Nie lubię gotować takich „zwykłych ”rzeczy. I chociaż sama uwielbiam jeść świeżutki chleb z samym masłem tylko, a jajecznicę bez dodatków i tylko z odrobiną soli, to lubię kiedy gotowana przeze mnie potrawa ma charakter.
Niech będzie całkiem prosta, ale niech ma w sobie to „coś”.
To „coś” zwykle zapewniają przyprawy, jeśli są dobrze dobrane. Różne i chętnie pomieszane, czasem może nawet zaskakująco.
To może też być ciekawa marynata, wydobywająca smak z pieczonego mięsa.
Dieta białkowa mojego Męża ( ciągle aktualna!), o której już wspominałam, kręci się wokół ryb i chudego mięsa, głównie drobiu.
Jak zrobić, żeby pieczona pierś z indyka nie była taka „zwykła i nudna”?
Zupełnie prosto, spróbujcie:
Pierś z indyka w marynacie musztardowej , pieczona ze śliwkami i czerwoną cebulą
1,3 kg piersi z indyka (spokojnie może być trochę mniej lub więcej. Trzeba tylko pamiętać, żeby zmodyfikować czas pieczenia)
duża cebula czerwona (lub 2 małe), pokrojona w cienkie krążki
200g suszonych śliwek bez pestek
oliwa nie z pierwszego tłoczenia, około 2 łyżek
około 1-2 łyżek octu winnego
100ml białego wina
3-5 ząbków czosnku pokrojonych na plasterki
2-3 łyżki musztardy francuskiej – ja użyłam musztardy francuskiej Kamis –takiej z całymi ziarenkami gorczycy
szczypta chili
mielona kolendra około 1 łyżeczki
curry około 1 łyżeczki
pieprz świeżo mielony
sól
Najpierw zamarynowałam mięso. Posypałam połową curry i kolendry, pieprzem , posmarowałam musztardą. Skropiłam oliwą i położyłam na mięsie plasterki czosnku, skropiłam octem winnym.
Tak sobie trochę poleżało. Może sobie leżeć krócej, albo dłużej. Lepiej , jeśli poleży chociaż dłużej niż godzinę, nawet może poleżeć sobie przez dobę albo więcej.
Rozgrzałam piekarnik do 200 stopni.
Naczynie do pieczenia posmarowałam oliwą i włożyłam do niego indyka razem z marynatą, w której leżał.
Położyłam koło niego pokrojoną cebulę, śliwki, wlałam wino, posypałam całość szczyptą (tylko!)chili i solą, a śliwki i cebulę jeszcze pieprzem i pozostałą częścią curry i kolendry.
Przykryłam folią aluminiową, bo naczynie nie miało pokrywki i włożyłam do piekarnika.
Najpierw piekłam przez pierwsze pół godziny w temperaturze 200st, potem zmniejszyłam temperaturę do 170 stopni i piekłam w sumie 2 godziny.
Zwykle czas pieczenia obliczam tak: na każde 0,5 kg 30 minut plus 30 minut.
Tym razem piekło się parę minut dłużej niż wynikało to z tego wzoru. Ale nie zaszkodziło to indykowi .
W trakcie pieczenia parokrotnie wyjmowałam naczynie z piekarnika, żeby polać mięso sosem, który wyciekał z indyka i dodatków. Raz musiałam dolać trochę wody, bo wyparowało sporo. Tu musi zostać płyn, żeby mogła się zrobić taka pikantna konfitura z cebuli i śliwek. Gdy będzie za sucho, wyschnie i może nawet się przypali! I nie będzie tego, o co w tym daniu chodziło, charakteru!
.

