Karnawał minął szybko, jak z bicza trzasnął!
Pewnie większość z nas ma wrażenie, że nie wybawiła się wystarczająco. Cóż, teraz już przed nami blisko 7 tygodni realizacji wielkopostnych wyrzeczeń… Będzie pewnie ciężko.
Ale, zanim podejmiemy te postne postanowienia, mamy jeszcze Śledziówkę!
Więc nim wybije północ i nadejdzie Środa Popielcowa, zabawmy się, zatańczmy, a przynajmniej zjedzmy coś dobrego w ten ostatkowy wieczór!
Jeszcze do niedawna, spotykaliśmy się z grupą naszych znajomych w ostatkowy wtorek. Każda pani przynosiła zrobione przez siebie śledzie. Więc były śledzie w oleju, w majonezie i w śmietanie. Z jabłkami, cebulą, rodzynkami. Na słodko, na kwaśno, korzenne. Prawdziwa śledziowa uczta!
Niestety, przyszły takie czasy, że niemożliwe jest nasze spotkanie w środku tygodnia, nie możemy wspólnie świętować w ten ostatni dzień karnawału. Ale na szczęście, nie zginęła u nas w domu tradycja przygotowania śledzi na Śledziówkę i następujący po niej Popielec.
Jedną z ulubionych śledziowych potraw mojego Męża, jest śledź pod buraczaną kołderką.
Podpatrzyłam go kiedyś u kogoś, dawno temu. I choć wcale nie pamiętam, jakie tam były śledzie, spodobała mi się w tym daniu ta buraczana „przykrywka”.
Śledzie pod buraczaną kołderką
słoik śledzi marynowanych a la Bismarck (400g)
1 spory burak ugotowany w mundurku, obrany i utarty na grubej tarce
śmietana 18% ( ewentualnie jogurt naturalny, jeśli wolicie) około 200g
2 łyżki majonezu ( ja używam Dekoracyjnego Winiary)
szczypta kminku
około 2 łyżeczki octu balsamicznego
sól
cukier
Śledzie odsączyłam z zalewy, pokroiłam na kawałki (około 3 cm x 2 cm)
Zmieszałam śmietanę z majonezem, doprawiłam solą i cukrem.
Sos nie może być zbyt kwaśny, bo śledzie wypuszczą do niego jeszcze trochę kwaśnej marynaty, w której leżały w słoiku.
Śledzie zalałam sosem i odstawiłam. Powinny pobyć sobie w śmietanowym sosie przez jakiś czas, może nawet przez noc. Chodzi o to, żeby „przeszły” smakiem sosu , a sos nimi. I ewentualnie, żeby można je było jeszcze potem doprawić , gdyby była potrzeba.
Do utartego buraka dodałam kminek, ocet balsamiczny, cukier i sól. Buraki mają być dość delikatne, ale jednak przyprawione. Powinny być słodkawe i kwaskowe. Też dobrze im zrobi, jeśli przyprawimy je i pozwolimy połączyć się smakom, zanim podamy na stół.
W naczyniu ułożyłam warstwę śledzi, przykryłam je buraczaną kołderką.
Jeszcze odrobina natki pietruszki albo posiekanej dymki i danie gotowe!
Basia
P.S. Myślę, że można tę kołderkę położyć też na śledziach w śmietanie, przygotowanych z wymoczonych matjasów.
Ja tego wprawdzie nie robiłam, ale myślę że tak przyprawione, słodko-kwaśne buraczki nie zaszkodzą im wcale.



