Archiwum dla autora ·

Basia

·...

Ogrodowe uprawy i torcik z malinami na imieniny

komentarze 2

Nasze tegoroczne uprawy ogrodowe są naprawdę imponujące!  Codziennie przynoszę z ogrodu nowe, żółte i zielone cukinie, mamy własną rukolę i bazylię, a nawet fasolkę szparagową i marchewkę. Zaczynają dojrzewać dynie, już jedną, naprawdę wielką, przyniosłyśmy z Córką z ogrodu, waży chyba ze 20 kilogramów! A kolejne dojrzewają. Zaczynają czerwienić się pomidory. Pierwsze już zerwałam, a jutro pewnie następne będą już gotowe do zerwania. Ciekawe, czy zanim zrobi się chłodno zdążą dojrzeć papryki, bo są jeszcze całkiem małe?

 

 

Naprawdę jestem dumna z tych naszych upraw, bo przecież do tej pory w ogóle nie zajmowałam się ogrodnictwem i szczerze powiedziawszy, w ogóle się na tym nie znam 🙂

W tym roku pięknie obrodziła nasza renkloda ulena i zrobiłam kilka słoików dżemu śliwkowego. Przyda się zimą do wypieków 🙂

Niestety mało jest w naszym ogrodzie malin w tym roku, ale na szczęście można z łatwością kupić piękne maliny i zajadać do woli.

Kupiłam więc 2 duże opakowania i zrobiłam Mężowi torcik z malinami na imieniny.

Zdecydowałam się na taki deser, który mój Mąż bardzo zawsze lubił, a od  dawna go nie robiłam. Chyba o nim po prostu zapomniałam…

To jest taki deser, który nauczyłam się robić wiele lat temu od moich znajomych, sióstr Joanny i Basi.  W moim notesie z przepisami deser ten zatytułowany jest ich nazwiskiem. Wiem, że Joanna czasem tu zagląda, dlatego pozdrawiam  obie serdecznie,  jeśli  to teraz czyta 😉

Torcik przygotowuje się z budyniu ugotowanego z mleka, cukru i żółtek. Wystudzony budyń miksuje się z miękkim masłem. Można do takiej masy dodawać przeróżne owoce, w zależności od sezonu: truskawki, maliny czy drylowane wiśnie. Zimą można też dawać mrożone owoce.

Zapamiętałam, że trzeba bardzo uważać, żeby podczas gotowania budyniu jajka się nie ścięły. No i żeby budyń się nie przypalił. Wielokrotnie miałam z tym problemy…

Dlatego tym razem wypróbowałam trochę inny sposób i  kolejność czynności, niż w oryginalnym przepisie.

Ubiłam robotem żółtka z cukrem na gęstą pianę, zagotowałam mleko. Gorące przelałam do miski z ubitymi żółtkami i dalej miksowałam. Potem przelałam masę jajeczno-mleczną do miski i wstawiłam do kuchenki mikrofalowej, żeby budyń zgęstniał. Włączałam na kilkanaście sekund, potem wyłączałam, otwierałam drzwiczki i mieszałam, znów na  kilkanaście sekund włączałam kuchenkę mikrofalową. I tak parę razy, aż budyń był puszysty i gęsty. Wyjęłam z kuchenki mikrofalowej i zostawiłam do wystygnięcia (można to robić również ustawiając miskę z budyniem w gorącej kąpieli, można próbować stawiać po prostu garnek na kuchni).

Ubiłam masło na krem, stopniowo, bardzo powoli  dodawałam wystudzony budyń do ciągle miksowanego masła. Tu trzeba bardzo uważać, żeby masa się nie ścięła Podstawową sprawą jest dobrej jakości masło i jednakowa temperatura masła i budyniu. U mnie temperatura  była podobna, ale masło, mimo zapewnień sprzedającej pani, niestety  chyba musiało mieć zbyt dużo wody w sobie, bo trochę się ścięło.

Do masy maślano-budyniowej dodałam również 2 łyżeczki mojej ulubionej pasty waniliowej produkcji Nielsen-Massey. Można oczywiście dać po prostu esencję waniliową.

Tortownicę wyłożyłam papierem do pieczenia. Ułożyłam spód z biszkoptów, ułożyłam z nich również ”palisadę” dookoła brzegu.

Zmiksowałam maliny z 3 łyżkami cukru, następnie przetarłam mus przez sito.

Spód biszkoptowy posmarowałam mniej więcej połową musu, położyłam na nim warstwę malin. Następnie położyłam całość kremu budyniowego i wyrównałam wierzch. Posmarowałam górę resztą musu i ułożyłam na wierzchu maliny. Torcik wstawiłam do lodówki, żeby całość stężała.

Torcik wg. Joanny i Basi

1 szklanka mleka ( dałam 250 ml)

1/2 szklanki cukru ( dałam 125 g)

6 żółtek

250 g masła

2 łyżeczki pasty z wanilii (lub odpowiednia ilość esencji waniliowej)

 

1 1/2  dużego opakowania malin, z tego 1/2 opakowania zmiksować z 3 łyżkami cukru na mus, reszta malin do posypania na biszkoptach posmarowanych musem i podobnie na wierzchu torciku.

 

 

Smacznego,

Basia

 

 

Bakłażan na długowieczność

Brak komentarzy

Do ugotowania dzisiejszego dania zainspirowała mnie książka, którą dostałam parę dni temu od mojej Siostry i  właśnie zaczęłam ją czytać.

„W miasteczku długowieczności. Rok przy włoskim stole” autorstwa Tracey Lawson, to  dwanaście miesięcy z życia Campodimele, włoskiego miasteczka położonego w połowie drogi między Rzymem i Neapolem, w którym średnia długość życia mieszkańców wynosi 95 lat. Autorka, brytyjska dziennikarka, pojechała tam żeby zgłębiać tajemnicę wspomnianej długowieczności mieszkańców miasteczka. Niewątpliwie ogromną (a pewnie  nawet najważniejszą) rolę  gra w niej dieta i tryb życia mieszkańców Campodimele.

Książka, która jest pięknym portretem miejsca i  mieszkańców tego włoskiego miasteczka, zawiera również wiele ciekawych przepisów na dania przez nich jedzone.

Choć zaczęłam dopiero czytać tę książkę, nie mogłam się powstrzymać, żeby zajrzeć do niej głębiej i zobaczyć więcej przepisów.

Spodobał mi się jeden z pomysłów na bakłażany i postanowiłam wykorzystać go do dzisiejszej kolacji, wprowadzając naprawdę niewielkie zmiany 🙂

Bakłażany z parmezanem i mozzarellą

porcja dla 2 osób

 

1 średni bakłażan pokrojony w plastry o grubości około 0,8-1 cm

parę łyżek mąki

1 nieduża cebula posiekana

ok 200 g pomidorów krojonych ( dałam takie przyprawione bazylią i czosnkiem, ale najlepiej by było dać domowy sos zrobiony z pomidorów)

2 spore ząbki czosnku

około 1/2 łyżeczki suszonego oregano

oliwa do smażenia

sól, szczypta cukru do smaku

pieprz

100 g mozzarelli pokrojonej w cienkie plastry

około 50 g utartego parmezanu albo pecorino romano

świeże listki oregano

 

Rozgrzać piekarnik do około 180 stopni.

Plastry bakłażana obtoczyć w mące, a następnie smażyć na rozgrzanej oliwie, aż będą złote. Odstawić, najlepiej położyć na papierze, żeby wchłonął tłuszcz.

Na patelni zeszklić na oliwie cebulę, nie podsmażać. Dodać krojone pomidory, oregano, czosnek rozgnieciony i pieprz. Przyprawić solą i cukrem.

Do niedużego naczynia do zapiekania na dno dać nieco sosu pomidorowego, następnie ułożyć warstwę plastrów bakłażana. Polać połową sosu, posypać parmezanem (zostawić na jeszcze jedną warstwę i odrobinę na posypanie po wierzchu) położyć połowę plastrów mozzarelli. Położyć drugą warstwę bakłażana, potem znów sos, parmezan i mozzarellę na wierzch. Posypać listkami oregano i wstawić do piekarnika na około 30. Posypać pozostałym parmezanem i zapiekać jeszcze około 10 minut, aż ser będzie złocisty. Po wyjęciu z piekarnika odstawić na 10-15 minut i podać posypane świeżymi listkami oregano.

Danie jest raczej delikatne i nie jest bardzo słone, więc jeśli lubicie bardziej pikantne i słone, to można dodać chili do sosu pomidorowego i posolić plastry bakłażana.

Bardzo polecam, smacznego!

 

Basia

 

 

 

 

 

 

 

Lody borówkowe i czekoladowe

komentarze 2

Lody domowej produkcji, przygotowane metodą niewymagającą mieszania, stały się u nas w domu hitem sezonu.

Robiłam je już z czarnymi porzeczkami, o czym pisałam, potem były truskawkowe, a teraz borówkowe i czekoladowe z nutą kawy (te czekoladowe specjalnie dla mojego Męża).

To jest naprawdę najprostsza i najszybsza w przygotowaniu, a jednocześnie niezwykle smaczna wersja lodów.

Borówkowe mają do tego zniewalający kolor!

Szczerze polecam ten deser, bo niewielkim nakładem pracy można mieć pyszną przyjemność w zamrażarce, dostępną potem na zawołanie.

U nas w domu wszyscy się już przyzwyczaili, że zawsze, gdy sięgną do zamrażarki, znajdą tam coś dobrego… 🙂

 

Lody borówkowe (czyli jagodowe)

 

4 jajka

150 g cukru ( 100+50)

250 g borówek

400 ml śmietanki kremówki

 

Jajka ubijać ze 100 g cukru, aż masa będzie puszysta. Ja to robię, tak jak pisałam poprzednio, przy użyciu robota, zostawiam na dłuższą chwilę pracujący robot i masa jest bardzo puszysta i gęsta ( można tez, jak ktoś lubi tę metodę, ubijać  w gorącej kąpieli, jak masa zgęstnieje odstawić do wystygnięcia).

W blenderze zmiksować borówki z resztą cukru i odstawić.

Śmietankę ubić na sztywno i odstawić.

Do gęstej i puszystej masy jajecznej dodawać stopniowo borówki i śmietankę i ciągle ubijać. Gotową masę lodowa przełożyć do formy wyłożonej folią do żywności, dokładnie zawinąć folią formę i wstawić do zamrażarki. W zależności od temperatury panującej w zamrażarce i od kształtu formy, zamrażanie trwa od paru do kilku godzin.

Ja mrożę w „keksówkach”, czyli podłużnych formach i kroję potem te lody na plastry.

Można również zamrozić w pudełku i nabierać lody gałkownicą.

 

Lody czekoladowe z nutą kawy

( to jest trochę mniejsza porcja niż borówkowych)

 

3 jajka

100 g cukru

300 ml śmietanki

2-3 łyżeczki kawy rozpuszczalnej

150 g czekolady gorzkiej ( min 70 % kakao)

2-3 łyżki wódki

 

Jajka ubić z cukrem (jak wyżej).

Do śmietanki dodać kawę i ubić na sztywno.

Czekoladę rozpuścić w gorącej kąpieli albo w kuchence mikrofalowej, przestudzić nieco.

Do masy jajecznej dodawać rozpuszczoną czekoladę i ciągle miksować, dodać śmietankę i dalej miksować, aż masa lodowa będzie jednorodna. Dodać alkohol i jeszcze przez chwilę miksować. Gotową masę przełożyć, do formy, jak w przepisie powyżej.

 

 

Smacznego,

 

Basia

 

 

 

 

 

 

 

Szybki chleb z cebulą, orzechami i słonecznikiem

Brak komentarzy

 

Zazwyczaj kupuję pieczywo w naszych ulubionych piekarniach. Kupuję więcej, część zamrażam, a potem wyjmuję z zamrażarki, kiedy jest potrzeba.

Jeśli to są bułki, to przed podaniem wstawiam- takie już rozmrożone- do nagrzanego piekarnika, żeby były pysznie chrupiące.

Może niektórzy skrzywią się na pomysł jedzenia bułek, że niezdrowe i tym podobne…

Ale dla mnie sobotnie czy niedzielne śniadanie musi  właśnie takie gorące i chrupiące bułki zawierać. I już!

Czasem jednak zdarzy się, że zapasy zamrażarkowe skończą się  nieoczekiwanie i wtedy muszę poradzić sobie inaczej.

W zależności od okoliczności, piekę wtedy jakieś domowe pieczywo: focaccie, orientalne chlebki albo jakiś chleb.

Tym razem to był szybki chleb z dodatkiem podsmażonej cebuli, orzechów i słonecznika.

Szybki, bo z dodatkiem proszku do pieczenia i sody, a nie z drożdżami, czy zakwasem, więc niewymagający rośnięcia.

Taki chleb można naprawdę mieć szybko, właściwie tylko tyle czasu potrzeba, ile zabiera pieczenie go, czyli około 45-50 minut

A do środka można przecież dodać, co dusza zapragnie!  Utarty ser, posiekane suszone pomidory, oliwki, szynkę, zioła, czy co tam Wam przyjdzie do głowy.

 

 

Szybki chleb  z cebulą, orzechami włoskimi i słonecznikiem

 

250 g mąki pszennej

200 g mąki pszennej  razowej

1 łyżka proszku do pieczenia

1/2 łyżeczki sody oczyszczonej

2 jajka

50 g oliwy

1 cebula posiekana i podsmażona na oliwie

50 g posiekanych orzechów włoskich

50 g ziaren słonecznika

250 g jogurtu naturalnego

1 łyżka cukru demerara

sól- ilość według uznania, ja dałam około 1 łyżeczki.

Jeśli do środka dacie ser, suszone pomidory, szynkę czy oliwki, to wtedy trzeba uważać z solą.

 

Rozgrzać piekarnik do około 180 stopni.

Na oliwie podsmażyć, ale nie przypalić, posiekaną cebulę. Odstawić do wystygnięcia.

Wymieszać lub zmiksować (ja użyłam robota kuchennego, jak zwykle)  mąkę z proszkiem i sodą, oliwę, jajka, cukier, sól, jogurt.

Do ciasta dodać cebulę, orzechy i słonecznik, znów wymieszać dokładnie.

Przełożyć do formy wyłożonej papierem do pieczenia, wyrównać na wierzchu, posypać słonecznikiem, sezamem albo siemieniem lnianym (ja dałam właśnie siemię) i wstawić do piekarnika. Piec około 50 minut, aż chleb wyrośnie wysoko, będzie rumiany z wierzchu i w środku upieczony (sprawdzić koniecznie patyczkiem).

Wyjąc i wystudzić.

Doskonale smakuje jako baza do kanapki, ale też zupełnie solo. Albo posmarowany  masłem albo polany dobrą oliwą!

Smacznego,

 

Basia

Muffinki z grillowanymi warzywami, suszonymi pomidorami i cheddarem

Brak komentarzy

Dziś propozycja dla wielbicieli muffinek na słono: muffinki z grillowanymi warzywami, suszonymi pomidorami i serem cheddar, czyli coś zamiast kanapki.

Najpierw trzeba przygotować warzywa, czyli pokroić je, wrzucić na rozgrzaną patelnię z odrobiną oliwy albo oleju roślinnego. Przyprawić solą, pieprzem, odrobiną octu winnego i czosnkiem. Czosnek należy dodać na krótko przed końcem grillowania, żeby się nie przypalił, bo wiadomo, że wtedy będzie gorzki.

Gotowe warzywa odstawić, żeby przestygły. Pokrojoną cebule zeszklić na odrobinie oliwy i odstawić do ostygnięcia.

Rozgrzać piekarnik do około 180 stopni.

Przygotować ciasto na muffinki, mieszając albo miksując składniki przy pomocy robota kuchennego.

Jeśli warzywa grillowane były w większych kawałkach, to pokroić je po wystygnięciu w kostkę o boku około 1,5 cm. Do gotowego ciasta dodać pokrojone grillowane warzywa, zeszkloną cebulę, pokrojone dość drobno suszone pomidory, posiekane liście świeżego oregano i wymieszać.

Można do ciasta dodać jeszcze trochę utartego cheddara, bardzo to lubię. Tym razem jednak nie dodałam sera, bo po prostu zapomniałam!

Ciasto wkładać porcjami do papierowych papilotek ułożonych w formie do pieczenia muffinek. Na każdej babeczce położyć nieco utartego cheddara i wstawić do piekarnika.

Piec przez około 25-30 minut, aż będą złociste z wierzchu, uważając, żeby nie przypalił się ser. Wyjąć, gdy babeczki będą rumiane i w środku upieczone (sprawdzić wbijając patyczek, jeśli będzie suchy,  to znaczy, że babeczki są gotowe).

 

 

Muffinki z grillowanymi warzywami, suszonymi pomidorami i cheddarem

12 sztuk

 

300 g mąki

30 g oleju

100 g śmietany 18 %

50 ml mleka

1/2 łyżeczki sody oczyszczonej

2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia

1 jajko

spora szczypta soli – według uznania, ale ciasto na takie muffinki musi być posolone, bo inaczej będzie po prostu mdłe.

cukinia, bakłażan, papryka czerwona i zielona – warzywa wcześniej grillowane na odrobinie oliwy lub oleju, pokrojone w kostkę, przyprawione solą, octem winnym i dwoma rozgniecionymi sporymi ząbkami czosnku – w sumie około 300 g

1 cebula posiekana i podsmażona na oliwie lub oleju

ok. 50 g pomidorów suszonych pokrojonych drobno

garść listków świeżego oregano

pieprz

ok.30 g utartego sera cheddar lub innego do posypania muffinek przed pieczeniem

 

 

Smacznego,

 

Basia

 

 

 

Kruszonka z owocami

Brak komentarzy

Miałam dziś ogromną ochotę na ciasto z owocami, najlepiej takie z kruszonką. Albo nawet na samą kruszonkę z owocami…

Mojej Córce oczy zaświeciły się na ten pomysł, więc zabrałam się za pieczenie.

To nie jest taka typowa kruszonka, proporcje i składniki są trochę inne, ale efekt bardzo smaczny!

Z pewnością do takiego wypieku można użyć też innych owoców, ja dałam nektarynki i borówki.

 

Kruszonka z owocami

350 g mąki

2 żółtka

3 łyżki śmietany 18%

215 g masła

szczypta soli

100 g cukru pudru

 

400 g nektarynek ( pozbawionych pestek) i pokrojonych w plasterki

250 g borówek ( czyli czarnych jagód- to informacja dla tych nie z Krakowa 🙂 )

cukier puder do posypania gotowego ciasta

 

Z podanych wyżej składników szybko zagnieść ciasto, uformować z niego 2 kule i wstawić do lodówki, albo lepiej do zamrażarki. Jeśli chcecie szybko zabierać się za pieczenie, to  na pewno proponuję  ciasto włożyć do zamrażarki.

Rozgrzać piekarnik do około 170 stopni.

Naczynie do pieczenia wysmarować masłem, wyjąć ciasto (jedną część, druga niech czeka na swoją kolej w zamrażarce) i zetrzeć na grubej tarce na dno naczynia  i lekko przycisnąć, tworząc spód ciasta.

Położyć na cieście nektarynki pokrojone w plasterki, a na nie wysypać borówki, uważając żeby owoce nie dotykały brzegu naczynia, bo będą się przypalać.

Wyjąć drugą część ciasta, zetrzeć na tarce i równomiernie rozłożyć na wierzchu.

Wstawić do piekarnika i piec około 35-40 minut, aż wierzch będzie złocisty.

Po wyjęciu z piekarnika posypać cukrem pudrem i  koniecznie podawać jeszcze ciepłe, bo takie jest najlepsze!

 

 

Smacznego,

 

 

Basia

Porzeczki z porzeczkami

Brak komentarzy

Czarne porzeczki to owoce, które kojarzą mi się z pełnią lata.

Przyznam, że jako dziecko i nastolatka bardzo ich nie lubiłam.

Na szczęście przyszedł czas, że doceniłam walory smakowe czarnych porzeczek i teraz z ogromną przyjemnością wykorzystuję je w kuchni. Najczęściej używam ich do deserów.

Fantastyczny jest sos ze zmiksowanych świeżych porzeczek z dodatkiem cukru. Zawsze taki sos przecieram przez sito, bo pestki i skórki z porzeczek skutecznie psują przyjemność jedzenia.

Taki sos można dodać do lodów, kremów, panna cotty, naleśników i wielu innych rzeczy.

Dziś wzbogaciłam go o odrobinę likieru Creme de Cassis i użyłam do (również) porzeczkowego semifreddo.

To było naprawdę pyszne!

 

Porzeczkowe semifreddo z sosem z czarnych porzeczek

 

semifreddo:

4 jajka

150 g cukru

400 ml śmietanki kremówki

 

275 g czarnych porzeczek

75 g cukru

 

 

sos porzeczkowy:

250 g czarnych porzeczek

3 łyżki cukru – lub według uznania, ale lody są dość słodkie, więc sos, według mnie, nie powinien być za słodki

parę łyżek Creme de Cassis

Jajka ubić z cukrem na bardzo puszystą masę. Można ubijać w gorącej kąpieli wodnej, ale ja, używając robota Kitchen Aid, zostawiam go po prostu włączonego na długą chwilę, żeby się porządnie ubiło i nie stosuję kąpieli gorącej.

Osobno ubić śmietankę i dodawać stopniowo do ubitych jajek.

Porzeczki zmiksować z cukrem, przetrzeć przez sito i dodać do masy śmietankowo-jajecznej. Wszystko miksować jeszcze przez chwilę, aż będzie dokładnie wymieszane.

Prostokątną formę do pieczenia (keksówkę) wyłożyć folią do żywności i wlać do niej porzeczkową masę. Dokładnie przykryć folią i wstawić do zamrażarki na kilka godzin.

To jest ten cudowny rodzaj lodów, który nie wymaga mieszania 🙂 Uwielbiam je!

Kiedy semifreddo się mrozi, przygotować sos.

Porzeczki zmiksować z cukrem, przetrzeć przez sito, a następnie dodać Creme de Cassis i wymieszać.

Po wyjęciu z zamrażarki semifreddo kroić na plastry, podawać z sosem z porzeczek ozdobione miętą albo melisą.

Moja Córka przygotowała jeszcze drugi sos, z białej czekolady (biała czekolada rozpuszczona w kuchence mikrofalowej  wymieszana ze  śmietanką kremówką), więc chętni mogli polać swoją porcję dwoma sosami.

Ja jednak poprzestałam na porzeczkowym sosie 😉

 

 

Smacznego,

 

Basia

Roladki z grillowanej cukinii

komentarze 4

Cukinie w naszym ogrodzie dojrzewają jak szalone.

Codziennie zbieramy nowe.

I choć naprawdę bardzo lubimy grillowane warzywa w kanapce i bez kanapki oraz zapiekanki z cukinii przygotowane na różne sposoby, to tegoroczna podaż ogrodowej cukinii przerasta popyt! I mimo, że zbieram tylko małe cukinie, bo takie są absolutnie najsmaczniejsze, szuflada na dole lodówki jest ich ciągle pełna. Zatem trzeba zwiększyć repertuar dań na bazie tego warzywa…

Właśnie zrobiłam roladki z grillowanej cukinii z nadzieniem z kremowego serka i ziół 🙂

 

Roladki z grillowanej cukinii

 

3 nieduże cukinie pokrojone w cienkie plastry i grillowane na patelni z dodatkiem odrobiny oliwy i lekko posolone, ja dałem 2 zielone cukinie i jedną żółtą

200 g serka kremowego (dałam Turek)

50 g sera Bursztyn utartego na drobnej tarce ( można dać Parmezan albo inny twardy, ostry ser)

rozgnieciony ząbek czosnku

garść listków świeżego oregano

garść posiekanego drobno szczypiorku

listki świeżej bazylii posiekane

pieprz

szczypta chili

odrobina Parmezanu albo Bursztynu do dekoracji

 

Twarożek, czosnek, utarty ser, przyprawy i posiekane zioła (zostawić nieco listków ziół do dekoracji) wymieszać razem dokładnie.

Na jednym końcu wystudzonych całkiem plastrów grillowanej cukinii  kłaść porcję nadzienia, zwinąć i ułożyć na talerzu wolnym końcem pod spodem.

Ozdobić listkami świeżych ziół i odrobiną utartego sera.

Podawać na zimno.

 

 

Smacznego,

 

Basia

Tarta z malinami i śmietankowym kremem

Brak komentarzy

Sezon  malinowy w pełni, więc trzeba z niego korzystać!

Maliny, to jedne z moich ulubionych owoców, najlepsze są oczywiście świeże i jedzone na surowo. Najlepiej prosto z krzaka w ogrodzie 🙂

Naszych ogrodowych malin jest niestety za mało, żeby robić tartę, więc tę, o której dziś piszę, przygotowałam z malin kupionych na straganie.

Muszę przyznać, że były naprawdę wyśmienite, słodkie i całkiem suche.

Zatem, jeśli macie ładne maliny i ochotę na niekłopotliwą tartę, to może spróbujecie tej?

 

185 g mąki

1 żółtko

125 g schłodzonego masła

4-5 łyżeczek cukru

4-5 łyżek zimnej wody, jeśli będzie trzeba

szczypta soli

 

Z powyższych składników zagnieść szybko ciasto, utworzyć kulę, zawinąć w folię do żywności i schłodzić w lodówce.

Schłodzone ciasto rozwałkować bardzo cienko i wyłożyć ciastem formę do tarty, wcześniej wysmarowanej tłuszczem. Oczywiście podnieść brzegi tarty.

Ciasto nakłuć widelcem i wstawić z powrotem do lodówki i jeszcze przez chwilę chłodzić. Rozgrzać piekarnik do około 180 stopni,  a następnie upiec spód na złocisty kolor. Gotowy wyjąć i odstawić do wystygnięcia.

Przygotować krem: ubić śmietankę kremówkę, na koniec dodać cukier puder i wanilię. Osobno utrzeć serek kremowy i do utartego dodawać stopniowo śmietankę, jeśli trzeba, dosłodzić. Może się okazać ( to wielce prawdopodobne, albo nawet pewne), że serek jest trochę posolony, wtedy może być potrzeba dodania większej ilości cukru.

Gotowy i wystudzony spód posmarować cienko galaretką owocową (zostawiając ok. 2 łyżki do posmarowania owoców z wierzchu), położyć na nią krem śmietankowy, a na krem wysypać maliny. Galaretkę do posmarowania owoców podgrzać ( najprościej w mikrofalówce), a następnie pędzlem posmarować lekko owoce. Tartę wstawić do lodówki, albo od razu podać ozdobioną listkami mięty albo melisy.

 

 

Nadzienie tarty:

 

200 ml śmietanki kremówki

opakowanie 200 g serka kremowego Turek

2-3 łyżki cukru pudru (lub według uznania)

ekstrat lub esencja naturalna  z wanilii (ja dałam moją ulubioną Madagascar Bourbon Pure Vanilla Bean Paste, produkcji Nielsen-Massey. Ona ma takie czarne, maciupeńkie ziarenka i to fajnie wygląda w kremach czy lodach

duże opakowanie malin

słoiczek domowej galaretki z czerwonych i czarnych porzeczek, ale możecie dać jakąś inną, jaką lubicie.

 

 

Smacznego,

 

Basia

 

 

 

Ciasto z owocami na letni piknik

komentarze 2

Zostaliśmy zaproszeni na popołudniowy piknik, na parę godzin na trawie, w parku.

W związku z upałem, przewidziane były leniwe gry i zabawy, w tym angielski krokiet (croquet, nie mylić z krykietem – cricket), no i oczywiście jedzenie!

Nie wiedziałam, co inni przyniosą, więc zdecydowałam się na upieczenie ciasta.

Ciasto na piknik musi być łatwe do transportu i podania w warunkach polowych. A latem, tak sądzę,  powinno to być ciasto z owocami

Właśnie rano byłam na zakupach i kupiłam piękne i dojrzałe morele i wiśnie,  więc sytuacja   była jasna, jakie to będzie ciasto.

Ciasto na letni piknik 

 

250 g mąki

2 łyżeczki proszku do pieczenia

125 g miękkiego masła

2 jajka

185 g cukru demerara

250 g śmietany 18 %

 

około 200 g moreli (pozbawić je pestek i pokroić na mniejsze części)

około 20-25 wiśni ( wydrylować)

 

2 łyżki płatków migdałowych

cukier puder do posypania po upieczeniu

 

Rozgrzać piekarnik do około 180 stopni.

Utrzeć masło z cukrem (ja robiłam to oczywiście robotem), stopniowo i powoli dodawać jajka podczas ucierania. Jeśli masa się zetnie w którymś momencie podczas ucierania, to nie ma problemu, zwykle dodanie mąki załatwia sprawę 😉

Do masy maślano-jajecznej dodawać stopniowo mąkę i śmietanę i dalej miksować.

Podłużną formę do pieczenia (keksówkę) wyłożyć papierem do pieczenia i przełożyć gotowe ciasto.

Pokrojone morele położyć na wierzchu i wciskać lekko w ciasto, podobnie postępować z wiśniami.

Wierzch ciasta posypać płatkami migdałowymi i wstawić do piekarnika.

Piekłam to ciasto w sumie godzinę i pięć czy dziesięć minut.

Po około kwadransie czy 20 minutach od włożenia do piekarnika ciasto zaczęło się niebezpiecznie rumienić. Przykryłam je wtedy folia aluminiową i do końca już piekłam pod tym przykryciem,

Wyjęłam ciasto z piekarnika,  kiedy patyczek wbity w nie, wyjmowałam suchy.

Gotowe ciasto posypałam cukrem pudrem. Kiedy lekko przestygło, pokroiłam je, żeby na pikniku było już od razu gotowe do jedzenia, a następnie zapakowałam dość bezpiecznie, jak sądziłam, w grubą folie aluminiową. I choć ciasto zostało nieco poturbowane w drodze, to jednak nie wpłynęło to negatywnie na jego smak i prezencję i zostało zjedzone na pikniku do ostatniego kawałka.

 

Smacznego,

 

 

Basia

 

 

Facebook

Likebox Slider for WordPress