O ile szczerze nie lubię zimy, to cieszę się, że są takie różne miłe akcenty z nią związanie.
Na przykład duży lampion u nas w kuchni, który w zimowe weekendy zapalony jest niemal ciągle.
Zapalone świece kojarzą mi się zdecydowanie świątecznie i zimowo. I choć przecież stawiamy w letnie wieczory kolorowe lampiony na stole i tarasie, to one mają jednak zupełnie inny, wakacyjny charakter.
Przyjemnym akcentem zimowej pory jest zmiana menu, pojawiają się w nim zupy!
Tak, zupy zagościły już na dobre u nas w domu.
Gotuję te dobrze znane i wypróbowane , które lubimy bez względu na pojawiające się nowości . Krupnik z kaszą jęczmienną i udem z indyka, jego soczystym i mięciutkim mięsem od długiego gotowania, jest zawsze hitem.
Ale oczywiście nie unikam też nowości i pierwszy raz ugotowałam zupę z dodatkiem makaronu ryżowego.
Zupa jest tajskiego pochodzenia, z mlekiem kokosowym, które bardzo lubię.
Choć makaron ryżowy jest u nas dostępny od lat, jeszcze nigdy go nie przyrządzałam! I aż sama się temu dziwię.
Ta zupa- jak to bywa w kuchni tajskiej- jest bardzo lekka, a dodatek makaronu ryżowego, choć ją zagęszcza przecież, jednocześnie wcale jej nie obciąża .
I mamy zupę w sam raz na teraz, czyli na całkiem jeszcze przyjemną i ciepłą późną jesień.
Tajska zupa z kurczakiem, mlekiem kokosowym i makaronem ryżowym
na około 4 porcje
około 200 g filetu z kurczaka pokrojonego na kawałki i uduszonego na odrobinie oleju
około 1 litra bulionu z kurczaka (może być z kostki)
około 200ml mleka kokosowego
3 łyżeczki sosu rybnego
szczypta chili
pół łyżeczki kurkumy
sok z ½ limonki
sól
1 łyżeczka cukru demerara
około 100 g fasolki szparagowej
około 100 g groszku zielonego mrożonego
około 120 g makaronu ryżowego
W garnku zagotowałam bulion, dodałam kurczaka wcześniej już uduszonego, dodałam też mleko kokosowe, wszystkie przyprawy, fasolkę. Gotowałam chwilę, a gdy fasolka była jeszcze twardawa dodałam groszek. Gotowałam jeszcze przez chwilę, aż warzywa były miękkie ale nierozgotowane.
Przygotowałam makaron zgodnie z przepisem na opakowaniu, czyli zalałam wrzącą wodą i odstawiłam na kilka minut. Gdy był gotowy odcedziłam go i rozłożyłam porcje do miseczek, a potem nalałam zupę.
Można oczywiście posypać zupę ulubioną zieleniną (ja pewnie posypałabym siekaną dymką, ale niestety nie miałam jej akurat w domu…)
Smacznego,
Basia



1. Komentarz przez Казимира
17/kwi/2011 na 12:52
Спасибо! Ваш посетитель ! 🙂