Archiwum dla autora ·

Basia

·...

Gazpacho, czyli zimna zupa pomidorowa :-)

Brak komentarzy

Z tym daniem zetknęłam się po raz pierwszy wiele lat temu podczas pobytu w Hiszpanii.

To jest taka zimna zupa, którą przyrządza się bez gotowania,  z dojrzałych  pomidorów, ogórka, papryki, oliwy i czosnku, które miksuje się razem.

Pierwszy raz, kiedy jadłam gazpacho (przygotowane przez Hiszpankę!)  wyraźnie wyczuwalne były w nim kawałki skórki pomidora albo papryki. Nie wiem właściwie, jak to się stało, że polubiłam tę zupę…, bo w takim wydaniu, była według mnie nieakceptowalna. Skórki z pomidora i papryki muszą być  usunięte, przecież!

Gazpacho, to fantastyczne, orzeźwiające i lekkie danie na upalne dni, zmiksowane na gładki krem i schłodzone, można podać z drobno pokrojonym dodatkowo pomidorem, ogórkiem, papryką, przygotowanymi wcześniej grzankami, albo po prostu kawałkami chleba. Choć to pierwsze w moim życiu gazpacho, podane było zupełnie bez dodatków, o ile pamiętam.

Jeśli nie ma czasu na chłodzenie, można do niego wrzucić w zamian parę kostek lodu.

Teraz mamy doskonały czas na przygotowywanie gazpacho, więc bierzmy się do tego, jak najczęściej!

 

Gazpacho

2 porcje

 

2 spore, dojrzałe pomidory sparzone i pozbawione skórki

1/2 niedużej cebuli posiekanej

dodatkowo 1 średni pomidor pokrojony w kosteczkę (czy ze skórką, czy bez, to już sami decydujcie, ja nie lubię do bezpośredniego jedzenia zdejmować skórki z pomidorów, bo wtedy tracą według mnie swój pomidorowy charakter)

1 średni ogórek – 1/3  ogórka zostawić i pokroić w kosteczkę na przykład

około 1/2 czerwonej papryki – 1/3 tej porcji również zostawić i drobno pokroić

ząbek czosnku

2 łyżki oliwy

sól

szczypta cukru

ocet winny

szczypta chili

listki świeżego oregano do przybrania

 

 

W blenderze zmiksować sparzone i obrane pomidory z posiekaną cebulą, kawałkiem posiekanej  papryki, kawałkiem ogórka, rozgniecionym czosnkiem, oliwą, przyprawami.

Zmiksowaną zupę przetrzeć szybko przez sitko, żeby usunąć skórki z papryki. Zupę wstawić do lodówki, albo dodać do niej kilka kostek lodu, żeby ją schłodzić.

W miseczkach lub na talerzach położyć odłożone, wcześniej pokrojone warzywa (pomidor, papryka i ogórek), nalać zupę, przybrać listkami świeżego oregano.

Podać z grzankami z bułki, albo z kawałkami chleba.

My zjedliśmy gazpacho z  resztą wczoraj upieczonego chleba z cukinią i papryką i było naprawdę fantastyczne 🙂

 

 

Smacznego,

 

Basia

 

 

 

 

 

Chleb z cukinią

Brak komentarzy

Nie wspominałam jeszcze o tym, że w tym roku postarałyśmy się z Córką o prawdziwe grządki w ogrodzie. To znaczy, poprosiłam Męża o nie, a on wraz ze swoją Mamą je przygotował 🙂

Umiem się urządzić, prawda?

Grządek nie jest zbyt wiele, a przygotowałyśmy z Córką wiele rozsad wczesną wiosną, więc grządki są zasadzone znacznie intensywniej, niż powinny. W efekcie, przy takich temperaturach, jakie teraz mamy i podlewaniu,  w miejscu grządek jest już gąszcz!

Uwielbiamy cukinie, więc mamy ich dużo, zielone i żółte. Zaczynają już owocować, jak oszalałe!

Wobec tego trzeba coś z nich robić.

Ciągle jemy sporo grillowanych warzyw, ale ileż można?

Trzeba więc myśleć o innych pomysłach na wykorzystanie cukinii.

Dlatego dziś rano upiekłam chleb z cukinią.

 

Wilgotna cukinia sprawia, że chleb jest w środku dość mokry i piecze się go dłużej, niż inne drożdżowe wypieki. Wyjęłam go z piekarnika, kiedy patyczek wbity w ciasto był suchy po wyjęciu, a było to po około godzinie i  kwadransie pieczenia, albo nawet więcej. Po rozkrojeniu chleb był ciągle mocno wilgotny w środku.

Nie przejmujcie się jednak,  to nie zakalec!

Doskonale smakuje z dobrą oliwą, …właśnie przed chwilą znów pozwoliłam sobie na to 🙂

Polecam!

 

Pikantny chleb z cukinią i papryką

 

450 g mąki pszennej

200 g cukinii utartej  na grubej tarce wraz ze skórką

150 ml mleka

7 g opakowanie drożdży instant

sól

szczypta chili

spora szczypta kuminu (ale można dać przyprawy takie, jakie lubicie, a nie takie, jak ja dałam)

50 g oliwy lub oleju roślinnego

pół czerwonej papryki pokrojonej w drobną kosteczkę

garść listków świeżego, ogrodowego oregano

 

 

W misce robota wyrobiłam  wszystkie składniki ciasta ( poza cukinią, papryką i oregano), dodałam  następnie cukinię, wymieszałam. Potem dodałam pokrojoną paprykę i oregano i znów wymieszałam wszystko.

Rozgrzałam piekarnik do około 150 stopni.

Lekko wyrośnięte ciasto przełożyłam do formy wyłożonej papierem do pieczenia i wstawiłam do piekarnika. Piekłam przez około godzinę i kwadrans, ciasto było złociste z wierzchu i patyczek wbity w nie, wyjmowałam suchy, kiedy wyjęłam chleb z piekarnika.

 

 

Smacznego,

 

 

Basia

 

Truskawkowe lody!

Brak komentarzy

U mnie znowu lody!

Ale jest lato, gorąco, cudownie! Więc trzeba jeść lody, a najlepiej truskawkowe, bo sezon na truskawki właśnie trwa i nim się obejrzymy, truskawki się skończą. Zatem jedzmy truskawki! W lodach również 🙂

Moje dzisiejsze lody truskawkowe zrobione są między innymi z custardu, tak,  jak te lody z malinami, o których  pisałam w poprzednim poście. Tam też znajdziecie wskazówki dotyczące przygotowania custardu, czyli budyniu z żółtek, cukru i śmietanki. Jeśli nie czytaliście, to koniecznie sprawdźcie, zanim zabierzecie się za robienie lodów w ten sposób.

Wspominałam ostatnio, że dla tych, co nie mają maszynki do lodów, takie lody z budyniu są absolutnie najlepszym i najwygodniejszym rozwiązaniem, bo w sumie odpada problem mieszania lodów.

I choć pewnie wielu powie, po cóż zawracać sobie głowę robieniem lodów?! Przecież najprościej kupić pudełko pysznych lodów w sklepie! To ja zdecydowanie wybiorę tę wersję z odrobiną wysiłku przy przygotowaniu domowych lodów z prawdziwych żółtek, śmietanki, cukru, wanilii i świeżych owoców niż bezwysiłkowe opakowanie z zagęstnikami, substancjami identycznymi  z naturalnymi, proszkami jajecznymi i innymi wzmacniaczami smaku i wszelakimi polepszaczami. Lubię wiedzieć, co jem.

Te lody truskawkowe, w związku z tym, że zawierają sporo truskawek (czyli jednocześnie sporo wody), należy wyciągnąć z zamrażalnika, czy zamrażarki  na dobrą chwilę przed podawaniem. Myślę, że może to być kwadrans, albo nawet więcej.

 

Lody truskawkowe

 

custard (czyli budyń, ugotować według przepisu z poprzedniego mojego wpisu na temat lodów z malinami. Tym razem połączyć mleko ze śmietanką i postępować tak, jak poprzednio z samą śmietanką)

5 żółtek

100 g cukru

250 ml śmietanki kremówki

250 ml mleka

naturalny ekstrakt, esencja czy pasta z wanilii

 

350 g truskawek zmiksować z 4 łyżkami cukru i sokiem z 1/2 sporej cytryny

 

250 ml śmietanki kremówki ubić

 

truskawki i świeża mięta do dekoracji

 

Ugotowany i ostudzony budyń zmiksować ze zmiksowanymi wcześniej truskawkami z cukrem i cytryną, dodać ubitą śmietankę. Wszystko dokładnie wymieszać, przełożyć do szczelnego pojemnika i wstawić do zamrażarki. Zamrażać na pewno przez co najmniej parę godzin.

Ja, podczas zamrażania, pomieszałam lody chyba 2 razy tylko. Być może w ogóle można tego nie robić. Tak podejrzewam… Ale jak sprawdzę, to Wam o tym opowiem.

 

 

 

Smacznego,

 

 

 

Basia

 

 

Domowe lody z malinami

Brak komentarzy

 

A co powiecie na pyszne, domowe lody malinowe?

Chyba trudno odmówić…

Te lody są pyszne i łatwe zarazem. Obiecuję, że warto poświęcić troszkę czasu na ich zrobienie 🙂

Do robienia lodów taką metodą przekonała mnie Nigella Lawson.

Lody wykonane tradycyjnym sposobem, to znaczy ubite jajka z cukrem i dodana ubita śmietanka, choć są z pewnością bardzo smaczne, to jednak dość kłopotliwe w przygotowaniu, o ile nie dysponuje się maszynką do lodów.

Ja właśnie ciągle takiej nie posiadam i w związku z tym trudno mi nie dopuścić do rozwarstwienia się takich lodów podczas zamrażania. Nawet bardzo częste mieszanie zamarzających lodów nie wyeliminuje tego całkowicie. W efekcie lody, choć smaczne, będą miały wyraźnie odznaczone warstwy, tę lżejszą pianową u góry i tę cięższą, którą stanowi zamrożona płynna frakcja.

Ale jeśli zrobimy lody z „custardu”, czyli ugotowanego z żółtek, cukru  i  śmietanki budyniu, to sukces pewny, a roboty wcale niedużo.

Może się zdarzyć, że budyń podczas gotowania zwarzy się, czyli zacznie się rozwarstwiać, trzeba się na to przygotować wcześniej i napełnić zlew albo dużą miskę bardzo zimną. Kiedy podczas gotowania zauważy się, że zaczyna się rozwarstwiać, trzeba natychmiast wstawić garnek z budyniem do tej wody i szybko ubijać trzepaczką, albo chociaż widelcem. Powinno pomóc. Mnie już raz pomogło.

I to jest właściwie jedyne niebezpieczeństwo, które może zagrażać podczas przygotowania tych lodów.

 

Waniliowe lody  z malinami

600 ml śmietanki 18 %

200 g cukru ( odłożyć z tego 5-6 łyżeczek z przeznaczeniem do musu z malin)

6 żółtek

naturalny ekstrakt, pasta lub esencja z wanilii

150-170 g malin świeżych albo mrożonych

2 łyżeczki octu balsamicznego, gęstego, bardzo dobrej jakości

listki świeżej mięty

 

Żółtka utrzeć z cukrem (zostawiając cukier do malin), najlepiej  ucierać robotem albo mikserem. Podgrzać śmietankę, aż będzie się niemal gotować. Do ucieranych ciągle żółtek dodawać stopniowo gorącą śmietankę. Następnie przelać masę śmietanowo-żółtkową do garnka (najlepiej z grubym dnem, żeby się nie przypalało) i ciągle mieszając przez chwilę gotować, aż masa zgęstnieje i utworzy budyń. Wtedy zdjąć z kuchenki i zostawić do wystygnięcia. Można ostudzić wstawiając po prostu do tego wcześniej przygotowanego zlewu z zimną wodą 🙂

Ochłodzone lody przełożyć do pojemnika i wstawić do zamrażarki. Zamrażać, mieszając co jakiś czas. Ale bez przesady.

Maliny zmiksować z pozostałym cukrem, dodać ocet balsamiczny. Całość przetrzeć przez sito i wstawić do lodówki.

Gdy masa  waniliowa będzie już wyraźnie gęstniała (po około godzinie, zależy od temperatury w zamrażarce), wyjąć lody z zamrażarki. Zrobić nożem wgłębienia w masie, na przykład w kształcie kółek, albo esów-floresów i w te zagłębienia wlewać malinowy mus i pozostawić. Nie mieszać! W ten sposób lody pozostaną waniliowe  i będą tylko miały delikatne, malinowe smugi.

Gdy lody całkiem się zmrożą, przed podaniem będą potrzebowały trochę czasu po wyjęciu z zamrażarki, dlatego trzeba je wyjąć i zostawić w temperaturze pokojowej na kilkanaście minut.

Gałkownicą do lodów albo łyżką nakładać porcje i koniecznie przybrać świeżą mięta!

 

Smacznego,

 

Basia

 

 

 

 

 

 

 

Krewetki ze szparagami i czosnkiem

1 komentarz

 

W gorące dni chyba nikomu nie chce się długo gotować. Zwykle też nie chce się ciężko jeść. Czosnkowe krewetki ze szparagami wydają się zatem dobrym pomysłem w takich okolicznościach.

To danie jest szybkie w przygotowaniu, bardzo lekkie i do tego niezwykle smaczne.

Szparagi są tu smażone na oliwie, a nie gotowane w wodzie i  dzięki temu pozostają chrupiące, mimo, że smaży się je pewnie co najmniej 15 minut.

Chciałabym kiedyś zrobić takie danie z surowych krewetek, ale obawiam się, że trudno będzie zdobyć surowe krewetki w Krakowie…

Skoro mamy do dyspozycji krewetki już obgotowane, to trzeba je wrzucić do tego dania na krótko przed zakończeniem smażenia szparagów, żeby zbytnio nie wyschły i nie stwardniały.

 

 

Czosnkowe krewetki z zielonymi szparagami

 

pęczek zielonych szparagów, pokrojonych na mniejsze kawałki, oskrobanych, jeśli trzeba. Moje szparagi były młodziutki i bez włókien, nawet takie całkiem grube.

około 1/2 kg krewetek ( dużych albo średnich, byle tylko nie koktajlowych!!), mrożonych, ale już rozmrożonych, pozbawionych pancerzy i ogonów

około 150 ml białego wina

sok z 1/2 dużej cytryny

sól

szczypta cukru

4 niemałe ząbki czosnku rozgniecione

sporo pieprzu

spora szczypta chili, dałam suszone chili połamane na drobne kawałki, a nie mielone

oliwa do smażenia szparagów

listki świeżego oregano

 

 

Szparagi smażyłam na oliwie, aż zaczęły mięknąć, ale ciągle były jeszcze chrupiące (ok.10 minut), dodałam czosnek, chwilę smażyłam, dodałam wino, przyprawy, sok z cytryny, dodałam krewetki i jeszcze przez kilka minut smażyłam całość, aż sos zgęstniał trochę. Gotowe danie posypałam listkami oregano.

Pysznie smakowało z kieliszkiem austriackiego Weissburgundera z zaprzyjaźnionej winnicy Michaeli i Guntera 🙂

 

 

 

Smacznego,

 

Basia

Zielona tarta z ciasta filo

komentarze 3

 

Do pieczenia tarty (a potem jedzenia, oczywiście) nie trzeba mnie nigdy namawiać.

A jeśli to jest jeszcze tarta ze szpinakiem, to biegnę do kuchni natychmiast.

Tak mniej więcej było dzisiaj, kiedy Córka zaproponowała upieczenie tarty na obiad.

Dziś zrobiłam tartę na spodzie z ciasta filo, pierwszy raz, ale na pewno nie ostatni, bo to bardzo ciekawy pomysł.

To ciasto sprawia, że całość ma taką lekką formę, w gruncie rzeczy jest prawie samo nadzienie i odrobina delikatnego, kruszącego się, chrupiącego ciasta na bokach. Bo tego ciasta pod spodem prawie się nie wyczuwa.

Dzisiejsza tarta pełna była zieleni: szpinak, groszek, fasolka i dużo świeżego oregano.

Do tego trochę pokrojonej w kosteczkę szynki (to na prośbę Córki, dla mnie szynki  mogłoby nie być), śmietanka, jajka i parmezan.  No i  oczywiście przyprawy.

Zielona tarta z ciasta filo 

 

4 arkusze ciasta filo o boku około 30 cm.

25 g  roztopionego masła do posmarowania arkuszy ciasta

około 300 g szpinaku (mrożonego, ale już rozmrożonego)

2 jajka

225 ml śmietanki kremówki

100 g szynki pokrojonej w kosteczkę

łyżka oliwy

około 250 g fasolki mrożonej i  groszku ( w sumie)

spora garść świeżych liści ogrodowego oregano

50 g utartego parmezanu

2 rozgniecione ząbki czosnku

sól

sporo pieprzu

odrobina octu winnego

szczypta cukru

 

 

Rozgrzałam piekarnik do około 180 stopni.

Każdy arkusz ciasta filo posmarowałam roztopionym masłem przy pomocy pędzla, żeby ciasto nie wyschło podczas  pieczenia. Formę do pieczenia tarty (ok.25 cm średnicy) wysmarowałam również delikatnie roztopionym masłem.

Ułożyłam arkusze z ciasta, kolejno, każdy nieco przesuwając w stosunku do poprzedniego. Nadmiar ciasta poniżej krawędzi naczynia na zewnątrz obcięłam, żeby się nie przypalało podczas pieczenia.

Formę wstawiłam do piekarnika, piekłam około 15 minut, aż ciasto zrobiło się złociste.

W tym czasie podsmażyłam szynkę na oliwie, dodałam szpinak, czosnek, odrobię octu winnego, czosnek, sól, szczyptę cukru i poddusiłam przez chwilę. Fasolkę ugotowałam w wodzie osolonej nieco i z dodatkiem cukru. Odcedziłam, gdy była gotowa, ale jeszcze chrupiąca. Groszek przelałam tylko zimną woda, nie gotowałam go.

W misce roztrzepałam jajka, dodałam śmietankę, przyprawiłam sporą ilością pieprzu, dodałam większą część utartego sera, resztę zachowałam do posypania tarty z wierzchu przed pieczeniem.

Wyjęłam gotowe ciasto z piekarnika.

Na cieście ułożyłam fasolkę, groszek, szpinak z szynką, liście oregano.

Na wierzch wylałam masę jajeczno-śmietankową, z wierzchu posypałam resztą parmezanu.

Wstawiłam tartę do piekarnika i piekłam około 20 minut, aż była z wierzchu przyrumieniona, wtedy wyjęłam ją z piekarnika.

 

Bardzo była pyszna, mmmmmm…

 

 

 

 

Polecam,

 

Basia

Pyszne ciasto czekoladowe

komentarze 2

 

Upiekłam przed chwilą pyszne czekoladowe ciasto!

Wprawdzie zasadniczo zdążyło już wystygnąć, ale jest jeszcze takie całkiem świeże, takie, że niełatwo się je kroi, co widać na zdjęciu 🙂

Ale nie mogłam czekać dłużej, taką miałam na nie ochotę…

No i słusznie, bo jest doskonałe!

W sam raz dla miłośników czekolady i bardzo czekoladowych ciast.

Rozgrzałam piekarnik do koło 180 sopni.

Miękkie masło utarłam z cukrem muscovado i demerara.

Dodałam jajka, wanilię, roztopioną czekoladę. Potem stopniowo dodawałam gorącą wodę na przemian z mąką wymieszaną z proszkiem do pieczenia.

Masę przełożyłam do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Masa jest rzadka, więc nie wlewałam do tortownicy,  bo bałam się, że wypłynie, więc piekłam w keksówce.

Piekłam w sumie około 45 minut. Najpierw pierwsze 20-25 minut w temperaturze około 180 stopni, potem zmniejszyłam do około 160 stopni. Wyjęłam, gdy było gotowe (sprawdziłam patyczkiem, jak zwykle)

Ciasto jest z wierzchu takie przypieczone lekko, natomiast środek ma przyjemnie wilgotny i mocno czekoladowy. Polecam!

 

Pyszne ciasto czekoladowe

 

225 g miękkiego masła

125 g cukru muscovado

125 cukru demerara

2 jajka

200g mąki

1 łyżeczka sody oczyszczonej

naturalna esencja waniliowa

150 ml gorącej wody

100 g gorzkiej czekolady min.70%

 

 

Smacznego,

 

Basia

 

Muffinki z truskawkami i miętą

1 komentarz

 

Kiedy zabierałam się dziś za pieczenie muffinek z truskawkami, przypomniałam sobie, jak doskonale do truskawek pasowała mięta w koszyczkach z ciasta filo, o czym pisałam kilka dni temu.

Pomyślałam, że koniecznie muszę spróbować, jak mięta będzie się prezentować w tych moich upieczonych babeczkach. Czy zapach i aromat pozostanie po upieczeniu?

Do miski robota wrzuciłam mąkę, jajko, cukier, proszek do pieczenia, dodałam śmietanę i olej i chwilę miksowałam.

Truskawki pokroiłam w kosteczkę, żeby nie było dużych, mokrych, rozmiękczających zbytnio wnętrze, kawałków. Liście mięty pokroiłam dość drobno nożyczkami i dodałam do ciasta. lekko wymieszałam ciasto z truskawkami i mięta i przełożyłam do formy na muffinki wyłożonej papilotkami. Każdą babeczkę posypałam jeszcze odrobiną cukru demerara i wstawiłam do nagrzanego piekarnika.

Piekłam przez około  20 minut, i kiedy muffinki były złociste, wyrośnięte i wewnątrz upieczone(sprawdziłam, jak zwykle, patyczkiem), wyjęłam je z piekarnika.

Jeszcze ciepłe ostrożnie wyjęłam z formy i ułożyłam na paterze.

Nie mogłam się powstrzymać, żeby ich nie spróbować!

Spałaszowałam jedną, ciągle jeszcze ciepłą i… była bardzo pyszna!

Mięta pozostała wewnątrz zielona, a aromat, choć nie tak silny jak w przypadku zupełnie świeżych listków, był przyjemnie wyczuwalny. Myślę, że jest to ciekawe urozmaicenie dla wypieków z truskawkami, na które sezon właśnie trwa.

Spróbujcie, warto 🙂

 

Muffinki z truskawkami i miętą

(tym razem wyszło 9 dużych, bo dość dużo zaczęłam wkładać ciasta do papilotek i zabrakło go na więcej)

 

235 g mąki

1 jajko

100 g cukru demerara + trochę do posypania gotowych babeczek

2 łyżeczki proszku do pieczenia

120 g kwaśnej śmietany

szczypta soli

50 g oleju roślinnego

150-200 g truskawek

10 sporych liści mięty, moja mięta ogrodowa jest miękka i delikatna, nie jest to zapewne mięta pieprzowa, która ma dość twarde liście. Nie potrafię powiedzieć, jak to jest odmiana, może nadwodna, może polna? Nie wiem, ale jest delikatna i można ja z łatwością i przyjemnością zjeść 🙂

 

 

 

Smacznego,

 

 

Basia

 

Powitanie szparagów :-)

Brak komentarzy

Dziś w końcu udało mi się kupić szparagi.  Ile razy ostatnio usiłowałam je kupić, to albo ich nie było, albo były stare i nieświeże i nie nadawały się do niczego.

A przecież sezon szparagowy jest krótki i trzeba z niego korzystać i przyrządzać szparagi na wszelkie możliwe sposoby!

Kiedy zastanowiłam się, co z nich dziś ugotować, doszłam do wniosku, że na rozpoczęcie tego miłego sezonu, mam ochotę po prostu na szparagi, szparagi w sezamowej wersji minimum.

Obrałam je,  przekroiłam każdą łodygę na trzy części, główki odłożyłam, a resztę wrzuciłam na gotującą się osoloną wodę. Gotowałam je przez około minutę czy dwie, a następnie dorzuciłam główki. One potrzebują mniej czasu niż dolne fragmenty szparagów, więc krócej je gotowałam. W sumie po 5 minutach odlałam wodę i przelałam je zimną wodą, odstawiłam. Na suchej patelni wyprażyłam sezam, aż był złocisty, odstawiłam.

Na dużej patelni rozgrzałam  łyżkę oleju (najlepiej gdyby był arachidowy, ale nie miałam), dodałam imbir, potem szparagi  i smażyłam razem przez około 5 minut, aż  imbir zaczął przyjemnie pachnieć wokół, wtedy zdjęłam patelnię z kuchenki, dodałam olej sezamowy i sezam i wszystko wymieszałam, a następnie przełożyłam na półmisek.

 

Sezamowe szparagi

 

pęczek zielonych szparagów

łyżka oleju (najlepiej arachidowego)

łyżeczka oleju sezamowego

1-2 łyżki sezamu (wedle uznania)

łyżeczka utartego imbiru albo 1/4 mielonego

 

 

Sezon na szparagi uważam za otwarty 🙂

 

 

Smacznego,

 

Basia

 

 

 

 

 

 

Koszyczki z truskawkami na imieniny

komentarze 4

 

Te koszyczki z truskawkami, upieczone z ciasta filo przygotowałam mojej Córce na imieniny. Naprawdę polecam Wam ten pomysł, bo choć wykonanie jest odrobinę pracochłonne, to efekt wart jest tego. Zresztą przygotowanie czegokolwiek na słodko, poza muffinkami może, zabrałoby pewnie tyle samo czasu, a może nawet więcej.

 

Takie koszyczki z ciasta filo można podobno upiec nawet miesiąc przed momentem ich wykorzystania. Trzeba tylko przechowywać w szczelnym pojemniku. Nie wiem, czy to prawda? Zastanawiam się, czy masło, którym smaruje się warstwy ciasta filo, nie zjełczeje w tym czasie? Ja, w każdym razie, nie planuję przygotowywać takich wypieków z miesięcznym wyprzedzeniem, ale kilka dni wcześniej, spokojnie można je zrobić i bez obaw użyć. To tak na wypadek, gdybyście przygotowywali jakąś naprawdę pracochłonną imprezę dla wielu gości i chcieli przygotowania rozłożyć w czasie.

A wracając do koszyczków z truskawkami, wypełniłam je kremem z serka mascarpone i migdałów i przybrałam plasterkami truskawek i listkami świeżej mięty. Mięta pasuje tu genialnie! Waniliowy krem, truskawka i mięta w kruchym i delikatnym cieście filo, naprawę interesujące połączenie smaków!

 

Koszyczki z ciasta filo z waniliowym kremem, truskawkami i miętą

 

forma na 12 muffinów

48 kwadratów z ciasta filo o boku ok 12 cm

z tego wyjdzie 12 koszyczków, każdy z 4 warstw. Myślę, że można użyć 3 warstw i też będzie dobrze, odrobinę delikatniejsze wyjdą wtedy koszyczki.

roztopione masło do posmarowania

250 g serka mascarpone

ok 40 g cukru pudru

50 g płatków migdałów wyprażonych na suchej patelni

pasta z ziaren wanilii (lub naturalny ekstrakt czy esencja waniliowa)

truskawki pokrojone w plasterki

listki świeżej mięty

 

Każdy kwadrat ciasta filo posmarować roztopionym masłem (nie musi być bardzo dokładnie). Kwadraty ułożyć jeden na drugim, lekko przesuwając każdy względem środka o kilka-kilkanaście stopni (tak jak w poprzednim poście o nadziewanych woreczkach).

Każdy „komplet” kwadratów włożyć do jednego wgłębienia formy na muffiny, wcześniej wysmarowanej  masłem.

Piec w piekarniku o temperaturze ok. 180 stopni, aż będą ciemno złociste. Wystudzić i ostrożnie wyjąć z formy.

 

 

 

 

Mascarpone utrzeć z cukrem pudrem i wanilią. Dodać przyprażone płatki migdałów, zostawiając nieco do posypania gotowych koszyczków.

Krem mascarpone włożyć do rękawa cukierniczego, albo do woreczka foliowego z wyciętym rożkiem, wcisnąć porcję do każdego koszyczka, udekorować plasterkami truskawek, płatkami migdałów i listkami mięty.

 

Smacznego!

 

 

 

Basia

Facebook

Likebox Slider for WordPress