Archwium dla ·

ciasteczka i ciasta

· Kategoria...

Pyszne ciasto czekoladowe

komentarze 2

 

Upiekłam przed chwilą pyszne czekoladowe ciasto!

Wprawdzie zasadniczo zdążyło już wystygnąć, ale jest jeszcze takie całkiem świeże, takie, że niełatwo się je kroi, co widać na zdjęciu 🙂

Ale nie mogłam czekać dłużej, taką miałam na nie ochotę…

No i słusznie, bo jest doskonałe!

W sam raz dla miłośników czekolady i bardzo czekoladowych ciast.

Rozgrzałam piekarnik do koło 180 sopni.

Miękkie masło utarłam z cukrem muscovado i demerara.

Dodałam jajka, wanilię, roztopioną czekoladę. Potem stopniowo dodawałam gorącą wodę na przemian z mąką wymieszaną z proszkiem do pieczenia.

Masę przełożyłam do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Masa jest rzadka, więc nie wlewałam do tortownicy,  bo bałam się, że wypłynie, więc piekłam w keksówce.

Piekłam w sumie około 45 minut. Najpierw pierwsze 20-25 minut w temperaturze około 180 stopni, potem zmniejszyłam do około 160 stopni. Wyjęłam, gdy było gotowe (sprawdziłam patyczkiem, jak zwykle)

Ciasto jest z wierzchu takie przypieczone lekko, natomiast środek ma przyjemnie wilgotny i mocno czekoladowy. Polecam!

 

Pyszne ciasto czekoladowe

 

225 g miękkiego masła

125 g cukru muscovado

125 cukru demerara

2 jajka

200g mąki

1 łyżeczka sody oczyszczonej

naturalna esencja waniliowa

150 ml gorącej wody

100 g gorzkiej czekolady min.70%

 

 

Smacznego,

 

Basia

 

Koszyczki z truskawkami na imieniny

komentarze 4

 

Te koszyczki z truskawkami, upieczone z ciasta filo przygotowałam mojej Córce na imieniny. Naprawdę polecam Wam ten pomysł, bo choć wykonanie jest odrobinę pracochłonne, to efekt wart jest tego. Zresztą przygotowanie czegokolwiek na słodko, poza muffinkami może, zabrałoby pewnie tyle samo czasu, a może nawet więcej.

 

Takie koszyczki z ciasta filo można podobno upiec nawet miesiąc przed momentem ich wykorzystania. Trzeba tylko przechowywać w szczelnym pojemniku. Nie wiem, czy to prawda? Zastanawiam się, czy masło, którym smaruje się warstwy ciasta filo, nie zjełczeje w tym czasie? Ja, w każdym razie, nie planuję przygotowywać takich wypieków z miesięcznym wyprzedzeniem, ale kilka dni wcześniej, spokojnie można je zrobić i bez obaw użyć. To tak na wypadek, gdybyście przygotowywali jakąś naprawdę pracochłonną imprezę dla wielu gości i chcieli przygotowania rozłożyć w czasie.

A wracając do koszyczków z truskawkami, wypełniłam je kremem z serka mascarpone i migdałów i przybrałam plasterkami truskawek i listkami świeżej mięty. Mięta pasuje tu genialnie! Waniliowy krem, truskawka i mięta w kruchym i delikatnym cieście filo, naprawę interesujące połączenie smaków!

 

Koszyczki z ciasta filo z waniliowym kremem, truskawkami i miętą

 

forma na 12 muffinów

48 kwadratów z ciasta filo o boku ok 12 cm

z tego wyjdzie 12 koszyczków, każdy z 4 warstw. Myślę, że można użyć 3 warstw i też będzie dobrze, odrobinę delikatniejsze wyjdą wtedy koszyczki.

roztopione masło do posmarowania

250 g serka mascarpone

ok 40 g cukru pudru

50 g płatków migdałów wyprażonych na suchej patelni

pasta z ziaren wanilii (lub naturalny ekstrakt czy esencja waniliowa)

truskawki pokrojone w plasterki

listki świeżej mięty

 

Każdy kwadrat ciasta filo posmarować roztopionym masłem (nie musi być bardzo dokładnie). Kwadraty ułożyć jeden na drugim, lekko przesuwając każdy względem środka o kilka-kilkanaście stopni (tak jak w poprzednim poście o nadziewanych woreczkach).

Każdy „komplet” kwadratów włożyć do jednego wgłębienia formy na muffiny, wcześniej wysmarowanej  masłem.

Piec w piekarniku o temperaturze ok. 180 stopni, aż będą ciemno złociste. Wystudzić i ostrożnie wyjąć z formy.

 

 

 

 

Mascarpone utrzeć z cukrem pudrem i wanilią. Dodać przyprażone płatki migdałów, zostawiając nieco do posypania gotowych koszyczków.

Krem mascarpone włożyć do rękawa cukierniczego, albo do woreczka foliowego z wyciętym rożkiem, wcisnąć porcję do każdego koszyczka, udekorować plasterkami truskawek, płatkami migdałów i listkami mięty.

 

Smacznego!

 

 

 

Basia

Intensywnie czekoladowe ciasto ze śmietanową czapką

komentarze 2

W poszukiwaniu przepisu na czekoladowy tort, który zażyczył sobie mój Mąż na urodziny, natrafiłam na obiecująco brzmiącą recepturę u Nigelli. Na nią zawsze można liczyć, jeśli chce się przygotować jakiś naprawdę pyszny deser! Dlatego decyzja o przygotowaniu „Czekoladowej chmury” z „Nigella bites” wyglądała na nieobciążoną ryzykiem nieudania.

No ale przyznajcie, czy deser, do którego przygotowania użyć trzeba dużej ilości prawdziwej czekolady, masła, jajek i bitej śmietany może nie zapowiadać się ciekawie? Absolutnie nie!

To trochę ciasto, a trochę deser, składa się z upieczonej bardzo czekoladowej podstawy i nałożonej na nią czapy z bitej śmietany.

Ciasto czekoladowe robi się nastepująco:

najpierw należy włączyć piekarnik, żeby się nagrzał do około 180 stopni. Czekoladę należy roztopić albo w gorącej kapieli  albo w kuchence mikrofalowej, jak kto woli.

Do roztopionej czekolady dodać masło i wymieszać, zostawić żeby masło się roztopiło i całość wymieszać na gładką masę.

Żółtka i jajka ubić z cukrem na bardzo gęsty krem (trzeba długo ubijać). Robot kuchenny w takich sytuacjach jest absolutnie niezastąpiony. Love KitchenAid!

Do ubijanej masy jajecznej można dodać na przykład startą skórkę z pomarańczy albo likier pomarańczowy Cointreau, jak radzi Nigella. Ja jednak dałam esencję pomarańczową, bo uważam, że jest genialna w połączeniu z czekoladą. Natomiast Cointreau, jak wiem z doświadczenia, zupełnie ginie w takich okolicznościach, nie zostawiając nawet po sobie żadnego pomarańczowego wspomnienia.

Roztopioną czekoladę dodawać stopniowo do ciągle miksowanych jajek z cukrem.

Osobno ubić pianę z białek(ja obowiązkowo daję szczyptę soli do ubijania) i kiedy będzie już sztywniała, dodać cukier i miksować z cukrem jeszcze chwilę, ale niezbyt długo, nie ma być całkiem sztywna.

Do masy czekoladowo-jajecznej dodać trochę piany z białek, lekko wymieszać, a następnie całość czekoladowej masy przełożyć do reszty piany i lekko, ale jednocześnie dokładnie wymieszać.

Tortownicę o średnicy około 23-24 cm wyłożyć papierem do pieczenia albo naprawdę dobrze wysmarować masłem.

Przelać masę czekoladową do formy i piec około 35-40 minut. Kiedy popęka z wierzchu i środek nie będzie już płynny wyjąć z piekarnika i wystudzić całkiem.

Ja w trakcie pieczenia zmniejszyłam trochę temperaturę, bo ciasto zaczęło niebezpiecznie się rumienić.

Przed wyjęciem ostrożnie ale dokładnie odkroić ciasto od tortownicy, nie nalezy się przejmować, że ciasto się będzie kruszyć na bokach, a popękany środek mocno opadnie. Nie ma to żadnego znaczenia, tak ma być!  Ciasto ułożyć na paterze.

Ubić śmietanę, dodać ewentualnie cukier puder i dalej ubijać.  Dodałam naturalną esencję waniliową. Nigella sugeruje dodanie likieru Cointreau, ja dałam Creme de Cassis, a właściwie, to Córka dolewała do ubijanej śmietany i ciągle było nam mało tego smaku w śmietanie , tak więc wlałyśmy pewnie 1/4 szklanki 🙂 I dobrze, bo śmietana nabrała naprawdę ciekawego smaku i  (o dziwo!) wcale nie straciła swojej sztywnej formy.

Śmietanę wyłozyc na czekoladowa podstawę i posypać z wierzchu odrobiną kakao. Podać od razu, …bo trudno będzie się powstrzymać 🙂

Muszę przyznać, że ten czekoladowo-śmietanowy deser jest absolutnie genialny. Czekoladowe ciasto ma cudowną czekoladową intensywność i przy tym dość wilgotną w środku ciasta konsystencję. Kruszy się nieco z wierzchu, ale z umiarem.  I nawet całkiem nieźle daje sie kroić, mimo tej śmietanowej czapki.

No i oczywiście doskonale sprawdza się,  jako urodzinowy tort 🙂

Koniecznie musicie spróbować!

 

 

Bardzo czekoladowe ciasto ze śmietanową czapą

ciasto:

250 g gorzkiej, dobrej czekolady

125 g miękkiego masła

75 g cukru

6 jajek w sumie, 2 całe i 4 z oddzielonymi żółtkami od białek

naturalna esencja z pomarańczy

piana z 4 białek

100 g cukru

szczypta soli

śmietanowa czapa:

500 ml śmietanki kremówki

likier Creme de Cassis – sporo! (ale oczywiście to jest opcja)

ewentualnie nieco cukru pudru

 

kakao do posypania wierzchu

 

 

Smacznego,

 

Basia

 

 

 

 

 

 

 

 

Niekoniecznie wielkanocny mazurek różany

Brak komentarzy

 

Wprawdzie Święta mamy już za sobą i wszyscy pewnie powoli wracamy do codzienności i normalnej diety, chciałabym jednak opowiedzieć Wam o mazurku różanym, który zrobiłyśmy z Córką na Wielkanoc.

To bardzo prosty mazurek i jednocześnie lekki i pyszny. Jeśli tylko lubicie bitą śmietanę…

Składa się na niego cienki kruchy spód, równie cienka warstwa różana i na wierzchu warstwa bitej śmietany również z dodatkiem różanym.

Kruchy spód musi być naprawdę kruchy, więc ciasto musi mieć odpowiednie proporcje.

U nas to było 250 g mąki, 2 żółtka, 175 g masła,  szczypta soli, 8 łyżeczek cukru i 8 łyżek lodowatej wody.

Warstwę różaną stanowiło połączenie galaretki porzeczkowej (domowej roboty z czarnych i czerwonych porzeczek) oraz konfitury z utartych płatków róży z cukrem. To bardzo udane połączenie, galaretka jest kwaskowa i doskonale się komponuje ze słodką konfiturą z róży.

Warstwa śmietanowa na wierzchu, to bita śmietana z dodatkiem cukru pudru i niewielkiej ilości konfitury różanej.

Upieczony na złocisty kolor kruchy spód, po wyjęciu z piekarnika i wystudzeniu, posmarowałyśmy dokładnie wymieszaną galaretką porzeczkową i różą.

Na wierzchu rozłożyłyśmy bitą śmietanę zmiksowaną z konfiturą różaną i cukrem pudrem,

wierzch ozdobiłyśmy płatkami róży.

Jeśli nie teraz, to może za rok, przed Wielkanocą przyda Wam się ten pomysł.

Albo kiedykolwiek, kiedy tylko będziecie mieli ochotę na takie lekkie ciastko  🙂

Polecam gorąco,

 

 

Basia

 

 

Mazurek różany

2 prostokąty o wymiarach ok.20 cm x 20 cm

 

kruchy spód:

 

250 g mąki

2 żółtka

175 g zimnego masła

8 łyżeczek cukru

8 łyżek lodowatej wody

szczypta soli

 

szybko zagnieść ciasto, schłodzić. Następnie uformować 2 cieniutkie spody, zrobić rulonik z ciasta i  przykleić wokół brzegów.

Upiec na złoty kolor, wystudzić.

warstwa różana:

niezbyt duży słoiczek galaretki porzeczkowej

pół niezbyt dużego słoiczka konfitury różanej (2 spore łyżeczki odłożyć i dodać do bitej śmietany)

Wymieszać  dokładnie galaretkę z konfiturą różaną.

warstwa śmietanowa:

śmietanka kremówka  (chyba około 250 ml, ale nie pamiętam dokładanie…)

2 łyżeczki konfitury z róży

cukier puder wg uznania

Ubić śmietanę, do ubitej dodać cukier puder i konfiturę różaną i miksować razem przez chwilę.

płatki róży do dekoracji

 

Przygotowany wcześniej mazurek, przechowywać w chłodnym miejscu do chwili podania.

 

 

 

 

 

 

 

Wielkanoc

Brak komentarzy

 

Kochani,

 

życzę Wam najmilszych  Świąt Wielkanocnych, miłości, ciepła i wiosennej radości oraz obowiązkowo pysznego jedzenia 🙂

 

A przy okazji, jeśli jeszcze nie upiekliście babki drożdżowej, to może spróbujecie tej?

A jak nie teraz, to może za rok…

🙂

 

Babka drożdżowa WIELKANOCNA

 

550 g mąki

200 g roztopionego masła

250 ml ciepłego mleka

50 g drożdży

spora szczypta soli

150 g cukru

naturalna esencja waniliowa

skórka otarta z cytryny, wcześniej wyszorowanej i wyparzonej

6 żółtek

1 jajko

kandyzowana skórka pomarańczowa

rodzynki

 

do dekoracji:

lukier z cukru pudru i soku z cytryny

naturalna esencja cytrynowa

skórka pomarańczowa kandyzowana

 

Z ciepłego mleka, drożdży i łyżki cukru przygotować zaczyn, zostawić, aż drożdże zaczną rosnąć i „wychodzić” z naczynia.

Rozgrzać piekarnik do 180 stopni. Do miski wrzucić mąkę, żółtka i jajko, cukier, sól, wyrośnięty zaczyn z drożdży. Wyrabiać przez chwilę, dodać stopione i ciepłe jeszcze masło, esencję waniliową. Dalej wyrabiać. Ja używałam robota kuchennego i wyrabiałam około 20 minut, na koniec dodałam pokrojoną, kandyzowaną  skórkę pomarańczową i rodzynki, wymieszałam dobrze, a następnie  przełożyłam ciasto do wysmarowanej masłem formy na babkę  i zostawiłam do wyrośnięcia. Kiedy rosnące ciasto wypełniło po brzegi formę, wstawiłam do nagrzanego do 180 stopni piekarnika. Przez około 10-15 minut piekłam w takiej temperaturze, potem zmniejszyłam ją do około 150 i piekłam dalej, w sumie piekłam około 50 minut. Gotową, złocistą babkę wyjęłam z piekarnika.

Kiedy babka nieco przestygła polałam lukrem przygotowanym z cukru pudru, soku z cytryny i naturalnej esencji cytrynowej. Nie powiem, jakie były proporcje, niestety… Zrobiłam to na oko. Trzeba po prostu stopniowo dodawać sok z cytryny do ucieranego pudru, aż masa osiągnie pożądaną konsystencję lukru. Wtedy dodać jeszcze esencję cytrynową, wymieszać i lukier jest gotowy. Oczywiście można zrobić  inny lukier, np.: z białek, ale my najbardziej lubimy kwaskowy lukier cytrynowy, który doskonale komponuje się z ciastem drożdżowym. Na wierzchu ułożyć kandyzowaną skórkę pomarańczową.

 

Wesołego Alleluja!

 

Basia

Przygotowania do Wielkanocy i mazurek cytrynowy

Brak komentarzy

Owies (posiany w doniczce) rośnie na parapecie, żurek kisi się w kamiennym naczyniu, bakalie pokrojone  do wielkanocnej paschy czekają już w spiżarce, królik i inne mięsa na pasztet właśnie  się gotują. Czyli przygotowania do Wielkanocy w toku.

Oczywiście jeszcze jest mnóstwo do zrobienia… Mam jednak nadzieję, że zdążę ze wszystkim.

A w ramach treningu przed Wielkanocą zrobiłyśmy z Córką mazurek cytrynowy.

 

 

 

Przejrzałyśmy różne przepisy w internecie i,  trochę nimi się inspirując, zrobiłyśmy swoją wersję.

To jest mazurek z kruchym spodem. Niestety ten spód, który znalazłyśmy w przepisie, którym się inspirowałyśmy, okazał się być dość twardy. A właściwie absolutnie za twardy. Dlatego nie polecam go. Uważam, że w mazurku spód musi być kruchy naprawdę,  tu nie można oszczędzić na maśle.

Ciekawe jest nadzienie cytrynowe. Najlepiej byłoby kupić cytryny ekologiczne, gdzie skóra nie jest pryskana chemicznymi środkami ochronnymi. Mnie niestety się nie udało ich kupić tym razem, więc wyszorowałam cytryny i wyparzyłam dokładnie. Nie wiem, oczywiście, ile to dało, bo w sumie to przecież nie mam wiedzy, czym tak naprawdę traktuje się cytrusy?

W każdym razie wyszorowanie i wyparzenie pozwoliło mi, z równie czystym, jak cytryny sumieniem, użyć ich do przygotowania nadzienia.

Otarta skórka z cytryn i miąższ (oczywiście bez tej białej części, która znajduje się pod żółtą skórką) zostały wrzucone do blendera i dobrze zmiksowane, potem z dodatkiem cukru podgrzewane w Termomixie, aż masa zgęstniała. Oczywiście można podgrzewać po prostu w garnku ustawionym na  kuchence, na niedużym ogniu.

Cytryny przeznaczone do dekoracji mazurka, podobnie wyszorowane, jak te do nadzienia, pokroiłam w cienkie plasterki i gotowałam w syropie, pewnie około 45 minut, albo nawet dłużej. Przed gotowaniem wyjęłam pestki z cytryn. Do krojenia cytryn potrzebny jest ostry nóż, żeby dało się je pokroić cienko i równo zarazem. Niestety, kiedy nóż napotyka na swojej drodze pestkę, może trochę poszarpać plasterek.

Syrop cukrowy mus być bardzo intensywny, do ugotowanie plasterków z 2 niedużych cytryn użyłam chyba 250 g cukru, albo nawet więcej. Ciągle dosypywałam go, bo  nie chciałam, żeby cytryny były gorzkie i kwaśne wyłącznie. Myślę, że lepiej dać trochę za dużo, niż za mało cukru do syropu.

Gotowe cytryny odstawiłam, żeby wystygły, wyjęłam je z syropu na talerz.

Przygotowałam krem waniliowy, mleko zagotowałam z cukrem, osobno ubiłam żółtka i na gotujące mleko wlałam masę żółtkową ciągle mieszając, zdjęłam z kuchenki, masa zrobiła się od razu gęsta, po prostu budyń. Wystudziłam go, a nastęĻnie utarłam masło i stopniowo do miękkiego masła dodawałam budyń jajeczny, dodałam nieco naturalnej pasty waniliowej. Można oczywiście dać sam ekstrakt czy esencję waniliową, ale pasta zawiera drobinki wanilii, które potem przyjemnie wyglądają w kremie 🙂 Gotowy krem schłodziłam.

Mając już wszystkie warstwy gotowe, zabrałyśmy się za ich łączenie.

Warstwę kruchą posmarowałam cieniutko kremem waniliowym. Następnie posmarowałam cytrynową marmoladą.Najlepiej jest schłodzić jeszcze raz waniliowy krem rozsmarowany na kruchym cieście, bo trudno rozsmarowuje się warstwę cytrynową na rozpływającym się kremie, ale jeśli trzeba, to się jakoś da. I na koniec, na wierzchu ułożyłam plastry cytryny, a potem wstawiłam mazurek do lodówki.

Bardzo ciekawe jest to połączenie smaków. Jeśli jesteście amatorami takich przysmaków jak prawdziwa marmolada z pomarańczy, czy podobna z cytryn, czyli jeśli lubicie taki słodko-kwaśno-gorzkawy i niezwykle aromatyczny smak, to bardzo polecam!

 

 

Mazurek cytrynowy

 

(kwadratowy  25 x 25 cm, lub okrągły o średnicy około 28 cm)

 

warstwa krucha:

 

200 g mąki

150 g zimnego masła

4 łyżki lodowatej wody

szczypta soli

5-6 pełnych łyżeczek cukru

 

ciasto zagnieść szybko, zawinąć w folię i schłodzić. Następnie rozwałkować i uformować wybrany kształt, zrobić cienki wałeczek dookoła, albo podnieść nieco brzeg ciasta. Upiec na złocisty kolor. Schłodzić.

 

krem:

 

około 75-80 ml mleka

40 g cukru

2 żółtka

wanilia

50 g masła

 

zagotować mleko z cukrem, na gotujące się mleko wlać ubite osobno żółtka, szybko mieszając cały czas. Kiedy zgęstnieje, odstawić i schłodzić. Ubić masło, do miękkiego masła dodawać stopniowo budyń z żółtek, ciągle miksując, żeby masa się nie ścięła. Dodać wanilię i dalej miksować, zostawić gotowy krem do schłodzenia.

 

nadzienie cytrynowe:

 

2 średnie cytryny

około 140 g cukru

 

skórkę wcześniej wyszorowanych i wyparzonych cytryn zetrzeć na drobnej tarce, miąższ, pozbawiony białej skóry, pokroić i zmiksować z cukrem i skórką. Podgrzewać na niedużym ogniu, albo w Termomixie, aż zgęstnieje,  my podgrzewałyśmy na pewno co najmniej 1/2 godziny.

 

cytryny do dekoracji:

 

2 nieduże cytryny pokrojone w równe, mniej więcej, cienkie plasterki  (bez plastrów z początku i końca) gotować w bardzo słodkim syropie. Dałam niedużo wody, tyle żeby przykryła cytryny i pewnie około 250 g cukru, tak jak wspomniałam.

 

Gotowy mazurek, przed podaniem, najlepiej przechować w lodówce.

 

Smacznego,

 

Basia

Francuska tarta z jabłkami

komentarze 2

Ta francuska tarta z jabłkami jest naprawdę fantastyczna.

Wymaga kilku dobrych składników i mniej niż dwu godzin na przygotowanie, razem z czasem pieczenia. Naprawdę warto jej poświęcić ten czas.

Przepis pochodzi z portalu http://allrecipes.com/ i jest sprawdzony!

Poza kruchym spodem i jabłkami jest w tej tarcie nadzienie zwane frangipane, składające się głównie z masła, cukru, jajek i mielonych migdałów.

Całość tworzy absolutnie doskonałą całość, polecam!

Francuska tarta z jabłkami

Ciasto kruche:

160 g mąki

1 żółtko

120 g  masła

2-3 łyżeczki cukru

3 łyżki zimnej wody, jeśli będzie trzeba

szczypta soli

Z powyższych składników zagnieść szybko ciasto, utworzyć kulę, zawinąć w folię do żywności i schłodzić w lodówce.

Frangipane:

1 jajko

1 żółtko

120 g miękkiego masła

100 g cukru

łyżka brandy, najlepiej jabłkowej

80 g mielonych migdałów

2 łyżki mąki

Masło utrzeć z cukrem na jasny krem, dodać jajko i żółtko i dalej ucierać, dodać brandy, migdały i mąkę. Kiedy będzie wszystko dobrze połączone, odstawić.

Jabłka:

około 3 średnich jabłek ( ja dałam 2 wielkie), obranych, pozbawionych gniazd nasiennych i pokrojonych w cienkie plasterki

łyżeczka cukru

około 1/2 niedużego słoiczka galaretki morelowej, ja nie miałam galaretki tylko konfiturę morelową i też wyszło dobrze 🙂

Ciasto rozwałkować cienko na koło o średnicy około 30 cm, wyłożyć nim dno formy do pieczenia tarty ( dno mojej formy ma 27 cm średnicy)  i podnieść brzegi, nakłuć widelcem i wstawić znów do lodówki.

Rozgrzać piekarnik do około 200 stopni.

W formie do tarty na schłodzone ciasto wyłożyć nadzienie frangipane i wyrównać.

Na tej warstwie układać plasterki jabłka, zaczynając od brzegu i delikatnie wciskając je w nadzienie.

Tartę wstawić do piekarnika i piec na najwyższym poziomie najpierw przez około 15 minut w temperaturze 200 stopni, aż zacznie się z wierzchu rumienić, wtedy zmniejszyć temperaturę do około 175 stopni i piec dalej przez około 10 minut.

Następnie posypać łyżeczką cukru i dalej piec przez około 10 kolejnych minut, aż cukier się skarmelizuje, wtedy wyjąć z piekarnika.

Galaretkę (czy konfiturę, jak ja zrobiłam) podgrzać i ewentualnie dodać odrobinę wody, gdyby była za gęsta. Taką podgrzaną galaretką posmarować całą tartę z wierzchu przy pomocy pędzla, żeby była ładnie błyszcząca.

Smacznego,

Basia

Lukrowanie pierników

komentarzy 7

Za tydzień o tej porze będzie już prawie po Świętach… No bo jak minie Wigilia i pierwszy dzień Świąt, to właściwie już jest po…

Nie wiem, czy to ze względu na tegoroczną niezimową pogodę w grudniu, czy na brak czasu na celebrowanie przedświątecznych przygotować, ale zupełnie nie czuję nadchodzącego Bożego Narodzenia.

Nawet dzisiejsza wizyta na Rynku (Głównym w Krakowie, oczywiście) nie nastroiła mnie szczególnie świątecznie 🙁

Jednak bez względu na to, czy to czuję, czy nie, za tydzień mamy Boże Narodzenie i trzeba się do niego przygotować.

Jak to zwykle bywa na Wigilię, spotkamy się w rodzinnym gronie u nas w domu, ale niestety w trochę mniejszym składzie, niż przed rokiem. Siostra spędzi ten wieczór w pracy na lekarskim dyżurze w szpitalu, a Brat ze swą Rodziną przybędzie dopiero w niedzielę.

Na szczęście reszta członków rodziny jest na miejscu i w dziesięcioosobowym składzie spotkamy się na kolacji wigilijnej przy naszym stole.

Tradycyjnie każda z Pań przygotuje to, co umówione i jak zwykle minimum 12 potraw znajdzie się na stole.

Z nieoficjalnych źródeł wiem, że podobno mają być również jakieś nowości!

My z Córką, poza tym, co zwykle przygotowujemy na Święta, zaplanowałyśmy upieczenie specjalnego świątecznego tortu, ale o nim napiszę wkrótce.

Tymczasem, zgodnie z planem,  polukrowałyśmy pierniki!

Zajęło nam to dwa dni. Celowo podzieliłyśmy pracę na sobotę i niedzielę, żeby uniknąć znużenia i zmęczenia ślęczeniem nad piernikami.

W zeszłym roku wypróbowałyśmy takie rozwiązanie i w tym roku zrobiłyśmy podobnie. Dzięki temu lukrowanie blisko 130 mniejszych i większych: choinek, gwiazdek, aniołów, reniferów, butów, bałwanów i serc  było naprawdę przyjemne od początku do końca.

I nawet szwy na kciuku Córki nie zepsuły tego 🙂

Jedyna tegoroczna zmiana w procesie zdobienia pierników, jaka wystąpiła w wyniku urazu kciuka, to przekazanie odpowiedzialnego zadania utarcia lukru urządzeniu Kitchen Aid.

I to był świetny pomysł! Robot poradził sobie z tym zadaniem rewelacyjnie i wygląda na to, że pałka i makutra mają już wolne na tę okoliczność 🙂

Pozdrawiam,

Basia

Best Ever Brownie i pieczenie pierników

komentarzy 9

Cóż, niestety muszę przyznać się, że zapomniałam Wam napisać o tym, że nastawiłam ciasto na pierniki. A nastawiłam je już parę tygodni temu… A dziś z Córką  upiekłyśmy pierniki, bo przecież za 4 tygodnie już Wigilia! A pierniki muszą mieć czas, żeby zmięknąć i nabrać odpowiedniej piernikowej konsystencji.

Na szczęście w zeszłym roku pisałam o piernikach kilkukrotnie, po raz pierwszy, kiedy nastawiłam ciasto http://www.rozkoszepodniebienia.com/?p=802 , potem kiedy je upiekłam http://www.rozkoszepodniebienia.com/?p=822 a następnie relacjonowałam dekorowanie pierników tuż przed Bożym Narodzeniem http://www.rozkoszepodniebienia.com/?s=lukrowanie+piernik%C3%B3w

W tym roku byłoby to już nudne, prawda?

Dlatego tylko informuję, że temat pierników jest pod kontrolą 🙂

A zanim przyjdzie czas na ich lukrowanie polecam upieczenie przepysznego brownie  z dodatkiem ricotty i wiśni.

To jet zmodyfikowany przez moją Córkę przepis pochodzący z książki Brownies autorstwa Lindy Burum.

Piekłam to ciastko po raz pierwszy, ale z pewnością  nie ostatni!

Najlepsze brownie 🙂

warstwa serowa:

250 g sera ricotta

1 łyżeczka naturalnej esencji waniliowej

45 g bardzo miękkiego masła

65 g cukru

1 duże jajko

4 łyżeczki mąki ziemniaczanej

do miękkiego masła dodawać stopniowo odsączoną z serwatki  ricottę i miksować, dodać resztę składników i wszystko razem miksować, odstawić.

warstwa czekoladowa:

150 g czekolady gorzkiej 70%

90 g masła

95 g mąki

1/4 łyżeczki sody oczyszczonej

1/4 łyżeczki soli

2 duże jajka

1 łyżeczka naturalnej esencji waniliowej

135 g cukru

200-250 g wydrylowanych wiśni ( użyłam mrożonych, ale rozmroziłam je przed pieczeniem)

rozpuścić czekoladę z masłem w kąpieli wodnej albo w kuchence mikrofalowej (ja rozpuściłam w kuchence mikrofalowej), dokładnie wymieszać i ostudzić. Ubić jajka z cukrem i ciągle ubijając dodać rozpuszczoną czekoladę.  Osobno w misce wymieszać mąkę, sodę oczyszczoną i sól i dodać  ciągle miksując do czekoladowej masy.

Przełożyć 2/3 masy czekoladowej do formy (ja wcześniej wyłożyłam formę o wymiarach ok 20 cm X 30 cm papierem do pieczenia), następnie przykryć równomiernie warstwą ricotty, a na wierzch  równomiernie wylać pozostałą masę czekoladową. Następnie, za pomocą noża, wykonać zygzaki tak, aby masy nie pomieszały się, a jedynie stworzyły biało-czarny wzór. Na wierzch wysypać wiśnie i wcisnąć je nieco w środek (nie wszystkie). Piec w temp. 175 stopni przez około 45-50 minut. Wyjąć, gdy patyczek wbity w ciasto w środkowej części wychodzi z niego suchy.

Smacznego,

Basia

Wiśnie, wiśnie!

komentarze 2

Wiśnie to dla mnie szczególne owoce. Gdy byłam dzieckiem uwielbiałam kompot wiśniowy.  Ale pamiętam, że to był bardzo świąteczny kompot i raczej rzadko pojawiał się na stole. Chyba wyłącznie w niedziele albo przy okazji specjalnych uroczystości.

Być może dlatego wiśnie, to nie są dla mnie zwykłe letnie owoce, tak jak na przykład czereśnie czy agrest.

Wiśnie, z ich niepowtarzalnym smakiem i aromatem są wyjątkowe. Są  takie szlachetne. Ich dodatek sprawia, że danie nabiera elegancji i klasy.

Jedyna ich wada, to konieczność drylowania owoców. Czynność czasochłonna i grożąca poplamieniem ubrań jednocześnie.

(A przy okazji, czy wiecie, że najlepszym sposobem usunięcia ŚWIEŻYCH plam z soków owocowych jest po prostu wrzątek? Sprawdziłam, zawsze działa!)

Tym razem wykorzystałam do drylowania wiśni mojego Męża, któremu całkiem sprawnie to poszło.

Tak więc wspólnym siłami udało nam się wyczarować bardzo fajne ciasto.

Nie ma to jak wiśnie!  🙂

Ciasto z wiśniami

tortownica o śr. 24 cm

250 g miękkiego masła

250 g cukru demerara

2 kopiate łyżeczki proszku do pieczenia

3 jajka

370 g mąki

250 g śmietany kwaśnej 18 %

naturalna esencja waniliowa

500 g wiśni

cukier puder po sypania z wierzchu

W robocie utarłam cukier z masłem i jajkami. Dodałam mąkę z proszkiem, śmietanę i wanilię.

Dno i boki tortownicy wyłożyłam papierem do pieczenia, a następnie włożyłam warstwę ciasta, na niej poukładałam część wiśni, potem znów ciasto i znów trochę wiśni i znów ciasto. Na wierzchu położyłam też trochę wiśni i lekko wcisnęłam je w ciasto. Miałam wrażenie, że ciasto jest na tyle twarde, że wiśnie się nie zatopią  w nim same i obawiałam się, że mogą się przypalić, zanim ciasto się upiecze.

Piekłam ciasto w piekarniku ustawionym na około 170-180 stopni przez około godzinę. Po wyjęciu posypałam cukrem pudrem.

Smacznego,

Basia

Facebook

Likebox Slider for WordPress