Zastanawiałam się, czy w ogóle pisać tu o tym daniu, bo jest szaro-bure i mało spektakularne.
Ale kiedy usłyszałam od mojego Męża, że było (cyt.) „przepyszne”, postanowiłam jednak napisać. ( …Choć to fakt, że był bardzo głodny 🙂 )
Jest przecież tyle „brzydkich” i niezbyt elegancko wyglądających potraw, które przecież bardzo lubimy, zjadamy ze smakiem i zupełnie nie myślimy o tym, że są nieładne i niefotogeniczne. Choćby zupa cebulowa! W zależności od wersji ma mniej lub więcej dodatków, sama w sobie jednak jest bura po prostu.
Moja niepiękna potrawa, to był ryż z duszonymi warzywami: bakłażanem, cukinią i cebulą z dodatkiem bazyliowego pesto i serem feta.
I znów mięsożercy pewnie zlekceważą takie jedzenie, albo ( jak moja Córka) dorzucą sobie do niego podsmażony boczuś albo parówkę 🙂
Można i tak!
Ryż z duszonym bakłażanem, cukinią , bazyliowym pesto i serem feta
dla 3 osób
około 350 gramowa cukinia
około 350 gramowy bakłażan
nieduża cebula posiekana
2 łyżki pesto
ząbek czosnku
oliwa do smażenia
ocet winny
szczypta cukru
szczypta chili
sól
około 100g pokruszonej fety
filiżanka suchego ryżu, ugotowanego jak zwykle u mnie na sposób egipski (czyli- jak już tu o tym kiedyś pisałam- po wyprażeniu w rondlu suchego ryżu na gorącej oliwie dodałam dwie filiżanki wody, posoliłam, zagotowałam a potem zmniejszyłam ogień i na najmniejszym gotowałam, aż woda całkowicie została wchłonięta, a ryż był ugotowany i sypki ).
Na rogrzanej oliwie zeszkliłam cebule, dodałam rozgnieciony czosnek i chwilę smazyłam razem, dodałam bakłażana pokrojonego w kosteczkę i dodałam do cebuli, następnie dodąłam pokrojoną cukinię. Dusiłam razem, aż warzywa były dość miękkie, przyprawiłam octem winnym, chili, solą, cukrem. Na koniec dodałam do sosu pesto i wymieszałam całość.
Ja dałam świeże pesto własnej domowej produkcji. Wprawdzie nie jest to najlepsza pora na robienie pesto bazyliowego, ale poprzedniego dnia kupiłam doniczkę ze świeżą bazylią i… nie podlałam jej. Trochę zwiędła, nie czekałam jednak, żeby zwiędła bardziej, bo wtedy mogłabym ją już tylko wyrzucić. Szybciutko wrzuciłam liście do blendera, dodałam oliwę, czosnek, odrobinę soli, szczyptę cukru, utraty parmezan, orzeszki piniowe i trochę octu winnego. Zmiksowałam wszystko i już! Klasyczne pesto alla genovese ( ten zielony sos pochodzi z Genui w Ligurii) powinno mieć w składzie poza parmezanem jeszcze ser pecorino, ale tym razem go nie miałam. Zresztą robiąc pesto (podobnie jak wiele innych 🙂 )nigdy nie jestem dogmatyczna. Robię „na smak”, a nie trzymam się ściśle przepisu. Tym razem pesto wyszło boskie! Takie, że mogę je jeść łyżką wprost ze słoika. Pesto kupione w sklepie jest zwykle strasznie słone i esencjonalne aż tak, że jedzenie go bezpośrednio jest raczej nie do wytrzymania.
Ale wracając do ryżu, kiedy sos był gotowy i ryż też, połączyłam całość na patelni i posypałam pokruszoną fetą. I choć wyglądało blado, smakowało całkiem konkretnie!
Smacznego,
Basia




1. Komentarz przez Marta H.
15/paź/2010 na 21:04
Kusicielko!
Ja tam mogę żyć bez mięsa, dlatego już do takiej kompozycji nic bym nie dodawała. Muszę kiedyś zrobić sama pesto bo rzeczywiście kupne jest cholernie słone…
2. Komentarz przez Basia
15/paź/2010 na 21:45
Kochana,
Ty – miłośniczka pesto- jeszcze go nie robiłaś sama? No, nie może być!
A to takie łatwe i do tego pyszniutkie!
Szkoda, że teraz to tylko doniczkowa bazylia z supermarketu zostaje, ale i tak warto spróbować. I to nawet. jak Ci nie padnie zioło, jak mnie 🙂