Archwium dla ·

indyk-kurczak

· Kategoria...

Sałatka z mango, kurczaka i fety w oczekiwaniu na Wielkanoc

1 komentarz

Już Wielki Tydzień! Jeszcze dosłownie parę dni i mamy Święta. Wybrałam się dziś na zakupy, bo nasza lodówka przedstawiała się już naprawdę żałośnie.

To były również świąteczne zakupy,  więc miałam przygotowaną długą listę tego co jest potrzebne.

Wprawdzie nie zapisałam tam mango, ale gdy zauważyłam je w sklepie –  miękkie i dojrzałe- byłam pewna że muszę je kupić! Pamiętam, jak urodziła się nasza Córka, wkrótce po tym mój Mąż jechał do Egiptu w interesach. I chciałam, żeby mi przywiózł  tylko jedną rzecz stamtąd, mango! Bo najlepsze mango świata pochodzi według mnie właśnie stamtąd. Pisałam  Wam już o tym kiedyś…

I tak się rozmarzyłam, że musiałam mango kupić. Egipskie – nie egipskie, nieważne. Mango!

Kiedy wróciłam do domu i wypakowałam z auta chyba 12 wielkich siatek z zakupami, zaczęłam układać w głowie plan świątecznego gotowania i pieczenia.

Będzie ( jak co roku ) pascha wielkanocna, pasztet, ćwikła i polski sos chrzanowy, baba drożdżowa z lukrem cytrynowym,  no i taki nasz mazurek-nie mazurek  z orzechami ( pychotka!).

Tymczasem jednak, trzeba cos zjeść. Ale co?

Sałatka z mango, kurczakiem i fetą. Co myślicie o tym?

Sałatka z mango, kurczakiem Teriyaki i fetą

½ małej główki sałaty masłowej

½ małej główki sałaty lodowej

około 300g filetu z kurczaka

sos Teriyaki ( około 2 łyżek)

oliwa nie z pierwszego tłoczenia

rozgnieciony ząbek czosnku

1 dojrzałe mango, obrane i pokrojone na kawałki  około 1,5 cm x 2 cm

100g fety pokrojonej na kawałki 1,5 cm x 1,5 cm

cebulka dymka posiekana

świeża kolendra ( opcjonalnie)

pieprz świeżo zmielony

odrobina chili

2 łyżki octu balsamicznego

kilka orzechów włoskich posiekanych

Na rozgrzanej patelni, na oliwie podsmażyłam kawałki filetu z kurczaka, wlałam sos Teriyaki, dodałam chili. Smażyłam przez chwilę, aż mięso było miękkie. Odstawiłam, żeby wystygło. Następnie pokroiłam na kawałki  około 2 cm X 1,5 cm

W misce ułożyłam sałatę lodową pokrojoną i masłową lekko poszarpaną.

Na sałacie ułożyłam kurczaka, mango pokrojone na podobnej wielkości kawałki co kurczak.

Następnie położyłam kawałki fety, dymkę, orzechy. Posypałam pieprzem.

Z sosu, który został ze smażenia kurczaka, czosnku  i z octu balsamicznego zrobiłam sos, którym polałam sałatkę. Na końcu położyłam listki świeżej kolendry.

Ciekawe połączenie smaków.

I potem  zabrałam się do krojenia bakalii do paschy.

Basia

Kurczak (chyba) po meksykańsku

komentarze 2

Bardzo dawno nie gotowałam tego dania, o którym zaraz napiszę. Kiedy dziś zrobiłam je na kolację, moja Córka zwróciła uwagę na to, że dawno go nie było.  Usiłowałyśmy sobie przypomnieć, kiedy ostatnio je zrobiłam i zgodnie stwierdziłyśmy, że pewnie nie mniej niż dwa lata temu.

Córka dodała, że ja, jak coś mi się spodoba, to potrafię to tak często gotować, aż wszyscy mają tego serdecznie dość.

Wtedy następuje przerwa… i czasem trwa nawet parę lat, jak widać!

I teraz myślę sobie, że faktycznie zapomniałam o tym kurczaku z fasolą…

To jest danie mające znamiona meksykańskiego. Podobno.  Nie byłam w Meksyku , więc mogę jedynie podejrzewać je o meksykańskość, bo jest z czerwoną fasolą i jest pikantne.

Meksykańskie czy nie, nieważne. Jest po prostu bardzo smaczne i dlatego je lubię.

Kurczak z czerwoną fasolą i pomidorami ( meksykański?)

8 kawałków kurczaka ( udo i/lub podudzie )

puszka czerwonej fasoli

puszka pomidorów bez skórki ( mogą być pokrojone, albo nie. Ja dałam całe)

cebula posiekana

100-150 ml czerwonego wina

sól

szczypta  cukru

szczypta chili

spora szczypta cynamonu i  gałki muszkatołowej

2 ząbki czosnku

łyżeczka czerwonej , mielonej papryki( łagodnej)

pieprz

2 łyżki oliwy

Rozgrzałam piekarnik do 180stopni.

Na patelni, na rozgrzanej oliwie obsmażyłam nieco z każdej strony posolone kawałki kurczaka. Przełożyłam je do żaroodpornego naczynia. Na tłuszczu, który pozostał na patelni , podsmażyłam przez parę minut cebulę z rozgniecionym czosnkiem, dodałam wszystkie przyprawy, dodałam pomidory z puszki. Pomidory wrzuciłam w całości, na patelni lekko rozgniotłam te większe, małe zostały w całości. Następnie dodałam odsączoną czerwoną fasolę i zdjęłam z ognia.

Przelałam zawartość patelni do naczynia, w którym był kurczak, przykryłam i wstawiłam do piekarnika. Piekłam kurczaka około 1 godziny. Wyjęłam, kiedy mięso było całkiem miękkie i łatwo odchodziło od kości. Takie lubię!

Do kurczaka podałam żółty ryż, z curry i kurkumą. I sałatę z rukolą, oliwkami i winegretem.

Chyba to nie były meksykańskie dodatki…  Nie wiem…

Ale chętnie pojadę kiedyś do Meksyku, żeby to sprawdzić 🙂

Zielone curry

komentarze 2
Podobno, jak się o czymś  bardzo intensywnie myśli, to można (tym myśleniem)  to wywołać. Czy  to prawda i czy można tak wywołać wiosnę, tego nie wiem. Ale bardzo już za nią tęsknię!  Więc na jej cześć,  dzisiejsza nasza kolacja utrzymana była w zielonej tonacji .
Zielone curry z filetem z indyka, zielonym groszkiem, fasolką i świeżą kolendrą,  zielona sałata z rukolą, ryż jaśminowy  i winegret do sałaty podane w zielonych naczyniach, wiosennie zielone serwetki.
Czy przekonamy tym wiosnę do przyjścia ?  Trudno powiedzieć, ale kolacja z pewnością była udana.
Spróbujcie tego curry, fajny pomysł.
Zielone curry z filetem z indyka, groszkiem, fasolką i świeżą kolendrą.
dla 4 osób
około 400g filetu z indyka
2 łyżki oliwy z oliwek
cebulka dymka ( zielona i biała część)posiekana
Green curry paste około 50g ( do kupienia w sklepach albo na stoiskach supermarketów z żywnością orientalną albo ze zdrową żywnością
groszek zielony mrożony  200g
fasolka zielona, ja użyłam mrożonej płaskostrąkowej około 250 g, ale może być po prostu fasolka szparagowa
garść mrożonych ( mogą być świeże, oczywiście) brokułów, podzielonych na  różyczki
łyżeczka cukru
odrobina maleńka chili
wywar warzywny lub z drobiu albo kostka rosołowa
około 150-200ml wody
puszka mleka kokosowego (ok. 400ml)
świeża kolendra siekana
łyżeczka octu winnnego
sól
kilka cząstek limonki
Na dużej patelni rozgrzałam oliwę i wrzuciłam na nią posiekaną dymkę, podsmażyłam. Następnie (po chwili) dodałam green curry paste i przez  chwilę jeszcze smażyłam. Następnie dodałam indyka pokrojonego w paseczki  1 cm x 3 cm i dalej dusiłam przez parę minut, po chwili dodałam mleko kokosowe. Gdy zagotowało się dodałam warzywa, chili, ocet winny, odrobinę soli ( wedle uznania), kostkę rosołową, wodę. Całość dusiła jeszcze przez parę minut, aż indyk był całkiem miękki.
Gotowe danie posypałam posiekaną kolendrą. Podałam curry  z cząstkami limonki, żeby każdy mógł doprawić sobie swoją porcję, tak jak lubi.
No i dalej czekamy na wiosnę…
Basia

Indyk z charakterem

Brak komentarzy

Nie lubię gotować takich „zwykłych ”rzeczy. I chociaż sama uwielbiam jeść świeżutki chleb z samym masłem tylko,  a jajecznicę bez dodatków i tylko z odrobiną soli, to lubię kiedy gotowana przeze mnie potrawa ma charakter.
Niech będzie całkiem prosta, ale niech ma w sobie to „coś”.
To „coś” zwykle zapewniają przyprawy,  jeśli są dobrze dobrane. Różne i  chętnie  pomieszane, czasem może nawet zaskakująco.
To może też być ciekawa marynata,  wydobywająca smak z pieczonego mięsa.
Dieta białkowa mojego Męża ( ciągle aktualna!), o której już wspominałam,  kręci się wokół  ryb i chudego mięsa, głównie drobiu.
Jak zrobić, żeby pieczona pierś z indyka nie była taka „zwykła i nudna”?
Zupełnie prosto, spróbujcie:

Pierś z indyka w marynacie musztardowej , pieczona ze śliwkami i czerwoną cebulą
1,3 kg piersi z indyka (spokojnie może być trochę mniej lub więcej. Trzeba tylko pamiętać, żeby zmodyfikować czas pieczenia)
duża cebula czerwona (lub 2 małe), pokrojona w cienkie krążki
200g suszonych śliwek bez pestek
oliwa nie z pierwszego tłoczenia, około 2 łyżek
około 1-2 łyżek octu winnego
100ml białego wina
3-5 ząbków czosnku pokrojonych na plasterki
2-3 łyżki musztardy francuskiej – ja użyłam musztardy francuskiej Kamis –takiej z całymi ziarenkami gorczycy
szczypta chili
mielona kolendra około 1 łyżeczki
curry około 1 łyżeczki
pieprz świeżo mielony
sól
Najpierw zamarynowałam mięso. Posypałam połową curry i kolendry, pieprzem , posmarowałam musztardą. Skropiłam oliwą  i położyłam na mięsie plasterki czosnku, skropiłam octem winnym.
Tak sobie trochę poleżało. Może sobie leżeć krócej, albo dłużej. Lepiej , jeśli poleży chociaż dłużej niż godzinę, nawet może poleżeć sobie przez dobę albo więcej.
Rozgrzałam piekarnik do 200 stopni.
Naczynie do pieczenia posmarowałam oliwą i  włożyłam do niego indyka razem z marynatą, w której leżał.
Położyłam koło niego pokrojoną cebulę, śliwki, wlałam wino, posypałam całość szczyptą (tylko!)chili i solą, a śliwki i cebulę  jeszcze pieprzem i pozostałą częścią curry i kolendry.
Przykryłam folią aluminiową, bo naczynie nie miało pokrywki i włożyłam do piekarnika.
Najpierw piekłam przez pierwsze pół godziny w temperaturze 200st, potem zmniejszyłam temperaturę do 170 stopni i piekłam w sumie 2 godziny.
Zwykle czas pieczenia obliczam tak: na każde 0,5 kg 30 minut plus 30 minut.
Tym razem piekło się parę minut dłużej niż wynikało to z tego wzoru. Ale nie zaszkodziło to indykowi .
W trakcie pieczenia parokrotnie wyjmowałam naczynie z piekarnika, żeby polać mięso sosem, który wyciekał z indyka i dodatków. Raz musiałam dolać trochę wody, bo wyparowało sporo. Tu musi zostać płyn, żeby mogła się zrobić taka pikantna konfitura z cebuli i śliwek. Gdy będzie za sucho, wyschnie i może nawet się przypali! I nie będzie tego, o co w tym daniu chodziło, charakteru!
.

Facebook

Likebox Slider for WordPress