet winny.

Gotowałam jeszcze przez chwilę, aż warzywa zmiękły.

Wtedy przelałam zupę do blendera, zmiksowałam na krem.

Przelałam  do garnka, podgrzałam.

Nalałam zupę do miseczek, posypałam ulubionym serem i listkami świeżej kolendry.

I humor powrócił, … przynajmniej do kolacji!

Basia

Zupa z soczewicy

Brak komentarzy

Jak ładnie się zrobiło wokół, wiosennie! Kilka ostatnich dni było pięknych i słonecznych,  ścięłam  w ogrodzie trochę gałęzi  forsycji  i mam nadzieję,  że zakwitną  w domu niebawem.

Dziś  jednak znów się  zachmurzyło, pada, jest szaro.

Pomyślałam, że to ostatni dzwonek, żeby  ugotować zupę z soczewicy, za chwilę już nie będzie wypadało!

Zupa z soczewicy kojarzy się zimowo, zresztą w ogóle zupy przewidziane są chyba na chłodne dni, prawda?

Wielokrotnie gotowałam zupę z soczewicy i z soczewicą, jednak taką jak dziś,  zrobiłam  po raz pierwszy.

To była zupa krem z soczewicy z pikantną marmoladą z szalotki.

Soczewica  (zielona) jest,  wraz z ciecierzycą,  moim ulubionym warzywem strączkowym. Ma wyższość nad wszystkimi innymi w związku z krótkim  czasem  gotowania i brakiem  konieczności moczenia jej godzinami przed ugotowaniem. To są naprawdę istotne zalety, bo można  zachciankę na soczewicę zrealizować niemal na zawołanie.

Jedyną wadą dań z soczewicy jest ich dość bury kolor, co czyni je mało reprezentacyjnymi. Na szczęście smak rekompensuje ich mało atrakcyjny wygląd.

Do garnka wlałam litr wody, wsypałam 150g  suchej soczewicy. Zagotowałam i zmniejszyłam ogień. Dalej gotowałam. Na patelni podsmażyłam, a właściwie zeszkliłam na łyżce oliwy,  posiekaną średnią cebulę i rozgnieciony ząbek czosnku . Gdy cebula z czosnkiem były gotowe, wrzuciłam  je do garnka z soczewicą i dalej gotowałam razem. Dodałam majeranek, pieprz i dalej gotowałam. Gdy soczewica była miękka odstawiłam. Przełożyłam  wszystko do blendera, posoliłam i zmiksowałam na gładki krem.

Podczas, gdy soczewica się gotowała, moja Córka usmażyła naszą ukochaną marmoladę z cebuli. Tym razem była to marmolada z szalotki, ale równie dobra jest zarówno z czerwonej  jak i zwykłej,  białej.

Przyrządzenie jej jest dziecinnie proste,  wyczytałam ten przepis w książce na temat kuchni francuskiej.  Pokrojoną w cienkie talarki cebulę smaży się na oliwie z dodatkiem masła ( znacie trzy najważniejsze produkty, bez których nie może się obejść kuchnia francuska? 1.masło 2.masło i 3.masło!), doprawia solą , cukrem trzcinowym, creme de casis i octem winnym. Palce lizać!

Zmiksowaną zupę zagotowałam jeszcze raz i  dolałam do niej około 50-70 ml czerwonego wina . Wymieszałam dobrze. Zupa była gotowa.

Wlałam zupę na talerz, położyłam porcję marmolady cebulowej.  Pięknie pasowały do siebie, mimo braku szczególnej urody.

Jak dobrze, że jednak zdążyłam  ugotować tę zupę przed wiosną!

Basia

Zupa z soczewicy z pikantną marmoladą z szalotki

  • 150 g zielonej soczewicy
  • litr wody
  • średnia cebula
  • 30-70 ml czerwonego wina
  • oliwa nie z pierwszego tłoczenia
  • majeranek
  • pieprz
  • rozgnieciony ząbek czosnku

marmolada z szalotki:

  • 300g szalotki, albo innej cebuli pokrojonej w cienkie plasterki
  • łyżeczka oliwy
  • 15 g masła
  • 30-35 g cukru brązowego  muscovado lub ostatecznie demerara
  • 1 łyżka octu winnego albo lepiej balsamicznego
  • ½ łyżki Creme de Casis
  • ½ łyżeczki soli

Na rozgrzanym maśle z oliwą smażyć cebulę przez około 5 minut, ciągle mieszać, nie przypalić.

Dodać cukier, sól, likier, ocet , zmniejszyć płomień i dalej mieszać i smażyć aż zbrązowieje. Bardzo uważać, żeby się nie przypaliło, bo będzie gorzkie.

Wystudzoną marmoladę można przechowywać w lodówce przez 2 tygodnie. A jeść ją można z mięsami, łososiem, serami  i wszystkim innym.  Pasuje naprawdę do wszystkiego!

Pochwała zimy

1 komentarz

Muszę przyznać, że szczerze nie lubię zimy. Jestem zdecydowanie ciepłolubnym stworzeniem.
Ale jakoś trzeba ją przetrwać, więc najlepiej znaleźć jakąś jej dobrą stronę … choć czasem trudno mi uwierzyć, że taka w ogóle istnieje!
Kiedyś usiłowałam sobie wmówić, że lubię jeździć na nartach. Spędzaliśmy zimę , wyjeżdżając z moją Rodziną często na weekendowe wypady narciarskie. Zimne do piekącego bólu i skostniałe ręce, tak samo zimne nogi, uwierające buty ( co mam zrobić, jeśli nie umiem kupić dobrych? Wszystkie kolejne były niewygodne), strome i oblodzone zbocza – wszystko było przeciwko mnie!
Więc jeśli nie zimowe sporty, to co? Jeśli chodzi o sport, to zimą doskonale sprawdza się fitness klub:-)
A co poza tym? No oczywiście gotowanie! Gotowanie tych wszystkich rozgrzewających zup, bigosów i sosów, na których jedzenie nigdy nie ma się ochoty wiosną i latem.
Ta strona zimy jest faktycznie niezwykle przyjemna i jestem całkiem bliska stwierdzenia, że lubię zimę w takim wydaniu.
Taką właśnie potrawą, dla której warto przeżyć tę zimną porę, jest minestrone, włoska zupa z przeróżnymi jarzynami i boczkiem, czasem z ryżem, a w innych recepturach z makaronem. Treściwa, w sam raz na zimę.
Przepisów na nią jest cała masa, pewnie nie wszystkie są równie smaczne dla każdego.
Ja mam swoją wersję tej zupy, która choć za każdym razem jest nieco inna, to jednak zawsze jest tak samo przyjemnie sycąca . I trudno się od niej oderwać.
Ma w sobie tyle dobrego, że porządny jej talerz wystarczy za cały obiad! (spokojnie! Zostanie jeszcze trochę miejsca na kolację ;-))

Jesienno-zimowa Minestrone

(na 4 porządne talerze)

2 niezbyt duże ziemniaki, pokrojone w kostkę około 1,5cm x 1,5cm

150 g cienkich plastrów boczku, pokrojonych na paseczki albo w kostkę

1 cebula posiekana drobno

puszka drobnej białej fasolki

2 ząbki czosnku

5 niedużych pomidorów bez skórki z puszki ( ok. 1/2 opakowania)

3 łyżki oliwy nie z pierwszego tłoczenia

nieduża cukinia pokrojona na plasterki o szerokości ok.6-8mm

100g makaronu fusilli albo innego, raczej drobnego.

50g utartego parmezanu

sól, cukier, suszona bazylia, majeranek, pieprz świeżo zmielony, szczypta chili

około 1,5 litra wody

W rondlu rozgrzać oliwę i gdy będzie gorąca, wrzucić na nią posiekaną cebulę, zgnieciony czosnek i pokrojony boczek. Przez chwilę (około 3-4 minut) smażyć uważając, żeby się nie przypaliło. Cebula ma być zeszklona tylko. Gdy będzie gotowe, wrzucić pokrojone ziemniaki, wlać wodę i dalej gotować. Po chwili (kolejne 5 minut) dodać cukinię, pomidory i makaron i jeszcze gotować tyle, ile wymaga makaron. Kto lubi rozgotowany makaron, ten może dłużej pogotować, kto nie lubi takiego- musi uważać z czasem gotowania.
Mnie nie przeszkadza rozgotowany (trochę!!) makaron w tej zupie. Ale jest to jedyny przypadek, kiedy akceptuję makaron ugotowany inaczej , niż al dente!
Gotową zupę, już na talerzu, posypujemy świeżo utartym parmezanem i ewentualnie polewamy kilkoma kroplami oliwy extra vergine. Nieźle pasuje do niej kawałek świeżego, dobrego, pszennego chleba.

Pycha!

Basia

P.S. Poza wspomnianymi zaletami tego dania, jest jeszcze jedna. To naprawdę niezwykle prosta zupa i do tego ekspresowa!

Facebook

Likebox Slider for WordPress