Archiwum dla autora ·

Basia

·...

Wieżyczki z naleśników

1 komentarz

Bardzo lubię przyjęcia, na których jedzenie stanowi „finger food”, małe przekąski, koreczki,  miniaturowe kanapeczki. Ilekroć jestem gościem na takiej imprezie, podpatruję nowe, ciekawe pomysły, bo sama też często przygotowuję właśnie takie jedzenie na nasze spotkania towarzyskie czyli na canapé party. Uwielbiam to!

Wprawdzie przygotowanie takiego przyjęcia jest bardzo pracochłonne, ale jaki efekt!

Parę lat temu moja koleżanka Ewa dała mi niesamowitą książkę, której używam, żeby się zainspirować,  ilekroć mam przygotować przekąskowe party: „ Canapés” Eric Treuille & Victoria Blashford- Snell.

Fantastyczna książka z setkami pomysłów na śliczne i oryginalne, malutkie kanapeczki, zawijasy, grzaneczki, pieczone babeczki, przeróżne korki, a do nich dipy. Ponadto mnóstwo cennych porad dotyczących ilości jedzenia, jakie  należy przewidzieć w zależności od  czasu trwania i rodzaju imprezy, a także praktyczne wskazówki dotyczące konkretnych przepisów i informacje, co można zrobić wcześniej, żeby nie zostawiać wszystkiego na ostatni moment. A w przypadku takiego rodzaju przyjęcia, niestety większość czynności musi być wykonana w ostatniej chwili.

Pomysł na wieżyczki z naleśników pochodzi właśnie z „ Canapés”.

Zauważyłam, że goście bardzo lubią tę przekąskę. Szczęśliwie się składa, że ją można przygotować wcześniej, nawet poprzedniego dnia. Rulony naleśnikowe nawet muszą być dobrze schłodzone przed pokrojeniem, żeby można je było łatwo pokroić.

Spróbujcie, jak zapowiedzą się do Was goście:-)

Wieżyczki z naleśników

na około 25 sztuk

naleśniki ( 5 sztuk o średnicy około 25 cm):

60 g mąki

1/4 łyżeczki soli

1 jajko

150 ml mleka

30 g stopionego masła

Zmiksowałam w blenderze wszystkie składniki ciasta, smażyłam  naleśniki  z obu stron na suchej, teflonowej patelni.

nadzienie:

serek typu Filadelfia, ja dałam Turek kremowy

5 dużych plastrów szynki ( duża średnica)

musztarda francuska z ziarnami gorczycy

posiekana świeża kolendra

Każdy  naleśnik posmarowałam cienko serkiem, a następnie bardzo cienko musztardą, posypałam posiekaną kolendrą, położyłam plaster szynki i całość zwinęłam ściśle. Zapakowałam rulony w folię aluminiową i wstawiłam do lodówki. Przed podaniem wyjęłam z lodówki, pokroiłam na kawałki o płaskim spodzie i ukośnie ściętej górze i ułożyłam wieżyczki na talerzu.

Można też najpierw zwinąć w rulon każdy plaster szynki i dopiero zwijać naokoło naleśnik, wtedy szynka jest tylko w centrum.

Smacznego,

Basia

Muffinki borówkowe

komentarze 4

Pewnie nie napisałabym o tych muffinkach, gdyby nie pewien komentarz, tu na moim blogu.

Moja Córka twierdzi, że za dużo piszę o muffinkach i to jest nudne. Pewnie dla niektórych może być, zgadzam się…

Ale też są pewnie tacy, którzy wcale się tym nie nudzą. Niedawny, niezwykle sympatyczny  wpis od Nowej Fanki muffinek  sprawił, że postanowiłam jednak napisać po raz kolejny, tym razem o muffinkach z borówkami. Piekłam babeczki z tymi owocami już nie raz, bo je bardzo lubię! Zwykle dawałam sporo owoców i choć bardzo smaczne, te muffinki były mało trwałe. Przez swą sporą wilgotność dość szybko  traciły formę, więc szybko trzeba było je zjadać.

Kiedyś pijąc kawę w Coffeheaven spróbowałam sprzedawanych tam właśnie muffinek z borówkami. Wiadomo, że wypieki w gastronomii muszą być trwałe, co niestety często odbija się na smaku Te były jednocześnie smaczne, zwarte i całkiem owocowe.  Z pewnością wytrzymują w gablocie więcej niż jeden dzień. Przyjrzałam się im i postanowiłam upiec podobne.

Wyszły naprawdę fajnie, a Iza twierdzi, że są dużo lepsze niż te z Coffeeheaven 🙂

Jeśli jesteście muffinkowymi zjadaczami, jak ja, to spróbujcie, proszę!

muffinki z borówkami ( dla niektórych pewnie z jagodami…)


12 sztuk

260 g mąki pszennej

40 g mąki ziemniaczanej

2 jajka

szczypta soli

180 g cukru

cukier waniliowy

2 pełne ( z czubkiem) łyżeczki proszku do pieczenia

150 g mleka

100 g oleju

120 g borówek  mrożonych

kilka łyżeczek cukru brązowego do posypania muffinek

Zmiksować dobrze wszystkie składniki oprócz cukru brązowego i  owoców.

Gdy masa będzie wymieszana dodać borówki, mrożone owoce porozdzielać, żeby nie były zmrożone w jednej bryle, tylko luźne kuleczki. Wsypywać je i od razu lekko wymieszać, ciasto zabarwi się na niebiesko, a owoce będą pojedynczo zatopione w cieście.

Przełożyć masę do 12 papilotek, każdą muffinkę posypać brązowym cukrem (około 1/2-1 łyżeczki)

Piec w temperaturze 180 stopni, aż wyrosną i będą złoto-brązowe i trochę popękane z wierzchu. Sprawdzić patyczkiem, czy są upieczone i wyjąć z piekarnika.

Smacznego,

Basia

I love curry!

komentarze 2

Wypatrzyłam fajną książkę w księgarni amerykańskiej: „I love curry”.

Wpisuje się ona  dobrze w moją aktualną sympatię do tych dań i do kuchni indyjskiej w ogóle.

Chcąc więcej gotować po indyjsku, będę musiała zapewne wzbogacić nieco moje zasoby przypraw, ale tymczasem radzę sobie przy pomocy tego co mam.

Nie jestem zresztą pewna,  czy znajdę wszystko to, czego potrzebuję? Świeże liście curry, świeże liście laurowe? Słyszałam, że  można gdzieś kupić mrożone liście laurowe, ale nie sprawdziłam jeszcze tego. Na szczęście garam masala, mieloną kolendrę i kmin rzymski, czy świeży imbir można już dość łatwo kupić, a to przecież podstawa kuchni indyjskiej.

W „I love curry” są przepisy na przekąski,  grzanki, warzywne i mięsne curry, różne dodatki, takie jak chlebki naan, ryżowy pilaw, różne czatneje (chutney), raity i  sałatki, po prostu takie normalne, codzienne jedzenie.

Przeglądając książkę wybrałam kilka przepisów, które zamierzam  szybko wykorzystać.

Zaczęłam tymczasem od przepisu na „golden chicken korma”, który z powodu braku kilku przypraw nieco zmodyfikowałam. I choć nie jadłam oryginalnego dania, myślę, że ta moja zmodyfikowana wersja jest równie smaczna:-)

Aromatyczne curry z kurczaka z mlekiem kokosowym

4-5 kawałków udek z kurczaka

posiekana cebula

olej

pół łyżeczki mielonego imbiru ( świeży zdążył wyschnąć zanim go zużyłam i musiałam ratować się mielonym!)

pół łyżeczki mielonego cynamonu

pół łyżeczki mielonego curry

pół łyżeczki kolendry mielonej

szczypta chili

1/4 łyżeczki kurkumy

rozgnieciony spory ząbek czosnku

3 goździki

2 liście laurowe

sól według uznania

5 pełnych łyżeczek mleka kokosowego w proszku rozpuszczonego w około 200 ml wody

ok. 2 łyżki soku cytryny

liście świeżej kolendry

prażone płatki migdałów do posypania dania

Na rozgrzaną patelnię wlałam 2-3 łyżki oleju, dodałam przyprawy, wymieszałam i przez chwilę smażyłam, uważając żeby się nie przypaliły,  dodałam posiekaną cebulę i zeszkliłam ją. Od razu dodałam, na wszelki wypadek, trochę wody, bo nie chciałam, żeby przyprawy  albo cebula się przypaliły i były gorzkie. Dodałam kawałki kurczaka, posoliłam je trochę i podsmażyłam z obu stron, a następnie dodałam rozpuszczone mleko kokosowe i wymieszałam całość. Zmniejszyłam moc gotowania, przykryłam i zostawiłam na około 20 minut, od czasu do czasu mieszając i czasem dolewając nieco wody . Gdy kurczak był już miękki dodałam sok z cytryny i jeszcze raz wymieszałam.

Gotowe curry posypałam listkami świeżej kolendry i prażonymi płatkami migdałów.

Danie doskonale smakuje podane z makaronem ryżowym, albo po prostu z ryżem.

Smacznego,

Basia

Pierwsze truskawki i waniliowy krem mascarpone zamiast tortu

komentarze 2

Kiedy dziś w sklepie zobaczyłam truskawki, nie mogłam się im oprzeć.

Nie kupuję zwykle pierwszych truskawek, tych całkiem szklarniowych. Są niesmaczne, niesłodkie i niearomatyczne.

Te dzisiejsze jednak, wyglądały bardzo apetycznie i wiarygodnie!

Poza tym miałam w planie przygotowanie urodzinowego deseru mojemu Mężowi i truskawki do tego bardzo mi pasowały.

Niektórzy stwierdzą, że urodzinowy powinien być tort, nie deser.

Ale przecież tak niedawno mieliśmy pyszny tort, że lekki, kremowy deser będzie zupełnie na miejscu tym razem.

Zdecydowałam się na deser zainspirowany przepisem zaczerpniętym od Delii Smith. I wprawdzie przepis pochodzi z jej książki „Winter Collection”, to w gruncie rzeczy jest bardzo lekkim kremem zrobionym z serka mascarpone, żelatyny , śmietanki kremówki i jogurtu, który właśnie nadaje temu deserowi lekkości. Delia, jak przystało na zimową kolekcję, podaje ten krem z karmelem i karmelizowanymi orzechami laskowymi.

Do mojej wersji wiosennej dałam jedynie świeże truskawki. Część z nich włożyłam do kremu, kilkoma udekorowałam deser, a jeszcze część zmiksowałam z cukrem i zrobiłam sos do polania gotowego deseru, każdej porcji już na talerzyku.

Zapachniało niemal latem:-)

Waniliowy krem mascarpone

11 g żelatyny

150 g śmietanki kremówki

350 g jogurtu naturalnego

250 g serka mascarpone

75 g cukru

2 łyżeczki naturalnego ekstraktu waniliowego

około 500g truskawek

Do  kubeczka wsypałam żelatynę i zalałam ja kilkoma łyżkami śmietanki kremówki.

Odstawiłam na około 10 minut, żeby napęczniała.

W garnku zagrzałam śmietankę z cukrem, rozpuściłam cukier i zanim zaczęło się gotować zdjęłam z kuchenki, włożyłam żelatynę i rozmieszałam dokładnie, a potem zostawiłam, żeby całość przestygła.

W misce robota miksowałam serek mascarpone, aż był gładki i miękki, dodawałam stopniowo jogurt, wanilię i masę śmietankowo- żelatynową.

W przygotowanej misce ułożyłam truskawki, wlałam część deseru, znów położyłam trochę truskawek i jeszcze warstwę kremu. Wierzch udekorowałam ładnymi truskawkami i wstawiłam do lodówki.

Ten deser miał zastąpić tort, dlatego zrobiłam go w całości w misce. Delia proponuje wyłożenie małych miseczek( np.: ramekinów) folią do żywności i napełnienie ich masą. Gdy się schłodzą trzeba je wyjąć z miseczek i położyć do góry nogami. Z mojego doświadczenia wynika, że ta folia nie jest niezbędna, okrojenie nożem wydaje się być zupełnie dobrym rozwiązanie. Mnie nawet ta folia utrudniła wyjmowanie pojedynczych porcji, kiedy pierwszy raz robiłam ten deser. I teraz już nie zawracam sobie głowy folią 🙂

Smacznego,

Basia

Tort weselny :-)

komentarzy 13

A właściwie 5 tortów, w sumie ponad 20 kilogramów!

Tyle właśnie zrobiłyśmy z Córką i pomocą mojej Mamy.

Samodzielnie wykonany tort weselny, to oczywiście duża satysfakcja, ale wcześniej sporo roboty, jak można się spodziewać.

Moja Córka zażyczyła sobie  na wesele takiego samego tortu, jaki miałyśmy i ja i moja Siostra na naszych weselnych przyjęciach. To jest tort z przepisu mojej londyńskiej Cioci Irki, orzechowy z masą czekoladowo-kawową. Tort taki, jak lubię, czyli bez biszkoptu 🙂

To zresztą było jego ogromną zaletą, bo ten tort musi być zrobiony na minimum kilka dni przed podaniem. Warstwy kruche i orzechowe przełożone masą potrzebują czasu, żeby zmięknąć i się dobrze zespolić. Tak więc mogłyśmy go zrobić, zanim nastał czas najgorętszych przygotowań do ślubu i wesela.

Przygotowanie tortów zajęło  nam 2 dni. jeden dzień pieczenia placków, drugi przygotowania masy i przekładania tortów.

Pracy było naprawdę dużo, ale warto było!

Tort wyszedł fantastycznie i zebrał niemało pochwał.

Na szczęście został kawałek, i dzięki temu mogę Wam o nim nie tylko napisać, ale też pokazać go.

To, czego nie widać na zdjęciu, to dekoracja. Torty ozdobione były dużymi wiórami czekolady. Wióry zrobione zostały przy pomocy szpachelki z rozsmarowanej cienko na dużej, zimnej ceramicznej płycie, rozpuszczonej wcześniej, gorzkiej czekolady. Ten etap pracy był również niezwykle pracochłonny. Szczególnie dla osób, które (jakby na to nie patrzeć) nie są zawodowymi cukiernikami.

Poza wspomnianymi, pracochłonnymi wiórami torty zdobiły też świeże kwiaty w kolorze malinowym, ładnie komponując się z brązem czekolady.

Zanim zabrałyśmy się za produkcję tortu, miałam trochę obaw, czy poradzimy sobie z tym przedsięwzięciem. Najbardziej obawiałam się dekoracji. Nie chciałam, żeby wyglądała… powiedzmy: prywaciarsko.

Myślę jednak, że udało się całkiem nieźle.

I chyba bez obaw zabiorę się kiedyś za przygotowanie toru na wesele moich wnuków, jeśli też zapragną takiego tortu:-)

Tort orzechowy Cioci Irki

( podaję proporcje na tortownicę o średnicy 22-24 cm)

warstwa orzechowa

6 białek

350 g cukru ( drobny kryształ)

250 g zmielonych orzechów laskowych (najlepiej wcześniej zrumienionych)

1/4-1/2 łyżeczki octu

wanilia

ubić białka na pianę, dodać stopniowo cukier, wanilię, ocet. Formować dwa placki, każdy piec w temp.około 160-180 stopni przez około 40 minut.

warstwa krucha

upiec dwa kruche placki o grubości max. 0,5 cm. Na każdym placku położyć posiekanych parę migdałów.

Masa

3 żółtka

1 jajko

175 g cukru pudru

3 łyżki czekolady rozpuszczalnej ( Nesquick)

1 łyżka kakao

1/3 szklanki mocnej, zimnej kawy ( rozpuszczalna może być, oczywiście)

alkohol (opcja, ja uważam z alkoholem, bo wiele razy ścięła mi się masa podczas dodawania wódki do masy)

250 g masła.

powidła śliwkowe, najlepiej, jeśli wymieszane z  utartymi z cukrem płatkami róży.

Jajka ubić na parze z cukrem, ostudzić. Miękkie masło ubić, dodawać do niego stopniowo masę jajeczną, potem kakao, czekoladę, alkohol i kawę.

Przekładać:

warstwa krucha

masa+ cienka warstwa powideł na  masie

warstwa orzechowa

masa

warstwa krucha

masa + powidła

warstwa orzechowa

masa

To są proporcje według oryginalnego przepisu, jeśli jednak lubicie sporo masy w torcie, tak jak ja :-), to proponuję zrobić więcej masy!

Smacznego,

Basia

Wesołego Alleluja!

1 komentarz

Wesołego Alleluja!

Kochani, wszystkim Wam życzę najmilszych, najsmaczniejszych i najpogodniejszych Świąt Wielkanocnych.

Jednocześnie  chcę usprawiedliwić swój brak aktywności w ostatnich dniach, który jest spowodowany przygotowaniami do niezwykle ważnej rodzinnej uroczystości, jaką jest  ślub mojej Córki.

Liczę  zatem na Waszą wyrozumiałość 🙂

Kochani, jeszcze raz życzę Wam Wesołych Świąt i do przeczytania wkrótce!

A teraz lecę do dalszych przygotowań…

🙂

Basia

Prawie potato masala:-)

Brak komentarzy

Bardzo lubię tu opisywać okazałe, pięknie wyglądające dania czy wypieki. Ale nie wszystko, co gotuję i co jemy, jest przecież spektakularne. Często też jedzenie wcale nie wygląda szczególnie pięknie, choć jednocześnie smakuje wyśmienicie. I czasem też (choć szczerze mówiąc bardzo rzadko) gotuję ziemniaki. Czy zatem miałabym o takich różnych „zwykłych” daniach nie pisać? Z pewnością nie opisywałabym ziemniaków gotowanych w osolonej wodzie, po prostu. Ale dzisiejsze „potato masala” warte jest wspomnienia.

Ten pomysł zaczerpnęłam z przywiezionej w zeszłym roku z Londynu książki „The food of India, a journey for food lovers”.

To książka zawierająca mnóstwo tradycyjnych indyjskich przepisów na dania z ryb, mięsa, przeróżnych warzyw i ryżu, receptury deserów i napojów, przepisy na pieczenie różnych rodzajów pieczywa. Mnóstwo ciekawych pomysłów na proste, ale dobrze przyprawione jedzenie dla amatorów kuchni indyjskiej.

Ale wracajmy do „potato masala”  czyli  po prostu ziemniaków, ale za to ugotowanych z różnymi aromatycznymi, orientalnymi przyprawami.

Nie mogłam niestety zrobić tego dania ściśle według przepisu, bo nie miałam świeżych liści curry i jeszcze jakiegoś składnika. Pomyślałam sobie jednak, że z pewnością jakoś wybrnę z kłopotu i brakujące składniki zastąpię innymi, pasującymi według  mnie do tej kompozycji.

Na patelni rozgrzałam olej, na nim zeszkliłam posiekaną cebulę, dodałam imbir, kurkumę, curry i chili. Dodałam ziemniaki pokrojone w kostkę i trochę wody.

Przykryłam, zmniejszyłam moc kuchenki i zostawiłam, żeby ziemniaki się dusiły.

Gdy ziemniaki zmiękły dodałam kopiatą łyżeczkę musztardy francuskiej z całymi ziarnami gorczycy i posoliłam, wszystko wymieszałam i jeszcze przez chwilę dusiłam, aż ziemniaki rozpadały się i były dobrze miękkie. W trakcie duszenia dodałam jeszcze trochę wody, bo zdążyła już wyparować i ziemniaki zaczynały przywierać.

Polecam Wam te ziemniaki w wydaniu indyjskim, bo choć to tylko ziemniaki, to jednocześnie aż ziemniaki! Warto spróbować 🙂

Prawie potato masala

500 g ziemniaków pokrojonych w kostkę o boku około 1,5-2 cm

około 250 ml wody plus ewentualnie więcej, jak wyparuje zbytnio

1/2 łyżeczki imbiru mielonego ( może być świeży, ale ja nie miałam akurat)

łyżeczka curry

1/4 łyżeczki kurkumy

szczypta chili

2 łyżki oleju

2 średnie cebule posiekane drobno

łyżeczka musztardy francuskiej z całymi ziarnami gorczycy

sól

Smacznego,

Basia

Naleśniki z twarogiem i suszonymi pomidorami

komentarze 2

Kupiłam na Kleparzu pyszny twaróg od baby. Był naprawdę pyszny, niekwaśny i dobrze odciśnięty, dlatego kupiłam go dużo. Chyba sporo za dużo…

Postanowiłam więc coś z niego ugotować, inaczej z pewnością by się zepsuł, zanim zjedlibyśmy go.

I wtedy uświadomiłam sobie, jak dawno nie smażyłam naleśników!

To pewnie przez te ciągłe diety odchudzające mojego Męża:-)

Bo przecież naleśniki są fantastyczne! Można do nich (prawie tak jak do makaronu) dać niemal wszystko.

I choć z dzieciństwa pamiętam wyłącznie naleśniki z serem na słodko, dla mnie nadzienie do nich może być, jak wspomniałam, przeróżne.

Pomyślałam, że do twarogu na pewno dobrze będą pasowały suszone pomidory.

Pokroiłam je zatem i wymieszałam z dobrze rozgniecionym przy pomocy widelca serem,  podsmażyłam delikatnie posiekaną drobno cebulę, a gdy przestygła, dodałam do sera. Właściwie, to chciałam dodać świeże oregano, ale  to rosnące w ogrodzie zaczyna dopiero puszczać nowe listki i nie było czego zerwać. W związku z tym dodałam posiekane listki świeżej bazylii, którą miałam w domu, a oregano dałam jedynie suszone.

Poza tym dodałam trochę utartego parmezanu, świeżo zmielonego pieprzu, odrobinę soli i nieco śmietany, bo masa wydawała mi się trochę za sucha.

Najlepszy przepis na naleśniki znalazłam kiedyś w książce „Smaki świata Francja” (Beverly Leblanc) i od tamtej pory zawsze z niego korzystam. Z porcji wychodzi zwykle 9 cienkich naleśników smażonych na patelni o średnicy 20 cm. Pierwszy jest na spróbowanie dla kucharki, dokładnie tak, jak w książkowym przepisie 😉

Na każdym usmażonym naleśniku położyłam porcję sera, a potem zwinęłam nalesnik w rulon.Można oczywiście złożyć je tradycyjnie, na pół i jeszcze raz na pół. Można zwinąć jak krokiety, jak kto lubi!

Zwinięte naleśniki przed podaniem podsmażyłam na odrobinie oliwy, aż zrobiły się złociste i lekko chrupiące na brzegach.

Naleśniki ( przepis podstawowy wg „Smaki świata Francja”)


115 g mąki

szczypta soli

1-2 łyżki cukru

2 jajka

300 ml mleka

30 g roztopionego masła

olej do smażenia

W książce proces wykonania jest trochę inaczej opisany, ale według mnie najlepiej, najwygodniej i najszybciej jest zmiksować w blenderze wszystkie składniki ciasta, po prostu.

Ciasto powinno się odstawić na około pół godziny, przed smażeniem. Można je nawet przez 24 godziny przechowywać w lodówce, ale na 15 minut przed smażeniem należy je wyjąć z lodówki. Szczerze powiem, że ja zwykle nie mam czasu na leżakowanie ciasta i smażę naleśniki zaraz po zmiksowaniu ciasta.

Rozgrzaną patelnię najlepiej posmarować olejem przy pomocy pędzla kuchennego, wtedy  tłuszczu będzie w sam raz. Smażyć naleśniki przez 1 minutę z każdej strony, lub do momentu  gdy ciasto się zetnie, ciasto będzie odstawało od brzegów a naleśniki będą miały pożądany, lekko złocisty kolor.

nadzienie  z twarogu i suszonych pomidorów


350 g twarogu

około 80 g suszonych pomidorów w oleju cienko pokrojonych

60 g utartego parmezanu

średnia cebula posiekana i zeszklona

kilka łyżek kwaśnej śmietany 18 %

szczypta soli

świeżo zmielony pieprz

świeże i suszone zioła ( oregano, bazylia lub takie, jak lubicie)

Smacznego,

Basia

Babeczki z kremowymi czapeczkami

komentarze 3

Już jakiś czas nie zabierałam się za pieczenie muffinek i wyraźnie stęskniłam się za nimi.

Dziś miałam trochę więcej czasu, więc postanowiłam coś upiec.

Pomyślałam jednak, że zrobię coś innego troszkę, wprawdzie też babeczki, ale trochę inne.

Podoba mi się ta moda, która ostatnio  nas ogarnęła, moda na cupcakes, anglosaskie babeczki z czapeczkami z przeróżnych kremów. Uwielbiam muffinki  i uważam, że są urocze, a ten kolorowy, pyszny dodatek w postaci odrobiny maślanego czy twarożkowego kremu tylko dodaje im urody i odświętnego charakteru.

Od dawna myślałam, żeby coś takiego przygotować, jednak dopiero wczoraj, gdy zostałam poczęstowana taką babeczką domowego wypieku, sama zmobilizowałam się do tego.

Przygotowałam trochę mniej  ciasta niż zwykle na 12 sztuk, skoro babeczki mają mieć czapeczki, nie mogą same być zbyt wysokie.

Rozgrzałam piekarnik do około 200 stopni.Do miski robota wrzuciłam mąkę z proszkiem, jajko, śmietanę, mleko, cukier, naturalną esencję waniliową, roztopione masło i wszystko wyrobiłam.

Do papilotek włożyłam porcje ciasta i upiekłam.

Gdy były gotowe, wyjęłam z piekarnika i całkiem wystudziłam.

Ubiłam mikserem kremowy serek, dodałam podczas ubijania syrop malinowy i cukier puder.

Masę z serka włożyłam do szprycy do dekoracji.

Wystudzonym babeczkom odcinałam delikatnie górną część, robiłam niewielkie zagłębienie i wkładałam  w nie około łyżeczki galaretki porzeczkowej. Następnie każdą babeczkę przykrywałam wcześniej odciętą z niej częścią.

Na koniec każdą babeczkę udekorowałam porcją kremu i na szczycie odrobiną galaretki porzeczkowej. Delikatnie posypałam kolorowym cukrowym maczkiem.

Fajnie wyszły.

Coś mi się wydaje, że rozpoczął się nowy rozdział w mojej muffinkowej aktywności 🙂

Babeczki z galaretką porzeczkową i kremową czapeczką

na 12 sztuk

200 g mąki

2 łyżeczki proszku do pieczenia

100 g masła roztopionego

100 g cukru

100 g śmietany  kwaśnej 18%

50 ml mleka

naturalna esencja waniliowa

mały słoiczek galaretki porzeczkowej (użyłam galaretki własnej roboty z czarnych i czerwonych porzeczek)

ok. 200 g serka kremowego, ja użyłam serka Turek kremowy, pakowanego po 125 g w prostokątne płaskie pudełeczka. Sam serek powinien być dość sztywny, żeby dodanie syropu nie rozrzedziło go zbytnio, uniemożliwiając dekorowanie nim babeczek. Turek w okrągłych opakowaniach ( np po 150 g)  jest raczej zbyt rzadki.

odrobina syropu malinowego (lub innego)

około 2 łyżeczki cukru pudru.

Smacznego,

Basia

Zakręcona kanapka po indyjsku

1 komentarz

Zakręcona kanapka po raz kolejny.

Bo wszyscy przecież lubią kanapki!

Tym razem kanapka na indyjską modłę 🙂

I raczej dla tych, co lubią pikantne jedzenie. Stopień ostrości można oczywiście regulować, dodając mniej lub więcej chili i imbiru.

Kluczową sprawą jest upieczenie mięsa z kurczaka, wcześniej odpowiednio  przyprawionego. Dlatego pokroiłam filety z kurczaka w podłużne paski o szerokości około 3 cm. W miseczce wymieszałam garam masala, imbir, kmin rzymski, chili, sok z cytryny i oliwę z oliwek. Posmarowałam kawałki kurczaka ze wszystkich stron, ułożyłam na blaszce do pieczenia, delikatnie posoliłam  i wstawiłam do piekarnika. Piekłam około 45 minut w piekarniku o temperaturze około 220 stopni.

Wyjęłam gotowe kawałki kurczaka z piekarnika i odstawiłam, żeby przestygły.

Pokroiłam pomidora, ogórka, cebulkę dymkę i wymieszałam z naturalnym jogurtem, przygotowując coś w rodzaju indyjskiego raita, czyli takiej jakby sałatki, która delikatnie przyprawiona ma stanowić łagodzący dodatek do bardzo ostrych indyjskich potraw z mięsa. Dlatego, poza odrobiną soli, nie dodałam już nic do  tej mieszanki warzyw i jogurtu.

Na koniec dodałam pokrojonego w kosteczkę kurczaka i wymieszałam.

Na gorącej, suchej patelni położyłam kolejno placki tortilla, z obu stron je podgrzewałam, żeby zmiękły.

Na miękkim placku położyłam porcję nadzienia, a potem zwinęłam placek w rulon o średnicy około  4-5 cm. Każdy rulon przekroiłam na ukos i przed podaniem posypałam  natką pietruszki, ale byłoby zdecydowanie bardziej po indyjsku, gdybym użyła kolendry, której niestety nie  miałam  domu.

Zakręcona kanapka po indyjsku

3 porcje

3 placki tortilla

2 filety z kurczaka

( łyżeczka garam masala, łyżeczka kminu rzymskiego, szczypta chili, szczypta imbiru, sok z 1 małej cytryny, 2 łyżki oliwy)

2 nieduże pomidory

pół ogórka

cebulka dymka

około 250g jogurtu naturalnego

natka lub  świeża kolendra

Smacznego,

Basia

Facebook

Likebox Slider for WordPress