Archwium dla ·

desery

· Kategoria...

Tarta z borówkami

komentarzy 6

Ponury ten dzisiejszy dzień. Ciągle pada, pada, i  pada…

Trzeba dodać mu trochę uroku.

Tym bardziej, że zanosi się podobno na cały taki mokry tydzień, przynajmniej w Krakowie.

Najłatwiej uprzyjemnić sobie dzień i poprawić nastrój czymś dobrym… do jedzenia, oczywiście!

Wczoraj kupiłam pierwsze w tym roku borówki (czyli  czarne jagody , dla niekrakusów 🙂 ), wyjątkowo słodkie jak na początek sezonu.

Najpierw pomyślałam o muffinkach z borówkami ( naprawdę uwielbiam je!), ale ostatnio piekłam muffinki, więc może jakaś odmiana?

Skoro nie muffinki , to w takim razie tarta, na kruchym , pieczonym spodzie.

Tarta z borówkami i kremem mascarpone:

na tortownicę o średnicy 26 cm

na kruchy spód:

220g mąki

125g zimnego masła utartego na grubej tarce

45g cukru

1 żółtko

2-3 łyżki lodowatej wody

szczypta soli

z wymienionych składników szybko zagniotłam ciasto, rozwałkowałam  je i  uformowałam spód  i brzeg tarty w tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia. Nakłułam widelcem ciasto , a potem  chłodziłam w lodówce przez około ½ godziny

Nagrzałam piekarnik do 200stopni.

Wstawiłam tortownicę i piekłam kruchy spód był złocisty. Wyjęłam z piekarnika i zostawiłam,żeby wystygł.

Nadzienie:

250g serka mascarpone

100g śmietanki kremówki

naturalny ekstrakt z wanilii

sok z cytryny ( około 1 łyżki)

cukier puder (około 3 łyżek)

słoiczek ulubionej konfitury albo dżemu

300g świeżych borówek

( ja dałam słoiczek konfitury domowej roboty z  jeżyn i czarnej porzeczki,  zrobiony  przez Ewę, o której tu już kiedyś pisałam i od której go dostałam 🙂  )

W misce ubiłam serek mascarpone, dodałam cukier i ekstrakt waniliowy. W osobnej misce ubiłam śmietankę, była dobrze ubita ale nie sztywna. Do serka powoli dodawałam ubitą śmietankę, a na koniec  powoli dodałam sok z cytryny.

Schłodzony spód posmarowałam warstwą konfitury, na niej położyłam kremową warstwę z mascarpone a  na wierzch wysypałam borówki. Znów wstawiłam do lodówki, żeby całość nieco stężała. Po około godzinie tarta była gotowa!

Basia

Koktajl z truskawkami

Brak komentarzy

Popołudnie w ogrodzie…

Upał już mniejszy, można spokojnie poleniuchować w cieniu.

Może jakiś deser?

Pewnie!

A może koktajl?

Niezły pomysł!

No to bardzo proszę:

koktajl z truskawkami i lodami śmietankowymi

na 2 spore porcje

150g jogurtu naturalnego , może też być śmietana kwaśna 12% albo 18%, jeśli wolicie

100g lodów śmietankowych  albo waniliowych ( ja dałam Grycan śmietankowe)

100ml soku pomarańczowego

200g truskawek

2-3 łyżeczki cukru, ja dałam 2 łyżeczki pudru. Jeśli lubicie bardziej słodkie, to może trzeba będzie jeszcze dodać cukru.

skórka otarta z kawałka pomarańczy albo cytryny ( opcja)

świeża mięta lub melisa do dekoracji

Wszystkie składniki  miksujemy w blenderze i od razu przelewamy do szklanek lub kieliszków, zdobimy listkiem mięty lub melisy  i podajemy.

Jeśli chcecie, żeby koktajl był bardzo zimny, można oprócz zimnych (prosto z lodówki) składników dodać kostki lodu i miksować z lodem.

Basia

Truskawki z czekoladą

Brak komentarzy

No i zaczęły się truskawki!

Przed nami kilka tygodni truskawkowej uczty. Oby tylko pogoda dopisała i pozwoliła dojrzewać  owocom w słońcu.

Nie wiem jak Was, ale mnie zupełnie nie pociągają te piękne, dorodne i kompletnie pozbawione smaku truskawki poza sezonem.

Nie kupuję ich i nie reaguję w ogóle na ich obecność na rynku. Kiedy mam ochotę na te owoce poza sezonem, sięgam do zamrażarki. Oczywiście to nie to samo, co truskawka świeża, prosto z krzaczka.

Ale chociaż ma smak!

Teraz  jednak na  jakiś czas możemy zapomnieć o mrożonkach i delektować się smakiem  absolutnie bezkonkurencyjnych truskawek w pełni ich sezonu.

Najbardziej lubię po prostu same truskawki.

Czasem lekko zanurzam truskawkę w cukierniczce…

Bardzo też lubię te owoce z dodatkiem bitej śmietany, chociaż nie pogardzę też dodatkiem kwaśnej śmietany i odrobiny cukru.

Takie najprostsze połączenia uważam za zdecydowanie najlepsze.

Ale jednak nie bardzo wyobrażam sobie przyjmowanie gości truskawkami posypanymi cukrem…

W znajomych domach najczęściej podawanym deserem z truskawkami jest chyba tarta, na kruchym spodzie z bezową skorupką na wierzchu, albo po prostu placek z truskawkami.

Ja najbardziej lubię desery, w których truskawki nie są poddane obróbce termicznej, czyli są świeże.

Dziś, na przyjście Gości, zrobiłam torcik z czekoladą i świeżymi truskawkami.

Spróbujcie.

Torcik z czekoladą i świeżymi truskawkami.

spód:

350 g herbatników zmielonych dokładnie

100g miękkiego masła

wierzch:

3 tabliczki czekolady ( u mnie pół na pół gorzka i mleczna)

350ml śmietanki kremówki

ekstrakt waniliowy

2 łyżki cukru pudru

świeże truskawki, około 300g

chipsy z białej  czekolady – do dekoracji (opcja)

Zmielone herbatniki wymieszałam dokładnie z miękkim masłem, powstałą masą wyłożyłam dno tortownicy (na którym  wcześniej położyłam papier do pieczenia).

Czekoladę rozpuściłam ( w kuchence mikrofalowej, na najwyższej mocy, około 1½minuty), po wyjęciu z kuchenki jeszcze  przez chwilę mieszałam czekoladę. Zostawiłam, żeby odrobinę przestygła.

W osobnym naczyniu ubiłam śmietankę, do śmietanki ciągle ubijając dodawałam partiami rozpuszczoną czekoladę i cukier puder.

Gotową, gładką  masę czekoladową wylałam na spód herbatnikowy (zostawiłam około ½szklanki masy do dekoracji).  Na czekoladzie ułożyłam truskawki pozbawione szypułek. Wstawiłam torcik do lodówki.

Po około godzinie, gdy masa stężała, polałam zostawioną czekoladą (wcześniej na moment włożyłam czekoladową masę do kuchenki mikrofalowej, żeby ją rozrzedzić troszkę)  wierzch torciku i ozdobiłam chipsami z białej czekolady.

Jeszcze raz wstawiłam do lodówki.

Gdy pokroiłam i podałam deser,  po chwili masa czekoladowa zaczęła się nieco rozpływać w temperaturze pokojowej.

Bardzo fajnie komponowała się taka rozpływająca się czekolada z herbatnikowym spodem i świeżymi truskawkami.

Myślę, że spróbuję też tego przepisu razem z malinami.

Ale to za jakiś czas, bo na krzewach malin dopiero nieśmiało pojawiają się kwiatki…

Basia

Torcik z jabłkami (nie tylko dla Szefa-Łasucha)

Brak komentarzy

Mój Maż poprosił mnie, żebym mu upiekła jakieś ciasto do pracy.

Zdziwiłam się trochę, zupełnie nie rozumiałam czemu?

Ani nie ma teraz imienin, ani urodzin,  ani żadnej innej okazji!

Okazało się, że będą odwiedziny Szefa- Łasucha!

Dziewczyna,  która zwykle piekła ciasta na takie okazje,  pracuje już gdzie indziej, więc  jest problem!

Wobec takiej sytuacji ( i mając na względzie karierę mojego Męża 🙂 ) nie miałam wyboru, musiałam pomóc! Postawiłam jeden warunek, kawałek  tego ciasta musi zostać w domu!

Zaczęłam  zaraz zastanawiać się,  co zrobić, co upiec?

Żaden fajny pieczony pomysł nie mógł mi przyjść do głowy, a książki kucharskie też zupełnie nie pomogły mi w tym.

Właśnie kupiłam jabłka, więc  pomyślałam, że trzeba zrobić coś z jabłek.

Ale taką zwykła szarlotkę?

Choć jestem pewna, że  zwykła szarlotka jest absolutnie najlepsza, tym razem miałam ochotę zrobić coś innego.

Może coś niepieczonego?

Tak!

Torcik z jabłkami i serkiem mascarpone, na zimno.

Poprosiłam Męża, żeby mi pomógł i obrał, a potem utarł jabłka.

Utarte na grubej tarce jabłka położyłam na sitku, po chwili wycisnęłam nadmiar soku z jabłek ( pewnie odcisnęłam około szklanki soku )

Następnie przygotowałam spód torciku. Do malaksera wrzuciłam herbatniki,  żeby je zemleć, a następnie dodałam  do nich kwaśną śmietanę.

Z tej masy uformowałam  kulę,  a następnie rozwałkowałam ją tak, żeby powstał placek o powierzchni takiej, jaką ma spód tortownicy. Wycięłam z papieru do pieczenia koło o wielkości dna tortownicy, włożyłam do tortownicy,  a na nim położyłam rozwałkowany placek.

Do miski włożyłam ser mascarpone i miksowałam przez chwilę, aż powstała gładka masa.

Do masy dodałam cukier puder, chyba około 3 łyżek, ale musicie dopasować  ilość cukru do swoich upodobań i do słodkości jabłek. Moje były bardzo słodkie!

W niewielkiej ilości gorącej śmietanki kremówki ( podgrzanej w kuchence mikrofalowej) rozpuściłam 2 łyżeczki żelatyny. Przestudziłam ją nieco  i wlałam do mascarpone, cały czas miksując.

Do tej masy wrzuciłam utarte i odciśnięte dobrze jabłka, dodałam trochę soku z cytryny ( jabłka były naprawdę bardzo słodkie i mało kwaśne), posiekane dość grubo orzechy włoskie  i naturalny ekstrakt z wanilii. Wymieszałam wszystko dokładnie. Tę masę wyłożyłam na spód herbatnikowy i równomiernie rozsmarowałam.

Przygotowałam jeszcze polewę czekoladową.

Nie miałam w domu tabliczki czekolady, żeby ją rozpuścić, dodać  nieco śmietanki i w ten (najprostszy !)sposób przygotować polewę. Wobec tego rozpuściłam masło, dodałam kakao, śmietankę , cukier, sok z cytryny i wodę i w ten sposób przygotowałam polewę czekoladową.

Przestudzoną polewę wyłożyłam na torcik i wstawiłam całość do lodówki.

Rano, przed wyjściem Męża do pracy,  posypałam torcik kakao i wycięłam z niego kawałek, który miał zostać w domu.

Resztę Mąż zabrał do pracy. Niepokoiłam się, czy torcik dotarł w dobrym stanie na miejsce i czy Mąż schował go zaraz po przyjściu  do lodówki, ale zaraz dostałam smsa:  „Ciasto super! Wszystkim bardzo smakuje!”

Fajnie!

Torcik z jabłkami i serkiem mascarpone

tortownica o średnicy około 20-22cm

na spód

paczka ciastek owsianych Złotokłose Wiatraczki ( chyba 215g)- ale mogą być inne herbatniki

2 łyżki  kwaśnej śmietany

na masę

około 900-1000g jabłek , następnie obranych i utartych na grubej tarce

około 3 łyżek cukru pudru

ekstrakt naturalny z wanilii

sok z cytryny,  jeśli jabłka nie są wystarczająco kwaśne

250 g serka mascarpone

około 100ml śmietanki kremówki

2 łyżeczki żelatyny

około 50g orzechów włoskich

polewa czekoladowa

1-2 tabliczki czekolady gorzkiej  ( w zależności od tego , jaka grubą warstwę polewy chcecie uzyskać) plus śmietanka

jeśli nie macie czekolady:

należy rozpuścić i wymieszać dobrze na gładka masę

50g masła

3 kopiate łyżki kakao

3 – 4 łyżki cukru

sok z cytryny około 2-3 łyżeczki

około 50 ml śmietanki

około 20 ml wody

Po wystudzeniu rozprowadzić  na powierzchni torciku.

Gotowy, schłodzony torcik przed podaniem posypać kakao ( przez sitko)

Wielkanoc!

Brak komentarzy

Wielkanoc!

Już właściwie półmetek Wielkanocy, ale ciągle przecież można przyjmować życzenia, dlatego życzę Wam Wesołego Alleluja!

Najmilszych, najcieplejszych i najradośniejszych Świąt.

Jestem pewna, że świetnie udały się Wasze mazurki, baby i pasztety. Prawda?

Nasze wypieki i inne świąteczne wyroby też wyszły całkiem nieźle.

Pasztet, ćwikła i wielkanocny sos polski, to naprawdę udane połączenie. Dobrze, ze zostało jeszcze trochę na jutro!

Ale w tym zestawie potrzeba przecież jeszcze chleba… Spokojnie, nie zapomniałam o nim! Upiekłam mój świąteczny chleb.

Ale o pieczeniu chleba opowiem innym razem.

Z paschy nie odciekło właściwie nic. Mokra była tylko ściereczka lniana, w którą  zapakowana  była pascha. Więc najprawdopodobniej ser był dobrze odciśnięty.

Nieskromnie powiem, że jak zwykle pascha zebrała mnóstwo pochwał.

Myślę, że zupełnie słusznie, bo była rzeczywiście warta grzechu :-).

Mazurek-niemazurek zniknął z patery z ciastami chyba w pierwszej kolejności. Takie „niby nic”, a cieszy podniebienie. I miło rozpływa się w ustach…

Dobrze, że Święta Wielkanocne nie kończą się dziś.

Mamy na szczęście jeszcze jeden dzień łasuchowania!

I tego właśnie Wam życzę na jutro.

A o konsekwencjach będziemy myśleć później…:-)

Basia

Wielkanocna Pascha

1 komentarz

Bakalie do paschy już pokroiłam wczoraj.

Z całych świąt  najfajniejsze i najważniejsze są dla mnie przygotowania do nich.

Dzięki nim radość ze świąt jest znacznie większa  i jakby je wydłuża.

Pamiętacie co Lis powiedział do Małego Księcia? Potrzebny jest obrządek. Dzięki niemu pewien dzień odróżnia się od innego. To prawda, dzięki oczekiwaniu i przygotowaniu do świąt bardziej cieszy ich wyjątkowość. I choć z pracami domowymi wiąże się zwykle zmęczenie i niedospanie, to nie chciałabym takich świąt, których przynajmniej w części nie mogłabym sama przygotować.

Kiedyś, wiele lat temu (nawet nie potrafię powiedzieć dokładnie ile?), gdy niewiele umiałam jeszcze gotować, znalazłam w gazecie przepis na paschę wielkanocną.  Zaciekawił mnie, bo nie był to taki zwykły sernik.  Z wypiekami na twarzy przygotowywałam paschę wtedy po raz pierwszy na Wielkanoc.

Teraz co roku przed Wielkanocą wyciągam z mojego kuchennego notesu tę wyciętą ze „Zwierciadła” kartkę z przepisem ( trochę już zmaltretowaną!) i  od lat w ten sam sposób ( no prawie…) przygotowuję świąteczną paschę.

Pewnie nie wychodzi zawsze tak samo, bo różny bywa ser. To chyba główna przyczyna. Nauczyłam się przez te lata absolutnie nie kupować mielonego twarogu. Wolę zabawę z mieleniem, ale chociaż mam pewność że nie wtłoczono do  tego sera wody, co niestety już się kiedyś zdarzyło. Pascha była wtedy raczej w płynnej wersji.

Pascha jest odrobinę pracochłonna, ale efekt końcowy rekompensuje wszelkie trudy powstałe podczas przygotowania. Naprawdę!

Pascha Wielkanocna

( ja robię z podwójnej porcji :-))

800 g  tłustego twarogu, niekwaśnego  ( ja kupuję z Hajnówki albo z Miechowa)

150g masła miękkiego

5 żółtek

150-200 g cukru ( ja daję 150 g, bo bakalie są słodkie)

250 g śmietanki kremówki

wanilia ( ja daję naturalny ekstrakt )

mnóstwo bakalii ( w oryginalnym przepisie jest w sumie około 350 g rodzynek, migdałów lub orzechów laskowych i konfitur gruszkowych i z pigwy).

Ja daję minimum 500g i to są:

rodzynki, skórka pomarańczowa, śliwki suszone, morele, orzechy laskowe i włoskie, migdały, konfitura z pigwy ( fajnie kwaskowa!), czasem figi i daktyle, żurawina.

Bakalie są pokrojone, orzechy i migdały( obrane ze skórki) również wyprażone na suchej patelni.

Ser przekręcić przez maszynkę ( minimum 2 razy), żółtka utrzeć z cukrem . Do puszystej masy w trakcie ubijania dodać gorącą śmietankę. Ubijać dalej w naczyniu ustawionym w gorącej kąpieli.

U mnie to jest szklana misa postawiona  w rondlu z gotującą się wodą. Ubijać aż masa zgęstnieje.

Odstawić, wystudzić. W trakcie stygnięcia często mieszać trzepaczką.

Masło utrzeć w osobnej misce. Ma mieć konsystencję gęstej śmietany. Następnie ciągle ubijając dodawać stopniowo na zmianę ser i masę żółtkową, dodać  ekstrakt waniliowy ( jeśli dajecie cukier waniliowy, to można go dodać wcześniej, do ubijanych z cukrem jajek). Doskonale wymieszaną masę połączyć z bakaliami.

Durszlak wyłożyć czystą ściereczką lnianą, włożyć masę, zawinąć, obciążyć z góry i postawić (na podstawce koniecznie) w lodówce na minimum jedną noc. Najprawdopodobniej odcieknie trochę płynu, takiego jakby syropu, z paschy.  Obciążenie pomoże temu.

Gotową paschę należy odwinąć ze ściereczki i zgrabnym ruchem przełożyć na talerz.  Do krojenia dobrze jest mieć ostry nóż, a czasem też kubek z gorącą wodą. Ja tę wielkanocną paschę podaję obłożoną cienkimi plasterkami brzoskwini z puszki. Pycha!

P.S. Fotka będzie, jak odcieknie:-)

Śmietankowy torcik z malinami

komentarze 3

W torcie zawsze najbardziej lubię masę! Dla mnie, tort może składać się wyłącznie z masy. I nawet mam taki ulubiony tort, ale opowiem o nim kiedy indziej. On jest  taki baaardzo czekoladowy,  a postanowiłyśmy z Córką popracować nad charakterem i silną wolą i w Wielkim Poście nie jemy czekolady. Więc też nie robimy czekoladowych deserów. Nie jest to łatwe, przyznam,  szczególnie jeśli jest się nałogowym zjadaczem Kitkatów karmelowych… Dlatego dziś mam inną propozycję, również dość kremową… torcik z malinami i kremem śmietankowym.

To, podobnie jak wiele moich przepisów, jest bardzo ekspresowy torcik. Właściwie najdłużej trwa jego chłodzenie w lodówce. Przygotowanie nie zabierze Wam nawet kwadransa.

Do przygotowania tego deseru użyłam mrożonych malin,  a moja Córka była przekonana że są świeże! Zupełnie nie było widać, że wyjęte są z zamrażarki. Możecie dać inne mrożone owoce,  nietrudno teraz kupić borówki (dla niektórych z Was pewnie „jagody”, ale ja jestem z Krakowa, więc dla mnie są „borówki” :-)), czy choćby truskawki. Ja najbardziej lubię z tą masą właśnie maliny. Zawsze mam je w domu, najchętniej te zerwane  latem  w  naszym ogrodzie i zamrożone.

Spód do tego torciku zrobiłam z paczki  ciastek owsianych „Wiatraczki”, które zmiksowałam z dwiema  łyżkami  kwaśnej  śmietany.

Często w przepisach wykorzystuje się takie spody, jednak zwykle zmiksowane są z masłem. Ja chciałam, żeby ten spód nie był taki bardzo tłusty. Potrzebowałam jedynie „spoiwa” dla tych rozdrobnionych herbatników.

Masą herbatnikową wyłożyłam, a właściwie wylepiłam, dół tortownicy, na którym wcześniej położyłam wycięty krążek  z papieru do pieczenia .

W wysokim naczyniu ubiłam śmietankę kremówkę, ona ma być gęsta i ubita, ale nie taka  całkiem sztywna. W osobnym naczyniu zaczęłam miksować mascarpone i dodawałam stopniowo ubitą śmietanę i 3 łyżki cukru pudru.  Dodałam  naturalny ekstrakt  wanilii i jeszcze przez chwilę ubijałam.

Spód torciku posmarowałam cienką warstwą morelowych powideł produkcji mojej Mamy (to są najlepsze na całym świecie powidła morelowe,  z całą pewnością!)

Następnie położyłam cienką warstwę masy śmietankowej, potem większą część malin, resztę masy  śmietankowej i na wierzchu pozostałe maliny.

Całość wstawiłam do lodówki.  Sprawdziłam po około 2 godzinach i wtedy torcik był już gotowy.

Nie mogłam mu się oprzeć!

Basia

Torcik śmietankowy z malinami

na tortownicę o średnicy 20cm

  • 1 opakowanie 215 g ciastek owsianych „Wiatraczki”
  • 2 łyżki kwaśnej śmietany 18%
  • 250g mascarpone
  • 250g śmietanki kremówki
  • ekstrakt naturalny z wanilii ( ostatecznie cukier waniliowy)
  • 3 łyżki cukru pudru
  • 2-3 łyżki powideł morelowych

Najlepsze lody dla łasucha

Brak komentarzy

 

 

Czy niskie temperatury za oknem zniechęcają Was do jedzenia lodów? Mnie nigdy!
Zawsze mam w zamrażarce przynajmniej jedno pudełko  (najchętniej litrowe) dobrych lodów.
Zwykle jednak jest więcej pudełek, bo mamy w domu różne preferencje,  jeśli chodzi o smak.
Dla mnie są śmietankowe od Grycana, albo Cafe Latte. Córka lubi też bardzo Orzech Laskowy  i chałwowe, Mąż jest amatorem czekoladowych.  Wobec tego najlepiej, jeśli w zamrażarce jest kilka pudełek z lodami…
Ale są chwile, kiedy „zwykłe” lody nie wystarczają i łasuchy potrzebują silniejszych wrażeń.
Wtedy na pomoc idzie prosta receptura, ale  trzeba mieć (poza ulubionymi  lodami) jeszcze parę produktów.
U nas to są: Kitkat (najlepiej karmelowy!), Twix, Maltesers,  jakieś  ulubione herbatniki – dobrze sprawdzają się Petit Beurre, dobre też są takie czekoladowe, nadziewane czekoladą  ciastka marki Carrefour. Mogą też być inne, ale  naprawdę dobrze maślane.
Poza tym dobrze  komponują się z lodami  orzeszki  Felix w miodzie, ulubiona czekolada i co tam jeszcze Wam przyjdzie do głowy. Nie polecam „mokrych” składników, takich jak owoce na przykład. Nawet suszone, jak rodzynki , zamarzając tworzą takie lodowe igiełki  i wcale nie są smaczne.
Te batoniki, czekoladę , herbatniki trzeba pokroić , albo pokruszyć na mniejsze kawałeczki. Orzeszków nie kroimy.
No więc kiedy już macie przygotowane dodatki , które lubicie i zabieracie się do robienia swojego deseru ,  trzeba lody  wyjąć na chwilę z zamrażarki. Muszą  trochę zmięknąć, tylko trochę! Nie mogą się roztopić, absolutnie nie!  Muszą być jedynie na tyle miękkie, żeby można było je dobrze  wymieszać z dodatkami, które macie przygotowane .   Można pomieszać kilka smaków lodów, jeśli nie możecie się zdecydować na jeden. Ja tak często robię.
W misce mieszam miękką masę lodową z kawałkami ciastek i batonów i zaraz przekładam do pudełka po lodach i z powrotem wkładam do zamrażarki.
Do 1 litra kupionych lodów zwykle dodaję:
2 posiekane Kitkaty, i  1 Twixa, opakowanie pokruszonych herbatników- około 150g, garść orzeszków w miodzie, garść Maltesers, pół czekolady posiekanej na małe kawałki.
Nie martwcie się, to wszystko zmieści się w litrowym pudełku, bo rozmiękczone lody podczas mieszania z dodatkami zmniejszą  swą objętość.
Jeśli  macie ochotę zintensyfikować swą przyjemność, to proponuje jeszcze sos do lodów.
Ja dziś użyłam dwóch. Jeden z nich, to bardzo dobrze  znany sos toffi z gotowanego w puszce,  słodzonego mleka skondensowanego . Drugi zrobiony z czekolady mlecznej rozpuszczonej ze śmietanką kremówką. Na 40g czekolady ( ja użyłam mlecznej Lindt) około 70 g śmietanki. Włożyłam czekoladę do miseczki , wlałam śmietankę i w kuchence mikrofalowej podgrzałam przez około minutę, a potem dobrze wymieszałam całość na gładki sos.  I zostawiłam , żeby sos wystygł w czasie, gdy lody czekały w zamrażarce, aż będą gotowe.
Te lody  „ze śmieciami” muszą po wymieszaniu poleżeć w zamrażarce przez około 2-3 godziny, żeby znów nadawały się do nabierania gałkownicą. Ale jeśli macie ochotę jeść je od razu po zrobieniu, z pewnością  też będziecie mieć niemałą przyjemność, szczególnie wtedy jeśli jesteście takimi „zamrażarkowymi wyjadaczami lodów” jak ja…
Uwierzcie, najlepiej smakują jedzone wprost z litrowego pudełka, w otwartych drzwiach zamrażarki…
Smacznego!

Facebook

Likebox Slider for WordPress