Archwium dla ·

ryby

· Kategoria...

Pikantny łosoś i tarta z nektarynkami

Brak komentarzy

Wczoraj ugotowałam na obiad łososia, o którym chciałam Wam opowiedzieć.

Ale gdy zabrałam się za robienie zdjęcia okazało się, że w aparacie nie ma baterii.

Mąż ją wyjął, żeby naładować… a potem zabrał ze sobą i pojechał do pracy!

Skoro nie ma zdjęcia, to  przecież nie będę pisać…

Ale łosoś z pikantnym pomidorowym sosem z krewetkami wyszedł fajnie,  szkoda  by było nie pisać  o nim w ogóle.

Dziś pomyślałam, że jednak coś napiszę,  a w zamian za zdjęcie dodam jeszcze przepis na deser!

Bo właśnie upiekłam pyszną tartę z nektarynkami i wiśniami.

Tarta najlepsza jest jeszcze ciepła, niedługo po wyjęciu z piekarnika.

Dla łakomczuchów proponuję wersję z kulką lodów waniliowych.

Trzeba pamiętać, że po wykrojeniu pierwszego kawałka syrop z owoców i cukru, który utworzył się  podczas pieczenia, wyleje się na paterę czy talerz. Lepiej więc, jeśli patera nie jest całkiem płaska.

A w ogóle, to po prostu trzeba od razu zjeść całą tartę i mamy problem z głowy!

Tarta z nektarynkami i wiśniami

na okrągłą blaszkę o średnicy 32cm

175g mąki

115g masła schłodzonego

2g soli

15g cukru

50ml lodowatej wody

nadzienie owocowe

około 500g nektarynek

2 garście wiśni (…nie zważyłam…)

50-60g cukru

Z  mąki, masła, cukru, soli i wody zrobiłam ciasto używając robota kuchennego.

Miksowało się ok. 30 sekund i nie powinno dłużej.

Z ciasta uformowałam kulę i włożyłam do lodówki, żeby schłodziła się.

Nagrzałam piekarnik do 220 stopni.

Nektarynki pozbawiłam pestek i pokroiłam na plasterki o grubości około 1-1,5 cm.

Wiśnie wydrylowałam. Owoce wymieszałam w misce z cukrem.

Ciasto rozwałkowałam cienko czyli na grubość około 3-5 mm.

Średnica tego rozwałkowanego ciasta była o około  8-10cm większa od średnicy blaszki (pozostał  4-5 cm  wolny pasek dookoła)

Ciasto położyłam na blaszce, na której wcześniej położyłam krążek wycięty z papieru do pieczenia.

Na cieście ułożyłam  równą warstwą owoce, a następnie zawinęłam do środka ten pozostający poza blaszką fragment ciasta i zakleiłam wszystkie szczeliny, żeby sok z owoców nie wypłynął na zewnątrz podczas pieczenia, bo mógłby się po prostu przypalić.

Tak przygotowane ciasto wstawiłam do piekarnika, zmniejszyłam temperaturę do 200 stopni i piekłam przez około 40 minut, aż ciasto wokół  było złociste i chrupiące, a owoce nie zaczęły się jeszcze przypalać.

Po wyjęciu z piekarnika zostawiłam ciasto na chwilę w blaszce, żeby  nieco przestygło  zanim wyłożyłam je  na talerz,  a następnie posypałam cukrem pudrem.

Tarta z tymi letnimi owocami będzie doskonałym deserem po obiedzie.

A na obiad proponuję właśnie mojego „wczorajszego” łososia.

Spróbujcie, proszę:

Łosoś z pikantnym sosem pomidorowym z krewetkami

dla 4 osób

4 kawałki  świeżego filetu z łososia

puszka krojonych pomidorów bez skórki

chili

sos rybny ostrygowy

rozgnieciony duży ząbek czosnku

pieprz, sól,

około 2-3 łyżeczki cukru

spora cebula posiekana

odrobina octu winnego

ok.50 ml wina białego

oliwa do smażenia

około 100g krewetek koktajlowych rozmrożonych

świeży tymianek, listki oberwane z kilku łodyżek

jako dodatek-  na przykład makaron (u mnie był pappardelle)

Na patelni rozgrzałam oliwę, położyłam na niej posolone kawałki łososia, podlałam około 50 ml białego wina i smażyłam z obu stron, aż był miękki. Odstawiłam.

Na drugiej patelni rozgrzałam oliwę i wrzuciłam na nią posiekaną cebulę, zeszkliłam ją a następnie dodałam pomidory z puszki.

Przyprawiłam chili ( więcej niż daję zwykle, chciałam, żeby danie było wyraźnie pikantne), czosnkiem, pieprzem, cukrem, rybnym sosem ostrygowym, octem winnym.

Dodałam krewetki .

Kawałki łososia przełożyłam na patelnię z sosem,  chwilę jeszcze gotowałam.

Na końcu wrzuciłam listki tymianku, wymieszałam i danie było gotowe.

Sałatka z wędzonym łososiem na letni lunch

Brak komentarzy

Kiedy jest cudnie ciepło i słonecznie  lunch czy obiad musi być lekki.

Idealna na taki letni posiłek jest w takim razie sałatka.

Niekwestionowaną zaletą sałatek jest niesamowita łatwość ich przygotowania i nieograniczone możliwości łączenia składników.

Cóż , wszystko zależy od nas i naszej kreatywności ;-).

Zachęcam Was do eksperymentowania, bo w sałatce naprawdę można połączyć wszystko z wszystkim bez obawy, że coś  nie wyjdzie. Oczywiście,  jeśli  tylko mamy ochotę na takie połączenie.

Można dodawać kawałki upieczonych czy grillowanych mięs, drobiu czy ryb, które pozostały z poprzedniego dnia ( oczywiście, jeśli  przez ten cały czas przebywały w lodówce!), różne sery- utarte czy pokruszone, warzywa świeże i grillowane( na przykład bakłażan  czy cukinia), grzanki, suszone pomidory i wiele, wiele innych produktów, które mamy w lodówce.

Dzisiaj przygotowałam sałatkę z wędzonym łososiem.

Niewiele było w niej „konkretnych” składników, zasadnicze to sałata lodowa , sos i wędzony  łosoś.

Ale dzięki drobnym ilościom innych dodatków sałatka robi wrażenie urozmaiconej.

Polecam.

Sałatka z wędzonym łososiem, sałatą lodową i różowym sosem

na 1 porcję obiadową

2 garście sałaty lodowej pokrojonej

kilkanaście listków rukoli (opcja)

1 mała młoda marchewka obrana i utarta na grubej tarce

siekana dymka do posypania całości ( około 1 łyżki)

parę oliwek czarnych do przełamania monotonii kolorystycznej :-) ( opcja)

1 mały ogórek świeży obrany i pokrojony na plasterki lub wg uznania

50 g wędzonego łososia pokrojonego w paski

łyżka utartego na grubej tarce sera cheddar ( lub innego ostrego)

pieprz świeżo zmielony

sos różowy ( spora łyżka majonezu wymieszanego z łyżką słodko-ostrego sosu chili i małą łyżeczką ketchupu. Chętni mogą sobie to posolić, bo sos jest dość słodki. Jednak w związku z tym, że łosoś jest  wystarczająco słony,  ja nie dodaję soli do  tego sosu. Używam niezmiennie majonezu Dekoracyjnego Winiary)

cytryna do dekoracji i do przyprawienia dla chętnych

Sałatę lodowa ułożyłam na talerzu, na niej marchewkę utartą, ogórka.

Następnie położyłam kawałki łososia i  rukolę.

Całość polałam sosem, posypałam dymką, posypałam pieprzem i  utartym serem.

Na końcu położyłam oliwki  i… gotowe!

Tarta z łososiem i cukinią

1 komentarz

Bardzo nie lubię wyrzucać jedzenia.

Wychowałam się w domu, w którym zwracano uwagę na to, żeby ono się nie marnowało.

Bardzo  doceniam, że mnie tak wychowano.

Wobec  ogromnego głodu istniejącego na świecie, bezmyślne wyrzucanie jedzenia jest po prostu niemoralne. I nie są to frazesy. Przynajmniej  dla mnie.

Dlatego  pozostałego z wczorajszego  obiadu grillowanego łososia (którego przygotowałam  po prostu za dużo) postanowiłam wykorzystać,  gotując  dzisiejszy obiad.

I dobrze się złożyło, bo miałam mało czasu i musiałam zrobić jakieś danie ekspresowe.

I tak powstała tarta z cukinią, ricottą i łososiem.

Nagrzałam piekarnik do około 200stopni.

Naczynie do zapiekania posmarowałam oliwą, wyłożyłam ciastem francuskim.

Na dużej patelni podsmażyłam na oliwie cukinię pokrojoną na plasterki, dodałam pokrojona cebulę i smażyłam dalej, aż cukinia trochę zmiękła, a cebula się zeszkliła. Doprawiłam rozgniecionym czosnkiem, octem winnym, solą, chili, cukrem i pieprzem.

Odstawiłam cukinię z ognia. Dodałam do niej ser ricotta, wymieszałam.

Kawałki grillowanego łososia podzieliłam na mniejsze części, wyjęłam  ości.

Do formy do zapiekania wyłożonej  już ciastem francuskim, przełożyłam nadzienie z cukinią i rozprowadziłam je w miarę równomiernie, na wierzchu położyłam kawałki łososia i delikatnie je wcisnęłam w nadzienie. Całość posypałam utartym parmezanem i wstawiłam do nagrzanego piekarnika.

Po około 20 minutach wyjęłam złocistą  tartę i posypałam ją posiekaną rukolą.

Tarta z cukinią, ricottą  i  grillowanym łososiem

forma do zapiekania około 20 x 30cm

oliwa do posmarowania formy

ciasto francuskie ( 275 g)

3 niewielkie cukinie ( w sumie około 600g)

opakowanie ricotty świeżej 250g

2 rozgniecione ząbki czosnku

sól , cukier, chili, pieprz – według uznania

cebula nieduża posiekana drobno

około 200g grillowanego łososia ( można ewentualnie dać tuńczyka z puszki i jestem przekonana, że będzie pycha!)

około 60-75 g utartego parmezanu

posiekana świeża rukola do posypania po upieczeniu, albo inne ulubione zioła

Łosoś w bekonowym kocyku

Komentarzy - 2

Uwielbiam być w domu. I bardzo jestem nieszczęśliwa, jeśli nie mogę spędzić w domu weekendu.

Choć lubię wyjeżdżać, to  jednak najchętniej tylko na krótki czas. Jak najkrótszy!

Kiedyś uświadomiłam sobie, że jadąc na wakacje, najchętniej … wracałabym na noc do domu!

Tak się złożyło ostatnio w moim życiu zawodowym, że całe dnie spędzałam poza domem. Wieczorem wracałam zmęczona do domu i nie miałam ani siły, ani ochoty zająć się tym, czym  bardzo lubię się zajmować, czyli domem.

Zwykle w soboty i niedziele zjadamy wspólnie i śniadania i kolacje. Dziś nie mogło być inaczej.

I choć znów wróciłam do domu późno, kolacja musiała być taka, jak na sobotę przystało.

Na szczęście, mimo że brak czasu nie pozwolił mi na zrobienie zakupów, w zamrażarce było kilka kawałków łososia, dzięki którym  z łatwością poradziłam sobie z przygotowaniem kolacji, czyli łososia w bekonowym kocyku z sosem z anchois i Creme de Cassis.

Kawałki łososia skropiłam sokiem z cytryny. Każdy kawałek owinęłam cienkim plastrem boczku i spięłam wykałaczką. Nie soliłam łososia z myślą, że słony boczek odda wystarczająco dużo soli rybie.

Rozgrzałam oliwę, smażyłam łososia z każdej strony aż zaczął się rumienić. Zmniejszyłam ogień i zostawiłam pod nieszczelnym przykryciem, żeby powoli „doszedł do siebie”.

W tym czasie przygotowałam sos. Na niedużej rozgrzanej patelni rozgniotłam widelcem ½ puszki  anchois. Dosłownie 5 małych kawałków filetów anchois. Dodałam duży  ząbek  czosnku i dalej smażyłam, uważając żeby się nie przypaliło. Dodałam około 20g masła, łyżkę oliwy  i dalej smażyłam. Dodałam około 2-3 łyżek Creme de Cassis i około łyżkę octu balsamicznego i dalej gotowałam  sos na niewielkim ogniu jeszcze przez krótką chwilę.  Wreszcie sos był gotowy.

Przygotowana w międzyczasie sałata z rukolą, awokado, winegretem i podsmażonymi cząstki ziemniaków z tymiankiem  sprawiły, ze mieliśmy iście królewską sobotnią kolację, mimo  że ugotowaną naprawdę  w biegu!

Basia

Tarta z porami i tuńczykiem

Brak komentarzy

Wczoraj uświadomiłam sobie, że jeszcze nie pisałam tu nic o tuńczyku. A co znacznie gorsze, nie jadłam go dawno!! Postanowiłam więc zrobić coś z tym fantem, to znaczy dosłownie ugotować „coś” z tuńczykiem. Puszka tuńczyka obowiązkowo zawsze leży w spiżarce. Minimum jedna. To jest tuńczyk w oleju, bo jednak ten w sosie własnym  nigdy nie jest taki dobry… Puszka tuńczyka w spiżarce jest dla mnie, w pewnym sensie,  gwarantem bezpieczeństwa spożywczego. Sałatka z tuńczykiem, omlet z tuńczykiem, kanapka z tuńczykiem, makaron z tuńczykiem… ileż możliwości przygotowania supersmacznego i do tego ekspresowego dania !

W  lodówce natomiast  leżała i czekała na swą kolej rolka ciasta francuskiego.

Decyzja była szybka i właściwa (co  można było przewidzieć :-) ), tarta z tuńczykiem!

Jeszcze tylko chwila zastanowienia … i co do tego?

Pory!

Włączyłam piekarnik żeby się już nagrzewał do 200st. Posiekałam pory( tylko jasne części), wrzuciłam je na rozgrzaną na  patelni oliwę. Podsmażyłam, uważając żeby się nie przypaliły. Dolałam wino, posoliłam trochę i dodałam łyżeczkę cukru. Dodałam sporo mielonego pieprzu. Na koniec odcedziłam tuńczyka z oleju i dodałam do porów. Wymieszałam delikatnie, uważając żeby z tuńczyka nie zrobiła się ciapa. W międzyczasie wysmarowałam oliwą naczynie do pieczenia, wyłożyłam je ciastem francuskim, wywijając brzegi około 2-3 cm powyżej dna.

Do przygotowanej formy przełożyłam nadzienie porowo-tuńczykowe. Z wierzchu posypałam utartym parmezanem i włożyłam do piekarnika. Kiedy brzegi ciasta zrobiły się złote, wyjęłam tartę z piekarnika.

Część zjedliśmy na gorąco a resztę na zimno. Obie wersje trafione!

Tarta z porami i tuńczykiem

(forma około 20 cm x 30 cm)

około 130-140 g  ciasta francuskiego ( połowa opakowania 275 g)

2 pory ( jasne części)

2 łyżki oliwy nie z pierwszego tłoczenia

puszka tuńczyka w oleju ( duże kawałki)

ok. 100ml białego  wina

pieprz, sól, cukier

oliwa do wysmarowania formy ( albo papier do pieczenia)

około 30 g parmezanu utartego

liście kolendry  lub natki pietruszki do posypania gotowej tarty( opcjonalnie)

Basia

Łosoś i whiskey

Brak komentarzy
Dziś miałam ochotę na rybę. Najbardziej lubię ryby morskie. Kiedyś w sklepie, na placu obok, mogłam kupić czarniaka, to jest ryba z rodziny dorszowatych. Bardzo smaczna! Polecam. Ale jakoś ostatnio nie widziałam jej, niestety. Więc kupiłam łososia, to też moja ulubiona ryba. Lubię takie ryby, które mają konkretne mięso, takie naprawdę  mięsiste, zwarte ale jednocześnie soczyste. To muszą być po prostu raczej duże ryby. Łosoś, którego właśnie kupiłam był cały,  tylko wypatroszony. Nie lubię zdejmować skóry z ryby i wyciągać kręgosłupa… Więc najczęściej korzystam z uprzejmości Pana, który pracuje na stoisku rybnym w pobliskim sklepie. On zawsze z uśmiechem obierze dla mnie łososia. To miłe! Ale tym razem zakupy robiłam gdzie indziej i oczywiście tego Pana tam nie było… Dlatego w domu musiałam sama walczyć z tą skórą. Udało się!  Mogłam wreszcie zabrać się za przygotowanie  dania. Zaczęłam od tego, że pokroiłam rybę na kawałki, skropiłam mocno wyciśniętym sokiem  z cytryny, posypałam bardzo obficie pieprzem  i pozwoliłam jej „odpocząć”. Ten pieprz był bardzo ważny w tym wydaniu łososia. Jego smak podkreśliła jeszcze dodana do gotowania whisky. Spróbujcie!
Łosoś z pieprzem i whisky
4 kawałki łososia bez skóry (i najlepiej bez ości)
2-3  łyżki whisky( nie musi być Single Malt, oczywiście!!  Ja dałam burbon, Jim Beam)
dużo świeżo zmielonego pieprzu, najlepiej jeśli zmielony jest dość grubo
sól
100ml śmietanki – ja dałam kremówkę 30%, ale może być 18%, wtedy po prostu będzie bardziej wodnista i tylko dłużej będzie trwało jej gęstnienie.
2-3 łyżki  siekanej cebulki dymki, może też być szczypiorek.
do smażenia łyżka oliwy nie z pierwszego tłoczenia 




Na rozgrzanej patelni z oliwą położyłam posolone i wcześniej posypane pieprzem kawałki łososia.
Dosypałam go jeszcze trochę w miejscach, do których pieprz wcześniej nie dotarł .
Smażyłam na dużym ogniu, przez parę minut z każdej strony, żeby ryba się przyrumieniła nieco.
Wlałam whisky (a właściwie whiskey, bo to przecież burbon, amerykańska whiskey!) i na takim dużym ogniu smażyłam przez chwilę,  aż prawie cały alkohol wyparował. Wtedy zmniejszyłam płomień i wlałam śmietankę. Pozwoliłam jej zgęstnieć i zaraz potem zdjęłam patelnię z ognia.
Posypałam danie posiekaną cebulką dymką i już było gotowe!
Zielona sałata z winegretem doskonale do tego pasowała, polecam!
Basia

Śledzie na Śledziówkę

Brak komentarzy


Karnawał minął szybko, jak z bicza trzasnął!
Pewnie większość z nas ma wrażenie, że nie wybawiła się wystarczająco.  Cóż, teraz już przed nami blisko 7 tygodni realizacji wielkopostnych  wyrzeczeń… Będzie pewnie ciężko.
Ale, zanim podejmiemy te postne postanowienia,  mamy jeszcze Śledziówkę!
Więc  nim wybije północ  i nadejdzie Środa Popielcowa, zabawmy się, zatańczmy, a przynajmniej  zjedzmy coś dobrego w ten ostatkowy wieczór!
Jeszcze do niedawna, spotykaliśmy się z grupą  naszych znajomych w ostatkowy wtorek. Każda pani przynosiła zrobione przez siebie śledzie. Więc były śledzie  w oleju, w majonezie i w śmietanie. Z jabłkami, cebulą, rodzynkami. Na słodko, na kwaśno, korzenne.  Prawdziwa śledziowa uczta!
Niestety, przyszły takie czasy, że niemożliwe jest nasze spotkanie w środku tygodnia, nie możemy wspólnie świętować w ten ostatni dzień karnawału. Ale na szczęście, nie zginęła u nas w domu tradycja przygotowania śledzi na Śledziówkę i następujący po niej Popielec.
Jedną z ulubionych śledziowych potraw  mojego Męża,  jest śledź pod buraczaną kołderką.
Podpatrzyłam go kiedyś u kogoś, dawno temu.  I choć wcale nie pamiętam, jakie tam były śledzie, spodobała mi się w tym daniu ta buraczana „przykrywka”. 
Śledzie pod buraczaną kołderką
słoik śledzi marynowanych a la Bismarck (400g)
1 spory  burak ugotowany w mundurku, obrany i utarty na grubej tarce
śmietana 18% ( ewentualnie jogurt naturalny, jeśli wolicie) około 200g
2 łyżki majonezu ( ja używam Dekoracyjnego Winiary)
szczypta kminku
około 2 łyżeczki octu balsamicznego
sól
cukier
Śledzie odsączyłam z zalewy, pokroiłam na kawałki  (około  3 cm x 2 cm)
Zmieszałam śmietanę z majonezem, doprawiłam solą i cukrem.
Sos nie może być zbyt kwaśny, bo śledzie wypuszczą do niego jeszcze trochę kwaśnej marynaty, w której leżały w słoiku.
Śledzie zalałam sosem i odstawiłam. Powinny pobyć sobie w śmietanowym sosie przez jakiś czas, może nawet przez noc. Chodzi o to, żeby „przeszły” smakiem sosu , a sos nimi. I ewentualnie, żeby  można je było jeszcze potem doprawić , gdyby była potrzeba.
Do utartego buraka dodałam kminek, ocet balsamiczny, cukier i sól. Buraki mają być dość delikatne, ale jednak przyprawione. Powinny być słodkawe i kwaskowe. Też dobrze im zrobi, jeśli przyprawimy je i pozwolimy połączyć się smakom, zanim podamy na stół.
W naczyniu ułożyłam warstwę śledzi, przykryłam je buraczaną kołderką. 
Jeszcze odrobina natki pietruszki albo posiekanej dymki i danie gotowe!
Basia
P.S. Myślę, że można tę kołderkę położyć też na śledziach w śmietanie, przygotowanych z wymoczonych matjasów.
Ja tego wprawdzie nie robiłam, ale myślę że tak przyprawione, słodko-kwaśne buraczki nie zaszkodzą im wcale.

Zupa rybna zamiast odchudzania

1 komentarz

Odchudzanie się nie jest rzeczą ani łatwą ani przyjemną. Pewnie większość z nas przechodziła  przez to chociaż raz w życiu. Ja oczywiście też mam takie doświadczenia za sobą. I patrząc właśnie z tej perspektywy muszę  stwierdzić, że znacznie trudniejsze do zniesienia jest jednak odchudzanie się męża!
Moje diety polegały zwykle na tym, że nie jadłam. To było proste. Może niezbyt mądre i skuteczne ale chyba niekłopotliwe dla otoczenia. A męska dieta zobowiązuje!  I wygląda na to, że zobowiązuje  głównie mnie do przygotowania właściwej karmy.
Dieta białkowa, która wprawdzie jest dość skuteczna w redukcji tkanki tłuszczowej , niestety jest dość nudna.
Ciągle tylko chude mięso, chuda ryba, chudy twaróg i niewiele poza tym. Aż żyć się odechciewa… I gotować też!
Ale jednak nawet największego twardziela można  chyba namówić na małą dyspensę.
Tak oto powstała zupa , która mimo zawartości warzyw ( z którymi nie wolno podobno w tej diecie przesadzać) ,  sprawiła radość dość smutnemu już i wygłodzonemu  dietą białkową sybarycie.

Rozgrzewająca zupa rybna  ( około 5 porcji)

1 marchewka pokrojona drobno
1 cebula posiekana drobno
1 mała papryka czerwona (lub pół większej), pokrojona również drobno
3 łyżki oliwy z oliwek, nie z pierwszego tłoczenia!
2 ząbki czosnku, rozgniecione
1 ziemniak pokrojony w małą kostkę (około 1cm x 1cm)
3 pomidory pokrojone w kostkę( ja użyłam 3 pomidorów z puszki, bez skórki)
szczypta chili
łyżeczka cukru
suszona bazylia około ½ łyżeczki
świeżo mielony pieprz
200ml białego wina
sos rybny – ilość według uznania( ja użyłam około 2 łyżek rybnego sosu ostrygowego)
około 250g filetu ze świeżego łososia
filiżanka mrożonych  krewetek koktajlowych
natka pietruszki do ozdobienia przed podaniem
około 1 litr wody
Na rozgrzaną na patelni lub w rondlu oliwę wrzucamy posiekaną cebulę, marchew i paprykę. Dusimy około 5 minut uważając, żeby się nie przypaliło. Następnie wlewamy wino, dodajemy chili, czosnek, bazylię, cukier  i pieprz i dusimy razem około 5 minut.
Dodajemy pokrojonego ziemniaka i dalej dusimy. Ziemniak powinien być przykryty płynem, więc  jeśli trzeba, dodajemy nieco wody.
Po kolejnych 5-10 minutach dodajemy pokrojone pomidory i dalej dusimy. Gdy ziemniaki będą miękkie dodajemy  resztę wody , a gdy zawrze dodajemy rybę. Gdy ryba będzie gotowa delikatnie dzielimy ją na kawałki, dodajemy krewetki  wcześniej przelane wrzątkiem lub rozmrożone. Krewetki dodajemy prawie na samym końcu, ponieważ długo gotowane twardnieją i kurczą się. Dodajemy sos rybny i gotujemy jeszcze przez kilka minut.  Ja nie soliłam więcej zupy, bo sos rybny jest już wystarczająco słony. Oczywiście można posolić, jeśli wolicie dodać mniej sosu rybnego, albo jeśli dużo solicie.
Gorącą zupę posypujemy siekaną natką i  podajemy ze świeżym pieczywem. Ja polecam tu sztanglę chłopską z piekarni Pawlaka, ale świeża bagietka będzie również pasowała!

Facebook

Likebox Slider for WordPress