Dziś miałam ochotę na rybę. Najbardziej lubię ryby morskie. Kiedyś w sklepie, na placu obok, mogłam kupić czarniaka, to jest ryba z rodziny dorszowatych. Bardzo smaczna! Polecam. Ale jakoś ostatnio nie widziałam jej, niestety. Więc kupiłam łososia, to też moja ulubiona ryba. Lubię takie ryby, które mają konkretne mięso, takie naprawdę mięsiste, zwarte ale jednocześnie soczyste. To muszą być po prostu raczej duże ryby. Łosoś, którego właśnie kupiłam był cały, tylko wypatroszony. Nie lubię zdejmować skóry z ryby i wyciągać kręgosłupa… Więc najczęściej korzystam z uprzejmości Pana, który pracuje na stoisku rybnym w pobliskim sklepie. On zawsze z uśmiechem obierze dla mnie łososia. To miłe! Ale tym razem zakupy robiłam gdzie indziej i oczywiście tego Pana tam nie było… Dlatego w domu musiałam sama walczyć z tą skórą. Udało się! Mogłam wreszcie zabrać się za przygotowanie dania. Zaczęłam od tego, że pokroiłam rybę na kawałki, skropiłam mocno wyciśniętym sokiem z cytryny, posypałam bardzo obficie pieprzem i pozwoliłam jej „odpocząć”. Ten pieprz był bardzo ważny w tym wydaniu łososia. Jego smak podkreśliła jeszcze dodana do gotowania whisky. Spróbujcie!
Łosoś z pieprzem i whisky
4 kawałki łososia bez skóry (i najlepiej bez ości)
2-3 łyżki whisky( nie musi być Single Malt, oczywiście!! Ja dałam burbon, Jim Beam)
dużo świeżo zmielonego pieprzu, najlepiej jeśli zmielony jest dość grubo
sól
100ml śmietanki – ja dałam kremówkę 30%, ale może być 18%, wtedy po prostu będzie bardziej wodnista i tylko dłużej będzie trwało jej gęstnienie.
2-3 łyżki siekanej cebulki dymki, może też być szczypiorek.
do smażenia łyżka oliwy nie z pierwszego tłoczenia
Na rozgrzanej patelni z oliwą położyłam posolone i wcześniej posypane pieprzem kawałki łososia.
Dosypałam go jeszcze trochę w miejscach, do których pieprz wcześniej nie dotarł .
Smażyłam na dużym ogniu, przez parę minut z każdej strony, żeby ryba się przyrumieniła nieco.
Wlałam whisky (a właściwie whiskey, bo to przecież burbon, amerykańska whiskey!) i na takim dużym ogniu smażyłam przez chwilę, aż prawie cały alkohol wyparował. Wtedy zmniejszyłam płomień i wlałam śmietankę. Pozwoliłam jej zgęstnieć i zaraz potem zdjęłam patelnię z ognia.
Posypałam danie posiekaną cebulką dymką i już było gotowe!
Zielona sałata z winegretem doskonale do tego pasowała, polecam!
Basia



