Wychowałam się w czasach, kiedy jedynymi dostępnymi płatkami śniadaniowymi były podłej jakości Corn Flakes. Mimo, że były naprawdę byle jakie, byliśmy szczęśliwi, że w ogóle są!
Podczas pobytu w Londynie, kiedy miałam 15 lat, zobaczyłam w sklepie półki uginające się od niezliczonej ilości kolorowych pudełek, w które zapakowane były zbożowe kółeczka, kuleczki i płatki , słodkie lub nie, cukrowane i glazurowane, z czekoladą albo z orzechami, istne cuda! Jak zazdrościłam tego angielskim dzieciom… Pamiętam z jaką przyjemnością przychodziłam na śniadanie, żeby zjeść przygotowaną przez ciocię Irkę miseczkę mleka z Weetabix i dodatkowo pokrojonym bananem. Czy jakiekolwiek dziecko zrozumie to teraz? Chyba nie… Kolejne moje wizyty u rodziny sprawiły, że odkryłam Jordan Crisp. Cudownie chrupiące muesli z dodatkiem liofilizowanych malin lub truskawek, albo w wersji orzechowej- z pekanami, orzechami laskowymi i brazylijskimi. Nie wiedzieć czemu, dzień zaczęty takim śniadaniem zawsze okazywał się udany. Nietrudno zgadnąć co zawierał mój bagaż powrotny, prawda? Ale ile można przywieźć ze sobą płatków w walizce? Z pewnością nie tyle, żeby wystarczyło do następnych wakacji… Cóż, trzeba było zatem wziąć sprawy w swoje ręce! I tak powstała moja granola.

Pieczone płatki owsiane z dodatkiem orzechów, ziaren, cukru trzcinowego i jeszcze paru składników.
Pierwsza moja granola z pewnością nie była doskonała, ale każda kolejna i udoskonalona wersja zbliżała się do zapamiętanego ideału. Ciągle jednak nie wiedziałam jak to zrobić, żeby płatki nie były całkiem sypkie, żeby zbijały się w większe kawałki. I wtedy z pomocą przyszła moja Córka z rewelacyjnym i jednocześnie całkiem prostym rozwiązaniem. Trzeba było dodać trochę mąki i mleka!
I choć teraz już można czasem w Almie lub Bomi kupić te angielskie płatki, to już nie robią na mnie takiego wrażenia jak dawniej. Chyba jednak wolę swoją granolę…

Granola

2 ½ filiżanki płatków owsianych ( zwykłych lub górskich, ale nie błyskawicznych, które są jakby połamane)
1 ½ filiżanki ( w sumie) orzechów laskowych, włoskich, słonecznika, wiórków kokosowych (lub innych orzechów i ziaren)
½ filiżanki oleju
½ filiżanki mleka
3 łyżki cukru demerara
1 łyżka cukru muscovado
1 łyżka syropu złocistego ( Golden Syrup) lub ostatecznie miodu
szczypta soli
1 łyżka mąki pszennej
Rozgrzać piekarnik do około 160 stopni.
Do miski wsypać płatki, orzechy, mąkę i sól. Wymieszać.
Połączyć olej z mlekiem, dodać cukier, dobrze wymieszać żeby cukier (a szczególnie muscovado ) rozpuścił się, wlać do miski z płatkami i dobrze wszystko wymieszać. Następnie dodać Golden Syrup i jeszcze raz wymieszać .
Blachę wyłożyć papierem do pieczenia, na nim rozłożyć luźno równą warstwę płatków.
Wstawić do piekarnika i piec aż płatki będą złote i chrupiące.
Żeby upiekły się równomiernie i nie przypaliły , kilkakrotnie podczas pieczenia trzeba je zamieszać.
Gdy będą gotowe, trzeba wyjąć blachę i zostawić je do całkowitego wystygnięcia. Przełożyć do szczelnego pojemnika dopiero gdy będą całkowicie zimne, wtedy długo zachowają świeżość i będą chrupiące.
Można je oczywiście jeść z mlekiem albo jogurtem na śniadanie, ale ja najbardziej lubię jeść je same i najchętniej wprost z puszki!
O każdej porze.
Basia