Archwium dla ·

czekolada

· Kategoria...

Bardzo czekoladowe muffinki z wiśniami

komentarzy 5

Nie miałam wcale tego pisać, bo moja Córka stwierdziła, że to nudne! Ciągle te muffinki i muffinki. No więc trudno, jak nie,  to nie…

Ale tak się złożyło, że miałam okazję  poczęstować  czekoladową muffinką  Martę (wierną czytelniczkę tego bloga 🙂 ),  a ona właśnie poprosiła o przepis na nie, więc jednak napiszę!

Zaczęło się od tego, że zobaczyłam w Almie wiśnie suszone, sprzedawane na wagę (nawiasem mówiąc nieprzyzwoicie drogie).

Zaraz wyobraziłam sobie ich smak i aromat… no i musiałam kupić choć trochę.

W drodze powrotnej do domu , jak to zwykle bywa z różnymi  właśnie kupionymi przysmakami, sięgałam do woreczka z wiśniami i podjadałam. Na szczęście trochę oszczędziłam!

Zaczęłam zastanawiać się,  do czego mogę ich użyć? Ale biorąc pod uwagę, że właśnie kończyły się już w domu poprzednie wypieki,  a jak już wspominałam nie lubię, gdy nie ma niczego słodkiego w domu, zdecydowałam się na upieczenie bardzo czekoladowych muffinek z wiśniami. Połączenie czekolady i wiśni, to przecież sprawdzone i udane połączenie. Tym razem również.

Bardzo czekoladowe muffinki z wiśniami

12 sztuk

250 g mąki

2 łyżeczki  proszku do pieczenia

½ łyżeczki sody oczyszczonej

czekolada gorzka pokrojona w małą kostkę

4 kopiate łyżki dobrego kakao

175 g cukru

250 ml mleka

80 g oleju roślinnego

1 jajko

garść suszonych wiśni

Rozgrzałam piekarnik do 200 stopni.

W misce wymieszałam  mąkę, sodę i proszek, kakao, cukier, dodałam mleko, jajko i olej. Szybko  wymieszałam, nie przejmując się pozostałymi w cieście grudkami, dodałam pokrojoną czekoladę i wiśnie i szybko wymieszałam. Do papilotek ułożonych w muffinkowej blaszce nakładałam sporą porcję ciasta, całość tego co przygotowałam zmieściłam w  12 papierowych miseczkach.

Piekłam około 20 minut, sprawdziłam patyczkiem. Gdy patyczek był  czekoladowy tylko tam, gdzie natrafił na rozpuszczona czekoladę,  a śladów niedopieczonego  ciasta nie było na nim, wyjęłam muffinki z piekarnika.

Smacznego,

Basia

Znów muffinki!

Brak komentarzy

Chyba dawno nie było muffinek. Oj, stęskniłam się za nimi, bardzo! A jak wiadomo, mam do nich ogromną słabość…

Nie ma więc na co czekać,  do roboty!

Tylko jakie zrobić?

Jest kilka takich przepisów, według  których mogłabym ciągle piec.

Poza muffinkami z owocami bardzo lubię takie z orzechami włoskimi i syropem klonowym. Albo te snickersowe, mniam!

Postanowiłam jednak wymyśleć coś innego tym razem.  Spontaniczne przepisy „z głowy” są wielokrotnie bardzo trafione. Takie, które przychodzą na myśl od razu, niemal  w całości. To tak, jakby intuicja dyktowała, jak ma być.

Wprawdzie znów będą w nich orzechy ( mam właśnie na nie  wielką ochotę 🙂 ),  ale poza tym będzie jeszcze golden syrup i czekolada, czyli same pyszności .

Jest więc spora szansa, że będą dobre!

Muffinki są wdzięcznym wypiekiem, ubrane w kolorowe fartuszki są znacznie weselsze niż po prostu ciasto.  Choćby  były z tych samych składników i  smakowały dokładnie tak samo jak ono, z pewnością wydadzą się od niego dużo  lepsze.

Czy zatem względy estetyczne tak bardzo decydują o smaku? U mnie z pewnością tak jest.  Jedni mniej zwracają uwagę  na formę, inni bardziej.

Dla mnie bardzo ważny jest sposób podania potrawy, nie mniej  niż jej treść. Najpierw je się „oczami” przecież.

Niech więc wszystkie zmysły mają ucztę, jeśli to tylko możliwe.

Muffinki z golden syrup, czekoladą i orzechami włoskimi

na 12 sztuk

200g mąki

125 g śmietany kwaśnej

2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia

½ łyżeczki sody oczyszczonej

około 80g oleju

2 jajka

100g golden syrup ( do kupienia w sklepach ze zdrową żywnością albo innych dobrze zaopatrzonych)

50 g orzechów włoskich grubo posiekanych

około 100g czekolady (dałam  pół na pół mlecznej i gorzkiej) posiekanej na małą kosteczkę

dodatkowo na polewę

4 kosteczki gorzkiej czekolady i około 2 łyżki śmietanki kremówki

Rozgrzałam piekarnik do około 180stopni

W misce ubiłam mikserem jajka, śmietanę, mąkę z proszkiem i sodą, olej, golden syrup.

Dodałam posiekaną czekoladę. Fajnie będzie wyglądać biała i ciemna czekolada. Ja akurat nie miałam białej w domu. Dodałam orzechy i wymieszałam całość.

Masę przełożyłam do papilotek  ułożonych w formie na muffinki.

Piekłam około 20 minut, aż pięknie wyrosły i zarumieniły się.

Gdy przestygły,  wierzch  babeczek posmarowałam czekoladą ( rozpuszczoną ze śmietanką w kuchence mikrofalowej).

Smacznego

Basia

Ciasto z bananami i czekoladą

komentarze 2

Kiedy przychodzą chłodne dni lubię zjeść kawałek konkretnego ciasta, takiego sycącego.

Zimna jesień, która nas ogarnęła już chyba bezpowrotnie,  idzie w parze właśnie z takimi wypiekami.

Przeglądam książki z recepturami ciast i planuję, co upiekę…

Z pewnością  będzie ciasto czekoladowe ( takie lubi mój Mąż),  będzie piernik przekładany powidłami i różą, jakieś ciasto z bakaliami w stylu angielskim… I  ciasto bananowe też!

Bardzo niedawno odkryłam dla siebie ciasto bananowe. Choć  wiedziałam o jego istnieniu,  zupełnie nie ciągnęło mnie w jego stronę, aż do momentu , kiedy (trochę z konieczności) upiekłam je po raz pierwszy.  To było wtedy, gdy rozmroziła się zawartość zamrażarki i szkoda mi było całego woreczka słodkich i dojrzałych bananów.

Pisałam o tym w kwietniu przy okazji banana bread.

Ciasto bananowe ma z pewnością kilka zalet. Jest smaczne, to pierwsza i podstawowa zaleta. Jest  odżywcze i sycące, może więc  wraz z kubkiem kawy z mlekiem stanowić całkiem niezłe śniadanie. To dla tych, którzy lubią zacząć dzień na słodko. Jest wilgotne i może długo leżeć w lodówce, zawinięte w folię spożywczą, nie tracąc walorów smakowych. To już chyba wystarczające powody, żeby je upiec.

Tym razem upiekłam ciasto bananowe z czekoladą.

Ciasto bananowo-czekoladowe

45 g masła miękkiego

120g cukru demerara

2 jajka

75g jogurtu naturalnego, ja dałam grecki, bo taki miałam.

Ale może też być jogurt o smaku bananowym albo czekoladowym z pewnością. Wtedy proponuje dać odrobinę mniej cukru.

250-270g bananów bardzo dojrzałych, obranych i dobrze rozgniecionych.

225g mąki

2 łyżeczki proszku do pieczenia

½ łyżeczki soli

200g czekolady grubo utartej, albo bardzo drobno pokrojonej.  Ja dałam gorzką czekoladę, ale mleczna też będzie fajna, ważne żeby miała sporo kakao, na pewno nie mniej niż 30%.

Rozgrzałam piekarnik do 180 stopni.

W misce dobrze ubiłam masło z cukrem, stopniowo dodawałam jajka, dalej jogurt aż wreszcie dodałam stopniowo rozgniecione wcześniej banany.

Dodałam następnie mąkę z proszkiem i solą, dalej miksowałam. W końcu dodałam, ciągle miksując, czekoladę. Masę przełożyłam do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia.

Piekłam około 50 minut, aż ciasto dobrze wyrosło, było zwarte i delikatnie rumiane,  a patyczek wbity w ciasto wyszedł z niego suchy.

Podobno najlepiej rozkroić ciasto na następny dzień, ja jednak miałam na nie ogromną ochotę, więc nie wytrzymałam i spróbowałam, gdy było jeszcze ciepłe.

Łasuchom polecam posmarowanie kawałka ciasta masłem orzechowym albo nutellą, ale oczywiście dopiero jak przestygnie całkiem 🙂

Basia

Muffinki z morelami i czekoladą

Brak komentarzy

Lubię jeść śniadanie na tarasie.

I nawet, jeśli to ma być szybkie śniadanie,  wolę je na tarasie niż w domu. Myślę sobie wtedy, że niedługo już nie da się wychodzić rano na taras, żeby nie zmarznąć. I bardzo mnie to martwi, bo ciepłolubne jest ze mnie zwierzę!

Wykorzystuję więc lato, ile się da! I szczerze powiem, nie wiem kiedy ostatnio jedliśmy śniadanie wewnątrz domu? Może w jakiś mocno  nieprzyjemny dzień, kiedy deszcz ostro zacinał i zadaszenie tarasu było niewystarczające, żeby uchronić  nas przed zmoknięciem.

Tak więc wychodzimy zjeść śniadanie na tarasie codziennie rano, i choć mam gęsią skórkę i wkładam na siebie ciepłą bluzę, postanowiłam nie zrażać się tym i być dzielną.

Dziś rano poczułam niestety  wyraźnie już nadchodzącą jesień. Choć słonecznie, było jednak rześko i wietrznie,  a słońce już nie tak wysoko jak kilka tygodni temu.

Jedyna korzyść z tego, to fakt , że nie jest już tak bardzo gorąco  i można włączyć piekarnik i wreszcie coś upiec 🙂

A ja dawno nie robiłam przecież  muffinek na słodko!

Najwyższa więc na nie pora.

Muffinki z morelami i czekoladą

200g mąki

1 jajko

70 g oleju

150 ml mleka

2 łyżeczki proszku do pieczenia

½ łyżeczki sody

szczypta soli

150 g cukru

sok z  około ½ cytryny

cukier puder do posypania gotowych babeczek

około 200-250 g moreli świeżych, wypestkowanych, pokrojonych na małe kawałki.

około 50-70 g czekolady gorzkiej posiekanej na drobne kawałki.

cukier puder do posypania z wierzchu gotowych muffinek.

Włączyć piekarnik, żeby nagrzał się do około 200 stopni. W formie do muffinów ułożyć papilotki.

Wszystkie składniki  ciasta dobrze wymieszać w misce, na koniec dodać pokrojone na kawałki morele i czekoladę, wszystko  delikatnie, ale jednocześnie  bardzo starannie wymieszać. Delikatnie przełożyć  masę porcjami  do papilotek.

Wstawić do piekarnika na około 30 minut, gdy wyglądają na upieczone, sprawdzić jeszcze wbitym patyczkiem. Jeśli jest suchy, można   śmiało muffinki  wyciągać z pieca!

Tylko jeszcze  trzeba posypać  je cukrem pudrem i można jeść!

Ciepłe muffinki będą miały  wewnątrz roztopione czekoladowe kawałki , ale gdy babeczki wystygną, również czekolada wewnątrz nich stężeje.

Smacznego!

Basia

Truskawki z czekoladą

Brak komentarzy

No i zaczęły się truskawki!

Przed nami kilka tygodni truskawkowej uczty. Oby tylko pogoda dopisała i pozwoliła dojrzewać  owocom w słońcu.

Nie wiem jak Was, ale mnie zupełnie nie pociągają te piękne, dorodne i kompletnie pozbawione smaku truskawki poza sezonem.

Nie kupuję ich i nie reaguję w ogóle na ich obecność na rynku. Kiedy mam ochotę na te owoce poza sezonem, sięgam do zamrażarki. Oczywiście to nie to samo, co truskawka świeża, prosto z krzaczka.

Ale chociaż ma smak!

Teraz  jednak na  jakiś czas możemy zapomnieć o mrożonkach i delektować się smakiem  absolutnie bezkonkurencyjnych truskawek w pełni ich sezonu.

Najbardziej lubię po prostu same truskawki.

Czasem lekko zanurzam truskawkę w cukierniczce…

Bardzo też lubię te owoce z dodatkiem bitej śmietany, chociaż nie pogardzę też dodatkiem kwaśnej śmietany i odrobiny cukru.

Takie najprostsze połączenia uważam za zdecydowanie najlepsze.

Ale jednak nie bardzo wyobrażam sobie przyjmowanie gości truskawkami posypanymi cukrem…

W znajomych domach najczęściej podawanym deserem z truskawkami jest chyba tarta, na kruchym spodzie z bezową skorupką na wierzchu, albo po prostu placek z truskawkami.

Ja najbardziej lubię desery, w których truskawki nie są poddane obróbce termicznej, czyli są świeże.

Dziś, na przyjście Gości, zrobiłam torcik z czekoladą i świeżymi truskawkami.

Spróbujcie.

Torcik z czekoladą i świeżymi truskawkami.

spód:

350 g herbatników zmielonych dokładnie

100g miękkiego masła

wierzch:

3 tabliczki czekolady ( u mnie pół na pół gorzka i mleczna)

350ml śmietanki kremówki

ekstrakt waniliowy

2 łyżki cukru pudru

świeże truskawki, około 300g

chipsy z białej  czekolady – do dekoracji (opcja)

Zmielone herbatniki wymieszałam dokładnie z miękkim masłem, powstałą masą wyłożyłam dno tortownicy (na którym  wcześniej położyłam papier do pieczenia).

Czekoladę rozpuściłam ( w kuchence mikrofalowej, na najwyższej mocy, około 1½minuty), po wyjęciu z kuchenki jeszcze  przez chwilę mieszałam czekoladę. Zostawiłam, żeby odrobinę przestygła.

W osobnym naczyniu ubiłam śmietankę, do śmietanki ciągle ubijając dodawałam partiami rozpuszczoną czekoladę i cukier puder.

Gotową, gładką  masę czekoladową wylałam na spód herbatnikowy (zostawiłam około ½szklanki masy do dekoracji).  Na czekoladzie ułożyłam truskawki pozbawione szypułek. Wstawiłam torcik do lodówki.

Po około godzinie, gdy masa stężała, polałam zostawioną czekoladą (wcześniej na moment włożyłam czekoladową masę do kuchenki mikrofalowej, żeby ją rozrzedzić troszkę)  wierzch torciku i ozdobiłam chipsami z białej czekolady.

Jeszcze raz wstawiłam do lodówki.

Gdy pokroiłam i podałam deser,  po chwili masa czekoladowa zaczęła się nieco rozpływać w temperaturze pokojowej.

Bardzo fajnie komponowała się taka rozpływająca się czekolada z herbatnikowym spodem i świeżymi truskawkami.

Myślę, że spróbuję też tego przepisu razem z malinami.

Ale to za jakiś czas, bo na krzewach malin dopiero nieśmiało pojawiają się kwiatki…

Basia

Facebook

Likebox Slider for WordPress