Wyjęłam z zamrażarki  kilka kawałków kurczaka i zastanawiałam się, co z nich zrobić na kolację?

I już niewiele brakowało, żebym zdecydowała się na  kurczaka tandoori , kiedy wpadł mi pewien pomysł do głowy.

Kurczak marynowany w herbacie!

Kiedyś, parę lat temu, pewien mój Kolega (również  prawie kolega po fachu, bo iranista) opowiadał mi o swoim pobycie w Afganistanie. Stamtąd  właśnie przywiózł przepis na kurczaka marynowanego w herbacie.  Przypominam sobie, że zachwycał się tym daniem. Minęło kilka dobrych lat od tej rozmowy, nie pamiętam dokładnie przepisu. Wiem jedynie, że mięso zalewa się mocnym,  herbacianym naparem i w nim pozostawia na jakiś czas…. Resztę musiałam zaimprowizować:-)

Zaczęłam od zaparzenia czarnej  herbaty,  4 kopiate łyżeczki  wsypałam do dużego zaparzacza ( Mąż kupił sobie taki do parzenia zielonej herbaty), wstawiłam go do miski szklanej  i zalałam wrzątkiem. Napar był naprawdę bardzo mocny i ciemny. Myślę, że można użyć każdej herbaty, ja użyłam herbaty przywiezionej przez mojego Męża ze Sri Lanki, ale nie pamiętam dokładnie, jaka to herbata. Następnym razem spróbuję to zrobić z Earl Grey, moją ulubioną!

Do miski z naparem włożyłam kawałki kurczaka ( uda i podudzia), płyn przykrywał mięso całkiem.

Zostawiłam kurczaka w tej marynacie na kilka godzin, pewnie można zostawić tak na noc.

Rozgrzałam piekarnik do około 200 stopni.

Naczynie żaroodporne posmarowałam oliwą, włożyłam do niego posiekaną cebulę, następnie kawałki ciemnego od esencji kurczaka, wlałam mniej więcej połowę płynu, w którym moczył się kurczak, kawałki skropiłam sosem sojowym, octem balsamicznym, posypałam curry, pieprzem  i posmarowałam rozgniecionym czosnkiem. Wstawiłam do piekarnika. Po około 20 minutach zmniejszyłam temperaturę  pieczenia do około 160 stopni . Po kolejnych 20-30 minutach odwróciłam kawałki kurczaka, bo zaczęły się trochę przypiekać, skropiłam jeszcze raz octem balsamicznym i sosem sojowym i dalej piekłam. W sumie pieczenie trwało około 2 godzin. Celowo piekłam tak długo,  choć  kurczak z pewnością już wcześniej był gotowy, bo uwielbiam mięciutkie mięso kurczaka, które wręcz ześlizguje się z kości. I tak właśnie było  tym razem. Po upieczeniu mięso kurczaka było  ciemne  (głównie z wierzchu, głębiej  było jaśniejsze) i  bardzo soczyste i kruche. W smaku nie było czuć  konkretnie herbaty, ale wyraźnie smak był bogatszy.   Kurczak w tym wydaniu jest dość  delikatny, więc jeśli lubicie pikantne dania, to proponuje dać więcej curry albo dodać chili na przykład.

Kurczak marynowany w herbacie ( może trochę po Afgańsku)

6 sporych kawałków kurczaka

4 kopiate łyżeczki  czarnej herbaty i tyle wody, żeby mocny  napar przykrył kurczaka

parę łyżek sosu sojowego ( 3-4)

parę łyżek octu balsamicznego ( j.w.)

curry

pieprz

3 rozgniecione  ząbki czosnku

oliwa ( całkiem niekoniecznie, według mnie można w ogóle nie smarować naczynia oliwą, bo z kurczaka wytopi się pewnie wystarczająco dużo tłuszczu. Ja następnym razem z pewnością nie dam żadnego tłuszczu).

Smacznego,

Basia`

P.S. Moi Drodzy, dziś mija rok odkąd zaczęłam pisać tego bloga.

Dziękuję  serdecznie wszystkim, którzy zaglądają tu i liczę na Waszą dalszą obecność.  Dziękuję też ogromnie za wszystkie komentarze i proszę o więcej!


Pozdrawiam Wszystkich,


Basia