Święta, Święta i ..po Świętach!

Kończy się drugi dzień, a trzeciego nie ma w programie, niestety.

Poleniuchowałoby się jeszcze…

Ale z drugiej strony, zgubne byłoby dla figury ciągłe jedzenie. Przecież nie ma co się czarować: są święta, jest jedzenie!

No właśnie, wczoraj był  bożonarodzeniowy indyk faszerowany.

Tak jak wspominałam, oparłam się na przepisie pochodzącym z The Silver Spoon, czyli indyk był trochę po włosku.

Przed Świętami przejrzałam trochę przepisów i ten mnie najbardziej zachęcił. Pokazałam go Córce, a ona zaakceptowała, i tak decyzja została podjęta. Nie mam zbyt dużego doświadczenia  jeśli chodzi o przyrządzanie indyka, piekłam go do tej pory zaledwie parę razy.

Ten, którego miałam teraz przygotować,  miał ciekawe nadzienie, choć nie bardzo wyszukane.

Potrzebowałam do niego włoskie kiełbaski. Nie bardzo wiedziałam skąd mam je wziąć, a poza tym  te włoskie kiełbaski, to są takie surowe, niewędzone  przyprawione koprem włoskim i anyżem, jakoś nie miałam na nie ochoty. Być może mogłabym zastąpić je białą kiełbasą, ale w rezultacie zdecydowałam się   poeksperymentować. Zdecydowałam się na cienkie kiełbaski drobiowe w stylu frankfurterek.

Pokroiłam je w drobne plasterki , pokroiłam też w paseczki plastry wędzonego boczku.

Dodałam zamoczoną wcześniej w wodzie, a następnie odciśniętą  bułkę, całe suszone śliwki, orzechy laskowe również w całości.  Dałam  miękkie masło, szczyptę soli  i chili, sporo pieprzu.

Wymieszałam dobrze  wszystkie składniki farszu ,  włożyłam farsz do indyka, a Córka zaszyła szczelnie nadzienie w ptaku i związała mu nogi.

Indyk odrobinę posolony,  trafił do brytfanny wyłożonej papierem do pieczenia,  a potem  został obłożony  z wierzchu  na korpusie plastrami boczku i kawałkami  masła.

Odkąd  kiedyś po pieczeniu indyka nie mogłam domyć mocno zapieczonej  brytfanny, zawsze już przezornie kładę  w niej na spód papier do pieczenia:-)

Wstawiłam  brytfannę do nagrzanego do 200 stopni piekarnika na tryb pieczenia z góry i z dołu, po około godzinie zmniejszyłam moc piekarnika i dalej piekłam, polewając kilkakrotnie indyka  tłuszczem, który wytapiał się oraz wodą. Po kolejnej godzinie zdjęłam plastry boczku, które zaczęły już się przypiekać, przełączyłam na tryb z termoobiegiem, żeby pomóc indykowi się trochę zarumienić. W sumie pieczenie trwało około 3 godzin. Zawsze mam  problem z czasem pieczenia indyka. Boję się żeby nie był niedopieczony i zwykle wychodzi ł za bardzo wyschnięty.  I choć wiem, że indyk jest gotowy, kiedy po wbiciu patyczka w okolice pomiędzy nogą i piersią wypływa z niego przeźroczysty sok, dopiero tym razem naprawdę zastosowałam się do tej wskazówki.

Dzięki temu czas pieczenia indyka tym razem był optymalny.

Po wyjęciu z piekarnika przez kwadrans indyk odpoczywał sobie przykryty folią aluminiową, aż wreszcie ( po zdjęciu szwów) został podany na stół.

Towarzyszyły mu podsmażane cząstki ziemniaków, a dla chętnych również, jak to było w dotychczasowej tradycji,  pozostałe z kolacji wigilijnej potrawy.

🙂

Basia

Bożonarodzeniowy indyk faszerowany

indyk ( około 4 kg)

300g kiełbasek ( ja dałam drobiowe typu frankfurterki, ale na pewno można dać jakieś wieprzowe lub inne)

100g boczku wędzonego w plastrach do farszu  + plastry do obłożenia indyka

150 g śliwek suszonych kalifornijskich

100 g orzechów laskowych

większa bułka pszenna podzielona na mniejsze kawałki,  zamoczona w wodzie i odciśnięta

około 50 g masła do farszu plus drugie tyle do obłożenia indyka przed pieczeniem.

sól, pieprz, chili