O istnieniu butternut squash dowiedziałam się od Ewy kilka lat temu. To owoc,  albo – jeśli wolicie- warzywo z rodziny dyniowatych i, w gruncie rzeczy, najbardziej do niej podobne pod względem smaku i jakości miąższu. Zupełnie nie wiem, czemu nie można kupić go w Polsce? Nie widziałam tu ani owoców, ani nasion. No i oczywiście nie ma polskiej nazwy, wiec będę się męczyć w odmianie tego słowa….

Butternut squash popularny jest w USA i Australii, w Wielkiej Brytanii, jak mówi Ewa, znany jest podobno od niedawna.

W zeszłym roku Ewa dała nam jedną rozsadę butternuta, ale nie udało nam się wyhodować dojrzałego owocu. Wprawdzie zawiązał się, ale zgnił zanim dorósł 🙁

W tym roku dostałam od Ewy kilka sadzonek. Posadziłam  je wraz z innymi dyniami i cukiniami w ogrodzie. Udało mi się wyhodować tylko dwa owoce. Reszta zawiązanych owoców gniła jeszcze w początkowym stadium. Czyżby  nie podobało im się tu? Może powinny być sadzone wcześniej? Spróbuję znów w przyszłym roku, bo bardzo podoba mi się ten butternut!

I właśnie  przygotowałam lazanię (albo, jeśli wolicie, to lasagne) z dynią i  jednym z tych dwóch moich „butternutów”.

Zaczęłam od przygotowania butternuta. Rozgrzałam piekarnik do około 200 stopni i włożyłam do niego cały owoc, piekłam przez około 20 minut. Wyjęłam z piekarnika, przekroiłam na ćwiartki, położyłam na blaszce  i znów włożyłam do piekarnika. Tym razem na około 30 minut. Włożyłam tam również kawałki dyni, obranej i pokrojonej na mniejsze części.

Najpierw wyjęłam dynię, zmiksowałam ją z cynamonem, imbirem, gałka muszkatołową, solą, cukrem demerara i Golden Syrup. Odstawiłam zmiksowaną dynię.

Przygotowałam ser, wymieszałam ricottę z około połową utartego parmezanu i połową mozzarelli.

Gdy butternut zaczął się delikatnie złocić tu i ówdzie, wyjęłam go z piekarnika, zdjęłam skórę i pokroiłam w niedużą kostkę, taką o boku około 1,5 czy 2 cm.

Niezbyt duże naczynie do zapiekania wysmarowałam oliwą, położyłam na dnie 1/3 sosu z dyni, następnie położyłam warstwę lazanii, a na niej 1/2 ricotty z mozzarellą i parmezanem, wyłożyłam równą warstwę pokrojonego w kostkę butternuta i polałam 1/3 sosu z dyni. Znów położyłam warstwę lazanii, na niej drugą połowę ricotty, posmarowałam dokładnie  ostatnią częścią sosu dyniowego, posypałam resztą mozzarelli i parmezanu. Dobrze, żeby ta górna warstwa lazanii był dokładnie przykryta serem i sosem, żeby makaron mógł zmięknąć i nie wysechł podczas pieczenia. Tego farszu i sosu nie jest bardzo dużo, wiec trzeba dobrze nimi gospodarować.

Wstawiłam do piekarnika rozgrzanego do około 160 stopni na około 50 minut, w połowie czasu pieczenia przykryłam lazanię folią aluminiową, bo obawiałam się, że za bardzo się przypiecze i wyschnie.

Wyjęłam ją z piekarnika, gdy była złocista z wierzchu. Lazanię, przykrytą folią aluminiową, pozostawiłam w temperaturze pokojowej na około 20 minut przed podaniem.

Myślę, że w polskich warunkach, w sytuacji braku butternuta, można zamiennie użyć więcej dyni (i postępować dokładnie tak, jak z butternut squash). Można na przykład użyć dwu rodzajów dyni, w różnych kolorach. Ale jeśli będzie to tylko jeden rodzaj, to i tak na pewno wyjdzie fantastycznie, bardzo polecam! Bo to naprawdę bardzo smaczne i ciekawe danie.

 

Lazania z dynią i pieczonym butternutem 

ok. 4 porcje

 

1 butternut squash

około 300 g dyni bez skóry i pestek

1/2 łyżeczki mielonego cynamonu

1/4 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej

1/8 łyżeczki mielonego imbiru

1/4 łyżeczki mielonego pieprzu

łyżka cukru demerara

1/2 łyżeczki soli do sosu dyniowego i troche do posypania butternuta już pokrojonego i upieczonego.

łyżka Golden Syrup (  albo zamiast druga łyżka cukru demerara)

oliwa do posmarowania naczynia

ok. 150 g miękkiej ricotty

125 g pokrojonej drobno mozzarelli

75 g utartego parmezanu

5 arkuszy gotowej lazanii (na każdą warstwę zużyłam 2 i pół)

 

 

Smacznego,

 

Basia