Archwium dla ·

indyk-kurczak

· Kategoria...

Kurczak w herbacie :-)

komentarze 4

Wyjęłam z zamrażarki  kilka kawałków kurczaka i zastanawiałam się, co z nich zrobić na kolację?

I już niewiele brakowało, żebym zdecydowała się na  kurczaka tandoori , kiedy wpadł mi pewien pomysł do głowy.

Kurczak marynowany w herbacie!

Kiedyś, parę lat temu, pewien mój Kolega (również  prawie kolega po fachu, bo iranista) opowiadał mi o swoim pobycie w Afganistanie. Stamtąd  właśnie przywiózł przepis na kurczaka marynowanego w herbacie.  Przypominam sobie, że zachwycał się tym daniem. Minęło kilka dobrych lat od tej rozmowy, nie pamiętam dokładnie przepisu. Wiem jedynie, że mięso zalewa się mocnym,  herbacianym naparem i w nim pozostawia na jakiś czas…. Resztę musiałam zaimprowizować:-)

Zaczęłam od zaparzenia czarnej  herbaty,  4 kopiate łyżeczki  wsypałam do dużego zaparzacza ( Mąż kupił sobie taki do parzenia zielonej herbaty), wstawiłam go do miski szklanej  i zalałam wrzątkiem. Napar był naprawdę bardzo mocny i ciemny. Myślę, że można użyć każdej herbaty, ja użyłam herbaty przywiezionej przez mojego Męża ze Sri Lanki, ale nie pamiętam dokładnie, jaka to herbata. Następnym razem spróbuję to zrobić z Earl Grey, moją ulubioną!

Do miski z naparem włożyłam kawałki kurczaka ( uda i podudzia), płyn przykrywał mięso całkiem.

Zostawiłam kurczaka w tej marynacie na kilka godzin, pewnie można zostawić tak na noc.

Rozgrzałam piekarnik do około 200 stopni.

Naczynie żaroodporne posmarowałam oliwą, włożyłam do niego posiekaną cebulę, następnie kawałki ciemnego od esencji kurczaka, wlałam mniej więcej połowę płynu, w którym moczył się kurczak, kawałki skropiłam sosem sojowym, octem balsamicznym, posypałam curry, pieprzem  i posmarowałam rozgniecionym czosnkiem. Wstawiłam do piekarnika. Po około 20 minutach zmniejszyłam temperaturę  pieczenia do około 160 stopni . Po kolejnych 20-30 minutach odwróciłam kawałki kurczaka, bo zaczęły się trochę przypiekać, skropiłam jeszcze raz octem balsamicznym i sosem sojowym i dalej piekłam. W sumie pieczenie trwało około 2 godzin. Celowo piekłam tak długo,  choć  kurczak z pewnością już wcześniej był gotowy, bo uwielbiam mięciutkie mięso kurczaka, które wręcz ześlizguje się z kości. I tak właśnie było  tym razem. Po upieczeniu mięso kurczaka było  ciemne  (głównie z wierzchu, głębiej  było jaśniejsze) i  bardzo soczyste i kruche. W smaku nie było czuć  konkretnie herbaty, ale wyraźnie smak był bogatszy.   Kurczak w tym wydaniu jest dość  delikatny, więc jeśli lubicie pikantne dania, to proponuje dać więcej curry albo dodać chili na przykład.

Kurczak marynowany w herbacie ( może trochę po Afgańsku)

6 sporych kawałków kurczaka

4 kopiate łyżeczki  czarnej herbaty i tyle wody, żeby mocny  napar przykrył kurczaka

parę łyżek sosu sojowego ( 3-4)

parę łyżek octu balsamicznego ( j.w.)

curry

pieprz

3 rozgniecione  ząbki czosnku

oliwa ( całkiem niekoniecznie, według mnie można w ogóle nie smarować naczynia oliwą, bo z kurczaka wytopi się pewnie wystarczająco dużo tłuszczu. Ja następnym razem z pewnością nie dam żadnego tłuszczu).

Smacznego,

Basia`

P.S. Moi Drodzy, dziś mija rok odkąd zaczęłam pisać tego bloga.

Dziękuję  serdecznie wszystkim, którzy zaglądają tu i liczę na Waszą dalszą obecność.  Dziękuję też ogromnie za wszystkie komentarze i proszę o więcej!


Pozdrawiam Wszystkich,


Basia

Indyk bożonarodzeniowy

Brak komentarzy

Święta, Święta i ..po Świętach!

Kończy się drugi dzień, a trzeciego nie ma w programie, niestety.

Poleniuchowałoby się jeszcze…

Ale z drugiej strony, zgubne byłoby dla figury ciągłe jedzenie. Przecież nie ma co się czarować: są święta, jest jedzenie!

No właśnie, wczoraj był  bożonarodzeniowy indyk faszerowany.

Tak jak wspominałam, oparłam się na przepisie pochodzącym z The Silver Spoon, czyli indyk był trochę po włosku.

Przed Świętami przejrzałam trochę przepisów i ten mnie najbardziej zachęcił. Pokazałam go Córce, a ona zaakceptowała, i tak decyzja została podjęta. Nie mam zbyt dużego doświadczenia  jeśli chodzi o przyrządzanie indyka, piekłam go do tej pory zaledwie parę razy.

Ten, którego miałam teraz przygotować,  miał ciekawe nadzienie, choć nie bardzo wyszukane.

Potrzebowałam do niego włoskie kiełbaski. Nie bardzo wiedziałam skąd mam je wziąć, a poza tym  te włoskie kiełbaski, to są takie surowe, niewędzone  przyprawione koprem włoskim i anyżem, jakoś nie miałam na nie ochoty. Być może mogłabym zastąpić je białą kiełbasą, ale w rezultacie zdecydowałam się   poeksperymentować. Zdecydowałam się na cienkie kiełbaski drobiowe w stylu frankfurterek.

Pokroiłam je w drobne plasterki , pokroiłam też w paseczki plastry wędzonego boczku.

Dodałam zamoczoną wcześniej w wodzie, a następnie odciśniętą  bułkę, całe suszone śliwki, orzechy laskowe również w całości.  Dałam  miękkie masło, szczyptę soli  i chili, sporo pieprzu.

Wymieszałam dobrze  wszystkie składniki farszu ,  włożyłam farsz do indyka, a Córka zaszyła szczelnie nadzienie w ptaku i związała mu nogi.

Indyk odrobinę posolony,  trafił do brytfanny wyłożonej papierem do pieczenia,  a potem  został obłożony  z wierzchu  na korpusie plastrami boczku i kawałkami  masła.

Odkąd  kiedyś po pieczeniu indyka nie mogłam domyć mocno zapieczonej  brytfanny, zawsze już przezornie kładę  w niej na spód papier do pieczenia:-)

Wstawiłam  brytfannę do nagrzanego do 200 stopni piekarnika na tryb pieczenia z góry i z dołu, po około godzinie zmniejszyłam moc piekarnika i dalej piekłam, polewając kilkakrotnie indyka  tłuszczem, który wytapiał się oraz wodą. Po kolejnej godzinie zdjęłam plastry boczku, które zaczęły już się przypiekać, przełączyłam na tryb z termoobiegiem, żeby pomóc indykowi się trochę zarumienić. W sumie pieczenie trwało około 3 godzin. Zawsze mam  problem z czasem pieczenia indyka. Boję się żeby nie był niedopieczony i zwykle wychodzi ł za bardzo wyschnięty.  I choć wiem, że indyk jest gotowy, kiedy po wbiciu patyczka w okolice pomiędzy nogą i piersią wypływa z niego przeźroczysty sok, dopiero tym razem naprawdę zastosowałam się do tej wskazówki.

Dzięki temu czas pieczenia indyka tym razem był optymalny.

Po wyjęciu z piekarnika przez kwadrans indyk odpoczywał sobie przykryty folią aluminiową, aż wreszcie ( po zdjęciu szwów) został podany na stół.

Towarzyszyły mu podsmażane cząstki ziemniaków, a dla chętnych również, jak to było w dotychczasowej tradycji,  pozostałe z kolacji wigilijnej potrawy.

🙂

Basia

Bożonarodzeniowy indyk faszerowany

indyk ( około 4 kg)

300g kiełbasek ( ja dałam drobiowe typu frankfurterki, ale na pewno można dać jakieś wieprzowe lub inne)

100g boczku wędzonego w plastrach do farszu  + plastry do obłożenia indyka

150 g śliwek suszonych kalifornijskich

100 g orzechów laskowych

większa bułka pszenna podzielona na mniejsze kawałki,  zamoczona w wodzie i odciśnięta

około 50 g masła do farszu plus drugie tyle do obłożenia indyka przed pieczeniem.

sól, pieprz, chili

Kurczak tandoori i raita

komentarze 2

Wprawdzie miałam zrobić sushi na kolację, na którą zaprosiliśmy znajomych, ale  na szczęście wystarczająco wcześnie okazało się, że  byłby to chyba nienajlepszy pomysł. Cóż, nie wszyscy są fanami tego jedzenia, tak jak ja…

W związku z tym zdecydowałam się na danie kuchni indyjskiej: kurczak tandoori.

Robiłam już tę potrawę nie raz. Zawsze wszystkim bardzo smakowała, więc  miałam nadzieję że i tym razem tak będzie.

Nazwa tandoori  oznacza wszelkie dania upieczone w specjalnym piecu tandoor, wcześniej  zwykle marynowane w jogurcie i przyprawach (chyba że to są owoce i warzywa , to  oczywiście bez tej marynaty) . Tandoor to  gliniany piec w kształcie dzbana, używany w Indiach i innych krajach Azji południowej.

Bardzo wysoka temperatura pieczenia ( dobrze powyżej 450 st) sprawia, że pieczenie następuje bardzo szybko, a potrawy zachowują intensywny kolor i niepowtarzalny smak. Do przygotowania  tego dania potrzeba kilku przypraw, których trzeba poszukać w sklepach  orientalnych albo przynajmniej w sklepach ze zdrową żywnością. Pewnie można je kupić również w dobrze zaopatrzonych delikatesach.

Potrzebne są  garam masala, mielony kmin rzymski, mielona kolendra. Poza tym jeszcze kilka innych , popularnych przypraw i  świeży imbir, ale ten można już kupić  bardzo łatwo nawet w supermarketach.

Z przypraw i jogurtu sporządza się gęstą marynatę,  którą pokrywa się kawałki kurczaka, najlepiej udka, i zostawia na minimum kilka godzin, a najlepiej na całą noc.

Do kurczaka tandoori  bardzo pasuje raita. To również danie pochodzące z kuchni indyjskiej, rodzaj dipu czy sosu przygotowanego na bazie jogurtu. Łagodne połączenie jogurtu, warzyw i przypraw stanowi doskonałe uzupełnienie zwykle bardzo ostrych,  indyjskich potraw.

A do tego podałam jeszcze orientalny  również, ale jednak nie indyjski tylko  pochodzący z krajów arabskich  ryż z makaronem. Ale o nim opowiem następnym razem.

Wygląda na to, że kolacja się dobrze udała!

Kurczak tandoori

20 udek z kurczaka

250-275 g jogurtu naturalnego

2 kopiate łyżeczki kolendry mielonej

2 kopiate  łyżeczki garam masala

5 rozgniecionych ząbków czosnku

sok z ½ cytryny

2 łyżki mielonego kminu rzymskiego

kopiata łyżeczka chili

2 łyżeczki utartego imbiru

Wszystkie składniki marynaty wymieszać, a następnie posmarować nią kawałki kurczaka. Ja zwykle zanurzam udka z kurczak w marynacie i układam w misce tak, żeby marynata dokładnie pokrywała mięso.

Zostawić mięso przykryte w chłodnym miejscu najlepiej na całą noc. Można ewentualnie odwracać kawałki   w trakcie marynowania, ale jak zostawia się na noc, to raczej to nie wchodzi w grę:-)

Rozgrzać piekarnik do maksymalnej temperatury. Wyjąć kurczaka z marynaty (nie ściągać jej z kawałków!) i ułożyć  kawałki na blasze, najlepiej wcześniej wyłożonej papierem do pieczenia i wstawić do piekarnika.

Piec około 40 minut, jeśli udka są maleńkie, to można pewnie krócej. Ja lubię, kiedy mięso samo odchodzi od kości, więc piekę je tak długo, jak tylko się da, żeby tylko nie przypalić.

Można wcześniej podpiec na przykład przez pół godziny i przed samym podaniem wstawić ponownie do piekarnika na  kilkanaście minut.

Kurczak tak przyrządzony jest fantastyczny! Mimo, że nieposolony w ogóle ,  zupełnie nie robi wrażenia niewystarczająco przyprawionego. Jest pikantny, ale wcale nie za ostry, choć sama marynata wydaje się bardzo ostra.

Polecam!

Raita

400 g jogurtu greckiego lub innego bardzo gęstego

4 dojrzałe pomidory

ogórek ( dałam cały wężowy)

mielona kolendra (opcja)

2 łyżki uprażonego na suchej patelni  sezamu

świeże zioła  ( po indyjsku byłaby świeża kolendra, ale spokojnie można dać takie zioła, jakie się lubi. Ja dałam bazylię 😉

Pomidory pokroić w kosteczkę i zostawić na sitku, żeby odciekły. Ogórek obrać i zetrzeć na grubej tarce, tez odcisnąć nadmiar soku.

W misce wymieszać warzyw a z jogurtem, przyprawić mieloną kolendrą.

Dodać posiekane świeże zioła. Całość posypać prażonym sezamem.

Smacznego,

Basia

Ciasto na pierniki bożonarodzeniowe i zakręcona kanapka

komentarze 4

Ciasto na pierniki zrobione!

To znaczy pierwszy etap, oczywiście.

Zwyczaj pieczenia pierników wprowadziła do naszego domu moja  starsza o 3 lata, jedyna  Siostra, kiedy byłyśmy kilkunastoletnimi dziewczynami. Wypatrzyła  je w jakimś zagranicznym czasopiśmie i  od tego się zaczęło. I potem już każdego roku piekłyśmy pierniki na  Boże Narodzenie. Jak tylko była okazja,  przywoziłyśmy z zagranicy kolorowe barwniki spożywcze do barwienia lukru, kolorowe cukiereczki , maleńkie „groszki” i „maczek” do zdobienia pierniczków.

Kiedyś, nie pamiętam dokładnie kiedy, ale na pewno kilkanaście już lat temu, przeczytałam o dawnym, tradycyjnym  sposobie przygotowania  ciasta na pierniki  na wiele tygodni, czasem miesięcy albo nawet lat(!),  przed pieczeniem.

Ciasto odstawione w chłodne miejsce dojrzewało,  żeby pierniki z niego upieczone były najsmaczniejsze.

Czytałam też o  zupełnie współczesnych,  choć oczywiście wywodzących się z tradycji,  sposobach przygotowania ciasta na wypieki  we włoskiej kuchni, tam tez ciasto leżakowało wiele miesięcy zanim zostało upieczone.

Bardzo spodobał mi się pomysł rozpoczęcia przygotowań do pieczenia świątecznych pierników na długo przed świętami, bo zawsze przygotowania świąteczne mnie ogromnie cieszyły i jakby wydłużały radość ze świąt.  A teraz ta radość mogła zacząć się jeszcze wcześniej.

Wprawdzie według starych receptur dojrzewające ciasto na tradycyjne  polskie pierniki składało się z mąki, przypraw, miodu, jajek i tłuszczu, ja miałam obawy przed tym, czy zostawione na  kilka tygodni jajka i tłuszcz się nie zepsują.  Dlatego wtedy, wiele lat temu zaczęłam przygotowywać ciasto w oparciu o ten włoski zwyczaj, tam jajka i tłuszcz dawało się później.

I tak, od tamtego czasu co roku przygotowuję pierniki na wiele tygodni przed świętami.

Czasem wcześniej, czasem później, im mniej czasu jest  do świąt, tym wyższa temperatura dojrzewania. Jeśli zrobię ciasto na miesiąc przed pieczeniem, to trzymam je w chłodnej spiżarce, jeśli na 2 tygodnie, to już czeka w kuchni, gdzie jest ciepło.

A piekę pierniki zaraz na początku grudnia, żeby zdążyły jeszcze zmięknąć do Bożego Narodzenia.

Na kilka dni przed Wigilią lukrujemy i zdobimy je.

Z pewnością Wam o tym opowiem.

(A to kilka zeszłorocznych pierników, które własnie znalazłam! Były dobrze schowane w metalowym pudełku i zapomniane… trzymają się jednak  całkiem nieźle! Są mięciutkie, tylko lukier trochę wypłowiał 🙂 Pewnie powiesimy jej na choince).

A zrobione właśnie  ciasto na pierniczki  odpoczywa sobie, dałam kilogram mąki żytniej ( pierniki robi się z mąki żytniej właśnie, między innymi dlatego, że taka mąka zatrzymuje wilgoć), 2 opakowania przyprawy do pierników , około 1000g dobrze   ciepłego miodu. Wymieszałam wszystko dokładnie, przykryłam ściereczką żeby oddychało i zostawiłam. Tym razem już  w kuchni, bo do pieczenia pozostały 2 albo  najwyżej 3 tygodnie.

Ale żeby nie obyło się dziś bez jedzenia, proponuję „zakręconą kanapkę” z kurczakiem, warzywami i dressingiem curry . Naprawdę pycha!

Wrap z kurczakiem,  warzywami i dressingiem curry

 

na 3 porcje

3 tortille pszenne

olej

około 250-300 g filetu z kurczaka

rozgnieciony ząbek czosnku

sól

kawałek sałaty lodowej posiekanej ( około ¼ średniej główki)

kilka pokrojonych w plasterki czarnych oliwek

siekana świeża  bazylia, ale może być kolendra, natka pietruszki czy co tam lubicie:-)

2 nieduże  pomidory pokrojone w kostkę  lub  niewielkie plasterki

nieduży ogórek pokrojony w plasterki

cebula dymka albo szalotka albo drobno posiekana cebula po prostu

około 3 łyżek majonezu ( nigdy nie używam kieleckiego!!)

spora szczypta curry, ja dałam pewnie około płaskiej łyżeczki plus szczypta do przyprawieni kurczaka

odrobina octu winnego

około 30-40 g sera cheddar utartego

Na  rozgrzanej patelni usmażyłam pokrojonego w małą kostkę kurczaka, przyprawiłam go curry, solą, czosnkiem. Podlałam nieco wodą, dusiłam, aż zmiękł. Ostudziłam trochę.

Zrobiłam sos mieszając majonez, curry , odrobinę octu winnego.

W misce wymieszałam pokrojone warzywa, oliwki, kurczaka i zioła.

Na patelni posmarowanej tylko delikatnie olejem ( przy pomocy pędzelka) podgrzałam  tortille aż zarumieniły się nieco z jednej,  a potem z drugiej strony.

Wymieszałam warzywa z sosem. Na każdej podpieczonej tortilli położyłam 1/3  nadzienia, zrolowałam, przekroiłam na ukos, położyłam oba kawałki na talerzu i posypałam serem cheddar.

Smacznego,

Basia

Zupa tajska z makaronem ryżowym

1 komentarz

O ile szczerze nie lubię zimy, to  cieszę się, że są takie różne miłe akcenty z nią związanie.

Na przykład duży lampion u nas w kuchni, który w zimowe weekendy zapalony jest niemal ciągle.

Zapalone świece kojarzą mi się zdecydowanie świątecznie i zimowo. I choć przecież stawiamy w letnie wieczory kolorowe lampiony na stole i tarasie, to one  mają jednak zupełnie inny, wakacyjny  charakter.

Przyjemnym akcentem zimowej pory jest zmiana menu, pojawiają się w nim zupy!

Tak, zupy zagościły już na dobre u nas w domu.

Gotuję te dobrze znane i wypróbowane , które lubimy  bez względu na pojawiające się nowości . Krupnik z kaszą jęczmienną i udem z indyka, jego soczystym i mięciutkim  mięsem od długiego gotowania, jest zawsze hitem.

Ale oczywiście nie unikam też nowości i pierwszy raz ugotowałam zupę z dodatkiem makaronu ryżowego.

Zupa jest tajskiego pochodzenia, z mlekiem kokosowym, które bardzo lubię.

Choć makaron ryżowy jest u nas dostępny od lat, jeszcze nigdy go nie przyrządzałam! I aż sama się temu dziwię.

Ta zupa- jak to bywa w kuchni tajskiej-  jest bardzo lekka, a dodatek makaronu ryżowego, choć ją zagęszcza przecież, jednocześnie wcale  jej nie obciąża .

I mamy zupę w sam raz na teraz, czyli na całkiem jeszcze przyjemną i ciepłą  późną jesień.

Tajska zupa z kurczakiem, mlekiem kokosowym i makaronem ryżowym

na  około 4 porcje

około 200 g filetu z kurczaka pokrojonego na kawałki i uduszonego na odrobinie oleju

około 1 litra bulionu z kurczaka (może być z kostki)

około 200ml mleka kokosowego

3 łyżeczki sosu rybnego

szczypta chili

pół łyżeczki kurkumy

sok z ½ limonki

sól

1 łyżeczka cukru demerara

około 100 g fasolki szparagowej

około 100 g groszku zielonego mrożonego

około 120 g makaronu ryżowego

W garnku zagotowałam  bulion, dodałam  kurczaka wcześniej już uduszonego, dodałam też mleko kokosowe, wszystkie przyprawy, fasolkę. Gotowałam  chwilę, a gdy fasolka była  jeszcze twardawa dodałam groszek. Gotowałam  jeszcze przez chwilę, aż warzywa były miękkie ale nierozgotowane.

Przygotowałam makaron zgodnie z przepisem na opakowaniu, czyli zalałam wrzącą  wodą i odstawiłam na kilka minut. Gdy był gotowy  odcedziłam  go i rozłożyłam porcje  do miseczek, a potem nalałam zupę.

Można oczywiście posypać  zupę ulubioną zieleniną (ja pewnie posypałabym  siekaną dymką, ale niestety nie miałam jej akurat w domu…)

Smacznego,

Basia

Szybki obiad czyli makaron

Brak komentarzy

Kiedy potrzebuję zrobić bardzo szybki obiad,  często decyduję się na makaron.

Przygotowanie sosu i ugotowanie makaronu może zająć naprawdę jedynie kilkanaście minut w sumie.

Oczywiście, nie każdy sos jest taki błyskawiczny w przygotowaniu, ale z pewnością jest ich wiele.

Mój dzisiejszy makaron przygotowałam w ciągu 15 minut.

Córka poprosiła o makaron z orzeszkami piniowymi i pomidorkami koktajlowymi.

Dodałam do tego zestawu jeszcze suszone pomidory, ser pleśniowy i kurczaka. No i przyprawy, rzecz jasna!

W ciągu kwadransa był całkiem fajny obiad.

Makaron z kurczakiem, suszonymi  i koktajlowymi pomidorami, serem pleśniowym i orzeszkami piniowymi

dla 3 osób

około 300g filetu z kurczaka pokrojonego w kostkę lub paseczki

oliwa do smażenia

około 80 g suszonych pomidorów

około 150 g pomidorków koktajlowych przekrojonych na pół, lub drobniej

około 60 g sera pleśniowego

rozgnieciony ząbek czosnku

ocet balsamiczny

sos sojowy

oregano

orzeszki piniowe, uprażone na suchej patelni

świeże zioła, np.: bazylia i oregano

około 250 g makaronu, ja dałam penne rigate

sól

Wstawiłam w garnku posoloną wodę na makaron. Na patelni , na rozgrzanej oliwie podsmażyłam kawałki kurczaka, doprawiłam solą i czosnkiem, dodałam ocet balsamiczny, oregano, pokrojone suszone pomidory i chwilę wszystko razem  smażyłam.

Gdy kurczak był już miękki, a sos na patelni częściowo wyparował, dodałam do niego trochę wody i zmniejszyłam płomień.

Ugotowany al dente makaron odcedziłam, wrzuciłam na patelnię z sosem, dodałam też trochę wody  z gotowania makaronu.

Przyprawiłam sosem sojowym.

Do makaronu z sosem dodałam pomidorki koktajlowe i połowę sera pokruszonego.

Wszystko wymieszałam delikatnie.

Makaron przełożyłam do miski, na wierzchu  położyłam resztę sera pleśniowego, prażone orzeszki piniowe i listki świeżej bazylii i oregano.

Smacznego,

Basia

Makaron z kurczakiem i sosem pesto

komentarzy 15

Ostatnio niezbyt często gotuję makarony.

Niestety…, bo bardzo lubię to robić.

Oczywiście  w gotowaniu makaronu chodzi głównie o sos.

Najlepszy sos, to najprostszy sos!  Przyrządzony z niewielu, ale najwyższej jakości  produktów. Tak jak to jest u Włochów.

I pewnie nigdy nie zmienię zdania w tej kwestii.

Mój ostatni sos do makaronu składał się ze śmietanki, pesto, kurczaka, suszonych pomidorów, ziół  i przypraw.

No i utartego parmezanu, oczywiście!

Makaron z kurczakiem i delikatnym sosem pesto

na około 3-4 porcje

400g filetu z kurczaka pokrojonego w kostkę 2cm X 2 cm około

oliwa lub olej do podsmażenia kurczaka

sól, pieprz i  czosnek do przyprawienia kurczaka

200ml śmietanki kremówki

50 g pesto ( najlepiej , gdyby było świeże, ale ze słoika tez oczywiście może być . Ja użyłam świeżego,  zamrożonego pesto)

50 g suszonych pomidorów ( ja dałam lekko suszone pomidorki koktajlowe w zalewie z oleju słonecznikowego, ale mogą być standardowe suszone pomidory).

ocet winny, sól, pieprz, szczypta cukru

świeże zioła ( oregano, tymianek)

kilka orzechów włoskich posiekanych ( opcjonalnie)

makaron ugotowany al dente ( ilość według uznania)

utarty parmezan ( j.w.)

Na rozgrzanej patelni usmażyłam na oliwie kawałki kurczaka, które przyprawiłam solą i pieprzem .

Dodałam około 1 łyżeczki octu winnego i trochę wody, a potem dalej  dusiłam mięso, aż kurczak zmiękł.

Na osobnej patelni podgrzałam śmietankę, aż zaczęła gęstnieć. Dodałam pesto, sól, suszone pomidorki koktajlowe,  pieprz i odstawiłam. Równolegle zagotowałam wodę i ugotowałam w niej makaron.

Gdy kurczak był miękki dodałam go do sosu śmietankowo-pestowego, dodałam posiekane liście oregano i listki tymianku.

Sos wymieszałam z odcedzonym właśnie makaronem, położyłam na talerzu, na wierzchu posypałam utartym parmezanem , świeżymi listkami oregano i tymianku i kilkoma posiekanymi orzechami włoskimi.

Smacznego,

Basia

Filet z udźca indyka trochę na sposób tajski

komentarze 2

Trzeba było szybko wymyśleć coś na obiad.

Wzięłam książkę kucharską najpierw jedną, potem  drugą… i nic!

Nie znalazłam niczego takiego, co chciałabym ugotować.

Więc  pomyślałam : trudno, robię z głowy!

Oczywiście musiałam poruszać się w ramach tego, co akurat miałam w domu.

Na szczęście zawsze coś tu mam!

Ugotowałam więc trochę tajską potrawę z udźca z indyka, z mlekiem kokosowym, szpinakiem, Red Curry Paste i trawą cytrynową.

Zaczęłam od tego, że pokroiłam mięso z udźca z indyka na kawałki takie,  jak do gulaszu mniej więcej i dodałam do mięsa  około łyżkę  Red Curry Paste. Wymieszałam dokładnie z mięsem i odstawiłam.

Na patelni rozgrzałam łyżkę oleju i na rozgrzany tłuszcz położyłam kawałki indyka.

Smażyłam je, odwracając często, aż mięso zmiękło. Pod koniec tego smażenia dodałam rozgnieciony czosnek

W osobnym naczyniu przygotowałam mleko kokosowe, rozpuściłam około 9 łyżek proszku mleka kokosowego instant w 3 filiżankach wody.

Do prawie całkiem miękkiego mięsa dodałam mleko kokosowe, około łyżeczki zmielonej trawy cytrynowej, starłam na tarce niewielki kawałek świeżego imbiru,  dodałam umyte, pozbawione łodyg i grubo posiekane liście szpinaku, posoliłam, dodałam szczyptę cukru i gotowałam jeszcze przez chwilę. Na koniec gotowania dodałam jeszcze sok z limonki  i otartą jej  skórkę.

Gotową potrawę posypałam posiekaną cebulką dymką.

Podczas gotowania indyka przygotowałam kuskus, według receptury na opakowaniu. Przygotowałam też swoją  ulubioną sałatę.

Obiad gotowy!

Filet z udźca indyka trochę na sposób tajski

3-4 porcje

400g filetu z udźca z indyka pokrojonego na kawałki około 2-3cm

łyżka red Curry Paste

9 łyżek mleka kokosowego w proszku + 3 filiżanki wody

łyżeczka zmielonej trawy cytrynowej

olej do smażenia kurczaka

2 rozgniecione ząbki czosnku

kawałek  świeżego korzenia imbiru ( około 0,5-1 cm długości)

sok i skórka z limonki

½ pęczka świeżego szpinaku, pozbawionego łodyg

sól, cukier

posiekana cebulka dymka

Sałatka Cezara inaczej

Brak komentarzy

Dawno  nic nie pisałam, bo byłam na wycieczce!

To była podróż do Londynu samochodem, więc trochę czasu zabrała. Pierwszy raz w życiu przebyłam tę drogę  samochodem.

Kiedyś, gdy byłam małym dzieckiem,  pojechałam  z Mamą do Londynu pociągiem,  a poza tym zawsze  tam podróżowałam samolotem.

Wyjazd samochodem ma zarówno wady,  jak i zalety.  Jest męczący – to wada,  ale sprawia, że się jest bardziej mobilnym na miejscu. Dzięki temu, że mieliśmy samochód do dyspozycji, mogliśmy łatwiej dotrzeć do niektórych atrakcji nieleżących w samym mieście.

Problem był z parkowaniem, bo w całym Londynie są tylko płatne strefy parkowania w ciągu dnia. Ale wykupione przez internet na stronie www.parkatmyhouse.com miejsce parkingowe  na prywatnym parkingu (wprawdzie oddalonym o około kilometr od mieszkania) rozwiązało kwestię parkowania.

Pewnie wielokrotnie będę tu wracać do tego  naszego ostatniego wyjazdu, bo jak wszyscy wiemy podróże kształcą i ten wyjazd też nauczył mnie różnych rzeczy.

Bardzo lubię,  będąc gdzieś za granicą,   podpatrywać to i tamto w normalnym życiu ludzi. Szczególnie fascynują mnie zwyczaje kulinarne. Co i jak  ludzie jedzą w domu, w restauracji, na śniadanie, na kolację, na imprezie  etc.

Kiedy byliśmy z Kuzynem i jego  Dziewczyną na lunchu  w jakimś barze na Chiswick spodobało mi się nowe wcielenie sałatki Cezara, które tam poznałam.

Nie pisałam tu nigdy o sałatce Cezara, ale to jest  naprawdę doskonała sałatka, którą wielokrotnie robiłam i która jest bardzo lubiana w mojej rodzinie.  To klasyk, o którym kiedyś napiszę , ale dziś powiem tylko o tym, wcześniej wspomnianym jej  wydaniu brytyjskim .

Chicken Caesar Wrap

na 3 porcje

sałata. Powinna być rzymska, ale jeśli macie inną, to też może być. Ja dałam sałatę Baby Romaine, czyli rzymską w wersji  mini. Na 1 porcję powinna być duża garść pokrojonej na paski sałaty.

300 g – 350 g  filetu z kurczaka pokrojonego w kostkę o boku około 1,5 cm- 2 cm

60g cieniutkich plastrów boczku pokrojonych na paseczki

2-3 łyżki sosu Worcestershire

100g majonezu ( Dekoracyjny Winiary)

sól, pieprz

około 50 g parmezanu  świeżo utartego

oliwa lub olej do smażenia

3 placki tortilla pszenna o średnicy około 25-27 cm

Na patelni rozgrzałam oliwę i wrzuciłam pokrojonego kurczaka. Posoliłam i posypałam pieprzem. Po chwili smażenia dodałam pokrojony boczek i smażyłam,  aż kurczak był przysmażony,  a  boczek chrupiący.

Zdjęłam z ognia i wystudziłam.

Sałatę  umyłam, wysuszyłam  i pokroiłam.

W miseczce wymieszałam dobrze majonez i sos Worcestershire.

Utarłam parmezan.

W gorącym piekarniku ( ale można też na  patelni) podgrzałam placki tortilla, żeby były bardziej elastyczne podczas nadziewania.

W misce wymieszałam sałatę, usmażonego kurczaka z boczkiem, sos i połowę parmezanu.

Na każdym placku położyłam porcję sałatki zostawiając wolne brzegi po bokach i z jednego, dalszego  końca.

Zaczynając od  strony końca wypełnionego nadzieniem złożyłam boki do wewnątrz,  a następnie zwinęłam placek i  położyłam go (zostawiając wolny brzeg pod spodem )  na chwilę w gorącym piekarniku.

Po chwili wyjęłam  go ,  przekroiłam ukośnie, położyłam na liściach rukoli i posypałam pozostałym parmezanem.

Smacznego!

Basia

Zupa kokosowa z kurczakiem, limonką i miętą

Brak komentarzy

Nie było mnie kilka dni w domu, ale  już wróciłam. Na szczęście.

Już chyba o tym pisałam, że nie lubię być poza domem,

Najbardziej nie lubię , kiedy nie ma mnie tu w weekend.

Wróciłam do domu w sobotę.  W tę smutną sobotę…

Dziś od rana pada deszcz, jakby świat opłakiwał tragedię.

Bardzo przykro…

Siedząc w domu w zadumie, zastanawiałam się co ugotować, żeby choć trochę poprawić nastrój domowników.

Miałam do dyspozycji tylko to, co było w domu.  Od środy nie robiłam żadnych zakupów, więc możliwości  kulinarne miałam dziś dość ograniczone.

Udało mi się jednak ugotować całkiem fajny obiad/kolację, tajską zupę

kokosową z kurczakiem i limonką. A potem było jeszcze sushi.

Zupa kokosowa z kurczakiem, limonką  i miętą

na  4 porcje

ok.200g -250g filetu z kurczaka

500ml mleka kokosowego ( z puszki, albo z proszku wg receptury)

500ml wody + kostka rosołowa ( albo 500ml wywaru z kurczaka)

1 spora łyżka green curry paste ( do kupienia w sklepach ze zdrową  żywnością  albo z orientalną)

sok i otarta skórka z ½ limonki

cebulka dymka posiekana

szczypta kurkumy

kawałek posiekanej drobno papryczki chili albo szczypta suszonego chili

sos rybny ( 2 chlusty)

łyżka suszonej trawy cytrynowej

2 płaskie łyżeczki brązowego cukru (najlepiej)

sól

siekana świeża mięta

Zagotowałam wodę razem z mlekiem kokosowym i kostką rosołu z kury , dodałam  pokrojonego kurczaka, chili, green curry paste, cukier, dymkę posiekaną, kurkumę, trawę cytrynową.

Po ok. 10-15  minutach gotowania ( gdy kurczak był miękki)  wyłączyłam zupę.

Dodałam sos rybny, sok i otartą skórkę z limonki i odrobinę soli.

Nalałam do miseczek i posypałam siekaną świeżą miętą.

Basia

Facebook

Likebox Slider for WordPress