Archwium dla ·

owoce

· Kategoria...

Ciasto w angielskim stylu z marcepanem, suszonymi morelami i jabłkami,

Brak komentarzy

To jest bardzo angielskie ciasto!

Lubię takie ciasta, które mają dużo niespodzianek w sobie, bakalii, orzechów albo innych atrakcyjnych i niecodziennych dodatków.

Tu, poza morelami i jabłkami suszonymi, mielonymi orzechami, jest też marcepan.

Pierwszy raz też użyłam wody z kwiatów pomarańczy, którą dostałam ostatnio od mojej Córki.

Zaczęłam od tego, że włączyłam piekarnik, żeby się nagrzał i namoczyłam pokrojone morele i suszone jabłka w brandy.

Moja Mama jesienią obiera, kroi na cienkie plasterki i suszy jabłka. Potem dostajemy od niej papierowe torebki z tym przysmakiem i zwykle zjadamy je błyskawicznie. Czasem uda się  zachomikować trochę tych pyszności i są jak znalazł, na przykład do ciasta.

Marcepan pokroiłam w małą kosteczkę i na desce do krojenia wstawiłam do zamrażarki.

Kiedy owoce mokły w alkoholu wrzuciłam mąkę, mielone orzechy, jajka, cukier, miękkie masło, szczyptę soli, naturalną esencję pomarańczową i wodę pomarańczową do miski robota kuchennego

(Po cichu powiem,  że to w ogóle była inauguracja mojego nowego, KULTOWEGO robota, którego szczęśliwa posiadaczką właśnie się stałam. Ale przecież nieładnie jest się chwalić, więc nic więcej nie powiem na ten temat…)

Kiedy ciasto było doskonale zmiksowane wrzuciłam do niego owoce. Chciałam je odcedzić z tego winiaku, w którym mokły, ale okazało się, że owoce wessały cały płyn!

W końcu dodałam marcepan wyjęty z zamrażarki  i jeszcze raz wymieszałam w robocie.

Tortownicę o średnicy 20 cm wyłożyłam papierem do pieczenia. Przełożyłam do tortownicy ciasto, wyrównałam wierzch i wstawiłam do piekarnika rozgrzanego do 150 stopni, piekłam około 2 godzin. Gdy ciasto było złociste sprawdziłam patyczkiem,  czy jest gotowe. Patyczek była suchy, więc wyjęłam tortownicę z ciastem z piekarnika.

Kiedy ciasto wystygło trochę musiałam go spróbować!

Bardzo fajne jest i ciekawe, dość kruche i jednocześnie wcale nie jest suche, dzięki owocom. Jest też trochę migdałowe dzięki marcepanowi. No i trochę też jest orientalne, dzięki wodzie pomarańczowej.

Siedząc przy niedzielnym stole i tylko  je skubiąc,  „zmietliśmy” prawie całe…

Aha, no i  robot też się spisał w tej sprawie całkiem nieźle:-)

Ciasto z marcepanem, suszonymi morelami i jabłkami

175g mąki

50 g mielonych orzechów laskowych

około 75-100 ml alkoholu do namoczenia owoców

około 350g suszonych moreli i jabłek pokrojonych, mogą też być inne owoce np.: śliwki suszone, wiśnie, rodzynki lub inne.

100g marcepanu

100g masła

100 g cukru

2 łyżeczki wody pomarańczowej

szczypta soli

2 jajka

naturalna esencja pomarańczowa lub ewentualnie otarta skórka z pomarańczy albo

cytryny

Bardzo polecam,

Basia

Tażin

Brak komentarzy

Wiecie już, że mam sympatię do kuchni arabskiej, więc nie zdziwi Was dzisiejszy pomysł na tażin.

Tażin albo  tadżin ( w zależności od dialektu), to arabskie naczynie służące do przyrządzania mięs nad ogniem, rozpowszechnione  w krajach  Maghrebu, a głównie  w Maroku. Jest  zrobione z ciężkiej gliny i posiada wysoką pokrywę (niby komin ), która  dzięki swemu  specjalnemu kształtowi pozwala zachować wszystkie walory smakowe   bardzo wolno gotowanego w niskiej temperaturze  mięsa wraz z różnymi dodatkami.

Tażin, to również nazwa tradycyjnego marokańskiego dania przygotowanego właśnie w takim naczyniu.  Marokański tażin składa się z kawałków jagnięciny albo  kurczaka i dodanych do mięsa śliwek, jabłek, daktyli, orzechów albo cytryn. Takie danie obficie przyprawione jest cynamonem, kminem rzymskim, imbirem, kurkumą i innymi przyprawami. Często też dodaje się do niego miód, rodzynki, oliwki albo migdały. Możliwości jest wiele! I choć gotowanie tażin jest dziecinnie proste, efekt końcowy jest niezwykle interesujący! A to  głównie za sprawą naczynia, w którym danie się gotuje i jednocześnie można serwować na stół. Robi wrażenie! Dlatego warto wykorzystać pomysł na spotkanie towarzyskie.

Moja Córka „zachorowała” kiedyś na takie naczynie, więc kiedy je w końcu znalazła w Ikei , była przeszczęśliwa! Tażin z Ikei ma ciężki, żeliwny (chyba) spód i ceramiczną pokrywę.  Jeśli jednak nie macie takiego naczynia, to nie musicie wcale rezygnować z przygotowania tego arabskiego dania. Wystarczy  Wam rondel, albo duża patelnia i pokrywa. Orientalne przyprawy i długie gotowanie sprawią, że potrawa będzie niezwykle smaczna i oryginalna, zapewniam Was!

Tazin z indykiem i suszonymi śłiwkami

ok. 1,5 kg filetu z indyka pokrojonego w kostkę

spora cebula posiekana

około 250 g śliwek suszonych bez pestek

czosnek rozgnieciony- 2-3 ząbki

ocet balsamiczny 2 łyżki

oliwa 1-2 łyżki

cynamon mielony łyżeczka ( lub według uznania)

kmin rzymski mielony łyżeczka ( lub według uznania)

imbir mielony ½ łyżeczki ( lub według uznania)

szczypta chili

sos sojowy 2 łyżki

sól ( według uznania)

wino białe około 100 ml

Do rozgrzanego naczynia wlałam oliwę, wrzuciłam mięso i cebulę, dodałam czosnek,  smażyłam  przez chwilę bez przyrumienienia mięsa i cebuli, dodałam śliwki, resztę  przypraw. Gdy  wszystko zawrzało  dolałam trochę wody, przykryłam pokrywą  i zmniejszyłam moc palnika na naprawdę niewielką.

Gotowałam kilka godzin, chyba 3, aż mięso było mięciutkie i bardzo aromatyczne dzięki śliwkom i przyprawom. W międzyczasie sprawdzałam, mieszałam i  czasem dolewałam nieco wody, żeby danie nie przywierało.

Minimum roboty, maksimum smaku! Polecam!

Basia

Muffinki zamiast szarlotki

Brak komentarzy

Dziś mam coś dla miłośników szarlotki z cynamonem i dla fanów muffinek równocześnie.

Przepyszne muffinki z jabłkami i cynamonem…palce lizać!

Zwróciłam  dziś uwagę na jabłka, które kupiłam już dobrych kilka dni temu.

To były Szare Renety. Kupiłam je z myślą o czymś, czego w rezultacie nie ugotowałam, więc renety zostały .  Trzeba je było koniecznie wykorzystać, bo zaczęły już się marszczyć.

Biorąc pod uwagę moją muffinkową miłość , zaczęłam przeglądać przepisy właśnie na muffinki.

Prawdę powiedziawszy, nie mogę się zwykle oprzeć wypróbowaniu nowych receptur na te wypieki, a z jabłkami babeczek jeszcze nie piekłam.  Dlatego bez zbędnej zwłoki zabrałam się właśnie za nie, podpatrując przepis u Nigelli w „Kitchen”.

Muffinki upiekły się wyśmienicie, wyrosły bardziej, niż te,  które do tej pory piekłam.

Dzięki sporej ilości jabłek są lekkie i owocowe, dzięki cynamonowi  prawdziwie szarlotkowe, a za sprawą posypki na wierzchu z orzechami, cukrem i cynamonem delikatnie chrupiące.

Udany pomysł!

Muffinki z jabłkami i cynamonem

na 12 sztuk

250 g mąki

100g oleju roślinnego

2 jajka

2 łyżeczki proszku do pieczenia

szczypta soli

2 łyżeczki cynamonu ( 1 + 1)

2 duże Szare Renety

125 cukru demerara plus 4 łyżeczki na posypkę

100g miodu

60g jogurtu naturalnego

80g migdałów i orzechów laskowych  grubo posiekanych (jedne i drugie nieobrane)

Rozgrzałam piekarnik do około 190 stopni.

Obrałam jabłka i pokroiłam w małą kostkę (około 1cm X 1 cm), odstawiłam na chwilę.

W misce wymieszałam mąkę, proszek do pieczenia i  1 łyżeczkę cynamonu.

W drugiej misce wymieszałam widelcem cukier, jajka, jogurt, olej, miód.

Do miski z mąką wlałam wymieszaną masę, dodałam jabłka i  połowę orzechów i migdałów i szybko wymieszałam całość.

W osobnej misce wymieszałam  posypkę, czyli pozostałe orzechy i migdały,  pozostały cukier i łyżeczkę cynamonu.

Do formy na muffinki  włożyłam papilotki , do każdej nałożyłam porcję ciasta, było go naprawdę dużo. Papilotki były całkiem pełne. Z wierzchu posypałam przygotowana posypka i wstawiłam do piekarnika. Piekłam około 20 minut, kiedy były rumiane, a patyczek w nie wbity wychodził suchy, wyjęłam muffinki z piekarnika. Gdy nieco ostygły ostrożnie wyjęłam je z formy. Pyszne są zarówno ciepłe jak i przestudzone.

Smacznego,

Basia

Ciasto potrójnie śliwkowe

Brak komentarzy

Tej jesieni  nie upiekłam ani jednego ciasta ze śliwkami! To aż nieprawdopodobne!

Stwierdziłam więc, że muszę się trochę zrehabilitować.

Właśnie skończyły się w domu wszystkie poprzednie wypieki i zaniepokoiłam się , że zostanę bez żadnego ciasta. Tak więc czas na pieczenie był właściwy!

Nie szukałam żadnych przepisów, miałam ochotę na jakąś improwizację .

I w efekcie zrobiłam ciasto potrójnie śliwkowe.

Wprawdzie nie było w nim świeżych śliwek, były za to śliwki suszone, śliwki z takiej korzennej, delikatnie octowej i słodkiej  marynat  produkcji mojej Teściowej, oraz powidła śliwkowe produkcji mojej Mamy. Miały być  też orzechy, ale mimo, że je przygotowałam  ,  w rezultacie zapomniałam  je do ciasta wrzucić:-)

Z mąki, szczypty soli i proszku do pieczenia, jajek,  cukru demerara, śmietany, mleka i esencji pomarańczowej zrobiłam ciasto. Wymieszałam wszystkie składniki łyżką, choć z  pewnością można to zrobić również  mikserem.

Do ciasta dodałam pokrojone śliwki suszone i  połówki  marynowanych śliwek, wymieszałam wszystko.

Dno tortownicy o średnicy około 22cm wyłożyłam papierem do pieczenia, a boki posmarowałam masłem.

Do tortownicy przełożyłam około połowy masy. Na tej warstwie położyłam powidła  rozsmarowane tak, żeby nie dotykały brzegu. Nie chciałam, żeby się zaczęły przypalać.

Na warstwie powideł położyłam druga część ciasta.  Wyrównałam wierzch i wstawiłam do piekarnika rozgrzanego wcześniej do około 180 stopni.

Piekłam około 40 minut, kiedy patyczek wbity do ciasta był suchy po wyjęciu, wyciągnęłam ciasto z piekarnika.

Posypałam z wierzchu cukrem pudrem.

Ciasto było przyjemnie wilgotne, to chyba dzięki zarówno owocom, jak i powidłom w środku.  Marynowane śliwki dawały przyjemny korzenny aromat. Ale jeśli nie macie takiego rodzaju marynaty, to na pewno można dać do tego ciasta połówki śliwek z kompotu, byle nie rozgotowane. Choć  teraz pewnie nie robi się już kompotów na zimę, jak dawniej, ale może są jednak jeszcze takie domy, gdzie

przyrządza się tego rodzaju przetwory?  A jeśli nie znajdziecie niczego w tym rodzaju, to zawsze można dać więcej suszonych śliwek, albo jakieś inne owoce z kompotu, na przykład brzoskwienie, czemu nie ?

Smacznego,

Basia

Ciasto potrójnie śliwkowe

300g mąki

szczypta soli

2 jajka

150g cukru demerara

150g masła roztopionego

150g śmietany

50ml mleka

2 łyżeczki proszku do pieczenia

naturalna esencja pomarańczowa

śliwki suszone( bez pestek ) garść lub według uznania

powidła śliwkowe ( domowe, około 2/3  słoiczka, ale można trochę więcej)

śliwki w delikatnej słodkiej zalewie octowo-korzennej ( domowe),  pół słoiczka tzw. dżemowego

cukier puder  do posypania z wierzchu

Cynamonowa szarlotka

komentarze 3

Niezaprzeczalną zaletą jesieni są jabłka.

Dużo przeróżnych i dobrych jabłek, do jedzenia i pieczenia.

A jeśli jest takie piękne słońce i  ciepło, jak w ciągu ostatnich kilku dni, to nawet nie żałuję minionego lata.

Często się zdarza przez letnie miesiące, że nie jem jabłek niemal wcale. Mam kilka ulubionych odmian, które  zwykle do lata już nie wytrzymują.  W lecie stare jabłka są już niesmaczne i można jeść wyłącznie Granny Smith, te duże zielone. Moimi faworytami są jednak  różne odmiany Koksy.

Kiedy przychodzi jesień i pojawiają się wreszcie  te moje ulubione, mam wrażenie że mogłabym przejść na dietę jabłkową. Nie wiem wprawdzie,  ile bym wytrzymała na tej diecie,  ale wtedy wydaje mi się że długo. Tak jestem spragniona jabłek! W każdej postaci.

Na przykład w szarlotce,  w tarcie albo w innym cieście.

Dlatego właśnie upiekłam cynamonową szarlotkę z kruszonką.

Nie jest to piękne ciasto, które chciałabym podać jako deser  na proszonym obiedzie, kruszy się trochę i rozpada przy wyciąganiu ciepłego jeszcze z formy. Ale takie właśnie jest najlepsze! Pyszniutkie!

Cynamonowa szarlotka z kruszonką

kruchy spód:

240 g mąki

120 g masła zimnego masła

łyżka kwaśnej śmietany

½ łyżeczki soli

3 łyżeczki cukru

2-4 łyżki lodowatej wody

nadzienie jabłkowe:

około 1 kg jabłek obranych i pokrojonych w plasterki

140 g cukru

2łyżki mąki

2 łyżeczka mielonego cynamonu

30 g roztopionego masła

kruszonka:

170 g mąki

110 g białego cukru

60 g cukru demerara

½ łyżeczki soli

90 g zimnego masła pokrojonego drobno albo utartego na tarce

łyżeczka mielonego cynamonu

bułka tarta i masło do formy lub papier do pieczenia.

Ze wszystkich składników ciasta na spód Córka  zagniotła szybko ciasto, dolewając  po łyżce wody. Może się okazać, że wody trzeba mniej lub więcej, stąd takie stopniowe dolewanie.

Ciasto uformowane w kulę i zawinięte w folię czekało w lodówce na swą kolej ( około 15 minut, choć może powinno dłużej 😉  )

Rozgrzałam piekarnik do około200 stopni.

Jabłka obrane, pozbawione gniazd nasiennych  i pokrojone  wymieszałam z innymi składnikami nadzienia i odstawiłam.

Wszystkie składniki kruszonki wrzuciłam do blendera i wymieszałam, powstała taka  wilgotna i sypka masa.

Dno naczynia do pieczenia wysmarowałam masłem i wysypałam bułką tartą.

Ciasto na spód pokroiłam na cienkie plastry i wykleiłam równo dno formy, wywijając brzegi dość wysoko.

Do środka przełożyłam jabłka i wyrównałam wierzch, odsunęłam jabłka od brzegu, żeby się nie przypalały (ale i tak trochę się przypaliło podczas długiego dość pieczenia, co widać na zdjęciu).

Wierzch posypałam równomiernie kruszonką. Wstawiłam formę do piekarnika. Piekłam  najpierw przez około pół godziny i sprawdziłam,  zaczęło się niebezpiecznie rumienić, więc przykryłam folią aluminiową i zmniejszyłam temperaturę w piecu do około 160 stopni. Piekłam ciasto nieco ponad godzinę, a jakieś 10 minut przed końcem  pieczenia zdjęłam z wierzchu folię.

Doskonale smakowało na tarasie w cudnym jesiennym słońcu:-)

Basia

Gruszka w kuchni i w sosie waniliowym

Brak komentarzy

Będąc dzieckiem zawsze bardzo lubiłam gruszki, znacznie bardziej niż jabłka.

Twarde i słodkie, takie były najlepsze.

Bardzo też lubiłam kompoty z gruszek, jakie moja Mama robiła na zimę. Gruszki w nich były  słodkie i jędrne, takie chrupiące wręcz.

Kiedy planowaliśmy z Mężem  budowę  naszego domu na działce,  będącej kiedyś własnością moich Dziadków,  cieszyłam się, że będę miała w ogrodzie,  tuż obok domu, dwie dorodne grusze Klapsy.

Zleciliśmy więc architektom  zaprojektowanie  domu tak, żeby obie  te grusze znalazły się w pobliżu.

Gdy został dom wytyczony przez geodetów okazało się, że jedna z grusz rośnie dokładnie … w kuchni!

Możecie sobie wyobrazić moje niezadowolenie, delikatnie ujmując.

Cóż, nie było rady, musiałam to przełknąć.

Na szczęście druga grusza rosła tuż przy domu,  rodziła pyszne gruszki  a latem dodatkowo dawała cień.

Pamiętam taką Wielkanoc, kiedy  na czas śniadania wielkanocnego mieliśmy stół ustawiony w ogrodzie właśnie pod gruszą. Był upalny kwiecień,  piękna Wielkanoc!

Niestety grusza starzała się, przestała rodzić owoce, wichura ją złamała  i w  końcu musieliśmy ją ściąć, cóż posadzili ją przecież moi Dziadkowie bardzo dawno temu.

Jeszcze nie posadziliśmy nowej gruszy, ale z pewnością to zrobimy.

Tymczasem gruszki kupuję na straganie.

Nadal najbardziej lubię jeść te twarde i słodkie, ale ciągle lubię też te ugotowane w syropie.

Właśnie z takich lekko ugotowanych w syropie gruszek  zrobiłam ten  deser.

Gruszki w sosie waniliowym

porcja dla 5 osób

5 gruszek dość twardych, ale jednocześnie dających się tak ślisko i lekko obierać  (najlepiej Klapsa)

syrop:

100g cukru

pół cytryny  ze skórą ( pokrojonej na cząstki)

tyle wody, żeby przykryła tylko gruszki

Gruszki przecięłam na pół, obrałam i wyjęłam gniazda nasienne.

Zagotowałam wodę z cukrem, włożyłam do niej cząstki cytryny i gruszki.

Gotowałam przez kilka minut. Moje gruszki były jednak dość  miękkie, więc  nie gotowałam ich zbyt długo, żeby się nie rozpadły. Mają być na tyle miękkie, żeby je kroić łyżeczką,  ale  jednocześnie nie  mogą być rozgotowane.

Gotowe wyjęłam z syropu i zostawiłam na sitku, żeby wystygły i całkowicie odciekły.

Sos

330 ml mleka

100g cukru demerara

4 żółtka

naturalna esencja waniliowa i pasta z wanilii ( stąd widoczne na zdjęciu drobniutkie ciemne kropeczki w sosie)

100ml śmietanki kremówki

łyżka kopiata mąki ziemniaczanej

garść orzechów laskowych posiekanych grubo i uprażonych na suchej patelni

Mleko zagotowałam. W misce ubiłam żółtka z cukrem,  wlałam do nich gorące mleko i miksowałam. Dodałam wanilię. Miskę wstawiłam do naczynia z gotującą się wodą i dalej miksowałam, w śmietance kremówce rozpuściłam mąkę i wlałam do miksowanej masy mleczno-jajecznej, miksowałam dalej, aż całość osiągnęła tak wysoką temperaturę, że masa zgęstniała i nie było czuć mąki. Trwało to dość długo, bowiem ciągle  miskę trzymałam w garnku z wodą . Być może mogłam to zrobić po prostu stawiając masę jajeczną w garnku bezpośrednio na kuchni. Jednak nie chciałam, żeby budyń się przypalił, więc cierpliwie dotrwałam do momentu, kiedy masa zgęstniała i niemal wrzała.

Wstawiłam ją wtedy do zlewu z lodowatą wodą i ostudziłam, ciągle mieszając.

Na talerzykach ułożyłam wystudzone połówki gruszek, polałam sosem waniliowym i posypałam orzechami.

Smacznego,

Basia

Malinowa wajgelia i muffinki

komentarze 4

Mój ogród najpiękniejszy jest wiosną, kiedy kwitną krzewy.

Potem już nie jest tak kolorowo, niestety.

Wprawdzie taras zdobią surfinie i inne kwiaty w donicach, ale ogród jest po prostu głównie zielony.

Nie jestem zapaloną ogrodniczką, to po pierwsze. Poza tym najzwyczajniej nie mam czasu na pielęgnowanie ogrodu. Staram się więc posadzić choć nasturcje i słoneczniki, żeby latem móc cieszyć nimi oko, a dodatkowo mieć z czego układać w wazonie bukiety.

No i właśnie ogromną  przyjemność zrobiła mi wajgelia. Znów zakwitła!

Ona czasem kwitnie powtórnie w okolicy września  i choć znacznie mniej obficie, to zaraz  robi się troszkę weselej ogrodzie.

Ona ma piękny malinowy kolor.

I bardzo pasuje do moich ostatnich muffinek  z brzoskwinią i malinami 🙂

Możecie już być zmęczeni muffinkami, nie dziwię się.

Jednak piszę o nich tym razem głownie dlatego, że zrobiłam je trochę inaczej niż zwykle  z owocami.

Bardzo mi przypadł do gustu ten przepis. Babeczki są zarazem wilgotne i puszyste, bardzo smaczne.

Miłośnicy muffinek, spróbujcie ich,  Wam też się spodobają!

Muffinki z brzoskwiniami i malinami (nowa wersja)

200g mąki

2 łyżeczki proszku do pieczenia

3 jajka

130 g miękkiego masła

180 g cukru demerara

180g jogurtu naturalnego

spora,  dojrzała,  ale nie bardzo miękka brzoskwinia pokrojona w kosteczkę

maliny( po około 3-4 sztuki  na jedną babeczkę)

Nagrzałam piekarnik do około 190-200 stopni.

Ubiłam w misce mikserem masło z cukrem. Szczerze powiedziawszy nie była to jeszcze całkiem gładka masa, kiedy  dodałam do niej jajka. Następnie dodałam jogurt i chwilę jeszcze miksowałam, dodałam mąkę i proszek do  pieczenia i jeszcze chwilę miksowałam.

Do masy dodałam pokrojoną brzoskwinię i wymieszałam lekko łyżką.

Do papilotek wkładałam porcję  masy a następnie do każdej miseczki  lekko wciskałam kilka malin.

Nie wiedziałam, jak ciasto urośnie, więc nakładałam niedużą porcję do papilotek. Wyszło 18.

Wyrosły niezbyt dużo, niewiele ponad wysokość papilotki. Można zrobić zatem mniej większych.

Ale myślę, że na 12 papilotek to tego ciasta jest za dużo.

Piekłam je około 15 minut, aż były złociste z wierzchu. Zanim wyjęłam z piekarnika sprawdziłam wbijając w nie patyczek. Kiedy był suchy, wyjęłam  muffinki i pozwoliłam im nieco wystygnąć,  zanim przełożyłam  je z formy muffinkowej na talerz.

Basia

Muffinki z morelami i czekoladą

Brak komentarzy

Lubię jeść śniadanie na tarasie.

I nawet, jeśli to ma być szybkie śniadanie,  wolę je na tarasie niż w domu. Myślę sobie wtedy, że niedługo już nie da się wychodzić rano na taras, żeby nie zmarznąć. I bardzo mnie to martwi, bo ciepłolubne jest ze mnie zwierzę!

Wykorzystuję więc lato, ile się da! I szczerze powiem, nie wiem kiedy ostatnio jedliśmy śniadanie wewnątrz domu? Może w jakiś mocno  nieprzyjemny dzień, kiedy deszcz ostro zacinał i zadaszenie tarasu było niewystarczające, żeby uchronić  nas przed zmoknięciem.

Tak więc wychodzimy zjeść śniadanie na tarasie codziennie rano, i choć mam gęsią skórkę i wkładam na siebie ciepłą bluzę, postanowiłam nie zrażać się tym i być dzielną.

Dziś rano poczułam niestety  wyraźnie już nadchodzącą jesień. Choć słonecznie, było jednak rześko i wietrznie,  a słońce już nie tak wysoko jak kilka tygodni temu.

Jedyna korzyść z tego, to fakt , że nie jest już tak bardzo gorąco  i można włączyć piekarnik i wreszcie coś upiec 🙂

A ja dawno nie robiłam przecież  muffinek na słodko!

Najwyższa więc na nie pora.

Muffinki z morelami i czekoladą

200g mąki

1 jajko

70 g oleju

150 ml mleka

2 łyżeczki proszku do pieczenia

½ łyżeczki sody

szczypta soli

150 g cukru

sok z  około ½ cytryny

cukier puder do posypania gotowych babeczek

około 200-250 g moreli świeżych, wypestkowanych, pokrojonych na małe kawałki.

około 50-70 g czekolady gorzkiej posiekanej na drobne kawałki.

cukier puder do posypania z wierzchu gotowych muffinek.

Włączyć piekarnik, żeby nagrzał się do około 200 stopni. W formie do muffinów ułożyć papilotki.

Wszystkie składniki  ciasta dobrze wymieszać w misce, na koniec dodać pokrojone na kawałki morele i czekoladę, wszystko  delikatnie, ale jednocześnie  bardzo starannie wymieszać. Delikatnie przełożyć  masę porcjami  do papilotek.

Wstawić do piekarnika na około 30 minut, gdy wyglądają na upieczone, sprawdzić jeszcze wbitym patyczkiem. Jeśli jest suchy, można   śmiało muffinki  wyciągać z pieca!

Tylko jeszcze  trzeba posypać  je cukrem pudrem i można jeść!

Ciepłe muffinki będą miały  wewnątrz roztopione czekoladowe kawałki , ale gdy babeczki wystygną, również czekolada wewnątrz nich stężeje.

Smacznego!

Basia

Zwykłe ciasto z owocami

Brak komentarzy

Zachciało mi się ZWYKŁEGO  ciasta z owocami.

Takiego niewycudowanego,  prostego, dobrego do kubka kawy z mlekiem czy herbaty.

Kupiłam na placu morele, wiśnie i śliwki. I właśnie z tymi owocami miało być to ciasto.

Zaczęłam od przejrzenia mojej kulinarnej biblioteki, ale zupełnie nie miałam nastroju do dokładnego śledzenia  jej zawartości. Chciałam mieć szybko przepis i tyle.

W związku z tym, że na nic godnego uwagi nie natknęłam się podczas tych szybkich poszukiwań,  postanowiłam zdać się na własne doświadczenie i zrobić coś po prostu „z głowy”.

Na maśle, jajkach, cukrze demerara można zawsze polegać, więc  jest tylko pytanie: ile czego i  sprawa załatwiona.

No i wiadomo również, że żeby było smacznie,  nie można oszczędzać na maśle 🙂

Włączyłam piekarnik i zabrałam się do przygotowania ciasta.

Umyłam, wypestkowałam i pokroiłam śliwki i morele, wiśnie wydrylowałam .

W misce przy pomocy miksera dobrze ubiłam jajka z cukrem demerara i ekstraktem z wanilii, aż masa zrobiła się puszysta.

Rozpuściłam masło.

Mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia  i połączyłam z ubitymi jajkami, na koniec wlałam rozpuszczone masło i  całość jeszcze miksowałam chwilę, aż stanowiło jednolitą masę.

Tortownicę  wyłożyłam krążkiem papieru do pieczenia, a następnie przełożyłam do niej ciasto.

Na wierzchu ułożyłam owoce, można je lekko wcisnąć, żeby nie zostały całkiem na wierzchu i żeby trochę „wtopiły” się w ciasto (no chyba że  tak chcecie, żeby były całkiem na wierzchu).

Wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piekłam około 40 minut.

Jeśli zauważycie, że owoce zaczynają się zbytnio rumienić, a patyczek włożony do ciasta jest całkiem mokry,  można całość przykryć folią aluminiową,  żeby ciasto nie przypiekało się zbytnio z wierzchu. Przed końcem należy jednak zdjąć folię i pozwolić mu nieco się zrumienić .

Gdy patyczek wbity w ciasto wyjdzie z niego suchy, ciasto jest gotowe.

Jeszcze tylko dobrze popudrować  cukrem pudrem  z wierzchu  i można jeść!

Zwykłe ciasto z owocami

300g mąki

200 g cukru demerara

195 g masła

naturalny ekstrakt waniliowy

3 jajka

1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

około 500g wypestkowanych owoców

cukier puder do posypania

P.S. Bardzo smaczne wyszło to zwykłe ciasto 🙂

Basia

Owsiane muffinki

Brak komentarzy

Właściwie, to całkiem jestem zadowolona, że pogoda się zmieniła i ochłodziło się.

Wprawdzie uwielbiam lato i wysokie temperatury, ale  też bardzo już stęskniłam się za pieczeniem.

Spadek temperatury na zewnątrz o kilkanaście stopni dał mi wreszcie możliwość włączenia piekarnika.

Zaczęłam zastanawiać się nad tym, co upiec? Na co mam ochotę?

Pomyślałam, że przy tej pogodzie chętnie zjadłabym coś niekoniecznie  bardzo letniego i jednocześnie  niezbyt słodkiego.

Poszukałam w moich książkach kucharskich jakiegoś odpowiedniego przepisu i znalazłam  u Lindy Collister w „Cakes and bakes” recepturę,  która wydała mi się na dziś interesująca, owsiane muffinki z brzoskwinią

To może być doskonałe śniadanie dla tych, którzy lubią je jadać na słodko, albo może stanowić  niezłą alternatywę porannego posiłku dla jedzących muesli  lub inne płatki .

Można je również zjeść jako dodatek do herbaty czy kawy, na przekąskę czy podwieczorek.

Bardzo dobrze smakują z dodatkiem dżemu malinowego albo jeżynowego.

Myślę, że również można te muffinki posmarować masłem orzechowym albo nutellą.

Najlepiej jeść je kiedy są jeszcze ciepłe, a jeśli zostaną do następnego dnia, to  można przed podaniem włożyć je do nagrzanego piekarnika na chwilę.

I tak pewnie jutro zrobię 🙂

Owsiane muffinki z brzoskwiniami

na 12 sztuk

100 g płatków owsianych

300ml kefiru ( w oryginalnym przepisie była maślanka, ale ja miałam w domu tylko kefir)

50 g cukru demerara

50 g ciemnego cukru muscovado

( w oryginale był jasny muscovado, ale nie miałam takiego, więc dałam pól na pół ciemny i demerarę)

1 jajko

200 g mąki

90 g roztopionego masła ( można dać zamiast masła olej roślinny)

1 łyżeczka  proszku do pieczenia

½ łyżeczki sody oczyszczonej

½ łyżeczki gałki muszkatołowej mielonej

½ łyżeczki cynamonu

2 dość dojrzałe brzoskwinie, wypestkowane i  pokrojone w kostkę

Włączyłam piekarnik, żeby się nagrzał do około 200 stopni

Do miski wsypałam płatki i zalałam je kefirem na około 15 minut. Dodałam  cukier, jajko, proszek do pieczenia, przyprawy i roztopione masło i wymieszałam dobrze.  Na koniec dodałam pokrojone brzoskwinie i szybko jeszcze raz wymieszałam.

Masę przełożyłam do formy na muffinki  wyłożonej papilotkami,  wstawiłam do piekarnika.

Po około 20 minutach sprawdziłam patyczkiem czy już się upiekły, a następnie  wyjęłam je z piekarnika i zostawiłam żeby przestygły nieco. Przełożyłam muffinki na talerz i zgodnie z zaleceniem spróbowałam ich z domowym dżemem od Ewy , zanim  jeszcze zdążyły wystygnąć.

Basia

Facebook

Likebox Slider for WordPress