Archwium dla ·

warzywa

· Kategoria...

Kulki z mięsa i dip z awokado

Brak komentarzy

Pewnie macie już dość kabaczków i cukinii, czemu się nie dziwię, ale moja Córka stwierdziła dziś, że koniecznie trzeba zrobić coś z tej cukinii,  która dwa dni temu została ścięta, bo  zaraz zacznie robić się miękka.  A to w końcu są głównie  jej uprawy!

Powiedziałam, że może zrobię jakąś zapiekankę , bo właśnie  rozmroziłam porcję mięsa mielonego. Ona się skrzywiła na to i dodała, że z tego mięsa trzeba zrobić coś innego, jakieś kulki na przykład!

Nie trzeba było mi tego powtarzać,  zrobiłam kulki z fetą i świeżym oregano. A do nich dip z awokado.

A cukinię zapiekłam pod skorupką parmezanową.

I w ten sposób wszyscy byli zadowoleni.

Grillowane  kulki z mięsa,  fety i świeżego oregano

300g mielonego mięsa ( u mnie było pół na pół chude wołowe i wieprzowe)

70g pokruszonej fety

rozgnieciony bardzo duży ząbek czosnku

1-2 łyżki oliwy do smażenia

sól- delikatnie z solą, bo feta jest słona!

posiekane liście świeżego oregano ( około 3 g, to pewnie ze 2 spore łyżki)

pieprz świeżo zmielony

dip z awokado

dojrzałe, miękkie  awokado

sok z około ½ cytryny

świeżo zmielony pieprz

rozgnieciony ząbek czosnku

około 70 g kwaśnej śmietany

posiekana jedna nieduża cebulka dymka

szczypta cukru

łyżka oliwy z pierwszego tłoczenia

sól

tabasco ( ilość według uznania, dla mnie odrobina)

Mięso wyrobiłam z pokruszona fetą, przyprawami, oliwą. Uformowałam kulki o średnicy około 3 cm. Na rozgrzanej, suchej ( bez tłuszczu)  patelni grillowałam kulki przez parę minut z każdej strony, co chwilę odwracając je.

Przygotowałam dip. Rozgniotłam awokado widelcem. Awokado musi być miękkie jak masło (ja takie uwielbiam!).

Dodałam do niego sok z cytryny, przyprawy, śmietanę, dymkę i wszystko wymieszałam.

Jeśli chodzi o cukinię, to pokroiłam ją na plastry około 1 cm grubości, obsmażyłam szybko na oliwie z obu stron. Ułożyłam w naczyniu do zapiekania w 2 warstwach , posoliłam odrobinę, skropiłam octem balsamicznym,  dałam świeżo zmielony pieprz, rozgnieciony czosnek. przykryłam kołderką z bułki tartej wymieszanej z parmezanem utartym i oliwą i wstawiłam do nagrzanego do około 170-180 stopni piekarnika na około 30 minut. Gdy pierzynka parmezanowa była złocista, wyjęłam z piekarnika.

To taki uproszczony, ale całkiem fajny  gratin :-).

Basia

Kolejna odsłona cukinii

komentarze 2

Dziś dalszy ciąg cukiniowego sezonu w mojej kuchni .

Okazało się, że urodzaj podobny do tego  u nas  na grządce koło domu, spotkał moich Teściów na działce. Zostaliśmy obdarowani dwiema naprawdę solidnymi, zielonymi cukiniami.

Jak już  tu pisałam,  najbardziej lubię takie całkiem małe, młodziutkie egzemplarze, zwykle z błyszczącą skórką. Przyrządzam je w całości, to znaczy i ze skórą i z gniazdami nasiennymi, które właściwie są jeszcze zupełnie niewykształcone i niemal niewidoczne.

Jednak dość powszechne jest w Polsce, jak zauważyłam,  hodowanie tych warzyw do gigantycznych rozmiarów.  Może na marmoladę czy jakąś marynatę nadają się takie wyrośnięte cukinie, jednak  ja gotować z nich nie lubię.

Na szczęście  te sprezentowane cukinie, choć dość duże, miały jeszcze miękką skórkę i nie wymagały obierania. Gniazda nasienne miały  wprawdzie już widoczne pestki, ale były jeszcze miękkie  i nadawały się  do jedzenia.

Postanowiłam jedną z nich nafaszerować i zapiec.

Do przygotowania farszu użyłam mięsa mielonego,  kaszy jęczmiennej i jeszcze kilku składników.

Natomiast sos przygotowałam ze świeżych pomidorów i czerwonej papryki.

Myślę, że równie dobrze można zrobić po prostu sos pomidorowy,  ale teraz koniecznie z letnich, uduszonych i  przetartych pomidorów, doprawionych czosnkiem i ziołami.

Cukinia faszerowana kaszą jęczmienną i mięsem, zapiekana  z fetą i  sosem ze świeżej papryki i pomidorów

spora cukinia ( albo kabaczek) pokrojona na plastry ok. 4 cm grubości

posiekana cebula

filiżanka kaszy jęczmiennej suchej ( około 150 g)

około 250 g mięsa mielonego ( ja użyłam chudej wołowiny)

około 50 g suszonych pomidorów

garść czarnych oliwek posiekanych grubo

2 ząbki czosnku

oliwa do smażenia

świeże oregano i tymianek

pieprz świeżo zmielony, sól, cukier

ok.50 g fety

szczypta chili

na sos:

1 łyżka oliwy do smażenia

3 -4 średnie pomidory

mała lub pół dużej czerwonej papryki

ząbek czosnku

ocet balsamiczny

sól, cukier

szczypta chili

Ugotowałam kaszę jęczmienną. Ja robię to podobnie do gotowania ryżu.  Na rozgrzany olej wrzuciłam kaszę ( 1 filiżankę), chwilę ją prażyłam, następnie wlałam 2,5 filiżanki wody.  Zagotowałam, a następnie zmniejszyłam płomień. Posoliłam przykryłam i gotowałam na małym ogniu. Następnie po około 15 minutach wyłączyłam i pozwoliłam jej „dojść” do siebie. W tym czasie rozgrzałam piekarnik do około 180 stopni.

Na patelni rozgrzałam oliwę i zeszkliłam cebulę, dodałam mięso mielone i wymieszałam z cebulą.

Z plastrów cukinii wycięłam wnętrze,  tworząc jakby foremki dla farszu. Każdy kawałek miał spód i ścianki z cukinii. Wycięte wnętrze cukinii posiekałam a następnie poddusiłam na oliwie, połączyłam  z mięsem i kaszą. Dodałam posiekane suszone pomidory, czosnek, zioła, posoliłam trochę i dałam pieprz. Dodałam posiekane grubo oliwki.

Każdą cukiniową foremkę wypełniłam farszem tworząc kopczyk na wierzchu.  Ułożyłam cukiniowe foremki z farszem w naczyniu do zapiekania.

Zrobiłam sos.

Na oliwie poddusiłam posiekaną paprykę i pomidory, dodałam rozgnieciony czosnek. Gdy  warzywa były miękkie,  zmiksowałam je w blenderze,  a następnie przetarłam przez sito, żeby pozbawić sos skórek z papryki i pomidorów.

Doprawiłam chlustem octu balsamicznego, solą, chili i  cukrem.

Sos wlałam do naczynia z cukinią, na każdy nafaszerowany kawałek wlałam łyżkę sosu.

Na tym położyłam pokruszoną  fetę i  listki świeżego tymianku. Wstawiłam naczynie do piekarnika i piekłam  przez około 45 minut, aż feta na wierzchu się zarumieniła,  a cukinia zmiękła.

Przed podaniem danie posypałam jeszcze listkami świeżych ziół.

Smacznego!

Basia

Pierwszy patison

1 komentarz

No i przyszła pora na patisona.

Nasza przydomowa uprawa zaczyna dość  intensywnie dojrzewać. Zanosi się na to, że najbliższe tygodnie upłyną pod znakiem cukiniowo-patisonowo-kabaczkowych potraw. Może się nie znudzą…?

Ale z pewnością zmuszą do  kreatywności kulinarnej .

Tymczasem wróćmy do patisona, który jest dość oryginalny w kształcie i to mnie w nim pociąga 🙂

A poza tym jest  trochę twardszy od cukinii i kabaczka, a to  sprawia, że trzeba go gotować  czy smażyć trochę dłużej niż tamte. Po ugotowaniu pozostaje bardziej jędrny niż cukinia i kabaczek.

Patison  został zebrany dość późno,  jak się okazało. Mimo, że niewielki, okazał się mieć grubą i już niejadalną skórę i gniazdo z twardymi pestkami.

Ale gdyby był nieco młodszy, to by można go zjeść nawet na surowo. Miałam kiedyś taką znajomą, która młode patisony brała do pracy w charakterze przegryzki. Kroiła na plastry , soliła i zjadała.

Ja natomiast z  naszego pierwszego patisona zrobiłam gratin, czyli taką warzywną zapiekankę.

Tym razem poza pomidorami i cebulą oraz  chrupiącą skorupką  z parmezanu pomieszanego z bułką tartą i oliwą do gratin dodałam pesto. Wyszło smakowicie.

Gratin z patisona, pomidorów i pesto

jako danie główne dla 2 osób

jako dodatek  dla  4

1 patison ( można też być  cukinia albo kabaczek) obrany, pozbawiony pestek i  pokrojony na plastry o grubości około 1 cm

3 średnie pomidory( nacięte, sparzone i obrane ze skóry)

cebula pokrojona w piórka

oliwa do smażenia

pesto , ja dałam 100g świeżego  mrożonego. Jeśli  dacie gęste  pesto ze słoika, to trzeba nieco je rozrzedzić dodając trochę wody. Tyle tylko, żeby dało się wylać na warstwę pokrojonego patisona.

rozgnieciony ząbek czosnku

pieprz, sól – do smaku

ocet winny

bułka tarta  około 30-40g

parmezan utarty około 60-70 g

oliwa  około 30 g

oregano suszone i świeże

ewentualni bazylia

Rozgrzałam piekarnik do 180 stopni.

Na patelni usmażyłam na oliwie z obu stron plastry patisona. Właściwie podsmażyłam je tylko.

W naczyniu do zapiekania ułożyłam plastry patisona, polałam je sosem pesto, do którego dodałam rozgnieciony czosnek i  nieco octu winnego( około ½ łyżeczki). Położyłam cebulę i pokrojone na plastry obrane pomidory. Całość posypałam suszonym oregano i  dobrze wymieszaną bułką z parmezanem i oliwą. Wstawiłam do nagrzanego piekarnika na około ½ godziny.

Gdy na wierzchu pojawiła się złocista chrupiąca skorupka wyjęłam z piekarnika. Przed podaniem dodałam listki świeżego oregano i bazylii.

Basia

Pierwsza cukinia i zupa rybna

komentarze 2

No i jest! Pierwsza cukinia!

W sumie, to nie jestem pewna, czy to jest cukinia?  Jest jasna jak kabaczek.

No i niepostrzeżenie sporo urosła. Dosłownie 2 dni temu sprawdzałam i była  zdecydowanie zbyt mała, żeby ją zebrać. Dziś patrzę, a tu taki egzemplarz!

Przyjmijmy, że to jednak jest cukinia, no  bo takie były przecież nasiona.

Zajrzałam też do reszty naszych upraw ogrodowych i zauważyłam, że już zaraz będzie też  pora na zebranie patisona . Potem przyjdzie czas na dynię, ale tej z pewnością pozwolę urosnąć do sporych rozmiarów.

Jeśli chodzi o cukinie, to najbardziej lubię takie małe, z cienką skórką, której się nie obiera i można wręcz jeść na surowo.

Ta nasza pierwsza cukinia mimo, że nie jest najmniejsza, skórkę ma cieniutką a gniazda nasienne jeszcze niewykształcone, więc można ją kroić i jeść  w całości. Czyli wszystko zgodnie z planem.

A teraz pytanie, co ugotować z niej?

W związku z tym,  że Córka wyjechała na wakacje, mogę przyrządzić przysmak wyłącznie dla Męża.

Ostatnio mówił  znów coś o zupie rybnej.  Pomyślałam, że to właśnie będzie dobry pomysł:  zupa rybna w letniej wersji z cukinią i świeżymi ziołami.

Zupa rybna z cukinią i ziołami

składniki na 3 porcje

nieduża cukinia ( ja dałam połowę tej na zdjęciu) pokrojona w kosteczkę

nieduża cebula posiekana

2 nieduże pomidory sparzone , obrane i pokrojone dość grubo

kawałek selera, obrany i pokrojony drobno

marchewka obrana i pokrojona na talarki i jeszcze na pół

kawałek pora pokrojony dość drobno

kawałek posiekanej papryczki chili, według uznania

1 rozgnieciony ząbek czosnku

3 kawałki świeżego łososia bez skóry

około 1 płaskiej łyżeczki soli morskiej

sporo pieprzu świeżo zmielonego

około 50ml białego wina

2-3 łyżki sosu rybnego

siekana świeża natka pietruszki

świeży tymianek ( lub inne zioła, które lubicie)

oliwa do smażenia ( około 2-3 łyżek)

oliwa extra vergine do podania

Na patelni rozgrzałam oliwę do smażenia, na niej poddusiłam cebulę, pora, selera i marchewkę. Na końcu dodałam rozgnieciony czosnek,  pokrojoną cukinię i  pokrojone obrane pomidory. Wlałam wino. Dusiłam przez około 10 minut, uważając żeby się nie przypaliło.

W garnku zagotowałam wodę, dodałam do niej posiekaną papryczkę  chili i liść laurowy.

Gdy warzywa były już podduszone,  przełożyłam  je do garnka z gotującą się wodą.

Dodałam sól, cukier, wino, pieprz, sos rybny.

Do zupy włożyłam kawałki łososia i gotowałam jeszcze przez około 10 minut, aż ryba  była miękka, a warzywa jeszcze nierozgotowane.  Po ugotowaniu doprawiłam jeszcze około 1 łyżeczką octu winnego.

Gotową zupę  (już na talerzu)  posypałam siekaną natką pietruszki i świeżym tymiankiem, dodałam też  do każdej porcji nieco oliwy z pierwszego tłoczenia.

Smacznego,

Basia

Kurki z cukinią

Brak komentarzy

Nie doczekałam się jeszcze naszej ogrodowej cukinii, pogoda się zepsuła tak skutecznie, że o dojrzewaniu owoców i warzyw można zapomnieć na razie.  Trudno jednak pohamować apetyt na cukinię i  jeśli już taki jest, po prostu trzeba ratować się  kupioną na straganie.

Bardzo to przyjemny czas, gdy  widzi się cenę 2,50 zł za kilogram cukinii. A może i niższą nawet…

Tak więc oczywiście kupiłam cukinię, a gdy wróciłam do domu zastałam w kuchni sprezentowane przez Kolegę mojego Męża pudełko kurek. Świetnie! Połączenie cukinii i kurek, to para niemal doskonała! I choć nie było wątpliwości, co w związku z tym ugotuję,  przypomniałam sobie taki lipiec  wiele lat temu, kiedy razem z moim Mężem uczestniczyliśmy w obozie młodzieżowym, który odbywał się gdzieś w jakimś fińskim lesie. Urodzaj grzybów był tam nieprawdopodobny, ale zbieraliśmy je chyba tylko my.  Było zatrzęsienie  kurek i kozaków.  Zasada zbierania była taka: zbieramy tylko to, co rośnie nie dalej, niż metr od ścieżki.

A poważnie mówiąc nie bylibyśmy po prostu w stanie zebrać wszystkich grzybów, które widzieliśmy.  Kozaki  suszyliśmy na kaloryferach, korzystając z zimnej pogody i włączonego ogrzewania.  W rezultacie w charakterze pamiątek przywieźliśmy  do Polski sznury suszonych grzybów.

A kurki smażyliśmy na maśle i zjadaliśmy od razu! To była prawdziwa poezja!  Może trochę też za zasługą fińskiego masła Lurpak? 🙂

Tyle wspomnień. Wracam do moich kurek zapiekanych z cukinią!

To jest bardzo proste i  zarazem niezwykle wdzięczne danie, szczególnie dla miłośników kurek.

Pojawiło się u nas w domu, bo moja Córka  gdzieś w jakiejś restauracji  zjadła kiedyś  kurki z cukinią i zażyczyła sobie takich w domu. Oczywiście nie było przepisu, tylko zapamiętany przez nią smak i jedynie podejrzenie, co tam mogło jeszcze być. W ten sposób powstało to danie, które  od pierwszego razu weszło do naszej kuchni na stałe. Zimą kupuję drogie mrożone kurki i drogą cukinię, żeby je przygotować. Ale teraz mamy przecież sezon na kurki i tanią jak barszcz cukinię, więc śpieszmy korzystać z tych darów!

Kurki zapiekane z cukinią i parmezanem

średnia cukinia pokrojona w kosteczkę

około 350 g kurek( doskonale umytych i ewentualnie pokrojonych, jeśli są duże)

cebula drobno posiekana

szczypta chili, sporo pieprzu świeżo zmielonego

rozgnieciony ząbek czosnku

250ml śmietanki kremówki

sól i szczypta cukru do smaku

ocet winny ( około 1 łyżeczki)

30 g utartego  parmezanu

oliwa do smażenia

Rozgrzałam piekarnik do około 180 stopni.

W naczyniu do zapiekania położyłam na dnie posiekaną cebulę a na niej cukinię.

Na patelni rozgrzałam około 2 łyżek oliwy i wrzuciłam na nią kurki, podsmażyłam je przez około 10 minut. Doprawiłam solą, pieprzem, chili, czosnkiem i dodałam śmietankę, na koniec dodałam ocet winny i wymieszałam dobrze. Chwilkę całość pogotowałam, żeby śmietanka trochę zgęstniała.

Przełożyłam kurki do naczynia z cukinią, posypałam parmezanem i wstawiłam do piekarnika.

Piekłam około ½ godziny. W tym czasie parmezan stworzył złocistą skorupkę, cukinia była jeszcze ciągle jędrna ale już gotowa do jedzenia. Wyjęłam  danie z piekarnika, posypałam świeżą bazylią i podałam.

Pycha!

I bardzo chętnie z białym winem!

Basia

Kalafior zamiast cukinii

Brak komentarzy

Nie mogę się doczekać  naszej cukinii!

W zeszłym roku moja Koleżanka Ewa sprezentowała mi sadzonki  dyni.

To było dosyć późno  latem i dynie nie zdążyły dobrze dojrzeć. Były takie małe,  że nie zorientowałam się nawet,  że to są dynie. Byłam przekonana, że to są żółte cukinie.  Było ich całe mnóstwo z jednej sadzonki. Zebrałam  parę razy takie niewielkie owoce i ugotowałam z nich bardzo pyszne dania. Była zapiekanka z kurek i (jak mi się wydawało) z cukinii, było gratin z dodatkiem cukinii i coś tam jeszcze.

Wszystko było naprawdę bardzo smaczne.

Mając to w pamięci moja Córka postanowiła zrobić własne sadzonki  cukinii w tym roku.

Posiała, wykiełkowały, rozsadziła je i w końcu posadziła w ogrodzie.

Rosną jak na drożdżach!

Nie mogę się doczekać, kiedy dorosną na tyle, żeby je zebrać.

Sprawdziłam dziś, poniżej kwiatów są wyraźne owoce, ale niestety jeszcze muszę trochę  poczekać …

Tymczasem kupiłam kalafiora i śliwki, pierwsze śliwki, to  jeszcze nie są węgierki.

Zrobiłam bardzo ulubioną przez mojego Męża  sałatkę.

Pewnie to jest  dla niektórych dziwne połączenie, ale  uwierzcie mi, że bardzo interesujące!

Kalafior, śliwki, cebula, orzechy i majonez. No i trochę przypraw, oczywiście.

Zdecydowanie najlepsze do tego są  śliwki węgierki, ale jeśli nie ma tego,  co się lubi… trzeba użyć tego, co jest.

Dlatego  dzisiejsza sałatka z kalafiorem ma w sobie letnie śliwki.

Sałatka z kalafiorem i śliwkami

niewielki świeży kalafior

około 250 g wypestkowanych śliwek, najlepiej węgierek

2 spore łyżki  majonezu ( ja jestem wierna Dekoracyjnemu z Winiar)

cebula

około 80 g orzechów włoskich

około ½  łyżeczki czarnuszki ( do kupienia w sklepach zielarskich)

sól, cukier, pieprz

ewentualnie ocet winny

Kalafiora pokroiłam na małe różyczki, posiekałam drobno cebulę, śliwki pokroiłam w paseczki, orzechy posiekałam grubo.

Wszystko wymieszałam z majonezem, dodałam przyprawy, wymieszałam jeszcze raz i wstawiłam do lodówki.

Jeśli przygotujecie sałatkę znacznie wcześniej( kilka godzin) to po wyjęciu z lodówki trzeba ją koniecznie jeszcze raz doprawić. Szczególnie, jeśli użyliście takich letnich śliwek, jak ja. One są znacznie bardziej soczyste niż węgierki i  puszczają więcej soku, doprawienie wtedy będzie niezbędne.

Basia

Wspomnienie wakacji w Bułgarii

komentarze 2

Wprawdzie nie byłam na wakacjach, ale czuję się trochę tak, jakbym  właśnie wróciła z nich.

A konkretnie z Bułgarii.

To wszystko  za sprawą sałatki Szopskiej!

Jeśli byliście kiedyś w Bułgarii,  to z pewnością wiecie, o czym mówię.

Ja byłam z Rodzicami w Bułgarii na wakacjach kilka razy, byłam wtedy nastolatką. Super wakacje to były!  I choć było to już dawno temu, smak Szopskiej sałatki zapamiętałam doskonale.  Podobnie jak smak chłodnika tarator i sera kaszkawał.

Kiedy ostatnio zobaczyłam w sklepie produkt o nazwie „krowi bułgarski  biały ser szopski” zaraz poczułam tęsknotę za tymi czasami i oczywiście kupiłam ten ser. Zachęciło mnie też  to, że ser był sprowadzony z Bułgarii. Była szansa odtworzenia smaku sprzed lat!

Kupiłam jeszcze parę innych niezbędnych produktów i  szybko wróciłam, żeby zabrać się za sałatkę.

Przygotowanie trwało chwilę, bo sałatka należy do niezwykle prostych: pokrojone warzywa, oliwa, przyprawy i  do tego ser!

Zjadłam porcję tej pysznej sałatki  siedząc w  słońcu w ogrodzie, ubrana w kostium kąpielowy i poczułam się niemal jak wtedy w Bułgarii!

Sałatka Szopska

dla 2-3 osób

3-4 pomidory średnie pokrojone na  nieduże cząstki

4-5 ogórków pokrojonych w plasterki

papryka pokrojona  w paseczki

cebula pokrojona w piórka

150-200 g sera bułgarskiego białego solonego,  utartego na grubej tarce, który w efekcie wygląda jak pokruszony ( pewnie może być też feta, ale to już nie będzie to samo…)

oliwa z pierwszego tłoczenia

odrobina octu winnego

sól, pieprz świeżo zmielony, szczypta cukru

kilka oliwek kolorowych

ja dałam też trochę siekanej zielonej dymki, świeżej bazylii i oregano, ale tego w Bułgarii nie było….

Warzywa pokrojone wymieszałam  w misce z oliwą, oliwkami, octem winnym i  przyprawami,  a na wierzchu położyłam ser.

Bardzo prawdopodobne, że ten ser wtedy przed laty , to był owczy ser. Czytałam, że w klasycznym wydaniu taki powinien być. Ten  był krowi, ale spełnił swoją rolę wyśmienicie.

Sałatka z wędzonym łososiem na letni lunch

Brak komentarzy

Kiedy jest cudnie ciepło i słonecznie  lunch czy obiad musi być lekki.

Idealna na taki letni posiłek jest w takim razie sałatka.

Niekwestionowaną zaletą sałatek jest niesamowita łatwość ich przygotowania i nieograniczone możliwości łączenia składników.

Cóż , wszystko zależy od nas i naszej kreatywności ;-).

Zachęcam Was do eksperymentowania, bo w sałatce naprawdę można połączyć wszystko z wszystkim bez obawy, że coś  nie wyjdzie. Oczywiście,  jeśli  tylko mamy ochotę na takie połączenie.

Można dodawać kawałki upieczonych czy grillowanych mięs, drobiu czy ryb, które pozostały z poprzedniego dnia ( oczywiście, jeśli  przez ten cały czas przebywały w lodówce!), różne sery- utarte czy pokruszone, warzywa świeże i grillowane( na przykład bakłażan  czy cukinia), grzanki, suszone pomidory i wiele, wiele innych produktów, które mamy w lodówce.

Dzisiaj przygotowałam sałatkę z wędzonym łososiem.

Niewiele było w niej „konkretnych” składników, zasadnicze to sałata lodowa , sos i wędzony  łosoś.

Ale dzięki drobnym ilościom innych dodatków sałatka robi wrażenie urozmaiconej.

Polecam.

Sałatka z wędzonym łososiem, sałatą lodową i różowym sosem

na 1 porcję obiadową

2 garście sałaty lodowej pokrojonej

kilkanaście listków rukoli (opcja)

1 mała młoda marchewka obrana i utarta na grubej tarce

siekana dymka do posypania całości ( około 1 łyżki)

parę oliwek czarnych do przełamania monotonii kolorystycznej 🙂 ( opcja)

1 mały ogórek świeży obrany i pokrojony na plasterki lub wg uznania

50 g wędzonego łososia pokrojonego w paski

łyżka utartego na grubej tarce sera cheddar ( lub innego ostrego)

pieprz świeżo zmielony

sos różowy ( spora łyżka majonezu wymieszanego z łyżką słodko-ostrego sosu chili i małą łyżeczką ketchupu. Chętni mogą sobie to posolić, bo sos jest dość słodki. Jednak w związku z tym, że łosoś jest  wystarczająco słony,  ja nie dodaję soli do  tego sosu. Używam niezmiennie majonezu Dekoracyjnego Winiary)

cytryna do dekoracji i do przyprawienia dla chętnych

Sałatę lodowa ułożyłam na talerzu, na niej marchewkę utartą, ogórka.

Następnie położyłam kawałki łososia i  rukolę.

Całość polałam sosem, posypałam dymką, posypałam pieprzem i  utartym serem.

Na końcu położyłam oliwki  i… gotowe!

Zielony ryż

Brak komentarzy

To nie jest klasyczne risotto. To jest  raczej po prostu ryż z dodatkami. Do prawdziwego włoskiego risotto potrzebna jest specjalna odmiana ryżu, który skleja się z innymi ziarenkami. Nie nadaje się do tego ryż długi, którego ziarna po ugotowaniu są sypkie i łatwo się rozdzielają jedno od drugiego.  A ja właśnie najbardziej lubię taki właśnie ryż,  i najlepiej jeśli to będzie tajski ryż jaśminowy.

Dlatego nie mówię o takiej potrawie risotto, choć w gruncie rzeczy pewnie nim jest.

Kiedyś, pewnie kilka lat temu,  moja dorastająca Córka zakomunikowała , że  nie będzie już jeść mięsa więcej , została wegetarianką. I w związku z tym  mam gotować dla niej tylko ryż, kasze, warzywa itp.

Nie wzięłam  sobie jednak tego bardzo do serca, znając pomysły dorastających dziewczynek.

I słusznie, bo okres tego wegetarianizmu nie trwał długo, może parę tygodni, nie więcej.

Ale wtedy właśnie zaczęłam gotować takie ryżowe i  kaszowe dania, które okazały się ciekawym urozmaiceniem dotychczasowej mojej kuchni.

I dziś właśnie zrobiłam takie wegetariańskie risotto-nie risotto,  z  mojego ulubionego  tajskiego ryżu jaśminowego.

Ryż na zielono

ze szparagami, cukinią i  zielonym groszkiem

ryż:

1 filiżanka ryżu jaśminowego

2 filiżanki wody

2 łyżki oleju roślinnego

sól

W rondlu rozgrzałam olej, wsypałam ryż, wyprażyłam w gorącym tłuszczu. Wlałam wodę, dodałam sól  i gotowałam przez chwilę na dużym ogniu, aż zagotowała się woda w ryżu. Zmniejszyłam ogień na najmniejszy i gotowałam pod przykryciem, aż ryż wchłonął całą wodę.

dodatki:

150-200g zielonych szparagów

2 małe lub 1 większa cukinia

oliwa do smażenia cukinii

75 g mrożonego groszku zielonego

cebulka dymka( biała część i zielona)

sól, ocet winny, chili, pieprz, cukier, rozgniecione 2 ząbki czosnku,

1 spora łyżka majonezu ( Dekoracyjny Winiary)

kilka- kilkanaście zielonych oliwek

listki świeżego oregano i rukoli

kilka orzechów włoskich posiekanych grubo

100g utartego sera cheddar lub innego ostrego sera

Szparagi umyte i obrane z włókien i stwardniałych końców  pokroiłam na kawałki o długości około       3 cm. Wrzuciłam je  na gorącą osoloną lekko wodę i gotowałam przez kilka minut, aż były  dość  miękkie, pod koniec gotowania wrzuciłam do szparagów groszek mrożony. Gotowałam jeszcze przez chwilę i odcedziłam ugotowane warzywa.

Na patelni, na rozgrzanej oliwie podsmażyłam cukinię pokrojoną na plasterki,  aż była miękka i jednocześnie dość jędrna. Doprawiłam rozgniecionym 1 ząbkiem czosnku, cukrem, solą, octem winnym

Ugotowany ryż połączyłam z cukinią, szparagami i groszkiem, dodałam posiekaną dymkę, oliwki, majonez, pozostały czosnek, pieprz, chili , listki świeżego oregano i rukoli (ewentualnie trochę soli, jeśli potrzebujecie więcej). Posypałam utartym serem cheddar i posiekanymi orzechami włoskimi.

Smacznego,

Basia

Facebook

Likebox Slider for WordPress