Grillowane kapelusze pieczarek

Brak komentarzy

No i dziś jeszcze jedna propozycja dla tych, którzy na grillu niekoniecznie muszą kłaść mięso czy kiełbaski.

Tak się złożyło, że zupełnie niespodziewanie miałam wrócić do domu wcześniej, niż zazwyczaj w tygodniu. To była taka pora, która umożliwiała zorganizowanie grillowanej wspólnej kolacji. Dla mnie to prawie święto w powszedni dzień!

Przygotowałam wcześniej to, co mieliśmy grillować. Między innymi były to faszerowane szpinakiem i serem pleśniowym kapelusze pieczarek.

Wprawdzie zrobiłam wcześniej nadzienie szpinakowe, ale nafaszerowanie kapeluszy zostawiłam już na ostatnią chwilę, po moim powrocie do domu.

I tak pieczarki umyłam i oderwałam im nogi, lekko wykręcając je.

Zostawiłam same kapelusze.

Szpinak umyłam i  poddusiłam na łyżce oliwy, dodałam czosnek, odrobinę octu winnego. Dusiłam dosłownie parę minut i odstawiłam. Gdy szpinak przestygł, odcisnęłam resztę płynu, który pojawił się pod nim na patelni i pokroiłam szpinak grubo.

Na tarce utarłam ser pleśniowy, wymieszałam go ze szpinakiem, doprawiłam pieprzem odrobina soli, dodałam jeszcze rozgnieciony ząbek  czosnku, posiekane listki oregano. Wymieszaną masę szpinakowo-serową nadziałam kapelusze, na wierzchu położyłam jeszcze kawałek sera i listek oregano.

Nafaszerowane kapelusze położyłam na wysmarowanej oliwą tacce do grillowania.

I znów moje mezmięsne danie potrzebowało znacznie więcej czasu na grillu niż kiełbaski, więc trzeba to wziąć pod uwagę przygotowując kolację. Kapelusze muszą najpierw same się dobrze rozgrzać, zanim upiecze się ich wnętrze, a to zabiera jednak trochę czasu, pewnie około 45 minut.

Grillowane pieczarki faszerowane szpinakiem i serem pleśniowym

12 pieczarek

ok. 250 g świeżego szpinaku

około 150 g sera pleśniowego

2 spore rozgniecione ząbki czosnku

oliwa

pieprz

sporo posiekanego świeżego oregano

sól według uznania

odrobina octu winnego

smacznego,

Basia

Cukinia z grilla

Brak komentarzy

Lato, to czas grillowania. Polacy bardzo lubią grillować, prawda?

Moja rodzina też lubi:-)

Mięsożerna część rodziny, czyli znaczna większość, z radością widzi na grillu kiełbaski, zamarynowany wcześniej schab, szaszłyki i inne mięsne przysmaki.

Ja jednak specjalnie mięsożerna nie jestem, wolałam tam zobaczyć coś wegetariańskiego.

I dlatego pomyślałam o cukinii. Cukinia jest wdzięcznym warzywem, można z niej tyle dobrego wyczarować.

Zrobiłam więc farsz, który położyłam na plastrach cukinii. To pomysł wcześniej już przeze mnie wypróbowany i sprawdzony, choć za każdym razem trochę inny.

W tym roku zrobiłam grillowaną cukinię  po raz pierwszy, ale z pewnością nie ostatni!

W misce rozgniotłam widelcem twaróg, dodałam do niego odrobinę majonezu, rozgnieciony czosnek, chilli, posiekane świeże, ogrodowe  oregano, trochę utartego parmezanu, na koniec  odrobinę posoliłam . W drugiej misce twaróg wymieszałam z posiekanym szczypiorem, czyli zielonym fragmentami  młodej cebuli dymki. Dałam również czosnek, pokrojone czarne oliwki, przyprawiłam pieprzem i solą, dodałam utarty parmezan. Tymi dwiema twarogowymi masami posmarowałam grubo plastry cukinii, na części położyłam pokruszony ser pleśniowy,  na wszystkich listki świeżego oregano.

Tę faszerowaną cukinię grillowaliśmy  dość dłu,go, dłużej niż schab, zanim była gotowa do jedzenia. Trochę się niecierpliwiłam, bo byłam głodna. Ale podpieczona na grillu bagietka, posmarowana masłem czosnkowym z ziołami pozwoliła mi jakoś przetrwać to oczekiwanie, aż doczekałam się mojej cukinii!

Polecam ją wszystkim, którzy niekoniecznie muszą mieć mięso z grilla.

Choć przyznam, że moi domowi mięsożercy też całkiem chętnie ją jedli.

To naprawdę fajny pomysł 🙂

Grillowana cukinia z twarogowym nadzieniem

1 średnia cukinia

około 200 g twarogu

świeże oregano, ale może tez być bazylia albo inne ulubione zioła

2 ząbki czosnku ( po jednym do każdej pasty)

2 pełne łyżeczki majonezu ( po łyżeczce do każdej pasty)

sól według uznania

około 2 x 40 g parmezanu

posiekana dymka

kilka pokrojonych oliwek

trochę pokruszonego sera pleśniowego

szczypta chili

listki oregano do przybrania

Smacznego,

Basia

Pyszna tarta ze szparagami, szynką i jajkami

Brak komentarzy

To wprawdzie nieskromnie brzmi, ale ta tarta była naprawdę przepyszna.

Kiedy zabierałam się za jej przygotowanie, nawet nie sądziłam, że tak nas zachwyci.

Jeśli tego rodzaju jedzenie Was w ogóle interesuje, to gorąco zachęcam do wypróbowania. Szparagi jeszcze są:-)

Rozgrzałam piekarnik do około 200 stopni. Zanim się nagrzał ugotowałam szparagi. Podczas przycinania ich okazało się, że nie są w ogóle zdrewniałe i łykowate, więc tylko przekroiłam je na mniejsze części i wrzuciłam do lekko osolonej gotującej się wody. Górne części pędów z główkami dorzuciłam chwilę później, bo potrzebują mniej czasu na ugotowanie. Gdy były prawie miękkie odcedziłam je.

Na patelni lekko podsmażyłam  na odrobinie oliwy pokrojoną szynkę i posiekaną młodą cebulę. Dodałam rozgnieciony czosnek, wymieszałam i odstawiłam.

W naczyniu do zapiekania ułożyłam ciasto francuskie, na nim podsmażoną szynkę, pokrojone na mniejsze części jajka na twardo, szparagi i sporo posiekanych listków świeżego oregano. W misce roztrzepałam jajko ze śmietanką, dodałam dużo pieprzu, a na koniec utarty ser i wymieszałam dobrze.

Masę jajeczno-śmietankowo-serową wyłożyłam na szparagi i na koniec posypałam jeszcze utartym serem.

Wstawiłam tartę  do piekarnika, zmniejszyłam temperaturę do około 180 stopni i piekłam, aż wierzch i brzegi tarty były złociste, około 1/2 godziny.

Naprawdę warto spróbować:-)

Tarta z szynką, jajkiem i szparagami


opakowanie ciasta francuskiego 275 g

około 200 g szynki pokrojonej w paski

około 300 g szparagów

nieduża cebula

3 jajka ugotowane na twardo

1 jajko surowe

około 200 ml śmietanki kremówki

świeżo zmielony pieprz

świeże oregano, dużo!

spory ząbek czosnku

około 80 g sera gruyere ( albo innego ostrego)

Smacznego,

Basia

Risotto ze szpinakiem, schabem i suszonymi pomidorami

komentarze 4

Właściwie, to miało być co innego na obiad, ale w lodówce był ugotowany ryż z poprzedniego dnia. Był też schab zamarynowany do grillowania, którego okazało się być za dużo na grillowana kolację. W związku z tym zdecydowałam, że jednak zużyję to, co jest w lodówce.

Schab, wcześniej zamarynowany z oliwą, czosnkiem, chili, oregano, pieprzem i białym winem,  pokroiłam na wąziutkie, cienkie paski, wrzuciłam na patelnię i najpierw podsmażyłam a potem poddusiłam. Trwało to kilkanaście minut albo trochę więcej. Gdy był miękki odstawiłam.

Rozmroziłam około 200 g szpinaku, rozgrzałam patelnię z odrobiną oliwy, dodałam rozgnieciony czosnek i szpinak, przez chwilkę tylko je dusiłam, dodałam wino, ocet winny i posoliłam. Do schabu dodałam ugotowany ryż, pokrojone suszone pomidory, sporo posiekanego, świeżego ogrodowego oregano. Zaznaczam, że ogrodowego, bo takie zioła z ogrodu mają nieporównanie większy aromat i wyrazisty smak.

Wymieszałam wszystko delikatnie, gotowe danie posypałam parmezanem, ozdobiłam czarnymi oliwkami i listkami świeżego oregano.

Zamiast schabu można spokojnie dać filet z kurczaka, albo jakies inne kawałki mięsa, jeśli akurat coś macie w domu. Można tez zupełnie pominąć mięso,… ale moja rodzina chyba tego nie chciałaby 🙂

Risotto ze szpinakiem, schabem i suszonymi pomidorami


filiżanka suchego ryżu ( ugotować ulubioną metodą, ja jak zwykle pozostaję wierna egipskiemu sposobowi)

około 300 g schabu ( najlepiej zamarynowanego wcześniej)

200 g mrożonego szpinaku

kilka suszonych pomidorów pokrojonych w paseczki

kilka czarnych oliwek

sporo posiekanego świeżego oregano

sól, pieprz, chili

odrobina  octu winnego i  około 50 ml wina do szpinaku

rozgnieciony spory ząbek czosnku

utarty parmezan

kilka czarnych oliwek

Smacznego,

Basia

P.S.

Dziewczyny, nie martwcie się!

Ten obiecany makaron też będzie wkrótce.

Nie zapomniałam  o tym 🙂

Fish curry

Brak komentarzy

Dziś po raz pierwszy ugotowałam curry z rybą. Do tej pory robiłam tylko curry z kurczakiem, indykiem albo wegetariańskie, np. z ciecierzycą. Zawsze mi bardzo smakowały. To z rybą też jest fajne. Wprawdzie w kuchni indyjskiej ciągle używa się podobnych przypraw, zwykle jest kmin rzymski, imbir, chili, kolendra, często jest garam masala, to zupełnie nie nudzą mi się te smaki.

Do dzisiejszego dania użyłam łososia, bo tylko taką rybę miałam w domu. Myślę, że równie dobrze, a może nawet lepiej, zaprezentuje się tu jakaś biała ryba, np. dorsz.

W oryginalnym przepisie, podejrzanym we wspomnianej tu już kiedyś książce „ I love  curry” była mowa właśnie o białej rybie.

Na patelni rozgrzałam olej, a na nim podsmażyłam kmin, kolendrę i chili, dodałam posiekaną cebulę i smażyłam, aż była lekko złocista.

W blenderze zmiksowałam pomidory, czosnek, kurkumę i imbir, dodałam do smażącej się cebuli z przyprawami. Dodałam też 6 sporych łyżeczek mleka kokosowego rozpuszczonych w  około 200 ml wody.

Przyprawiłam solą, odrobiną cukru, dodałam kawałki łososia i pozwoliłam im się dusić w tym pomidorowo-kokosowym sosie przez około 10 minut.

Kiedy danie było gotowe dodałam posiekane listki świeżej kolendry.

Podczas, gdy curry się gotowało, przygotowałam ryż, jako dodatek do tej indyjskiej potrawy.

Fish curry

500 g filetów z ryby

3 łyżki oleju

3 płaskie łyżeczki  mielonego kminu

szczypta chili

2 łyżeczki mielonej kolendry

1 nieduża, posiekana cebula

1/2 łyżeczki mielonego imbiru

4 spore, rozgniecione ząbki czosnku

puszka pomidorów ( spokojnie wystarczy pół puszki plus trochę wody. Ja dałam całą puszkę i danie było dość kwaśne, choć ciągle wyśmienite.

1/2 łyżeczki kurkumy

6 pełnych łyżeczek mleka kokosowego w proszku + woda

sól według uznania

świeża kolendra

ryż ugotowany według życzenia

Życzę smacznego:-))

Basia

Najłatwiejsza zupa szparagowa

komentarze 2

Sezonu szparagowego ciąg dalszy:-)

Dziś zupa. Najłatwiejsza zupa ze szparagów.

Soczyście zielona i pyszna, a przy tym naprawdę dziecinnie łatwa.

Znów nie mogłam oprzeć się kupieniu zielonych szparagów. Wracałam do domu ze świadomością , że mam niewiele czasu na przygotowanie czegoś do jedzenia. Pomysł na zupę ze szparagów rozwiązywał więc mój problem.

Wiązkę szparagów umyłam i odcięłam z pędów końcówki. Jeśli z łatwością dawały się odciąć, nie obierałam. Jeśli nóż wyczuwał opór, obierałam dolne fragmenty łodyg.

Zagotowałam wodę w garnku, wrzuciłam do niej obrane i pokrojone na mniejsze kawałki szparagi. Dodałam czosnek, pokrojonego drobno ziemniaka i naturalną przyprawę warzywną i gotowałam, aż szparagi były dość miękkie. Wyjęłam część ugotowanych górnych fragmentów pędów, czyli tych z główkami i odłożyłam je do dekoracji. Resztę gotowałam jeszcze przez chwilę. W blenderze zmiksowałam szparagi, ziemniaka i wywar, w którym się gotowały. Dodałam  garść listków świeżej bazylii, szczyptę chili, sporo pieprzu, łyżeczkę cukru, łyżeczkę czy dwie octu winnego, śmietankę i sól.

Podczas gdy gotowała się zupa, zrobiłam do niej grzanki, pokroiłam bułkę w drobną kostkę i podsmażyłam na oliwie.

Gotową zupę nalałam do miseczek, ozdobiłam główkami szparagów i świeżą bazylią i podałam z grzankami.

Zupa ze szparagów

4 porcje

wiązka szparagów (500 g chyba)

750 ml wody ( ewentualnie więcej, jeśli jest potrzeba)

1 ziemniak

garść listków świeżej bazylii

sól

cukier

chili

pieprz

naturalna przyprawa warzywna

spory, rozgnieciony ząbek czosnku

100 ml śmietanki kremówki

grzanki

oliwa do podsmażenia grzanek

bazylia do dekoracji

Smacznego,

Basia

Zielone szparagi :-)

Brak komentarzy

Nastał sezon na szparagi!

On już zresztą trochę trwa, tylko ja nie mam kiedy pisać o tym…

Ale najważniejsze, że są szparagi, te zielone!

Miałam też okazję w tym roku przyrządzić białe i już więcej nie zamierzam ich kupować. Białe się obiera, bezwzględnie. To skrobanie szparagów to okropnie niewdzięczna czynność. Zupełnie się nie dziwię, że Niemcy, którzy mają zupełnego świra na punkcie szparagów, mają w sklepach od razu maszyny do ich obierania. Widziałam to ostatnio w Berlinie. Kupują porcję szparagów i dostają od razu obrane. Super pomysł.

A skoro u nas nie ma takich maszyn, to ja już tylko zielone poproszę!

Więc dlatego kupiłam wiązkę zielonych szparagów i zrobiłam dziś na kolację krewetki ze szparagami. A do tego, jak na sezon szparagowy przystało, sałatę ze szparagami i innymi smakowitymi dodatkami. Do tego jeszcze bagietka z masłem czosnkowo-bazyliowym. Pycha!

Krewetki ze szparagami to niezwykle proste do przygotowania danie i jednocześnie smaczne, takie lubię najbardziej.

Szparagi umyłam, obcięłam twarde końce, przekroiłam na mniejsze kawałki i wrzuciłam do gotującej się wody z dodatkiem soli i odrobiny cukru. Gotowałam przez kilka minut, aż był wystarczająco  miękkie. W tym czasie zajęłam się krewetkami.

Zamrożone krewetki przelałam wrzątkiem, rozgrzałam oliwę na patelni i dodałam zmiażdżony czosnek, wrzuciłam krewetki, podlałam białym winem, dałam sporo pieprzu, nieco soli, trochę słodko-pikantnego sosu chili. Gdy krewetki były miękkie odstawiłam.

Odcedzone szparagi wymieszałam z krewetkami, przełożyłam na talerz do serwowania i posypałam utartym serem Dziugas.

Krewetki ze szparagami

400 g krewetek z ogonami

400 g szparagów

40 g sera Dziugas

ok 100 ml białego wina

sól

sporo pieprzu

oliwa 2-3 łyżki

2 łyżki sosu słodko-pikantnego chili

Smacznego,

Basia

Fistaszkowe kwadraty

Brak komentarzy

Kiedy moja Córka po raz pierwszy zobaczyła w „How to be a domestic goddess”  Nigelli przepis na kwadraty z masłem orzechowym, zaświeciły jej się oczy. Mnie w sumie trochę też, bo też jestem fanką masła orzechowego, przecież!

Wielokrotnie powtarzałyśmy, że musimy zrobić te fistaszkowe kwadraty, ale ciągle były jakieś przeszkody.

Imieniny Córki były więc dobrą okazją, żeby wreszcie zrealizować ten plan.

Kupiłam to, co potrzebne i zrobiłam.

Bardzo prosty przepis, na który składają się  dwie warstwy: orzechowa, z masłem orzechowym i czekoladowa.

Orzechową masę zrobiłam wkładając do robota 200 g masła orzechowego ( gładkiego), 200 g cukru pudru, 50 g miękkiego masła, 50 g cukru muscovado.

Cukier muscovado zwykle jest dość zbrylony i robot nie  dał rady całkiem rozetrzeć grudek, ale Nigella twierdzi, że tak ma być. Ja też nic nie mam przeciwko:-)

Rozsmarowałam powstałą masę w naczyniu prostokątnym o bokach około 20×30 cm, wyłożonym papierem do pieczenia. Zrobiłam następnie drugą warstwę:  300 g czekolady ( 200 mlecznej i 100 gorzkiej) włożyłam w misce do kuchenki mikrofalowej i roztopiłam, dodałam łyżkę masła i około 3 łyżek  śmietanki kremówki i dobrze wymieszałam. Warstwę  czekoladową położyłam na warstwie orzechowej i wyrównałam, a potem naczynie wstawiłam do zamrażarki, żeby deser szybko stężał. Gdy był gotowy, pokroiłam go na kwadraty.

Masa orzechowa jest znacznie bardziej miękka, niż czekoladowa. Być może to  z powodu masła orzechowego. Ja kupiłam gładkie masło Felix, które było bardzo miękkie Może lepsze byłby masło firmy Sante albo Black Rose, bo one są twardsze. Problem z miękkością masy jest wtedy, gdy deser poleży chwilę w temperaturze pokojowej, bo wtedy dół orzechowy robi się miękki.

Ale dla prawdziwych łasuchów, to w sumie nieistotne:-)

Smacznego,

Basia

Wieżyczki z naleśników

1 komentarz

Bardzo lubię przyjęcia, na których jedzenie stanowi „finger food”, małe przekąski, koreczki,  miniaturowe kanapeczki. Ilekroć jestem gościem na takiej imprezie, podpatruję nowe, ciekawe pomysły, bo sama też często przygotowuję właśnie takie jedzenie na nasze spotkania towarzyskie czyli na canapé party. Uwielbiam to!

Wprawdzie przygotowanie takiego przyjęcia jest bardzo pracochłonne, ale jaki efekt!

Parę lat temu moja koleżanka Ewa dała mi niesamowitą książkę, której używam, żeby się zainspirować,  ilekroć mam przygotować przekąskowe party: „ Canapés” Eric Treuille & Victoria Blashford- Snell.

Fantastyczna książka z setkami pomysłów na śliczne i oryginalne, malutkie kanapeczki, zawijasy, grzaneczki, pieczone babeczki, przeróżne korki, a do nich dipy. Ponadto mnóstwo cennych porad dotyczących ilości jedzenia, jakie  należy przewidzieć w zależności od  czasu trwania i rodzaju imprezy, a także praktyczne wskazówki dotyczące konkretnych przepisów i informacje, co można zrobić wcześniej, żeby nie zostawiać wszystkiego na ostatni moment. A w przypadku takiego rodzaju przyjęcia, niestety większość czynności musi być wykonana w ostatniej chwili.

Pomysł na wieżyczki z naleśników pochodzi właśnie z „ Canapés”.

Zauważyłam, że goście bardzo lubią tę przekąskę. Szczęśliwie się składa, że ją można przygotować wcześniej, nawet poprzedniego dnia. Rulony naleśnikowe nawet muszą być dobrze schłodzone przed pokrojeniem, żeby można je było łatwo pokroić.

Spróbujcie, jak zapowiedzą się do Was goście:-)

Wieżyczki z naleśników

na około 25 sztuk

naleśniki ( 5 sztuk o średnicy około 25 cm):

60 g mąki

1/4 łyżeczki soli

1 jajko

150 ml mleka

30 g stopionego masła

Zmiksowałam w blenderze wszystkie składniki ciasta, smażyłam  naleśniki  z obu stron na suchej, teflonowej patelni.

nadzienie:

serek typu Filadelfia, ja dałam Turek kremowy

5 dużych plastrów szynki ( duża średnica)

musztarda francuska z ziarnami gorczycy

posiekana świeża kolendra

Każdy  naleśnik posmarowałam cienko serkiem, a następnie bardzo cienko musztardą, posypałam posiekaną kolendrą, położyłam plaster szynki i całość zwinęłam ściśle. Zapakowałam rulony w folię aluminiową i wstawiłam do lodówki. Przed podaniem wyjęłam z lodówki, pokroiłam na kawałki o płaskim spodzie i ukośnie ściętej górze i ułożyłam wieżyczki na talerzu.

Można też najpierw zwinąć w rulon każdy plaster szynki i dopiero zwijać naokoło naleśnik, wtedy szynka jest tylko w centrum.

Smacznego,

Basia

Muffinki borówkowe

komentarze 4

Pewnie nie napisałabym o tych muffinkach, gdyby nie pewien komentarz, tu na moim blogu.

Moja Córka twierdzi, że za dużo piszę o muffinkach i to jest nudne. Pewnie dla niektórych może być, zgadzam się…

Ale też są pewnie tacy, którzy wcale się tym nie nudzą. Niedawny, niezwykle sympatyczny  wpis od Nowej Fanki muffinek  sprawił, że postanowiłam jednak napisać po raz kolejny, tym razem o muffinkach z borówkami. Piekłam babeczki z tymi owocami już nie raz, bo je bardzo lubię! Zwykle dawałam sporo owoców i choć bardzo smaczne, te muffinki były mało trwałe. Przez swą sporą wilgotność dość szybko  traciły formę, więc szybko trzeba było je zjadać.

Kiedyś pijąc kawę w Coffeheaven spróbowałam sprzedawanych tam właśnie muffinek z borówkami. Wiadomo, że wypieki w gastronomii muszą być trwałe, co niestety często odbija się na smaku Te były jednocześnie smaczne, zwarte i całkiem owocowe.  Z pewnością wytrzymują w gablocie więcej niż jeden dzień. Przyjrzałam się im i postanowiłam upiec podobne.

Wyszły naprawdę fajnie, a Iza twierdzi, że są dużo lepsze niż te z Coffeeheaven 🙂

Jeśli jesteście muffinkowymi zjadaczami, jak ja, to spróbujcie, proszę!

muffinki z borówkami ( dla niektórych pewnie z jagodami…)


12 sztuk

260 g mąki pszennej

40 g mąki ziemniaczanej

2 jajka

szczypta soli

180 g cukru

cukier waniliowy

2 pełne ( z czubkiem) łyżeczki proszku do pieczenia

150 g mleka

100 g oleju

120 g borówek  mrożonych

kilka łyżeczek cukru brązowego do posypania muffinek

Zmiksować dobrze wszystkie składniki oprócz cukru brązowego i  owoców.

Gdy masa będzie wymieszana dodać borówki, mrożone owoce porozdzielać, żeby nie były zmrożone w jednej bryle, tylko luźne kuleczki. Wsypywać je i od razu lekko wymieszać, ciasto zabarwi się na niebiesko, a owoce będą pojedynczo zatopione w cieście.

Przełożyć masę do 12 papilotek, każdą muffinkę posypać brązowym cukrem (około 1/2-1 łyżeczki)

Piec w temperaturze 180 stopni, aż wyrosną i będą złoto-brązowe i trochę popękane z wierzchu. Sprawdzić patyczkiem, czy są upieczone i wyjąć z piekarnika.

Smacznego,

Basia

Facebook

Likebox Slider for WordPress