Archwium dla ·

makaron-ryż-kasza

· Kategoria...

Lukrowania pierników dzień drugi i kutia

komentarze 2

Lukrowanie pierników skończone.

Jest ich naprawdę dużo, jak widzicie! A dzięki rozłożeniu pracy na dwa dni nie było momentu zwątpienia:-)

Z tego powodu mamy mało pierników z czekoladą…

W tym roku pojawiła się u nas nowa metoda zdobienia lukrem, dzięki mojej koleżance Dorocie.

Dostałam w prezencie prześliczne pierniczki jej produkcji i właśnie u niej podpatrzyłyśmy z Córką  nowy, bardzo interesujący  sposób.

Cieniutka linia lukru (u Doroty białego, u nas również kolorowego) to nowy pomysł dekorowania. Bardzo ciekawy efekt!

Kiedy zobaczyłam po raz pierwszy, myślałam, że to bardzo trudne. W rezultacie okazało się, że wcale nie.  Nowa metoda urozmaiciła naszą dotychczasową i w tym roku pierniki są naprawdę przeróżne.

Myślę, że również dzięki temu nie nudziła nam się praca z piernikami, a jest ich pewnie ze dwieście.

Do jutra pierniki poleżą na wierzchu, jutro wrócą do pudełka i będą czekać na ich czas.

A ja zabieram się za przygotowania do Świąt.

Tradycyjnie  Wigilia odbędzie się u nas w domu, będzie pewnie 15 osób.

Potrawy wigilijne przygotowuję nie tylko ja, również moja Mama, Teściowa i  Siostra.

Podajemy potrawy wywodzące się z rodzinnych  domów Rodziców.

Jak zwykle ja robię barszcz ( kisi się już od paru dni kwas buraczany), kutię, kompot z suszonych śliwek, sałatkę śledziową. W tym roku chcemy z Córką zrobić jeszcze  kulebiak z rybą.

Poza tym będą uszka w barszczu produkcji mojej Mamy i również  jej produkcji paluszki z makiem.

Siostra robi sałatkę z kiszonej kapusty z fasolką perłową, Teściowa przygotuje pierogi z kapustą i grzybami, smażonego karpia, kapustę z grzybami.

Potraw musi być minimum 12, choć  zwykle jest ich jednak więcej, jeśli policzyć opłatek (co podobno  się robi) i  ciasta na deser:-)

Bakalie na kutię już pokroiłam. Kutia, to potrawa podawana w domu mojego Taty i według tamtej receptury  ją przygotowuję.

Przyznam, że nie jestem fanką większości  potraw wigilijnych, przygotowuję je i jem, bo taka jest tradycja, jednak kutię  bardzo lubię!  Daję do niej mnóstwo bakalii, prażone orzechy włoskie, laskowe i migdały, morele suszone i śliwki, smażoną skórkę pomarańczową, rodzynki , a ostatnio również smażoną pigwę, która dzięki swemu kwaskowemu smakowi przełamuje monotonię słodyczy pozostałych bakalii.

Jeszcze tylko ugotowana pszenica, taka pozbawiona wierzchniej łuski, mielony mak i dużo miodu. Tyle miodu, żeby rzucona przez gospodarza porcja kutii przykleiła się do powały, jak mówi tradycja 🙂

Basia

Ryż z makaronem po arabsku

komentarze 2

Pisząc niedawno  o kurczaku tandoori, do którego  na kolację podałam  ryż z makaronem, obiecałam kiedyś więcej   o tym napisać.

To pewnie dla niektórych dziwnie brzmi: …ryż z makaronem.

W rzeczywistości to bardzo ciekawa alternatywa dla „zwykłego” ryżu i całkiem  interesujące  jego  nowe wcielenie.

Dla mnie jednak nie takie nowe, bo to kolejna,  zaimportowana przed laty  z Egiptu potrawa.

Po arabsku to roz bi shi’riyya, ryż ugotowany wraz z podsmażonym wcześniej na oleju cieniutkim makaronem nitki.

Pamiętam, że gdy pierwszy raz go jadłam w kairskiej restauracji, podano go z pysznie przyrządzonymi drobiowymi wątróbkami.

Przygotowanie takiego ryżu jest niezwykle proste. I właściwie jest tylko jeden krytyczny moment,  czyli smażenie makaronu. Trzeba go wystarczająco długo smażyć, żeby był odpowiednio brązowy i jednocześnie na  tyle wcześnie to smażenie przerwać, żeby makaron się nie przypalił.

W wysokiej temperaturze, w jakiej ten proces przebiega, dość  jeszcze długo po zdjęciu z ognia ciągle trwa smażenie i wtedy może właśnie się makaron przypalić. Dlatego trzeba dobrze wyczuć moment zdjęcia smażącego się makaronu z ognia. Poza tym,  żadnych problemów nie przewiduję.

Roz bi shi’riyya ( ryż z makaronem typu nitki )

2 filiżanki ryżu ( dałam  zupełnie zwykły,  długoziarnisty)

spora garść makaronu nitki

3-4 łyżki oleju

sól (według uznania)

4 filiżanki wody

W rondlu z dość grubym dnem rozgrzałam olej.

Gdy był gorący wrzuciłam do oleju makaron. Ciągle go mieszając  smażyłam aż  zrobił się ciemnobrązowy, ale jeszcze nieprzypalony.  Wtedy dodałam  ryż i zamieszałam. W gorącym tłuszczu ryż zaraz się zaczął prażyć. Jednak żeby nie przypalić ciemnego już makaronu, przerwałam  to prażenie dodając wodę. Posoliłam i doprowadziłam do wrzenia, a potem zmniejszyłam moc gotowania do minimum, po chwili przykryłam i zostawiłam, aż ryż wchłonął całą wodę i był gotowy do jedzenia.

Taki ryż można podawać  właściwie do wszystkiego, … a ja go najbardziej lubię solo:-)

Polecam!

Basia

Zupa tajska z makaronem ryżowym

1 komentarz

O ile szczerze nie lubię zimy, to  cieszę się, że są takie różne miłe akcenty z nią związanie.

Na przykład duży lampion u nas w kuchni, który w zimowe weekendy zapalony jest niemal ciągle.

Zapalone świece kojarzą mi się zdecydowanie świątecznie i zimowo. I choć przecież stawiamy w letnie wieczory kolorowe lampiony na stole i tarasie, to one  mają jednak zupełnie inny, wakacyjny  charakter.

Przyjemnym akcentem zimowej pory jest zmiana menu, pojawiają się w nim zupy!

Tak, zupy zagościły już na dobre u nas w domu.

Gotuję te dobrze znane i wypróbowane , które lubimy  bez względu na pojawiające się nowości . Krupnik z kaszą jęczmienną i udem z indyka, jego soczystym i mięciutkim  mięsem od długiego gotowania, jest zawsze hitem.

Ale oczywiście nie unikam też nowości i pierwszy raz ugotowałam zupę z dodatkiem makaronu ryżowego.

Zupa jest tajskiego pochodzenia, z mlekiem kokosowym, które bardzo lubię.

Choć makaron ryżowy jest u nas dostępny od lat, jeszcze nigdy go nie przyrządzałam! I aż sama się temu dziwię.

Ta zupa- jak to bywa w kuchni tajskiej-  jest bardzo lekka, a dodatek makaronu ryżowego, choć ją zagęszcza przecież, jednocześnie wcale  jej nie obciąża .

I mamy zupę w sam raz na teraz, czyli na całkiem jeszcze przyjemną i ciepłą  późną jesień.

Tajska zupa z kurczakiem, mlekiem kokosowym i makaronem ryżowym

na  około 4 porcje

około 200 g filetu z kurczaka pokrojonego na kawałki i uduszonego na odrobinie oleju

około 1 litra bulionu z kurczaka (może być z kostki)

około 200ml mleka kokosowego

3 łyżeczki sosu rybnego

szczypta chili

pół łyżeczki kurkumy

sok z ½ limonki

sól

1 łyżeczka cukru demerara

około 100 g fasolki szparagowej

około 100 g groszku zielonego mrożonego

około 120 g makaronu ryżowego

W garnku zagotowałam  bulion, dodałam  kurczaka wcześniej już uduszonego, dodałam też mleko kokosowe, wszystkie przyprawy, fasolkę. Gotowałam  chwilę, a gdy fasolka była  jeszcze twardawa dodałam groszek. Gotowałam  jeszcze przez chwilę, aż warzywa były miękkie ale nierozgotowane.

Przygotowałam makaron zgodnie z przepisem na opakowaniu, czyli zalałam wrzącą  wodą i odstawiłam na kilka minut. Gdy był gotowy  odcedziłam  go i rozłożyłam porcje  do miseczek, a potem nalałam zupę.

Można oczywiście posypać  zupę ulubioną zieleniną (ja pewnie posypałabym  siekaną dymką, ale niestety nie miałam jej akurat w domu…)

Smacznego,

Basia

Meksykańska lazania

komentarzy 9

Dziś sięgnęłam po przepisy z nowej książki Nigelli.

Obiecałam Wam, że będę relacjonować testowanie tych przepisów,  więc  właśnie się za to zabieram.

Nie będzie to jednak przepis oryginalny tym razem,  bo  jak zwykle zrobiłam po swojemu.

Znalazłam ciekawie zapowiadającą się lazanię meksykańską.

(Dziwnie trochę wygląda „lazania” napisana po polsku, ale ta nazwa  jest już tak zadomowiona u nas, że kiedy w pierwszej chwili napisałam „lasagne meksykańska” to  zorientowałam się, że to wygląda jeszcze dziwniej)

Lazania zrobiona jest z placków tortilla, zapieczonych z sosem i serem.

W książkowej wersji nie ma w niej mięsa,  jest za to papryka i kukurydza, której ja jakoś nie lubię używać w kuchni. Dlatego u mnie nie ma kukurydzy.

Przepis jest nieskomplikowany i niezbyt czasochłonny, potrzeba tyle czasu ile zabiera ugotowanie sosu, a potem półgodzinne pieczenie,  w sumie jakieś 40 minut.

Myślę, że warto go spróbować.

Moja Córka jest zachwycona tym daniem.

Meksykańska lazania

6 placków tortilla pszenna o średnicy około 25 cm

2 puszki  pokrojonych pomidorów bez skórki

1 puszka fasoli red kidney

ok. 150g utartego sera cheddar albo innego ostrego

ok. 400g mięsa mielonego

rozgnieciony ząbek czosnku

cebula posiekana

oliwa

chili (ilość według uznania)

sól

łyżeczka cukru

sos :

nieduże awokado

drobniutko posiekana szalotka

szczypta soli

szczypta cukru

łyżeczka sosu chili

sok wyciśnięty z około ¼  limonki

2 łyżki kwaśnej śmietany

Rozgrzałam piekarnik do około 200 stopni.

Na rozgrzanej oliwie podsmażyłam cebulę, uważając żeby się nie przypaliła.

Dodałam mięso mielone i czosnek i razem smażyłam, dodałam pomidory z puszki i wodę, mniej więcej tyle ile mieści się w jednej puszce.

Dodałam fasolę,  chili, sól i cukier. Dusiłam razem około 10 minut.

Do naczynia do zapiekania wlałam około 1/4  sosu. Położyłam 2 placki i na wierzch dałam znów 1/4 sosu i posypałam 1/3 sera. Położyłam kolejne 2 placki, sos i ser, znów 2 placki resztę sosu i resztę sera.

Wstawiłam do piekarnika.

Po około 20 minutach zauważyłam, że wierzch rumieni się zbyt intensywnie. Przykryłam lazanię folią aluminiową i zmniejszyłam moc piekarnika. Po kolejnych 10 minutach wyjęłam gotowa lazanię.

Nigella proponuje do swojej lazanii salsę z awokado. Ja też zrobiłam sos z awokado, trochę inny:-)

Rozgniotłam dojrzałe i miękkie jak masło awokado , dodałam posiekaną drobniutko szalotkę, sos chili, sok z limonki , szczyptę soli i kwaśną śmietanę.

Ten sos doskonale pasował do lazanii.

Smacznego,

B

Rurki z ricottą

komentarze 2

Czemu to włoskie jedzenie jest takie dobre??

Bo jest proste i zrobione z  najlepszych składników.

Często gotuję makarony, z upodobaniem  używam wtedy dodatków włoskiego pochodzenia: parmezan, pesto, suszone pomidory, ricotta… I choć  wcale nie uważam, że zagraniczne znaczy lepsze niż polskie, często  najzwyczajniej nie sposób znaleźć polski substytut. Nie mówmy  oczywiście o genialnym parmezanie, ale na przykład  taka wspomniana wyżej ricotta. Cudownie śmietankowy twarożek!…Ale przecież to jednak ciągle tylko twarożek. Czy jest jego jakiś polski odpowiednik? Może macie pomysł? Ja nie znalazłam jeszcze takiego twarożku śmietankowego, który mogłabym dać do makaronu czy naleśników i który pod wpływem temperatury nie zamieniłby się w biały,  rzadki płyn.

Kiedyś spróbowałam do naleśników ze szpinakiem zamiast ricotty dać serek Turek i w efekcie szpinak pływał w białej wodzie!

Próbowałam też innych serków i historia się powtórzyła. Wygląda na to, że nasze twarożki składają się głównie z wody. Niemal wyłącznie.

Więc już nie eksperymentuję i  zawsze kupuję ricottę, …żeby się nie denerwować.

Tym razem oczywiście też kupiłam ją, bo zaplanowałam  makaron cannelloni z ricottą i szpinakiem podpatrzony trochę u Jamiego Olivera.

Cannelloni to najrzadziej przeze mnie gotowany makaron. Pewnie dlatego, że jest znacznie bardziej pracochłonny w przygotowaniu niż wstążki czy rurki.

Ten makaron nie był wcale jakoś przesadnie pracochłonny. Śmiało możecie się zabierać za niego. Warto!

Cannelloni z ricottą, szpinakiem i sosem pomidorowym

2 łyżeczki masła

oliwa

2 rozgniecione ząbki czosnku

około 300g szpinaku mrożonego

posiekane listki i łodyżki  świeżej bazylii

1 i ½ puszki ( w sumie 600g) pomidorów bez skórki ( dałam krojone)

sól

świeżo zmielony pieprz

szczypta cukru

250 g opakowanie sera ricotta

2 garście startego parmezanu

14 rurek cannelloni

350g śmietany kwaśnej

1 ½ garści startego parmezanu

Rozgrzałam piekarnik do 180 stopni.

Na patelni rozgrzałam oliwę, dodałam łyżeczkę masła i rozgnieciony ząbek czosnku.

Chwile podsmażyłam i dodałam szpinak.  Szpinak najpierw się rozmroził, potem nieco poddusił na patelni . Odstawiła, żeby wystygł.

Na innej patelni rozgrzałam oliwę  z resztą masła, dodałam drugi ząbek czosnku, podsmażyłam, dodałam pomidory z puszki około ¾ puszki wody. Dodałam cukier, pieprz, nieco soli, posiekaną bazylię i dusiłam całość przez chwilę, aż sos troszkę odparował, ciągle jednak nie był gęsty.

Ostudzony szpinak pokroiłam drobniej, wymieszałam z ricottą i garścią parmezanu, doprawiłam solą i pieprzem. Masę przełożyłam do szprycy  do dekoracji tortów. Wybrałam końcówkę z najszerszym otworem. Każdą rurkę nadziałam masą szpinakowo-serową.

Do naczynia do zapiekania przelałam sos, na nim ułożyłam nafaszerowane rurki.

Śmietanę wymieszałam z 2 łyżkami parmezanu, dodałam nieco wody, sól i pieprz, wylałam tę mieszankę na rurki i posypałam pozostałym parmezanem.

Wstawiłam  danie do piekarnika na około 25-30 minut i wyjęłam, gdy sos z wierzchu na rurkach zaczął bulgotać i ładnie się  przyrumienił.

Smacznego,

Basia

Ryż z warzywami i domowe pesto

komentarze 2

r

Zastanawiałam się, czy w ogóle pisać tu o tym daniu, bo jest szaro-bure i mało spektakularne.

Ale kiedy usłyszałam od mojego Męża, że było (cyt.) „przepyszne”,  postanowiłam jednak napisać. ( …Choć to fakt, że był bardzo głodny 🙂 )

Jest przecież tyle „brzydkich” i niezbyt elegancko wyglądających potraw, które przecież bardzo lubimy, zjadamy ze smakiem i zupełnie nie myślimy o tym, że są nieładne i niefotogeniczne.  Choćby zupa cebulowa! W zależności od wersji ma mniej lub więcej dodatków, sama w sobie jednak jest bura po prostu.

Moja  niepiękna potrawa, to był ryż z duszonymi warzywami: bakłażanem, cukinią i cebulą z dodatkiem bazyliowego pesto i serem feta.

I znów mięsożercy pewnie zlekceważą takie jedzenie, albo ( jak moja Córka) dorzucą sobie do niego podsmażony boczuś albo parówkę 🙂

Można  i tak!

Ryż z duszonym bakłażanem, cukinią , bazyliowym pesto i serem feta

dla 3 osób

około 350 gramowa cukinia

około 350 gramowy bakłażan

nieduża cebula  posiekana

2 łyżki pesto

ząbek czosnku

oliwa do smażenia

ocet winny

szczypta cukru

szczypta chili

sól

około 100g pokruszonej fety

filiżanka suchego ryżu, ugotowanego jak zwykle u mnie na sposób egipski (czyli- jak już tu o tym kiedyś pisałam- po wyprażeniu w rondlu suchego ryżu na gorącej oliwie dodałam dwie filiżanki wody, posoliłam, zagotowałam a potem zmniejszyłam ogień i na najmniejszym gotowałam, aż woda całkowicie została wchłonięta, a ryż był ugotowany i sypki ).

Na rogrzanej oliwie zeszkliłam cebule, dodałam rozgnieciony czosnek i chwilę smazyłam razem, dodałam bakłażana pokrojonego w kosteczkę i dodałam do cebuli, następnie dodąłam pokrojoną cukinię. Dusiłam razem, aż warzywa były dość miękkie, przyprawiłam octem winnym, chili, solą, cukrem. Na koniec dodałam do sosu pesto i wymieszałam całość.

Ja dałam świeże pesto własnej domowej produkcji. Wprawdzie nie jest to najlepsza pora na robienie  pesto bazyliowego,  ale poprzedniego dnia  kupiłam doniczkę ze świeżą bazylią i… nie podlałam jej. Trochę zwiędła, nie czekałam jednak, żeby zwiędła bardziej, bo wtedy mogłabym ją już tylko wyrzucić. Szybciutko wrzuciłam liście do blendera, dodałam oliwę, czosnek, odrobinę soli, szczyptę cukru, utraty parmezan, orzeszki piniowe i trochę octu winnego. Zmiksowałam wszystko i już! Klasyczne pesto alla genovese ( ten zielony sos pochodzi z Genui w Ligurii) powinno mieć w składzie poza parmezanem jeszcze ser pecorino, ale tym razem go nie miałam. Zresztą robiąc pesto (podobnie jak wiele innych 🙂 )nigdy  nie jestem dogmatyczna. Robię „na smak”, a nie trzymam się ściśle przepisu. Tym razem pesto wyszło boskie! Takie, że mogę je jeść łyżką wprost ze słoika. Pesto kupione w sklepie jest zwykle strasznie słone i esencjonalne aż tak, że jedzenie go bezpośrednio jest raczej nie do wytrzymania.

Ale wracając do ryżu, kiedy sos był gotowy i  ryż też, połączyłam całość na patelni i posypałam pokruszoną fetą. I choć wyglądało blado, smakowało całkiem konkretnie!

Smacznego,

Basia

Czarny makaron

komentarzy 5

Bardzo lubię czarny makaron z atramentem z kałamarnic.

Podoba mi się ten jego elegancki kolor, lekko połyskujący.

Pewnie przez tę barwę nie  jest dla mnie zwykłym makaronem, ale raczej takim na szczególną okazję.

Choć pewnie wydaje się, że makaron jest zbyt powszednim daniem, żeby podejmować nim gości, jednak pamiętam,  że kiedyś podałam go na mojej urodzinowej kolacji dla Przyjaciół

Wtedy był z frutti di mare i sosem pomidorowym. To było bardzo udane danie.

Natomiast dzisiejsza moja propozycja, to czarny makaron z łososiem, sosem pomidorowym, kaparami i z odrobiną parmezanu.

Wiem, że jest wiele osób, które z dystansem podchodzą do tego czarnego makaronu.

Jednak z pełnym przekonaniem namawiam Was do tego, żeby odważyć się i  go spróbować. Naprawdę warto!

Czarny makaron z łososiem, sosem pomidorowym i kaparami

dla ok.3 osób

200g makaronu z atramentem z kałamarnicy

3 kawałki świeżego  filetu z łososia ( około 300g)

puszka pomidorów bez skórki  (dałam takie krojone)

chili, curry, pieprz,

mała cebula posiekana

ocet balsamiczny

ocet winny

sól

oliwa do smażenia

szczypta cukru

2 łyżki kaparów ( ja dałam takie duże w zalewie z octu winnego)

parmezan utarty

Makaron ugotowałam w osolonej wodzie.

Na jednej patelni  usmażyłam na oliwie kawałki łososia, przyprawiłam odrobiną octu winnego, szczyptą sporą curry i solą.

Na drugiej patelni na oliwie zeszkliłam cebulę, dodałam puszkę pomidorów, przyprawiłam chili, pieprzem, dusiłam razem przez chwilę, dodałam nieco wody, bo sos podczas duszenia zgęstniał zbytnio, dodałam kapary.

Kawałki  gotowego łososia podzieliłam na mniejsze, wyjęłam ości, które się pojawiły. Przełożyłam do sosu pomidorowego łososia wraz z sosem, który powstał w trakcie jego smażenia.

Wymieszałam delikatnie, żeby nie rozgnieść zbytnio łososia.

Gotowy i odcedzony  makaron dodałam do sosu i jeszcze raz wymieszałam delikatnie.

Porcję na talerzu posypałam utartym parmezanem i listkami świeżego  tymianku.

Smacznego,

Basia

Makaron z tuńczykiem

komentarze 2

To jest ulubiony makaron mojej Córki.

Może nie jedyny ulubiony, ale jest zdecydowanie na początku peletonu 🙂

Kiedy go gotuję,  przychodzi i wyjada kawałki tuńczyka  i  potem trzeba dokładać  do sosu jego kolejną puszkę!

Tak też było i dziś.

W sumie to się nie dziwię, bo też bardzo lubię tuńczyka, który w sosie do makaronu nabiera dodatkowego, wyjątkowego  smaku.

Tym razem do sosu poza cebulą, pomidorami i tuńczykiem dodałam  suszone pomidory.

Prosty przepis, który zawsze wychodzi tak, jak powinien.

Jeśli , podobnie jak my, jesteście amatorami tuńczyka, to koniecznie spróbujcie.

Tagliatelle z tuńczykiem i pomidorami

porcja dla 3 osób

puszka dużych kawałków tuńczyka w oleju (około 180g)

puszka pomidorów bez skórki ( ja dałam pomidory krojone z czosnkiem)

oliwa

kilka suszonych pomidorów w oliwie

średnia cebula posiekana

świeże oregano

sos sojowy

szczypta cukru

pieprz świeżo zmielony

utarty parmezan

około 200g suchego makaronu, ja dałam tagliatelle.

Na gorącą patelnie wlałam olej z puszki z tuńczykiem, dodałam jeszcze trochę oliwy z oliwek.

Wrzuciłam do tłuszczu pokrojoną cebulę. Kiedy się zeszkliła dodałam pokrojone w paseczki suszone pomidory,  a następnie wlałam puszkę pomidorów. Przyprawiłam sosem sojowym i pieprzem. Chwilę całość poddusiłam, na koniec  dodałam tuńczyka z puszki i jeszcze chwilę gotowałam. Ugotowałam makaron w osolonej wodzie,  odcedziłam gdy był al dente i wrzuciłam go do sosu.

Wymieszałam całość.  Porcje na talerzu posypałam utartym parmezanem i dodałam listki świeżego oregano.

Polecam,

Basia

Moje węgierskie leczo

Brak komentarzy

Bardzo okrągła rocznica ślubu była pretekstem do  krótkiego weekendowego wypadu do Budapesztu.

Nasza podróż poślubna odbyła się właśnie na Węgry,  dlatego teraz też wybraliśmy się w tamte strony.

Wprawdzie nasza podróż wtedy trwała dłużej i poza Budapesztem spędziliśmy też piękny czas nad Balatonem, tym razem jednak czasu było mało i wycieczka musiała być dość ekspresowa. I choć dodatkowo nieprzyjemne okoliczności zdrowotne opóźniły  porę wyjazdu z domu i sprawiły, że mogliśmy w stolicy Węgier spędzić niewiele ponad dobę, wyjazd należał do bardzo udanych.

Jeśli ktoś lubi leczo, gulasz i wino, to na pewno wróci usatysfakcjonowany  wizytą na Węgrzech.

Tak było właśnie w naszym przypadku.

Ja jestem dość tradycyjna jeśli chodzi o menu śniadaniowe,  najchętniej  widzę w nim jajka, świeże bułeczki, masło i  pomidory  z mozzarellą, natomiast mój Mąż w podróży jada różne lokalne specjalności, jeśli tylko nadarzy się taka okazja.  I tu się tak stało! Wśród potraw dostępnych w hotelowym,  samoobsługowym  bufecie śniadaniowym znalazło się leczo! Sprawiło ono ogromną frajdę mojemu Mężowi, o czym poinformował nawet managera  hotelowej restauracji.

Trwający potem niemal przez cały dzień spacer po pięknym i i interesującym Peszcie  oraz położonej po przeciwnej stronie Dunaju Budzie, w  cudnie ciepły i słoneczny dzień oraz zasmakowanie jeszcze paru innych lokalnych dań w tym dniu i skosztowanie węgierskich win dopełniło nasze zadowolenie.

W związku z tym, że byliśmy tam w niedzielę, nie było szans właściwie na żadne  zakupy.

W pobliskim sklepie spożywczym kupiliśmy dosłownie parę rzeczy tylko: węgierską mieloną czerwoną paprykę, butelkę tokaju, krem z papryki i kilka świeżych,  czerwonych i zielonych(i z całą pewnością węgierskich) papryk.

Zainspirowana węgierską wycieczką postanowiłam po powrocie do domu ugotować leczo.

Wprawdzie zamierzałam zrobić to zgodnie ze swoją intuicją kulinarną, ale rzuciłam okiem na kilka przepisów na to danie, które znalazłam w internecie.  W kilku z nich (a właściwie w większości, które widziałam) w składzie była polska kiełbasa! Tak, „polska kiełbasa”!  Mimo, że sięgałam do przepisów wyłącznie z całkiem zagranicznych stron.

Bardzo mi się to spodobało, bo moja Rodzina uwielbia kiełbasę w gotowanych daniach.

Ugotowałam leczo po swojemu, pamiętając  jakie rady dawała mi Węgierka u której mieszkaliśmy będąc w podróży poślubnej. I choć minęło naprawdę wiele lat, dobrze pamiętam, że mówiła o ryżu, który wsypuje do leczo, tylko parę łyżek ( dosłownie  3-4) i gotuje całość  aż ryż zmięknie.

I wyszło tak, jak miało wyjść!

Moje leczo (lecsó)

dla 3-4 osób

250 g kiełbasy pokrojonej w plasterki lub drobniej ( moja kiełbasa była dość pikantna, jak się okazało, więc nie przesadzałam z dodawanie ostrych przypraw)

cebula posiekana

3 małe ziemniaki pokrojone w kosteczkę

czerwona podłużna węgierska papryka pokrojona w kosteczkę albo paski

zielona podłużna węgierska papryka pokrojona w kosteczkę albo paski

mała czerwona i żółta papryka z naszego sklepu (jw.)

(Ale naprawdę może być  papryka tylko taka z naszego sklepu lub straganu 🙂 )

olej roślinny

3-4 łyżki ryżu

sól do smaku

cukier do smaku ( u mnie około 1 łyżeczki)

ocet balsamiczny ew. po prostu winny

pasta paprykowa węgierska( spokojnie wystarczy mielona papryka i ewentualnie mocniejsze doprawienie solą )

2 rozgniecione ząbki  czosnku

puszka pomidorów bez skórki ( ja użyłam pokrojonych)

Na gorącej patelni, na oleju podsmażyłam kiełbasę i cebulę, aż się cebula zeszkliła.

Dodałam czosnek, pokrojoną paprykę i ziemniaki, podsmażyłam przez chwilę.

Dodałam pomidory z puszki i dusiłam całość. Dodałam ryż i dolałam nieco wody ( około ½ szklanki najpierw).

Gdy woda wyparowała znów dolałam, dodałam nieco octu balsamicznego i dalej gotowałam na niewielkim ogniu.

Kiedy sprawdziłam, że ziemniaki jeszcze są dość twarde,  choć woda wyparowała, znów dodałam wody i ciągle jeszcze dusiłam. W sumie pewnie około 1 godziny.

Doprawiłam solą oraz  odrobiną cukru i danie było gotowe.

Takie węgiersko-polskie leczo. Fajne!

Smacznego

Basia

Kolejna odsłona cukinii

komentarze 2

Dziś dalszy ciąg cukiniowego sezonu w mojej kuchni .

Okazało się, że urodzaj podobny do tego  u nas  na grządce koło domu, spotkał moich Teściów na działce. Zostaliśmy obdarowani dwiema naprawdę solidnymi, zielonymi cukiniami.

Jak już  tu pisałam,  najbardziej lubię takie całkiem małe, młodziutkie egzemplarze, zwykle z błyszczącą skórką. Przyrządzam je w całości, to znaczy i ze skórą i z gniazdami nasiennymi, które właściwie są jeszcze zupełnie niewykształcone i niemal niewidoczne.

Jednak dość powszechne jest w Polsce, jak zauważyłam,  hodowanie tych warzyw do gigantycznych rozmiarów.  Może na marmoladę czy jakąś marynatę nadają się takie wyrośnięte cukinie, jednak  ja gotować z nich nie lubię.

Na szczęście  te sprezentowane cukinie, choć dość duże, miały jeszcze miękką skórkę i nie wymagały obierania. Gniazda nasienne miały  wprawdzie już widoczne pestki, ale były jeszcze miękkie  i nadawały się  do jedzenia.

Postanowiłam jedną z nich nafaszerować i zapiec.

Do przygotowania farszu użyłam mięsa mielonego,  kaszy jęczmiennej i jeszcze kilku składników.

Natomiast sos przygotowałam ze świeżych pomidorów i czerwonej papryki.

Myślę, że równie dobrze można zrobić po prostu sos pomidorowy,  ale teraz koniecznie z letnich, uduszonych i  przetartych pomidorów, doprawionych czosnkiem i ziołami.

Cukinia faszerowana kaszą jęczmienną i mięsem, zapiekana  z fetą i  sosem ze świeżej papryki i pomidorów

spora cukinia ( albo kabaczek) pokrojona na plastry ok. 4 cm grubości

posiekana cebula

filiżanka kaszy jęczmiennej suchej ( około 150 g)

około 250 g mięsa mielonego ( ja użyłam chudej wołowiny)

około 50 g suszonych pomidorów

garść czarnych oliwek posiekanych grubo

2 ząbki czosnku

oliwa do smażenia

świeże oregano i tymianek

pieprz świeżo zmielony, sól, cukier

ok.50 g fety

szczypta chili

na sos:

1 łyżka oliwy do smażenia

3 -4 średnie pomidory

mała lub pół dużej czerwonej papryki

ząbek czosnku

ocet balsamiczny

sól, cukier

szczypta chili

Ugotowałam kaszę jęczmienną. Ja robię to podobnie do gotowania ryżu.  Na rozgrzany olej wrzuciłam kaszę ( 1 filiżankę), chwilę ją prażyłam, następnie wlałam 2,5 filiżanki wody.  Zagotowałam, a następnie zmniejszyłam płomień. Posoliłam przykryłam i gotowałam na małym ogniu. Następnie po około 15 minutach wyłączyłam i pozwoliłam jej „dojść” do siebie. W tym czasie rozgrzałam piekarnik do około 180 stopni.

Na patelni rozgrzałam oliwę i zeszkliłam cebulę, dodałam mięso mielone i wymieszałam z cebulą.

Z plastrów cukinii wycięłam wnętrze,  tworząc jakby foremki dla farszu. Każdy kawałek miał spód i ścianki z cukinii. Wycięte wnętrze cukinii posiekałam a następnie poddusiłam na oliwie, połączyłam  z mięsem i kaszą. Dodałam posiekane suszone pomidory, czosnek, zioła, posoliłam trochę i dałam pieprz. Dodałam posiekane grubo oliwki.

Każdą cukiniową foremkę wypełniłam farszem tworząc kopczyk na wierzchu.  Ułożyłam cukiniowe foremki z farszem w naczyniu do zapiekania.

Zrobiłam sos.

Na oliwie poddusiłam posiekaną paprykę i pomidory, dodałam rozgnieciony czosnek. Gdy  warzywa były miękkie,  zmiksowałam je w blenderze,  a następnie przetarłam przez sito, żeby pozbawić sos skórek z papryki i pomidorów.

Doprawiłam chlustem octu balsamicznego, solą, chili i  cukrem.

Sos wlałam do naczynia z cukinią, na każdy nafaszerowany kawałek wlałam łyżkę sosu.

Na tym położyłam pokruszoną  fetę i  listki świeżego tymianku. Wstawiłam naczynie do piekarnika i piekłam  przez około 45 minut, aż feta na wierzchu się zarumieniła,  a cukinia zmiękła.

Przed podaniem danie posypałam jeszcze listkami świeżych ziół.

Smacznego!

Basia

Facebook

Likebox Slider for WordPress