Muszę przyznać, że szczerze nie lubię zimy. Jestem zdecydowanie ciepłolubnym stworzeniem.
Ale jakoś trzeba ją przetrwać, więc najlepiej znaleźć jakąś jej dobrą stronę … choć czasem trudno mi uwierzyć, że taka w ogóle istnieje!
Kiedyś usiłowałam sobie wmówić, że lubię jeździć na nartach. Spędzaliśmy zimę , wyjeżdżając z moją Rodziną często na weekendowe wypady narciarskie. Zimne do piekącego bólu i skostniałe ręce, tak samo zimne nogi, uwierające buty ( co mam zrobić, jeśli nie umiem kupić dobrych? Wszystkie kolejne były niewygodne), strome i oblodzone zbocza – wszystko było przeciwko mnie!
Więc jeśli nie zimowe sporty, to co? Jeśli chodzi o sport, to zimą doskonale sprawdza się fitness klub:-)
A co poza tym? No oczywiście gotowanie! Gotowanie tych wszystkich rozgrzewających zup, bigosów i sosów, na których jedzenie nigdy nie ma się ochoty wiosną i latem.
Ta strona zimy jest faktycznie niezwykle przyjemna i jestem całkiem bliska stwierdzenia, że lubię zimę w takim wydaniu.
Taką właśnie potrawą, dla której warto przeżyć tę zimną porę, jest minestrone, włoska zupa z przeróżnymi jarzynami i boczkiem, czasem z ryżem, a w innych recepturach z makaronem. Treściwa, w sam raz na zimę.
Przepisów na nią jest cała masa, pewnie nie wszystkie są równie smaczne dla każdego.
Ja mam swoją wersję tej zupy, która choć za każdym razem jest nieco inna, to jednak zawsze jest tak samo przyjemnie sycąca . I trudno się od niej oderwać.
Ma w sobie tyle dobrego, że porządny jej talerz wystarczy za cały obiad! (spokojnie! Zostanie jeszcze trochę miejsca na kolację ;-))

Jesienno-zimowa Minestrone

(na 4 porządne talerze)

2 niezbyt duże ziemniaki, pokrojone w kostkę około 1,5cm x 1,5cm

150 g cienkich plastrów boczku, pokrojonych na paseczki albo w kostkę

1 cebula posiekana drobno

puszka drobnej białej fasolki

2 ząbki czosnku

5 niedużych pomidorów bez skórki z puszki ( ok. 1/2 opakowania)

3 łyżki oliwy nie z pierwszego tłoczenia

nieduża cukinia pokrojona na plasterki o szerokości ok.6-8mm

100g makaronu fusilli albo innego, raczej drobnego.

50g utartego parmezanu

sól, cukier, suszona bazylia, majeranek, pieprz świeżo zmielony, szczypta chili

około 1,5 litra wody

W rondlu rozgrzać oliwę i gdy będzie gorąca, wrzucić na nią posiekaną cebulę, zgnieciony czosnek i pokrojony boczek. Przez chwilę (około 3-4 minut) smażyć uważając, żeby się nie przypaliło. Cebula ma być zeszklona tylko. Gdy będzie gotowe, wrzucić pokrojone ziemniaki, wlać wodę i dalej gotować. Po chwili (kolejne 5 minut) dodać cukinię, pomidory i makaron i jeszcze gotować tyle, ile wymaga makaron. Kto lubi rozgotowany makaron, ten może dłużej pogotować, kto nie lubi takiego- musi uważać z czasem gotowania.
Mnie nie przeszkadza rozgotowany (trochę!!) makaron w tej zupie. Ale jest to jedyny przypadek, kiedy akceptuję makaron ugotowany inaczej , niż al dente!
Gotową zupę, już na talerzu, posypujemy świeżo utartym parmezanem i ewentualnie polewamy kilkoma kroplami oliwy extra vergine. Nieźle pasuje do niej kawałek świeżego, dobrego, pszennego chleba.

Pycha!

Basia

P.S. Poza wspomnianymi zaletami tego dania, jest jeszcze jedna. To naprawdę niezwykle prosta zupa i do tego ekspresowa!