Archwium dla ·

kuchnia ekspresowa

· Kategoria...

Po prostu żurek

komentarze 4

Żurek, to jedna z ulubionych zup w naszym domu.

Najbardziej lubię gotować go z własnoręcznie przygotowanego zakwasu żytniego.

Zakiszenie takiego zakwasu jest niezwykle proste i polega na zalaniu  mąki żytniej ciepłą (ale nie gorącą!) wodą,  wymieszaniu , dodaniu czosnku  i ewentualnie innych przypraw,  a potem pozostawieniu na parę dni w ciepłym miejscu. W ciągu pierwszych dwu dni rozpoczyna się fermentacja,  a po kolejnych paru dniach zakwas jest już na tyle kwaśny, że można się zabierać za gotowanie żuru, żurku czy  zalewajki .

W zależności od okazji, albo nastroju mój żurek jest bardziej  lub mniej pikantny, ma mniej lub więcej przypraw i śmietany. Czasem daję kwaśną śmietanę,  jeśli zupa jest stosunkowo mało kwaśna, a czasem  słodką, jeśli  jest odwrotnie.

Moja Córka lubi, kiedy w żurku  są też ziemniaki, kawałki kiełbasy i do tego jajko ugotowane na twardo. Czasem daję pokrojony w kosteczkę i podsmażony bekon. Zawsze jednak jest cebula posiekana i lekko  podsmażona  czy zeszklona. Musi być czosnek, majeranek, kminek, sporo pieprzu.

Pamiętam zupę mojej Mamy, zalewajkę. Bardzo ją lubiłam, gdy byłam dzieckiem. Zalewajka, to zupa z pokrojonymi ziemniakami zalanymi żurem (stąd jej nazwa).  Ta wersja żurku, gotowana przez moją Mamę,  była zawsze bardzo delikatna i łagodna, zabielona śmietaną.

U mnie w domu żurek musi być zdecydowanie mocniej przyprawiony, tak jak ten dzisiejszy.

Żurek

około ½ litra  zakwasu żytniego

około 200g kiełbasy pokrojonej w kostkę

odrobina oleju

jajko na twardo do każdej porcji

cebula posiekana

pieprz

rozgnieciony  spory ząbek czosnku

majeranek

kminek

liść laurowy

sól

łyżeczka cukru

łyżeczka  przyprawy NATUR, to produkt firmy Podravka, taka  nowoczesna Vegeta bez konserwantów i innych śmieci. Same warzywa i sól.

Listki śiweżego tymianku

śmietanka  słodka do zabielenia ( ilość według uznania, ja dałam około 100 ml)

W garnku  na rozgrzanym oleju  zeszkliłam cebulę, dodałam pokrojoną kiełbasę i czosnek, po chwili wlałam około 0,7 l wody i zagotowałam, wlałam wymieszany żurek i dalej mieszałam, aż całość zawrzała. Dodałam przyprawy, sól  i chwilkę jeszcze pogotowałam.  Odstawiłam z kuchenki, dodałam śmietankę, wymieszałam, przed podaniem dodałam listki tymianku, a do każdej porcji ugotowane jajko na twardo.

Proste i pyszne.

Polecam,

Basia

Domowe burgery

Brak komentarzy

No i miałam dziś comfort food w najczystszej formie!

Było wiadomo, że  choć dziś sobota, to cały dzień nie będzie mnie w domu, wrócę późno i do tego zmęczona. W związku z tym wcześniej ustaliłyśmy z Córką, co będzie na kolację.

Chciałam zjeść coś prostego, pysznego i odżywczego zarazem. Coś,  co można wyczarować w parę chwil  zaledwie, a potem z największą  przyjemnością zjeść!  Szybko i jednogłośnie zdecydowałyśmy, że to będą burgery, oczywiście domowe i bogate!

Nie robiłam ich już dawno,  więc tym większą miałyśmy na nie ochotę.

Szczęśliwie w zamrażarce miałam porcję dobrego mielonego mięsa,  a w domu były też inne potrzebne produkty. Córka kupiła w ulubionej piekarni  odpowiednie  bułki i w ten sposób  wszystko, co potrzebne do naszych burgerów,  już było przygotowane.

Gdy wróciłam do domu, czekały już pokrojone pomidorki koktajlowe i czerwona cebula, umyta roszponka. Włączyłam piekarnik na około 220 stopni, żeby podgrzać w nim bułki. Zanim się rozgrzał przyprawiłam mięso na burgery dodając do niego posiekaną czerwoną  cebulę, worcestershire sauce, sos sojowy, rozgnieciony czosnek, świeżo zmielony pieprz , curry i odrobinę oliwy. Uformowałam burgery i smażyłam je na patelni bez tłuszczu. W piekarniku już leżały i opiekały się bułki.

Rozgrzaną i chrupiącą bułkę ( według mnie  najlepiej bułkę  najpierw przekroić, znów złożyć razem obie  części i dopiero włożyć do dobrze rozgrzanego  piekarnika) posmarowałam  sosem musztardowym, położyłam  następnie listki roszponki, wysmażone chrupiące plasterki boczku, gorącego burgera, pokruszony  ser bałkański, plasterki pomidorków koktajlowych, krążki czerwonej cebuli i listki świeżej  bazylii.

Przykryłam drugą połówką bułki, również posmarowaną sosem musztardowym i gotowe!

Jeśli do tej pory nie przyszło jeszcze Wam do głowy, żeby zrobić takie  domowe burgery, to ogromnie polecam. Frajda nie z tej ziemi! I zobaczycie, że każdy fast food  przy tym wymięka 🙂

Przepyszne domowe burgery

4 porcje

burgery:

około 450 g mięsa mielonego ( jak zwykle moje mięso, to mieszanka chudego wołowego i wieprzowego)

sos worcestershire około 2 łyżek

sos sojowy około 2 łyżek

2 rozgniecione ząbki  czosnku

spora szczypta curry

posiekana drobno  malutka cebula czerwona

odrobina oliwy

4 bułki ( nasze, to były tradycyjne,  przecięte bułki z Piekarni Mojego Taty  w Krakowie)

sos musztardowy: majonez pomieszany z musztardą francuską i musztardą kremską)

kilka pomidorków koktajlowych pokrojonych w plasterki

cienkie krążki czerwonej cebuli

4 cienkie plasterki boczku, każdy przekrojony na pół i wysmażone na chrupiąco, potem odsączone z tłuszczu na ręczniku papierowym

listki roszponki( może być też rukola albo po prostu sałata)

świeża bazylia ( opcja)

100g pokruszonego prawdziwego sera bałkańskiego ( może być feta, kozi, albo jakiś inny ser, może nawet pleśniowy, jeśli lubicie)

Polecam,

Basia

Jedzenie na pocieszenie i laksa

Brak komentarzy

Gdy robiłam kilka dni temu porządek na półkach z książkami kucharskimi, wpadła mi w rękę mała książeczka, która leżała gdzieś z tyłu, przypadkowo przyciśnięta innymi, dużymi. Pewnie też dlatego zapomniałam o niej ostatnio, bo jak wiadomo: czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.
Ale skoro wpadła mi w rękę, to się nią zainteresowałam.

„101 comfort food classics”, wydawnictwo znanego brytyjskiego magazynu Olive, należącego do BBC, który co miesiąc prezentuje różne kulinarne nowinki, sezonowe przepisy, porady dotyczące serwowania win, rekomenduje restauracje, ale też przekazuje relacje z podróży skupionych właśnie na poznawaniu nowych, często bardzo egzotycznych smaków. Poza miesięcznie ukazującym się magazynem, Olive publikuje też okazjonalnie właśnie takie niedużego formatu książeczki z przepisami, jak wspomniane przeze mnie wyżej „101 comfort food classics”. Olive wydało też wiele innych pozycji np.: „101 stylish suppers”, „101 soups and sides”, „101 cupcakes and small bakes” itd. Ja tymczasem mam tylko tę jedną. Ale fajnie, że ją mam!

Czasem potrzebujemy czegoś, co poprawi nam humor, odstresuje, doda energii, albo pocieszy. Czegoś co zadziała po prostu jak przytulenie. I tu z pomocą przychodzi właśnie coś, co po angielsku nazywa się comfort food , a po polsku chyba jeszcze nie ma swojego odpowiednika. Takie „jedzenie na pocieszenie”. Coś pysznego, co lubimy i co poprawia nam samopoczucie, coś takiego, co można przygotować szybko, jeśli mamy tylko kwadrans po pracy, albo innym razem, gdy właśnie chcemy zająć się gotowaniem przez całe weekendowe popołudnie.
W książeczce są przepisy na kanapki, zupy, zapiekanki, desery, omlety etc. Takie całkiem proste, nieskomplikowane dania z dobrych produktów. Pewnie wypróbuję wiele z nich, bo brzmią całkiem nieźle.

Tymczasem ugotowałam zupę według znalezionego tam przepisu. Propozycja dla amatorów ostrych dań, zdecydowanie!
Laksa z krewetkami, ale jeśli krewetki nie kręcą Was, to spokojnie można użyć kurczaka pokrojonego w kosteczkę,, tylko wcześniej trzeba go podsmażyć czy poddusić, bo gotowanie laksy, to naprawdę tylko chwila. Laksa, to zupa z makaronem pochodzenia dalekowschodniego, popularna w Singapurze i Malezji. Są różne rodzaje laksy, z mlekiem kokosowym, curry, z krewetkami , rybą albo homarem.
Wszystkie jednak z pewnością są bardzo ostre, moja dzisiejsza również!

Laksa z krewetkami
dla 3-4 osób

50 g makaronu ryżowego
ok. 200g krewetek rozmrożonych
500 ml bulionu z kurczaka, może być z kostki
150g kiełków fasoli mung
mleko kokosowe ok. 500ml z puszki albo z proszku, ja wolę z proszku.
3 łyżki red curry paste , ta ilość powoduje , że zupa jest BARDZO OSTRA, więc jeśli macie obawy, zmniejszcie ilość pasty!
kolendra świeża, albo natka pietruszki, jak u mnie
kawałek świeżego ogórka, nieobranego, pozbawionego pestek, pokrojonego w cienkie słupki

Makaron przygotować wedłyg przepisu, czyli zalać wrzącą woda i odstawić.
W garnku podsmażyć pastę curry z odrobiną mleka kokosowego, po chwili dolać resztę mleka, bulion, wrzucić krewetki i gotować przez parę minut, dodać kiełki i jeszcze przez chwilkę gotować. Do miseczek włożyć porcję makaronu, wlać zupę położyć na wierzchu słupki ogórka i kolendrę albo natkę.

Pyszne, ale piekielnie ostre!
Smacznego,

Basia

Spaghetti z krewetkami

Brak komentarzy

Krewetki i inne owoce morza nie należą do powszechnie lubianych. I choć grono ich amatorów ciągle rośnie,  nadal  jest bardzo wielu ich zagorzałych przeciwników. Choć pewnie duża część z nich nigdy  nie jadła  krewetek, swą niechęć opierają raczej na  strachu przed nowym i do tego takim dziwnym jedzeniem, tak sądzę. Nie pamiętam kiedy ja je polubiłam, ale było to naprawdę dawno temu.

Pamiętam, jak kiedyś przed laty, w jednej z krakowskich restauracji zamówiliśmy z Mężem  krewetki panierowane. I dostaliśmy takie właśnie: piękne i duże, usmażone na złoto. Niestety… panierowane były w całości, razem z chitynowymi pancerzami!

Przez długi czas ciężko było kupić duże krewetki, dostępne były głownie te małe, koktajlowe.

Smak ich jest nieporównywalny. Dlatego bardzo przyjemnie, że można z łatwością już dostać te duże, za przyzwoite całkiem pieniądze. Kupiłam właśnie ostatnio takie ( w Auchan), 16 złotych kosztowała 500 gramowa  paczka pojedynczo mrożonych, obranych,  dużych krewetek.

A skoro już są  krewetki, to polecam  dzisiejszy makaron.

Spaghetti z krewetkami i suszonymi pomidorami

porcja dla 3-4 osób  w zależności od stopnia głodu 🙂

250 g makaronu

220-250g rozmrożonych krewetek

oliwa czosnkowa

sól

2 cebulki dymki posiekane

ok. 100ml białego wina

ok. 150 g suszonych pomidorów pokrojonych na paski na przykład

szczypta cukru

szczypta chili

parmezan do posypania (według uznania)

natka pietruszki  (j.w.)

Ugotować makaron zgodnie z przepisem.

Na dużej rozgrzanej patelni smażyć dymkę na oliwie czosnkowej, aż się zeszkli. Dodać pomidory suszone, chili , rozmrożone krewetki  i wino i razem dusić. Doprawić solą i cukrem.

Ugotowany i odcedzony makaron (trochę wody odlanej  z makaronu warto zostawić i dodać do sosu, gdyby ten  zbyt odparował podczas gotowania) przełożyć na patelnię z sosem z krewetkami i wymieszać, dodać siekaną natkę, jeśli lubicie, albo jakieś inne zioła

Porcje na talerzu posypać parmezanem, według uznania również.

Smacznego,

Basia

Ciasto na pierniki bożonarodzeniowe i zakręcona kanapka

komentarze 4

Ciasto na pierniki zrobione!

To znaczy pierwszy etap, oczywiście.

Zwyczaj pieczenia pierników wprowadziła do naszego domu moja  starsza o 3 lata, jedyna  Siostra, kiedy byłyśmy kilkunastoletnimi dziewczynami. Wypatrzyła  je w jakimś zagranicznym czasopiśmie i  od tego się zaczęło. I potem już każdego roku piekłyśmy pierniki na  Boże Narodzenie. Jak tylko była okazja,  przywoziłyśmy z zagranicy kolorowe barwniki spożywcze do barwienia lukru, kolorowe cukiereczki , maleńkie „groszki” i „maczek” do zdobienia pierniczków.

Kiedyś, nie pamiętam dokładnie kiedy, ale na pewno kilkanaście już lat temu, przeczytałam o dawnym, tradycyjnym  sposobie przygotowania  ciasta na pierniki  na wiele tygodni, czasem miesięcy albo nawet lat(!),  przed pieczeniem.

Ciasto odstawione w chłodne miejsce dojrzewało,  żeby pierniki z niego upieczone były najsmaczniejsze.

Czytałam też o  zupełnie współczesnych,  choć oczywiście wywodzących się z tradycji,  sposobach przygotowania ciasta na wypieki  we włoskiej kuchni, tam tez ciasto leżakowało wiele miesięcy zanim zostało upieczone.

Bardzo spodobał mi się pomysł rozpoczęcia przygotowań do pieczenia świątecznych pierników na długo przed świętami, bo zawsze przygotowania świąteczne mnie ogromnie cieszyły i jakby wydłużały radość ze świąt.  A teraz ta radość mogła zacząć się jeszcze wcześniej.

Wprawdzie według starych receptur dojrzewające ciasto na tradycyjne  polskie pierniki składało się z mąki, przypraw, miodu, jajek i tłuszczu, ja miałam obawy przed tym, czy zostawione na  kilka tygodni jajka i tłuszcz się nie zepsują.  Dlatego wtedy, wiele lat temu zaczęłam przygotowywać ciasto w oparciu o ten włoski zwyczaj, tam jajka i tłuszcz dawało się później.

I tak, od tamtego czasu co roku przygotowuję pierniki na wiele tygodni przed świętami.

Czasem wcześniej, czasem później, im mniej czasu jest  do świąt, tym wyższa temperatura dojrzewania. Jeśli zrobię ciasto na miesiąc przed pieczeniem, to trzymam je w chłodnej spiżarce, jeśli na 2 tygodnie, to już czeka w kuchni, gdzie jest ciepło.

A piekę pierniki zaraz na początku grudnia, żeby zdążyły jeszcze zmięknąć do Bożego Narodzenia.

Na kilka dni przed Wigilią lukrujemy i zdobimy je.

Z pewnością Wam o tym opowiem.

(A to kilka zeszłorocznych pierników, które własnie znalazłam! Były dobrze schowane w metalowym pudełku i zapomniane… trzymają się jednak  całkiem nieźle! Są mięciutkie, tylko lukier trochę wypłowiał 🙂 Pewnie powiesimy jej na choince).

A zrobione właśnie  ciasto na pierniczki  odpoczywa sobie, dałam kilogram mąki żytniej ( pierniki robi się z mąki żytniej właśnie, między innymi dlatego, że taka mąka zatrzymuje wilgoć), 2 opakowania przyprawy do pierników , około 1000g dobrze   ciepłego miodu. Wymieszałam wszystko dokładnie, przykryłam ściereczką żeby oddychało i zostawiłam. Tym razem już  w kuchni, bo do pieczenia pozostały 2 albo  najwyżej 3 tygodnie.

Ale żeby nie obyło się dziś bez jedzenia, proponuję „zakręconą kanapkę” z kurczakiem, warzywami i dressingiem curry . Naprawdę pycha!

Wrap z kurczakiem,  warzywami i dressingiem curry

 

na 3 porcje

3 tortille pszenne

olej

około 250-300 g filetu z kurczaka

rozgnieciony ząbek czosnku

sól

kawałek sałaty lodowej posiekanej ( około ¼ średniej główki)

kilka pokrojonych w plasterki czarnych oliwek

siekana świeża  bazylia, ale może być kolendra, natka pietruszki czy co tam lubicie:-)

2 nieduże  pomidory pokrojone w kostkę  lub  niewielkie plasterki

nieduży ogórek pokrojony w plasterki

cebula dymka albo szalotka albo drobno posiekana cebula po prostu

około 3 łyżek majonezu ( nigdy nie używam kieleckiego!!)

spora szczypta curry, ja dałam pewnie około płaskiej łyżeczki plus szczypta do przyprawieni kurczaka

odrobina octu winnego

około 30-40 g sera cheddar utartego

Na  rozgrzanej patelni usmażyłam pokrojonego w małą kostkę kurczaka, przyprawiłam go curry, solą, czosnkiem. Podlałam nieco wodą, dusiłam, aż zmiękł. Ostudziłam trochę.

Zrobiłam sos mieszając majonez, curry , odrobinę octu winnego.

W misce wymieszałam pokrojone warzywa, oliwki, kurczaka i zioła.

Na patelni posmarowanej tylko delikatnie olejem ( przy pomocy pędzelka) podgrzałam  tortille aż zarumieniły się nieco z jednej,  a potem z drugiej strony.

Wymieszałam warzywa z sosem. Na każdej podpieczonej tortilli położyłam 1/3  nadzienia, zrolowałam, przekroiłam na ukos, położyłam oba kawałki na talerzu i posypałam serem cheddar.

Smacznego,

Basia

Makaron z tuńczykiem

komentarze 2

To jest ulubiony makaron mojej Córki.

Może nie jedyny ulubiony, ale jest zdecydowanie na początku peletonu 🙂

Kiedy go gotuję,  przychodzi i wyjada kawałki tuńczyka  i  potem trzeba dokładać  do sosu jego kolejną puszkę!

Tak też było i dziś.

W sumie to się nie dziwię, bo też bardzo lubię tuńczyka, który w sosie do makaronu nabiera dodatkowego, wyjątkowego  smaku.

Tym razem do sosu poza cebulą, pomidorami i tuńczykiem dodałam  suszone pomidory.

Prosty przepis, który zawsze wychodzi tak, jak powinien.

Jeśli , podobnie jak my, jesteście amatorami tuńczyka, to koniecznie spróbujcie.

Tagliatelle z tuńczykiem i pomidorami

porcja dla 3 osób

puszka dużych kawałków tuńczyka w oleju (około 180g)

puszka pomidorów bez skórki ( ja dałam pomidory krojone z czosnkiem)

oliwa

kilka suszonych pomidorów w oliwie

średnia cebula posiekana

świeże oregano

sos sojowy

szczypta cukru

pieprz świeżo zmielony

utarty parmezan

około 200g suchego makaronu, ja dałam tagliatelle.

Na gorącą patelnie wlałam olej z puszki z tuńczykiem, dodałam jeszcze trochę oliwy z oliwek.

Wrzuciłam do tłuszczu pokrojoną cebulę. Kiedy się zeszkliła dodałam pokrojone w paseczki suszone pomidory,  a następnie wlałam puszkę pomidorów. Przyprawiłam sosem sojowym i pieprzem. Chwilę całość poddusiłam, na koniec  dodałam tuńczyka z puszki i jeszcze chwilę gotowałam. Ugotowałam makaron w osolonej wodzie,  odcedziłam gdy był al dente i wrzuciłam go do sosu.

Wymieszałam całość.  Porcje na talerzu posypałam utartym parmezanem i dodałam listki świeżego oregano.

Polecam,

Basia

Twarożek na śniadanie

Brak komentarzy

Śniadanie musi być proste. Wtedy jest  najlepsze.

Świeża bułka z masłem i jajko. Albo  kanapka z twarożkiem, najlepiej z własnoręcznie upieczonego chleba.

Moje śniadania mogą się wydać nudne i bez polotu, ale właśnie takie najprostsze smaki  dają mi rano najwięcej radości.

Często przygotowuję pasty z twarogu. Odkąd pamiętam, moja Córka zawsze bardzo jej lubiła.

Także moja Mama jest ich zdeklarowaną amatorką, więc kiedy mamy okazję ją gościć u siebie,  zawsze pamiętam o przygotowaniu twarożku na śniadanie, właśnie z myślą o Mamie.

Także mój Mąż wykazuje zainteresowanie pastami z twarogu, on jednak –ku naszemu zdumieniu- polewa je octem balsamicznym! Śmieszne, prawda?

Najczęściej  robię twarożek z cebulką dymką  albo szczypiorkiem, często pomidorem, czasem dodaję  świeżego ogórka albo siekaną bazylię.

Dzisiaj zrobiłam twarożek z dodatkiem suszonych pomidorów i okazało się, że to fantastyczne połączenie.

Z chlebem domowej roboty, pierwszym chlebem mojej Córki zrobionym na własnoręcznie przygotowanym zakwasie, to naprawdę najlepsze jedzenie pod słońcem!

Twarożek z suszonymi pomidorami

250-300 g twarogu ( mój był tym razem kupiony „od baby” na placu, ale często kupuję po prostu tłusty z Hajnówki)

6-8 sporych połówek suszonych pomidorów w oliwie z oliwek ( ja miałam teraz pomidory włoskiej firmy Menu, ale używam często też  pomidorów firmy  Iposea, są dostępne w supermarketach)

mała cebula posiekana

listki świeżego oregano

łyżka majonezu

sól- wg uznania

Przyprawa Włoska (Visana) spora szczypta, albo według uznania

Twaróg rozgniotłam w misce widelcem, dodałam pokrojone w paseczki suszone pomidory, posiekaną cebulę, majonez, sól, przyprawę włoską.

Dodałam listki świeżego oregano.

Mój twaróg był tym razem bardzo wilgotny, gdyby jednak  był bardziej suchy, dodałabym trochę zalewy z pomidorów.

Często przygotowuję  śniadaniowy twarożek wieczorem poprzedniego dnia, jednak  w takiej sytuacji nie dodaję ogórków ( rozmiękną nieprzyjemnie przez noc), a jeśli chcę  dać świeże pomidory, to usuwam z nich gniazda nasienne, żeby  nie był zbyt rzadki z powodu soku z pomidorów.

Cebula , szczypiorek i suszone pomidory mogą spokojnie w serku nocować 🙂

Basia

Szybki obiad czyli makaron

Brak komentarzy

Kiedy potrzebuję zrobić bardzo szybki obiad,  często decyduję się na makaron.

Przygotowanie sosu i ugotowanie makaronu może zająć naprawdę jedynie kilkanaście minut w sumie.

Oczywiście, nie każdy sos jest taki błyskawiczny w przygotowaniu, ale z pewnością jest ich wiele.

Mój dzisiejszy makaron przygotowałam w ciągu 15 minut.

Córka poprosiła o makaron z orzeszkami piniowymi i pomidorkami koktajlowymi.

Dodałam do tego zestawu jeszcze suszone pomidory, ser pleśniowy i kurczaka. No i przyprawy, rzecz jasna!

W ciągu kwadransa był całkiem fajny obiad.

Makaron z kurczakiem, suszonymi  i koktajlowymi pomidorami, serem pleśniowym i orzeszkami piniowymi

dla 3 osób

około 300g filetu z kurczaka pokrojonego w kostkę lub paseczki

oliwa do smażenia

około 80 g suszonych pomidorów

około 150 g pomidorków koktajlowych przekrojonych na pół, lub drobniej

około 60 g sera pleśniowego

rozgnieciony ząbek czosnku

ocet balsamiczny

sos sojowy

oregano

orzeszki piniowe, uprażone na suchej patelni

świeże zioła, np.: bazylia i oregano

około 250 g makaronu, ja dałam penne rigate

sól

Wstawiłam w garnku posoloną wodę na makaron. Na patelni , na rozgrzanej oliwie podsmażyłam kawałki kurczaka, doprawiłam solą i czosnkiem, dodałam ocet balsamiczny, oregano, pokrojone suszone pomidory i chwilę wszystko razem  smażyłam.

Gdy kurczak był już miękki, a sos na patelni częściowo wyparował, dodałam do niego trochę wody i zmniejszyłam płomień.

Ugotowany al dente makaron odcedziłam, wrzuciłam na patelnię z sosem, dodałam też trochę wody  z gotowania makaronu.

Przyprawiłam sosem sojowym.

Do makaronu z sosem dodałam pomidorki koktajlowe i połowę sera pokruszonego.

Wszystko wymieszałam delikatnie.

Makaron przełożyłam do miski, na wierzchu  położyłam resztę sera pleśniowego, prażone orzeszki piniowe i listki świeżej bazylii i oregano.

Smacznego,

Basia

Bałkańskie klimaty

Brak komentarzy

Pora na chłodniki ciągle trwa, i oby jak najdłużej.

Oby jak najdłużej trwało lato!

Późno się  zaczęło, więc  niech i późno skończy 🙂

Zrobiłam zatem tarator, to taki chłodnik o bułgarskich  korzeniach. Mój  Mąż należy do amatorów chłodników,  dlatego często je robię.

Klasyczny tarator, to chodnik z kwaśnego mleka bułgarskiego (takiego sztywnego, że niemal można kroić nożem), ogórków, czosnku, oliwy i kopru.

Czasem  Bułgarzy dodają do niego  wody albo siekanych orzechów włoskich.

Pamiętam jak przed laty podczas wakacji  z Rodzicami w Bułgarii znajomy Bułgar przyrządzał dla nas ten chłodnik. Pamiętam,  jak wielki nieobrany ogórek nacinał szybkimi  ruchami noża,  a potem siekał w przeciwną stronę, cały czas trzymając w ręce.  Robił to z ogromną wprawą!

Czosnek też siekał, energicznie i bardzo drobno, tym razem już na desce do krojenia.

Jeszcze koper, oliwa, sól i wszystko zostało szybko wymieszane w garnku.

Jedliśmy tarator z białym, pszennym bułgarskim chlebem i bardzo wszystkim  on smakował.

Wielokrotnie robiłam go w domu, ale chyba nigdy już nie smakował tak samo, jak tam na wakacjach w Bułgarii…

Tym razem zrobiłam go trochę inaczej. Nie kroiłam ogórka, tylko wrzuciłam do blendera i zmiksowałam z jogurtem i resztą składników. W ten sposób otrzymałam chłodnik, który można pić. A do tego ma piękny zielony kolor dzięki ogórkom i zmiksowanemu koprowi.

Myślę, że warto wypróbować obie wersje.

Tarator

na 2-3 porcje

400 g opakowanie zimnego jogurtu  (ja dałam gęsty grecki jogurt, ale może być też  zwykły jogurt czy kefir)

ząbek czosnku rozgnieciony

1-2 łyżki oliwy z pierwszego tłoczenia

kilka ogórków w sumie około 200g, najlepiej zimnych, wprost z lodówki

kilka łyżek siekanego koperku ( zostawić trochę do dekoracji)

sól

ewentualnie odrobina octu winnego, jeśli mleko zsiadłe czy jogurt jest mało kwaśny

szczypta cukru

Można wszystko zmiksować, albo zrobić według wspomnianego  klasycznego przepisu.

Jeśli chłodnik przygotowany jest dużo wcześniej przed podaniem, należy go wstawić do lodówki i wyjąć tuż przed serwowaniem. Najlepszy jest zdecydowanie chłodny!

A pozostając w klimacie bałkańskim, proponuję Wam jeszcze coś do taratoru.

Omlet z fetą, ziemniakami i cebulą.

Myślę, że można potraktować ten zestaw jako cały obiad.

My  jedliśmy ten omlet na śniadanie, ale równie dobrze można go zrobić na lunch czy obiad.

Prawdziwa grecka feta ( przywieziona właśnie przez Córkę z wakacji) doskonale skomponowała się z masą jajeczną omletu. Polecam!

Omlet z fetą, ziemniakami i cebulą

5 jajek dobrze ubitych

1 duży lub 2 mniejsze ziemniaki posiekane dość drobno ( kilkumilimetrowej grubości plasterki przekrojone na mniejsze kawałki)

olej lub oliwa do smażenia

nieduża cebula drobno posiekana

około 100g fety pokruszonej niezbyt drobno

pieprz

Na rozgrzanym tłuszczu podsmażyłam posiekane ziemniaki, gdy były już dość miękkie dodałam cebulę i smażyłam razem, aż cebula zeszkliła się. Trzeba uważać, żeby się nie przypaliła (można też smażyć ziemniaki i cebulę osobno i połączyć  dopiero wtedy,  gdy są gotowe).

Do  miękkich ziemniaków i cebuli dodałam fetę, rozłożyłam równomiernie na całej powierzchni a następnie wylałam na to masę jajeczną. Popieprzyłam całość,  ale  nie posoliłam, mając na uwadze słoną dosyć fetę.

Podczas smażenia podważałam omlet od dołu, żeby masa jajeczna spływała na dół. Kiedy z wierzchu nie było już zbyt wiele takiej płynnej,  przełożyłam omlet na drugą stronę używając dużego talerza ( można też uzyć dużej pokrywki, o średnicy podobnej do średnicy patelni). Po chwili smażenia  z drugiej strony przełożyłam  omlet z patelni na talerz. Trzeba uważać , żeby go nie przypalić z żadnej strony. Najszybciej zawsze przypala się cebula i niestety  wtedy staje się gorzka.

Omlet z fetą jest doskonały.

Robiłam go po raz pierwszy, ale jestem pewna, że będzie częstym gościem na naszym stole!

Basia

Kalafior zamiast cukinii

Brak komentarzy

Nie mogę się doczekać  naszej cukinii!

W zeszłym roku moja Koleżanka Ewa sprezentowała mi sadzonki  dyni.

To było dosyć późno  latem i dynie nie zdążyły dobrze dojrzeć. Były takie małe,  że nie zorientowałam się nawet,  że to są dynie. Byłam przekonana, że to są żółte cukinie.  Było ich całe mnóstwo z jednej sadzonki. Zebrałam  parę razy takie niewielkie owoce i ugotowałam z nich bardzo pyszne dania. Była zapiekanka z kurek i (jak mi się wydawało) z cukinii, było gratin z dodatkiem cukinii i coś tam jeszcze.

Wszystko było naprawdę bardzo smaczne.

Mając to w pamięci moja Córka postanowiła zrobić własne sadzonki  cukinii w tym roku.

Posiała, wykiełkowały, rozsadziła je i w końcu posadziła w ogrodzie.

Rosną jak na drożdżach!

Nie mogę się doczekać, kiedy dorosną na tyle, żeby je zebrać.

Sprawdziłam dziś, poniżej kwiatów są wyraźne owoce, ale niestety jeszcze muszę trochę  poczekać …

Tymczasem kupiłam kalafiora i śliwki, pierwsze śliwki, to  jeszcze nie są węgierki.

Zrobiłam bardzo ulubioną przez mojego Męża  sałatkę.

Pewnie to jest  dla niektórych dziwne połączenie, ale  uwierzcie mi, że bardzo interesujące!

Kalafior, śliwki, cebula, orzechy i majonez. No i trochę przypraw, oczywiście.

Zdecydowanie najlepsze do tego są  śliwki węgierki, ale jeśli nie ma tego,  co się lubi… trzeba użyć tego, co jest.

Dlatego  dzisiejsza sałatka z kalafiorem ma w sobie letnie śliwki.

Sałatka z kalafiorem i śliwkami

niewielki świeży kalafior

około 250 g wypestkowanych śliwek, najlepiej węgierek

2 spore łyżki  majonezu ( ja jestem wierna Dekoracyjnemu z Winiar)

cebula

około 80 g orzechów włoskich

około ½  łyżeczki czarnuszki ( do kupienia w sklepach zielarskich)

sól, cukier, pieprz

ewentualnie ocet winny

Kalafiora pokroiłam na małe różyczki, posiekałam drobno cebulę, śliwki pokroiłam w paseczki, orzechy posiekałam grubo.

Wszystko wymieszałam z majonezem, dodałam przyprawy, wymieszałam jeszcze raz i wstawiłam do lodówki.

Jeśli przygotujecie sałatkę znacznie wcześniej( kilka godzin) to po wyjęciu z lodówki trzeba ją koniecznie jeszcze raz doprawić. Szczególnie, jeśli użyliście takich letnich śliwek, jak ja. One są znacznie bardziej soczyste niż węgierki i  puszczają więcej soku, doprawienie wtedy będzie niezbędne.

Basia

Facebook

Likebox Slider for WordPress