Czy niskie temperatury za oknem zniechęcają Was do jedzenia lodów? Mnie nigdy!
Zawsze mam w zamrażarce przynajmniej jedno pudełko (najchętniej litrowe) dobrych lodów.
Zwykle jednak jest więcej pudełek, bo mamy w domu różne preferencje, jeśli chodzi o smak.
Dla mnie są śmietankowe od Grycana, albo Cafe Latte. Córka lubi też bardzo Orzech Laskowy i chałwowe, Mąż jest amatorem czekoladowych. Wobec tego najlepiej, jeśli w zamrażarce jest kilka pudełek z lodami…
Ale są chwile, kiedy „zwykłe” lody nie wystarczają i łasuchy potrzebują silniejszych wrażeń.
Wtedy na pomoc idzie prosta receptura, ale trzeba mieć (poza ulubionymi lodami) jeszcze parę produktów.
U nas to są: Kitkat (najlepiej karmelowy!), Twix, Maltesers, jakieś ulubione herbatniki – dobrze sprawdzają się Petit Beurre, dobre też są takie czekoladowe, nadziewane czekoladą ciastka marki Carrefour. Mogą też być inne, ale naprawdę dobrze maślane.
Poza tym dobrze komponują się z lodami orzeszki Felix w miodzie, ulubiona czekolada i co tam jeszcze Wam przyjdzie do głowy. Nie polecam „mokrych” składników, takich jak owoce na przykład. Nawet suszone, jak rodzynki , zamarzając tworzą takie lodowe igiełki i wcale nie są smaczne.
Te batoniki, czekoladę , herbatniki trzeba pokroić , albo pokruszyć na mniejsze kawałeczki. Orzeszków nie kroimy.
No więc kiedy już macie przygotowane dodatki , które lubicie i zabieracie się do robienia swojego deseru , trzeba lody wyjąć na chwilę z zamrażarki. Muszą trochę zmięknąć, tylko trochę! Nie mogą się roztopić, absolutnie nie! Muszą być jedynie na tyle miękkie, żeby można było je dobrze wymieszać z dodatkami, które macie przygotowane . Można pomieszać kilka smaków lodów, jeśli nie możecie się zdecydować na jeden. Ja tak często robię.
W misce mieszam miękką masę lodową z kawałkami ciastek i batonów i zaraz przekładam do pudełka po lodach i z powrotem wkładam do zamrażarki.
Do 1 litra kupionych lodów zwykle dodaję:
2 posiekane Kitkaty, i 1 Twixa, opakowanie pokruszonych herbatników- około 150g, garść orzeszków w miodzie, garść Maltesers, pół czekolady posiekanej na małe kawałki.
Nie martwcie się, to wszystko zmieści się w litrowym pudełku, bo rozmiękczone lody podczas mieszania z dodatkami zmniejszą swą objętość.
Jeśli macie ochotę zintensyfikować swą przyjemność, to proponuje jeszcze sos do lodów.
Ja dziś użyłam dwóch. Jeden z nich, to bardzo dobrze znany sos toffi z gotowanego w puszce, słodzonego mleka skondensowanego . Drugi zrobiony z czekolady mlecznej rozpuszczonej ze śmietanką kremówką. Na 40g czekolady ( ja użyłam mlecznej Lindt) około 70 g śmietanki. Włożyłam czekoladę do miseczki , wlałam śmietankę i w kuchence mikrofalowej podgrzałam przez około minutę, a potem dobrze wymieszałam całość na gładki sos. I zostawiłam , żeby sos wystygł w czasie, gdy lody czekały w zamrażarce, aż będą gotowe.
Te lody „ze śmieciami” muszą po wymieszaniu poleżeć w zamrażarce przez około 2-3 godziny, żeby znów nadawały się do nabierania gałkownicą. Ale jeśli macie ochotę jeść je od razu po zrobieniu, z pewnością też będziecie mieć niemałą przyjemność, szczególnie wtedy jeśli jesteście takimi „zamrażarkowymi wyjadaczami lodów” jak ja…
Uwierzcie, najlepiej smakują jedzone wprost z litrowego pudełka, w otwartych drzwiach zamrażarki…
Smacznego!


