Archwium dla ·

cukinia-dynia-bakłażan

· Kategoria...

Pierwszy patison

1 komentarz

No i przyszła pora na patisona.

Nasza przydomowa uprawa zaczyna dość  intensywnie dojrzewać. Zanosi się na to, że najbliższe tygodnie upłyną pod znakiem cukiniowo-patisonowo-kabaczkowych potraw. Może się nie znudzą…?

Ale z pewnością zmuszą do  kreatywności kulinarnej .

Tymczasem wróćmy do patisona, który jest dość oryginalny w kształcie i to mnie w nim pociąga 🙂

A poza tym jest  trochę twardszy od cukinii i kabaczka, a to  sprawia, że trzeba go gotować  czy smażyć trochę dłużej niż tamte. Po ugotowaniu pozostaje bardziej jędrny niż cukinia i kabaczek.

Patison  został zebrany dość późno,  jak się okazało. Mimo, że niewielki, okazał się mieć grubą i już niejadalną skórę i gniazdo z twardymi pestkami.

Ale gdyby był nieco młodszy, to by można go zjeść nawet na surowo. Miałam kiedyś taką znajomą, która młode patisony brała do pracy w charakterze przegryzki. Kroiła na plastry , soliła i zjadała.

Ja natomiast z  naszego pierwszego patisona zrobiłam gratin, czyli taką warzywną zapiekankę.

Tym razem poza pomidorami i cebulą oraz  chrupiącą skorupką  z parmezanu pomieszanego z bułką tartą i oliwą do gratin dodałam pesto. Wyszło smakowicie.

Gratin z patisona, pomidorów i pesto

jako danie główne dla 2 osób

jako dodatek  dla  4

1 patison ( można też być  cukinia albo kabaczek) obrany, pozbawiony pestek i  pokrojony na plastry o grubości około 1 cm

3 średnie pomidory( nacięte, sparzone i obrane ze skóry)

cebula pokrojona w piórka

oliwa do smażenia

pesto , ja dałam 100g świeżego  mrożonego. Jeśli  dacie gęste  pesto ze słoika, to trzeba nieco je rozrzedzić dodając trochę wody. Tyle tylko, żeby dało się wylać na warstwę pokrojonego patisona.

rozgnieciony ząbek czosnku

pieprz, sól – do smaku

ocet winny

bułka tarta  około 30-40g

parmezan utarty około 60-70 g

oliwa  około 30 g

oregano suszone i świeże

ewentualni bazylia

Rozgrzałam piekarnik do 180 stopni.

Na patelni usmażyłam na oliwie z obu stron plastry patisona. Właściwie podsmażyłam je tylko.

W naczyniu do zapiekania ułożyłam plastry patisona, polałam je sosem pesto, do którego dodałam rozgnieciony czosnek i  nieco octu winnego( około ½ łyżeczki). Położyłam cebulę i pokrojone na plastry obrane pomidory. Całość posypałam suszonym oregano i  dobrze wymieszaną bułką z parmezanem i oliwą. Wstawiłam do nagrzanego piekarnika na około ½ godziny.

Gdy na wierzchu pojawiła się złocista chrupiąca skorupka wyjęłam z piekarnika. Przed podaniem dodałam listki świeżego oregano i bazylii.

Basia

Pierwsza cukinia i zupa rybna

komentarze 2

No i jest! Pierwsza cukinia!

W sumie, to nie jestem pewna, czy to jest cukinia?  Jest jasna jak kabaczek.

No i niepostrzeżenie sporo urosła. Dosłownie 2 dni temu sprawdzałam i była  zdecydowanie zbyt mała, żeby ją zebrać. Dziś patrzę, a tu taki egzemplarz!

Przyjmijmy, że to jednak jest cukinia, no  bo takie były przecież nasiona.

Zajrzałam też do reszty naszych upraw ogrodowych i zauważyłam, że już zaraz będzie też  pora na zebranie patisona . Potem przyjdzie czas na dynię, ale tej z pewnością pozwolę urosnąć do sporych rozmiarów.

Jeśli chodzi o cukinie, to najbardziej lubię takie małe, z cienką skórką, której się nie obiera i można wręcz jeść na surowo.

Ta nasza pierwsza cukinia mimo, że nie jest najmniejsza, skórkę ma cieniutką a gniazda nasienne jeszcze niewykształcone, więc można ją kroić i jeść  w całości. Czyli wszystko zgodnie z planem.

A teraz pytanie, co ugotować z niej?

W związku z tym,  że Córka wyjechała na wakacje, mogę przyrządzić przysmak wyłącznie dla Męża.

Ostatnio mówił  znów coś o zupie rybnej.  Pomyślałam, że to właśnie będzie dobry pomysł:  zupa rybna w letniej wersji z cukinią i świeżymi ziołami.

Zupa rybna z cukinią i ziołami

składniki na 3 porcje

nieduża cukinia ( ja dałam połowę tej na zdjęciu) pokrojona w kosteczkę

nieduża cebula posiekana

2 nieduże pomidory sparzone , obrane i pokrojone dość grubo

kawałek selera, obrany i pokrojony drobno

marchewka obrana i pokrojona na talarki i jeszcze na pół

kawałek pora pokrojony dość drobno

kawałek posiekanej papryczki chili, według uznania

1 rozgnieciony ząbek czosnku

3 kawałki świeżego łososia bez skóry

około 1 płaskiej łyżeczki soli morskiej

sporo pieprzu świeżo zmielonego

około 50ml białego wina

2-3 łyżki sosu rybnego

siekana świeża natka pietruszki

świeży tymianek ( lub inne zioła, które lubicie)

oliwa do smażenia ( około 2-3 łyżek)

oliwa extra vergine do podania

Na patelni rozgrzałam oliwę do smażenia, na niej poddusiłam cebulę, pora, selera i marchewkę. Na końcu dodałam rozgnieciony czosnek,  pokrojoną cukinię i  pokrojone obrane pomidory. Wlałam wino. Dusiłam przez około 10 minut, uważając żeby się nie przypaliło.

W garnku zagotowałam wodę, dodałam do niej posiekaną papryczkę  chili i liść laurowy.

Gdy warzywa były już podduszone,  przełożyłam  je do garnka z gotującą się wodą.

Dodałam sól, cukier, wino, pieprz, sos rybny.

Do zupy włożyłam kawałki łososia i gotowałam jeszcze przez około 10 minut, aż ryba  była miękka, a warzywa jeszcze nierozgotowane.  Po ugotowaniu doprawiłam jeszcze około 1 łyżeczką octu winnego.

Gotową zupę  (już na talerzu)  posypałam siekaną natką pietruszki i świeżym tymiankiem, dodałam też  do każdej porcji nieco oliwy z pierwszego tłoczenia.

Smacznego,

Basia

Kurki z cukinią

Brak komentarzy

Nie doczekałam się jeszcze naszej ogrodowej cukinii, pogoda się zepsuła tak skutecznie, że o dojrzewaniu owoców i warzyw można zapomnieć na razie.  Trudno jednak pohamować apetyt na cukinię i  jeśli już taki jest, po prostu trzeba ratować się  kupioną na straganie.

Bardzo to przyjemny czas, gdy  widzi się cenę 2,50 zł za kilogram cukinii. A może i niższą nawet…

Tak więc oczywiście kupiłam cukinię, a gdy wróciłam do domu zastałam w kuchni sprezentowane przez Kolegę mojego Męża pudełko kurek. Świetnie! Połączenie cukinii i kurek, to para niemal doskonała! I choć nie było wątpliwości, co w związku z tym ugotuję,  przypomniałam sobie taki lipiec  wiele lat temu, kiedy razem z moim Mężem uczestniczyliśmy w obozie młodzieżowym, który odbywał się gdzieś w jakimś fińskim lesie. Urodzaj grzybów był tam nieprawdopodobny, ale zbieraliśmy je chyba tylko my.  Było zatrzęsienie  kurek i kozaków.  Zasada zbierania była taka: zbieramy tylko to, co rośnie nie dalej, niż metr od ścieżki.

A poważnie mówiąc nie bylibyśmy po prostu w stanie zebrać wszystkich grzybów, które widzieliśmy.  Kozaki  suszyliśmy na kaloryferach, korzystając z zimnej pogody i włączonego ogrzewania.  W rezultacie w charakterze pamiątek przywieźliśmy  do Polski sznury suszonych grzybów.

A kurki smażyliśmy na maśle i zjadaliśmy od razu! To była prawdziwa poezja!  Może trochę też za zasługą fińskiego masła Lurpak? 🙂

Tyle wspomnień. Wracam do moich kurek zapiekanych z cukinią!

To jest bardzo proste i  zarazem niezwykle wdzięczne danie, szczególnie dla miłośników kurek.

Pojawiło się u nas w domu, bo moja Córka  gdzieś w jakiejś restauracji  zjadła kiedyś  kurki z cukinią i zażyczyła sobie takich w domu. Oczywiście nie było przepisu, tylko zapamiętany przez nią smak i jedynie podejrzenie, co tam mogło jeszcze być. W ten sposób powstało to danie, które  od pierwszego razu weszło do naszej kuchni na stałe. Zimą kupuję drogie mrożone kurki i drogą cukinię, żeby je przygotować. Ale teraz mamy przecież sezon na kurki i tanią jak barszcz cukinię, więc śpieszmy korzystać z tych darów!

Kurki zapiekane z cukinią i parmezanem

średnia cukinia pokrojona w kosteczkę

około 350 g kurek( doskonale umytych i ewentualnie pokrojonych, jeśli są duże)

cebula drobno posiekana

szczypta chili, sporo pieprzu świeżo zmielonego

rozgnieciony ząbek czosnku

250ml śmietanki kremówki

sól i szczypta cukru do smaku

ocet winny ( około 1 łyżeczki)

30 g utartego  parmezanu

oliwa do smażenia

Rozgrzałam piekarnik do około 180 stopni.

W naczyniu do zapiekania położyłam na dnie posiekaną cebulę a na niej cukinię.

Na patelni rozgrzałam około 2 łyżek oliwy i wrzuciłam na nią kurki, podsmażyłam je przez około 10 minut. Doprawiłam solą, pieprzem, chili, czosnkiem i dodałam śmietankę, na koniec dodałam ocet winny i wymieszałam dobrze. Chwilkę całość pogotowałam, żeby śmietanka trochę zgęstniała.

Przełożyłam kurki do naczynia z cukinią, posypałam parmezanem i wstawiłam do piekarnika.

Piekłam około ½ godziny. W tym czasie parmezan stworzył złocistą skorupkę, cukinia była jeszcze ciągle jędrna ale już gotowa do jedzenia. Wyjęłam  danie z piekarnika, posypałam świeżą bazylią i podałam.

Pycha!

I bardzo chętnie z białym winem!

Basia

Tarta z łososiem i cukinią

1 komentarz

Bardzo nie lubię wyrzucać jedzenia.

Wychowałam się w domu, w którym zwracano uwagę na to, żeby ono się nie marnowało.

Bardzo  doceniam, że mnie tak wychowano.

Wobec  ogromnego głodu istniejącego na świecie, bezmyślne wyrzucanie jedzenia jest po prostu niemoralne. I nie są to frazesy. Przynajmniej  dla mnie.

Dlatego  pozostałego z wczorajszego  obiadu grillowanego łososia (którego przygotowałam  po prostu za dużo) postanowiłam wykorzystać,  gotując  dzisiejszy obiad.

I dobrze się złożyło, bo miałam mało czasu i musiałam zrobić jakieś danie ekspresowe.

I tak powstała tarta z cukinią, ricottą i łososiem.

Nagrzałam piekarnik do około 200stopni.

Naczynie do zapiekania posmarowałam oliwą, wyłożyłam ciastem francuskim.

Na dużej patelni podsmażyłam na oliwie cukinię pokrojoną na plasterki, dodałam pokrojona cebulę i smażyłam dalej, aż cukinia trochę zmiękła, a cebula się zeszkliła. Doprawiłam rozgniecionym czosnkiem, octem winnym, solą, chili, cukrem i pieprzem.

Odstawiłam cukinię z ognia. Dodałam do niej ser ricotta, wymieszałam.

Kawałki grillowanego łososia podzieliłam na mniejsze części, wyjęłam  ości.

Do formy do zapiekania wyłożonej  już ciastem francuskim, przełożyłam nadzienie z cukinią i rozprowadziłam je w miarę równomiernie, na wierzchu położyłam kawałki łososia i delikatnie je wcisnęłam w nadzienie. Całość posypałam utartym parmezanem i wstawiłam do nagrzanego piekarnika.

Po około 20 minutach wyjęłam złocistą  tartę i posypałam ją posiekaną rukolą.

Tarta z cukinią, ricottą  i  grillowanym łososiem

forma do zapiekania około 20 x 30cm

oliwa do posmarowania formy

ciasto francuskie ( 275 g)

3 niewielkie cukinie ( w sumie około 600g)

opakowanie ricotty świeżej 250g

2 rozgniecione ząbki czosnku

sól , cukier, chili, pieprz – według uznania

cebula nieduża posiekana drobno

około 200g grillowanego łososia ( można ewentualnie dać tuńczyka z puszki i jestem przekonana, że będzie pycha!)

około 60-75 g utartego parmezanu

posiekana świeża rukola do posypania po upieczeniu, albo inne ulubione zioła

Zielony ryż

Brak komentarzy

To nie jest klasyczne risotto. To jest  raczej po prostu ryż z dodatkami. Do prawdziwego włoskiego risotto potrzebna jest specjalna odmiana ryżu, który skleja się z innymi ziarenkami. Nie nadaje się do tego ryż długi, którego ziarna po ugotowaniu są sypkie i łatwo się rozdzielają jedno od drugiego.  A ja właśnie najbardziej lubię taki właśnie ryż,  i najlepiej jeśli to będzie tajski ryż jaśminowy.

Dlatego nie mówię o takiej potrawie risotto, choć w gruncie rzeczy pewnie nim jest.

Kiedyś, pewnie kilka lat temu,  moja dorastająca Córka zakomunikowała , że  nie będzie już jeść mięsa więcej , została wegetarianką. I w związku z tym  mam gotować dla niej tylko ryż, kasze, warzywa itp.

Nie wzięłam  sobie jednak tego bardzo do serca, znając pomysły dorastających dziewczynek.

I słusznie, bo okres tego wegetarianizmu nie trwał długo, może parę tygodni, nie więcej.

Ale wtedy właśnie zaczęłam gotować takie ryżowe i  kaszowe dania, które okazały się ciekawym urozmaiceniem dotychczasowej mojej kuchni.

I dziś właśnie zrobiłam takie wegetariańskie risotto-nie risotto,  z  mojego ulubionego  tajskiego ryżu jaśminowego.

Ryż na zielono

ze szparagami, cukinią i  zielonym groszkiem

ryż:

1 filiżanka ryżu jaśminowego

2 filiżanki wody

2 łyżki oleju roślinnego

sól

W rondlu rozgrzałam olej, wsypałam ryż, wyprażyłam w gorącym tłuszczu. Wlałam wodę, dodałam sól  i gotowałam przez chwilę na dużym ogniu, aż zagotowała się woda w ryżu. Zmniejszyłam ogień na najmniejszy i gotowałam pod przykryciem, aż ryż wchłonął całą wodę.

dodatki:

150-200g zielonych szparagów

2 małe lub 1 większa cukinia

oliwa do smażenia cukinii

75 g mrożonego groszku zielonego

cebulka dymka( biała część i zielona)

sól, ocet winny, chili, pieprz, cukier, rozgniecione 2 ząbki czosnku,

1 spora łyżka majonezu ( Dekoracyjny Winiary)

kilka- kilkanaście zielonych oliwek

listki świeżego oregano i rukoli

kilka orzechów włoskich posiekanych grubo

100g utartego sera cheddar lub innego ostrego sera

Szparagi umyte i obrane z włókien i stwardniałych końców  pokroiłam na kawałki o długości około       3 cm. Wrzuciłam je  na gorącą osoloną lekko wodę i gotowałam przez kilka minut, aż były  dość  miękkie, pod koniec gotowania wrzuciłam do szparagów groszek mrożony. Gotowałam jeszcze przez chwilę i odcedziłam ugotowane warzywa.

Na patelni, na rozgrzanej oliwie podsmażyłam cukinię pokrojoną na plasterki,  aż była miękka i jednocześnie dość jędrna. Doprawiłam rozgniecionym 1 ząbkiem czosnku, cukrem, solą, octem winnym

Ugotowany ryż połączyłam z cukinią, szparagami i groszkiem, dodałam posiekaną dymkę, oliwki, majonez, pozostały czosnek, pieprz, chili , listki świeżego oregano i rukoli (ewentualnie trochę soli, jeśli potrzebujecie więcej). Posypałam utartym serem cheddar i posiekanymi orzechami włoskimi.

Smacznego,

Basia

Grillowane zawijasy z cukinii i koziego sera

Brak komentarzy

Coraz bogatsze są już stragany warzywne, zauważyliście?

Wprawdzie daleko jeszcze do tych najsmaczniejszych , gruntowych  warzyw i owoców , ale i tak nie jest źle.

Podoba mi się też, że zmieniają się ceny. Oczywiście na niższe.

Zupełnym nieporozumieniem była dla mnie ostatnio cena cukinii, jeszcze przed dwoma tygodniami oscylowała wokół  16-18 złotych za kilogram ( a czasem nawet więcej!). Jakiś absurd!

Szczęśliwie sytuacja się zmienia i będzie coraz więcej ładnych i  dorodnych płodów rolnych  w rozsądnych cenach.

Widząc wczoraj wspomnianą właśnie cukinię w cenie 6 złotych za kilogram, nie mogłam się oprzeć przemożnej chęci kupienia jej.

I od razu wpadł mi do głowy pomysł, co z niej ugotować!

Grillowane zawijasy z cukinii nadziewane kozim serem, ziołami  i orzechami.

Można je podać  na zimno, albo na gorąco.

Trzeba tylko pamiętać, że długie podgrzewanie nadzianych już roladek spowoduje, że ser zacznie się topić i wylewać ze środka. Kozi ser bardzo łatwo się topi. Więc jeśli mają być na ciepło, to trzeba szybko podgrzać i od razu podać. Ja osobiście wolę je na zimno.

Jeśli wybierzecie małe cukinie, to można zrobić naprawdę małe zawijaski , (takie na raz do ust) i podać jako element przyjęcia z jedzeniem typu „finger food”, czyli różnymi  małymi przekąskami.

Grillowane zawijasy z cukinii nadziewane kozim serem, ziołami  i orzechami.

2 średnie, ale jednocześnie dość cienkie cukinie

oliwa do smażenia

ocet winny , sól i  pieprz do przyprawienia cukinii

około 200g koziego sera dojrzewającego

łyżka śmietany kwaśnej

około 1 łyżeczki octu winnego

posiekany kawałek papryczki chili

sporo świeżo zmielonego pieprzu

garść posiekanych i wyprażonych na suchej patelni orzechów włoskich

posiekane liście świeżej bazylii, oregano i dymki

Cukinie pozbawione obu końców pokroiłam wzdłuż na plastry  o grubości około 4-5 mm.

Na rozgrzanej patelni usmażyłam plastry z obu stron na odrobinie oliwy, aż zaczęły się przypiekać.

Odłożyłam, żeby przestygły. Delikatnie je posoliłam, popieprzyłam  i pokropiłam octem winnym. Odstawiłam na chwilę.

W miseczce rozdrobniłam widelcem ser, dodałam śmietanę, zioła i  przyprawy, wymieszałam dokładnie na dość gładką masę. Dodałam orzechy i jeszcze raz wymieszałam.

Na każdym plastrze cukinii, na około 2/3 jego długości,  kładłam warstwę sera i zwijałam plaster zaczynając od końca z nadzieniem. Zwiniętą roladkę mocowałam wykałaczką.

Wszystkie zawijasy ułożyłam w naczyniu, posypałam jeszcze raz pieprzem, położyłam listki świeżego oregano.

Smacznego,

Basia

Baba Ghannoug

Brak komentarzy

Mam słabość do kuchni arabskiej, to wiecie już.

Rok spędzony w Egipcie, a potem wielokrotne wakacyjne pobyty tam pozwoliły mi rozkochać się w tamtejszych przysmakach .

Pisałam już o paru z nich.Dziś kolejny pomysł kuchni śródziemnomorskiej, po arabsku ﺑﺎﺑﺎ ﻏﻨﻮﺝ  (fonetycznie  bābā ġanūj), w Egipcie zwany Baba Ghannoug .

To jest pasta albo dip, jak wolicie. A w Egipcie nazywają to sałatką i podają z arabskim chlebem, który macza się w tym sosie i w ten sposób zjada. Uwielbiam to!

Podobnie jak hummus (który znów wspominam 🙂 ) i tahinę, czyli sos z pasty sezamowej.

Wszystkie wspomniane wyżej łączy owa pasta sezamowa.  Fantastyczny wynalazek.

Pastę sezamową można kupić w sklepach ze zdrową żywnością albo z orientalną. Ja najchętniej przywożę duże opakowanie z Egiptu i mam je do kolejnego wyjazdu. Ale  sprawdziłam i wiem, że gdyby było trzeba uzupełnić zapasy wcześniej , to na szczęście już można kupić pastę sezamową w naszych sklepach.

Baba Ghannoug robi się tylko  z bakłażana, pasty sezamowej i przypraw.

Bakłażana włożyłam do nagrzanego do 250 stopni piekarnika i piekłam około 1 godziny, odwracając parę razy .

Gdy był miękki wyjęłam go z piekarnika i włożyłam do zimnej wody z dodatkiem octu winnego, żeby przestygł( i nie sczerniał, dlatego dodany był ocet). Następnie bakłażana obrałam ze skóry .

Miąższ położyłam na sitku, żeby odciekł sok.

W misce dobrze rozgniotłam widelcem odciśniętego bakłażana, tworząc  prawie jednolitą masę.

W osobnej miseczce przygotowałam sos sezamowy, zmieszałam pastę sezamową z zimną wodą i dobrze wymieszałam.  Uwaga, dodanie wody do pasty sezamowej spowoduje, że pasta zgęstnieje !

Trzeba dodać  jeszcze  więcej wody, żeby sos był rzadszy.

Sos sezamowy połączyłam z rozgniecionym bakłażanem i przyprawiłam czosnkiem, sokiem z cytryny, solą i  cukrem.  Z wierzchu polałam oliwą extra vergine i posypałam siekaną natką pietruszki.

Wprawdzie nie miałam dziś arabskiego chlebka, ale świeża sztangla chłopska z piekarni Pawlaka spisała się prawie równie dobrze. Prawie…

Chyba trzeba już  pomyśleć o wakacjach!

Basia

Baba Ghannoug

1 spory bakłażan

około 80-100g pasty sezamowej

rozgnieciony ząbek czosnku

ok.2 łyżki soku z cytryny, sól, szczypta cukru

oliwa extra vergine do polania z wierzchu (1-2 łyżki)

Kolejne wcielenie bakłażana

komentarze 2

Wspominałam niedawno, że mam już trochę dość bakłażanów. To prawda. Mam do nich jednak dużą sympatię, więc nie obrażam się tak całkiem na nie jeszcze. W oczekiwaniu na wiosnę na straganach, znów kupiłam bakłażany.

Tym razem zrobiłam z nich roladki  nadziewane fetą i bryndzą.

Kompozycja fety z bryndzą była eksperymentem, którego wynik właściwie przewidziałam wcześniej.

Poprzednio takie roladki nadziałam samą fetą,  wyszły bardzo dobre.

Tym razem jednak miałam w domu bryndzę i nie miałam pomysłu na jej wykorzystanie, stąd ta historia.

Połączenie fety z bryndzą  okazało się bardzo interesujące.

Bakłażany pokroiłam wzdłuż na cieniutkie plastry. Naprawdę cienkie, około 0,5 -0,8 cm.

Usmażyłam je z obu stron na odrobinie oliwy, pozostawiłam, żeby wystygły.

W misce rozgniotłam widelcem fetę i bryndzę.  Dodałam posiekana cebulkę dymkę,  kawałeczek suszonej papryczki chili drobno pokruszony, 2 rozgniecione ząbki czosnku, łyżkę posiekanej bazylii, ½ łyżeczki cukru.

Na każdym plastrze bakłażana położyłam na końcu porcję nadzienia i zwinęłam . W naczyniu żaroodpornym ułożyłam roladki, skropiłam oliwą z pierwszego tłoczenia, octem winnym, położyłam listki świeżego tymianku, posypałam pieprzem  i wstawiłam do nagrzanego do 180 stopni piekarnika na około 40 minut.

Do  tego przygotowałam  bardzo u nas w domu lubiany sos tzatziki, ale można dać też jogurtowy sos czosnkowy, albo cokolwiek innego, co  tylko lubicie!

Do tego była też focaccia, ale o niej napiszę innym razem 🙂

Basia

Roladki z bakłażana faszerowane fetą i bryndzą

2 nieduże bakłażany

cebulka dymka posiekana wraz z zieloną częścią

kawałek papryczki chili drobno posiekany

2 ząbki czosnku

oliwa nie z pierwszego tłoczenia do smażenia bakłażanów

około 250g fety lub fety i bryndzy  ( razem)

siekana świeża bazylia

odrobina octu winnego  do spryskania roladek przed pieczeniem ( około 1 łyżki)

oliwa z pierwszego tłoczenia (jw.)

listki świeżego tymianku

świeżo zmielony pieprz

Nie użyłam soli, bo sery są wystarczająco słone żeby dosolić całe danie!

Wiosenna minestrone

Brak komentarzy

Pisałam  całkiem  niedawno, że zupy są przewidziane na zimę.  Wprawdzie mamy już wiosnę kalendarzową, ale myślę że tak przebiegająca wiosna uprawnia wciąż do gotowania zup.

Ciągle jest jednak dość  chłodno. Przynajmniej w Krakowie.

Dlatego  dziś zdecydowałam się na ugotowanie zupy,  wiosennej wersji minestrone.

Minestrone, to właściwie nasza „ zupa jarzynowa”. Choć jednak gotowana trochę inaczej niż tradycyjna polska zupa.

I pierwszy raz do zupy dodałam szpinak. Przyznam, że to całkiem fajny pomysł.

Wiosenna zupa minestrone okazała się dobrym wyborem

Rozgrzałam oliwę na patelni  i na niej zeszkliłam drobno pokrojoną szalotkę, dodałam czosnek i przez chwilę smażyłam, uważając, żeby się nie przypaliły. Potem dodałam pokrojonego w małą kostkę ziemniaka.

W garnku zagotowałam wodę i do tej wody przerzuciłam cebulę z czosnkiem i ziemniakiem. Oczywiście można podsmażyć cebulę, po prostu w tym samym naczyniu, w którym się gotuje zupę.

Do zupy wrzuciłam pokrojoną cukinię,  szpinak, fasolkę zieloną jedną i drugą, groszek, pomidory z puszki, które przekroiłam widelcem na pół oraz przyprawy. Po kolejnym zagotowaniu zupy dodałam makaron i brokuły.

Po chwili gotowania , gdy ziemniaki i makaron były już miękkie,  zdjęłam zupę z ognia. Dodała około 2 łyżek oliwy extra vergine i wymieszałam. Nalałam zupę do miseczek, posypałam utartym serem pecorino i świeżymi listkami oregano.

Zrobiło się przyjemnie ciepło!

Basia

Wiosenna zupa minestrone

4 porcje

posiekana szalotka lub pół średniej cebuli

2 łyżki oliwy nie z pierwszego tłoczenia

1 nieduży ziemniak

około 1 litra wody

1/2 niedużej cukinii pokrojonej na plasterki i jeszcze na pół.

garść fasolki szparagowej ( ok. 80g)

garść fasolki zielonej płaskostrąkowej ( ok. 80g)

garść groszku zielonego( ok. 80g)

kostka zamrożonego szpinaku (ok.100g)

około 50-80g brokułów mrożonych

½ – 1 łyżeczki suszonej bazylii

2 rozgniecione  ząbki czosnku

2 łyżki oliwy extra vergine

świeże oregano albo bazylia

pieprz

sól ( jeśli potrzebujecie silniejszych wrażeń, to można dodać kostkę rosołową zamiast części lub całej soli)

cukier ( ja dałam około 2 łyżek)

kilka kropli octu winnego

ok.40-50 g utartego sera pecorino romano

100g makaronu  funghini tricolore

Makaron z bakłażanem, pomidorami, kurczakiem i serem Pecorino

Brak komentarzy

Dziś mam dla Was coś zarówno ekspresowego, jak i łatwomodyfikowalnego. No i do tego całkiem smacznego, jak myślę.

Choć może tego nie widać w pierwszej chwili, to zapewniam Was, że gotowałam  ten makaron jedynie  kwadrans. Z zegarkiem w ręce! (No, przesadziłam. Zegar wisiał na ścianieJ 🙂  )

A jeśli chodzi o jego modyfikowalność, to polega na tym że można to danie podać  tak, jak ja to zrobiłam dziś albo można też podać  je solo, to znaczy bez makaronu. Albo z  pieczywem.

W dodatku z niewielkimi zmianami można z tego przepisu zrobić wersję wegetariańską. Wystarczy zamiast kurczaka dać na przykład pieczarki albo pokrojonego w kostkę  ziemniaka.

I z pewnością można dodać coś jeszcze, co tylko chcecie. Znów macie pole do popisu!

Dodałam tu ser Pecorino Romano, jeden z moich ulubionych serów. To jest ser wyprodukowany z mleka owczego. Jeśli dojrzewa wiele miesięcy, jest dość twardy, podobnie jak Parmezan. Ten miał tylko 8 miesięcy, to nie jest dużo, ale ser mimo że nie bardzo twardy,  jest całkiem w porządku. Jeśli nie macie takiego, z pewnością możecie użyć Parmezanu albo wspominanego tu już sera Dziugas.

Makaron z pomidorami, bakłażanem, kurczakiem i serem Pecorino

na 4 porcje

1 nieduży bakłażan ( albo pół większego)

1 mała cukinia ( albo  j.w.)

nieduża cebula

2 rozgniecione ząbki czosnku

2 łyżki oliwy nie z pierwszego tłoczenia

300-400g filetu z kurczaka

10 oliwek czarnych

10 oliwek zielonych

puszka pomidorów bez skórki

100 ml białego wina

oregano  suszone

tymianek świeży

pieprz mielony

sól, cukier

ser Pecorino Romano ( 200g kawałek zapakowany próżniowo, kupiony w Auchan)

makaron tagliatelle ( ja ugotowałam 200g suchego makaronu, ale zwykle na 4 osoby gotuje się trochę więcej, najczęściej w Polsce gotuje się ok. 80-100g).

Na dużej patelni rozgrzałam oliwę, wrzuciłam na nią pokrojonego w kostkę kurczaka i czosnek, podsmażyłam, dodałam pokrojoną cebulę a następnie pokrojonego w kostkę bakłażana i cukinię. Posoliłam. Po chwili smażenia dodałam pokrojone pomidory z puszki, wino, oliwki, przyprawy  i zioła (oprócz tymianku). Dusiłam aż kurczak i bakłażan były miękkie (dolewając parokrotnie nieco wody), w sumie to był kwadrans.

Im mniejsza kostka, w którą się pokroi kurczaka i bakłażana, tym krótszy czas gotowania.

Starłam ser na duże, szerokie wióry. Oberwałam listki z łodyżek tymianku.

W czasie, gdy bakłażan z pomidorami się dusił, ugotowałam makaron (tagliatelle z dodatkiem szpinaku). Gdy  makaron  był ugotowany al dente, odcedziłam go i wrzuciłam na patelnię z sosem, wymieszałam.

I właśnie nadeszli głodni! Mieli szczęście, że to takie ekspresowe danie 🙂 .

Ze smakiem zjedli makaron posypany grubymi wiórami sera Pecorino i posypany świeżymi listkami tymianku.

Basia

Facebook

Likebox Slider for WordPress