Miałam odwiedzić Mamę w szpitalu i chciałam zabrać jej coś dobrego do jedzenia. Wiemy, przecież wszyscy, jak wygląda szpitalne jedzenie…
Pomyślałam, że z pewnością muffinki są dobrym pomysłem, bo nie trzeba ich od razu zjeść, a jednocześnie, nie trzeba ich przecież trzymać w lodówce, co mogłoby być kłopotliwe w warunkach szpitalnych.
Postanowiłam upiec muffinki zarówno takie na słono, jak i na słodko.
Sięgnęłam po wspominaną tu już książeczkę „Easy muffins” i wybrałam dwa przepisy na muffiny na słono: z tuńczykiem i oliwkami oraz gruszką i serem pleśniowym.
Zaczęłam pieczenie od tych z gruszką. W przepisie miały być gruszki w syropie naturalnym, czyli z puszki. Ja miałam świeże pyszne gruszki w domu, więc użyłam takich.
Rozgrzałam piekarnik do około 200 stopni. W misce robota zmiksowałam mąkę z proszkiem, jajka, mleko, roztopione masło, sól i pieprz.
Dodałam pokrojoną w mała kosteczkę gruszkę, pokruszony dość drobno ser pleśniowy i posiekane orzechy i dobrze wymieszałam. Ciasto przełożyłam do formy na muffiny wyłożonej papilotkami i piekłam około 30 minut, aż muffinki były gotowe, rumiane, wyrośnięte i patyczek w nie wbity, wyjmowałam suchy.
Następnie zabrałam się za te tuńczykowe muffinki.
Znów wrzuciłam do miski robota mąkę z proszkiem, jajka, roztopione masło, jogurt naturalny, sól i pieprz i zmiksowałam wszystko.
Dodałam pokrojone oliwki i odsączonego z zalewy, trochę rozdrobnionego widelcem tuńczyka. Wymieszałam całość. Przełożyłam do papilotek, każdą muffinkę ozdobiłam oliwką i wstawiłam do piekarnika. Piekłam, podobnie, jak te z gruszką i serem, około 30 minut. Gotowe wyjęłam z piekarnika.
Oba rodzaje są naprawdę bardzo smaczne i gorąco polecam.
Te muffinki z gruszką są dość wilgotne, można dać mniej gruszki ewentualnie, jeśli wolicie bardziej suche, ale myślę, że nie trzeba tego robić. Być może takie same proporcje, ale z użyciem gruszki z kompotu ( ak w oryginalnym przepisie), dałyby mniej wilgotne babeczki?
Jeśli chodzi o te z tuńczykiem, to one są znów dość suche. Żeby dodać im wilgotności można dodać posiekaną czerwoną cebulą, może nawet wcześniej jeszcze zeszkloną.
Myślę, że następnym razem spróbuję właśnie z dodatkiem cebuli.
Muszę przyznać, że bardzo podoba mi się ten rozdział „Savoury sensations” z książeczki „Easy muffins” z przepisami na pikantne muffinki.
I fajnie, że jest tam jeszcze całkiem sporo niewypróbowanych przeze mnie dotychczas receptur 🙂
muffinki z gruszką i serem pleśniowym
na 12 sztuk
400 g gruszek z syropu, dobrze odsączonych i pokrojonych w kosteczkę, ja dałam świeże, słodkie gruszki
280 g maki
1 łyżka proszku do pieczenia
150 g sera pleśniowego
2 jajka
250 ml mleka
85 g roztopionego i wystudzonego masła
50 gramów posiekanych orzechów, ja dałam laskowe (takie miałam), w przepisie były włoskie
sól i sporo pieprzu
muffinki z tuńczykiem i oliwkami
na 12 sztuk
90 g wypestkowanych czarnych oliwek ( ja dałam ulubione moje kalamata! )
280 g mąki
łyżka proszku do pieczenia
2 jajka
250 g jogurtu naturalnego
85 g roztopionego i ostudzonego masła
2 puszki dużych kawałków tuńczyka w oleju
sól, sporo pieprzu
Smacznego,
Basia
Aha, a na słodko upiekłam muffinki już „z głowy”, z dodatkiem suszonych moreli, żurawin, śliwek oraz orzechów laskowych. Ale kiedyś już o podobnych pisałam, więc nie będę się powtarzać 🙂




1. Komentarz przez Delirium
21/mar/2012 na 18:48
Co robić, by muffinki tak pięknie rosły? Moje wypieki nie wyrastają tak imponująco poza papilotkę – nie mieszam ciasta za długo ani nie otwieram piekarnika w trakcie pieczenia. Dlatego jestem wprost zachwycona Twoimi muffinami – co więcej, z ogromną przyjemnością przejrzałam wszystkie przepisy i na dniach jeden od razu wypróbuję!
Dziękuję za fantastycznego bloga!
Pozdrawiam,
Delirium
2. Komentarz przez Basia
21/mar/2012 na 23:45
Droga Delirium,
zupełnie nie rozumiem, czemu muffinki nie wyrastają?… Jakie masz papilotki? Może jakiś duży rozmiar, w których porcja ciasta po prostu ginie? Mam niektóre papilotki, przywiezione z zagranicy, które są naprawdę duże i trzeba dawać przynajmniej połowę ciasta więcej do nich, żeby wyrosły ponad brzeg. Były dostępne też takie z Ikei, które były większe niż standard, wysokie bardzo, bo one były przewidziane do takiej formy (również Ikea), która miała głębokie i wąskie wgłębienia. Ale jak taką papilotkę włożyło się do normalnej formy na muffiny, to plisowanie papilotki się szeroko rozchodziło i wychodziła wielka, szeroka papilotka.Z pewnością potrzebująca większego wypełnienia, niż 1/12 porcji przygotowanego ciasta. No, ale jeśli nie to, to co…? Dajesz proszek do pieczenia, muffiny potrzebują go sporo. Zwykle w przepisie na 250 g mąki są 2 łyżeczki (naprawdę porządne, nie płaskie) i jeszcze pół łyżeczki sody, na przykład. No, ale jeśli to też nie o proszek chodzi…? To nie wiem… Jak coś wymyślę, to dam znać 🙂 Tymczasem musisz chyba pokochać te niewyrośnięte, a poza tym, być może przy kolejnym pieczeniu wszystko będzie już dobrze i muffinki wyrosną? Tego właśnie Ci życzę i mam nadzieję, że wypieki zaczną się wreszcie doskonale udawać. Pozdrawiam, Basia
3. Komentarz przez Ika
19/gru/2012 na 12:40
Mam małe pytanie. Czy bardzo uszkodzi smak muffinów brak oliwek? I ja i moja rodzina nie przepadamy za nimi 😉 Może jakiś zamiennik? Por np. Dobrze komponuje się z tuńczykiem, a dodatkowo nada jakiegoś charakteru.
Czekam na odp. 🙂
4. Komentarz przez Basia
19/gru/2012 na 22:29
Ja bardzo lubię oliwki, ale rozumiem, że można ich nie lubić.
Oczywiście można je pominąć w muffinkach. Ja w zamian pewnie nie dałabym do nich pora, ale cebulę owszem! Na przykład taką podsmażoną lekko. Albo może suszone pomidory? Też je bardzo lubię i właściwie mogłabym je dodawać do wszystkiego:-)