Archwium dla ·

ser

· Kategoria...

Kulki z mięsa i dip z awokado

Brak komentarzy

Pewnie macie już dość kabaczków i cukinii, czemu się nie dziwię, ale moja Córka stwierdziła dziś, że koniecznie trzeba zrobić coś z tej cukinii,  która dwa dni temu została ścięta, bo  zaraz zacznie robić się miękka.  A to w końcu są głównie  jej uprawy!

Powiedziałam, że może zrobię jakąś zapiekankę , bo właśnie  rozmroziłam porcję mięsa mielonego. Ona się skrzywiła na to i dodała, że z tego mięsa trzeba zrobić coś innego, jakieś kulki na przykład!

Nie trzeba było mi tego powtarzać,  zrobiłam kulki z fetą i świeżym oregano. A do nich dip z awokado.

A cukinię zapiekłam pod skorupką parmezanową.

I w ten sposób wszyscy byli zadowoleni.

Grillowane  kulki z mięsa,  fety i świeżego oregano

300g mielonego mięsa ( u mnie było pół na pół chude wołowe i wieprzowe)

70g pokruszonej fety

rozgnieciony bardzo duży ząbek czosnku

1-2 łyżki oliwy do smażenia

sól- delikatnie z solą, bo feta jest słona!

posiekane liście świeżego oregano ( około 3 g, to pewnie ze 2 spore łyżki)

pieprz świeżo zmielony

dip z awokado

dojrzałe, miękkie  awokado

sok z około ½ cytryny

świeżo zmielony pieprz

rozgnieciony ząbek czosnku

około 70 g kwaśnej śmietany

posiekana jedna nieduża cebulka dymka

szczypta cukru

łyżka oliwy z pierwszego tłoczenia

sól

tabasco ( ilość według uznania, dla mnie odrobina)

Mięso wyrobiłam z pokruszona fetą, przyprawami, oliwą. Uformowałam kulki o średnicy około 3 cm. Na rozgrzanej, suchej ( bez tłuszczu)  patelni grillowałam kulki przez parę minut z każdej strony, co chwilę odwracając je.

Przygotowałam dip. Rozgniotłam awokado widelcem. Awokado musi być miękkie jak masło (ja takie uwielbiam!).

Dodałam do niego sok z cytryny, przyprawy, śmietanę, dymkę i wszystko wymieszałam.

Jeśli chodzi o cukinię, to pokroiłam ją na plastry około 1 cm grubości, obsmażyłam szybko na oliwie z obu stron. Ułożyłam w naczyniu do zapiekania w 2 warstwach , posoliłam odrobinę, skropiłam octem balsamicznym,  dałam świeżo zmielony pieprz, rozgnieciony czosnek. przykryłam kołderką z bułki tartej wymieszanej z parmezanem utartym i oliwą i wstawiłam do nagrzanego do około 170-180 stopni piekarnika na około 30 minut. Gdy pierzynka parmezanowa była złocista, wyjęłam z piekarnika.

To taki uproszczony, ale całkiem fajny  gratin :-).

Basia

Muffinki dla Dorotki

komentarze 2

Dziś było pierwsze moje podejście do muffinek niesłodkich.

Moja koleżanka Dorota zapytała mnie ostatnio, czy mam jakiś fajny przepis na takie właśnie wypieki.

Niestety, musiałam zaprzeczyć. Do tej pory nigdy takich jeszcze nie robiłam.

Ale od pewnego czasu właśnie myślałam o wypróbowaniu muffinek na słono, jednak planowałam to robić jesienią, biorąc pod uwagę aktualne upały.  Pytanie Doroty jednak  zmobilizowało mnie do tego, żeby je upiec teraz.

Nie bardzo chciałam całkowicie eksperymentować i wymyślać przepis,  pomyślałam że na pierwszy raz wypróbuję jakiś znaleziony. Zajrzałam na stronę Nigelli Lawson, gdzie jest kilka przepisów na muffinki na słono, wśród kilkudziesięciu słodkich.

Ja często  gotuję według jej pomysłów, czy choćby inspiruję się przepisami Nigelli. I muszę przyznać, że rzadko zdarzają jej się wpadki. Choć oczywiście nie wszystko olśniewa.

Jednak jeśli chodzi o jej muffinki, to w ciemno można piec.

Ten przepis jednak nie jest autorstwa Nigelli, ale pomyślalam, że skoro jest u niej na stronie, to zapewne jest wypróbowany i można bez obawy z niego skorzystać.

Zachęcające w nim jest również to, że wśród składników potrzebnych do pieczenia jest cukinia!

A tej, jak wiecie u mnie dostatek 🙂

Proporcje w tej recepturze oraz czas pieczenia przewidziane są na minimuffinki.

Ja chciałam upiec normalnej, standardowej wielkości babeczki, więc trochę zmieniłam parametry.

Muffinki z serem i cukinią

na 12 sztuk standardowej wielkości

200g mąki

2 jajka

100g sera utartego, ja dałam Djugas. Może być też Parmezan, Cheddar czy Comte np.

2 małe cukinie lub 1 średnia. Utarte na tarce z grubymi oczkami i bardzo dobrze odciśnięte.

2 łyżeczki proszku do pieczenia

2 łyżki oliwy

pieprz świeżo zmielony

sól- trzeba uważać z soleniem, bo ser jest słony. Proponuję dać sporą szczyptę i spróbować. Może wystarczy? Mnie tak!

150  ml mleka

ja dałam jeszcze ząbek czosnku rozgnieciony i  listki świeżego oregano.

Rozgrzałam piekarnik do 180 stopni .

W misce wymieszałam mąkę, proszek do pieczenia i  utarty ser.

W osobnej misce rozbiłam mikserem jajka, oliwę, mleko i cukinię.

Połączyłam składniki, dodałam przyprawy.

Do formy na muffinki wyłożonej papilotkami przełożyłam masę i wstawiłam do nagrzanego piekarnika. Piekłam 35 minut, wilgotna cukinia  sprawia, że ciasto musi mieć wystarczająco dużo czasu, żeby się upiekło.

Muffinki wyszły naprawdę pyszne! Polecam.

Miały tylko jedną wadę, trudno je było oderwać od papilotek. I nie wiem, czy papilotki były jakieś nienajlepsze( pierwszy raz używałam właśnie tych, czyli  kupionych kiedyś w Czechach i również czeskiej produkcji), czy wynikało to z niewielkiej ilości tłuszczu w cieście ( tylko 2 łyżki oliwy i tłuszcz  zawarty w serze)? Następnym razem  ( z pewnością niedługo to będzie) upiekę w innych papierkach i opowiem Wam, jak wyszło.

Czasem  tak się zdarza, kiedy muffinki  zjada się zaraz po upieczeniu ,  natomiast zostawione  na kilka godzin czy do następnego dnia,  już łatwo odchodzą od papierków. I nie jestem pewna, czy tym razem  uda mi się sprawdzić, czy podobnie będzie z tymi, …  bo już zostały  tylko dwie i nie wiadomo jak długo potrwa ten stan . Mimo tej niedogodności z papilotkami 🙂

Basia

Bałkańskie klimaty

Brak komentarzy

Pora na chłodniki ciągle trwa, i oby jak najdłużej.

Oby jak najdłużej trwało lato!

Późno się  zaczęło, więc  niech i późno skończy 🙂

Zrobiłam zatem tarator, to taki chłodnik o bułgarskich  korzeniach. Mój  Mąż należy do amatorów chłodników,  dlatego często je robię.

Klasyczny tarator, to chodnik z kwaśnego mleka bułgarskiego (takiego sztywnego, że niemal można kroić nożem), ogórków, czosnku, oliwy i kopru.

Czasem  Bułgarzy dodają do niego  wody albo siekanych orzechów włoskich.

Pamiętam jak przed laty podczas wakacji  z Rodzicami w Bułgarii znajomy Bułgar przyrządzał dla nas ten chłodnik. Pamiętam,  jak wielki nieobrany ogórek nacinał szybkimi  ruchami noża,  a potem siekał w przeciwną stronę, cały czas trzymając w ręce.  Robił to z ogromną wprawą!

Czosnek też siekał, energicznie i bardzo drobno, tym razem już na desce do krojenia.

Jeszcze koper, oliwa, sól i wszystko zostało szybko wymieszane w garnku.

Jedliśmy tarator z białym, pszennym bułgarskim chlebem i bardzo wszystkim  on smakował.

Wielokrotnie robiłam go w domu, ale chyba nigdy już nie smakował tak samo, jak tam na wakacjach w Bułgarii…

Tym razem zrobiłam go trochę inaczej. Nie kroiłam ogórka, tylko wrzuciłam do blendera i zmiksowałam z jogurtem i resztą składników. W ten sposób otrzymałam chłodnik, który można pić. A do tego ma piękny zielony kolor dzięki ogórkom i zmiksowanemu koprowi.

Myślę, że warto wypróbować obie wersje.

Tarator

na 2-3 porcje

400 g opakowanie zimnego jogurtu  (ja dałam gęsty grecki jogurt, ale może być też  zwykły jogurt czy kefir)

ząbek czosnku rozgnieciony

1-2 łyżki oliwy z pierwszego tłoczenia

kilka ogórków w sumie około 200g, najlepiej zimnych, wprost z lodówki

kilka łyżek siekanego koperku ( zostawić trochę do dekoracji)

sól

ewentualnie odrobina octu winnego, jeśli mleko zsiadłe czy jogurt jest mało kwaśny

szczypta cukru

Można wszystko zmiksować, albo zrobić według wspomnianego  klasycznego przepisu.

Jeśli chłodnik przygotowany jest dużo wcześniej przed podaniem, należy go wstawić do lodówki i wyjąć tuż przed serwowaniem. Najlepszy jest zdecydowanie chłodny!

A pozostając w klimacie bałkańskim, proponuję Wam jeszcze coś do taratoru.

Omlet z fetą, ziemniakami i cebulą.

Myślę, że można potraktować ten zestaw jako cały obiad.

My  jedliśmy ten omlet na śniadanie, ale równie dobrze można go zrobić na lunch czy obiad.

Prawdziwa grecka feta ( przywieziona właśnie przez Córkę z wakacji) doskonale skomponowała się z masą jajeczną omletu. Polecam!

Omlet z fetą, ziemniakami i cebulą

5 jajek dobrze ubitych

1 duży lub 2 mniejsze ziemniaki posiekane dość drobno ( kilkumilimetrowej grubości plasterki przekrojone na mniejsze kawałki)

olej lub oliwa do smażenia

nieduża cebula drobno posiekana

około 100g fety pokruszonej niezbyt drobno

pieprz

Na rozgrzanym tłuszczu podsmażyłam posiekane ziemniaki, gdy były już dość miękkie dodałam cebulę i smażyłam razem, aż cebula zeszkliła się. Trzeba uważać, żeby się nie przypaliła (można też smażyć ziemniaki i cebulę osobno i połączyć  dopiero wtedy,  gdy są gotowe).

Do  miękkich ziemniaków i cebuli dodałam fetę, rozłożyłam równomiernie na całej powierzchni a następnie wylałam na to masę jajeczną. Popieprzyłam całość,  ale  nie posoliłam, mając na uwadze słoną dosyć fetę.

Podczas smażenia podważałam omlet od dołu, żeby masa jajeczna spływała na dół. Kiedy z wierzchu nie było już zbyt wiele takiej płynnej,  przełożyłam omlet na drugą stronę używając dużego talerza ( można też uzyć dużej pokrywki, o średnicy podobnej do średnicy patelni). Po chwili smażenia  z drugiej strony przełożyłam  omlet z patelni na talerz. Trzeba uważać , żeby go nie przypalić z żadnej strony. Najszybciej zawsze przypala się cebula i niestety  wtedy staje się gorzka.

Omlet z fetą jest doskonały.

Robiłam go po raz pierwszy, ale jestem pewna, że będzie częstym gościem na naszym stole!

Basia

Buraczany chłodnik z jogurtem i ogórkami

Brak komentarzy

Ciągle ciepło. Gorąco! Lato trzyma.

Ja nie narzekam, lubię lato.

Jest  ciepły wieczór, siedzę przed domem  na tarasie, na stole palą się świece, słyszę grające  świerszcze. Czego można więcej chcieć?

No chyba tylko tego, żeby nie gryzły komary!

A trzeba przyznać, że ich aktywność w tym roku jest dotkliwa.

Już pisałam o tym, że przy takiej pogodzie, jaka obecnie panuje, moja działalność kulinarna  jest z konieczności znacznie ograniczona.

Pozostaję w większości przy sałatkach, chłodnikach, ewentualnie przy daniach grillowanych  wieczorem w ogrodzie, jeśli jest taka sposobność.

Nie piekę, nie gotuję długo i nie smażę prawie nic.

Ani to przyjemność stać w taką pogodę przy kuchni, ani apetyty domowników nie są nastawione na takie jedzenie.

Dla mnie sałata z pomidorami, cebulką, ogórkiem, świeżymi ziołami  i jakimś fajnym serem doskonale spisuje się w roli konkretnego posiłku.

Moja rodzina potrzebuje wprawdzie czegoś więcej, ale przy takiej pogodzie nie kręci nosem na chłodnik. Wręcz przeciwnie.

Ten, który przygotowałam dziś,  jest chyba najbardziej ulubionym.

To jest jakby „ kompilacja” chłodnika litewskiego,  bułgarskiego taratoru i innych dodatków.

Można tu trochę pofantazjować.

Potrzebny jest kefir albo jogurt, świeże ogórki, czosnek i  oliwa. Do tego troszkę barszczu czerwonego ( kwasu  albo koncentratu buraczanego) i koperku. Wszystko zmiksowane dobrze.

A poza tym dodatki według uznania, może być jajko na twardo, posiekana w paseczki szynka, kawałki pokruszonego sera pleśniowego, albo utartego parmezanu, drobna fasolka ugotowana albo grzanki z bułki czy bagietki. Chyba ze coś innego Wam przyjdzie jeszcze do głowy.

Dodatki wkłada się do miseczki, wlewa zmiksowany i schłodzony  chłodnik, jeszcze coś na wierzch: grzanki, utraty ser, czy zioła i jedzenie gotowe.

Buraczany chłodnik z jogurtem, ogórkami  i czosnkiem

na 2 spore porcje

ok. 400g opakowanie zimnego jogurtu lub kefiru ( ja dałam gęsty jogurt bałkański, pycha!)

około 200g ogórków świeżych

2 łyżki oliwy extra vergine

duży zgnieciony ząbek czosnku

sporo posiekanego świeżego koperku  (część zostawić  do posypania wierzchu)

2 łyżki koncentratu buraczanego albo kwasu buraczanego

sól, łyżeczka cukru

dodatki na 2 porcje ( które ja dałam)

około 70 g posiekanej szynki

2 jajka

20-30 g sera gorgonzola pokruszonego

Wszystkie składniki chłodnika zmiksowałam dobrze i wstawiłam do lodówki.

Ugotowane na twardo i pokrojone jajka oraz posiekaną szynkę  włożyłam do miseczek.

Wlałam zimny chłodnik.

Położyłam na wierzchu pokruszony ser, posypałam   pozostałym posiekanym koperkiem i podałam.

Można naprawdę wymyślać przeróżne inne dodatki :  pomidorki koktajlowe, albo pokrojone na mniejsze kawałki pomidory, fasolka biała z puszki albo ugotowana wcześniej, dowolne ulubione zioła, grzanki  z bułki z oliwą czosnkową,  podsmażony i chrupiący boczek, ser kozi , utarty parmezan albo pecorino albo jeszcze inny.

Albo najprościej – kawałek  dobrego świeżego chleba lub bagietki.

Smacznego,

Basia

Wspomnienie wakacji w Bułgarii

komentarze 2

Wprawdzie nie byłam na wakacjach, ale czuję się trochę tak, jakbym  właśnie wróciła z nich.

A konkretnie z Bułgarii.

To wszystko  za sprawą sałatki Szopskiej!

Jeśli byliście kiedyś w Bułgarii,  to z pewnością wiecie, o czym mówię.

Ja byłam z Rodzicami w Bułgarii na wakacjach kilka razy, byłam wtedy nastolatką. Super wakacje to były!  I choć było to już dawno temu, smak Szopskiej sałatki zapamiętałam doskonale.  Podobnie jak smak chłodnika tarator i sera kaszkawał.

Kiedy ostatnio zobaczyłam w sklepie produkt o nazwie „krowi bułgarski  biały ser szopski” zaraz poczułam tęsknotę za tymi czasami i oczywiście kupiłam ten ser. Zachęciło mnie też  to, że ser był sprowadzony z Bułgarii. Była szansa odtworzenia smaku sprzed lat!

Kupiłam jeszcze parę innych niezbędnych produktów i  szybko wróciłam, żeby zabrać się za sałatkę.

Przygotowanie trwało chwilę, bo sałatka należy do niezwykle prostych: pokrojone warzywa, oliwa, przyprawy i  do tego ser!

Zjadłam porcję tej pysznej sałatki  siedząc w  słońcu w ogrodzie, ubrana w kostium kąpielowy i poczułam się niemal jak wtedy w Bułgarii!

Sałatka Szopska

dla 2-3 osób

3-4 pomidory średnie pokrojone na  nieduże cząstki

4-5 ogórków pokrojonych w plasterki

papryka pokrojona  w paseczki

cebula pokrojona w piórka

150-200 g sera bułgarskiego białego solonego,  utartego na grubej tarce, który w efekcie wygląda jak pokruszony ( pewnie może być też feta, ale to już nie będzie to samo…)

oliwa z pierwszego tłoczenia

odrobina octu winnego

sól, pieprz świeżo zmielony, szczypta cukru

kilka oliwek kolorowych

ja dałam też trochę siekanej zielonej dymki, świeżej bazylii i oregano, ale tego w Bułgarii nie było….

Warzywa pokrojone wymieszałam  w misce z oliwą, oliwkami, octem winnym i  przyprawami,  a na wierzchu położyłam ser.

Bardzo prawdopodobne, że ten ser wtedy przed laty , to był owczy ser. Czytałam, że w klasycznym wydaniu taki powinien być. Ten  był krowi, ale spełnił swoją rolę wyśmienicie.

Arbuz i feta

Brak komentarzy

Zauważyłam  ostatnio jakieś arbuzowe szaleństwo. Wszędzie można  kupić  arbuzy i są całkiem tanie.

Ja nie jestem ich specjalnym amatorem , chyba że to są egipskie arbuzy w Egipcie. To tak!

Kiedyś rozpisywałam się tu na temat wyższości egipskich owoców nad wszystkimi innymi. I nie zmieniłam zdania.  Nawet arbuzy, za którymi nie przepadam gdzie indziej, z ogromną rozkoszą jem tam. Są  pięknie, głęboko czerwone, obłędnie słodkie, bardzo soczyste  i niesamowicie aromatyczne.

Te dostępne w Polsce, niestety takie nie są.

Ale przyszło mi do głowy, że wiele razy pewna  moja  Znajoma  zachęcała mnie do spróbowania sałatki z arbuzem. Ona była nią zachwycona.

Przyznam, że jakoś nie przekonało mnie wtedy połączenie arbuza z fetą w tej sałatce i jeszcze do tej pory nie zdecydowałam się na  jej zrobienie.

No i teraz przypomniałam sobie o niej,  pomyślałam że w sumie mogę spróbować.

Nie pamiętałam dokładnie, co moja Znajoma  do tej sałatki  dawała, więc zrobiłam po swojemu.

Myślę, że można polecić takie danie spragnionym lekkiego i jednocześnie orzeźwiającego jedzenia.

Słodki  i soczysty arbuz (nawet ten tutejszy 🙂 )ze słoną fetą i octem balsamicznym tworzą ciekawe połączenie.

Sałatka z arbuzem, fetą , octem balsamicznym i czarnymi oliwkami.

dla 2-3 osób

¼ średniego arbuza, zimnego (lepiej lodowatego) pokrojonego w kostkę i pozbawionego pestek

garść sałaty lodowej pokrojonej (opcja)

100-120g greckiej fety pokrojonej w kostkę

garść czarnych oliwek

cebula biała lub czerwona(ładniej!) pokrojona w piórka

oliwa extra vergine

pieprz świeżo zmielony

ocet balsamiczny

posiekane liście świeżej bazylii lub mięty ( ja wolę bazylię, ale z miętą jest bardziej orzeźwiająco)

Arbuza, fetę, cebulę, oliwki  i ewentualnie sałatę lodową wymieszać  delikatnie w misce.

Skropić octem balsamicznym, oliwą , posypać pieprzem i wybranymi  świeżymi ziołami.

Basia

Szparagi c.d.

Brak komentarzy

Szparagi na półmetku.

Trzeba więc się śpieszyć z ich jedzeniem.

No i można też przygotować z nich ekspresowe danie .

Dziś właśnie takie zrobiłam . Może jest mało wyszukane, ale do szparagów przecież najbardziej pasuje ser i  szynka lub boczek, prawda?

Wobec tego przejdźmy do rzeczy:  szparagi zapiekane z boczkiem i parmezanem.

Zaczęłam od włączenia  i nagrzania piekarnika do temperatury około 200 stopni.

Gdy się nagrzewał, zagotowałam na dużej patelni wodę lekko osoloną. Patelnia była duża, żeby pomieścić w całości pędy szparagów. Szparagi umyłam i obrałam ze zdrewniałych końców i zbędnych włókien. Włożyłam do gotującej się wody na około 10 minut.

W tym czasie podgrzałam śmietankę,  żeby zgęstniała, przyprawiłam pieprzem i gałką muszkatołową. Na osobnej patelni podsmażyłam lekko pokrojone w paseczki cieniutkie plastry  boczku,  dodałam do gęstej już śmietanki, przyprawiłam odrobiną octu winnego i odstawiłam.

W naczyniu do zapiekania ułożyłam odcedzone szparagi, polałam je sosem śmietankowo-boczkowym. Posypałam utartym parmezanem i wstawiłam do nagrzanego piekarnika. Piekłam przez około kwadrans, aż wierzch się przyrumienił i ser  zrobił się lekko chrupiący.

Polecam!

Szparagi zapiekane z boczkiem i parmezanem

wiązka szparagów ( ja miałam zielone)

około 150-200 ml śmietanki

pieprz , gałka muszkatołowa

około 50 g utartego parmezanu

około 100g boczku w plasterkach cienkich

około 1 łyżeczki octu winnego

Naczynie do zapiekania o wymiarach około 20 x 30 cm

Grillowane zawijasy z cukinii i koziego sera

Brak komentarzy

Coraz bogatsze są już stragany warzywne, zauważyliście?

Wprawdzie daleko jeszcze do tych najsmaczniejszych , gruntowych  warzyw i owoców , ale i tak nie jest źle.

Podoba mi się też, że zmieniają się ceny. Oczywiście na niższe.

Zupełnym nieporozumieniem była dla mnie ostatnio cena cukinii, jeszcze przed dwoma tygodniami oscylowała wokół  16-18 złotych za kilogram ( a czasem nawet więcej!). Jakiś absurd!

Szczęśliwie sytuacja się zmienia i będzie coraz więcej ładnych i  dorodnych płodów rolnych  w rozsądnych cenach.

Widząc wczoraj wspomnianą właśnie cukinię w cenie 6 złotych za kilogram, nie mogłam się oprzeć przemożnej chęci kupienia jej.

I od razu wpadł mi do głowy pomysł, co z niej ugotować!

Grillowane zawijasy z cukinii nadziewane kozim serem, ziołami  i orzechami.

Można je podać  na zimno, albo na gorąco.

Trzeba tylko pamiętać, że długie podgrzewanie nadzianych już roladek spowoduje, że ser zacznie się topić i wylewać ze środka. Kozi ser bardzo łatwo się topi. Więc jeśli mają być na ciepło, to trzeba szybko podgrzać i od razu podać. Ja osobiście wolę je na zimno.

Jeśli wybierzecie małe cukinie, to można zrobić naprawdę małe zawijaski , (takie na raz do ust) i podać jako element przyjęcia z jedzeniem typu „finger food”, czyli różnymi  małymi przekąskami.

Grillowane zawijasy z cukinii nadziewane kozim serem, ziołami  i orzechami.

2 średnie, ale jednocześnie dość cienkie cukinie

oliwa do smażenia

ocet winny , sól i  pieprz do przyprawienia cukinii

około 200g koziego sera dojrzewającego

łyżka śmietany kwaśnej

około 1 łyżeczki octu winnego

posiekany kawałek papryczki chili

sporo świeżo zmielonego pieprzu

garść posiekanych i wyprażonych na suchej patelni orzechów włoskich

posiekane liście świeżej bazylii, oregano i dymki

Cukinie pozbawione obu końców pokroiłam wzdłuż na plastry  o grubości około 4-5 mm.

Na rozgrzanej patelni usmażyłam plastry z obu stron na odrobinie oliwy, aż zaczęły się przypiekać.

Odłożyłam, żeby przestygły. Delikatnie je posoliłam, popieprzyłam  i pokropiłam octem winnym. Odstawiłam na chwilę.

W miseczce rozdrobniłam widelcem ser, dodałam śmietanę, zioła i  przyprawy, wymieszałam dokładnie na dość gładką masę. Dodałam orzechy i jeszcze raz wymieszałam.

Na każdym plastrze cukinii, na około 2/3 jego długości,  kładłam warstwę sera i zwijałam plaster zaczynając od końca z nadzieniem. Zwiniętą roladkę mocowałam wykałaczką.

Wszystkie zawijasy ułożyłam w naczyniu, posypałam jeszcze raz pieprzem, położyłam listki świeżego oregano.

Smacznego,

Basia

Kolejne wcielenie bakłażana

komentarze 2

Wspominałam niedawno, że mam już trochę dość bakłażanów. To prawda. Mam do nich jednak dużą sympatię, więc nie obrażam się tak całkiem na nie jeszcze. W oczekiwaniu na wiosnę na straganach, znów kupiłam bakłażany.

Tym razem zrobiłam z nich roladki  nadziewane fetą i bryndzą.

Kompozycja fety z bryndzą była eksperymentem, którego wynik właściwie przewidziałam wcześniej.

Poprzednio takie roladki nadziałam samą fetą,  wyszły bardzo dobre.

Tym razem jednak miałam w domu bryndzę i nie miałam pomysłu na jej wykorzystanie, stąd ta historia.

Połączenie fety z bryndzą  okazało się bardzo interesujące.

Bakłażany pokroiłam wzdłuż na cieniutkie plastry. Naprawdę cienkie, około 0,5 -0,8 cm.

Usmażyłam je z obu stron na odrobinie oliwy, pozostawiłam, żeby wystygły.

W misce rozgniotłam widelcem fetę i bryndzę.  Dodałam posiekana cebulkę dymkę,  kawałeczek suszonej papryczki chili drobno pokruszony, 2 rozgniecione ząbki czosnku, łyżkę posiekanej bazylii, ½ łyżeczki cukru.

Na każdym plastrze bakłażana położyłam na końcu porcję nadzienia i zwinęłam . W naczyniu żaroodpornym ułożyłam roladki, skropiłam oliwą z pierwszego tłoczenia, octem winnym, położyłam listki świeżego tymianku, posypałam pieprzem  i wstawiłam do nagrzanego do 180 stopni piekarnika na około 40 minut.

Do  tego przygotowałam  bardzo u nas w domu lubiany sos tzatziki, ale można dać też jogurtowy sos czosnkowy, albo cokolwiek innego, co  tylko lubicie!

Do tego była też focaccia, ale o niej napiszę innym razem 🙂

Basia

Roladki z bakłażana faszerowane fetą i bryndzą

2 nieduże bakłażany

cebulka dymka posiekana wraz z zieloną częścią

kawałek papryczki chili drobno posiekany

2 ząbki czosnku

oliwa nie z pierwszego tłoczenia do smażenia bakłażanów

około 250g fety lub fety i bryndzy  ( razem)

siekana świeża bazylia

odrobina octu winnego  do spryskania roladek przed pieczeniem ( około 1 łyżki)

oliwa z pierwszego tłoczenia (jw.)

listki świeżego tymianku

świeżo zmielony pieprz

Nie użyłam soli, bo sery są wystarczająco słone żeby dosolić całe danie!

Tarta ze szpinakiem

Brak komentarzy

Idzie wiosna, z pewnością!

Nawet, jeśli trzeba poczekać na nią jeszcze parę tygodni, to jest już bliżej niż dalej.

Jak myślę wiosna, to widzę zieleń. Trawę , rzeżuchę, sałatę i …szpinak!

Tak, tak, już niedługo będzie młody szpinak. Pojawią się pęki świeżego szpinaku na straganie u pani Celiny. I będę kupować po dwa pęki naraz, jak zwykle…

Teraz jeszcze muszę poradzić sobie inaczej i kupić mrożony.

Jakie to szczęście, że bezpowrotnie minęły czasy, kiedy jedynym mrożonym produktem ze szpinaku była okropna, niemiłosiernie rozdrobniona masa , która po rozmrożeniu okazywała się rozmemłaną ciapą.

Teraz mamy już mrożone całe liście szpinaku. Ja zawsze wybieram takie duże opakowanie Bonduelle (750g) nazwane „1000 listków”. W środku są jakby zamrożone kromeczki, uformowane z całych liści szpinaku, które po wrzuceniu na patelnię i rozmrożeniu ukazują się w całej swej okazałości. I zupełnie nic to nie przeszkadza, że były zamrożone. Po uduszeniu nie różnią się od duszonych świeżych.

Szpinak świetnie komponuje się z ricottą. Ale można do tego zestawu dodać jeszcze inne rzeczy: suszone pomidory, podsmażony boczek lub pieczarki i zapewne jeszcze wiele innych.

Takie nadzienie można wykorzystać do naleśników, makaronu albo tarty. Wszystko to jest naprawdę proste, a szpinakowe nadzienie przygotowuje się niezwykle szybko.

Najpierw włączyłam piekarnik, żeby się nagrzał do 180st zanim przygotuję tartę do pieczenia. Na patelni rozgrzałam łyżkę oliwy, położyłam na niej około 250 g szpinaku i pozwoliłam mu się rozmrozić. Wlałam odrobinę wody, żeby się nie przypalił i często mieszałam. Na osobnej patelni podsmażyłam, na odrobinie oliwy, boczek pokrojony na paseczki. Gdy szpinak się rozmroził, poddusiłam go jeszcze przez kilka minut, dodałam łyżkę octu winnego, czosnek, odrobinę soli ( trzeba uważać z solą, bo boczek jest dość słony) i szczyptę cukru. Dodałam do szpinaku ricottę i podsmażony boczek i delikatnie ale dokładnie wymieszałam.

Naczynie do pieczenia posmarowałam oliwą i wyłożyłam spód i boki ciastem francuskim. Można zamiast smarowania oliwą położyć papier do pieczenia ( ja nie chciałam mieć tego na zdjęciuJ).

Na cieście położyłam nadzienie i posypałam utartym parmezanem. Wstawiłam na około ½ godziny do piekarnika. Kiedy ciasto na brzegach i parmezan zaczęły się przypiekać i zrobiły się złote, wyjęłam tartę z piekarnika. Jako dodatek, na stole czekała już sałata z winegretem i kozim serem. Pyszny duet!

Tarta ze szpinakiem, ricottą i boczkiem

(naczynie do pieczenia około 20 cm x 30 cm)

  • 1 opakowanie ciasta francuskiego, świeżego lub mrożonego (ja użyłam opakowanie 275g świeżego ciasta)
  • 250 g szpinaku
  • 250 g ricotty
  • 120 g boczku
  • rozgnieciony ząbek czosnku
  • sól, cukier do smaku
  • 1 łyżka octu winnego
  • 50 g utartego parmezanu
  • łyżka oliwy do szpinaku plus odrobina do smażenia boczku plus odrobina do wysmarowania formy

Facebook

Likebox Slider for WordPress