Archiwum dla autora ·

Basia

·...

Szczęśliwego Nowego Roku!

Brak komentarzy

Za chwilę wejdziemy w Nowy Rok.

Niech ten 2012 rok będzie dla nas wszystkich dobry, bardzo dobry, najlepszy z możliwych!

Niech przyniesie wszystkim zdrowie, radość, miłość, pomyślność, życzliwość i dostatek.

Kochani, szczęśliwego Nowego Roku!

Basia

Czekoladowy tort z truflami

komentarzy 8

Myśląc o Świętach zastanawiałyśmy się z Córką, co takiego fajnego i słodkiego mogłybyśmy przygotować? Taki świąteczny deser musi być przecież wyjątkowy! Musi koniecznie mieć dużo czekolady albo mnóstwo orzechów, a jeszcze lepiej jeśli jedno i drugie 🙂 Przejrzałyśmy książki kucharskie i zdecydowałyśmy się w końcu na tort czekoladowy z truflami,  przepis pochodzący ze„ Złotej księgi czekolady”, jednak w zmienionej trochę wersji. Ciasto i trufle przygotowałyśmy według tamtego przepisu, ale czekoladową masę i polewę zrobiłyśmy według własnej receptury.

Tort okazał się być taki, jakiego oczekiwałyśmy! Mocno czekoladowy, odpowiednio wilgotny, a jednocześnie konkretny i zwarty. Dodatek likieru, a przede wszystkim naturalnego ekstraktu z pomarańczy, nadał czekoladowej masie zupełnie inny i niezwykle szlachetny wymiar. Uwielbiam połączenie czekolady i pomarańczy. Jednym ze smaków mojego dzieciństwa były właśnie, przywożone wtedy z Anglii, cienkie czekoladowe pałeczki o smaku pomarańczowym. Mmmmmm….

Jak zwykle w naszych domowych tortach, tu też pojawiły się kwaskowe powidła. A właściwie najlepszy pod słońcem, bo produkcji mojej Mamy, dżem morelowy. Tym razem wymieszany z marmoladą mandarynkową, którą kiedyś  dostałam od mojej Przyjaciółki, i którą trzymałam na jakąś specjalną okazję. Morele wymieszane z mandarynkami położone  cienką warstwą tuż pod czekoladową masą, nadały jej przyjemny i nieco orzeźwiający smak.

Tort jest wyśmienity i z pewnością nie jest za słodki. Można go kroić z łatwością na cienkie kawałki i się nie rozsypuje.

…Ale w sumie, to fajniej jest kroić na nieco grubsze 🙂

Tort czekoladowy z truflami

ciasto

300 g mąki

50 g kakao

2 jajka

łyżeczka proszku do pieczenia

1/2 łyżeczki sody

szczypta soli

60 g czekolady gorzkiej

90 g masła

150 g cukru

90 g serka śmietankowego ( dałam Turek śmietankowy)

180 ml wody

łyżka likieru Cointreau

Rozgrzać piekarnik do 180 stopni.

W misce wymieszać kakao, make, sodę, proszek i sól. Rozpuścić czekoladę w gorące kąpieli lub kuchence mikrofalowej i odstawić. W misce ubijać mikserem lub robotem masło z cukrem i serkiem śmietankowym, dodawać stopniowo ciągle miksując jajka, czekoladę, likier, suche składniki i wodę. Przygotować dwie formy o średnicy 23 lub 24 cm.Wylać po połowie do każdej formy i piec, aż patyczek wbity do ciasta, wychodzi z niego suchy.

Z przygotowanej porcji ciasta ja też upiekłam 2 warstwy. Mam tylko jedną tortownicę o średnicy 24 cm, więc musiałam piec je kolejno. Z tego powodu niechcący nie podzieliłam ciasta równo i w  rezultacie pierwsza warstwa okazała się grubsza niż druga. Piekłam ją około 30 minut. Drugą, tę cieńszą około 20 minut.

W oryginalnym przepisie każdą warstwę należało przekroić na dwie części, ale nasza druga warstwa była za cienka, żeby ją przekroić, więc przekroiłam tylko tę pierwszą i w ten  sposób miałyśmy 3 warstwy ciasta.

masa

250 g miękkiego masła

250 g czekolady gorzkiej

90 ml śmietanki

chyba 100 g cukru pudru, ale nie pamiętam dokładnie. Dla bezpieczeństwa można dać najpierw 50 g i ewentualnie dodać więcej.

naturalny ekstrakt z pomarańczy

50 ml likieru Cointreau

W gorącej kąpieli lub w kuchence mikrofalowej rozpuścić czekoladę  ze śmietanką i wymieszać dokładnie, ostudzić. Miękkie masło ubijać robotem razem z cukrem na puszystą masę. Dodać czekoladę ze śmietanką oraz likier i ekstrakt. Ubić na gładka masę.

polewa

150 g czekolady gorzkiej

150 g masła

syrop cukrowy

Rozpuścić czekoladę z masłem, dodawać stopniowo syrop cukrowy i ciągle mieszać, aż masa czekoladowa będzie błyszcząca i gładka, a jej konsystencja umożliwi dokładne rozprowadzenie po całym torcie.

trufle

125 czekolady gorzkiej

3 łyżki śmietanki kremówki( najlepiej 36 %)

1 łyżka masła

50 g cukru pudru

2 łyżki likieru pomarańczowego

50 g kakao w proszku

W gorącej kąpieli lub kuchence mikrofalowej rozpuścić czekoladę, masło i śmietankę.  Dodać cukier i i likier, dokładnie wymieszać i zostawić, żeby masa wystygła trochę. Formować nieduże kulki w dłoniach i obtaczać w kakao. Zostawić w lodówce do schłodzenia.

do posmarowania każdej warstwy ciasta:

dżem morelowy (najlepszy domowy)

i marmolada z mandarynek, w sumie około 1 słoika

Każdą warstwę upieczonego ciasta czekoladowego posmarowałyśmy cienko dżemem morelowym wymieszanym z mandarynkowym ( super kombinacja!), a następnie przygotowaną masą czekoladową i w ten sposób powstał tort. Na samym wierzchu masę czekoladową pokryłyśmy polewą czekoladową. Ułożyłyśmy przygotowane wcześniej i schłodzone w lodówce trufle i całość posypałyśmy kakao.

Polecam gorąco!

Basia

Wesołych Świąt!

komentarze 2

Kochani,

życzę Wam najmilszych i najpiękniejszych Świąt Bożego Narodzenia.

Niech te świąteczne dni upłyną Wam w atmosferze radości, rodzinnego ciepła, miłości i… pysznego jedzenia!

Cieszcie się sobą i bądźcie szczęśliwi 🙂

Basia

Lukrowanie pierników

komentarzy 7

Za tydzień o tej porze będzie już prawie po Świętach… No bo jak minie Wigilia i pierwszy dzień Świąt, to właściwie już jest po…

Nie wiem, czy to ze względu na tegoroczną niezimową pogodę w grudniu, czy na brak czasu na celebrowanie przedświątecznych przygotować, ale zupełnie nie czuję nadchodzącego Bożego Narodzenia.

Nawet dzisiejsza wizyta na Rynku (Głównym w Krakowie, oczywiście) nie nastroiła mnie szczególnie świątecznie 🙁

Jednak bez względu na to, czy to czuję, czy nie, za tydzień mamy Boże Narodzenie i trzeba się do niego przygotować.

Jak to zwykle bywa na Wigilię, spotkamy się w rodzinnym gronie u nas w domu, ale niestety w trochę mniejszym składzie, niż przed rokiem. Siostra spędzi ten wieczór w pracy na lekarskim dyżurze w szpitalu, a Brat ze swą Rodziną przybędzie dopiero w niedzielę.

Na szczęście reszta członków rodziny jest na miejscu i w dziesięcioosobowym składzie spotkamy się na kolacji wigilijnej przy naszym stole.

Tradycyjnie każda z Pań przygotuje to, co umówione i jak zwykle minimum 12 potraw znajdzie się na stole.

Z nieoficjalnych źródeł wiem, że podobno mają być również jakieś nowości!

My z Córką, poza tym, co zwykle przygotowujemy na Święta, zaplanowałyśmy upieczenie specjalnego świątecznego tortu, ale o nim napiszę wkrótce.

Tymczasem, zgodnie z planem,  polukrowałyśmy pierniki!

Zajęło nam to dwa dni. Celowo podzieliłyśmy pracę na sobotę i niedzielę, żeby uniknąć znużenia i zmęczenia ślęczeniem nad piernikami.

W zeszłym roku wypróbowałyśmy takie rozwiązanie i w tym roku zrobiłyśmy podobnie. Dzięki temu lukrowanie blisko 130 mniejszych i większych: choinek, gwiazdek, aniołów, reniferów, butów, bałwanów i serc  było naprawdę przyjemne od początku do końca.

I nawet szwy na kciuku Córki nie zepsuły tego 🙂

Jedyna tegoroczna zmiana w procesie zdobienia pierników, jaka wystąpiła w wyniku urazu kciuka, to przekazanie odpowiedzialnego zadania utarcia lukru urządzeniu Kitchen Aid.

I to był świetny pomysł! Robot poradził sobie z tym zadaniem rewelacyjnie i wygląda na to, że pałka i makutra mają już wolne na tę okoliczność 🙂

Pozdrawiam,

Basia

Szwy na kciuku i zupa z pulpecikami

Brak komentarzy

W weekend będziemy lukrować pierniki!

To znaczy, chyba ja sama będę musiała poradzić sobie z tą górą pierniczków…

Moja Córka parę dni temu, jak to ładnie określiła, odfiletowała sobie prawy kciuk!  Niezbędna była interwencja chirurgiczna i aktualnie ma na kciuku 3 szwy.

Życie bez kciuka, jak doskonale wiadomo, jest niezwykle uciążliwe. A życie z niefunkcjonalnym i do tego bolesnym kciukiem dodatkowo przykre… 🙁

Uważajcie zatem w kuchni! Szczególnie teraz przed Świętami, kiedy tyle roboty się zapowiada.

A ja tymczasem, zanim zacznę kuchenne prace przedświąteczne, ugotowałam zimową zupę z pulpecikami.

Taka zupa, to z pewnością może być obiad jednodaniowy. Chyba dobry pomysł w okresie, kiedy czeka nas sporo pracy z przygotowaniem do Świąt.

Zupa z pulpecikami, pomidorami i soczewicą

około 5 porcji

około 500 g mięsa mielonego ( dałam w połowie wołowe i wieprzowe)

2 ząbki czosnku

1 jajko

2 płaskie łyżeczki oregano

trochę bułki tartej

oliwa do smażenia

puszka pomidorów bez skórki, ale można dać przecier pomidorowy

około 150 g mieszanych warzyw, dałam mrożoną mieszankę warzyw: marchew, por, pietruszka, seler

2 kopiate łyżeczki bulionu w proszku

4 łyżki sosu sojowego

puszka soczewicy, ale można dać na przykład drobną fasolkę z puszki albo ugotowaną samodzielnie

75 g drobnego makaronu, dałam taki trójkolorowy, bo akurat taki miałam w domu

cukier

sól

Mięso wymieszałam dobrze z rozgniecionym czosnkiem, solą, jajkiem i oregano, uformowałam małe kulki ( było ich dwadzieścia parę) i delikatnie obtoczyłam w bułce tartej.

Usmażyłam te małe pulpeciki na oliwie, przewracałam co chwilę, żeby usmażyły się ze wszystkich stron.

W garnku zagotowałam około 1 litra wody, dodałam do niej  warzywa mrożone, a następnie dodałam pomidory z puszki wcześniej zmiksowane, bulion, sos sojowy, łyżeczkę cukru. Gdy warzywa były już ugotowane dodałam makaron, odcedzoną soczewicę, i włożyłam kulki z mięsa.

Całość gotowałam, aż makaron był miękki. Może trzeba będzie jeszcze dolać wody, gdyby zbytnio wyparowała.

Gotową zupę jeszcze przyprawiłam,  bo wcześniej nie dawałam soli, mając na uwadze, że  gotowanie pulpecików w zupie zmieni jej smak.

Na talerzu zupę posypałam posiekaną dymką, ale zamiast dymki możecie użyć, oczywiście, swoich ulubionych ziół.

Zupa jest gęsta,  a szczególnie, jeśli trochę postoi, to makaron wchłonie sporo wody. Więc jeśli nie lubicie takiej gęstej, to trzeba będzie dodać więcej wody no i odpowiednio przyprawić 🙂

No i tę zupę można również posypać przed podaniem parmezanem, będzie pycha!

Polecam,

Basia

Mini tarty z niby-ratatują

komentarze 2

W ostatni weekend obchodziłam imieniny.

Barbórka trwała dwa dni i były dwa spotkania towarzyskie, to znaczy dwie kolacje.

Zawsze przy tej okazji  intensywnie zastanawiam się nad formułą spotkania i oczywiście nad menu.

W tym roku zaplanowałam dość kameralną kolację, przyjęcie dla 10 osób.

Nie lubię przygotowywać w takich sytuacjach zupełnie eksperymentalnych dań, obawiając się, czy na pewno spełnią moje oczekiwania. Ale również nie lubię przyrządzać  tego, czym podejmowałam już swoich gości. Zatem, żeby pogodzić te dwie kwestie, tym razem część dań była całkowitą nowością,  a część pomysłami sprawdzonymi, choć niewyeksploatowanymi.

Razem z Córką przygotowałyśmy przystawkę, zupę, danie główne i deser.

Dziś opowiem o przystawce, która, choć była nowością, to nie budziła obaw o efekt.

Przygotowałyśmy małe tarty z ratatują, a właściwie z grillowanymi warzywami.

Ciekawy pomysł, łatwe wykonanie i naprawdę fajny efekt!

Mini tarty z grillowanymi warzywami

dla ok 8 osób

1 opakowanie ciasta francuskiego 275 g

1 nieduży bakłażan pokrojony w kostkę

1 cukinia pokrojona w kostkę

2 nieduże papryki pokrojone w niezbyt cienkie paseczki, ja dałam czerwoną paprykę, ale

pewnie żółta wyglądałaby ciekawiej

pomidorki koktajlowe po 2 na porcję, ewentualnie jeden większy przekrojony na pół

oliwa do podsmażenia warzyw

tymianek albo inne zioła, które lubicie

sól, pieprz, ewentualnie czosnek

Potrzebne są foremki do małych tart o średnicy około 10- 12 cm, ewentualnie jakieś inne naczynia w których można upiec tarty. Każdą foremkę dobrze jest wyłożyć papierem do pieczenia, albo chociaż dokładnie wysmarować tłuszczem, żeby nie mieć problemów z wyjęciem  upieczonej tarty.

Pokrojone warzywa podsmażyć na oliwie, warzywa nie powinny być zbyt miękkie, bo będą jeszcze pieczone!

Warzywa przyprawić, dodać zioła i odstawić do wystygnięcia.

Foremki wyłożyć papierem, a potem wykleić wykrojonymi wcześniej kółkami z ciasta francuskiego. Nakłuć widelcem ciasto, żeby zbytnio nie wyrosło podczas pieczenia.

Do każdej foremki nałożyć porcję warzyw, położyć pomidorki.

Upiec w temperaturze około 180-200 stopni, aż ciasto się lekko przyrumieni, pewnie około 15- 20 minut.

Można też częściowo podpiec tarty wcześniej, a potem przed podaniem wstawić je do nagrzanego do 200-220 stopni piekarnika na około 10 minut.

Podać z niewielką porcją zielonej sałaty skropionej gęstym dressingiem z octem balsamicznym (kupionym albo zrobionym w domu ze zredukowanego octu balsamicznego)

Smacznego,

Basia

Zwykły obiad z ostatniej cukinii i muffinki na deser

komentarze 3

Cóż, każda rzecz ma swój koniec, więc i zapasy naszej ogrodowej cukinii musiały kiedyś  się skończyć…

Dziś wykorzystałam ostatnią i ugotowałam z niej całkiem zwykły obiad, czyli tzw. bigos z cukinii. Danie może nie jest  specjalnie wykwintne, ale  za to bardzo dobre!

Kupiłam w pobliskim sklepie, znanym z dobrych wyrobów, kiełbasę wiejską zwyczajną. Polecono mi ją jako doskonałą do takich dań jak bigos, więc ją kupiłam. Okazała się być fajnie podwędzoną, nietłustą i smakowitą, naprawdę właściwą.

W związku z tym, że moja Córka wyjada głownie kiełbasę z takich dań, muszę zawsze to brać pod uwagę i kupować proporcjonalnie więcej niż normalnie.

Tym razem również tak zrobiłam.

Kiełbasę pokroiłam na niegrube plasterki, podsmażyłam na patelni wraz z posiekaną cebulą. Nie dodawałam żadnego tłuszczu, bo zwykle kiełbasa jest tłusta. Tym razem jednak okazała się naprawdę chuda, ale i tak nie dodawałam tłuszczu.

Do podsmażanej kiełbasy dodałam rozgnieciony czosnek, pokrojonego małego bakłażana,   pokrojone ziemniaki, pokrojoną cukinię i  paprykę. Podlałam nieco wodą i wszystko razem dusiłam na patelni przez chwilę, dodałam puszkę pomidorów bez skórki i przyprawy. Dusiłam całość około 45 minut, aż danie było gotowe, w międzyczasie podlałam jeszcze raz wodą.

A na deser upiekłam muffinki z orzechami, jabłkami i cynamonem Pycha!

Bigos z cukinii


450 g kiełbasy, ale wystarczyłoby pewnie około 300 🙂

1 mały bakłażan ( lub pól większego)

1 cukinia średnia

1 cebula

pól czerwonej papryki

2 nieduże ziemniaki

2 rozgniecione  ząbki czosnku

400 g puszka pomidorów bez skórki

przyprawy: szczypta spora curry, łyżeczka łagodnej papryki mielonej, szczypta chili, 2 łyżki sosu sojowego, 2 łyżeczki cukru, sól

Muffinki z jabłkami, orzechami i cynamonem

12 sztuk

250 g mąki

1 jajko

50 g mielonych orzechów włoskich

2 łyżeczki proszku do pieczenia

150 g kwaśnej śmietany

szczypta soli

65 g oleju roślinnego

150 g cukru

płaska łyżeczka cynamonu

50 g orzechów włoskich posiekanych

1 jabłko spore obrane pokrojone w drobną kostkę

cukier demerara do posypania przed pieczeniem

Rozgrzałam [piekarnik do około 180-190 stopni.

W misce robota wymieszałam wszystkie składniki ciasta oprócz jabłek i siekanych orzechów. Do masy dodałam jabłka i orzechy i wymieszałam delikatnie ale dokładnie.

Masę przełożyłam do formy na muffiny wyłożonej papilotkami, każdą babeczkę posypałam  z wierzchu cukrem demerara. Piekłam około 20-25 minut, aż wyrosły pięknie i zaczęły się lekko rumienić, a patyczek wbity w nie wychodził całkiem suchy.

Smacznego,

Basia

Best Ever Brownie i pieczenie pierników

komentarzy 9

Cóż, niestety muszę przyznać się, że zapomniałam Wam napisać o tym, że nastawiłam ciasto na pierniki. A nastawiłam je już parę tygodni temu… A dziś z Córką  upiekłyśmy pierniki, bo przecież za 4 tygodnie już Wigilia! A pierniki muszą mieć czas, żeby zmięknąć i nabrać odpowiedniej piernikowej konsystencji.

Na szczęście w zeszłym roku pisałam o piernikach kilkukrotnie, po raz pierwszy, kiedy nastawiłam ciasto http://www.rozkoszepodniebienia.com/?p=802 , potem kiedy je upiekłam http://www.rozkoszepodniebienia.com/?p=822 a następnie relacjonowałam dekorowanie pierników tuż przed Bożym Narodzeniem http://www.rozkoszepodniebienia.com/?s=lukrowanie+piernik%C3%B3w

W tym roku byłoby to już nudne, prawda?

Dlatego tylko informuję, że temat pierników jest pod kontrolą 🙂

A zanim przyjdzie czas na ich lukrowanie polecam upieczenie przepysznego brownie  z dodatkiem ricotty i wiśni.

To jet zmodyfikowany przez moją Córkę przepis pochodzący z książki Brownies autorstwa Lindy Burum.

Piekłam to ciastko po raz pierwszy, ale z pewnością  nie ostatni!

Najlepsze brownie 🙂

warstwa serowa:

250 g sera ricotta

1 łyżeczka naturalnej esencji waniliowej

45 g bardzo miękkiego masła

65 g cukru

1 duże jajko

4 łyżeczki mąki ziemniaczanej

do miękkiego masła dodawać stopniowo odsączoną z serwatki  ricottę i miksować, dodać resztę składników i wszystko razem miksować, odstawić.

warstwa czekoladowa:

150 g czekolady gorzkiej 70%

90 g masła

95 g mąki

1/4 łyżeczki sody oczyszczonej

1/4 łyżeczki soli

2 duże jajka

1 łyżeczka naturalnej esencji waniliowej

135 g cukru

200-250 g wydrylowanych wiśni ( użyłam mrożonych, ale rozmroziłam je przed pieczeniem)

rozpuścić czekoladę z masłem w kąpieli wodnej albo w kuchence mikrofalowej (ja rozpuściłam w kuchence mikrofalowej), dokładnie wymieszać i ostudzić. Ubić jajka z cukrem i ciągle ubijając dodać rozpuszczoną czekoladę.  Osobno w misce wymieszać mąkę, sodę oczyszczoną i sól i dodać  ciągle miksując do czekoladowej masy.

Przełożyć 2/3 masy czekoladowej do formy (ja wcześniej wyłożyłam formę o wymiarach ok 20 cm X 30 cm papierem do pieczenia), następnie przykryć równomiernie warstwą ricotty, a na wierzch  równomiernie wylać pozostałą masę czekoladową. Następnie, za pomocą noża, wykonać zygzaki tak, aby masy nie pomieszały się, a jedynie stworzyły biało-czarny wzór. Na wierzch wysypać wiśnie i wcisnąć je nieco w środek (nie wszystkie). Piec w temp. 175 stopni przez około 45-50 minut. Wyjąć, gdy patyczek wbity w ciasto w środkowej części wychodzi z niego suchy.

Smacznego,

Basia

Ziemniaki inaczej

Brak komentarzy

U nas w domu bardzo rzadko je się ziemniaki.

Nie ma specjalnie amatorów tzw.„zwykłych” ziemniaków, czyli takich po prostu gotowanych. Jeśli już je gotuję, to zwykle są to jakieś ziemniaki zapiekane, podsmażane, albo pieczone. Pamiętam kilka ciekawych zapiekanek z ziemniaków, które robiłam  i pewnie chętnie powtórzę je. Teraz zimową porą będzie  dobra okazja do tego. I oczywiście napiszę o tym 🙂

A tymczasem coś prostszego niż zapiekanka, a jednocześnie bardzo smacznego.

Jeśli macie ochotę na kartoflaną odmianę to polecam bazyliowe puree ziemniaczane z  pesto i świeżą bazylią oraz puree z pastą z suszonych pomidorów i oregano.

Mogą stanowić dodatek do mięsa, ale obie wersje pyszne są również solo.

Polecam!

Puree ziemniaczane z pesto bazyliowym

ok. 2 porcje

350 g obranych ziemniaków

30 g pesto

20 g utartego parmezanu

kilka listków bazylii  posiekanych

sól

Ziemniaki ugotować do miękkości, odcedzić i rozgnieść na  całkiem gładkie puree.

Dodać pesto, siekaną bazylię, ser, sól i dokładnie wymieszać.

Puree ziemniaczane z pastą z suszonych pomidorów

2 porcje

350 g obranych ziemniaków

20 g suszonych pomidorów

20 g parmezanu

szczypta oregano

sól

odrobina oleju z zalewy pomidorów

Ziemniaki ugotować do miękkości, odcedzić  i rozgnieść na  całkiem gładkie puree.

Pomidory zmiksować (ewent. rozgnieść) i dodać do puree, dodać olej z zalewy, ser i szczyptę oregano, wszystko dokładnie wymieszać.

Smacznego

Basia

Indyk ze szpinakiem

1 komentarz

Otwarłam  zamrażarkę, żeby sprawdzić, czym dysponuję i co mogę ugotować na obiad.

Zauważyłam filet z udźca indyka. Pomyślałam, że skoro jest tak zimno i ponuro, ugotuję rozgrzewający krupnik z mięsem z indyka, taką ulubioną w naszym domu wersję krupniku.

Zaraz jednak pomyślałam, że może jednak nie…może coś nowego?

Zajrzałam do „The Silver Spoon” i od razu coś znalazłam!

Filet z udźca indyka faszerowany szpinakiem.

Mój filet był zamrożony, wiec musiałam go najpierw rozmrozić. Nie lubię szybkiego rozmrażania mięsa, takiego w kuchence mikrofalowej, ale jednocześnie nie miałam czasu na pozostawienie mięsa na godziny rozmrażania. Włożyłam  więc zapakowane mięso do ciepłej wody, ciągle dolewając cieplejszej, gdy woda się wychładzała. Dość szybko mięso było rozmrożone i mogłam z niego przygotować danie.

W tym czasie  rozgrzałam piekarnik do około 180 stopni i przygotowałam farsz.

Bułkę podarłam palcami na małe kawałeczki i zalałam białym winem, odstawiłam, żeby nasiąkła.

Szpinak rozmroziłam, na rozgrzanej patelni roztopiłam masło i dodałam posiekaną cebulę i czosnek. Chwilę smażyłam, dodałam namoczoną bułkę, majeranek i dodałam szpinak.  Dusiłam całość jeszcze rozdrabniając widelcem większe kawałki bułki. Dodałam sól i cukier , sporo pieprzu i lekko roztrzepane wcześniej jajko, wymieszałam całość dokładnie i odstawiłam.

Rozłożyłam filet na desce, jak książkę, i lekko rozbiłam tłuczkiem do mięsa.

Masę szpinakową wyłożyłam i rozsmarowałam na płacie mięsa, a potem zwinęłam całość i ułożyłam wolnym brzegiem z brzegu na dole w naczyniu do zapiekania, na dno którego wcześniej wylałam roztopione masło. Na wierzchu zwiniętego mięsa również dałam kilka grudek masła zanim wstawiłam mięso do piekarnika.

Piekłam w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni najpierw, przez około 15 minut,  a potem zmniejszyłam temperaturę do 150 stopni (bo musiałam wyjść z domu na około godzinę i bałam się, żeby się nie przypiekło zbytnio…).

W sumie indyk piekł się około godzinę i dwadzieścia minut.

Po wyjęciu z piekarnika leżał jeszcze dobrą chwilę przykryty folia aluminiową i grubym ręcznikiem.

Gdy przestygł trochę pokroiłam go i każda porcję polałam sosem, który wytworzył się podczas pieczenia.

Filet z udźca indyka faszerowany szpinakiem

około 5 porcji

900 g filetu z indyka

250 g szpinaku

gruba kroma pszennego chleba albo spora bułka ( moja ważyła około 100 g)

30 g masła do smażenia cebuli, 20 g  do  naczynia przed pieczeniem, 10 g do położenia na wierzchu

180 ml białego wina

cebula

2 rozgniecione ząbki czosnku

1 łyżeczka cukru

sól

pieprz

spora szczypta majeranku

Smacznego,

Basia

Facebook

Likebox Slider for WordPress