Lukrowanie pierników

Komentarzy - 7

Za tydzień o tej porze będzie już prawie po Świętach… No bo jak minie Wigilia i pierwszy dzień Świąt, to właściwie już jest po…

Nie wiem, czy to ze względu na tegoroczną niezimową pogodę w grudniu, czy na brak czasu na celebrowanie przedświątecznych przygotować, ale zupełnie nie czuję nadchodzącego Bożego Narodzenia.

Nawet dzisiejsza wizyta na Rynku (Głównym w Krakowie, oczywiście) nie nastroiła mnie szczególnie świątecznie :-(

Jednak bez względu na to, czy to czuję, czy nie, za tydzień mamy Boże Narodzenie i trzeba się do niego przygotować.

Jak to zwykle bywa na Wigilię, spotkamy się w rodzinnym gronie u nas w domu, ale niestety w trochę mniejszym składzie, niż przed rokiem. Siostra spędzi ten wieczór w pracy na lekarskim dyżurze w szpitalu, a Brat ze swą Rodziną przybędzie dopiero w niedzielę.

Na szczęście reszta członków rodziny jest na miejscu i w dziesięcioosobowym składzie spotkamy się na kolacji wigilijnej przy naszym stole.

Tradycyjnie każda z Pań przygotuje to, co umówione i jak zwykle minimum 12 potraw znajdzie się na stole.

Z nieoficjalnych źródeł wiem, że podobno mają być również jakieś nowości!

My z Córką, poza tym, co zwykle przygotowujemy na Święta, zaplanowałyśmy upieczenie specjalnego świątecznego tortu, ale o nim napiszę wkrótce.

Tymczasem, zgodnie z planem,  polukrowałyśmy pierniki!

Zajęło nam to dwa dni. Celowo podzieliłyśmy pracę na sobotę i niedzielę, żeby uniknąć znużenia i zmęczenia ślęczeniem nad piernikami.

W zeszłym roku wypróbowałyśmy takie rozwiązanie i w tym roku zrobiłyśmy podobnie. Dzięki temu lukrowanie blisko 130 mniejszych i większych: choinek, gwiazdek, aniołów, reniferów, butów, bałwanów i serc  było naprawdę przyjemne od początku do końca.

I nawet szwy na kciuku Córki nie zepsuły tego :-)

Jedyna tegoroczna zmiana w procesie zdobienia pierników, jaka wystąpiła w wyniku urazu kciuka, to przekazanie odpowiedzialnego zadania utarcia lukru urządzeniu Kitchen Aid.

I to był świetny pomysł! Robot poradził sobie z tym zadaniem rewelacyjnie i wygląda na to, że pałka i makutra mają już wolne na tę okoliczność :-)

Pozdrawiam,

Basia

Lukrowanie pierników

Komentarzy - 2

Przyszedł czas na lukrowanie pierników.

Okazuje się, że upiekłam ich całe mnóstwo!  Zdecydowałyśmy więc z Córką, że rozłożymy pracę na dwa dni. Z doświadczenia wiemy, że po dłuższym czasie siedzenia  nad piernikami lukrowanie i zdobienie ich przestaje być już taką przyjemnością, jak na początku…

Najpierw przygotowałyśmy nasz „warsztat  pracy”:

barwniki, talerzyki na których rozrabiamy kolorowe lukry, wykałaczki  (najlepsze przybory do precyzyjnego nakładania lukru), groszki, maczki i inne cukiereczki do zdobienia.

Potem Córka zrobiła lukier, od dawna to ona właśnie uciera go w glinianej makutrze.

Pamiętam,  że jako dorastająca dziewczynka,  była bardzo dumna, kiedy mówiłam, że u nas w domu to ona właśnie jest specjalistką od ucierania lukru.

Najładniejszy lukier, to jest lukier z białek ucieranych z cukrem. My z Córką najbardziej lubimy, kiedy lukier jest cytrynowy, z dodatkiem  esencji cytrynowej i sporej j ilości soku  cytrynowego.

Niestety taki lukier po kilku dniach traci połysk i  jednolity kolor,  robi się jakby „oszroniony”. Dlatego pozostajemy przy tradycyjnej recepturze, takiej według której robi moja Mama. jej lukier jest zawsze pięknie błyszczący, nawet po wielu dniach.

Przepis na kwaskowy, cytrynowy lukier zostawiamy do baby wielkanocnej!

Nasz dzisiejszy lukier zrobiony był w proporcji  1 białko: 100g cukru pudru. Dałyśmy tylko odrobinę cytryny i  naturalnej esencji cytrynowej.

Dobry lukier jest bardzo ważny, ale nie mniej ważne są barwniki spożywcze.

Bez nich nie ma kolorowego lukru, przecież!  Teraz można już chyba kupić je w dobrych delikatesach, ja jednak z przyzwyczajenia ciągle przywożę je z Londynu. Poza tym tam jest znacznie lepszy wybór kolorów.

Również bez  kolorowych cukiereczków, perełek, groszków,  maczków itp. nie byłoby tej zabawy.

Wyszukuję ich  więc przez cały rok, tu i tam, gdziekolwiek jadę i gromadzę ich zapasy.  Ogromną radość sprawiają nowe wzory, kształty i kolory.

I tak zabieramy się w końcu za lukrowanie.

Cały stół  mamy zastawiony  piernikami, talerzykami z lukrem  i tymi wszystkimi potrzebnymi  do pracy rzeczami, o których wspomniałam.

Dzisiaj zdobiłam głównie anioły ( jakoś dużo ich w tym roku powycinałam) i parę choinek, Córka – renifery i dużo małych serduszek i gwiazdek.

Bo ja zasadniczo jestem od dużych form, a Córka od małych :-)

Na jutro zostają serca, choinki, buty, księżyce, gwiazdy i mnóstwo przeróżnych maleńkich pierniczków.

Część z pierników pokrywamy też czekoladą i siekanymi, prażonymi orzechami.

…Zwykle to jest wtedy, gdy już nie mamy siły na dalsze lukrowanie…

Ale jutro jeszcze ciąg dalszy lukrowania.

Zatem do jutra!

Basia

Lukrowania pierników dzień pierwszy

Komentarzy - 2

Pierwsze tegoroczne pierniki już polukrowane!

Na następny raz, pewnie na następną niedzielę, została mniej więcej połowa wszystkich upieczonych.

No i w rezultacie nie lukrowałam dziś sama. Mąż, który przeczytał na blogu, że będę sama zdobić pierniki, bo Córka wyjechała,  poczuł się urażony tym, że jego nie wzięłam pod uwagę.

Pamiętam, że bardzo dawno temu, jakoś przed ślubem, albo na początku małżeństwa, faktycznie towarzyszył podczas lukrowania…

No i dziś znów dzielnie uczestniczył w tym dziele :-)

Najpierw musiałam przygotować warsztat pracy :  lukier, barwniki, perełki cukrowe do zdobienia, talerzyki, łyżeczki, wykałaczki, tace, ręczniki papierowe etc.

A potem było mieszanie lukru z barwnikami, misterne rozprowadzanie wykałaczką kolorowej masy na pierniczkach, precyzyjne układanie perełek i innych cukiereczków.

A oto część dzisiejszego urobku:

 

Pozdrawiam,

 

Basia

 

 

Best Ever Brownie i pieczenie pierników

Komentarzy - 8

Cóż, niestety muszę przyznać się, że zapomniałam Wam napisać o tym, że nastawiłam ciasto na pierniki. A nastawiłam je już parę tygodni temu… A dziś z Córką  upiekłyśmy pierniki, bo przecież za 4 tygodnie już Wigilia! A pierniki muszą mieć czas, żeby zmięknąć i nabrać odpowiedniej piernikowej konsystencji.

Na szczęście w zeszłym roku pisałam o piernikach kilkukrotnie, po raz pierwszy, kiedy nastawiłam ciasto http://www.rozkoszepodniebienia.com/?p=802 , potem kiedy je upiekłam http://www.rozkoszepodniebienia.com/?p=822 a następnie relacjonowałam dekorowanie pierników tuż przed Bożym Narodzeniem http://www.rozkoszepodniebienia.com/?s=lukrowanie+piernik%C3%B3w

W tym roku byłoby to już nudne, prawda?

Dlatego tylko informuję, że temat pierników jest pod kontrolą :-)

A zanim przyjdzie czas na ich lukrowanie polecam upieczenie przepysznego brownie  z dodatkiem ricotty i wiśni.

To jet zmodyfikowany przez moją Córkę przepis pochodzący z książki Brownies autorstwa Lindy Burum.

Piekłam to ciastko po raz pierwszy, ale z pewnością  nie ostatni!

Najlepsze brownie :-)

warstwa serowa:

250 g sera ricotta

1 łyżeczka naturalnej esencji waniliowej

45 g bardzo miękkiego masła

65 g cukru

1 duże jajko

4 łyżeczki mąki ziemniaczanej

do miękkiego masła dodawać stopniowo odsączoną z serwatki  ricottę i miksować, dodać resztę składników i wszystko razem miksować, odstawić.

warstwa czekoladowa:

150 g czekolady gorzkiej 70%

90 g masła

95 g mąki

1/4 łyżeczki sody oczyszczonej

1/4 łyżeczki soli

2 duże jajka

1 łyżeczka naturalnej esencji waniliowej

135 g cukru

200-250 g wydrylowanych wiśni ( użyłam mrożonych, ale rozmroziłam je przed pieczeniem)

rozpuścić czekoladę z masłem w kąpieli wodnej albo w kuchence mikrofalowej (ja rozpuściłam w kuchence mikrofalowej), dokładnie wymieszać i ostudzić. Ubić jajka z cukrem i ciągle ubijając dodać rozpuszczoną czekoladę.  Osobno w misce wymieszać mąkę, sodę oczyszczoną i sól i dodać  ciągle miksując do czekoladowej masy.

Przełożyć 2/3 masy czekoladowej do formy (ja wcześniej wyłożyłam formę o wymiarach ok 20 cm X 30 cm papierem do pieczenia), następnie przykryć równomiernie warstwą ricotty, a na wierzch  równomiernie wylać pozostałą masę czekoladową. Następnie, za pomocą noża, wykonać zygzaki tak, aby masy nie pomieszały się, a jedynie stworzyły biało-czarny wzór. Na wierzch wysypać wiśnie i wcisnąć je nieco w środek (nie wszystkie). Piec w temp. 175 stopni przez około 45-50 minut. Wyjąć, gdy patyczek wbity w ciasto w środkowej części wychodzi z niego suchy.

Smacznego,

Basia

Lukrowania pierników dzień drugi i kutia

Komentarzy - 2

Lukrowanie pierników skończone.

Jest ich naprawdę dużo, jak widzicie! A dzięki rozłożeniu pracy na dwa dni nie było momentu zwątpienia:-)

Z tego powodu mamy mało pierników z czekoladą…

W tym roku pojawiła się u nas nowa metoda zdobienia lukrem, dzięki mojej koleżance Dorocie.

Dostałam w prezencie prześliczne pierniczki jej produkcji i właśnie u niej podpatrzyłyśmy z Córką  nowy, bardzo interesujący  sposób.

Cieniutka linia lukru (u Doroty białego, u nas również kolorowego) to nowy pomysł dekorowania. Bardzo ciekawy efekt!

Kiedy zobaczyłam po raz pierwszy, myślałam, że to bardzo trudne. W rezultacie okazało się, że wcale nie.  Nowa metoda urozmaiciła naszą dotychczasową i w tym roku pierniki są naprawdę przeróżne.

Myślę, że również dzięki temu nie nudziła nam się praca z piernikami, a jest ich pewnie ze dwieście.

Do jutra pierniki poleżą na wierzchu, jutro wrócą do pudełka i będą czekać na ich czas.

A ja zabieram się za przygotowania do Świąt.

Tradycyjnie  Wigilia odbędzie się u nas w domu, będzie pewnie 15 osób.

Potrawy wigilijne przygotowuję nie tylko ja, również moja Mama, Teściowa i  Siostra.

Podajemy potrawy wywodzące się z rodzinnych  domów Rodziców.

Jak zwykle ja robię barszcz ( kisi się już od paru dni kwas buraczany), kutię, kompot z suszonych śliwek, sałatkę śledziową. W tym roku chcemy z Córką zrobić jeszcze  kulebiak z rybą.

Poza tym będą uszka w barszczu produkcji mojej Mamy i również  jej produkcji paluszki z makiem.

Siostra robi sałatkę z kiszonej kapusty z fasolką perłową, Teściowa przygotuje pierogi z kapustą i grzybami, smażonego karpia, kapustę z grzybami.

Potraw musi być minimum 12, choć  zwykle jest ich jednak więcej, jeśli policzyć opłatek (co podobno  się robi) i  ciasta na deser:-)

Bakalie na kutię już pokroiłam. Kutia, to potrawa podawana w domu mojego Taty i według tamtej receptury  ją przygotowuję.

Przyznam, że nie jestem fanką większości  potraw wigilijnych, przygotowuję je i jem, bo taka jest tradycja, jednak kutię  bardzo lubię!  Daję do niej mnóstwo bakalii, prażone orzechy włoskie, laskowe i migdały, morele suszone i śliwki, smażoną skórkę pomarańczową, rodzynki , a ostatnio również smażoną pigwę, która dzięki swemu kwaskowemu smakowi przełamuje monotonię słodyczy pozostałych bakalii.

Jeszcze tylko ugotowana pszenica, taka pozbawiona wierzchniej łuski, mielony mak i dużo miodu. Tyle miodu, żeby rzucona przez gospodarza porcja kutii przykleiła się do powały, jak mówi tradycja :-)

Basia

Pierniki 2013

Brak komentarzy

A oto krótka relacja z lukrowania i zdobienia tegorocznych pierników.

Z kilkudniowym opóźnieniem wprawdzie ją zamieszczam, ale  przecież lepiej późno, niż później :-)

Serdecznie  pozdrawiam   wszystkich, którzy zechcieli tu zajrzeć i popatrzeć na tegoroczną naszą „produkcję” i bardzo dziękuję Wam, że jesteście :-)

Basia

 

 

 

 

Przygotowania świąteczne

Komentarzy - 4

Dzisiejszy, ostatni przedwigilijny dzień był naprawdę niezwykle pracowitym dniem.

I teraz na koniec dnia muszę przyznać, że  jeśli chodzi o aspekt kulinarny, to sytuacja wydaje się być opanowana. Czyli dania wigilijne i świąteczne niemal gotowe!

Barszcz czerwony ugotowany, sałatka śledziowa zrobiona, podobnie z pasztetem, kompotem, paluszkami z makiem i chlebem. Jutro zostaje tylko zrobienie kulebiaka z łososiem i szpinakiem, kutii, a właściwie tylko połączenie maku, pszenicy i bakalii, bo wszystkie składniki czekają już przygotowane.

Resztę potraw wigilijnych przygotowują inni uczestnicy naszej Wigilii, Mama, Siostra i Teściowa, bo w tym roku znów będziemy w komplecie, zasiądziemy u nas w domu do stołu w gronie czternastu osób :-)

Dzisiaj również lukrowaliśmy resztę pierników. I muszę powiedzieć, że było to lukrowanie wielopokoleniowe. Poza mną, Córką i Mężem, który przysiadł z nami na jakieś 2 czy 3 pierniki, udało się namówić też Mamę na lukrowanie! Wprawdzie najpierw się wzbraniała, ale szybko dała się przekonać i chyba nawet spodobało jej się to lukrowanie i zdobienie pierników 😉

 

A kiedy my w kuchni gotowałyśmy i piekły, Mąż na zewnątrz ubierał dom w światełka. I teraz jest naprawdę pięknie i świątecznie oświetlony. Jutro  rano ubieranie choinki i  chyba możemy zaczynać Boże Narodzenie!

Wesołych Świąt!

 

Basia

Ciasto z czekolady i orzechów

Brak komentarzy

Święta  coraz bliżej, czas zabrać się poważnie za  przygotowania.

Jutro będę lukrować pierwszą partię pierników. Z doświadczenia wiem, że najlepiej tę pracę rozłożyć na dwa dni. Przy takiej ilości pierników, jaką piekę, jeden dzień jest niewystarczający na lukrowanie, bo zmęczenie w pewnym momencie odbiera entuzjazm i radość z tej naprawdę ulubionej czynności.

Tym razem będę lukrować pierniki sama, bo Córka wyjechała na weekend :-(

Na szczęście  kolejną partię, za tydzień, bedziemy zdobić już razem!

Ale zanim zabiorę się za pierniki, postanowiłam upiec jakieś fajne ciasto.

Z książki „Bake it”, o której już parokrotnie Wam wspominałam, zaczerpnęłam przepis na ciasto z czekolady i orzechów. Biorąc pod uwagę składniki potrzebne do jego wykonania, to ciasto nie mogło nie być pyszne :-)

 

Ciasto z czekolady i orzechów

150 g gorzkiej czekolady połamanej na kawałki

150 g drobnego cukru

125 g miękkiego masła

5 jajek (oddzielone żółtka od białek)

łyżeczka cynamonu

1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

200 g zmielonych orzechów laskowych

40 g kakao

 

cukier puder do posypania (opcja)

bita śmietana z dodatkiem wanilii i cukru pudru ( opcja, ale bardzo wskazana!)

 

Rozgrzać piekarnik do około 170 stopni.

Czekoladę rozpuścić w kąpieli gorącej albo w kuchence mikrofalowej. Ja, jak zwykle,  zrobiłam to w kuchence mikrofalowej. Wymieszałam czekoladę i zostawiłam, żeby przestygła.

W misce robota miksowałam miękkie masło z cukrem na puszystą masę, następnie dodawałam po jednym żółtku i dalej ubijałam.

Następnie dodałam ostudzoną czekoladę, kakao, proszek do pieczenia, mielone orzechy i  wszystko dalej miksowałam.

Ubiłam pianę z białek z dodatkiem szczypty soli, na koniec dodałam do piany cynamon.

Pianę wymieszałam delikatnie z masą czekoladową, a następnie przełożyłam  do tortownicy o średnicy około 20 cm wyłożonej papierem do pieczenia na dnie. Brzeg tortownicy był natomiast wysmarowany masłem.

Piekłam około 45 minut, wyjęłam, kiedy patyczek wbity do ciasta, wyjmowałam całkiem suchy.

 

Ciasto można posypać przed podaniem odrobiną cukru pudru.

I bardzo pasuje do ciasta  odrobina ( lub więcej niż odrobina :-) ) dobrej bitej śmietany z dodatkiem naturalnego ekstraktu wanilii i cukru pudru.

Smacznego,

 

Basia

 

 

 

Facebook

Likebox Slider for WordPress