Nie miałam wcale tego pisać, bo moja Córka stwierdziła, że to nudne! Ciągle te muffinki i muffinki. No więc trudno, jak nie, to nie…
Ale tak się złożyło, że miałam okazję poczęstować czekoladową muffinką Martę (wierną czytelniczkę tego bloga 🙂 ), a ona właśnie poprosiła o przepis na nie, więc jednak napiszę!
Zaczęło się od tego, że zobaczyłam w Almie wiśnie suszone, sprzedawane na wagę (nawiasem mówiąc nieprzyzwoicie drogie).
Zaraz wyobraziłam sobie ich smak i aromat… no i musiałam kupić choć trochę.
W drodze powrotnej do domu , jak to zwykle bywa z różnymi właśnie kupionymi przysmakami, sięgałam do woreczka z wiśniami i podjadałam. Na szczęście trochę oszczędziłam!
Zaczęłam zastanawiać się, do czego mogę ich użyć? Ale biorąc pod uwagę, że właśnie kończyły się już w domu poprzednie wypieki, a jak już wspominałam nie lubię, gdy nie ma niczego słodkiego w domu, zdecydowałam się na upieczenie bardzo czekoladowych muffinek z wiśniami. Połączenie czekolady i wiśni, to przecież sprawdzone i udane połączenie. Tym razem również.
Bardzo czekoladowe muffinki z wiśniami
12 sztuk
250 g mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
½ łyżeczki sody oczyszczonej
czekolada gorzka pokrojona w małą kostkę
4 kopiate łyżki dobrego kakao
175 g cukru
250 ml mleka
80 g oleju roślinnego
1 jajko
garść suszonych wiśni
Rozgrzałam piekarnik do 200 stopni.
W misce wymieszałam mąkę, sodę i proszek, kakao, cukier, dodałam mleko, jajko i olej. Szybko wymieszałam, nie przejmując się pozostałymi w cieście grudkami, dodałam pokrojoną czekoladę i wiśnie i szybko wymieszałam. Do papilotek ułożonych w muffinkowej blaszce nakładałam sporą porcję ciasta, całość tego co przygotowałam zmieściłam w 12 papierowych miseczkach.
Piekłam około 20 minut, sprawdziłam patyczkiem. Gdy patyczek był czekoladowy tylko tam, gdzie natrafił na rozpuszczona czekoladę, a śladów niedopieczonego ciasta nie było na nim, wyjęłam muffinki z piekarnika.
Smacznego,
Basia











