Archwium dla ·

muffinki i babeczki

· Kategoria...

Malinowa wajgelia i muffinki

komentarze 4

Mój ogród najpiękniejszy jest wiosną, kiedy kwitną krzewy.

Potem już nie jest tak kolorowo, niestety.

Wprawdzie taras zdobią surfinie i inne kwiaty w donicach, ale ogród jest po prostu głównie zielony.

Nie jestem zapaloną ogrodniczką, to po pierwsze. Poza tym najzwyczajniej nie mam czasu na pielęgnowanie ogrodu. Staram się więc posadzić choć nasturcje i słoneczniki, żeby latem móc cieszyć nimi oko, a dodatkowo mieć z czego układać w wazonie bukiety.

No i właśnie ogromną  przyjemność zrobiła mi wajgelia. Znów zakwitła!

Ona czasem kwitnie powtórnie w okolicy września  i choć znacznie mniej obficie, to zaraz  robi się troszkę weselej ogrodzie.

Ona ma piękny malinowy kolor.

I bardzo pasuje do moich ostatnich muffinek  z brzoskwinią i malinami 🙂

Możecie już być zmęczeni muffinkami, nie dziwię się.

Jednak piszę o nich tym razem głownie dlatego, że zrobiłam je trochę inaczej niż zwykle  z owocami.

Bardzo mi przypadł do gustu ten przepis. Babeczki są zarazem wilgotne i puszyste, bardzo smaczne.

Miłośnicy muffinek, spróbujcie ich,  Wam też się spodobają!

Muffinki z brzoskwiniami i malinami (nowa wersja)

200g mąki

2 łyżeczki proszku do pieczenia

3 jajka

130 g miękkiego masła

180 g cukru demerara

180g jogurtu naturalnego

spora,  dojrzała,  ale nie bardzo miękka brzoskwinia pokrojona w kosteczkę

maliny( po około 3-4 sztuki  na jedną babeczkę)

Nagrzałam piekarnik do około 190-200 stopni.

Ubiłam w misce mikserem masło z cukrem. Szczerze powiedziawszy nie była to jeszcze całkiem gładka masa, kiedy  dodałam do niej jajka. Następnie dodałam jogurt i chwilę jeszcze miksowałam, dodałam mąkę i proszek do  pieczenia i jeszcze chwilę miksowałam.

Do masy dodałam pokrojoną brzoskwinię i wymieszałam lekko łyżką.

Do papilotek wkładałam porcję  masy a następnie do każdej miseczki  lekko wciskałam kilka malin.

Nie wiedziałam, jak ciasto urośnie, więc nakładałam niedużą porcję do papilotek. Wyszło 18.

Wyrosły niezbyt dużo, niewiele ponad wysokość papilotki. Można zrobić zatem mniej większych.

Ale myślę, że na 12 papilotek to tego ciasta jest za dużo.

Piekłam je około 15 minut, aż były złociste z wierzchu. Zanim wyjęłam z piekarnika sprawdziłam wbijając w nie patyczek. Kiedy był suchy, wyjęłam  muffinki i pozwoliłam im nieco wystygnąć,  zanim przełożyłam  je z formy muffinkowej na talerz.

Basia

Muffinki z morelami i czekoladą

Brak komentarzy

Lubię jeść śniadanie na tarasie.

I nawet, jeśli to ma być szybkie śniadanie,  wolę je na tarasie niż w domu. Myślę sobie wtedy, że niedługo już nie da się wychodzić rano na taras, żeby nie zmarznąć. I bardzo mnie to martwi, bo ciepłolubne jest ze mnie zwierzę!

Wykorzystuję więc lato, ile się da! I szczerze powiem, nie wiem kiedy ostatnio jedliśmy śniadanie wewnątrz domu? Może w jakiś mocno  nieprzyjemny dzień, kiedy deszcz ostro zacinał i zadaszenie tarasu było niewystarczające, żeby uchronić  nas przed zmoknięciem.

Tak więc wychodzimy zjeść śniadanie na tarasie codziennie rano, i choć mam gęsią skórkę i wkładam na siebie ciepłą bluzę, postanowiłam nie zrażać się tym i być dzielną.

Dziś rano poczułam niestety  wyraźnie już nadchodzącą jesień. Choć słonecznie, było jednak rześko i wietrznie,  a słońce już nie tak wysoko jak kilka tygodni temu.

Jedyna korzyść z tego, to fakt , że nie jest już tak bardzo gorąco  i można włączyć piekarnik i wreszcie coś upiec 🙂

A ja dawno nie robiłam przecież  muffinek na słodko!

Najwyższa więc na nie pora.

Muffinki z morelami i czekoladą

200g mąki

1 jajko

70 g oleju

150 ml mleka

2 łyżeczki proszku do pieczenia

½ łyżeczki sody

szczypta soli

150 g cukru

sok z  około ½ cytryny

cukier puder do posypania gotowych babeczek

około 200-250 g moreli świeżych, wypestkowanych, pokrojonych na małe kawałki.

około 50-70 g czekolady gorzkiej posiekanej na drobne kawałki.

cukier puder do posypania z wierzchu gotowych muffinek.

Włączyć piekarnik, żeby nagrzał się do około 200 stopni. W formie do muffinów ułożyć papilotki.

Wszystkie składniki  ciasta dobrze wymieszać w misce, na koniec dodać pokrojone na kawałki morele i czekoladę, wszystko  delikatnie, ale jednocześnie  bardzo starannie wymieszać. Delikatnie przełożyć  masę porcjami  do papilotek.

Wstawić do piekarnika na około 30 minut, gdy wyglądają na upieczone, sprawdzić jeszcze wbitym patyczkiem. Jeśli jest suchy, można   śmiało muffinki  wyciągać z pieca!

Tylko jeszcze  trzeba posypać  je cukrem pudrem i można jeść!

Ciepłe muffinki będą miały  wewnątrz roztopione czekoladowe kawałki , ale gdy babeczki wystygną, również czekolada wewnątrz nich stężeje.

Smacznego!

Basia

Muffinki dla Dorotki

komentarze 2

Dziś było pierwsze moje podejście do muffinek niesłodkich.

Moja koleżanka Dorota zapytała mnie ostatnio, czy mam jakiś fajny przepis na takie właśnie wypieki.

Niestety, musiałam zaprzeczyć. Do tej pory nigdy takich jeszcze nie robiłam.

Ale od pewnego czasu właśnie myślałam o wypróbowaniu muffinek na słono, jednak planowałam to robić jesienią, biorąc pod uwagę aktualne upały.  Pytanie Doroty jednak  zmobilizowało mnie do tego, żeby je upiec teraz.

Nie bardzo chciałam całkowicie eksperymentować i wymyślać przepis,  pomyślałam że na pierwszy raz wypróbuję jakiś znaleziony. Zajrzałam na stronę Nigelli Lawson, gdzie jest kilka przepisów na muffinki na słono, wśród kilkudziesięciu słodkich.

Ja często  gotuję według jej pomysłów, czy choćby inspiruję się przepisami Nigelli. I muszę przyznać, że rzadko zdarzają jej się wpadki. Choć oczywiście nie wszystko olśniewa.

Jednak jeśli chodzi o jej muffinki, to w ciemno można piec.

Ten przepis jednak nie jest autorstwa Nigelli, ale pomyślalam, że skoro jest u niej na stronie, to zapewne jest wypróbowany i można bez obawy z niego skorzystać.

Zachęcające w nim jest również to, że wśród składników potrzebnych do pieczenia jest cukinia!

A tej, jak wiecie u mnie dostatek 🙂

Proporcje w tej recepturze oraz czas pieczenia przewidziane są na minimuffinki.

Ja chciałam upiec normalnej, standardowej wielkości babeczki, więc trochę zmieniłam parametry.

Muffinki z serem i cukinią

na 12 sztuk standardowej wielkości

200g mąki

2 jajka

100g sera utartego, ja dałam Djugas. Może być też Parmezan, Cheddar czy Comte np.

2 małe cukinie lub 1 średnia. Utarte na tarce z grubymi oczkami i bardzo dobrze odciśnięte.

2 łyżeczki proszku do pieczenia

2 łyżki oliwy

pieprz świeżo zmielony

sól- trzeba uważać z soleniem, bo ser jest słony. Proponuję dać sporą szczyptę i spróbować. Może wystarczy? Mnie tak!

150  ml mleka

ja dałam jeszcze ząbek czosnku rozgnieciony i  listki świeżego oregano.

Rozgrzałam piekarnik do 180 stopni .

W misce wymieszałam mąkę, proszek do pieczenia i  utarty ser.

W osobnej misce rozbiłam mikserem jajka, oliwę, mleko i cukinię.

Połączyłam składniki, dodałam przyprawy.

Do formy na muffinki wyłożonej papilotkami przełożyłam masę i wstawiłam do nagrzanego piekarnika. Piekłam 35 minut, wilgotna cukinia  sprawia, że ciasto musi mieć wystarczająco dużo czasu, żeby się upiekło.

Muffinki wyszły naprawdę pyszne! Polecam.

Miały tylko jedną wadę, trudno je było oderwać od papilotek. I nie wiem, czy papilotki były jakieś nienajlepsze( pierwszy raz używałam właśnie tych, czyli  kupionych kiedyś w Czechach i również czeskiej produkcji), czy wynikało to z niewielkiej ilości tłuszczu w cieście ( tylko 2 łyżki oliwy i tłuszcz  zawarty w serze)? Następnym razem  ( z pewnością niedługo to będzie) upiekę w innych papierkach i opowiem Wam, jak wyszło.

Czasem  tak się zdarza, kiedy muffinki  zjada się zaraz po upieczeniu ,  natomiast zostawione  na kilka godzin czy do następnego dnia,  już łatwo odchodzą od papierków. I nie jestem pewna, czy tym razem  uda mi się sprawdzić, czy podobnie będzie z tymi, …  bo już zostały  tylko dwie i nie wiadomo jak długo potrwa ten stan . Mimo tej niedogodności z papilotkami 🙂

Basia

Owsiane muffinki

Brak komentarzy

Właściwie, to całkiem jestem zadowolona, że pogoda się zmieniła i ochłodziło się.

Wprawdzie uwielbiam lato i wysokie temperatury, ale  też bardzo już stęskniłam się za pieczeniem.

Spadek temperatury na zewnątrz o kilkanaście stopni dał mi wreszcie możliwość włączenia piekarnika.

Zaczęłam zastanawiać się nad tym, co upiec? Na co mam ochotę?

Pomyślałam, że przy tej pogodzie chętnie zjadłabym coś niekoniecznie  bardzo letniego i jednocześnie  niezbyt słodkiego.

Poszukałam w moich książkach kucharskich jakiegoś odpowiedniego przepisu i znalazłam  u Lindy Collister w „Cakes and bakes” recepturę,  która wydała mi się na dziś interesująca, owsiane muffinki z brzoskwinią

To może być doskonałe śniadanie dla tych, którzy lubią je jadać na słodko, albo może stanowić  niezłą alternatywę porannego posiłku dla jedzących muesli  lub inne płatki .

Można je również zjeść jako dodatek do herbaty czy kawy, na przekąskę czy podwieczorek.

Bardzo dobrze smakują z dodatkiem dżemu malinowego albo jeżynowego.

Myślę, że również można te muffinki posmarować masłem orzechowym albo nutellą.

Najlepiej jeść je kiedy są jeszcze ciepłe, a jeśli zostaną do następnego dnia, to  można przed podaniem włożyć je do nagrzanego piekarnika na chwilę.

I tak pewnie jutro zrobię 🙂

Owsiane muffinki z brzoskwiniami

na 12 sztuk

100 g płatków owsianych

300ml kefiru ( w oryginalnym przepisie była maślanka, ale ja miałam w domu tylko kefir)

50 g cukru demerara

50 g ciemnego cukru muscovado

( w oryginale był jasny muscovado, ale nie miałam takiego, więc dałam pól na pół ciemny i demerarę)

1 jajko

200 g mąki

90 g roztopionego masła ( można dać zamiast masła olej roślinny)

1 łyżeczka  proszku do pieczenia

½ łyżeczki sody oczyszczonej

½ łyżeczki gałki muszkatołowej mielonej

½ łyżeczki cynamonu

2 dość dojrzałe brzoskwinie, wypestkowane i  pokrojone w kostkę

Włączyłam piekarnik, żeby się nagrzał do około 200 stopni

Do miski wsypałam płatki i zalałam je kefirem na około 15 minut. Dodałam  cukier, jajko, proszek do pieczenia, przyprawy i roztopione masło i wymieszałam dobrze.  Na koniec dodałam pokrojone brzoskwinie i szybko jeszcze raz wymieszałam.

Masę przełożyłam do formy na muffinki  wyłożonej papilotkami,  wstawiłam do piekarnika.

Po około 20 minutach sprawdziłam patyczkiem czy już się upiekły, a następnie  wyjęłam je z piekarnika i zostawiłam żeby przestygły nieco. Przełożyłam muffinki na talerz i zgodnie z zaleceniem spróbowałam ich z domowym dżemem od Ewy , zanim  jeszcze zdążyły wystygnąć.

Basia

Podwieczorek na trawie

Brak komentarzy

Na podwieczorek (najlepiej na trawie!)  proponuję muffinki.

Tym razem z brzoskwiniami i lukrem cytrynowym.

Kiedy zauważyłam dziś w sklepie brzoskwinie, pomyślałam że dawno nie piekłam ciasta z tymi owocami.

W sumie to logiczne, ciągle jeszcze mamy wiosnę, więc skąd brzoskwinie?

Z jakiegoś ciepłego kraju, zapewne!

Może to jest nierozsądne, bo  przecież powinniśmy jeść to, co rośnie blisko nas i nie musi podróżować tysięcy kilometrów, pryskane  wcześniej środkami zabezpieczającymi je przed zepsuciem

Ale czasem potrzebna jest w życiu odrobina szaleństwa…  albo chociaż trochę egzotyczny owoc!

Brzoskwinie nie są już oczywiście zbytnio egzotyczne dla nas, ale jednak nie są owocami dojrzewającymi w Polsce z początkiem czerwca.

Zresztą te importowane nie są wcale wystarczająco smaczne i soczyste, żeby  się  nimi zajadać.

Ale do ciasta czy muffinek, można ich oczywiście użyć z powodzeniem!

Choćby tylko dla odmiany,  po serii truskawkowych deserów i wypieków!

Muffinki z  brzoskwiniami i cytrynowym lukrem

250 g mąki

szczypta soli

2 łyżeczki proszku do pieczenia

½ łyżeczki sody oczyszczonej

1 jajko

80 g masła roztopionego

50 ml świeżego soku z cytryny

skórka otarta z całej cytryny

150 ml mleka ( najlepiej tłustego)

100-120 g cukru ( zależy od tego , czy owoce są bardzo słodkie, czy nie)

około 300g świeżych brzoskwiń pokrojonych w małą kosteczkę

lukier:

4 łyżki cukru pudru

sok z około ¼ cytryny świeżo wyciśnięty

Nagrzałam piekarnik do około 180-200 stopni.

W misce wymieszałam energicznie wszystkie składniki ciasta na muffinki .

Gdy było dokładnie wymieszane,  dodałam pokrojone owoce i jeszcze raz wymieszałam.

Do formy na muffinki wyłożonej papilotkami nałożyłam masę. Masy było dużo,  z powodu dużej objętości owoców.  Można kłaść masę do pełnej wysokości papilotki, bo owoce nasiąkną i ciasto nie wyrośnie aż tak, żeby miało wypłynąć z papierków.

Całą ilość ciasta zmieścicie w 12 standardowych papilotkach.

Piekłam około 25 minut, aż były złote a patyczek, wsadzony w ciastko wychodził suchy.

Wyjęłam z piekarnika gotowe muffinki i zostawiłam, żeby wystygły.

Przygotowałam lukier. Do miseczki z cukrem pudrem wlewałam stopniowo sok z cytryny, świeżo wyciśnięty, szybko i dokładnie  mieszałam. Wlałam tylko tyle soku, żeby lukier był gęsty.

Polałam górę babeczek lukrem i posypałam kolorowymi  cukiereczkami-maczkiem.

Najlepsze były wtedy, gdy już  całkiem wystygły,  a  słodko-kwaśny lukier spenetrował nieco babeczki,   troszkę wsiąkając w ich cytrynowe ciasto.

Baasia

Bananowe muffinki z migdałami i czekoladą

komentarzy 9

Uwielbiam piec muffinki!

Mówiłam Wam to już?

Pewnie tak…, bo ja naprawdę to uwielbiam!

Ogromną  przyjemność sprawia mi  pieczenie  pysznych  muffinek  w ładnych papilotkach. I myślę, że te muffinkowe koszulki są naprawdę  ważne,  bo dodają im  urody .

Dlatego wykorzystuję każdą okazję, żeby kupić nowe (najchętniej  kolorowe!)  papierowe miseczki  na muffinki.

I najlepiej, żeby papilotki były różnej wielkości , przewidziane na wypieki na różne okazje. Czasem  przecież  potrzebne są całkiem małe,  na takie mini muffinki, czasem większe , a czasem jeszcze większe! Wobec tego zawsze muszę być przygotowana na każdą okoliczność i mieć w zanadrzu to, co może być niezbędne.

Dzisiaj, kiedy zabrałam się za pieczenie muffinek wybrałam te papilotki, które właśnie ostatnio przyjechały ze mną z Londynu. To była ich premiera!

One są trochę mniejsze niż zwykle, dlatego  z przepisu  na 12 sztuk muffinek bananowych upiekłam 18.

Ale to przecież ma jedną ogromną zaletę, można ich więcej zjeść !

Bananowe muffinki  z migdałami i czekoladą

250 g mąki

3 bardzo dojrzałe banany

2 jajka

100g oleju roślinnego

1 ½ łyżeczki proszku do pieczenia

szczypta soli

100 g cukru

50 g migdałów

2 łyżki chipsów czekoladowych albo  kawałek czekolady gorzkiej (30g )pokrojonej na małe kawałki

Potrzebna jest forma na muffinki  i 12 standardowych papilotek ( jeśli mniejsze, to więcej. Jeśli  większe -na przykład kolorowe, kupione ostatnio w  Ikei – to mniej )

Nagrzałam piekarnik do 180 stopni.

W misce zmiksowałam dokładnie banany i odstawiłam na chwilę.

W innej misce zmiksowałam jajka, cukier, olej, sól, mąkę, proszek do pieczenia. Do tego dodałam zmiksowane banany i jeszcze chwilę miksowałam.

Na suchej patelni wyprażyłam migdały  ( nie obrałam ich ze skóry), a kiedy trochę przestygły, posiekałam je grubo.

Do ciasta bananowego dodałam posiekane migdały i chipsy czekoladowe. Wymieszałam.

Do formy na muffiny włożyłam papilotki,  napełniłam każdą do około 2/3 wysokości. Gdy napełniłam 12 sztuk okazało się, że ciasta jest więcej, w sumie wyszło 18 muffinek.

Piekłam je około 20 minut. Wyjęłam  muffinki z piekarnika, kiedy były złociste, a wbity patyczek, wychodził z nich suchy. Z formy wyjęłam, gdy nieco przestygły.

I musiałam od razu spróbować!

Smacznego!

Basia

Babeczki-muffinki w kolorowych papierkach

Brak komentarzy

Pobyt w Londynie oczywiście  nie mógł  być pozbawiony  wizyty w Foyles.

Pisząc o sushi, opowiadałam Wam o fantastycznej księgarni londyńskiej, gdzie mogłabym spędzić naprawdę dużo czasu! To właśnie jest Foyles.

Niestety, tym razem miałam absolutnie za mało czasu na wizytę tam.

Dlatego musiałam w ekspresowym tempie podjąć decyzję, co kupić?

Ale  jeśli ktoś z Was tam kiedyś był, to doskonale wie, że było to niezwykle trudne zadanie.

W rezultacie zdecydowałam się (między innymi 🙂 ) na uroczą książkę Lindy Collister „Cakes & bakes, from my mother’s kitchen”,  pełną przepisów na babeczki, muffinki, brownies, cookies, cakes and pies.

Dziś postanowiłam ją wypróbować.

W związku z tym, że moja Córka kupiła kilka dni temu w Ikei  prześliczne papilotki i żądała ich wykorzystania, wybór był dość prosty.

Polegał jedynie na wybraniu jednego z  dziesięciu chyba  przepisów na takie wypieki.

Tym razem padło na babeczki z orzechami włoskimi i syropem klonowym.

A właściwie,  w oryginalnym przepisie były pekany. Nie miałam ich, więc użyłam orzechów włoskich.

Poza tym były jeszcze drobne ,  kosmetyczne modyfikacje i babeczki gotowe!

Przepis jest przewidziany na standardowej wielkości papilotki do muffinów. Te z Ikei są  śliczne, ale też i większe niż zwykle. Dlatego zrobiłam ich 10 a nie 12, jak zwykle.

Są pyszne!

Babeczki z syropem klonowym i orzechami  włoskimi

na 12 standardowej wielkości muffinek

115 g miękkiego masła

50 g cukru demerara

150 ml syropu klonowego

2 jajka

115 g maki

2 łyżeczki proszku do pieczenia

60 g orzechów włoskich posiekanych grubo

dekoracja

około  12 wyprażonych na suchej patelni połówek orzechów , mogą być całe albo posiekane

spora łyżka masła orzechowego

spora  łyżka  syropu klonowego

Rozgrzałam piekarnik do  180 stopni.

W misce ubiłam masło z cukrem, gdy masa była gładka,  dodałam syrop klonowy i dalej ubijałam. Dodałam po jednym jajku ciągle ubijając. Następie dodałam mąkę z proszkiem do pieczenia i dalej miksowałam . Na końcu dodałam jeszcze  orzechy i miksowałam przez chwilę.

Do formy do muffinów  włożyłam papilotki i do każdej włożyłam porcję ciasta.

Piekłam około 15-30 minut, aż babeczki miały złoty kolor, a patyczek wbity w nie był suchy.

Wyjęłam z piekarnika i zostawiłam, żeby wystygły.

W miseczce wymieszałam masło orzechowe z syropem.

Gdy babeczki wystygły, każdą  z wierzchu posmarowałam masłem z syropem i położyłam na wierzchu posiekane orzechy.

Polecam!

Basia

Muffinki z owocami (dla Brata :-))

komentarzy 9

Obiecałam, że napiszę o muffinkach  z owocami,  więc dotrzymuję słowa.

Mój Brat strasznie chciał przepis na muffinki z borówkami, takie jakie są w Starbucks.

Tylko jest mały problem… ja nie zaopatruję tej sieci! Niestety (chyba).

Powiem więcej, nigdy tam nie jadłam muffinek.

Ale oczywiście  piekłam wielokrotnie przeróżne muffinki , bo bardzo to lubię robić.

Być może któryś z tych moich przepisów zadowoli mojego Brata. Zobaczymy.

Będę próbować.

Dziś pierwsza receptura:

Muffinki z borówkami i malinami I

na 12 sztuk

220g mąki

80 g masła roztopionego

2 łyżeczki proszku do pieczenia

½ łyżeczki sody oczyszczonej

1 jajko

80g cukru

szczypta soli

100g jogurtu naturalnego

100ml mleka ( ja dałam 2%)

w sumie około 200g borówek i malin ( ja teraz  dałam oczywiście mrożone)

naturalny ekstrakt wanilii (lub otarta skórka z cytryny albo z pomarańczy, wybierzcie to, co wolicie)

ewentualnie cukier puder do posypania gotowych muffinek

Rozgrzałam piekarnik do temperatury 200stopni.

W misce wymieszałam mąkę, proszek do pieczenia i sodę, cukier, sól. Wbiłam jajko, wlałam mleko i jogurt, roztopione masło i ekstrakt wanilii.

Szybko wymieszałam łyżką całą tę masę. Nie należy się przejmować  ewentualnymi grudkami, zupełnie nie mają znaczenia!

Wrzuciłam do masy owoce i szybko  ale jednocześnie dość  delikatnie wymieszałam,  żeby nie rozgnieść zbytnio owoców.

Do formy na muffiny włożyłam papilotki i do każdej nałożyłam porcję ciasta.

Włożyłam do piekarnika na około 20 minut.

Kiedy muffiny wyrosły i zarumieniły się,  wbiłam patyczek, żeby sprawdzić, czy są już upieczone.

Patyczek był suchy, więc wyjęłam je i wystudziłam.

Tak było tym razem,  natomiast poprzednio robiłam z następującego przepisu:

Muffinki z borówkami i malinami II

na 12 sztuk

250 g mąki

1 jajko

100ml świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy

100ml mleka

skórka otarta z pomarańczy

80g roztopionego masła ( albo oleju roślinnego, tak też robiłam)

80g cukru

2 łyżeczki proszku do pieczenia

½ łyżeczki sody oczyszczonej

szczypta soli

w sumie około 200g malin i borówek

Sposób przygotowania taki , jak w poprzednim przepisie.

Proszę, spróbujcie i dajcie znać, co myślicie o tych  muffinkach.

Basia

Snickersowe muffinki z masłem orzechowym

komentarzy 6

Są  czasem takie chwile, że człowiek potrzebuje poprawić sobie humor.  Różne są sposoby.

W moim przypadku doskonale się tu sprawdza Nutella. Łyżeczka Nutelli i już świat jest piękniejszy.

Podobnie działa masło orzechowe! Prawdę powiedziawszy  nieswojo się czuję, gdy nie mam go  w domu i raczej staram się nie dopuszczać do takich sytuacji.

Masło orzechowe, poza tym że można jeść je łyżeczką wprost ze słoika ( to jest chyba najlepsze jego przeznaczenie),  doskonale się nadaje do gotowania i pieczenia różnych fajnych rzeczy. Dziś opowiem o jednej z nich, o muffinkach.

Bardzo lubię piec muffinki i cieszę się, że wreszcie można kupić w Polsce te papierowe foremki na nie

(papilotki). Do niedawna wyszukiwałam ich wszędzie, będąc za granicą, i przywoziłam sporo na zapas, żeby czasem nie zabrakło, zanim znów gdzieś pojadę.

Przepisów na muffinki są tysiące i z pewnością  ja też tu o kilku jeszcze napiszę. Tym razem będą to muffinki z masłem orzechowym i Snickersami.

Muffinki z masłem orzechowym i Snickersami

na 12 sztuk

250 g mąki

około 150g masła orzechowego, najlepiej jeśli to jest wersja „crunchy”, ale jeśli macie tylko gładkie, to też może być

1 jajko

50g roztopionego masła

1 ½ łyżeczki proszku do pieczenia

85 g cukru Demerara

175 ml mleka

minimum 2, a lepiej 3 Snickersy  ( czyli 100-150g)

szczypta soli

Rozgrzałam piekarnik do 200st.

W jednej misce zmiksowałam mleko, jajko i  masło orzechowe.

W drugiej misce wymieszałam mąkę, proszek, sól i cukier.

Następnie do mąki wlałam masę z mleka i masła orzechowego i razem miksowałam. Dodałam roztopione masło i przez chwilę jeszcze miksowałam. Ta połączona masa była teraz  już bardzo gęsta.

Dodałam pokrojone na niewielkie kawałki Snickersy i dobrze wymieszałam.

W formie do muffinów ułożyłam papierowe papilotki i do każdej włożyłam porcję masy.

Zmniejszyłam temperaturę w piekarniku do około 180st i włożyłam muffiny. Piekły się około 20-25minut, aż były dość zwarte i zaczęły się złocić z wierzchu. Wbiłam patyczek do jednej muffinki , był suchy, więc wyjęłam formę z piekarnika. Po kilkunastu minutach, gdy przestygły,  wyjęłam je  z formy.

Sprawdziłam zaraz , z pewnością są warte grzechu 🙂

Basia

Facebook

Likebox Slider for WordPress