Archwium dla ·

kuchnia wegetariańska

· Kategoria...

Podwieczorek na trawie

Brak komentarzy

Na podwieczorek (najlepiej na trawie!)  proponuję muffinki.

Tym razem z brzoskwiniami i lukrem cytrynowym.

Kiedy zauważyłam dziś w sklepie brzoskwinie, pomyślałam że dawno nie piekłam ciasta z tymi owocami.

W sumie to logiczne, ciągle jeszcze mamy wiosnę, więc skąd brzoskwinie?

Z jakiegoś ciepłego kraju, zapewne!

Może to jest nierozsądne, bo  przecież powinniśmy jeść to, co rośnie blisko nas i nie musi podróżować tysięcy kilometrów, pryskane  wcześniej środkami zabezpieczającymi je przed zepsuciem

Ale czasem potrzebna jest w życiu odrobina szaleństwa…  albo chociaż trochę egzotyczny owoc!

Brzoskwinie nie są już oczywiście zbytnio egzotyczne dla nas, ale jednak nie są owocami dojrzewającymi w Polsce z początkiem czerwca.

Zresztą te importowane nie są wcale wystarczająco smaczne i soczyste, żeby  się  nimi zajadać.

Ale do ciasta czy muffinek, można ich oczywiście użyć z powodzeniem!

Choćby tylko dla odmiany,  po serii truskawkowych deserów i wypieków!

Muffinki z  brzoskwiniami i cytrynowym lukrem

250 g mąki

szczypta soli

2 łyżeczki proszku do pieczenia

½ łyżeczki sody oczyszczonej

1 jajko

80 g masła roztopionego

50 ml świeżego soku z cytryny

skórka otarta z całej cytryny

150 ml mleka ( najlepiej tłustego)

100-120 g cukru ( zależy od tego , czy owoce są bardzo słodkie, czy nie)

około 300g świeżych brzoskwiń pokrojonych w małą kosteczkę

lukier:

4 łyżki cukru pudru

sok z około ¼ cytryny świeżo wyciśnięty

Nagrzałam piekarnik do około 180-200 stopni.

W misce wymieszałam energicznie wszystkie składniki ciasta na muffinki .

Gdy było dokładnie wymieszane,  dodałam pokrojone owoce i jeszcze raz wymieszałam.

Do formy na muffinki wyłożonej papilotkami nałożyłam masę. Masy było dużo,  z powodu dużej objętości owoców.  Można kłaść masę do pełnej wysokości papilotki, bo owoce nasiąkną i ciasto nie wyrośnie aż tak, żeby miało wypłynąć z papierków.

Całą ilość ciasta zmieścicie w 12 standardowych papilotkach.

Piekłam około 25 minut, aż były złote a patyczek, wsadzony w ciastko wychodził suchy.

Wyjęłam z piekarnika gotowe muffinki i zostawiłam, żeby wystygły.

Przygotowałam lukier. Do miseczki z cukrem pudrem wlewałam stopniowo sok z cytryny, świeżo wyciśnięty, szybko i dokładnie  mieszałam. Wlałam tylko tyle soku, żeby lukier był gęsty.

Polałam górę babeczek lukrem i posypałam kolorowymi  cukiereczkami-maczkiem.

Najlepsze były wtedy, gdy już  całkiem wystygły,  a  słodko-kwaśny lukier spenetrował nieco babeczki,   troszkę wsiąkając w ich cytrynowe ciasto.

Baasia

Zielony ryż

Brak komentarzy

To nie jest klasyczne risotto. To jest  raczej po prostu ryż z dodatkami. Do prawdziwego włoskiego risotto potrzebna jest specjalna odmiana ryżu, który skleja się z innymi ziarenkami. Nie nadaje się do tego ryż długi, którego ziarna po ugotowaniu są sypkie i łatwo się rozdzielają jedno od drugiego.  A ja właśnie najbardziej lubię taki właśnie ryż,  i najlepiej jeśli to będzie tajski ryż jaśminowy.

Dlatego nie mówię o takiej potrawie risotto, choć w gruncie rzeczy pewnie nim jest.

Kiedyś, pewnie kilka lat temu,  moja dorastająca Córka zakomunikowała , że  nie będzie już jeść mięsa więcej , została wegetarianką. I w związku z tym  mam gotować dla niej tylko ryż, kasze, warzywa itp.

Nie wzięłam  sobie jednak tego bardzo do serca, znając pomysły dorastających dziewczynek.

I słusznie, bo okres tego wegetarianizmu nie trwał długo, może parę tygodni, nie więcej.

Ale wtedy właśnie zaczęłam gotować takie ryżowe i  kaszowe dania, które okazały się ciekawym urozmaiceniem dotychczasowej mojej kuchni.

I dziś właśnie zrobiłam takie wegetariańskie risotto-nie risotto,  z  mojego ulubionego  tajskiego ryżu jaśminowego.

Ryż na zielono

ze szparagami, cukinią i  zielonym groszkiem

ryż:

1 filiżanka ryżu jaśminowego

2 filiżanki wody

2 łyżki oleju roślinnego

sól

W rondlu rozgrzałam olej, wsypałam ryż, wyprażyłam w gorącym tłuszczu. Wlałam wodę, dodałam sól  i gotowałam przez chwilę na dużym ogniu, aż zagotowała się woda w ryżu. Zmniejszyłam ogień na najmniejszy i gotowałam pod przykryciem, aż ryż wchłonął całą wodę.

dodatki:

150-200g zielonych szparagów

2 małe lub 1 większa cukinia

oliwa do smażenia cukinii

75 g mrożonego groszku zielonego

cebulka dymka( biała część i zielona)

sól, ocet winny, chili, pieprz, cukier, rozgniecione 2 ząbki czosnku,

1 spora łyżka majonezu ( Dekoracyjny Winiary)

kilka- kilkanaście zielonych oliwek

listki świeżego oregano i rukoli

kilka orzechów włoskich posiekanych grubo

100g utartego sera cheddar lub innego ostrego sera

Szparagi umyte i obrane z włókien i stwardniałych końców  pokroiłam na kawałki o długości około       3 cm. Wrzuciłam je  na gorącą osoloną lekko wodę i gotowałam przez kilka minut, aż były  dość  miękkie, pod koniec gotowania wrzuciłam do szparagów groszek mrożony. Gotowałam jeszcze przez chwilę i odcedziłam ugotowane warzywa.

Na patelni, na rozgrzanej oliwie podsmażyłam cukinię pokrojoną na plasterki,  aż była miękka i jednocześnie dość jędrna. Doprawiłam rozgniecionym 1 ząbkiem czosnku, cukrem, solą, octem winnym

Ugotowany ryż połączyłam z cukinią, szparagami i groszkiem, dodałam posiekaną dymkę, oliwki, majonez, pozostały czosnek, pieprz, chili , listki świeżego oregano i rukoli (ewentualnie trochę soli, jeśli potrzebujecie więcej). Posypałam utartym serem cheddar i posiekanymi orzechami włoskimi.

Smacznego,

Basia

Koktajl z truskawkami

Brak komentarzy

Popołudnie w ogrodzie…

Upał już mniejszy, można spokojnie poleniuchować w cieniu.

Może jakiś deser?

Pewnie!

A może koktajl?

Niezły pomysł!

No to bardzo proszę:

koktajl z truskawkami i lodami śmietankowymi

na 2 spore porcje

150g jogurtu naturalnego , może też być śmietana kwaśna 12% albo 18%, jeśli wolicie

100g lodów śmietankowych  albo waniliowych ( ja dałam Grycan śmietankowe)

100ml soku pomarańczowego

200g truskawek

2-3 łyżeczki cukru, ja dałam 2 łyżeczki pudru. Jeśli lubicie bardziej słodkie, to może trzeba będzie jeszcze dodać cukru.

skórka otarta z kawałka pomarańczy albo cytryny ( opcja)

świeża mięta lub melisa do dekoracji

Wszystkie składniki  miksujemy w blenderze i od razu przelewamy do szklanek lub kieliszków, zdobimy listkiem mięty lub melisy  i podajemy.

Jeśli chcecie, żeby koktajl był bardzo zimny, można oprócz zimnych (prosto z lodówki) składników dodać kostki lodu i miksować z lodem.

Basia

Chłodnik dla ochłody

Brak komentarzy

Upał nie sprzyja gotowaniu. Pieczeniu również.

Myślę, że w taką pogodę sprawdzają się jedynie proste dania na zimno, sałatki, koktajle czy  kanapki.

Na dziś zaplanowałam  wprawdzie pieczoną rybę, ale wyszła z tego ryba na patelni. Nie miałam sumienia włączać piekarnika przy 30-stopniowym upale!

Ale zaczęłam jednak od czegoś na zimno.

Wprawdzie lodówka świeciła pustkami ( dopiero jutro wybieram się na zakupy,… albo  pojutrze ) ale jednak udało mi się  coś wyczarować. To był chłodnik z bazyliowym pesto.

Jeśli lubicie pesto (a z moich obserwacji wynika, że grono jego wielbicieli jest już bardzo szerokie), to spróbujcie tego superprostego przepisu,  doskonałego w dniu,  kiedy z pewnością stanie przy gorącej kuchni jest ostatnią rzeczą o której marzycie.

Chłodnik z bazyliowym pesto i greckim jogurtem

na 2 spore porcje ( lub 3 mniejsze)

440g opakowanie  zimnego jogurtu greckiego ( ja taki miałam w domu, ale jeśli jest  po prostu jogurt naturalny, to też może być, najwyżej chłodnik będzie rzadszy trochę)

150g pesto. Ja dałam świeże, mrożone pesto. Jeśli  dacie takie ze słoiczka, to być może trzeba będzie mniej przyprawić chłodnik, bo  pesto ze słoiczka jest zwykle bardziej słone.

dodatkowo kilkanaście liści świeżej bazylii, żeby kolor był bardziej intensywny ( opcja)

rozgnieciony ząbek czosnku

płaska łyżeczka cukru

szczypta soli (ilość soli w zależności od tego, jak słone jest pesto)

ok. łyżeczki  octu winnego

po 1 jajku na twardo na porcję

po około 10 g utartego parmezanu na porcję

ewentualnie po 2-3 przekrojone  pomidorki koktajlowe na porcję

W blenderze zmiksowałam jogurt, pesto i wszystkie przyprawy.

Na talerzu położyłam przekrojone, ugotowane jajko, posypałam parmezanem.

Pomyślałam zaraz , że fajnie będzie dodać jakiś kolor do tego bardzo delikatnego,  pastelowego  wyglądu chłodnika.

Dodałam pomidorki koktajlowe, które  kolorystycznie ożywiły zup. A  poza tym uważam, że pomidory z pesto  bardzo dobrze się komponują.

Polecam  obie wersje, obie są bardzo smaczne.

Aha,  chłodnik najlepiej podać od razu, kiedy jest jeszcze chłodny, ale  jeśli ma poczekać trochę, to koniecznie trzeba go schować do lodówki.

Basia

Truskawki z czekoladą

Brak komentarzy

No i zaczęły się truskawki!

Przed nami kilka tygodni truskawkowej uczty. Oby tylko pogoda dopisała i pozwoliła dojrzewać  owocom w słońcu.

Nie wiem jak Was, ale mnie zupełnie nie pociągają te piękne, dorodne i kompletnie pozbawione smaku truskawki poza sezonem.

Nie kupuję ich i nie reaguję w ogóle na ich obecność na rynku. Kiedy mam ochotę na te owoce poza sezonem, sięgam do zamrażarki. Oczywiście to nie to samo, co truskawka świeża, prosto z krzaczka.

Ale chociaż ma smak!

Teraz  jednak na  jakiś czas możemy zapomnieć o mrożonkach i delektować się smakiem  absolutnie bezkonkurencyjnych truskawek w pełni ich sezonu.

Najbardziej lubię po prostu same truskawki.

Czasem lekko zanurzam truskawkę w cukierniczce…

Bardzo też lubię te owoce z dodatkiem bitej śmietany, chociaż nie pogardzę też dodatkiem kwaśnej śmietany i odrobiny cukru.

Takie najprostsze połączenia uważam za zdecydowanie najlepsze.

Ale jednak nie bardzo wyobrażam sobie przyjmowanie gości truskawkami posypanymi cukrem…

W znajomych domach najczęściej podawanym deserem z truskawkami jest chyba tarta, na kruchym spodzie z bezową skorupką na wierzchu, albo po prostu placek z truskawkami.

Ja najbardziej lubię desery, w których truskawki nie są poddane obróbce termicznej, czyli są świeże.

Dziś, na przyjście Gości, zrobiłam torcik z czekoladą i świeżymi truskawkami.

Spróbujcie.

Torcik z czekoladą i świeżymi truskawkami.

spód:

350 g herbatników zmielonych dokładnie

100g miękkiego masła

wierzch:

3 tabliczki czekolady ( u mnie pół na pół gorzka i mleczna)

350ml śmietanki kremówki

ekstrakt waniliowy

2 łyżki cukru pudru

świeże truskawki, około 300g

chipsy z białej  czekolady – do dekoracji (opcja)

Zmielone herbatniki wymieszałam dokładnie z miękkim masłem, powstałą masą wyłożyłam dno tortownicy (na którym  wcześniej położyłam papier do pieczenia).

Czekoladę rozpuściłam ( w kuchence mikrofalowej, na najwyższej mocy, około 1½minuty), po wyjęciu z kuchenki jeszcze  przez chwilę mieszałam czekoladę. Zostawiłam, żeby odrobinę przestygła.

W osobnym naczyniu ubiłam śmietankę, do śmietanki ciągle ubijając dodawałam partiami rozpuszczoną czekoladę i cukier puder.

Gotową, gładką  masę czekoladową wylałam na spód herbatnikowy (zostawiłam około ½szklanki masy do dekoracji).  Na czekoladzie ułożyłam truskawki pozbawione szypułek. Wstawiłam torcik do lodówki.

Po około godzinie, gdy masa stężała, polałam zostawioną czekoladą (wcześniej na moment włożyłam czekoladową masę do kuchenki mikrofalowej, żeby ją rozrzedzić troszkę)  wierzch torciku i ozdobiłam chipsami z białej czekolady.

Jeszcze raz wstawiłam do lodówki.

Gdy pokroiłam i podałam deser,  po chwili masa czekoladowa zaczęła się nieco rozpływać w temperaturze pokojowej.

Bardzo fajnie komponowała się taka rozpływająca się czekolada z herbatnikowym spodem i świeżymi truskawkami.

Myślę, że spróbuję też tego przepisu razem z malinami.

Ale to za jakiś czas, bo na krzewach malin dopiero nieśmiało pojawiają się kwiatki…

Basia

Grillowane zawijasy z cukinii i koziego sera

Brak komentarzy

Coraz bogatsze są już stragany warzywne, zauważyliście?

Wprawdzie daleko jeszcze do tych najsmaczniejszych , gruntowych  warzyw i owoców , ale i tak nie jest źle.

Podoba mi się też, że zmieniają się ceny. Oczywiście na niższe.

Zupełnym nieporozumieniem była dla mnie ostatnio cena cukinii, jeszcze przed dwoma tygodniami oscylowała wokół  16-18 złotych za kilogram ( a czasem nawet więcej!). Jakiś absurd!

Szczęśliwie sytuacja się zmienia i będzie coraz więcej ładnych i  dorodnych płodów rolnych  w rozsądnych cenach.

Widząc wczoraj wspomnianą właśnie cukinię w cenie 6 złotych za kilogram, nie mogłam się oprzeć przemożnej chęci kupienia jej.

I od razu wpadł mi do głowy pomysł, co z niej ugotować!

Grillowane zawijasy z cukinii nadziewane kozim serem, ziołami  i orzechami.

Można je podać  na zimno, albo na gorąco.

Trzeba tylko pamiętać, że długie podgrzewanie nadzianych już roladek spowoduje, że ser zacznie się topić i wylewać ze środka. Kozi ser bardzo łatwo się topi. Więc jeśli mają być na ciepło, to trzeba szybko podgrzać i od razu podać. Ja osobiście wolę je na zimno.

Jeśli wybierzecie małe cukinie, to można zrobić naprawdę małe zawijaski , (takie na raz do ust) i podać jako element przyjęcia z jedzeniem typu „finger food”, czyli różnymi  małymi przekąskami.

Grillowane zawijasy z cukinii nadziewane kozim serem, ziołami  i orzechami.

2 średnie, ale jednocześnie dość cienkie cukinie

oliwa do smażenia

ocet winny , sól i  pieprz do przyprawienia cukinii

około 200g koziego sera dojrzewającego

łyżka śmietany kwaśnej

około 1 łyżeczki octu winnego

posiekany kawałek papryczki chili

sporo świeżo zmielonego pieprzu

garść posiekanych i wyprażonych na suchej patelni orzechów włoskich

posiekane liście świeżej bazylii, oregano i dymki

Cukinie pozbawione obu końców pokroiłam wzdłuż na plastry  o grubości około 4-5 mm.

Na rozgrzanej patelni usmażyłam plastry z obu stron na odrobinie oliwy, aż zaczęły się przypiekać.

Odłożyłam, żeby przestygły. Delikatnie je posoliłam, popieprzyłam  i pokropiłam octem winnym. Odstawiłam na chwilę.

W miseczce rozdrobniłam widelcem ser, dodałam śmietanę, zioła i  przyprawy, wymieszałam dokładnie na dość gładką masę. Dodałam orzechy i jeszcze raz wymieszałam.

Na każdym plastrze cukinii, na około 2/3 jego długości,  kładłam warstwę sera i zwijałam plaster zaczynając od końca z nadzieniem. Zwiniętą roladkę mocowałam wykałaczką.

Wszystkie zawijasy ułożyłam w naczyniu, posypałam jeszcze raz pieprzem, położyłam listki świeżego oregano.

Smacznego,

Basia

Znów szparagi

Brak komentarzy

Sezon na szparagi trwa!

Trzeba korzystać z niego zanim się skończy, a to niestety  już niedługo.

A może wcale nie „niestety”, może to właśnie fajnie, że szparagi są tylko majowo-czerwcowo?

Wtedy czeka się na nie z niecierpliwością. I nie mogą się wtedy  znudzić, bo nie zdążą!

U nas zatem szparagi pojawiają się na stole często.

Omlet ze szparagami, szparagi z boczkiem, makaron ze szparagami…

I tarta ze szparagami!

Było to drugie podejście do tego przepisu. Po raz pierwszy zrobiła taką tartę moja Córka, na kolację powitalną, gdy wróciliśmy dwa tygodnie temu z urlopu. To pozwoliło na skorygowanie receptury  i wypracowanie właściwych proporcji składników.

Bardzo ciekawy i jednocześnie niezwykle nieskomplikowany przepis.

Zaczęłam od obrania i ugotowania ziemniaków. Włączyłam też piekarnik, żeby się nagrzał do około 190 stopni.

Gdy ziemniaki  były miękkie, odcedziłam je i ugniotłam, jak na puree. Po chwili dodałam do nich utarty ser. W osobnej misce ubiłam szybko jajka ze śmietanką. Następnie wlałam masę jajeczną do ziemniaczanej, przyprawiłam gałką muszkatołową i pieprzem.

Szparagi  umyłam, obcięłam zdrewniałe końce  i włókna, zblanszowałam  je w osolonej lekko wodzie  (około 5 minut) i odcedziłam.

Całą blachę  ( taką największą, jaka jest w piekarniku) wyłożyłam papierem do pieczenia a następnie ciastem francuskim, brzegi lekko wywinęłam,  rozłożyłam na cieście masę ziemniaczano-jajeczną , na masie położyłam szparagi. Włożyłam blachę do piekarnika.

Piekłam tartę około 15 minut, aż brzegi ciasta były złociste.

Polecam ten przepis!

Tarta ze szparagami i ziemniakami

300g ziemniaków

150 ml śmietanki kremówki

350g szparagów ( waga szparagów pozbawionych  już zdrewniałych końców i  włókien)

2 jajka

100g sera cheddar

100g sera gruyere

opakowanie ciasta francuskiego ( 275 g)

sporo gałki muszkatołowej i świeżo zmielonego pieprzu.

Według mnie  nie należy solić masy jajeczno-ziemniaczanej,  jeśli posolona była woda do gotowania ziemniaków. Ser jest wystarczająco słony, żeby „dosolić” całą potrawę.

Przy  podanej przeze mnie ilości śmietanki  masa jest dość sztywna po upieczeniu, dobrze i równo się daje kroić, ale oczywiście nie jest twarda!.  Jeśli wolicie luźniejsze nadzienie, lekko rozpływające się,  to  możecie dać  więcej śmietanki. Trzeba też nieco dłużej piec tartę wtedy.

Basia

Bananowe muffinki z migdałami i czekoladą

komentarzy 9

Uwielbiam piec muffinki!

Mówiłam Wam to już?

Pewnie tak…, bo ja naprawdę to uwielbiam!

Ogromną  przyjemność sprawia mi  pieczenie  pysznych  muffinek  w ładnych papilotkach. I myślę, że te muffinkowe koszulki są naprawdę  ważne,  bo dodają im  urody .

Dlatego wykorzystuję każdą okazję, żeby kupić nowe (najchętniej  kolorowe!)  papierowe miseczki  na muffinki.

I najlepiej, żeby papilotki były różnej wielkości , przewidziane na wypieki na różne okazje. Czasem  przecież  potrzebne są całkiem małe,  na takie mini muffinki, czasem większe , a czasem jeszcze większe! Wobec tego zawsze muszę być przygotowana na każdą okoliczność i mieć w zanadrzu to, co może być niezbędne.

Dzisiaj, kiedy zabrałam się za pieczenie muffinek wybrałam te papilotki, które właśnie ostatnio przyjechały ze mną z Londynu. To była ich premiera!

One są trochę mniejsze niż zwykle, dlatego  z przepisu  na 12 sztuk muffinek bananowych upiekłam 18.

Ale to przecież ma jedną ogromną zaletę, można ich więcej zjeść !

Bananowe muffinki  z migdałami i czekoladą

250 g mąki

3 bardzo dojrzałe banany

2 jajka

100g oleju roślinnego

1 ½ łyżeczki proszku do pieczenia

szczypta soli

100 g cukru

50 g migdałów

2 łyżki chipsów czekoladowych albo  kawałek czekolady gorzkiej (30g )pokrojonej na małe kawałki

Potrzebna jest forma na muffinki  i 12 standardowych papilotek ( jeśli mniejsze, to więcej. Jeśli  większe -na przykład kolorowe, kupione ostatnio w  Ikei – to mniej )

Nagrzałam piekarnik do 180 stopni.

W misce zmiksowałam dokładnie banany i odstawiłam na chwilę.

W innej misce zmiksowałam jajka, cukier, olej, sól, mąkę, proszek do pieczenia. Do tego dodałam zmiksowane banany i jeszcze chwilę miksowałam.

Na suchej patelni wyprażyłam migdały  ( nie obrałam ich ze skóry), a kiedy trochę przestygły, posiekałam je grubo.

Do ciasta bananowego dodałam posiekane migdały i chipsy czekoladowe. Wymieszałam.

Do formy na muffiny włożyłam papilotki,  napełniłam każdą do około 2/3 wysokości. Gdy napełniłam 12 sztuk okazało się, że ciasta jest więcej, w sumie wyszło 18 muffinek.

Piekłam je około 20 minut. Wyjęłam  muffinki z piekarnika, kiedy były złociste, a wbity patyczek, wychodził z nich suchy. Z formy wyjęłam, gdy nieco przestygły.

I musiałam od razu spróbować!

Smacznego!

Basia

Torcik z jabłkami (nie tylko dla Szefa-Łasucha)

Brak komentarzy

Mój Maż poprosił mnie, żebym mu upiekła jakieś ciasto do pracy.

Zdziwiłam się trochę, zupełnie nie rozumiałam czemu?

Ani nie ma teraz imienin, ani urodzin,  ani żadnej innej okazji!

Okazało się, że będą odwiedziny Szefa- Łasucha!

Dziewczyna,  która zwykle piekła ciasta na takie okazje,  pracuje już gdzie indziej, więc  jest problem!

Wobec takiej sytuacji ( i mając na względzie karierę mojego Męża 🙂 ) nie miałam wyboru, musiałam pomóc! Postawiłam jeden warunek, kawałek  tego ciasta musi zostać w domu!

Zaczęłam  zaraz zastanawiać się,  co zrobić, co upiec?

Żaden fajny pieczony pomysł nie mógł mi przyjść do głowy, a książki kucharskie też zupełnie nie pomogły mi w tym.

Właśnie kupiłam jabłka, więc  pomyślałam, że trzeba zrobić coś z jabłek.

Ale taką zwykła szarlotkę?

Choć jestem pewna, że  zwykła szarlotka jest absolutnie najlepsza, tym razem miałam ochotę zrobić coś innego.

Może coś niepieczonego?

Tak!

Torcik z jabłkami i serkiem mascarpone, na zimno.

Poprosiłam Męża, żeby mi pomógł i obrał, a potem utarł jabłka.

Utarte na grubej tarce jabłka położyłam na sitku, po chwili wycisnęłam nadmiar soku z jabłek ( pewnie odcisnęłam około szklanki soku )

Następnie przygotowałam spód torciku. Do malaksera wrzuciłam herbatniki,  żeby je zemleć, a następnie dodałam  do nich kwaśną śmietanę.

Z tej masy uformowałam  kulę,  a następnie rozwałkowałam ją tak, żeby powstał placek o powierzchni takiej, jaką ma spód tortownicy. Wycięłam z papieru do pieczenia koło o wielkości dna tortownicy, włożyłam do tortownicy,  a na nim położyłam rozwałkowany placek.

Do miski włożyłam ser mascarpone i miksowałam przez chwilę, aż powstała gładka masa.

Do masy dodałam cukier puder, chyba około 3 łyżek, ale musicie dopasować  ilość cukru do swoich upodobań i do słodkości jabłek. Moje były bardzo słodkie!

W niewielkiej ilości gorącej śmietanki kremówki ( podgrzanej w kuchence mikrofalowej) rozpuściłam 2 łyżeczki żelatyny. Przestudziłam ją nieco  i wlałam do mascarpone, cały czas miksując.

Do tej masy wrzuciłam utarte i odciśnięte dobrze jabłka, dodałam trochę soku z cytryny ( jabłka były naprawdę bardzo słodkie i mało kwaśne), posiekane dość grubo orzechy włoskie  i naturalny ekstrakt z wanilii. Wymieszałam wszystko dokładnie. Tę masę wyłożyłam na spód herbatnikowy i równomiernie rozsmarowałam.

Przygotowałam jeszcze polewę czekoladową.

Nie miałam w domu tabliczki czekolady, żeby ją rozpuścić, dodać  nieco śmietanki i w ten (najprostszy !)sposób przygotować polewę. Wobec tego rozpuściłam masło, dodałam kakao, śmietankę , cukier, sok z cytryny i wodę i w ten sposób przygotowałam polewę czekoladową.

Przestudzoną polewę wyłożyłam na torcik i wstawiłam całość do lodówki.

Rano, przed wyjściem Męża do pracy,  posypałam torcik kakao i wycięłam z niego kawałek, który miał zostać w domu.

Resztę Mąż zabrał do pracy. Niepokoiłam się, czy torcik dotarł w dobrym stanie na miejsce i czy Mąż schował go zaraz po przyjściu  do lodówki, ale zaraz dostałam smsa:  „Ciasto super! Wszystkim bardzo smakuje!”

Fajnie!

Torcik z jabłkami i serkiem mascarpone

tortownica o średnicy około 20-22cm

na spód

paczka ciastek owsianych Złotokłose Wiatraczki ( chyba 215g)- ale mogą być inne herbatniki

2 łyżki  kwaśnej śmietany

na masę

około 900-1000g jabłek , następnie obranych i utartych na grubej tarce

około 3 łyżek cukru pudru

ekstrakt naturalny z wanilii

sok z cytryny,  jeśli jabłka nie są wystarczająco kwaśne

250 g serka mascarpone

około 100ml śmietanki kremówki

2 łyżeczki żelatyny

około 50g orzechów włoskich

polewa czekoladowa

1-2 tabliczki czekolady gorzkiej  ( w zależności od tego , jaka grubą warstwę polewy chcecie uzyskać) plus śmietanka

jeśli nie macie czekolady:

należy rozpuścić i wymieszać dobrze na gładka masę

50g masła

3 kopiate łyżki kakao

3 – 4 łyżki cukru

sok z cytryny około 2-3 łyżeczki

około 50 ml śmietanki

około 20 ml wody

Po wystudzeniu rozprowadzić  na powierzchni torciku.

Gotowy, schłodzony torcik przed podaniem posypać kakao ( przez sitko)

Herbaciane ciasto do herbaty

komentarzy 6

Zaczęło padać, zrobiło się znów zimno… Kubek herbaty znów nieodzowny!

Ale co do tej herbaty?

Postanowiłam wypróbować kolejny przepis z „Cakes and bakes”,  tym razem  to było tradycyjne angielskie śniadaniowe ciasto do herbaty, które należy podawać pokrojone na grube kawałki. Powinno być  serwowane na ciepło a  jeszcze lepiej, jeśli  opieczone w tosterze.

Można je posmarować masłem albo dżemem.

Tak sugeruje autorka książki.

Brzmiało nieźle, więc zabrałam się do pieczenia.

Niecodzienne ciasto, przyznam. Nie ma w nim ani grama tłuszczu i ani jednego jajka!

Najpierw wsypałam do miski otręby ( ja dałam owsiane, bo tylko takie miałam. W przepisie było powiedziane jedynie, że mają być otręby), cukier muscovado , suszone owoce( miałam tylko rodzynki, morele i żurawiny) i zalałam wszystko dobrze ciepłym naparem z mocnej ( angielskiej 🙂 )herbaty.

Wymieszałam i zostawiłam na około ½ godziny, żeby wszystko nasiąkło dobrze herbatą.

Następnie wsypałam przesianą mąkę, proszek do pieczenia, grubo posiekane orzechy i przyprawę do grzańca. W przepisie była mowa o różnych przyprawach, więc pomyślałam, że ta do grzańca (rozpuszczalna całkowicie przyprawa, zawierająca ekstrakt z wanilii, limonki, cynamonu i goździków) będzie dobrym dodatkiem do tego ciasta.

Niedużą formę „keksówkę” wyłożyłam papierem do pieczenia,  włożyłam do niej ciasto i wyrównałam górę.

Do nagrzanego do  180 stopni piekarnika włożyłam formę i piekłam ciasto przez około 45 minut, aż  wyrosło i  zrobiło się rumiane,  a patyczek wbity w ciasto pozostawał suchy.

Wyjęłam ciasto i zostawiłam, żeby wystygło.

W przepisie jest powiedziane, że należy je zostawić zawinięte w papier do następnego dnia i dopiero wtedy rozkroić. Dopiero następnego dnia jest najsmaczniejsze, podobno.

Niestety mnie się to nie udało, połowę zjedliśmy od razu. Bardzo nam smakowało, to z pewnością bardzo typowe angielskie ciasto.

Ale drugą jego część grzecznie zostawiłam zawiniętą w papier i  jutro rano, jak należy  podczas śniadania, sprawdzę czy  faktycznie jest lepsze!

Basia

Śniadaniowe ciasto herbaciane

100g otrąb

120 g  cukru muscovado – z pewnością musi to być ten cukier. Demerara absolutnie go nie zastąpi!

130g różnych suszonych owoców

175ml mocnej  ciepłej zaparzonej herbaty

30 g orzechów

100g mąki

1 ½ łyżeczki proszku do pieczenia

1 ½ łyżeczki przyprawy do grzanego wina instant Kotanyi

forma do keksu około 24 cm długości (może być krótsza, wtedy ciasto będzie wyższe niż moje)

Facebook

Likebox Slider for WordPress