Na podwieczorek (najlepiej na trawie!) proponuję muffinki.
Tym razem z brzoskwiniami i lukrem cytrynowym.
Kiedy zauważyłam dziś w sklepie brzoskwinie, pomyślałam że dawno nie piekłam ciasta z tymi owocami.
W sumie to logiczne, ciągle jeszcze mamy wiosnę, więc skąd brzoskwinie?
Z jakiegoś ciepłego kraju, zapewne!
Może to jest nierozsądne, bo przecież powinniśmy jeść to, co rośnie blisko nas i nie musi podróżować tysięcy kilometrów, pryskane wcześniej środkami zabezpieczającymi je przed zepsuciem
Ale czasem potrzebna jest w życiu odrobina szaleństwa… albo chociaż trochę egzotyczny owoc!
Brzoskwinie nie są już oczywiście zbytnio egzotyczne dla nas, ale jednak nie są owocami dojrzewającymi w Polsce z początkiem czerwca.
Zresztą te importowane nie są wcale wystarczająco smaczne i soczyste, żeby się nimi zajadać.
Ale do ciasta czy muffinek, można ich oczywiście użyć z powodzeniem!
Choćby tylko dla odmiany, po serii truskawkowych deserów i wypieków!
Muffinki z brzoskwiniami i cytrynowym lukrem
250 g mąki
szczypta soli
2 łyżeczki proszku do pieczenia
½ łyżeczki sody oczyszczonej
1 jajko
80 g masła roztopionego
50 ml świeżego soku z cytryny
skórka otarta z całej cytryny
150 ml mleka ( najlepiej tłustego)
100-120 g cukru ( zależy od tego , czy owoce są bardzo słodkie, czy nie)
około 300g świeżych brzoskwiń pokrojonych w małą kosteczkę
lukier:
4 łyżki cukru pudru
sok z około ¼ cytryny świeżo wyciśnięty
Nagrzałam piekarnik do około 180-200 stopni.
W misce wymieszałam energicznie wszystkie składniki ciasta na muffinki .
Gdy było dokładnie wymieszane, dodałam pokrojone owoce i jeszcze raz wymieszałam.
Do formy na muffinki wyłożonej papilotkami nałożyłam masę. Masy było dużo, z powodu dużej objętości owoców. Można kłaść masę do pełnej wysokości papilotki, bo owoce nasiąkną i ciasto nie wyrośnie aż tak, żeby miało wypłynąć z papierków.
Całą ilość ciasta zmieścicie w 12 standardowych papilotkach.
Piekłam około 25 minut, aż były złote a patyczek, wsadzony w ciastko wychodził suchy.
Wyjęłam z piekarnika gotowe muffinki i zostawiłam, żeby wystygły.
Przygotowałam lukier. Do miseczki z cukrem pudrem wlewałam stopniowo sok z cytryny, świeżo wyciśnięty, szybko i dokładnie mieszałam. Wlałam tylko tyle soku, żeby lukier był gęsty.
Polałam górę babeczek lukrem i posypałam kolorowymi cukiereczkami-maczkiem.
Najlepsze były wtedy, gdy już całkiem wystygły, a słodko-kwaśny lukier spenetrował nieco babeczki, troszkę wsiąkając w ich cytrynowe ciasto.
Baasia


