Archwium dla ·

owoce

· Kategoria...

Muffinki z truskawkami i miętą

1 komentarz

 

Kiedy zabierałam się dziś za pieczenie muffinek z truskawkami, przypomniałam sobie, jak doskonale do truskawek pasowała mięta w koszyczkach z ciasta filo, o czym pisałam kilka dni temu.

Pomyślałam, że koniecznie muszę spróbować, jak mięta będzie się prezentować w tych moich upieczonych babeczkach. Czy zapach i aromat pozostanie po upieczeniu?

Do miski robota wrzuciłam mąkę, jajko, cukier, proszek do pieczenia, dodałam śmietanę i olej i chwilę miksowałam.

Truskawki pokroiłam w kosteczkę, żeby nie było dużych, mokrych, rozmiękczających zbytnio wnętrze, kawałków. Liście mięty pokroiłam dość drobno nożyczkami i dodałam do ciasta. lekko wymieszałam ciasto z truskawkami i mięta i przełożyłam do formy na muffinki wyłożonej papilotkami. Każdą babeczkę posypałam jeszcze odrobiną cukru demerara i wstawiłam do nagrzanego piekarnika.

Piekłam przez około  20 minut, i kiedy muffinki były złociste, wyrośnięte i wewnątrz upieczone(sprawdziłam, jak zwykle, patyczkiem), wyjęłam je z piekarnika.

Jeszcze ciepłe ostrożnie wyjęłam z formy i ułożyłam na paterze.

Nie mogłam się powstrzymać, żeby ich nie spróbować!

Spałaszowałam jedną, ciągle jeszcze ciepłą i… była bardzo pyszna!

Mięta pozostała wewnątrz zielona, a aromat, choć nie tak silny jak w przypadku zupełnie świeżych listków, był przyjemnie wyczuwalny. Myślę, że jest to ciekawe urozmaicenie dla wypieków z truskawkami, na które sezon właśnie trwa.

Spróbujcie, warto 🙂

 

Muffinki z truskawkami i miętą

(tym razem wyszło 9 dużych, bo dość dużo zaczęłam wkładać ciasta do papilotek i zabrakło go na więcej)

 

235 g mąki

1 jajko

100 g cukru demerara + trochę do posypania gotowych babeczek

2 łyżeczki proszku do pieczenia

120 g kwaśnej śmietany

szczypta soli

50 g oleju roślinnego

150-200 g truskawek

10 sporych liści mięty, moja mięta ogrodowa jest miękka i delikatna, nie jest to zapewne mięta pieprzowa, która ma dość twarde liście. Nie potrafię powiedzieć, jak to jest odmiana, może nadwodna, może polna? Nie wiem, ale jest delikatna i można ja z łatwością i przyjemnością zjeść 🙂

 

 

 

Smacznego,

 

 

Basia

 

Koszyczki z truskawkami na imieniny

komentarze 4

 

Te koszyczki z truskawkami, upieczone z ciasta filo przygotowałam mojej Córce na imieniny. Naprawdę polecam Wam ten pomysł, bo choć wykonanie jest odrobinę pracochłonne, to efekt wart jest tego. Zresztą przygotowanie czegokolwiek na słodko, poza muffinkami może, zabrałoby pewnie tyle samo czasu, a może nawet więcej.

 

Takie koszyczki z ciasta filo można podobno upiec nawet miesiąc przed momentem ich wykorzystania. Trzeba tylko przechowywać w szczelnym pojemniku. Nie wiem, czy to prawda? Zastanawiam się, czy masło, którym smaruje się warstwy ciasta filo, nie zjełczeje w tym czasie? Ja, w każdym razie, nie planuję przygotowywać takich wypieków z miesięcznym wyprzedzeniem, ale kilka dni wcześniej, spokojnie można je zrobić i bez obaw użyć. To tak na wypadek, gdybyście przygotowywali jakąś naprawdę pracochłonną imprezę dla wielu gości i chcieli przygotowania rozłożyć w czasie.

A wracając do koszyczków z truskawkami, wypełniłam je kremem z serka mascarpone i migdałów i przybrałam plasterkami truskawek i listkami świeżej mięty. Mięta pasuje tu genialnie! Waniliowy krem, truskawka i mięta w kruchym i delikatnym cieście filo, naprawę interesujące połączenie smaków!

 

Koszyczki z ciasta filo z waniliowym kremem, truskawkami i miętą

 

forma na 12 muffinów

48 kwadratów z ciasta filo o boku ok 12 cm

z tego wyjdzie 12 koszyczków, każdy z 4 warstw. Myślę, że można użyć 3 warstw i też będzie dobrze, odrobinę delikatniejsze wyjdą wtedy koszyczki.

roztopione masło do posmarowania

250 g serka mascarpone

ok 40 g cukru pudru

50 g płatków migdałów wyprażonych na suchej patelni

pasta z ziaren wanilii (lub naturalny ekstrakt czy esencja waniliowa)

truskawki pokrojone w plasterki

listki świeżej mięty

 

Każdy kwadrat ciasta filo posmarować roztopionym masłem (nie musi być bardzo dokładnie). Kwadraty ułożyć jeden na drugim, lekko przesuwając każdy względem środka o kilka-kilkanaście stopni (tak jak w poprzednim poście o nadziewanych woreczkach).

Każdy „komplet” kwadratów włożyć do jednego wgłębienia formy na muffiny, wcześniej wysmarowanej  masłem.

Piec w piekarniku o temperaturze ok. 180 stopni, aż będą ciemno złociste. Wystudzić i ostrożnie wyjąć z formy.

 

 

 

 

Mascarpone utrzeć z cukrem pudrem i wanilią. Dodać przyprażone płatki migdałów, zostawiając nieco do posypania gotowych koszyczków.

Krem mascarpone włożyć do rękawa cukierniczego, albo do woreczka foliowego z wyciętym rożkiem, wcisnąć porcję do każdego koszyczka, udekorować plasterkami truskawek, płatkami migdałów i listkami mięty.

 

Smacznego!

 

 

 

Basia

Przygotowania do Wielkanocy i mazurek cytrynowy

Brak komentarzy

Owies (posiany w doniczce) rośnie na parapecie, żurek kisi się w kamiennym naczyniu, bakalie pokrojone  do wielkanocnej paschy czekają już w spiżarce, królik i inne mięsa na pasztet właśnie  się gotują. Czyli przygotowania do Wielkanocy w toku.

Oczywiście jeszcze jest mnóstwo do zrobienia… Mam jednak nadzieję, że zdążę ze wszystkim.

A w ramach treningu przed Wielkanocą zrobiłyśmy z Córką mazurek cytrynowy.

 

 

 

Przejrzałyśmy różne przepisy w internecie i,  trochę nimi się inspirując, zrobiłyśmy swoją wersję.

To jest mazurek z kruchym spodem. Niestety ten spód, który znalazłyśmy w przepisie, którym się inspirowałyśmy, okazał się być dość twardy. A właściwie absolutnie za twardy. Dlatego nie polecam go. Uważam, że w mazurku spód musi być kruchy naprawdę,  tu nie można oszczędzić na maśle.

Ciekawe jest nadzienie cytrynowe. Najlepiej byłoby kupić cytryny ekologiczne, gdzie skóra nie jest pryskana chemicznymi środkami ochronnymi. Mnie niestety się nie udało ich kupić tym razem, więc wyszorowałam cytryny i wyparzyłam dokładnie. Nie wiem, oczywiście, ile to dało, bo w sumie to przecież nie mam wiedzy, czym tak naprawdę traktuje się cytrusy?

W każdym razie wyszorowanie i wyparzenie pozwoliło mi, z równie czystym, jak cytryny sumieniem, użyć ich do przygotowania nadzienia.

Otarta skórka z cytryn i miąższ (oczywiście bez tej białej części, która znajduje się pod żółtą skórką) zostały wrzucone do blendera i dobrze zmiksowane, potem z dodatkiem cukru podgrzewane w Termomixie, aż masa zgęstniała. Oczywiście można podgrzewać po prostu w garnku ustawionym na  kuchence, na niedużym ogniu.

Cytryny przeznaczone do dekoracji mazurka, podobnie wyszorowane, jak te do nadzienia, pokroiłam w cienkie plasterki i gotowałam w syropie, pewnie około 45 minut, albo nawet dłużej. Przed gotowaniem wyjęłam pestki z cytryn. Do krojenia cytryn potrzebny jest ostry nóż, żeby dało się je pokroić cienko i równo zarazem. Niestety, kiedy nóż napotyka na swojej drodze pestkę, może trochę poszarpać plasterek.

Syrop cukrowy mus być bardzo intensywny, do ugotowanie plasterków z 2 niedużych cytryn użyłam chyba 250 g cukru, albo nawet więcej. Ciągle dosypywałam go, bo  nie chciałam, żeby cytryny były gorzkie i kwaśne wyłącznie. Myślę, że lepiej dać trochę za dużo, niż za mało cukru do syropu.

Gotowe cytryny odstawiłam, żeby wystygły, wyjęłam je z syropu na talerz.

Przygotowałam krem waniliowy, mleko zagotowałam z cukrem, osobno ubiłam żółtka i na gotujące mleko wlałam masę żółtkową ciągle mieszając, zdjęłam z kuchenki, masa zrobiła się od razu gęsta, po prostu budyń. Wystudziłam go, a nastęĻnie utarłam masło i stopniowo do miękkiego masła dodawałam budyń jajeczny, dodałam nieco naturalnej pasty waniliowej. Można oczywiście dać sam ekstrakt czy esencję waniliową, ale pasta zawiera drobinki wanilii, które potem przyjemnie wyglądają w kremie 🙂 Gotowy krem schłodziłam.

Mając już wszystkie warstwy gotowe, zabrałyśmy się za ich łączenie.

Warstwę kruchą posmarowałam cieniutko kremem waniliowym. Następnie posmarowałam cytrynową marmoladą.Najlepiej jest schłodzić jeszcze raz waniliowy krem rozsmarowany na kruchym cieście, bo trudno rozsmarowuje się warstwę cytrynową na rozpływającym się kremie, ale jeśli trzeba, to się jakoś da. I na koniec, na wierzchu ułożyłam plastry cytryny, a potem wstawiłam mazurek do lodówki.

Bardzo ciekawe jest to połączenie smaków. Jeśli jesteście amatorami takich przysmaków jak prawdziwa marmolada z pomarańczy, czy podobna z cytryn, czyli jeśli lubicie taki słodko-kwaśno-gorzkawy i niezwykle aromatyczny smak, to bardzo polecam!

 

 

Mazurek cytrynowy

 

(kwadratowy  25 x 25 cm, lub okrągły o średnicy około 28 cm)

 

warstwa krucha:

 

200 g mąki

150 g zimnego masła

4 łyżki lodowatej wody

szczypta soli

5-6 pełnych łyżeczek cukru

 

ciasto zagnieść szybko, zawinąć w folię i schłodzić. Następnie rozwałkować i uformować wybrany kształt, zrobić cienki wałeczek dookoła, albo podnieść nieco brzeg ciasta. Upiec na złocisty kolor. Schłodzić.

 

krem:

 

około 75-80 ml mleka

40 g cukru

2 żółtka

wanilia

50 g masła

 

zagotować mleko z cukrem, na gotujące się mleko wlać ubite osobno żółtka, szybko mieszając cały czas. Kiedy zgęstnieje, odstawić i schłodzić. Ubić masło, do miękkiego masła dodawać stopniowo budyń z żółtek, ciągle miksując, żeby masa się nie ścięła. Dodać wanilię i dalej miksować, zostawić gotowy krem do schłodzenia.

 

nadzienie cytrynowe:

 

2 średnie cytryny

około 140 g cukru

 

skórkę wcześniej wyszorowanych i wyparzonych cytryn zetrzeć na drobnej tarce, miąższ, pozbawiony białej skóry, pokroić i zmiksować z cukrem i skórką. Podgrzewać na niedużym ogniu, albo w Termomixie, aż zgęstnieje,  my podgrzewałyśmy na pewno co najmniej 1/2 godziny.

 

cytryny do dekoracji:

 

2 nieduże cytryny pokrojone w równe, mniej więcej, cienkie plasterki  (bez plastrów z początku i końca) gotować w bardzo słodkim syropie. Dałam niedużo wody, tyle żeby przykryła cytryny i pewnie około 250 g cukru, tak jak wspomniałam.

 

Gotowy mazurek, przed podaniem, najlepiej przechować w lodówce.

 

Smacznego,

 

Basia

Muffinkowe popołudnie

komentarze 4

 

Miałam odwiedzić Mamę w szpitalu i chciałam zabrać jej coś dobrego do jedzenia. Wiemy, przecież wszyscy, jak wygląda szpitalne jedzenie…

Pomyślałam, że z pewnością muffinki są dobrym pomysłem, bo nie trzeba ich od razu zjeść, a jednocześnie, nie trzeba ich przecież trzymać w lodówce, co mogłoby być kłopotliwe w warunkach szpitalnych.

Postanowiłam upiec muffinki zarówno takie na słono, jak i na słodko.

Sięgnęłam po wspominaną tu już książeczkę „Easy muffins” i wybrałam dwa przepisy na muffiny na słono: z tuńczykiem i oliwkami oraz gruszką i serem pleśniowym.

Zaczęłam pieczenie od tych z gruszką. W przepisie miały być gruszki w syropie naturalnym, czyli z puszki. Ja miałam świeże pyszne gruszki w domu, więc użyłam takich.

Rozgrzałam piekarnik do około 200 stopni. W misce robota zmiksowałam mąkę z proszkiem, jajka, mleko, roztopione masło,  sól i pieprz.

Dodałam pokrojoną w mała kosteczkę gruszkę, pokruszony dość drobno ser pleśniowy i posiekane orzechy i dobrze wymieszałam. Ciasto przełożyłam do formy na muffiny wyłożonej papilotkami i piekłam około 30 minut, aż muffinki były gotowe, rumiane, wyrośnięte i patyczek w nie wbity, wyjmowałam suchy.

Następnie zabrałam się za te tuńczykowe muffinki.

Znów wrzuciłam do miski robota mąkę z proszkiem, jajka, roztopione masło, jogurt naturalny, sól i pieprz i zmiksowałam wszystko.

Dodałam pokrojone oliwki i odsączonego z zalewy, trochę rozdrobnionego widelcem tuńczyka. Wymieszałam całość. Przełożyłam do papilotek, każdą muffinkę ozdobiłam oliwką i wstawiłam do piekarnika. Piekłam, podobnie, jak te z gruszką i serem, około 30 minut. Gotowe wyjęłam z piekarnika.

Oba rodzaje są naprawdę bardzo smaczne i gorąco polecam.

Te muffinki z gruszką są dość wilgotne, można dać mniej gruszki ewentualnie, jeśli wolicie bardziej suche, ale myślę, że nie trzeba tego robić. Być może takie same proporcje, ale z użyciem gruszki z kompotu ( ak w oryginalnym przepisie), dałyby mniej wilgotne babeczki?

Jeśli chodzi o te z tuńczykiem, to one są znów dość suche. Żeby dodać im wilgotności można dodać posiekaną czerwoną cebulą, może nawet wcześniej jeszcze zeszkloną.

Myślę, że następnym razem spróbuję właśnie z dodatkiem cebuli.

Muszę przyznać, że bardzo podoba mi się ten rozdział „Savoury sensations” z książeczki „Easy muffins” z przepisami na pikantne muffinki.

I fajnie, że jest tam jeszcze całkiem sporo niewypróbowanych przeze mnie dotychczas receptur 🙂

 

muffinki z gruszką i serem pleśniowym

na 12 sztuk

 

400 g gruszek z syropu, dobrze odsączonych i pokrojonych w kosteczkę, ja dałam świeże, słodkie gruszki

280 g maki

1 łyżka proszku do pieczenia

150 g sera pleśniowego

2 jajka

250 ml mleka

85 g roztopionego i wystudzonego masła

50 gramów posiekanych orzechów, ja dałam laskowe (takie miałam), w przepisie były włoskie

sól i sporo pieprzu

 

muffinki z tuńczykiem i oliwkami

na 12 sztuk

 

90 g wypestkowanych czarnych oliwek ( ja dałam ulubione moje kalamata! )

280 g mąki

łyżka proszku do pieczenia

2 jajka

250 g jogurtu naturalnego

85 g roztopionego i ostudzonego masła

2 puszki dużych kawałków tuńczyka w oleju

sól, sporo pieprzu

 

Smacznego,

 

Basia

 

Aha, a na słodko upiekłam muffinki już „z głowy”, z dodatkiem suszonych moreli, żurawin, śliwek oraz orzechów laskowych. Ale kiedyś już  o podobnych pisałam, więc nie będę się powtarzać 🙂

Francuska tarta z jabłkami

komentarze 2

Ta francuska tarta z jabłkami jest naprawdę fantastyczna.

Wymaga kilku dobrych składników i mniej niż dwu godzin na przygotowanie, razem z czasem pieczenia. Naprawdę warto jej poświęcić ten czas.

Przepis pochodzi z portalu http://allrecipes.com/ i jest sprawdzony!

Poza kruchym spodem i jabłkami jest w tej tarcie nadzienie zwane frangipane, składające się głównie z masła, cukru, jajek i mielonych migdałów.

Całość tworzy absolutnie doskonałą całość, polecam!

Francuska tarta z jabłkami

Ciasto kruche:

160 g mąki

1 żółtko

120 g  masła

2-3 łyżeczki cukru

3 łyżki zimnej wody, jeśli będzie trzeba

szczypta soli

Z powyższych składników zagnieść szybko ciasto, utworzyć kulę, zawinąć w folię do żywności i schłodzić w lodówce.

Frangipane:

1 jajko

1 żółtko

120 g miękkiego masła

100 g cukru

łyżka brandy, najlepiej jabłkowej

80 g mielonych migdałów

2 łyżki mąki

Masło utrzeć z cukrem na jasny krem, dodać jajko i żółtko i dalej ucierać, dodać brandy, migdały i mąkę. Kiedy będzie wszystko dobrze połączone, odstawić.

Jabłka:

około 3 średnich jabłek ( ja dałam 2 wielkie), obranych, pozbawionych gniazd nasiennych i pokrojonych w cienkie plasterki

łyżeczka cukru

około 1/2 niedużego słoiczka galaretki morelowej, ja nie miałam galaretki tylko konfiturę morelową i też wyszło dobrze 🙂

Ciasto rozwałkować cienko na koło o średnicy około 30 cm, wyłożyć nim dno formy do pieczenia tarty ( dno mojej formy ma 27 cm średnicy)  i podnieść brzegi, nakłuć widelcem i wstawić znów do lodówki.

Rozgrzać piekarnik do około 200 stopni.

W formie do tarty na schłodzone ciasto wyłożyć nadzienie frangipane i wyrównać.

Na tej warstwie układać plasterki jabłka, zaczynając od brzegu i delikatnie wciskając je w nadzienie.

Tartę wstawić do piekarnika i piec na najwyższym poziomie najpierw przez około 15 minut w temperaturze 200 stopni, aż zacznie się z wierzchu rumienić, wtedy zmniejszyć temperaturę do około 175 stopni i piec dalej przez około 10 minut.

Następnie posypać łyżeczką cukru i dalej piec przez około 10 kolejnych minut, aż cukier się skarmelizuje, wtedy wyjąć z piekarnika.

Galaretkę (czy konfiturę, jak ja zrobiłam) podgrzać i ewentualnie dodać odrobinę wody, gdyby była za gęsta. Taką podgrzaną galaretką posmarować całą tartę z wierzchu przy pomocy pędzla, żeby była ładnie błyszcząca.

Smacznego,

Basia

Best Ever Brownie i pieczenie pierników

komentarzy 9

Cóż, niestety muszę przyznać się, że zapomniałam Wam napisać o tym, że nastawiłam ciasto na pierniki. A nastawiłam je już parę tygodni temu… A dziś z Córką  upiekłyśmy pierniki, bo przecież za 4 tygodnie już Wigilia! A pierniki muszą mieć czas, żeby zmięknąć i nabrać odpowiedniej piernikowej konsystencji.

Na szczęście w zeszłym roku pisałam o piernikach kilkukrotnie, po raz pierwszy, kiedy nastawiłam ciasto http://www.rozkoszepodniebienia.com/?p=802 , potem kiedy je upiekłam http://www.rozkoszepodniebienia.com/?p=822 a następnie relacjonowałam dekorowanie pierników tuż przed Bożym Narodzeniem http://www.rozkoszepodniebienia.com/?s=lukrowanie+piernik%C3%B3w

W tym roku byłoby to już nudne, prawda?

Dlatego tylko informuję, że temat pierników jest pod kontrolą 🙂

A zanim przyjdzie czas na ich lukrowanie polecam upieczenie przepysznego brownie  z dodatkiem ricotty i wiśni.

To jet zmodyfikowany przez moją Córkę przepis pochodzący z książki Brownies autorstwa Lindy Burum.

Piekłam to ciastko po raz pierwszy, ale z pewnością  nie ostatni!

Najlepsze brownie 🙂

warstwa serowa:

250 g sera ricotta

1 łyżeczka naturalnej esencji waniliowej

45 g bardzo miękkiego masła

65 g cukru

1 duże jajko

4 łyżeczki mąki ziemniaczanej

do miękkiego masła dodawać stopniowo odsączoną z serwatki  ricottę i miksować, dodać resztę składników i wszystko razem miksować, odstawić.

warstwa czekoladowa:

150 g czekolady gorzkiej 70%

90 g masła

95 g mąki

1/4 łyżeczki sody oczyszczonej

1/4 łyżeczki soli

2 duże jajka

1 łyżeczka naturalnej esencji waniliowej

135 g cukru

200-250 g wydrylowanych wiśni ( użyłam mrożonych, ale rozmroziłam je przed pieczeniem)

rozpuścić czekoladę z masłem w kąpieli wodnej albo w kuchence mikrofalowej (ja rozpuściłam w kuchence mikrofalowej), dokładnie wymieszać i ostudzić. Ubić jajka z cukrem i ciągle ubijając dodać rozpuszczoną czekoladę.  Osobno w misce wymieszać mąkę, sodę oczyszczoną i sól i dodać  ciągle miksując do czekoladowej masy.

Przełożyć 2/3 masy czekoladowej do formy (ja wcześniej wyłożyłam formę o wymiarach ok 20 cm X 30 cm papierem do pieczenia), następnie przykryć równomiernie warstwą ricotty, a na wierzch  równomiernie wylać pozostałą masę czekoladową. Następnie, za pomocą noża, wykonać zygzaki tak, aby masy nie pomieszały się, a jedynie stworzyły biało-czarny wzór. Na wierzch wysypać wiśnie i wcisnąć je nieco w środek (nie wszystkie). Piec w temp. 175 stopni przez około 45-50 minut. Wyjąć, gdy patyczek wbity w ciasto w środkowej części wychodzi z niego suchy.

Smacznego,

Basia

Kaczka z figami i czerwonym winem

komentarze 2

Moja Córka ostatnio ciągle powtarza, że nudne jest to co gotuję.  Być może fakt, że mam naprawdę mało czasu sprawia, że ostatnio mniej wymyślam potraw i mniej poszukuję nowych pomysłów…

Żeby się trochę zrehabilitować zaproponowałam ugotowanie kaczki z figami. W przepisie, który znalazłam w należącej do mojej Córki książce „Księga smaków świata” do przyrządzenia sosu do kaczki użyto między innymi porto. Ja nie miałam porto, użyłam po prostu czerwonego półsłodkiego wina i odrobiny cukru demerara.

Wspomniana książka z przepisami kulinarnymi nie należy do szczególnie rzetelnych, dlatego nie trzymałam się opisanej receptury, tylko zaufałam intuicji 🙂

Kaczka z figami i winem

dla około 8 osób

5 piersi z kaczki i 2 nogi (chciałam kupić same piersi, ale było ich tylko 5 w sklepie, więc na wszelki wypadek kupiłam jeszcze 2 nogi)

około 600 ml wina czerwonego półsłodkiego (albo słodkiego, wtedy nie trzeba już dodawać cukru)

łyżka cukru demerara

oliwa i masło do smażenia

sól i świeżo zmielony pieprz

500 ml bulionu drobiowego ( ja dałam ekologiczny bulion z drobiu)

garść posiekanych liści świeżej bazylii

około 750 g świeżych fig przekrojonych na ćwiartki.

Piekarnik nagrzać do około 170 stopni.

Na patelni  rozgrzać kilka łyżek oliwy i łyżkę masła.

Skórę na częściach kaczki ponacinać  w kratkę uważając, żeby nie ponacinać mięsa.

Każdy kawałek skropić winem, natrzeć solą i pieprzem i posypać siekaną bazylią.

Na patelni obsmażyć na brązowo z obu stron części kaczki, a potem przenieść je na blachę do pieczenia. Blachę wstawić do piekarnika i piec około 1,5 godziny.  Tłuszcz, na którym smażyła się kaczka odlać, ewentualnie usunąć z niego przypalone kawałki bazylii i odstawić. Wino wlać do garnka, zagotować, a następnie gotować przez około 20 minut, aż ilość zredukuje się do około połowy.

Na patelni na około łyżce lub  dwóch masła poddusić pokrojone figi, gdy lekko zmiękną zdjąć z kuchenki i odstawić.

Na patelnię z tłuszczem po smażeniu kaczki wlać zredukowane wino, dodać bulion i jeszcze razem chwilę gotować, aż sos nieco zgęstnieje. Doprawić cukrem. Dodać figi wraz z sosem, który utworzył się pod nimi w trakcie krótkiego duszenia.

Gotową kaczkę wyjąć z piekarnika i  pokroić na mniejsze części, to znaczy piersi na plastry, a jeśli będą nogi, tak jak u nas, to nogi po prostu przekroić tak, jak się to da zrobić 😉

Kaczkę ułożyć na talerzu wyłożyć na nią figi i całość polać sosem.

Smacznego,

Basia

Figi zapiekane

komentarzy 5

Kiedy byłam dzieckiem, figi znałam tylko pod postacią suszonych. Moja Mama dodawała właśnie takie pokrojone, suszone figi do różnych wypieków razem z innymi bakaliami. Gdyby ktoś wtedy zapytał mnie, jak wygląda świeża figa, pewnie nie wiedziałabym…

Fajnie, że teraz można już kupić świeże figi. Wprawdzie nie należą do najtańszych owoców, ale o tej porze roku można je kupić w całkiem przyzwoitej cenie.

I poza zjedzeniem na surowo (co jest niezwykle przyjemnym doświadczeniem 🙂 ) można przyrządzić z  nich ciekawe dania, na przykład figi nadziewane kozim serem i zapiekane z boczkiem.

Takie figi, to dobry pomysł na wykwintną gorącą przystawkę. Więc jeśli planujecie wkrótce jakąś  elegancką kolację czy przyjęcie dla gości, to gorąco polecam. Sprawdzone!

Figi z kozim serem i orzechami zapiekane z boczkiem

6 fig przekrojonych na pół (w poprzek)

150 g sera koziego (dałam roladę sera koziego pleśniowego o średnicy około 4-5 cm)

12 połówek orzechów włoskich albo pekan

12 wąskich lub 6 szerokich pasków boczku (szerokie paski przekrojone wzdłuż na pół)

odrobina oliwy

12 wykałaczek

Rozgrzać piekarnik do około 200 stopni. Dno naczynia do zapiekania wysmarować oliwą.

Z fig odciąć ogonki, a potem przekroić figi na pół w poprzek.

Na każdej połówce figi położyć plasterek sera koziego, wcisnąć w ser połówkę orzecha, owinąć plasterkiem boczku i  spiąć wykałaczką. Ułożyć w naczyniu.

Wstawić do piekarnika na około 10-15 minut. Kiedy boczek będzie dobrze przyrumieniony i ser zacznie się topić, wyjąć z piekarnika.

Z fig i boczku podczas zapiekania wydostanie się trochę soku, wraz z oliwą, którą było wysmarowane  naczynie stworzy niewielką ilość sosu, którym warto polać gotowe figi  podczas układania ich na talerzykach.

Bardzo Wam polecam te figi, są naprawdę wyborne!

Smacznego,

Basia

Muffinki ze śliwkami i niespodzianką

1 komentarz

Moja Córka znów mnie skrytykuje, że piszę o muffinkach.

Ale teraz jest pora na śliwki, więc  przecież musiałam  upiec muffinki ze śliwkami.

A skoro upiekłam, to czemu nie napisać? Takich jeszcze nie piekłam, muffinki ze śliwkami i z niespodzianką!

Węgierki o tej porze roku są obłędne! Najbardziej lubię takie najzwyklejsze, niezbyt duże i najchętniej, żeby już zaczynała marszczyć się na nich skórka, bo to znak, że są cudownie słodkie!

Choć same śliwki węgierki są wystarczającym dodatkiem do ciasta, to odrobina cynamonu z pewnością im nie zaszkodzi. A kawałek karmelowego KitKata będzie przyjemną niespodzianką dla łasuchów.

Był kiedyś czas, kiedy uważałam, że dzień bez karmelowego KitKata, to dzień stracony.

Teraz wprawdzie nie jadam ich już za często, ale nadal bardzo je lubię. I kiedy wczoraj zobaczyłam je na półce w sklepie, nie mogłam sobie odmówić!

Kupiłam kilka sztuk i  postanowiłam część z nich przemycić w muffinkach 🙂

Muffinki ze śliwkami i niespodzianką

na 12 sztuk

300 g mąki

150 g cukru

100 g roztopionego masła

kilka kropli naturalnej esencji cynamonowej ( albo spora szczypta cynamonu mielonego)

kilka kropli naturalnej esencji waniliowej

2 jajka

150 g kwaśnej śmietany

50 ml mleka

2 łyżeczki proszku do pieczenia

około 250 g śliwek węgierek, wyjąć pestki i pokroić w wąskie paseczki  lub kostkę o boku około 1 cm

2 KitKaty karmelowe, każdy przekrojony na 6 części

Rozgrzałam piekarnik do około 180 stopni. Formę do muffinek wyłożyłam papilotkami.

W misce robota wymieszałam mąkę, proszek do pieczenia, cukier, jajka, masło,  cynamon,  esencje, śmietanę, mleko. Dodałam śliwki pokrojone drobno i jeszcze wymieszałam robotem.

Do każdej papilotki włożyłam porcję ciasta, wcisnęłam lekko kawałek KitKata i przykryłam porcją ciasta.

Piekłam około 25 minut, aż były złociste i patyczek wbity w ciasto wychodził suchy.

Smacznego,

Basia

Puszyste muffinki z cynamonem, gruszką i nektarynką

Brak komentarzy

Bardzo stęskniłam się za muffinkami, nie piekłam ich już ładnych kilka tygodni!

Postanowiłam więc nadrobić ten czas i szybko upiekłam babeczki z gruszką, nektarynką i cynamonem.

Wprawdzie cynamon kojarzy mi się raczej jesiennie, ale przecież jesień już tuż, tuż..

Moje dzisiejsze muffinki są bardzo puszyste, a to pewnie dzięki sporej ilości mąki ziemniaczanej. I tak sobie myślę, skąd w ogóle wzięła się w moich przepisach mąka ziemniaczana? Chyba to było tak, że kiedyś dawno temu ktoś mi powiedział, że dodatek mąki ziemniaczanej sprawi, że nie zrobi się zakalec w babce piaskowej.

I od tego czasu zdarza mi się czasem dodawać mąkę ziemniaczaną, ale to raczej dla różnorodności wypieków, bo nie pamiętam zakalców w moich ciastach 🙂

Puszyste muffinki z gruszką, nektarynką i cynamonem

12 sztuk

170 g mąki pszennej

80 g mąki ziemniaczanej

1 jajko

120 g cukru

2 łyżeczki proszku do pieczenia

100 ml mleka

90 g masła roztopionego

spora nektarynka pokrojona w drobną kosteczkę

spora gruszka obrana i pokrojona w małą kosteczkę

łyżeczka cynamonu

cukier brązowy z cynamonem do posypania muffinek przed pieczeniem

Rozgrzałam piekarnik do około 180-190  stopni.Wszystkie składniki (oprócz owoców i cukru z cynamonem do posypania) wrzuciłam do miski robota i przez chwilę wyrabiałam.

Do ciasta dodałam pokrojone owoce i wymieszałam lekko, ale dokładnie.

Masę przełożyłam do  formy wyłożonej papierowymi miseczkami.

Piekłam około 25 minut. Przyrumienione i gotowe  muffinki wyjęłam z piekarnika, wcześniej sprawdzając patyczkiem, czy są upieczone.

Smacznego,

Basia

Facebook

Likebox Slider for WordPress