Archwium dla ·

tarty- grzanki

· Kategoria...

Tarta z łososiem i cukinią

1 komentarz

Bardzo nie lubię wyrzucać jedzenia.

Wychowałam się w domu, w którym zwracano uwagę na to, żeby ono się nie marnowało.

Bardzo  doceniam, że mnie tak wychowano.

Wobec  ogromnego głodu istniejącego na świecie, bezmyślne wyrzucanie jedzenia jest po prostu niemoralne. I nie są to frazesy. Przynajmniej  dla mnie.

Dlatego  pozostałego z wczorajszego  obiadu grillowanego łososia (którego przygotowałam  po prostu za dużo) postanowiłam wykorzystać,  gotując  dzisiejszy obiad.

I dobrze się złożyło, bo miałam mało czasu i musiałam zrobić jakieś danie ekspresowe.

I tak powstała tarta z cukinią, ricottą i łososiem.

Nagrzałam piekarnik do około 200stopni.

Naczynie do zapiekania posmarowałam oliwą, wyłożyłam ciastem francuskim.

Na dużej patelni podsmażyłam na oliwie cukinię pokrojoną na plasterki, dodałam pokrojona cebulę i smażyłam dalej, aż cukinia trochę zmiękła, a cebula się zeszkliła. Doprawiłam rozgniecionym czosnkiem, octem winnym, solą, chili, cukrem i pieprzem.

Odstawiłam cukinię z ognia. Dodałam do niej ser ricotta, wymieszałam.

Kawałki grillowanego łososia podzieliłam na mniejsze części, wyjęłam  ości.

Do formy do zapiekania wyłożonej  już ciastem francuskim, przełożyłam nadzienie z cukinią i rozprowadziłam je w miarę równomiernie, na wierzchu położyłam kawałki łososia i delikatnie je wcisnęłam w nadzienie. Całość posypałam utartym parmezanem i wstawiłam do nagrzanego piekarnika.

Po około 20 minutach wyjęłam złocistą  tartę i posypałam ją posiekaną rukolą.

Tarta z cukinią, ricottą  i  grillowanym łososiem

forma do zapiekania około 20 x 30cm

oliwa do posmarowania formy

ciasto francuskie ( 275 g)

3 niewielkie cukinie ( w sumie około 600g)

opakowanie ricotty świeżej 250g

2 rozgniecione ząbki czosnku

sól , cukier, chili, pieprz – według uznania

cebula nieduża posiekana drobno

około 200g grillowanego łososia ( można ewentualnie dać tuńczyka z puszki i jestem przekonana, że będzie pycha!)

około 60-75 g utartego parmezanu

posiekana świeża rukola do posypania po upieczeniu, albo inne ulubione zioła

Znów szparagi

Brak komentarzy

Sezon na szparagi trwa!

Trzeba korzystać z niego zanim się skończy, a to niestety  już niedługo.

A może wcale nie „niestety”, może to właśnie fajnie, że szparagi są tylko majowo-czerwcowo?

Wtedy czeka się na nie z niecierpliwością. I nie mogą się wtedy  znudzić, bo nie zdążą!

U nas zatem szparagi pojawiają się na stole często.

Omlet ze szparagami, szparagi z boczkiem, makaron ze szparagami…

I tarta ze szparagami!

Było to drugie podejście do tego przepisu. Po raz pierwszy zrobiła taką tartę moja Córka, na kolację powitalną, gdy wróciliśmy dwa tygodnie temu z urlopu. To pozwoliło na skorygowanie receptury  i wypracowanie właściwych proporcji składników.

Bardzo ciekawy i jednocześnie niezwykle nieskomplikowany przepis.

Zaczęłam od obrania i ugotowania ziemniaków. Włączyłam też piekarnik, żeby się nagrzał do około 190 stopni.

Gdy ziemniaki  były miękkie, odcedziłam je i ugniotłam, jak na puree. Po chwili dodałam do nich utarty ser. W osobnej misce ubiłam szybko jajka ze śmietanką. Następnie wlałam masę jajeczną do ziemniaczanej, przyprawiłam gałką muszkatołową i pieprzem.

Szparagi  umyłam, obcięłam zdrewniałe końce  i włókna, zblanszowałam  je w osolonej lekko wodzie  (około 5 minut) i odcedziłam.

Całą blachę  ( taką największą, jaka jest w piekarniku) wyłożyłam papierem do pieczenia a następnie ciastem francuskim, brzegi lekko wywinęłam,  rozłożyłam na cieście masę ziemniaczano-jajeczną , na masie położyłam szparagi. Włożyłam blachę do piekarnika.

Piekłam tartę około 15 minut, aż brzegi ciasta były złociste.

Polecam ten przepis!

Tarta ze szparagami i ziemniakami

300g ziemniaków

150 ml śmietanki kremówki

350g szparagów ( waga szparagów pozbawionych  już zdrewniałych końców i  włókien)

2 jajka

100g sera cheddar

100g sera gruyere

opakowanie ciasta francuskiego ( 275 g)

sporo gałki muszkatołowej i świeżo zmielonego pieprzu.

Według mnie  nie należy solić masy jajeczno-ziemniaczanej,  jeśli posolona była woda do gotowania ziemniaków. Ser jest wystarczająco słony, żeby „dosolić” całą potrawę.

Przy  podanej przeze mnie ilości śmietanki  masa jest dość sztywna po upieczeniu, dobrze i równo się daje kroić, ale oczywiście nie jest twarda!.  Jeśli wolicie luźniejsze nadzienie, lekko rozpływające się,  to  możecie dać  więcej śmietanki. Trzeba też nieco dłużej piec tartę wtedy.

Basia

Kanapki na drogę!

komentarze 2

Uwielbiam jeść dobre rzeczy, jak wszyscy pewnie.

Ale jednocześnie uważam, że należy zachować umiar w jedzeniu. Niech cieszy jakość,  a nie ilość.

Doświadczyłam w swoim życiu wielu diet. Miałam okresy fascynacji różnymi pomysłami : dieta zgodna z grupą krwi, dieta proteinowa, oczyszczająca pszeniczna, niskotłuszczowa i wiele, wiele  innych.

Ostatecznie stwierdzam, że najlepsza dieta, to taka w której je się wszystko na co się ma ochotę, ale w rozsądnych ilościach.

Nie będę wmawiać sobie, że przeźroczyste mleko z 0,5% tłuszczu jest dobre, bo nie jest!

Margaryna do smarowania pieczywa też mi nie smakuje i nie przekonam się do jej smaku.

Ciasta bez jajek i bez tłuszczu po prostu nie mogą być dobre,  wszak tłuszcz jest nośnikiem smaku.

Dlatego zjem tylko  malutki kawałeczek, ale za to najlepszego tortu truflowego czy orzechowego, wypiję jeden kubek kawy z mlekiem 2% tłuszczu a nie dwa z chudym. Zjem kawałek bułki z masłem zamiast kilku kromek z Ramą.

Nie robią na mnie żadnego wrażenia cudowne przepisy na dania light. Każde danie może być niskokaloryczne, jeśli jest go odpowiednia ilość.

Nie mówię oczywiście o sytuacji, kiedy trzeba zredukować wagę z takiego czy innego powodu, ale o codziennej dobrze zbilansowanej diecie.

Budżet energetyczny działa podobnie jak finansowy.  Więc wolę zjeść malusieńki kawałeczek najlepszej i  jednocześnie drogiej czekolady, niż całą tabliczkę byle jakiej,  za te same pieniądze.

Dlatego w moich przepisach  jest masło, śmietanka kremówka , jajka i sery.

Nie muszę dopisywać  ideologii do tych receptur, bo jedzenie wykonane według nich jest po prostu dobre.

Jedzmy mniej,  ale smacznie.

I nawet jeśli danie nie wygląda na „odchudzające”, to mały kęs czy dwa nie zrujnują naszej figury.

Rozpisałam się trochę, a miało być o czymś innym…

O diecie w podróży.

I choć uważam, że  jeść należy z umiarem, to jednocześnie  w podróży nie można być głodnym. Podobno  kobiety, które najczęściej powodują  wypadki, to kobiety głodne! Z mężczyznami jest inaczej, ale oni zwykle nie głodzą się , tak jak kobiety. Tak czy owak długa podróż wymaga dobrego samopoczucia, więc  należy przygotować dobre jedzenie.  Odradzam jedzenie na stacjach  benzynowych  i  temu podobne.

Jestem zwolenniczka przygotowania dobrych  kanapek, z ulubionego chleba czy bułki, z dobrą wędliną czy serem, warzywami , jajkami, ziołami i masłem albo  preferowanym dressingiem.

Wtedy wiemy, co jemy!

Właśnie wybieramy się w podróż, która będzie trwała blisko dobę.

Zrobiłam kanapki z pełnoziarnistej bagietki  i doskonałego chleba prądnickiego.  Kto mieszka w Krakowie, to pewnie zna ten chleb, pieczony według średniowiecznej receptury. Nawet gdy jest całkiem świeży pozwala się kroić na cienkie kromki, jak rzadko który chleb. A potem  pozostaje świeży długo, długo…

W kanapkach była sałata, dwa rodzaje dobrej  szynki, ser brie i  ser pleśniowy, awokado, pomidory, świeży ogórek, dressing majonezowy i musztardowy , świeże zioła: bazylia i tymianek.

Bardzo lubię robić takie bogate kanapki  i  często robię je mojemu Mężowi, gdy służbowo wyjeżdża. On też je lubi! I tak się nimi chwali kolegom, że czasem muszę zrobić ich więcej, dla towarzyszy podróży mojego Męża.

Na naszą długą podróż zrobiłam całą torbę kanapek, do tego  są jeszcze jabłka,  pomidorki koktajlowe,  obrany ogórek pokrojony na kawałki , jajka ugotowane na twardo i  kawa w termosie.

A teraz w drogę!

Basia

Focaccia

Brak komentarzy

Obiecałam niedawno, że napiszę  o focaccii.

To bardzo fajny i niezwykle prosty  do wykonania pomysł na pieczywo. A przede wszystkim bardzo smaczny.

Bo kto  nie lubi świeżutkiej, wyciągniętej  właśnie z piekarnika gorącej, pysznej bułki?

Włosi wiedzą,  co dobre!

Focaccia doskonale sprawdza się jako element proszonej i raczej nieformalnej kolacji (może to być na przykład miła biesiada w przyjacielskim gronie).

Sprawdziłam to nie raz.  Naprawdę robi wrażenie!

Można ją zrobić bez żadnych dodatków,  przyprawiając jedynie solą i ziołami. Ja daję wtedy kminek i tymianek, najchętniej świeże listki.

Można jednak czasem pokusić się o inne dodatki. Często daję oliwki, zielone i czarne.

Moja rodzina lubi, kiedy w focaccii jest  cebula, zwykle czerwona.

Można też dać pokrojoną szynkę czy  suszone pomidory.

Trzeba tylko pamiętać, że dodanie ”mokrego” dodatku wydłuży czas pieczenia.

Ostatnia moja focaccia upieczona była z czerwoną cebulą, poprzednia  z oliwkami.

Trzeba zarezerwować dla niej trochę czasu, ale z pewnością warto to zrobić, bo efekt końcowy  znacznie przewyższa ten, jakiego można spodziewać się po nakładzie pracy włożonym w jej przygotowanie.

Focaccia

500g mąki pszennej( może być z pełnego przemiału )

40g drożdży świeżych (ewentualnie suszona równowartość  takich drożdży )

200ml ciepłej wody do rozrobienia drożdży

3łyżeczki cukru  (jw.)

plus około 200-300ml wody do wyrobienia ciasta

2 łyżeczki soli ( lub więcej, jeśli lubicie)

(ewentualnie jeszcze 2-3 łyżeczki cukru)

zioła według uznania,  np.: świeży tymianek, kminek, świeża bazylia, świeże oregano

2 łyżki oliwy do wyrobienia ciasta

plus oliwa do wysmarowania formy i polania focaccii  z wierzchu

oliwki  (20-30 sztuk)  przekrojone na pół lub 1 cebula pokrojona w piórka lub inny wybrany dodatek.

Drożdże wymieszałam z ciepłą wodą i cukrem, zostawiłam, żeby zaczęły rosnąć.

Do miski wsypałam mąkę, sól i  suszone zioła,  dodałam drożdże, które zaczęły już rosnąć, oliwę i wymieszałam wszystko dokładnie. Ciasto miało gęstą konsystencję, ale jednocześnie na tyle rzadką, że mieszałam je łyżką.

Wymieszane ciasto zostawiłam w ciepłym miejscu na około godzinę, żeby wyrosło.

Rozgrzałam  piekarnik do około 180 stopni.

Gdy ciasto rosło,  moja Córka pokroiła  czerwoną cebulę w piórka, a następnie dodała ją do wyrośniętego ciasta, dodała świeży tymianek  i jeszcze raz dobrze wymieszała.

Formę do pieczenia  ( około 30 X 40cm) wysmarowałam oliwą, przełożyłam do niej ciasto.

Rozłożyłam je w miarę równomiernie  na całą blachę, miało około 2 cm grubości . Z wierzchu pokropiłam ciasto oliwą i włożyłam do piekarnika.

Focaccia piekła się około godzinę, aż była złocista i chrupiąca z wierzchu , a patyczek włożony w nią pozostawał suchy.

Gdyby nie było dodatku cebuli, byłaby gotowa po około 40 minutach, z oliwkami również.

Focaccię można podawać do wszystkiego, do sałatek,  do mięs i solo też.

Pyszna jest jedzoną  z dobrą oliwą albo z masłem, można też ją podać z hummusem ( pisałam o nim w lutym) i to będzie z pewnością  bardzo dobre zestawienie!

Basia

Tarte Tatin

1 komentarz

Od wczoraj miałam  ochotę na jakieś małe  jabłkowe co nieco. Na słodko, oczywiście.

Z tą  myślą kupiłam kilka ładnych  jabłek.

„Chodziła” za mną tarta! Tylko jaka?

No i w końcu zdecydowałam się  na Tarte Tatin.

Nigdy wcześniej jej nie piekłam, więc postanowiłam skorzystać z przepisu, który znalazłam w The  Silver Spoon.

Nie będę Was zanudzać historią tej tarty, jedno tylko wspomnę, że była wynikiem eksperymentu.

Upieczono ją odwrotnie niż zwykle, to znaczy najpierw formę wyłożono jabłkami a potem na wierzch położono ciasto. Po prostu do góry nogami.

Efekt był podobno zdumiewający! Jabłka miały niesamowity smak i  ciemnozłoty kolor.

Podczas pieczenia zastanawiałam się, czy moja tarta też taka wyjdzie ? Tym bardziej, że w książce nie było zdjęcia upieczonej tarty (wspominałam Wam już kiedyś o tym jedynym felerze tej fantastycznej książki kucharskiej).

Tarta wyszła bardzo pyszna. Wprawdzie jabłka nie były bardzo ciemne, ale niezwykle aromatyczne.

Najlepiej smakuje jeszcze dobrze ciepła. W przepisie proponowali, żeby podać ją ze śmietanką.

Może z bitą śmietaną?  Pewnie to by było dobre…

Ja poprzestałam jednak  na kawałku tarty solo.

Polecam!

Tarte Tatin

średnica około 23-25 cm

( przepis  z „The Silver Spoon” zmodyfikowany przez mnie)

ciasto

225 mąki

100g zimnego masła  posiekanego + trochę do wysmarowania formy

80g cukru

ok.7 łyżek zimnej wody

szczypta soli

z  podanych składników zagnieść szybko ciasto i włożyć na godzinę do lodówki.

nadzienie

5 jabłek obranych , z wydrążonymi gniazdami nasiennymi , pokrojonych na plasterki

65 g cukru

około 25 g masła pokrojonego na kawałeczki

Rozgrzałam piekarnik do około 240 st.

Formę do pieczenia wysmarowałam masłem, ułożyłam  warstwę plasterków jabłek , posypałam połową cukru.

Następnie ułożyłam drugą warstwę i znów posypałam pozostałym cukrem. Położyłam na jabłkach kawałeczki masła. To pomysł mojej Córki, zgodny z zasadą, że jak chcesz, żeby coś było lepsze, to dodaj do tego masła 🙂

Schłodzone ciasto rozwałkowałam i położyłam na jabłkach, dokładnie przykrywając je. Lekko przycisnęłam warstwę ciasta, żeby wyrównać powierzchnię.

Wstawiłam do piekarnika na około 30 minut.

Następnie wyjęłam ciasto z piekarnika. Odwróciłam formę i przełożyłam ciasto „do góry nogami” na inną blaszkę.

Wstawiłam ( zgodnie z przepisem) pod rozgrzany grill. Miał się wprawdzie skarmelizować cukier w ten sposób, ale u mnie jabłka zaczęły się przypalać, więc wyjęłam tartę  z piekarnika.

Myślę, że można po prostu, po odwróceniu wstawić ją do piekarnika jeszcze na jakieś 5-10 minut. Ale wstawiania pod grill chyba raczej  nie polecam.

Dość newralgicznym momentem jest odwrócenie i przełożenie gorącej tarty. Ale w związku z tym, że na dnie są jabłka, ciasto wychodzi z formy z łatwością. Wystarczy na wierzchu formy położyć  inną  blaszkę do pieczenia albo żaroodporny talerz  i szybkim, zgrabnym ruchem całość odwrócić.

Powodzenia!

Basia

Chleb

1 komentarz

Kromka świeżego chleba z masłem popita kubkiem gorącej kawy z mlekiem, najlepsze jedzenie na świecie! Kiedy jestem bardzo głodna i wpadam do domu, to właśnie na to mam ochotę.

Może być  też chrupiąca bułka wyjęta właśnie z piekarnika, działa tak samo. Koniecznie z dobrym masłem.

A kawa, to espresso z dużą ilością mleka. Z rozsądku  jest 2% tłuszczu, ale gdyby tak można bezkarnie…to byłoby 3,2%.

Mam taką piekarnię, gdzie kupuję nasze ulubione pieczywo. Jeżdżę tam raz w tygodniu, kupuję wielką siatę pysznych wypieków i zamrażam. Gdy się włoży do zamrażarki takie świeże pieczywo, to po   rozmrożeniu dalej jest świeże i prawie chrupiące. My lubimy na śniadanie bardzo chrupiące bułki, więc  jeszcze przed podaniem  trafiają  na kilka minut do rozgrzanego  do 200stopni piekarnika.

Wtedy są naprawdę jak świeżo upieczone.

Mrożenie pieczywa i wyjmowanie tylko takiej ilości , jaka jest potrzebna na jeden raz,  ma jeszcze inną zaletę. Chleb nie wysycha, nie marnuje się  i w konsekwencji nie wyrzuca się go. Dla mnie to ważne, bo wychowałam się w domu, w którym zwracało się na to dużą uwagę.

Sztangle i bułki  z piekarni, to nasze codzienne pieczywo.

Natomiast na święta piekę chleb sama.

Robię to od wielu lat, nie pamiętam dokładnie od kiedy…

Mój chleb jest ciemny, zrobiony  z mąki z pełnego przemiału z dodatkiem płatków owsianych, ziół, orzechów,  pestek dyni i słonecznika. Czasem daję do niego miód i rodzynki, posypuję sezamem albo makiem.

Nie robię go na zakwasie, wyrasta dzięki drożdżom.

Jest bardzo łatwy do przygotowania.

Do kubka nalewam dobrze ciepłej wody i kruszę do niej drożdże.  Dodaję 2 łyżeczki cukru i zostawiam, żeby się „ruszyły”.

Do miski wsypuję mąkę, tym razem to było około 500 g mąki pszennej pełnej i około 100 g żytniej. Do tego około 150-200 g płatków owsianych.

Dodaję pestki  dyni i słonecznika, orzechy laskowe albo/i włoskie.

Koniecznie czarnuszka ( którą uwielbiam !), kminek, kozieradka a czasem też czosnek.

Wszystkie suche składniki mieszam i dodaję zaczyn z drożdży, dodaję więcej wody, sól, ewentualnie więcej cukru, olej . Mieszam dokładnie i zostawiam w ciepłym miejscu ( np. w  piekarniku wcześniej trochę podgrzanym) , żeby ciasto wyrosło. Ciasto jest gęste, ale daje się mieszać łyżką. Nie wyrabiam go ręką nigdy.

Gdy wyrośnie, przekładam je do wyłożonej papierem do pieczenia  brytfanki,  wyrównuję wierzch, posypuję słonecznikiem,  sezamem  lub makiem. Albo i tym i tamtym.

Wkładam formę do trochę nagrzanego piekarnika,  wtedy podczas  dalszego jego rozgrzewania  się chleb może jeszcze wyrosnąć.

Piekę w temperaturze około 170 stopni, aż chleb będzie dobrze rumiany , a patyczek włożony do chleba (w środku mniej więcej)  jest suchy. Wolę dłużej potrzymać w piekarniku, gdy nie jestem pewna czy już się upiekł, niż wyjąć za wcześnie.

Po upieczeniu zostawiam chleb w formie, aż trochę wystygnie. Zimny  pakuję w papier,  w którym się piekł i zostawiam w chłodnym miejscu.

Taki chleb,  gdy przechowywany jest w chłodzie,  można trzymać nawet przez  tydzień. Jest ciągle równie smaczny,  jak  zaraz po upieczeniu.

Dla mnie nawet bez masła jest fajny, choć nie ukrywam,  że masło  podkreśla jego bogaty i zdecydowany smak.

Kromka tego chleba z masłem, to już cały posiłek dla mnie. I do tego jaki pyszny!

Basia

Chleb świąteczny

750-800g mąki ( różnej, koniecznie pełnej wraz z płatkami)

40 g drożdży

około 600ml ciepłej wody plus około 150 ml do rozrobienia drożdży

2-3 łyżeczki cukru do wyrośnięcia

słonecznik, dynia , sezam w sumie około 1-2 garści plus trochę do posypania   chleba z wierzchu.

różne orzechy, ilość według uznania, ja dałam około garści

około 1 płaskiej łyżeczki soli lub więcej, zależy od upodobań

zioła, które lubicie, ja daję czarnuszkę, kozieradkę, kminek i czasem  czosnek,

olej 2-3 łyżki

Tarta z porami i tuńczykiem

Brak komentarzy

Wczoraj uświadomiłam sobie, że jeszcze nie pisałam tu nic o tuńczyku. A co znacznie gorsze, nie jadłam go dawno!! Postanowiłam więc zrobić coś z tym fantem, to znaczy dosłownie ugotować „coś” z tuńczykiem. Puszka tuńczyka obowiązkowo zawsze leży w spiżarce. Minimum jedna. To jest tuńczyk w oleju, bo jednak ten w sosie własnym  nigdy nie jest taki dobry… Puszka tuńczyka w spiżarce jest dla mnie, w pewnym sensie,  gwarantem bezpieczeństwa spożywczego. Sałatka z tuńczykiem, omlet z tuńczykiem, kanapka z tuńczykiem, makaron z tuńczykiem… ileż możliwości przygotowania supersmacznego i do tego ekspresowego dania !

W  lodówce natomiast  leżała i czekała na swą kolej rolka ciasta francuskiego.

Decyzja była szybka i właściwa (co  można było przewidzieć 🙂 ), tarta z tuńczykiem!

Jeszcze tylko chwila zastanowienia … i co do tego?

Pory!

Włączyłam piekarnik żeby się już nagrzewał do 200st. Posiekałam pory( tylko jasne części), wrzuciłam je na rozgrzaną na  patelni oliwę. Podsmażyłam, uważając żeby się nie przypaliły. Dolałam wino, posoliłam trochę i dodałam łyżeczkę cukru. Dodałam sporo mielonego pieprzu. Na koniec odcedziłam tuńczyka z oleju i dodałam do porów. Wymieszałam delikatnie, uważając żeby z tuńczyka nie zrobiła się ciapa. W międzyczasie wysmarowałam oliwą naczynie do pieczenia, wyłożyłam je ciastem francuskim, wywijając brzegi około 2-3 cm powyżej dna.

Do przygotowanej formy przełożyłam nadzienie porowo-tuńczykowe. Z wierzchu posypałam utartym parmezanem i włożyłam do piekarnika. Kiedy brzegi ciasta zrobiły się złote, wyjęłam tartę z piekarnika.

Część zjedliśmy na gorąco a resztę na zimno. Obie wersje trafione!

Tarta z porami i tuńczykiem

(forma około 20 cm x 30 cm)

około 130-140 g  ciasta francuskiego ( połowa opakowania 275 g)

2 pory ( jasne części)

2 łyżki oliwy nie z pierwszego tłoczenia

puszka tuńczyka w oleju ( duże kawałki)

ok. 100ml białego  wina

pieprz, sól, cukier

oliwa do wysmarowania formy ( albo papier do pieczenia)

około 30 g parmezanu utartego

liście kolendry  lub natki pietruszki do posypania gotowej tarty( opcjonalnie)

Basia

Facebook

Likebox Slider for WordPress