Bardzo dawno nie gotowałam tego dania, o którym zaraz napiszę. Kiedy dziś zrobiłam je na kolację, moja Córka zwróciła uwagę na to, że dawno go nie było.  Usiłowałyśmy sobie przypomnieć, kiedy ostatnio je zrobiłam i zgodnie stwierdziłyśmy, że pewnie nie mniej niż dwa lata temu.

Córka dodała, że ja, jak coś mi się spodoba, to potrafię to tak często gotować, aż wszyscy mają tego serdecznie dość.

Wtedy następuje przerwa… i czasem trwa nawet parę lat, jak widać!

I teraz myślę sobie, że faktycznie zapomniałam o tym kurczaku z fasolą…

To jest danie mające znamiona meksykańskiego. Podobno.  Nie byłam w Meksyku , więc mogę jedynie podejrzewać je o meksykańskość, bo jest z czerwoną fasolą i jest pikantne.

Meksykańskie czy nie, nieważne. Jest po prostu bardzo smaczne i dlatego je lubię.

Kurczak z czerwoną fasolą i pomidorami ( meksykański?)

8 kawałków kurczaka ( udo i/lub podudzie )

puszka czerwonej fasoli

puszka pomidorów bez skórki ( mogą być pokrojone, albo nie. Ja dałam całe)

cebula posiekana

100-150 ml czerwonego wina

sól

szczypta  cukru

szczypta chili

spora szczypta cynamonu i  gałki muszkatołowej

2 ząbki czosnku

łyżeczka czerwonej , mielonej papryki( łagodnej)

pieprz

2 łyżki oliwy

Rozgrzałam piekarnik do 180stopni.

Na patelni, na rozgrzanej oliwie obsmażyłam nieco z każdej strony posolone kawałki kurczaka. Przełożyłam je do żaroodpornego naczynia. Na tłuszczu, który pozostał na patelni , podsmażyłam przez parę minut cebulę z rozgniecionym czosnkiem, dodałam wszystkie przyprawy, dodałam pomidory z puszki. Pomidory wrzuciłam w całości, na patelni lekko rozgniotłam te większe, małe zostały w całości. Następnie dodałam odsączoną czerwoną fasolę i zdjęłam z ognia.

Przelałam zawartość patelni do naczynia, w którym był kurczak, przykryłam i wstawiłam do piekarnika. Piekłam kurczaka około 1 godziny. Wyjęłam, kiedy mięso było całkiem miękkie i łatwo odchodziło od kości. Takie lubię!

Do kurczaka podałam żółty ryż, z curry i kurkumą. I sałatę z rukolą, oliwkami i winegretem.

Chyba to nie były meksykańskie dodatki…  Nie wiem…

Ale chętnie pojadę kiedyś do Meksyku, żeby to sprawdzić 🙂