Archiwum dla autora ·

Basia

·...

Przygotowania do Wielkanocy i mazurek cytrynowy

Brak komentarzy

Owies (posiany w doniczce) rośnie na parapecie, żurek kisi się w kamiennym naczyniu, bakalie pokrojone  do wielkanocnej paschy czekają już w spiżarce, królik i inne mięsa na pasztet właśnie  się gotują. Czyli przygotowania do Wielkanocy w toku.

Oczywiście jeszcze jest mnóstwo do zrobienia… Mam jednak nadzieję, że zdążę ze wszystkim.

A w ramach treningu przed Wielkanocą zrobiłyśmy z Córką mazurek cytrynowy.

 

 

 

Przejrzałyśmy różne przepisy w internecie i,  trochę nimi się inspirując, zrobiłyśmy swoją wersję.

To jest mazurek z kruchym spodem. Niestety ten spód, który znalazłyśmy w przepisie, którym się inspirowałyśmy, okazał się być dość twardy. A właściwie absolutnie za twardy. Dlatego nie polecam go. Uważam, że w mazurku spód musi być kruchy naprawdę,  tu nie można oszczędzić na maśle.

Ciekawe jest nadzienie cytrynowe. Najlepiej byłoby kupić cytryny ekologiczne, gdzie skóra nie jest pryskana chemicznymi środkami ochronnymi. Mnie niestety się nie udało ich kupić tym razem, więc wyszorowałam cytryny i wyparzyłam dokładnie. Nie wiem, oczywiście, ile to dało, bo w sumie to przecież nie mam wiedzy, czym tak naprawdę traktuje się cytrusy?

W każdym razie wyszorowanie i wyparzenie pozwoliło mi, z równie czystym, jak cytryny sumieniem, użyć ich do przygotowania nadzienia.

Otarta skórka z cytryn i miąższ (oczywiście bez tej białej części, która znajduje się pod żółtą skórką) zostały wrzucone do blendera i dobrze zmiksowane, potem z dodatkiem cukru podgrzewane w Termomixie, aż masa zgęstniała. Oczywiście można podgrzewać po prostu w garnku ustawionym na  kuchence, na niedużym ogniu.

Cytryny przeznaczone do dekoracji mazurka, podobnie wyszorowane, jak te do nadzienia, pokroiłam w cienkie plasterki i gotowałam w syropie, pewnie około 45 minut, albo nawet dłużej. Przed gotowaniem wyjęłam pestki z cytryn. Do krojenia cytryn potrzebny jest ostry nóż, żeby dało się je pokroić cienko i równo zarazem. Niestety, kiedy nóż napotyka na swojej drodze pestkę, może trochę poszarpać plasterek.

Syrop cukrowy mus być bardzo intensywny, do ugotowanie plasterków z 2 niedużych cytryn użyłam chyba 250 g cukru, albo nawet więcej. Ciągle dosypywałam go, bo  nie chciałam, żeby cytryny były gorzkie i kwaśne wyłącznie. Myślę, że lepiej dać trochę za dużo, niż za mało cukru do syropu.

Gotowe cytryny odstawiłam, żeby wystygły, wyjęłam je z syropu na talerz.

Przygotowałam krem waniliowy, mleko zagotowałam z cukrem, osobno ubiłam żółtka i na gotujące mleko wlałam masę żółtkową ciągle mieszając, zdjęłam z kuchenki, masa zrobiła się od razu gęsta, po prostu budyń. Wystudziłam go, a nastęĻnie utarłam masło i stopniowo do miękkiego masła dodawałam budyń jajeczny, dodałam nieco naturalnej pasty waniliowej. Można oczywiście dać sam ekstrakt czy esencję waniliową, ale pasta zawiera drobinki wanilii, które potem przyjemnie wyglądają w kremie 🙂 Gotowy krem schłodziłam.

Mając już wszystkie warstwy gotowe, zabrałyśmy się za ich łączenie.

Warstwę kruchą posmarowałam cieniutko kremem waniliowym. Następnie posmarowałam cytrynową marmoladą.Najlepiej jest schłodzić jeszcze raz waniliowy krem rozsmarowany na kruchym cieście, bo trudno rozsmarowuje się warstwę cytrynową na rozpływającym się kremie, ale jeśli trzeba, to się jakoś da. I na koniec, na wierzchu ułożyłam plastry cytryny, a potem wstawiłam mazurek do lodówki.

Bardzo ciekawe jest to połączenie smaków. Jeśli jesteście amatorami takich przysmaków jak prawdziwa marmolada z pomarańczy, czy podobna z cytryn, czyli jeśli lubicie taki słodko-kwaśno-gorzkawy i niezwykle aromatyczny smak, to bardzo polecam!

 

 

Mazurek cytrynowy

 

(kwadratowy  25 x 25 cm, lub okrągły o średnicy około 28 cm)

 

warstwa krucha:

 

200 g mąki

150 g zimnego masła

4 łyżki lodowatej wody

szczypta soli

5-6 pełnych łyżeczek cukru

 

ciasto zagnieść szybko, zawinąć w folię i schłodzić. Następnie rozwałkować i uformować wybrany kształt, zrobić cienki wałeczek dookoła, albo podnieść nieco brzeg ciasta. Upiec na złocisty kolor. Schłodzić.

 

krem:

 

około 75-80 ml mleka

40 g cukru

2 żółtka

wanilia

50 g masła

 

zagotować mleko z cukrem, na gotujące się mleko wlać ubite osobno żółtka, szybko mieszając cały czas. Kiedy zgęstnieje, odstawić i schłodzić. Ubić masło, do miękkiego masła dodawać stopniowo budyń z żółtek, ciągle miksując, żeby masa się nie ścięła. Dodać wanilię i dalej miksować, zostawić gotowy krem do schłodzenia.

 

nadzienie cytrynowe:

 

2 średnie cytryny

około 140 g cukru

 

skórkę wcześniej wyszorowanych i wyparzonych cytryn zetrzeć na drobnej tarce, miąższ, pozbawiony białej skóry, pokroić i zmiksować z cukrem i skórką. Podgrzewać na niedużym ogniu, albo w Termomixie, aż zgęstnieje,  my podgrzewałyśmy na pewno co najmniej 1/2 godziny.

 

cytryny do dekoracji:

 

2 nieduże cytryny pokrojone w równe, mniej więcej, cienkie plasterki  (bez plastrów z początku i końca) gotować w bardzo słodkim syropie. Dałam niedużo wody, tyle żeby przykryła cytryny i pewnie około 250 g cukru, tak jak wspomniałam.

 

Gotowy mazurek, przed podaniem, najlepiej przechować w lodówce.

 

Smacznego,

 

Basia

Bratki przed domem i makaron ze szpinakiem

Brak komentarzy

 

Dziś udało mi się wreszcie pojechać na Kleparz. Kupiłam pyszny twaróg i prawdziwe (to znaczy bez pieczątki 🙂 ) jajka od baby. Kupiłam też kolorowe bratki i zaraz po powrocie posadziłam je w donicach koło domu. Zaraz zrobiło się weselej przed domem! Niestety, bezpieczeństwo części tych kwiatków, tych posadzonych od frontu, jest zagrożone.  Zupełnie nie wiem czemu, ale nasz pies bardzo lubi rozgrzebywać, a częściej nawet wyrywać kwiaty z donic. Tak było w poprzednim roku.

Łudzę się, że może ten już trochę ponad dwuletni nowofundland zmądrzał…?

Okaże się.

Tymczasem na obiad jest makaron ze szpinakiem, boczkiem, parmezanem i orzeszkami pinii.

 

 

Makaron ze szpinakiem, boczkiem, orzeszkami pinii i parmezanem

porcja dla 2-3 osób

 

 

około 300 g liści szpinaku ( dałam mrożony)

łyżka oliwy

około 200 g boczku w cienkich plastrach

150 ml słodkiej śmietanki

sporo pieprzu

rozgniecione 2 ząbki czosnku, odrobina octu winnego sól, cukier do przyprawienia szpinaku

utarty parmezan

2-3 łyżki orzeszków piniowych wyprażonych na suchej patelni

około 200 g makaronu (ugotować w osolonej wodzie do stanu al dente)

 

 

Szpinak rozmroziłam, na rozgrzanej oliwie dusiłam przez parę minut, przyprawiłam i odstawiłam.

Boczek pokroiłam na cienkie paseczki i podsmażyłam na suchej patelni. Jeśli dacie trochę oliwy, to można wysmażyć boczek na chrupiąco, ja jednak nie chciałam dawać zbyt dużo tłuszczu.

Zamiast boczku można dać pokrojone w paseczki suszone pomidory, tez jest pyszne w takiej wersji 😉

Do gotowego boczku dodałam szpinak, wymieszałam i wlałam śmietankę, chwilę całość dusiłam, aż śmietanka nieco zgęstniała i wchłonięta została przez szpinak, przyprawiłam pieprzem.

Ugotowałam makaron, odcedzony dodałam do szpinaku i wymieszałam (można zarezerwować nieco wody z gotowania makaronu, gdyby sos szpinakowy okazał się za gęsty).

Wyprażyłam orzeszki piniowe na suchej patelni.

Gotowe danie posypałam parmezanem i orzeszkami piniowymi.

 

 

Smacznego,

 

Basia

 

 

Kawowe muffinki po obiedzie

1 komentarz

 

Czasem sobie myślę, że ten blog powinien nazywać się raczej „muffinki i czasem coś jeszcze”.

Bo znów dziś o nich będzie… 🙂

Ale cóż mogę poradzić na to, że tak lubię je piec?

 

Zbliża się  Wielkanoc, więc muszę wkrótce pomyśleć o tym, co przygotować na Święta.

Tradycyjnie, z pewnością zrobię paschę,  ugotuję żurek z białą kiełbasą, wspólnie z Córką upieczemy pasztet. Ale koniecznie musi być też coś zupełnie nowego!

I tak myślę, że będzie to jednak jakiś mazurek, nie muffinki 😉

 

Ale dziś są muffinki, kawowe, pyszne! Idealne na deser po niedzielnym obiedzie.

Najlepiej z kawą lub herbatą na słonecznym tarasie!

 

 

Kawowe muffinki z likierem

12 sztuk

 

 

 

280 g mąki

2 spore łyżki dobrej kawy rozpuszczalnej

2-3 łyżki gorącej wody

1 łyżka proszku do pieczenia

szczypta soli

115 g cukru demerara + trochę do posypania muffinek przed pieczeniem

2 jajka

100 ml mleka

85 g roztopionego masła, ostudzonego

6 łyżek likieru kawowego ( Tia Maria najlepiej)

 

 

Rozgrzałam piekarnik do około 200 stopni.

W misce robota szybko zmiksowałam wszystkie składniki ciasta.

Do formy na muffiny wyłożonej papilotkami przełożyłam porcjami ciasto. każdą muffinke posypałam około 1/2 łyżeczki cukru demerara i wstawiłam formę do piekarnika. Piekłam około 20 minut, wyjęłam z piekarnika, gdy muffinki wyrosły i  były złociste, a patyczek wbity w nie wyjmowałam suchy,

 

 

Te muffinki są według mnie naprawdę bardzo smaczne. Likier kawowy jest w nich wyczuwalny, ale nie jest dominujący, sprawiając, że muffinki  są przyjemnie kawowo-likierowe.

 

Smacznego,

 

 

Basia

 

 

 

 

 

 

Pierwsze śniadanie w ogrodzie :-)

Brak komentarzy

Tego jeszcze nie było, 18 marca śniadanie na tarasie!

Oczywiście, że nie było to śniadanie jedzone bladym świtem, ale nie zmienia to faktu, że  pora była ciągle jeszcze śniadaniowa.

Pogoda w ten weekend nas rozpieszcza, nie mogliśmy tego nie wykorzystać i zainaugurowaliśmy sezon śniadań w ogrodzie.

Było tak słonecznie i ciepło, że trzeba było nawet postawić ogrodowy parasol 🙂

Nasze pierwsze śniadanie na tarasie składało się z twarożku z cebulką dymką i świeżą bazylią, pomidorków koktajlowych z mozzarellą i ziołami, ugotowanych jajek  no i wreszcie  omletu z suszonymi pomidorami i serem pleśniowym, który podałam ze świeżą rukolą.

 

 

Omlet z suszonymi pomidorami, serem pleśniowym i świeżą rukolą

 

 

5 jajek (były raczej niezbyt duże)

1 nieduża cebula posiekana

około 80 g suszonych pomidorów w zalewie z oleju słonecznikowego

około 80 g sera pleśniowego

około 25 ml mleka

nieco oleju z zalewy pomidorów

sporo pieprzu

garść rukoli

 

Jaja wrzuciłam do blendera i miksowałam na puszystą masę, dodałam pod koniec ubijania mleko.

Na oleju z zalewy zeszkliłam posiekaną cebulę, gdy była gotowa wrzuciłam do niej pokrojone w paseczki suszone pomidory i chwilę razem smażyłam, ciągle mieszając. Dolałam w pewnym momencie odrobinę wody, żeby się nie przypaliła cebula.

Na podsmażoną cebulę i pomidory wylałam masę jajeczną i dałam sporo świeżo zmielonego pieprzu. Na wierzchu równomiernie posypałam pokruszonym serem pleśniowym. Smażyłam omlet lekko unosząc jego brzegi, żeby masa jajeczna wpływała pod spód. Gdy wierzch wydawał się być pozbawiony płynnej masy, położyłam na omlecie talerz i szybkim ruchem odwróciłam patelnię, a potem zsunęłam omlet z talerza na patelnię, żeby jeszcze przez moment smażyć go.

Omlet musi być miękki i puszysty w środku, więc trzeba go smażyć dość szybko, żeby nie wysechł i nie stwardniał zbytnio.

Gotowy omlet przełożyłam na talerz i położyłam wokół listki świeżej rukoli.

Pycha!

 

 

Smacznego,

 

Basia

 

 

Kolejne wcielenie zakręconej kanapki

Brak komentarzy

 

Kanapka z grilllowanymi warzywami jest chyba ostatnio najczęściej jedzoną kanapką u nas w domu, dlatego pomyślałam, że pewnie dobrze jej zrobi jakiś upgrade 🙂

Ale oczywiście, nie można przesadzić z innowacjami, bo kanapka straci swój charakter.

Tak  właśnie powstał wrap z grillowanymi warzywami.

Żeby uatrakcyjnić nieco nadzienie, dodałam do niego pokruszoną fetę.

A ponadto zrobiłam do kanapki jeszcze sos jogurtowy.

 

Wrap z grillowanymi warzywami i fetą

2 porcje

 

2 duże tortille pszenne

100 g fety

pół średniej cukinii

pól niedużego bakłażana

papryka czerwona

rozgnieciony albo posiekany czosnek

oliwa do smażenia

oregano, najlepiej świeże, ale nie miałam świeżego, więc dałam suszone.

sól, cukier, pieprz, odrobina octu winnego – do smaku

siekana dymka, do nadzienia i do posypania z wierzchu

na sos: jogurt naturalny, najlepiej grecki, bo jest fajny, gęsty

przyprawy do sosu jogurtowego według uznania, jeśli nie planujecie spotkań towarzyskich, to oczywiście czosnek

sól, szczypta cukru, octu winnego, ulubione zioła

 

 

 

Warzywa pokroić, wrzucić na rozgrzaną patelnię z odrobiną oliwy, dodać rozgnieciony lub posiekany czosnek.

Ja najbardziej lubię warzywa grillowane, kiedy jeszcze są takie jędrne, więc nie grilluję zbyt długo. Gotowe warzywa  przyprawić octem winnym, solą, oregano, szczyptą cukru.

Dodać siekaną dymkę i pokruszoną fetę.

Na suchej, gorącej patelni położyć tortillę i przez chwilę ją podpiekać, aż będzie dobrze ciepła ale ciągle elastyczna dość (jeśli zbyt długo zostanie na patelni i będzie chrupiąca, to może się potem połamać podczas zwijania z farszem).

Na dobrze ciepłym placku położyć porcję farszu i zwinąć w dość gruby rulon.

Przed podaniem przekroić ukośnie i położyć na talerzu. Posypać dymką lub innymi ulubionymi ziołami. W sezonie z pewnością fajnie będzie smakować posypana ogrodowym oregano, już to czuję!

A jeśli chodzi o sos, to po prostu wymieszać wszystkie składniki sosu i już będzie gotowy 🙂

 

 

 

Smacznego,

 

Basia

Muffinkowe popołudnie

komentarze 4

 

Miałam odwiedzić Mamę w szpitalu i chciałam zabrać jej coś dobrego do jedzenia. Wiemy, przecież wszyscy, jak wygląda szpitalne jedzenie…

Pomyślałam, że z pewnością muffinki są dobrym pomysłem, bo nie trzeba ich od razu zjeść, a jednocześnie, nie trzeba ich przecież trzymać w lodówce, co mogłoby być kłopotliwe w warunkach szpitalnych.

Postanowiłam upiec muffinki zarówno takie na słono, jak i na słodko.

Sięgnęłam po wspominaną tu już książeczkę „Easy muffins” i wybrałam dwa przepisy na muffiny na słono: z tuńczykiem i oliwkami oraz gruszką i serem pleśniowym.

Zaczęłam pieczenie od tych z gruszką. W przepisie miały być gruszki w syropie naturalnym, czyli z puszki. Ja miałam świeże pyszne gruszki w domu, więc użyłam takich.

Rozgrzałam piekarnik do około 200 stopni. W misce robota zmiksowałam mąkę z proszkiem, jajka, mleko, roztopione masło,  sól i pieprz.

Dodałam pokrojoną w mała kosteczkę gruszkę, pokruszony dość drobno ser pleśniowy i posiekane orzechy i dobrze wymieszałam. Ciasto przełożyłam do formy na muffiny wyłożonej papilotkami i piekłam około 30 minut, aż muffinki były gotowe, rumiane, wyrośnięte i patyczek w nie wbity, wyjmowałam suchy.

Następnie zabrałam się za te tuńczykowe muffinki.

Znów wrzuciłam do miski robota mąkę z proszkiem, jajka, roztopione masło, jogurt naturalny, sól i pieprz i zmiksowałam wszystko.

Dodałam pokrojone oliwki i odsączonego z zalewy, trochę rozdrobnionego widelcem tuńczyka. Wymieszałam całość. Przełożyłam do papilotek, każdą muffinkę ozdobiłam oliwką i wstawiłam do piekarnika. Piekłam, podobnie, jak te z gruszką i serem, około 30 minut. Gotowe wyjęłam z piekarnika.

Oba rodzaje są naprawdę bardzo smaczne i gorąco polecam.

Te muffinki z gruszką są dość wilgotne, można dać mniej gruszki ewentualnie, jeśli wolicie bardziej suche, ale myślę, że nie trzeba tego robić. Być może takie same proporcje, ale z użyciem gruszki z kompotu ( ak w oryginalnym przepisie), dałyby mniej wilgotne babeczki?

Jeśli chodzi o te z tuńczykiem, to one są znów dość suche. Żeby dodać im wilgotności można dodać posiekaną czerwoną cebulą, może nawet wcześniej jeszcze zeszkloną.

Myślę, że następnym razem spróbuję właśnie z dodatkiem cebuli.

Muszę przyznać, że bardzo podoba mi się ten rozdział „Savoury sensations” z książeczki „Easy muffins” z przepisami na pikantne muffinki.

I fajnie, że jest tam jeszcze całkiem sporo niewypróbowanych przeze mnie dotychczas receptur 🙂

 

muffinki z gruszką i serem pleśniowym

na 12 sztuk

 

400 g gruszek z syropu, dobrze odsączonych i pokrojonych w kosteczkę, ja dałam świeże, słodkie gruszki

280 g maki

1 łyżka proszku do pieczenia

150 g sera pleśniowego

2 jajka

250 ml mleka

85 g roztopionego i wystudzonego masła

50 gramów posiekanych orzechów, ja dałam laskowe (takie miałam), w przepisie były włoskie

sól i sporo pieprzu

 

muffinki z tuńczykiem i oliwkami

na 12 sztuk

 

90 g wypestkowanych czarnych oliwek ( ja dałam ulubione moje kalamata! )

280 g mąki

łyżka proszku do pieczenia

2 jajka

250 g jogurtu naturalnego

85 g roztopionego i ostudzonego masła

2 puszki dużych kawałków tuńczyka w oleju

sól, sporo pieprzu

 

Smacznego,

 

Basia

 

Aha, a na słodko upiekłam muffinki już „z głowy”, z dodatkiem suszonych moreli, żurawin, śliwek oraz orzechów laskowych. Ale kiedyś już  o podobnych pisałam, więc nie będę się powtarzać 🙂

Chleb z orzechami i serem cheddar

komentarze 2

Dziś wpadła mi w ręce książka „Bake it”, niedawno przywieziona z Londynu, o której już raz tu wspominałam. Za każdym razem, kiedy ją biorę do ręki, zauważam jakiś  nowy i ciekawy przepis, którego do tej pory nie widziałam.

Dziś znalazłam nawet kilka, ale w rezultacie zdecydowałam się upiec chleb z cheddarem i orzechami.

Oryginalny przepis musiałam nieco zmodyfikować, bo nie miałam w domu pełnej pszennej mąki, maślanki i wystarczającej ilości orzechów włoskich. I tak dałam samą  białą mąkę (a nie pół na pół z razową), zamiast maślanki dałam jogurt naturalny i  pomieszałam orzechy włoskie z laskowymi. Myślę nieskromnie, że nie zaszkodziłam oryginalnej recepturze 🙂

Chleb wyszedł całkiem interesująco. Bardzo fajnie smakuje posmarowany kremowym serkiem np. Philadelphia 🙂

Chleb z orzechami i cheddarem

425 g mąki

1 łyżka brązowego cukru

175 g utartego sera cheddar

2 jajka

1 łyżka proszku do pieczenia

1 łyżeczka sody oczyszczonej

90 g orzechów włoskich i laskowych  posiekanych

40 g roztopionego i wystudzonego masła

250 g jogurtu naturalnego

Rozgrzałam piekarnik do około 180 stopni.

Mąkę z proszkiem i sodą, utarty ser i posiekane orzechy wrzuciłam do miski robota  i miksowałam przez chwilę, dodałam lekko roztrzepane wczesniej jajka, jogurt i roztopione masło. Uformowałam okrągły, spłaszczony bochenek.

Formę do pieczenia  o średnicy około 22 cm wysmarowałam oliwą, włożyłam do niej chleb. Wierzch chleba na środku nacięłam kilka razy nożem na głębokość około 1 cm,  tworząc jakby gwiazdę i wstawiłam do piekarnika na około 50 minut. Gdy wyrósł i był rumiany, sprawdziłam, czy jest upieczony, wbijając w niego patyczek. Kiedy patyczek wyjęłam suchy, wyciągnęłam chleb z piekarnika.

Warto spróbować, polecam!

Basia

Krucha tarta ze szpinakiem, ricottą i boczkiem

1 komentarz

Choć dość często piekę tarty wykorzystując dla wygody ciasto francuskie, to takiej na słono, na kruchym spodzie, jak dziś, dawno już nie piekłam.

Ta dzisiejsza propozycja, to tarta ze szpinakiem, ricottą i boczkiem. Z warstwą śmietankowo-jajeczną i parmezanem na wierzchu.

Tarty na kruchym spodzie, można śmiało jeść zarówno na ciepło, jak i na zimno. No, raczej nie tak wprost z lodówki, ale w temperaturze pokojowej, to już z pewnością.

I to, według mnie,  jest ich wyższość  nad francuskimi.

Przygotowałam szybko kruche ciasto z mąki, schłodzonego masła posiekanego w kosteczkę, soli i zimnej wody. Odkąd mam robot Kitchen Aid wszystkie ciasta robię z jego pomocą, kruche też. Ciasto szybko rozwałkowałam i wyłożyłam nim formę do tarty, lekko podniosłam brzegi, nakłułam widelcem i wstawiłam do lodówki.

Włączyłam piekarnik i zabrałam się za nadzienie.

Rozmrożony szpinak poddusiłam lekko z czosnkiem, przyprawiłam solą i odrobiną octu winnego.

Gdy szpinak był gotowy i trochę przestygł, dodałam ricottę.

Dodałam również, podsmażony wcześniej, pokrojony w drobną kosteczkę boczek i wymieszałam ze szpinakiem.

W misce roztrzepałam jajko, dodałam do niego śmietankę i sporo pieprzu .

Z lodówki wyjęłam formę ze schłodzonym ciastem, wyłożyłam najpierw warstwę szpinakową  i wyrównałam. Następnie wylałam warstwę śmietankowo-jajeczną i posypałam utartym parmezanem.

Tartę wstawiłam do nagrzanego do około 200 stopni piekarnika i piekłam około 10 minut, następnie zmniejszyłam temperaturę do około 170 stopni i  piekłam jeszcze około 20 minut. Kiedy wierzch tarty się przyrumienił, wyjęłam tartę z piekarnika.

Tarta ze szpinakiem, ricottą i boczkiem

ciasto:

225 g mąki

1/2 łyżeczki soli

100 g schłodzonego masła

4-6 łyżek zimnej wody

nadzienie:

400 g szpinaku

250 g miękkiej ricotty

100 g cienkich plastrów boczku

2 rozgniecione ząbki czosnku

sól, szczypta cukru, odrobina octu winnego

1 jajko

150 ml śmietanki kremówki

30-50 g startego parmezanu

Smacznego,

Basia

Francuska tarta z jabłkami

komentarze 2

Ta francuska tarta z jabłkami jest naprawdę fantastyczna.

Wymaga kilku dobrych składników i mniej niż dwu godzin na przygotowanie, razem z czasem pieczenia. Naprawdę warto jej poświęcić ten czas.

Przepis pochodzi z portalu http://allrecipes.com/ i jest sprawdzony!

Poza kruchym spodem i jabłkami jest w tej tarcie nadzienie zwane frangipane, składające się głównie z masła, cukru, jajek i mielonych migdałów.

Całość tworzy absolutnie doskonałą całość, polecam!

Francuska tarta z jabłkami

Ciasto kruche:

160 g mąki

1 żółtko

120 g  masła

2-3 łyżeczki cukru

3 łyżki zimnej wody, jeśli będzie trzeba

szczypta soli

Z powyższych składników zagnieść szybko ciasto, utworzyć kulę, zawinąć w folię do żywności i schłodzić w lodówce.

Frangipane:

1 jajko

1 żółtko

120 g miękkiego masła

100 g cukru

łyżka brandy, najlepiej jabłkowej

80 g mielonych migdałów

2 łyżki mąki

Masło utrzeć z cukrem na jasny krem, dodać jajko i żółtko i dalej ucierać, dodać brandy, migdały i mąkę. Kiedy będzie wszystko dobrze połączone, odstawić.

Jabłka:

około 3 średnich jabłek ( ja dałam 2 wielkie), obranych, pozbawionych gniazd nasiennych i pokrojonych w cienkie plasterki

łyżeczka cukru

około 1/2 niedużego słoiczka galaretki morelowej, ja nie miałam galaretki tylko konfiturę morelową i też wyszło dobrze 🙂

Ciasto rozwałkować cienko na koło o średnicy około 30 cm, wyłożyć nim dno formy do pieczenia tarty ( dno mojej formy ma 27 cm średnicy)  i podnieść brzegi, nakłuć widelcem i wstawić znów do lodówki.

Rozgrzać piekarnik do około 200 stopni.

W formie do tarty na schłodzone ciasto wyłożyć nadzienie frangipane i wyrównać.

Na tej warstwie układać plasterki jabłka, zaczynając od brzegu i delikatnie wciskając je w nadzienie.

Tartę wstawić do piekarnika i piec na najwyższym poziomie najpierw przez około 15 minut w temperaturze 200 stopni, aż zacznie się z wierzchu rumienić, wtedy zmniejszyć temperaturę do około 175 stopni i piec dalej przez około 10 minut.

Następnie posypać łyżeczką cukru i dalej piec przez około 10 kolejnych minut, aż cukier się skarmelizuje, wtedy wyjąć z piekarnika.

Galaretkę (czy konfiturę, jak ja zrobiłam) podgrzać i ewentualnie dodać odrobinę wody, gdyby była za gęsta. Taką podgrzaną galaretką posmarować całą tartę z wierzchu przy pomocy pędzla, żeby była ładnie błyszcząca.

Smacznego,

Basia

Dorsz zapiekany ze szpinakiem

Brak komentarzy

Zacznę od tego, że usprawiedliwię się za jakość dzisiejszego zdjęcia.

Niestety, nie miałam do dyspozycji sprzętu fotograficznego, którego na co dzień używam, i zdjęcia zrobiłam telefonem.

Właściwie mogłam przecież napisać tylko i nie zamieszczać zdjęcia, ale byłoby przecież jakoś dziwnie…

Dzisiejsza danie, to dorsz atlantycki zapiekany ze szpinakiem.

Ostatnio naczytałam się tylu niedobrych opinii o łososiu hodowlanym i jego szkodliwości, że omijam dużym łukiem stoiska z tą rybą. To z pewnością jest przesadzone, ale i tak dość skutecznie zniechęciło mnie do jedzenia łososia, mimo mojej ogromnej sympatii do niego.

Dorsz atlantycki nigdy nie był moją rybą z pierwszego wyboru, ale z braku innych ryb, zdecydowałam się na niego.

Rozgrzałam piekarnik do około 180 stopni. Dorsza pokroiłam na kilka mniejszych kawałków, lekko podsmażyłam na oliwie, skropiłam  go cytryną, lekko posoliłam i dałam sporo świeżo zmielonego pieprzu.

Na osobnej patelni lekko poddusiłam rozmrożony szpinak i odparowałam nadmiar wody, dodałam  czosnek, sok z około 1/4 cytryny, posoliłam, dodałam płaską łyżeczkę cukru i wymieszałam.

W miseczce roztrzepałam jajko i dodałam śmietankę,  odrobinę posoliłam i  dodałam sporo pieprzu.

W naczyniu do zapiekania ułożyłam kawałki podsmażonej ryby, pomiędzy kawałkami ułożyłam szpinak, kawałki ugotowanego jajka, wylałam na to delikatnie śmietankę roztrzepaną z jajkiem i wstawiłam do piekarnika. Zapiekałam około pół godziny, aż masa śmietankowa się lekko ścięła i wierzch zrobił się delikatnie rumiany i wtedy gotowe danie wyjęłam z piekarnika.

Bardzo fajnie to danie wyszło. W przeciwieństwie do zdjęcia gotowego dania, dlatego poprzestanę tym razem na zdjęciu dania, przygotowanego dopiero do zapiekania 🙂

Dorsz zapiekany  ze szpinakiem

około 500 g dorsza atlantyckiego, choć myślę,że wielu ryb można użyć, łososia z pewnością też 🙂

450 g szpinaku mrożonego

225 g śmietanki kremówki

1 jajko surowe, roztrzepane

1 jajko ugotowane na twardo, ale z takim nie do końca ugotowanym żółtkiem

sól

pieprz

sok z 1 cytryny ( do ryby i do szpinaku)

3 rozgniecione ząbki czosnku

oliwa do smażenia ryby

Można  też danie przed pieczeniem posypać parmezanem, ja tym razem tego nie zrobiłam, ale jestem pewna, że parmezan mu nie zaszkodzi 🙂

Smacznego,

Basia

Facebook

Likebox Slider for WordPress