Archiwum dla autora ·

Basia

·...

Zupa z jarzynami, mlekiem kokosowym i świeżą miętą

Brak komentarzy

Czuć wiosnę w powietrzu!

Dziś jest piękny dzień, świeci słońce i choć jest tylko parę stopni powyżej zera, jest naprawdę wiosennie.

Ścięłam w ogrodzie gałęzie forsycji i pigwowca i wstawiłam do wazonów, mam nadzieję, że w ciągu kilku dni rozkwitną, a wtedy już zdecydowanie będzie wiosna, …przynajmniej w domu 🙂

Na sobotni obiad ugotowałam zupę z jarzynami i mlekiem kokosowym.

Wprawdzie w pierwszej chwili miałam zamiar urządzić sobie podróż sentymentalną do dzieciństwa i ugotować moją, ulubioną w tamtych czasach, jarzynową zupę przecieraną, ale jednak zmieniłam plany, bo czułam, że mam  dziś ochotę na bardziej wyraźne smaki.

 

Zupa z jarzynami, mlekiem kokosowym i świeżą miętą

3-4 porcje

 

1 nieduża marchewka

1 nieduża pietruszka

1 nieduży por (biała część)

1 spory ziemniak

pół czerwonej papryki

1 łyżeczka mielonej kolendry

spora szczypta chili

sok z około 1/2 cytryny

2 łyżeczki cukru demerara

sól morska

50 g mleka kokosowego w proszku

listki świeżej mięty

 

ewentualnie grzanki z bułki (ja zrobiłam)

 

 

Do garnka wlałam zimną wodę (około 1 litra), dodałam pokrojone jarzyny, posoliłam i gotowałam, aż wszystkie jarzyny były miękkie. Do gotowania dodałam też kolendrę, chili i cukier.

Zupę przelałam przez sito (żeby pozbawić ją kawałeczków skóry z papryki), a następnie przelałam ją do blendera, dodałam do zupy mleko kokosowe w proszku i zmiksowałam. Zmiksowaną zupę doprawiłam sokiem z cytryny i jeszcze odrobiną soli.

Przygotowałam grzanki z bułki.

Zupę posypaną listkami świeżej mięty (oczywiście doniczkowej) podałam wraz z chrupiącymi grzankami.

 

Smacznego,

 

Basia

Czekoladowe ciasto z czekoladową polewą i kandyzowanymi fiołkami

Brak komentarzy

To intensywnie czekoladowe ciasto z czekoladową polewą i dekoracją z kandyzowanych  fiołków może być eleganckim ciastem na specjalną okazję.

Może też być po prostu  przyjemnością zrobioną najbliższym  🙂

Do ozdobienia ciasta użyłam cukrzonych fiołków, które przywiozła moja Córka z Francji. Ale można takie fiołki przygotować w domu. Oczywiście wtedy, kiedy jest sezon na nie, to znaczy wczesną wiosną. Koło mojego domu rosną fiołki, postaram się tej wiosny samodzielnie zrobić takie kandyzowane fiołki.

Czekoladowe ciasto z czekoladową polewą

 

ciasto:

130 g miękkiego masła

2 jajka ( osobno żółtka i białka)

szczypta soli

100 g gorzkiej czekolady

170 g cukru

170 g mąki

kopiata łyżeczka proszku do pieczenia

kopiata łyżka kakao

60 ml mleka (najlepiej tłustego)

 

polewa:

150 g gorzkiej czekolady

150 ml śmietanki kremówki

naturalna esencja pomarańczowa ( opcja)

 

Rozgrzać piekarnik do około 180 stopni. Roztopić czekoladę i zostawić do wystygnięcia

Masło utrzeć z cukrem na puszystą masę, dodawać  kolejno żółtka i dalej ucierać. Dodać  roztopioną czekoladę i dalej ucierając  dodawać mleko, kakao, mąkę z proszkiem.

Osobno ubić białka ze szczyptą soli na sztywną pianę  i delikatnie wymieszać z czekoladową masą.

Ciasto przełożyć do formy o średnicy 20 cm wysmarowanej masłem, wyrównać wierzch i wstawić do piekarnika. Piec około 45 minut i kiedy patyczek wbity do ciasta wyjmuje sie suchy, wyjąć ciasto  z piekarnika i wystudzić.

Przygotować polewę. Czekoladę połamaną na kawałki podgrzewać wraz ze śmietanką, aż się rozpuści, dokładnie wymieszać, żeby powstała gladka masa, dodać  naturalną esencję pomarańczową (niekoniecznie, jeśli jej nie macie lub nie lubicie. My bardzo lubimy czekoladę z aromatem pomarańczy 🙂 )

Wystudzone ciasto posmarować czekoladą, a gdy  zastygnie ozdobić fiołkami, albo na przykład skórką pomarańczową kandyzowaną.

Smacznego,

Basia

Pączki!

Brak komentarzy

Niestety, nie uczciłam godnie tegorocznego Tłustego Czwartku, nie usmażyłam ani chrustu, ani niczego innego 🙁

Ale przecież mamy jeszcze ostatnie dni karnawału i dzisiejsza  jego ostatnia niedziela  była całkiem dobrym dniem, żeby się choć trochę zrehabilitować 🙂

I tak właśnie dziś usmażyłyśmy razem z Córką pączki. Pączki z różą, oczywiście!

Ja do tej pory podchodziłam   do smażenia pączków raczej z rezerwą.

Kiedyś, przed laty, zabrałam się za nie i  nie można było nazwać tego przedsięwzięcia sukcesem.  Pewnie dlatego nie miałam odwagi ponownie podejmować sie tego zadania.

Natomiast moja Córka, po lekturze znalezionych w internecie receptur i  różnych wskazówek  na temat smażenia pączków,  zupełnie nie widziała problemu w ich przygotowaniu.

Wyszukałam przepis, który dostałam od mojej Mamy naprawdę wiele lat temu i zrobiłysmy pączki właśnie według tego przepisu.

Tym razem mogę powiedzieć, że nasze pączki wyszły wyśmienite!

 

Pączki 

ciasto:

0,5 kg mąki

42 g drożdży

75 g cukru

250 ml mleka

3 żółtka

1 jajko

szczypta soli

50 g masła

30 ml spirytusu

łyżeczka Madagascar Bourbon Pure Vanilla Bean Paste Nielsen-Massey lub innego naturalnego ekstraktu z wanilii

 

do smażenia:

1 kg smalcu

 

nadzienie:

domowe powidła śliwkowe pomieszane z konfiturą z utartych płatków róży

 

lukier:

cukier puder + sok z cytryny

smażona skórka pomarańczowa do dekorcji

 

Drożdże rozpuścić w ciepłym mleku z dodatkiem łyżeczki cukru i łyżeczki mąki. Zostawić, aż wyrosną.

Wszystkie składniki ciasta wsypać do miski i wyrabiać (ja robiłam to przy pomocy robota). Na koniec wyrabiania dodać roztopione i przestudzone masło. Wyrabiać jeszcze przez chwilę. Ciasto ma nie być zbyt gęste. Zostawić przykryte ściereczka w ciepłym miejscu do wyrośnięcia, mniej więcej na godzinę.

Kiedy ciasto podwoi swą objetość, rozwałkować na grubość około 2 cm i wykrawać kółka o średnicy około 6 cm, na przykład kieliszkiem.

Rozłożyć kółka z ciasta na posypanej mąką desce, przykryć ściereczką i zostawić w ciepłym miejscu na około 40 minut, żeby wyrosły.

Gdy wyrosną, rozgrzać tłuszcz.

My smażyłyśmy na dużej, głebokiej patelni.

Bardzo ważna jest temperatura tłuszczu, nie może byc za wysoka, żeby pączki nie  rumieniły się za szybko, zanim usmażą się w środku.

Podobno właściwa temperatura jest wtedy, gdy po włożeniu do tłuszczu (aż do samego dna naczynia) drewnianej łyżki odwrotną stroną, wylatują bąbelki powietrza. Myślę, że te bąbelki powinny wydobywać się naprawdę mocno i intensywnie. Jeśli to są takie nieśmiałe bąbelki, to znaczy, że tłuszcz jest za zimny.

Smażyć pączki przez około 1-1 ½ min z każej strony, aż będą dobrze rumiane.

Gotowe wyjmować na talerz wyłożony bibułą, czy ręcznkiem papierowym, żeby pozbawić je nadmiaru tłuszczu.

Gorące pączki można nadziewać specjalną szprycą albo, tak jak my, urządzeniem do dekorowania tortów z założoną długą wąską końcówką.

Przygotować lukier, utrzeć cukier puder z sokiem z cytryny.

Polukrować pączki, ozdobić skórką cytrynową.

Naprawdę pyszne, prawdziwe, domowe pączki!

 

Smacznego,

Basia

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ciasto cytrynowo-jogurtowe

komentarze 3

Zabrałam się za pieczenie ciasta, to znaczy wymyśliłam, co chcę upiec, włączyłam piekarnik i… okazało się, że nie mam wystarczająco dużo mąki pszennej, z której miało być zrobione moje ciasto.

W związku z tym, że już nastawiłam się na pieczenie, zmodyfikowałam przepis i zamiast samej  białej mąki pszennej dodałam do ciasta część mąki pełnoziarnistej, również pszennej.

Przepis pochodzi z najnowszej książki Nigelli  Lawson „Nigellissima”. W mojej wersji jest – poza zmianą związaną z mąką pełnoziarnistą – jeszcze inna zmiana, dodałam otartą skórką z całej cytryny (nie z połowy)i dodałam też naturalną esencję cytrynową.

Poza tym uważam, że w oryginale jest trochę za dużo cukru, bo 250 g.

Myślę, że 175- 200 g jest zupełnie wystarczające, tym bardziej, jeśli się planuje jeszcze pudrowanie cukrem po upieczeniu.

Jadłam ciasto zaraz po upieczeniu, jeszcze ciepłe 🙂

Jest smaczne, przyjemnie cytrynowe i wilgotne. Mam nadzieję, że takie pozostanie też po wystygnięciu. Wygląda na to, że zmiana mąki mu nie zaszkodziła!

 

Cytrynowe ciasto z jogurtem

 

100 g pełnoziarnistej mąki pszennej

75 g mąki pszennej standardowej

75 g maki kukurydzianej ( można też dać ziemniaczaną)

150 g jogurtu naturalnego

150 ml oleju roślinnego, bezwonnego-dałam Wielkopolski

skórka otarta z całej cytryny

kilka kropli naturalnej esencji cytrynowej

3 jajka ( oddzielone żółtka od białek)

175-200 g cukru

2 łyżeczki naturalnej esencji waniliowej ( jak zwykle produkcji Nielsen-Massey)

szczypta soli

nieco cukru pudru do posypania gotowego ciasta

 

Rozgrzałam piekarnik do 180 stopni.

Robotem ubiłam żółtka z cukrem i jogurtem, dodałam wanilię, skórkę z cytryny i esencję cytrynową.

Ubiłam osobno białka na sztywną pianę.

Do ubijanych żółtek z jogurtem dodałam olej i dalej ubijałam, dodałam stopniowo mąkę i dalej ubijałam.

W końcu dodałam pianę i lekko wymieszałam łyżką całość.

Masę przełożyłam do okrągłej formy o średnicy ok 22 cm wysmarowanej wcześniej masłem i wstawiłam do piekarnika.

Piekłam około 30-35 minut, gdy ciasto wyrosło, było lekko złote i zaczęło pękać sprawdziłam patyczkiem. Był po wyjęciu z ciasta suchy, więc wyjęłam ciasto z piekarnika.

To cytrynowo-jogurtowe ciasto pysznie smakowało z kubkiem dobrej herbaty Earl Grey  🙂

 

Smacznego,

 

 

Basia

 

 

 

 

 

 

Drożdżowe rożki z orzechowym nadzieniem

Brak komentarzy

Niedzielne przedpołudnie, to dobry czas, żeby upiec coś pysznego!

Upiekłam więc drożdżowe rogaliki z nadzieniem orzechowym.

Przez wiele lat nie zabierałam się za drożdżowe wypieki. Uważałam, że to trudne, skomplikowane i czasochłonne. Teraz, odkąd przekonałam się do drożdżowego ciasta, całkiem często je piekę i bardzo mi się to spodobało. Choć niewątpliwie takie pieczenie wymaga sporo czasu.

Moje dzisiejsze rogaliki mają nadzienie orzechowe, ale można je  też zrobić z powidłami albo czekoladą, jeśli ktoś woli.

Do miski robota wsypałam mąkę, dodałam miękkie masło, szczyptę soli, jajko, cukier i wanilię.

Osobno w ciepłym mleku roztarłam drożdże, dodałam łyżeczkę cukru i zostawiłam drożdże na około 15 minut do wyrośnięcia. Gdy wyrosły przelałam je do miski z resztą składników.

Wyrabiałam ciasto około 10 minut, aż było gładkie.

Przykryłam folią i wstawiłam do lodówki na 2 godziny.

Przygotowałam od razu nadzienie, wymieszałam mielone orzechy z cukrem pudrem i śmietanką i wstawiłam do lodówki, żeby masa trochę zgęstniała, to znaczy, żeby orzechy wchłonęły śmietankę.

Po 2 godzinach wyjęłam ciasto, rozgrzałam piekarnik do około 180 stopni.

Ciasto podzieliłam na 3 części, każdą rozwałkowałam na placek grubości około 3-4 mm i pokroiłam na 8 trójkątów.

Na każdym trójkącie, przy samej podstawie kładłam porcję nadzienia i zwijałam, wolny brzeg chowając pod spód, żeby rożek nie rozwinął się podczas pieczenia.

Rożki ułożyłam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i piekłam przez około 25 minut.

Po wyjęciu z piekarnika posypałam cukrem pudrem.

Rożki z nadzieniem orzechowym

ciasto:

270 g mąki pszennej

110 g miękkiego masła

30 g cukru pudru + trochę do  posypania gotowych rożków

szczypta soli

1 jajko

25 g świeżych drożdży

75 ml ciepłego mleka + łyżeczka cukru

1 łyżeczka naturalnej esencji waniliowej

 

nadzienie:

100 g włoskich orzechów zmielonych

30 g cukru pudru

50 ml śmietanki kremówki

 

Smacznego,

 

Basia

 

 

 

 

 

 

Rosół z kaczki i pierożki z nadzieniem z butternut squash i ricotty

Brak komentarzy

Rosół jest dobry na wszystko!

Wszyscy chyba wiemy o dobroczynnym działaniu rosołu: rozgrzewa, zaspokaja apetyt i do tego leczy.  Doskonale działa wzmacniająco na  rekonwalescentów, pomaga przetrwać i szybko wyleczyć  przeziębienie, działa korzystnie przy kaszlu, bo dzięki zawartości  cysteiny, która rozrzedza śluz,  przyśpiesza odkrztuszanie.

Podobno wzmaga również produkcję endorfin, a więc uszczęśliwia nas.

Zatem, jedzmy rosół!

Ja, w związku z tym, ugotowałam rosół z kaczki.

Zrobiłyśmy z Córką do niego małe pierożki tortellini z nadzieniem z butternut squash i ricotty. Butternut pochodzi z naszego ogrodu i do tej pory przechowywałam go w spiżarce. Można zamiast butternut użyć dyni i będzie również smacznie. Dynię ciągle można kupić jeszcze w sklepach. Ostatnio widziałam na stoisku warzywnym w Auchan kawałki dyni na zafoliowanych tackach.

Do ugotowania rosołu użyłam korpusów kaczych, kupiłam 2 korpusy, które w sumie ważyły około 900 g.

Umyte włożyłam do dużego rondla i zalałam zimną wodą. Gotowałam około godzinę i dopiero dodałam resztę składników, marchew obraną i pokrojoną na kilka mniejszych części, pietruszkę, selera, kawałek pora, kawałek kapusty włoskiej, czyli standardowy zestaw rosołowy. Dodałam liście laurowe, ziele angielskie i goździki. Pod koniec gotowania posoliłam. Gotowałam rosół w sumie około 2 godzin, wyłączyłam i zostawiłam pod przykryciem.

Rosół był dosyć tłusty, ale łatwo się pozbyć tego tłuszczu, wystarczy wstawić do chłodnego pomieszczeni i zdjąć warstwę zastygniętego tłuszczu z wierzchu rosołu.

 

Rosół z kaczki

5-6 porcji

 

2 korpusy z kaczki w sumie około 900 g

około 1,5 litra wody

2 marchewki

1 pietruszka

kawałek selera

kawałek pora

kawałek kapusty włoskiej

3 liście laurowe

10 ziaren ziela angielskiego

10 ziaren pieprzu

20 goździków

sól

 

tortellini z butternut squash i ricottą

około 80 sztuk

 

ciasto:

250 g mąki

2 jajka

1/4 łyżeczki miałkiej soli morskiej

łyżka oliwy

mała szczypta mielonej gałki muszkatołowej 

wszystkie składniki ciasta wymieszać  (przy pomocy robota na przykład), uformować kulę i odstawić zawiniętą w folię na 20-30 minut.

W tym czasie przygotować nadzienie. 

nadzienie:

350 g butternut (waga ze skórą) obranego i podduszonego do miękkości z łyżką Golden Syrup, szczyptą soli, szczyptą cynamonu, łyżeczką cukru demerara  i odrobiną wody.

150 g świeżej ricotty

garść utartego sera Dziugas

sporo świeżo zmielonego pieprzu

szczypta suszonego tymianku

Butternut poddusić z syropem, solą, cynamonem i cukrem. Dodać odrobinę wody, żeby nie przywierał zbytnio i nie przypalał się, szczególnie na początku duszenia. Gdy będzie miękki odstawić i wystudzić. Zmiksować (lub dobrze rozdrobnić widelcem i wymieszać) z ricottą, pieprzem i utartym serem.

Rozwałkować ciasto cieniutko, na grubość 1 mm, wykrawać małe kwadraty o boku około 4 cm. Na każdym kłaść niewielką ilość nadzienia, sklejać palcami w trójkąt, a następnie skleić ze sobą wierzchołki podstawy trójkąta, a trzeci wierzchołek zgiąć.

Ułożyć pierożki na ściereczce lnianej tak, żeby się nie posklejały ze sobą.

Zagotować w garnku wodę, posolić. Gdy zawrze wrzucić pierożki zamieszać i przykryć. Gdy wypłyną na wierzch, gotować jeszcze dosłownie parę minut, uważając, żeby się nie rozgotowały. Wyjąć łyżką cedzakową, dobrze odsączając i włożyć do miski, od razu położyć odrobinę masła na nich, żeby się nie posklejały i delikatnie wymieszać.

 

Podawać z gorącym rosołem z kaczki.

Bardzo ciekawe i smaczne jest zestawienie tych słodkawych pierożków i aromatycznego, lekko słonego rosołu.

 

Polecam, 

 

Basia

Muffinki z cynamonem, suszonymi jabłkami i orzechami

komentarze 2

Ale dawno nie pisałam o muffinkach! Już nawet zapomniałam, kiedy to było…

Oczywiście w międzyczasie zdarzało mi się je piec, ale muszę przyznać, że naprawdę było to dawno.

Dzisiejsze muffinki mają dodatek suszonych jabłek, orzechów i cynamonu.

Suszone jabłka od wielu lat przygotowuje moja Mama. Jesienią obiera odpowiednie jabłka, pozbawia gniazd nasiennych, a następnie kroi jabłka w cienkie plasterki. Suszy je, ułożone na papierze, a potem nam je daje zapakowane w torebki z białego cieniutkiego papieru.

Bardzo przyjemne jest pogryzanie od czasu do czasu tych suszonych jabłek 🙂

Ciekawym pomysłem było też dodanie ich do tych dzisiejszych muffinek.

Muffinki z cynamonem, suszonymi jabłkami i orzechami

12 sztuk

 

280 g mąki

1 łyżka proszku do pieczenia

1 łyżeczka mielonego cynamonu

szczypta soli

115 g cukru pudru

2 jajka

220 g kwaśnej śmietany

80 g oleju roślinnego

50 g suszonych jabłek

50 g orzechów włoskich posiekanych grubo

1 łyżeczka naturalnego ekstraktu waniliowego

 

do posypania muffinek z wierzchu przed pieczeniem

1/2 łyżeczki cynamonu + 2 łyżeczki cukru demerara

 

Nagrzałam piekarnik do około 180 stopni.

Mąkę, proszek, sól, cukier, cynamon, jajka, śmietanę, wanilię i olej wymieszałam szybko przy pomocy robota. Dodałam posiekane orzechy i pokrojone suszone jabłka i wszystko razem dobrze wymieszałam. Ciasto przełożyłam do formy na muffiny wyłożonej papierowymi papilotkami, posypałam każdą muffinke cukrem wymieszanym z cynamonem i wstawiłam do piekarnika. Piekłam około 25 minut, aż były wyrośnięte i przyrumienione. Sprawdziłam patyczkiem, był suchy po wbiciu do babeczki, więc wyjęłam muffinki z piekarnika.

 

Smacznego,

 

Basia

Jarzynowa zupa z krewetkami

Brak komentarzy

 

To jest taka normalna zupa z krewetkami, jarzynowa i bardzo smaczna.

Poza krewetkami, potrzebne są tylko warzywa i przyprawy.

Ugotowałam ją w kwadrans, właściwie tyle trwało gotowanie zupy, ile gotowały się ziemniaki.

Na rozgrzaną na patelni oliwę wrzuciłam pokrojonego ziemniaka i cebulę, chwilę podsmażyłam i dodałam łyżkę mąki, wymieszałam całość i przez chwilę smażyłam uważając, żeby nic się nie przypaliło, ani nawet nie przyrumieniło.

Dodałam czosnek i po chwili przerzuciłam zawartość patelni do garnka z gotującą się wodą.

Dodałam chili, sól i sos sojowy.

Gdy ziemniaki były takie już trochę podgotowane, dodałam fasolkę szparagową i krewetki, a po kolejnej chwili gotowania dodałam groszek. Całość z groszkiem gotowałam jeszcze tylko parę minut, żeby groszek był jędrny, a poza tym, żeby zarówno fasolka, jak i groszek zachowały żywy i soczysty kolor.

 

Zupa z jarzynami i krewetkami

3 porcje

 

około 1 litr wrzącej wody

1 spory ziemniak pokrojony w nieduże plasterki

1 marchewka pokrojona w plasterki

1 cebula posiekana

2 ząbki czosnku

2 łyżki oliwy z oliwek

łyżka mąki pszennej

sól,

sos sojowy,

pół niedużej suszonej papryczki chili pokruszonej w palcach

garść mrożonej fasolki szparagowej

garść mrożonego groszku

150 g  mrożonych krewetek

 

Wszystkie produkty, które były mrożone, wrzucałam do zupy bez wcześniejszego rozmrożenia.

 

 

Smacznego,

 

Basia

 

 

 

Kaczka pieczona z pomarańczami na Nowy Rok

1 komentarz

Nowy Rok!

Kochani, życzę Wam wszystkiego najlepszego na cały rok.

Bądźcie zdrowi i zadowoleni, kochajcie się i jedzcie tylko pyszne jedzenie 🙂

 

U nas na noworoczną kolację była kaczka w pomarańczach.

Pierwszy raz piekłam całą kaczkę.

Była zamrożona, więc musiałam zacząć od rozmrożenia jej. Miałam czas na spokojne rozmrożenie, bo do kolacji było jeszcze kilka dobrych godzin.

Kaczka była niezbyt duża, ważyła 1900 g, rozmroziłam ją wkładając do zlewu z ciepłą wodą.

Gdy kaczka była rozmrożona włączyłam piekarnik. Rozgrzałam go do temperatury 180 stopni. Kaczkę (wypatroszoną, bez podrobów) posypałam imbirem i chili, polałam z wierzchu 2 łyżkami sosu rybnego i do środka kaczki też wlałam 2 łyżki sosu. Włożyłam do kaczki pomarańczę pokrojoną wraz ze skórką na kawałki i spięłam wykałaczką, żeby kawałki pomarańczy nie wypadały podczas pieczenia. Posoliłam lekko.

Kaczkę ułożyłam w naczyniu do pieczenia  i wstawiłam do piekarnika. Piekłam przez godzinę około. Wyjęłam z piekarnika, odlałam do rondelka tłuszcz, który się wytopił z kaczki i go odstawiłam. Tłuszcz wykorzystałam do podsmażenia ziemniaków na kolację. Sok z pomarańczy pomieszałam z miodem, polałam kaczkę paroma łyżkami tej mieszanki   i wstawiłam do piekarnika. Piekłam dalej przez około 40 minut, polewając co jakiś czas sokiem wymieszanym z miodem i tym, co wytopiło się z kaczki.

Wyjęłam z piekarnika, obłożyłam kaczkę plastrami pomarańczy i wstawiłam do piekarnika na kolejnych 40 minut. Podczas tego ostatniego okresu pieczenia dalej jeszcze polewałam kaczkę powstałym sosem. Kiedy zauważyłam, że kaczka rumieni się zbytnio, przykryłam ją folią aluminiową. W sumie pieczenie kaczki trwało około 2 i pół  godziny.

Kaczkę zjedliśmy z ziemniakami podsmażonymi na tłuszczu wytopionym z kaczki i sałatą.

Bardzo fajna kolacja noworoczna 🙂

 

Kaczka pieczona z pomarańczami

 

kaczka 1900 g

3 pomarańcze (jedna cała pokrojona na kawałki wraz ze skórką, sok z całej pomarańczy, trzecia pokrojona ze skórką na plasterki do obłożenia kaczki)

imbir, chili,

sól

sos rybny 4 łyżki

2 łyżki miodu

 

 

Smacznego,

 

Basia

 

Bułeczki z cynamonem i orzechami

Brak komentarzy

Sięgnęłam dziś do Nigelli „ How to be a domestic goddess” i znalazłam przepis na norweskie bułeczki cynamonowe.

Spodobały mi się i postanowiła je upiec.

W związku z tym, że nie miałam w domu tyle drożdży, ile potrzeba na całą opisaną porcję, zmniejszyłam ilość. Bardzo dobrze, bo ilość upieczonych bułek i tak jest solidna.

Dodałam do nadzienia orzechy włoskie, bo uważam, że do cynamonu bardzo pasują.

Zmartwiło mnie tylko to, że moje bułki po upieczeniu nie są takie ładne, jak te na zdjęciu u Nigelli. Chyba znacznie bardziej wyrosły i zatarły się między nimi granice.

Ale w sumie nie ma co się martwić, najważniejsze, że są pyszne i bardzo mi smakują.

 

Bułki  drożdżowe z cynamonem i orzechami

 

ciasto:

400 g mąki

2 jajka roztrzepane ( z tego około 1/4 zostawić do posmarowania bułek z wierzchu przed pieczeniem)

1/2 łyżeczki soli

220 ml mleka

60 g cukru

80 g roztopionego masła (zostawić z tego około 5-8 g do posmarowania bułek ułożonych w formie)

28 g świeżych drożdży

łyżeczka naturalnej esencji waniliowej

 

nadzienie:

80 g bardzo miękkiego masła

70 g cukru

1 łyżeczka cynamonu

około 40 g posiekanych grubo orzechów włoskich

mała szczypta soli

 

Rozgrzałam piekarnik do około 200 stopni.

W ciepłym mleku z dodatkiem 2 łyżeczek cukru rozpuściłam drożdże i pozwoliłam im wyrosnąć. Roztopiłam masło.

Do miski robota wrzuciłam mąkę, cukier, sól, dodałam mleko z drożdżami, roztopione masło i jajka. Miksowałam, aż masa zrobiła się gładka. Uformowałam kulę i włożyłam do natłuszczonej miski, przykryłam ściereczką i zostawiłam na około 1/2 godziny.

Przygotowałam nadzienie, masło zmiksowałam z cukrem, cynamonem i solą.

Wyjęłam około 1/3 ciasta drożdżowego  i rozciągnęłam je rękami na dnie formy do pieczenia wyłożonej papierem, tworząc jakby spód bułek.

Resztę ciasta rozwałkowałam na lekko posypanej mąką desce, tworząc prostokąt o wymiarach około 20 x 40 cm.

Na cieście rozsmarowałam masę cynamonową i posypałam orzechami. Zwinęłam w rulon (o długości 40 cm). Następnie pocięłam rulon na plastry o grubości około 2 cm, w sumie miałam 18 plastrów. Ułożyłam je w formie ( 30 x 17 cm) na położonym wcześniej  cieście. Posmarowałam  roztopionym masłem przestrzenie między kolejnymi bułkami, żeby łatwiej je się odrywało po upieczeniu. Następnie wszystkie bułki z wierzchu posmarowałam roztrzepanym jajkiem. Zostawiłam na około 20 minut do wyrośnięcia i wstawiłam do nagrzanego piekarnika.

Wprawdzie Nigella sugeruje temperaturę pieczenia 230 stopni, to uważam, ze to jest absolutnie za wysoka temperatura. Ja piekłam przez 20 minut w temperaturze około 200 stopni i niestety bułki za szybko zaczęły się rumienić, i jednocześnie wciąż nie były upieczone w środku. Wtedy przykryłam je folią aluminiową i zmniejszyłam temperaturę  pieczenia do około 160 stopni.

Piekłam jeszcze przez kolejnych 15 minut i wyjęłam z piekarnika.

Z całym arkuszem papieru wyjęłam buły z formy, żeby trochę przestygły i żebym mogła ich spróbować. Takie świeże i cieplutkie są przecież najlepsze 🙂

 

Bułki są  naprawdę bardzo pyszne, ale trzeba wiedzieć, że jednak nie oddzielają się  jedna od drugiej tak równo i gładko. Nie wiem, czy to jakiś mój błąd, ale na szczęście, nie  przeszkadza mi to wcale!

 

Smacznego,

 

Basia

 

Facebook

Likebox Slider for WordPress