Kiedy wczoraj robiłam zakupy w supermarkecie, mój wzrok padł na piękne (jak na tę porę roku) i dorodne jabłka.
Od razu poczułam, że muszę upiec szarlotkę! Dość dawno jej nie piekłam…
I właśnie teraz uświadomiłam sobie, że mój organizm się jej najzwyczajniej domaga!
Wybrałam najładniejsze jabłka, zrobiłam resztę zakupów i pomaszerowałam do kasy. Może to głupie, ale naprawdę cieszyłam się na samą myśl, że będę piec ciasto z jabłkami.
Z szarlotką jest tak, jak ze wszystkim innym: bigosem, tiramisu, surówką z kapusty czy minestrone, tyle przepisów ilu kucharzy.
Mój przepis jest oczywiście prosty, jak cała moja kuchnia. Zresztą szarlotka prosi się o prostotę!
Dziś zrobiłam ją z jabłkami pokrojonymi w plasterki, ale bardzo często ucieram je na tarce. Wtedy jabłka ( pozostawione na chwilę) pozwalają odcisnąć nadmiar soku i spód ciasta nie rozmoknie zbytnio. Chciałam jednak zrobić przyjemność mojemu Mężowi, który najbardziej lubi szarlotkę z jabłkami w plasterkach:-)
Zaczęłam od zrobienia kruchego ciasta. Pewnie się zdziwicie, ale taką niedużą porcję kruchego ciasta robię w misce. Nie chce mi się nigdy wyciągać stolnicy, potem ją trzeba skrobać, myć i to wcale nie jest łatwe w okrągłym zlewie kuchennym. Więc z lenistwa robię ciasto w misce i jest bardzo fajnie!
Do miski wsypałam mąkę, utarłam na grubej tarce zimne całkiem masło, dodałam żółtka( białka zostawiłam , żeby ubić z nich pianę, którą położyłam później na jabłkach), cukier, sól, proszek do pieczenia i oczywiście kwaśną śmietanę! Moja Mama mówi, żeby nie zabierać się w ogóle za kruche ciasto, jeśli nie ma się kwaśnej śmietany!
Wymieszałam wszystko dokładnie i na koniec szybko zagniotłam ręką ciasto. Kruche trzeba szybko zagniatać, jak najkrócej w kontakcie z ciepłą ręką, żeby nie zrobiło się „gumowe” .
Gotowe ciasto włożyłam do lodówki, żeby się schłodziło jeszcze.
Włączyłam piekarnik na około 160-170st.
Obrałam jabłka, pokroiłam na plasterki i skropiłam sokiem z cytryny, żeby nie ściemniały.
Ubiłam pianę z białek, dodałam do niej cukier i naturalny olejek cynamonowy, który dostałam od Ewy, mojej koleżanki. Ona jest fanką „organic food”, przywozi mi z różnych wyjazdów takie właśnie cuda, jak naturalny ekstrakt z wanilii czy olejek cynamonowy. To jest miłe! I smaczne, oczywiście.
Tortownicę wyłożyłam papierem do pieczenia, podzieliłam ciasto na dwie części czyli 1/3 i 2/3 .
Tę mniejszą schowałam do zamrażarki, żeby się mocniej schłodziła i żeby można było ciasto utrzeć na tarce.
Większą częścią wyłożyłam dno tortownicy, zawinęłam wyżej na brzegach, nakłułam widelcem i włożyłam do piekarnika, żeby nieco podpiec spód, zanim położę na nim jabłka. Po około 15 minutach, kiedy ciasto zaczęło się nieco złocić, wyjęłam je z piekarnika. Posmarowałam cienką warstwą powideł śliwkowych mojej Mamy (śliwkowe powidła mojej Mamy są równie bezkonkurencyjne jak te morelowe! Po prostu najlepsze na świecie). Na powidłach położyłam jabłka. Jeśli jabłka są bardzo kwaśne, trzeba je posłodzić i wymieszać przed położeniem na cieście. Moje były bardzo słodkie, więc nie słodziłam. Następnie położyłam pianę z białek ubitą z cukrem, a na końcu warstwę ciasta wyjętego z zamrażarki i utartego na grubej tarce. Całość wstawiłam do piekarnika, zmniejszyłam temperaturę do 150st i tak piekłam około godziny, a może dłużej. Wyłączyłam piekarnik , gdy ciasto na wierzchu było złote. Chwilę jeszcze zostało w piekarniku, potem wyjęłam je i zostawiłam, żeby trochę przestygło.
Gdy było jeszcze ciepłe, zdjęłam obręcz tortownicy i właśnie przyszła moja Córka. Nie było na co czekać, bo taka szarlotka najlepiej smakuje na ciepło! Świeżutka, prosto z piekarnika…
Basia
Szarlotka
na tortownicę o średnicy 26 cm
ciasto:
400 g mąki
2 żółtka
2 białka (do ubicia piany)
200g masła
5 łyżek cukru do ciasta (+ 5 łyżek do piany)
łyżeczka proszku do pieczenia
4-5 łyżek kwaśnej śmietany
szczypta soli
ewentualnie cukier waniliowy do ciasta i cynamon do jabłek albo do piany
oraz
1500g jabłek ( po obraniu i wycięciu gniazd nasiennych zostało około 1000g)
1/2 – 2/3 słoika powideł śliwkowych
ewentualnie cukier do kwaśnych jabłek


