Po ugotowaniu parę dni temu tajskiej zupy z dyni, w lodówce została druga połowa rozkrojonej dyni. Zabezpieczyłam ją folią do żywności, więc nie wyschła i nic złego nie stało się z nią.
Dziś upiekłam ciasto z jej dodatkiem. Do tej pory jedynie słyszałam o cieście z dynią, nigdy jednak nie piekłam go. Poszukałam tu i ówdzie receptur na takie ciasto i w rezultacie… zrobiłam je według własnego przepisu 🙂
Ciasto jest pyszne. Smakuje trochę jak delikatny piernik, to za sprawą cynamonu, imbiru i goździków. I bardzo fajnie z nim komponują się orzechy laskowe. Jak lubicie rodzynki, to spokojnie można je również dodać, najlepiej wymoczone wcześniej w rumie, albo przynajmniej w soku z jabłek, jak gdzieś przeczytałam.
Rozgrzałam piekarnik do około 180 stopni. Na papierze do pieczenia położyłam dynię pokrojoną na kawałki, wcześniej obraną ze skóry. Piekłam ją pewnie około 20 minut. Wyjęłam z piekarnika, jak zmiękła, wrzuciłam do blendera, gdy trochę przestygła i zmiksowałam, dodałam podczas miksowania mleko.
W misce robota ubiłam jajka z cukrem demerara na puszysty krem, dodałam esencję waniliową, przyprawy, dynię z mlekiem, następnie dodałam mąkę z proszkiem i sodą oraz olej i całość jeszcze przez chwile miksowałam. Dodałam posiekane orzechy i jeszcze całość wymieszałam. Przygotowane ciasto przełożyłam do formy – keksówki – wyłożonej papierem do pieczenia i wstawiłam do piekarnika. Piekłam około 45 minut, sprawdziłam patyczkiem, zanim wyjęłam z piekarnika. Ciasto wyrosło dość niesymetrycznie, zupełnie nie wiem, czemu z jednej strony było wyższe? Ale to nie ma zasadniczo znaczenia, bo jest naprawdę pyszne.
Moja Córka posmarowała jeszcze kawałek ciasta powidłami i to też był dobry pomysł 🙂
Ciasto z dynią i orzechami
350 g dyni (po upieczeniu pozostało 220 g)
300 g mąki
3 jajka
150 g cukru demerara
1 łyżeczka naturalnej esencji z wanilii
1/2 łyżeczki cynamonu
1/4 łyżeczki imbiru
1/8 łyżeczki goździków mielonych( moje były utłuczone w moździerzu)
100 ml mleka
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
50 g oleju
50 g orzechów laskowych pokrojonych grubo
Smacznego,
Basia




1. Komentarz przez Marta
16/wrz/2012 na 19:09
Basiu, może miałaś termoobieg włączony? Moje mufiny miały kiedyś zmiecione czubki bo tak wiało w piekarniku:)))
2. Komentarz przez Basia
17/wrz/2012 na 13:21
Mam często włączony termoobieg, tym razem też, ale akurat w przypadku ciast, to nie miałam z tym problemu.
Z muffinkami owszem, ale takimi malutkimi, minimuffinkami, one są bardzo wrażliwe na podmuch termoobiegu 🙂
Tu była zdecydowanie większa asymetria między przodem i tyłem, niż ta na boki. Może po prostu włożyłam mniej ciasta z jednej strony, może papier się podniósł na spodzie z jednej strony i nie zauważyłam? W sumie nieistotne, bo ciasto nie miało iść na wystawę, tylko do szybkiej konsumpcji!